środa, 22 czerwca 2009 r.
Jeszcze kilka słów o chacie na Gruni. Schronisko bardzo sympatyczne, całe w drewnie i z troszkę bogatszym menu jak w Chacie pod Suchym

.
Tym razem Alicja jest bez litości i zarządza pobudkę po 6 rano... Tak wcześnie to ja nawet do pracy nie wstaję

. Cel: Velky Rozsutec, Horne Diery i jak Bóg da Dolne Diery. Kilka minut po 6.30 wymknęliśmy się ze śpiącego jeszcze schroniska. Niebieskim szlakiem podążyliśmy do pobliskiej Štefanovej. Tu krótkie poszukiwania knajpki, w której można zjeść śniadanko. O 7.30 okazało się to o dziwo dość łatwe

Parę minut po 8 z pyszną jajecznicą, świeżym chlebkiem i cofolą w brzuszkach wyruszamy zielonym szlakiem na sedlo Medziholie. Zajeło to nam 1.45 h wobec rozkładowego czasu 1.30

. Tu krótki odpoczynek i wyruszamy na Rozsutca.
Tłok tu znacznie większy niż na obu Krywaniach... Podejście na Rozsutec jest dość pracochłonne - docieramy tu po jakiś 1.40 h. Widoki są tu oczywiście równie niezrównane jak w reszcie MF.
Potem schodzimy na sedlo Medzirozsutce - tu rzut okiem na Maly Rozsutec, na który z braku czasu tym razem nie wchodzimy

.

.
My zaś uderzamy w Horne Diery - istny raj dla tych którzy kochają wąwozy, łańcuchy, drabinki, etc.
Moje Garmonty okazały się do... - trzy razy pośliznąłem się i lądowałem na nie wymienionej uprzednio z nazwy części ciała. Tak więc oboje dość zgodnie postanowiliśmy darować sobie Dolni diery dochodząc do wniosku, że dość drabinek i łańcuchów oraz moich twardych lądowań. Tym bardziej, że nasze zapasy wody uległy wyczerpaniu. Na szczęście przy polanie (?) Podžiar znalzał się koliba tak samo nazwana serwująca przysmak wypadu - čapovana Kofola

, której na miejscu pochłaniam literek

. Stąd niespiesznie schodzimy do Štefanovej na autobus Ten z 5 minutowym opóźnieniem wywozi nas do Żiliny. Niestety okazało się kluczowe, gdyż tych 5 minut zabrakło nam w Żylinie na pociąg do Zwardonia. Pozostało więc jechać kolejnym do Cadcy i z przesiadką (na którą ledwie zdążamy) do Skalitego Serafinova. Mamy różne koncepcje szybkiego przerzutu z Skalitego do Zwardonia. Ostatecznie jednak zostaje wariant pokonania odcinka Serafinov-Zwardoń piechotą. W Skalitem rozwiane zostają nasze nadzieje, że zdążymy na ostatni pociąg ze Zwardonia - czekamy na opóźniony osobowy z Polski na Słowację. W rezultacie, choć Serafinov i Zwardoń dzieli jakieś 15-20 minut brakło nam w ostatecznym rozrachunku 5 minut w Zwardoniu. Przed granicą jeszcze w ostatniej knajpce łyk Kofoli na pocieszenie

. Z Serafinova prowadzi żółty szlak łaczący się na górce Zwardoń z GSB.
Stanęło przed nami widmo siedzenia w Zwardoniu do rana... Na szczęście dzięki uprzejmości miejscowych kolejarzy dostajemy do dyspozycji zamykaną na noc poczekalnię

. Mając zapewniony dach nad głową idziemy na kolację do pobliskiej knajpki serwującej przepyszne pierogi po 8,50

. Najedzenie kładziemy się do 3 rano spać na poczekalni. O 3.33 wywozi nas ze Zwardonia osobowy do Katowic. Tu ja szybko przesiadam się na "Hutnika", który zabiera mnie do Skierniewc, a Alicja pozostaje czekając na swój pociąg.
* * *
Reasumując, serdecznie dziękuję Alicji za sympatyczne towarzystwo. Ponadto muszę stwierdzić, że Mała Fatra mnie urzekła i z pewnością będę chciał tam jeszcze wrócić nie raz - zwłaszcza, że spore fragmenty jeszcze nie zostały zobaczone. A przygody - cóż dodały wyprawie dodatkowego smaczku.
Tym, którzy chcą obejrzeć wszystkie moje "knoty'" lub nie wyświetlają się zdjęcia na forum polecam bezpośredni link do galerii z tego wypadu:
http://picasaweb.google.pl/ariel.ciecha ... Fatra2009#