Miały być Karkonosze, a wylądowałem w Beskidzie Żywieckim

.
Nie zarywając całej nocy o 3.05 wyruszyłem ze Skierniewickiej stacji do Bielska Białej. Rozkładam w rowerowym karimatę na glebie i idę dalej spać. W Bielsku zakupy i śniadanko. O 9.24 miał być osobowy do Żywca - spóźnił się 15 minut, więc po busie do Korbielowa Granicy nie pozostał nawet obłoczek dymu. Rad nie rad poszedłem na dworzec PKS łapać autobus z Bielska Białej do Korbielowa Kamiennej. Autobus wypełniały głównie różne formy górołazów

. W Korbielowie kawka i rad nie rad ruszam czarnym szlakiem do przejścia granicznego, które straszy puste. Krótki wypad na Słowację po piwko i Studentską (bo tylko monopol działał...

) i ruszam GSB na przełęcz Głuchaczki, gdzie miałem zaplanowany nocleg. Po czterech godzinach docieram wędrówki docieram do SBN na przeł. Głuchaczki. Praktycznie ląduje przed planem - żebym wiedział, że tak sprawnie się idze to bym wyjechał ze Skierek po 6 rano (sic!). Pozostaje pogadać z innymi turystami i bazowymi, poczytać książkę (niezawodny "Mistrz i Małgorzata"), porąbać drewno na ognisko i iść spać. Noc zimna, namioty bazowe wypełnione na full, stoi też kilka namiotów turystów, w tym tubylców odbywających na szczęscie niezbyt głośną libację w pięknych warunkach przyrody. Noc już chłodna, ale ją jakoś we własnym śpiworku dodatkowo przykryty śpiworem bazowym przeżyłem.
O poranku zwinęła się część turystów a ja pospałem do 8. O 9.10 ruszyłem dalej z ambitnym planem dotarcia najpóźniej na ostatni bus o 19.40. Po 1,5 h osiągnąłem Mędralową, po 4 h Cyl - turystów w porównaniu z sobotą sporo. Z Cyla piękna panorama, tęskny rzut okiem na Malą Fatrę (misiu, tęsknię za tobą

) i schodzę na Bronę pełną opalających się turystów - nie chcąc zarywać nocy decyduje się Diblakowi pomachać z przełęczy i schodzę na Markowe Szczawiny. To masakra - odbijam w zeszycie i książeczce GOT i bez obiadu lecę do Zawoi. Ambitny plan zakłada złapać busa o 17.40, a jeszcze lepiej o 16.20. Nie doceniałem swoich możliwości. Na przystanku w Zawoi Podryżowanej wylądowałem o 15.27 - na 6 minut przed busem do Krakowa. Wg mapy powiniem iść 7 h. Szedłem 6.15 h - jeszcze tak mi się nie zdążyło... O dziwo na czarnym szlaku był prawdziwe pustki

.
Realne stało się złapanie w Krakowie ekspresu Tatry. Nieopatrznie kupiłem bilet do Krakowa, a było pociąg łapać już w Suchej. No cóż kolana nie były zachwycone. W Krakowie zdobywam darmowy bilet na ekspres (zostało parę w spadku po ex żonie

). Przy okazji szkolę młodziutką i sympatyczną kasjereczkę IC z wystawiania takich biletów

. Kupuję "Świat Kolei", spożywam obiad u wujka Maca i opuszczam Kraków.
Foteczki niezminennie na mojej Picasie -
http://picasaweb.google.pl/ariel.ciecha ... LD318KFJg#
Teraz będzie odpoczynek od gór - o ile BWZ PAN nie pokaże swej nieudolności niezbywając dla mnie wiz białoruskiej i rosyjskiej i wyjazd do Moskwy Woland z ekipą nie wezmą...