Wczoraj wieczorem skaptowałem brata i dzisiaj przed 7 ruszyliśmy do Brennej.
Założona trasa:
Brenna - Błatny - Szyndzielnia - Klimczok - Chata Wuja Toma - Brenna
Do Brennej dojechaliśmy około godziny 9 - niestety trochę ruchu na trasie było
Plam był taki aby do Błatnej dojść najpierw szlakiem czarnym potem zielonym. Jakie było nasze zdziwienie jak po krótkim błądzeniu w Brennej w końcu natrafiliśmy na zamalowane znaki czarne, którymi przeszliśmy może kilkaset metrów i droga się urwała.
Nic niezrażeni ruszamy na przełaj i wchodzimy w sam środek ścinki drzew - paręnaście metrów przed nami z wielkim łoskotem upada jakiś iglak
Ale co tam śmigamy dalej, po drodze wielkie błoto aż w końcu wchodzimy w śnieg - właściwie wpół błoto pośniegowe
Ale widoczki wynagradzały nam trudności w poruszaniu się
Po około godzinie z małym haczkiem docieramy do schroniska na Błatnej - Błatnym - nie wiem jak odmieniać
Obsługa bardzo sympatyczna - tutaj mały popas.
Aha od samego początku nie spotkaliśmy kompletnie nikogo:)
Ze schroniska poszliśmy na szczyt Błatnej - Błatnego ... skąd bardzo fajne widoczki nam się ukazywały - np takie jak niżej:
Stamtąd lecimy dalej na Szyndzielnię, śniegu coraz więcej, na szlaku dalej pustki - a pogoda zaczyna się troszkę poprawiać:
Przed dojściem na Szyndzielnię moje buty zaczynają mocno przeciekać - TAK PO CO JE BYŁO IMPREGNOWAĆ - sobie pomyślałem jak z rana po prostu to olałem
Na Szyndzielni w środku również nikogo - tutaj szybka regeneracja żywcowa sił.
W trakcie naszego pobytu przyszły dwie osoby z Bielska - to jedyni turyści jakich spotkaliśmy na swojej drodze
Z Szyndzielni po wykręceniu skarpetek lecimy na Klimczok - pogoda coraz lepsza, widoczność się poprawia a w butach dalej mokro
W schronisku również nikogo, po odbiciu pieczątki posilamy się kanapkami i dociera do nas że do samochodu jest jeszcze kawał drogi a słoneczko zaczyna coraz szybciej opadać...
Z czerwonego szlaku do przełęczy Karkoszczonka, przy zaczynającym zachodzić słońcu wyłania się wspaniały widok na Masyw Skrzycznego - jak dla mnie miodzio !!!
W dość intensywnym tempie schodzimy do Brennej wstępując na parę sekund do Chaty Toma, mijając następną ekipę "ścinaczy" drzew lądujemy przy aucie już o zmroku.
Wypad rewelka, pogoda zmienna ale jak ktoś powiedział taka w górach jest najlepsza. Na szlaku pustki pewnie z powodu okresowo zamkniętej kolei na Szyndzielnię - więc jak dla mnie mimo doszczetnego przemoczenia butów było super.
Więcej fotek tutaj: http://picasaweb.google.com/olo23333/Be ... aKlimczok#