Beskid Sądecki 17-18.04.2010
: 19-04-2010 11:44
Witam,
zgodnie z zapowiedzią wyruszyłem na szlaki Beskidu Sądeckiego. Tym razem nie sam, a ze szwagierką Gosią, która w sumie mnie namówiła na nie dokońca wcześniej planowany wypad. Beskid Sądecki ma tą zaletę, że jest osiągalny z centralnej Polski bez całonocnego tłuczenia się pociągiem. Ponieważ spodziewałem się tłoku, tym razem podróż odbywała się w 1 klasie bezpośredniego pociągu. Jak się okazało był to jednak zbytek luksusu
.
W sobotę rano budzi brutalnie obudził mnie o 3.40 - wszak musiałem się udać do Warszawy z biletem dla Małgorzaty
. Z Warszawy pociągnęło nas najnowsze dziecko PKP IC, czyli lokomotywa Taurus zwana też Husarzem. W Krakowie zmiana lokomotywy, tym razem na czeskiego "Perszinga" noszącego imię Jadwiga. Z kilku minutowym opóźnieniem wylądowaliśmy w Żegiestowie Zdroju. Złożenie kijków i zaczynamy o 12.50 niezbyt spieszny spacerek niebieskim szlakiem w kierunku Pustej Wielkiej. Po drodze mijamy opuszczony zespół żegiestowskiego sanatorium
. Dalej - widoków specjalnych nie ma. Urzeka nas jedynie rozległa polana na Trzech Kopcach.
Potem Pusta Wielka i rozległa polana miedzy nią a Bacówką na Wierchomlą. Z Tatr ledwo widać szczyty Lodowego i Łomnickiego szczytów. W końcu po 6 h marszu docieramy do gościnnej bacówki nad Wierchomlą.
W kominku trzaska ogień a gospodarze schroniska naprawdę są bardzo mili
. Wieczór przy piwku, kominku, świecach muzyce SDM z głośnika i coraz piękniejszymi Tatrami za oknem.
Od gospodarzy dowiaduję się, że często wpada Artur, bywa też "Kura". O 21 kładziemy się spać. Rano pobudka - czeka nas maraton do Krynicy, tak, aby nam nie uciekł pociąg do Warszawy. Pyszne śniadanko i można ruszać. Chłopak z obsługi zauważa - jak schronisko się opróżnia rano, to oznacza, że zaczął się sezon turystyczny. Faktycznie - gros osób w schronisku stanowili plecakowcy. Było jedynie dwóch egzotycznych gości mocno zdziwionych, że po zmroku w schronisku potrzebna jest latarka
.
A rano Tatry ukazały się nam w pełnej krasie...
Ruszamy dalej, przez Runek, Jaworzynę Krynicką oraz Diabelski Kamień do Krynicy.
.
Pomnik Nikifora, obiadek w dworcowym barze rodem z PRLu i o 15.56 opuszczamy Krynicę.
Całość fotek: http://picasaweb.google.pl/ariel.ciecha ... 617042010#
zgodnie z zapowiedzią wyruszyłem na szlaki Beskidu Sądeckiego. Tym razem nie sam, a ze szwagierką Gosią, która w sumie mnie namówiła na nie dokońca wcześniej planowany wypad. Beskid Sądecki ma tą zaletę, że jest osiągalny z centralnej Polski bez całonocnego tłuczenia się pociągiem. Ponieważ spodziewałem się tłoku, tym razem podróż odbywała się w 1 klasie bezpośredniego pociągu. Jak się okazało był to jednak zbytek luksusu
W sobotę rano budzi brutalnie obudził mnie o 3.40 - wszak musiałem się udać do Warszawy z biletem dla Małgorzaty
Potem Pusta Wielka i rozległa polana miedzy nią a Bacówką na Wierchomlą. Z Tatr ledwo widać szczyty Lodowego i Łomnickiego szczytów. W końcu po 6 h marszu docieramy do gościnnej bacówki nad Wierchomlą.
W kominku trzaska ogień a gospodarze schroniska naprawdę są bardzo mili
Od gospodarzy dowiaduję się, że często wpada Artur, bywa też "Kura". O 21 kładziemy się spać. Rano pobudka - czeka nas maraton do Krynicy, tak, aby nam nie uciekł pociąg do Warszawy. Pyszne śniadanko i można ruszać. Chłopak z obsługi zauważa - jak schronisko się opróżnia rano, to oznacza, że zaczął się sezon turystyczny. Faktycznie - gros osób w schronisku stanowili plecakowcy. Było jedynie dwóch egzotycznych gości mocno zdziwionych, że po zmroku w schronisku potrzebna jest latarka
A rano Tatry ukazały się nam w pełnej krasie...
Ruszamy dalej, przez Runek, Jaworzynę Krynicką oraz Diabelski Kamień do Krynicy.
.
Pomnik Nikifora, obiadek w dworcowym barze rodem z PRLu i o 15.56 opuszczamy Krynicę.
Całość fotek: http://picasaweb.google.pl/ariel.ciecha ... 617042010#