Strona 1 z 1

Triglav i Jalovec [Alpy Julijskie]

: 23-07-2010 15:46
autor: Migawka
Końcem czerwca wybrałam się na kilkunastodniową włóczęgę po Europie.
Jednym z gwoździ programu był Triglav, najwyższy szczyt Słowenii.

Na Trójgłowego startowałyśmy z przełęczy Luknja, a dokładniej rzecz ujmując z biwaku pod tą przełęczą (bivak pod Luknja). Miejsce to jest niemalże idealne- świetny punkt wypadowy zarówno w stronę Triglava jak i na Stenar, Razor i resztę grzbietu. Miejsca do spania jest sporo (poddasze + sporo miejsca na namioty), dostęp do wody (deszczówki) też jest, no i widoki są… przecudne.


Wieczorem, dzień przed atakiem na Triglava, długo zastanawiałyśmy się która drogę wybrać. W grę wchodziły: przez Prag i droga Bamberga. Jak się później okazało wybrałyśmy właściwie, rano wystartowałyśmy na przełęcz i tam ferrata Bamberga w stronę Triglava. Słowo ferrata jest trochę na wyrost, to raczej mocno eksponowana droga z bardzo dobrym, momentami przesadnym ubezpieczeniem. Właściwe tylko jeden moment może sprawić problem, metrowy, wąski komin zakończony efektowną przepaścią- zupełnie nie ubezpieczony. Koniec ferraty to grań z genialnym widokiem na Triglava i okoliczne szczyty. Tam zrobiłyśmy sobie dłuższy popas połączony z sesją zdjęciową. W takich miejscach nawet pasztet smakuje wyśmienicie ;) Chwile później musiałyśmy tez uzbroić się w raki, bo czekało na zaśnieżone jeszcze plateu przed Triglavem. Natka była w swoim żywiole i po śniegu śmigała niczym Pan Samochodzik, a ja miałam wrażenie, ze to białe paskudztwo nigdy się nie skończy- śnieżna pustynia z górską fatamorganą ;)



Dalsza część drogi troszkę zwiększyła mi poziom adrenaliny. Czekały nas dwa lub trzy strome żleby ze spora ilością śniegu. Potem były już tylko monotonne zakosy wprowadzające nas na wierzchołek i szał radości na szczycie!!! Na dachu Słowenii stanęłyśmy kilka minut przed 16. Przez chwile mogłyśmy się nawet cieszyć Triglavem na wyłączności. Widoki powalają: pięknie prezentuje się zwłaszcza Jalovec i Mangart. Po chwili na szczyt docierają Słoweńcy i jak gdyby nigdy nic wyciągają browarki. Nasze potęgowane przez cały dzień pragnienie sięga zenitu, ale obchodzimy się smaczkiem. Słoweńcy oczywiście byli w Polsce, Tatry widzieli i im się nie podobały bo ich Julijskie skały to takie białe, lśniące, a nasze jakieś ciemne. Na drogę dostałyśmy kamień, który rzekomo przypomina Triglava- nie wiem co to było za piwo ale ja takie chce :P


Jeszcze kilka ostatnich zdjęć z rakietą i czas schodzić na dół. I tu zaczyna się seria złych decyzji- cały szpej z kaskiem włącznie ląduje w plecaku, a my dziarsko ruszamy w dół. Droga po skale jest nawet przyjemna, zaczynają się co prawda pierwsze bóle kolan i ogólne oznaki zmęczenia ale trzeba napierać jeśli chcemy zdążyć dziś do bivaku. Ze skały schodzimy na płaty śnieżne tuż przed schroniskiem Triglavski Dom. I tu mści się szpej schowany do plecaka. Śnieżna breja rozjeżdża mi się pod stopami a ja zaczynam ześlizgiwać się po zboczu. Początkowo zjeżdżam na butach, po chwili uderzam mało szlachetną częścią ciała o glebę i pędzę już na całego. Próby hamowania na niewiele się zdają więc zaczynam się żegnać z ziemskim padołem. Mijam przerażoną Natkę i po kilkudziesięciometrowym ślizgu zatrzymuje się na skałach. Wszystko kończy się na stłuczonym tyłku, obitych kolanach i zdartych rękach. Moje przerażenie było przeogromne, a wdzięczność, że żyję jeszcze większa.

W schronisku robimy dłuższą przerwę, posilamy się dziwną zupą- rosół z naleśnikami pociętymi w paski a la makaron. Jest już dość późno, a nas czeka jeszcze zejście drogą przez Prag teoretycznie wycenioną na 4h. Słoweńcy mają zdecydowanie inne poczucie czasu na szlaku. Przez kilka dni pobytu w Alpach ani razu nie zbliżyłyśmy się nawet do czasu podanego na tabliczkach, a były drogi którymi niemal zbiegałyśmy.

Droga przez Prag to jedna z tych tras, której nigdy nie powtórzę. Jest koszmarna: długa, monotonna, absolutnie pozbawiona widoków, prowadzi w większości piargiem, momentami mocno obitą skałą. Z jednej strony gonił nas czas, słońce było coraz niżej, a z drugiej strony nie miałyśmy ani kropli wody. Pod koniec tej trasy w mojej głowie pojawiały się mocno niecenzuralne myśli na zmianę z błaganiem o jeszcze chwilę jasności. Do płynącego w dolinie potoku doszłyśmy chwile po zapadnięciu zupełnych ciemności. Kiedy wreszcie udało się ugasić pragnienie i uzupełnić kalorie zafundowałyśmy sobie drzemkę. Byłam tak zmęczona, że nie miało dla mnie znaczenia, to że leżę w środku zupełnej dziczy.. byłabym nawet wdzięczna gdyby przyszło Coś i mnie zjadło :) Ale nie przyszło i wciąż czekał na nas godzinny spacer pod przełęcz w towarzystwie skorpionów i innego rodzaju dziadostwa.

Do biwaku docieramy po około 16h marszu.
Po Słowenii przychodzi czas na Włochy, Austrię i Niemcy ale to już chyba w innych relacjach.

niestety chroniczny brak czasu uniemożliwia wywołanie wszystkich zdjęć wiec tylko kilka w ramach wstępu :P
Obrazek
Widok spod Triglava.
Obrazek
A tu już Trójgłowy w całej okazałości.
Obrazek
A taki był malutki, kiedy atakowaliśmy Jalovca.
Obrazek
Bivak pod Luknja- fantastyczne miejsce, niestety z powodu sporej ilości mysz musiałam spać na zewnątrz. Miałam racje żeby im nie ufać- po zejściu z Triglava okazało się że te potwory pożarły nam pół kilo kabanosów!!
Obrazek
Widok na Stenar Razor i okoliczne wierzchołki.

: 23-07-2010 17:42
autor: Apollo
Napiszę tylko tyle: wow ;).

: 25-07-2010 11:01
autor: buba1
mi sie podoba chatka z myszami!!!!! :D

: 01-09-2010 17:27
autor: Migawka
Wreszcie miałam chwile czasu żeby ogarnąć resztę zdjęć.
Kilka z nich poniżej... mam nadzieje, że uda mi się zachęcić Was do odwiedzenia tych gór! Są przepiękne!
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Obrazek
A to widok na nasz następny cel. Jalovec.


Po triglavskiej masakrze nie miałyśmy sił na nic, chciałyśmy tylko odpoczywać- jedzenie, spanie i tak na zmianę. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Trzeba było żegnać się z Triglavem i ruszać na Jalovca. Nocleg wypadł w Kranjskiej Gorze, na parkingu oczywiście, wygodnie nie było, więc obiecałyśmy sobie, że następne spańsko będzie na bogato: świeża pościel, wyprostowane nogi i piwko przed snem, a wszystko to w schronisku pod Špičkom. Miało być wszystko więc nie wzięłyśmy nic. Podejście pod Jalovca było przyjemne, od taki niedzielny spacerek, trzy godzinki i po krzyku. Z racji, że musza być jakieś emocje okazało się, że Zavetišče pod Špičkom jest nieczynne i wszystko co nam może zaoferować to schron na poddaszu. Nie miałyśmy śpiworów, wody, jedzenia… ale było za to duże parcie na szczyt. Wieczorem zaczęło grzmieć i padać co znacznie osłabiło nasze morale, no i te @!#$#$% muchy!!! Na poddaszu znalazłyśmy materace i koce, początkowo podchodziłyśmy do nich z rezerwą, ale w miarę spadku temperatury przestały nam przeszkadzać robaczki w nich żyjące. Noc zakończyła się przytulaniem, bo w kupie cieplej :)


Rano pogoda była piękna wiec postanowiłyśmy szturmować Jalovca. Droga zaczyna się od piarżyska, pokrytego jeszcze płatami śniegu, które wprowadza nas skałki, gdzie zaczyna się ferrata. Podobno jest trudniejsza od Bamberga, ale nie dało się tego odczuć, przynajmniej w tej części którą udało nam się pokonać. No właśnie... docieramy do szerokiego piarżystego żlebu i tu zaczynają się kłopoty. Szlak prowadzi lewą stroną kotła, ukazuje się nam stromy żleb między Jalovcem a Golcicą obok którego prowadzi szlak. Musimy go ominąć bo zalegający śnieg uniemożliwia przejście tą trasą. Próbujemy trawersować kocioł i obejść żleb skałami co niestety się nie udaje. Po godzinie wielu prób odpuszczamy, w końcu to nie pierwsza góra na którą nie weszłyśmy.

Wiemy już też, że na pewno wrócimy na tą górę. Smutne i rozczarowane schodzimy do auta, a w głowie kołacze się sentencja Putschellera: „Charakter człowieka wyraża się nie tylko w odważnym decydowaniu się na atak, ale także w umiejętności rezygnowania.”

I kilka zdjęć z Jalovca:
Obrazek
początek ferraty prowadzący na Jalovca.
Obrazek
nasz 5 gwiazdkowy hotel :P
Obrazek
No i kocioł który nas pokonał!
Obrazek
A to pozostałość po Triglavskiej przygodzie... :)

: 01-09-2010 18:03
autor: Ariel Ciechański
Piękności. Tylko pozazdrościć :-P

: 01-09-2010 18:47
autor: Raubritter
Mi od dłuższego czasu marzą się "wyższe" góry... Może kiedyś, może... Chcę więcej takich fotorelacji!