22-26.07.2010 Beskid Niski na deszczczowo i burzowo
: 28-07-2010 16:03
Odetchnąwszy nieco po Wielkiej Fatrze ruszyłem na kolejną zaplanowaną na tegoroczne wakacje wyrypę - tym razem na celowniku miały być Beskid Niski i Bieszczady w ramach GSB i wariacji
Tak koło dwóch tygodni w górach na jeden raz.
W ramach świętowania 22 lipca przemieściłem się koleją do Krakowa. Tu PKS do Krynicy Zdroju - wszak pociągiem obecnie do tego kurortu się nie dojedzie. W Nowym Sączu zmiana autobusu (czyżby dotychczasowemu było już za gorąco
)? Koło 14 ląduje w Krynicy, obiad i wyruszam na szlak - pierw wspinam się na Górę Parkową z której idę na Huzary gdzie spotykam GSB. Gdzieś za plecami cały czas pomrukuje burza... Zejście do Mochnaczki Niżnej, sklepostop i ruszam do Banicy. Tu nocuję na sali gimnastycznej miejscowej szkoły. Dawniej tu było regularne Szkolne Schronisko Młodzieżowe. Dziś szkoła udziela noclegów na zasadzie grzecznościowej. Wystarczy odnaleźć dyrektora i za 10 zł można przespać się na materacu gimnastycznym
.
Warto zauważyć, że w rejonie Banicy szlak jest wyznakowany bardzo słabo. Praktycznie gubię go przed samą wsią. W czwartek 23 czerwca jest podobnie - na grzbiet ostatecznie wspinam się na przełaj i tu dopiero z ledwością znajduję szlak. Podobne zawirowania są, choć na mniejszą skalę w okolicach Izb. O 12.30 zaczyna się jak się później okazało tradycyjne o tej porze przedstawienie z cyklu światło i dźwięk czyli burza. Na szczęście zdążam zejść do sklepu w Hańczowej, gdzie czekam trzy godziny, aż burza pójdzie sobie het. Przez Kozie Żebro docieram do SBN w Regetowie gdzie spędzam sympatyczny wieczór i zasypiam w jednym z bazowych namiotów.
Kolejny dzień to wspinaczka na Rotundę, następnie zejście do Zdyni, gdzie robię kolejny sklepostop. Następnie ruszam na Popowe Wierchy - tu zaczyna grzmieć, na dodatek lekko błądzę - do zejścia do Krzywej muszę się cofać 10 minut. Przez dobry kilometr brak znaków - jedynie ktoś litościwie na drzewie napisał - do szlaku czerwonego 800 m i strzałka. Przejście z Krzywej do Wołowca też nastręcza dodatkowych atrakcji - ktoś miejscami prowadził szlak w nieprzechodnim korycie rzecznym, innym razem puścił szlak chaszczami zamiast biegnącą obok szeroka drogą leśną... Wołowiec - lookam na cerkiewkę i ruszam do Bartengo - tym razem bez specjalnych niespodzianek.
Bacówka w Bartnem strasznie zabiedzona - dzierżawca, któremu wszystko ewidentnie zwisa, do tego pobazgrane ściany i sufity w salach noclegowych - cóż da się tu dojechać pod sam budynek autobusem.
Sobota, 24 lipca później okazał się ostatnim dniem wędrówki jak dotąd. Podejście pod Magurę Wątkowską wymagało przejścia przez regularen mokradło - moje Meindle zniosły je dość mężnie. Moi towarzysze mieli mniej szczęścia ;-/ W końcu osiągam Magurę, tu żegnam się z Bartkiem i Justyną, poznanymi jeszcze w Regetowie. Dalej ruszam sam. Wkrótce wybija 12.30 i zaczyna się tradycyjna burza. Mknę do pierwszej wiaty pilnie nasłuchując odgłosów burzy. Mijam jelenie i tuż przed burzą dopadam wiatę, w której spędzam blisko 2 godziny. Tu rozstaję się z GSB i ruszam żółtym szlakiem do Kotani. Burza znów w akcji ;/ Na szczęście w oddali... Ale siąpi. Schodzę w końcu do Kotani - rozpętuje się ulewa, którą przeczekuję w bramie cerkwi. Po skończeniu deszczu już szosą schodzę do Krempnej na nocleg w miejscowym Szkolnym Schronisku Młodzieżowym. Tu spotykam poznanych w Bartem Radka i Bartka.
Niedziela budzi nas ciągłym deszczem - niby prognozy są jednak na poniedziałek optymistyczne to też decydujemy się zostać jeszcze jedną noc. W niedzielę leniuchujemy, zwiedzamy muzeum Magurskiego Parku Narodowego. Wieczorna prognoza mówi, że w poniedziałek ma być lepiej.
Niestety w poniedziałek okazuje się, że telewizja jak zawsze kłamie. Niskie chmury i mżawka. Po 10 jeszcze sprawdzam prognozę ICM - bez szans na poprawę. O 12.20 wyruszam do domu przeczekąć deszczowe dni...
Nieliczne fotki: http://picasaweb.google.pl/ariel.ciecha ... ipiec2010#
W ramach świętowania 22 lipca przemieściłem się koleją do Krakowa. Tu PKS do Krynicy Zdroju - wszak pociągiem obecnie do tego kurortu się nie dojedzie. W Nowym Sączu zmiana autobusu (czyżby dotychczasowemu było już za gorąco
Warto zauważyć, że w rejonie Banicy szlak jest wyznakowany bardzo słabo. Praktycznie gubię go przed samą wsią. W czwartek 23 czerwca jest podobnie - na grzbiet ostatecznie wspinam się na przełaj i tu dopiero z ledwością znajduję szlak. Podobne zawirowania są, choć na mniejszą skalę w okolicach Izb. O 12.30 zaczyna się jak się później okazało tradycyjne o tej porze przedstawienie z cyklu światło i dźwięk czyli burza. Na szczęście zdążam zejść do sklepu w Hańczowej, gdzie czekam trzy godziny, aż burza pójdzie sobie het. Przez Kozie Żebro docieram do SBN w Regetowie gdzie spędzam sympatyczny wieczór i zasypiam w jednym z bazowych namiotów.
Kolejny dzień to wspinaczka na Rotundę, następnie zejście do Zdyni, gdzie robię kolejny sklepostop. Następnie ruszam na Popowe Wierchy - tu zaczyna grzmieć, na dodatek lekko błądzę - do zejścia do Krzywej muszę się cofać 10 minut. Przez dobry kilometr brak znaków - jedynie ktoś litościwie na drzewie napisał - do szlaku czerwonego 800 m i strzałka. Przejście z Krzywej do Wołowca też nastręcza dodatkowych atrakcji - ktoś miejscami prowadził szlak w nieprzechodnim korycie rzecznym, innym razem puścił szlak chaszczami zamiast biegnącą obok szeroka drogą leśną... Wołowiec - lookam na cerkiewkę i ruszam do Bartengo - tym razem bez specjalnych niespodzianek.
Bacówka w Bartnem strasznie zabiedzona - dzierżawca, któremu wszystko ewidentnie zwisa, do tego pobazgrane ściany i sufity w salach noclegowych - cóż da się tu dojechać pod sam budynek autobusem.
Sobota, 24 lipca później okazał się ostatnim dniem wędrówki jak dotąd. Podejście pod Magurę Wątkowską wymagało przejścia przez regularen mokradło - moje Meindle zniosły je dość mężnie. Moi towarzysze mieli mniej szczęścia ;-/ W końcu osiągam Magurę, tu żegnam się z Bartkiem i Justyną, poznanymi jeszcze w Regetowie. Dalej ruszam sam. Wkrótce wybija 12.30 i zaczyna się tradycyjna burza. Mknę do pierwszej wiaty pilnie nasłuchując odgłosów burzy. Mijam jelenie i tuż przed burzą dopadam wiatę, w której spędzam blisko 2 godziny. Tu rozstaję się z GSB i ruszam żółtym szlakiem do Kotani. Burza znów w akcji ;/ Na szczęście w oddali... Ale siąpi. Schodzę w końcu do Kotani - rozpętuje się ulewa, którą przeczekuję w bramie cerkwi. Po skończeniu deszczu już szosą schodzę do Krempnej na nocleg w miejscowym Szkolnym Schronisku Młodzieżowym. Tu spotykam poznanych w Bartem Radka i Bartka.
Niedziela budzi nas ciągłym deszczem - niby prognozy są jednak na poniedziałek optymistyczne to też decydujemy się zostać jeszcze jedną noc. W niedzielę leniuchujemy, zwiedzamy muzeum Magurskiego Parku Narodowego. Wieczorna prognoza mówi, że w poniedziałek ma być lepiej.
Niestety w poniedziałek okazuje się, że telewizja jak zawsze kłamie. Niskie chmury i mżawka. Po 10 jeszcze sprawdzam prognozę ICM - bez szans na poprawę. O 12.20 wyruszam do domu przeczekąć deszczowe dni...
Nieliczne fotki: http://picasaweb.google.pl/ariel.ciecha ... ipiec2010#
.