Wielka Racza sentymentalnie 14-15.08.2010

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Wielka Racza sentymentalnie 14-15.08.2010

Postautor: ecowarrior » 28-08-2010 15:24

Pomysł wyjazdu zrodził się w głowie Makiego. Z tydzień wcześniej dostałem smsa z zapytaniem czy interesuje mnie wypad na Wielką Raczę, decyzję podjąłem momentalnie, wszak nie było mnie tam kilka lat, a wizja sentymentalnego wypadziku przyjemnie połechtała zamazane wspomnienia...
W piątek po pracy ruszam do Dąbrowy Górniczej, skąd odbiera mnie Maki. Wieczorem wychodzimy do miejscowej knajpy na mecz. Podziwiamy piłkarski spektakl, pijemy piwko, dyskutujemy i wracamy na kolacyjne paróweczki.
Noc mija pod kontem burz i zakatarzonego nosa...:?
Wstajemy o 05:45, piekarnia, śniadanko i w drogę :D
Ruszając z Dąbrowy zagadujemy się nt pobytu Kasi i Makiego w Alpach, na temat krajobrazów, szlaków i schronisk, na temat planów wypadu na Ukrainę, Rumunię tudzież wspomniane Alpy, efektem czego wskaźnik licznika oscyluje w granicach 120 km/h. My tego nie zauważamy, policja tak...:?
No to ładnie-myślę. Maki, plugawie rzucając epitetami, wychodzi z samochodu, a ja - co rusz przywołując niewiasty trudniące się najstarszym zawodem świata - kalkuluję ile nas ten wypad wyjdzie :roll: Pojawia się przede mną wizja kilku skrzynek złocistego napoju, którego nigdy nie kupię...Z matematycznych obliczeń, w których nigdy nie byłem dobry, wyrywa mnie głos Kasi: „Maki wraca, idzie jakiś zadowolony”. Faktycznie, otwierają się drzwi, a Maki nie zwracając na nas rozradowanych oczu, szczerzy zęby do pieska-Bryzy: „Bryzunia, masz kilo kiełbasy, policjant powiedział-macie takiego ładnego psa, że nie mam sumienia wystawić wam mandatu, jedźcie w te góry...” :D
Po zaparkowania samochodu w Rycerce-Kolonii ruszamy zielonym szlakiem w stronę Przegibka. Pogoda wyśmienita, idziemy spokojnie, robiąc przerwę na osuszenie piwka i przekąszenie napotkanych malin.
Dochodząc do Schroniska pod Przegibkiem prawie skręcam nogę, zapatrzywszy się na dwie białogłowy...Celem odzyskania równowagi, psychicznej i fizycznej, zamawiam Brackie, me ulubione górskie piwko. Jemy śniadanko, podbijamy pieczątki, dyskutujemy i ruszamy w dalszą drogę.
Obrazek
Szlak na Wielką Raczę cudowny, tak jak go zapamiętałem, górskie ścieżki, urozmaicone świerkami, buczyną, gdzieniegdzie jodłą, paprociami i borówkami, cudowne hale, potoki oraz widoki na Beskid Żywiecki, Malą Fatrę czy Wielki Chocz...
Obrazek
Na miejscu bezproblemowo zamawiamy nocleg i udajemy się na wieżę widokową celem spożycia kolacji i osuszenia kawy, herbaty, tudzież piwka przy wyśmienitych widokach.
Obrazek
Obrazek
Wraz z nadciągającym zmierzchem organizujemy schroniskowych turystów do zbierania drzewa i rozpalania ogniska.
Nie mija pół godzinki gdy siedzimy, przy jarzących się płomieniach, dyskutując, smażąc kiełbaski czy tosty, przy dźwięku otwieranych piwek i zapachu waniliowo-wiśniowego tytoniu.
Około 24 wybieramy się na wieżę widokową kontemplując piękno gwiazdozbiorów i „bliskość” gwiazd, którą to w dolinach nie sposób zauważyć. Wieje jednak niemiłosiernie, zastanawiamy się czy aby w nocy nie nadciągnie coś co zniweluje plan obserwacji wschodu słońca. Niestety-przywiało i zniwelowało...Budzik, nastawiony na 04:45 nie był potrzebny, co rusz budziły nas błyskawice i co za tym idzie, rozdzierające uderzenia piorunów. Dobrze, że zrezygnowaliśmy z planu oczekiwania wschodu, otuleni śpiworami na wieży widokowej. Leżąc w pokoju miałem wizję jak stoję na wieży i panicznie staram się chować kapelusz aby przypadkiem nie przyciągnął jakiejś zabłąkanej błyskawicy...
Nad ranem w schronisku wysiada prąd, ciągle leje, spożywamy śniadanie, dalej leje. Godzinę, dwie stoimy przy wejściu, ciągła burza, pioruny i leje. Przepłukuję gardło piwem, może w tym czasie przestanie lać, nic z tego. Cóż, trzeba iść. W strugach niemiłosiernej ulewy, w burzy i co rusz uderzających piorunach schodzimy do Rycerki Kolonii.
Podróż powrotną przerywamy posiłkiem w Żywcu, gdzie przesiadam się do samochodu poznanego Michała i Ali, którzy podrzucają mnie na PKP do Katowic.
Wypad uznaję za niezmiernie udany. Wspomnienia minionych tras odżyły, wzbogacone o nowe przygody. Pragnę podziękować Makiemu i Kasi za organizację wypadu, za gościnę, za mile spędzony czas i odkurzenie map Beskidu Żywieckiego…
http://picasaweb.google.pl/ecowarrior83 ... 415082010#