Gdańsk
: 07-09-2010 21:33
Ostatnio bardzo często słuchałem piosenki Otisa Reddinga "sittin on the dock of the bay" w której opowiada jak to pojechał do portowego miasta by siedzieć na przystani i oglądać statki. Na dodatek przeczytałem w międzyczasie kilka marynistycznych książek Wilbura Smitha i Clive'a Cusslera. Zapragnąłem morza. Nie wiem jak się zostaje marynarzem i pewnie okazałoby się że się do tego zupełnie nie nadaję (wszak z gór pochodzę) więc pojechaliśmy do Gdańska by statek chociaż z daleka zobaczyć. W trakcie krótkiej organizacji wyjazdu doszły jeszcze wspomnienia z dzieciństwa jak to w podstawówce byłem na ORP Błyskawicy więc do Gdańska dołączyła jeszcze Gdynia. Przed wyjazdem najwięcej kłopotów było z namiotem. Pożyczony stelaż był za krótki do mojego trzyosobowego namiotu ( a moje maszty gdzieś zniknęły),trzeba było go wydłużyć- posłużyła temu stara wędka. W końcu kończymy pakowanie, kończymy papierosa i o 5:20 w chłodny niedzielny poranek odwracamy się plecami do gór (wyjeżdżaliśmy z Miłkowa k. Karpacza) i kierujemy do gdańska dla którego w tym roku zdradziłem góry..
Oto fotorelacja:
http://picasaweb.google.pl/Trappeur6/GdanskIGdynia#
Oto fotorelacja:
http://picasaweb.google.pl/Trappeur6/GdanskIGdynia#