Rozkładam kijki i ruszam na szlak. Widoki może nie zapierają tchu - ale są dość sympatyczne.
Podążam cały czas żółtym szlakiem do schroniska na Hali Krupowej. W końcu staję na Hali Kucałowej. Tatry dziś nie kryją się w chmurach.
Tu dopiero spotykam pierwszych tego dnia turystów - dziewczyny idące z Markowych Szczawin. Idę do schroniska i dostaję miejsce w zbiorówce. W schronisku o dziwo towarzystwo chyba niemal wyłącznie plecakowe. Wieczorem piwka, pogaduchy w różnych grupach do 23 z kawałkiem. Klimatu dodawały mp3 z piosenkami poetyckimi puszczane z mojego telefonu. Jedyny dysonans to pani z bufetu. Mogłaby być jednak odrobinę milsza - ot choćby jak szef schroniska. Ale w końcu to turyści tworzą klimat. A ten był super.
W niedzielę pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę. Widzialność kilka kilometrów. Tatr oczywiście nie było widać. Ruszyłem przez Policę i Mosorny Groń w kierunku Zawoi Podryżowanej. Turystów zdecydowanie więcej.
Na Policy pomnik poświęcony ofiarom katastrofy lotniczej.
Babia strzela focha i siedzi w chmurach po uszy
/
Na koniec trasy przykra niespodzianka - sklep przy przystanku autobusowym nie wiadomo dlaczego nieczynny. Z pustym brzuchem (boe nie kupiłem na Krupowej nic na drogę) ładuję się do busa do Suchej. Tu obiad, zwiedzanie zamku i o 17.52 wyruszam pociągiem na niziny...
No i na koniec foteczki