Jełowskie tory 9 stycznia 2011
: 09-01-2011 21:43
Zainspirowany relacją buby z miejsc, gdzie nie jeżdżą pociągi, postanawiam też się wybrać na takowe. Rzut oka na google maps i rozkład pkp i znajduję nieczynną trasę znajduję nieczynną trasę, która później okazała się linią Jełowa-Namysłów.
Po kilkudniowym odkładaniu w niedzielę, 9 stycznia udaje się wybrać. Po bardzo długim budzeniu robimy kanapki i herbatę do śmierdzącego pleśnią i stęchlizną termosu, myśląc, że jakoś to będzie. Wpadamy jeszcze po Kofu i na 9:31 meldujemy na szynobus do Kluczborka. W miłym ciepełku wewnętrza zabieramy się za śniadanie. Otwieram herbatę, próbuję wypić łyka, po czym natychmiast stwierdzam, iż jest obrzydliwa i już jej nie ruszę. Marta twardo wypija kilka łyków, co przypłaca bólem brzucha. Dziwnie się jedzie tą trasą, zawsze widziałem ją tylko idąc pieszo albo jadąc rowerem. Wylaną herbatą malujemy serce na śniegu (zdjęcie). Wysiadamy w Osowcu-Przystanek i wyruszamy na poszukiwanie ślepego toru.
Pierwsze co robi pies, to goni za sarną czy innym dzikiem. Gdy nie wraca po pół godziny zaczynam się zastanawiać czy po powrocie do domu iść do schroniska po następnego, ale cofamy się i odnajdujemy go stąpającego niepewnie po moście. Na jakiś czas zmuszony jestem wziąć go na smycz. Trochę błądzimy po lesie, później dalej wzdłuż toru, Wydeptaną Przez Wielkiego Czerwia Ścieżką docieramy do opuszczonego budynku stacji Osowiec Śląski, którą ładnie oglądamy.
Wychodzi słońce, robi się cieplej i ładniej. Spuszczam psa, bo już nie mam siły.
Docieramy do Jełowej, odbijamy wreszcie na nieczynną odnogę toru, którą jednak prawie nie da się iść, tak zasypana mokrym śniegiem. Buty mamy totalnie przemoczone. Jednak jest tak ładnie, że wstyd od razu zawrócić. Pies biega i poluje, ale już nie znika na dłużej, przedzieżgnął się w Kofu. Brnie się wcale przyjemnie, docieramy do stojącej na torach ambony myśliwskiej, w której odpoczywamy chwilę i zawracamy z mocnym postanowieniem powrotu w to miejsce, gdy będzie cieplej i szuszej.
Jako że do pociągu pozostaje ponad godzina, idziemy poszukać azylu na strychu opuszczonego przystacyjnego magazynu, gdzie słuchamy swojego prywatnego setu ze Świętej Komórki i patrzymy sobie w oczy. Misiu wygląda biednie i liże pokiereszowane w wykrotach łapki. Ja pluję sobie w brodę za ciągłe niekupienie jeszcze palnika i butli, bo herbaty to bym się napił.
O 15:01 wsiadamy w szynobus, który wiezie nas do Opola a dalej idziemy do domu wysuszyć buty i ogrzać się.
"Marty trzy grosze, czyli co pominąłem":
"graliśmy w co widzę, proszek na strychu tworzy materiał wybuchowy w połączeniu z piaskiem i węglem, zabrała tapetę na pamiątkę, i chcieliśmy wejść do wieży ciśnień, i trawa była śliska i uniemożliwiała nam chodzenie po tych starych szynach.
i bardzo chce nieprzemakalne buty."
zdjęcia:
http://picasaweb.google.com/s1e3b5/JeOwskieTory#
Po kilkudniowym odkładaniu w niedzielę, 9 stycznia udaje się wybrać. Po bardzo długim budzeniu robimy kanapki i herbatę do śmierdzącego pleśnią i stęchlizną termosu, myśląc, że jakoś to będzie. Wpadamy jeszcze po Kofu i na 9:31 meldujemy na szynobus do Kluczborka. W miłym ciepełku wewnętrza zabieramy się za śniadanie. Otwieram herbatę, próbuję wypić łyka, po czym natychmiast stwierdzam, iż jest obrzydliwa i już jej nie ruszę. Marta twardo wypija kilka łyków, co przypłaca bólem brzucha. Dziwnie się jedzie tą trasą, zawsze widziałem ją tylko idąc pieszo albo jadąc rowerem. Wylaną herbatą malujemy serce na śniegu (zdjęcie). Wysiadamy w Osowcu-Przystanek i wyruszamy na poszukiwanie ślepego toru.
Pierwsze co robi pies, to goni za sarną czy innym dzikiem. Gdy nie wraca po pół godziny zaczynam się zastanawiać czy po powrocie do domu iść do schroniska po następnego, ale cofamy się i odnajdujemy go stąpającego niepewnie po moście. Na jakiś czas zmuszony jestem wziąć go na smycz. Trochę błądzimy po lesie, później dalej wzdłuż toru, Wydeptaną Przez Wielkiego Czerwia Ścieżką docieramy do opuszczonego budynku stacji Osowiec Śląski, którą ładnie oglądamy.
Wychodzi słońce, robi się cieplej i ładniej. Spuszczam psa, bo już nie mam siły.
Docieramy do Jełowej, odbijamy wreszcie na nieczynną odnogę toru, którą jednak prawie nie da się iść, tak zasypana mokrym śniegiem. Buty mamy totalnie przemoczone. Jednak jest tak ładnie, że wstyd od razu zawrócić. Pies biega i poluje, ale już nie znika na dłużej, przedzieżgnął się w Kofu. Brnie się wcale przyjemnie, docieramy do stojącej na torach ambony myśliwskiej, w której odpoczywamy chwilę i zawracamy z mocnym postanowieniem powrotu w to miejsce, gdy będzie cieplej i szuszej.
Jako że do pociągu pozostaje ponad godzina, idziemy poszukać azylu na strychu opuszczonego przystacyjnego magazynu, gdzie słuchamy swojego prywatnego setu ze Świętej Komórki i patrzymy sobie w oczy. Misiu wygląda biednie i liże pokiereszowane w wykrotach łapki. Ja pluję sobie w brodę za ciągłe niekupienie jeszcze palnika i butli, bo herbaty to bym się napił.
O 15:01 wsiadamy w szynobus, który wiezie nas do Opola a dalej idziemy do domu wysuszyć buty i ogrzać się.
"Marty trzy grosze, czyli co pominąłem":
"graliśmy w co widzę, proszek na strychu tworzy materiał wybuchowy w połączeniu z piaskiem i węglem, zabrała tapetę na pamiątkę, i chcieliśmy wejść do wieży ciśnień, i trawa była śliska i uniemożliwiała nam chodzenie po tych starych szynach.
i bardzo chce nieprzemakalne buty."
zdjęcia:
http://picasaweb.google.com/s1e3b5/JeOwskieTory#