Raubritter po raz pierwszy najeżdża Beskidy
: 13-02-2011 20:45
A dokładniej Beskid Mały. To mój pierwszy raz, więc byłem początkowo lekko skrępowany...
Do Bielska-Białej miałem bezpośrednie połączenie PKSem z Prudnika więc o godzinie 11stej jestem już niemal na miejscu. Jeżeli bedziecie jechali kiedyś tym autokarem i kierowca będzie słuchał przez całe bite cztery godziny największych przebojów disco polo to znaczy..., że tez musiałem to przeżyć.
Kupuje w sklepie zapasy i ruszam na szlak, a w głowie cały czas nucę takie hity jak "Bara bara bara - rikitiki tak" , "Jesteś szalona", czy też "Żono moja"
Docieram do schroniska na Magurce, coś tam jem, coś tam piję i okazuje się, że muszę opuścić sale bo gospodarz (czy pracownik, nie wiem), jedzie na zakupy i zamyka kuchnie oraz wspomnianą już i zimną niestety salę. Generalnie schronisko zupełnie bez klimatu, tylko do przenocowania.
Na drugi dzień wstaje przed ósmą i przez Czupel, ruszam do Chatki Pod Potrójną. Było ciężko (choć pogoda jak na luty idealna!!!) i docieram na miejsce po siedemnastej.
A tam... poznaję ludzi. W ruch idzie szkło i nie wiem jak to możliwe ale budzę się (lub jestem budzony) o godzinie siódmej rano, gdyż jak się okazało ustaliliśmy z nowo poznanymi chatkowymi towarzyszami, że aby zdążyć na PKSa musimy o tej właśnie godzinie wstać. Uff... nie wiem jak się doczłapałem do cywilizacji, zdążyliśmy na busa i szczęśliwie zakończyliśmy podróż w Andrychowie. A dalej to już tylko smutny powrót samemu ze swoimi myślami...
A tutaj zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/zplecakiem ... BeskidMaY#
Do Bielska-Białej miałem bezpośrednie połączenie PKSem z Prudnika więc o godzinie 11stej jestem już niemal na miejscu. Jeżeli bedziecie jechali kiedyś tym autokarem i kierowca będzie słuchał przez całe bite cztery godziny największych przebojów disco polo to znaczy..., że tez musiałem to przeżyć.
Kupuje w sklepie zapasy i ruszam na szlak, a w głowie cały czas nucę takie hity jak "Bara bara bara - rikitiki tak" , "Jesteś szalona", czy też "Żono moja"
Docieram do schroniska na Magurce, coś tam jem, coś tam piję i okazuje się, że muszę opuścić sale bo gospodarz (czy pracownik, nie wiem), jedzie na zakupy i zamyka kuchnie oraz wspomnianą już i zimną niestety salę. Generalnie schronisko zupełnie bez klimatu, tylko do przenocowania.
Na drugi dzień wstaje przed ósmą i przez Czupel, ruszam do Chatki Pod Potrójną. Było ciężko (choć pogoda jak na luty idealna!!!) i docieram na miejsce po siedemnastej.
A tam... poznaję ludzi. W ruch idzie szkło i nie wiem jak to możliwe ale budzę się (lub jestem budzony) o godzinie siódmej rano, gdyż jak się okazało ustaliliśmy z nowo poznanymi chatkowymi towarzyszami, że aby zdążyć na PKSa musimy o tej właśnie godzinie wstać. Uff... nie wiem jak się doczłapałem do cywilizacji, zdążyliśmy na busa i szczęśliwie zakończyliśmy podróż w Andrychowie. A dalej to już tylko smutny powrót samemu ze swoimi myślami...
A tutaj zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/zplecakiem ... BeskidMaY#