Słowacki Raj i "bonusik", luty 2011 - fotorelacja
: 03-03-2011 21:33
Ostatnio sypnęło lutowymi, zacnymi relacjami, to i ja się podłączę. „Ekipa pomorska” na tegoroczne zimowe wakacje wybrała Slovensko, a w nim Slovensky Raj.
Dojazd tradycyjny. Nocka z PKP, rano meldujemy się w Krakowie, tam też tradycyjnie busem do Zakopanego. Tutaj meldujemy się na dworcu PKS i dowiadujemy się, że można dojechać bezpośrednio do Popradu z firmą Strama. Polecamy! Działają od 2lat i są alternatywą dla samochodów i busików, a co najważniejsze nie trzeba się przesiadać na Łysej Polanie i filować na przewoźnika słowackiego. W Popradzie chwila postoju, bus do Hrabusic, tutaj zakwaterowanie (7euro/noc/osobę) …i jesteśmy!
Na miejscu zaplanowanych mieliśmy kilka tras, i tak:
Pierwszego dnia ruszamy w kierunku Doliny Stredne Piecky, już po drodze pierwsze kładki i drabinki w wąwozie Tesnina. Już mamy pogląd co będzie się działo „tam”, w środku tych dolin. Dominuje żywy lód. Mamy raczki, to pierwsze testy dla nich, spisują się świetnie. W samej dolinie? Wiadomo: lodospady, kładki, drabinki, łańcuchy itp. ułatwienia. Wszystko w lodowej szacie, śniegu jest niewiele, lodu za to aż za dużo. Chłoniemy to, jesteśmy sami. Raczki spisują się fenomenalnie, bez problemu chodzi się po zamarzniętej rzeczce, o nachyleniu nawet do 60st
Pierwsza dolinka za nami.
Drugi dzień to klasyka, czyli Sucha Bela. Tutaj już turystów więcej. Są też wspinacze „robiący” okoliczne lodospady. My koncentrujemy się na własnych „problemach”, czyli zamarzniętych rzekach, kładkach, wysokich drabinach, zamarzniętych w lodzie łańcuchach. Szczególne wrażenie robią zamarznięte wodospady oraz niebotycznie wysokie i strome drabinki tuż przy nich. Jest adrenalina! Jest przygoda! Sucha Bela za nami. Schodząc mamy piękne widoczki na Tatry.
Trzeciego dnia zapodajmy do serca północnej części Słowackiego Raju – Klastoriska, gdzie na polanie jest widoczek na Tatery, jest schronisko ze ichnim jadłem i napitkiem, są ruiny starego klasztoru Kartuzów. Nas w sumie najbardziej interesują te napitki jadło. W sezonie zimowym schronisko jest otwarte tylko w weekendy (bodajże do 15:00 lub 15:30). Najadłszy się i napiwszy złazimy do wąwozu Velky Kysel. Jesteśmy tu supłanie sami. Klimat taki trochę jak z Alaski. I znowu: drabinki, kładki i wszelakie żelazne ułatwienia.
Czwarty dzień, to kolejna klasyka i perełka Słowackiego Raju: Przełom rzeki Hornad. Tutaj przewyższeń jest niewiele, za to wędrujemy cały czas wzdłuż brzegu. Tam gdzie są skały mamy do dyspozycji łańcuchy, są też miejsca eksponowane – żelazne kładki zaczepione do skały kilka-kilkanaście metrów nad Hornadem, który widzimy pod nogami. Dużo frajdy i emocji! Po drodze kilka mostów (prawie)linowych, przerzuconych nad rzeką. Dochodzimy do Lentanovskiego Młyna, tutaj odwrót „górą”, czyli klifami nad Hornadem w kierunku Hrabusic.
Przygodę ze Słowackim Rajem skończyliśmy. Przed nami jeszcze „bonusik” czyli niewyrównane rachunki z pewną tatrzańską Górą, a mianowicie – Łomnicą. W tym celu z Hrabusic udajemy się do Nowej Lesnej. Pogoda żyleta. Tego dnia mieliśmy zafundować sobie spacer po Strbskim Plesie, ale przy takiej aurze decydujemy się na „atak” na Łomnicę jeszcze dziś. Nocleg w Nowej Lesnej za 10euro/noc/osobę. Elektriczka. Stary Smokovec. Przesiadka. Tatrzańska Łomnica…stado narciarzy, kolejki, wrzask, pisk, trąca cepelią, choć trzeba przyznać, że trasy ze zboczy Łomnicy robią wrażenie. Z dzisiejszego ataku klapa. Bilety już wykupione. Nic dziwnego, taka lampa nad nami…trudno. Kupujemy bilety na jutro (8 euro Tatrzańska Łomnica => Skalnate Pleso oraz 24 euro Skalnate Pleso => Łomnica 2634mnpm). Cóż, przed nami Strbskie Pleso. Wokół jeziorka pięknie widać Solisko, Baszty (Szatan), w głębi Wysoka, gdzieś z tyłu Krywań. Pierwszy raz tam byliśmy. Jezioro zamrznięte, wokół piękne trasy dla narciarzy biegowych. Klasa jednym słowem. Kontakt z Menelem w sprawie pogody. Niestety od jutra pogorszenie, w kolejnych dniach załamanie.
I stało się. Z lampy nici. Są chmury, dość niskie, Sławkowski, Gerlach, Łomnica pięknie widoczne ze stacyjki w Nowej Lesnej, teraz zakryte są dość szczelnie. Nic to! My atakujemy i tak. Transport do Skalnatego Plesa bez przeszkód. Tam śniadanie i czekamy na wagonik na szczyt. Już w drodze widzimy, że rejon Łomnicy opiera się chmurom, przynajmniej raz na jakiś czas. Wjeżdża wagonik przed naszą kolejką – jest dobrze, szczyt widoczny, prawie zero chmur. Teraz nasza kolej. Chmurzy się ( a jakże). Na szczyt wjeżdżamy w towarzystwie chmury. Tutaj mamy 50min. Jest -17º. Czekamy. Nic. Czas na zjazd. Podczas zjazdu…chmury ustępują, jest Łomnica, jest Kieżmarski, my zjeżdżamy już w dół. Ot, cała magia gór.
Na szczycie było emocjonująco, mimo tych warunków.
Ruszamy do Smokowca przez Skalnatą Chatę, Chatę Zamkovskiego, Hrebienok. W Skalnatej Chacie poznajemy legendę tatrzańskich tragarzy – „nosiczów” – Laco Kulangę, chatara chaty. Jakiś taki mrukowaty trochę. Ale piwko nalane przez taką legendę smakuje wybornie.
I to w zasadzie tyle.
Poniżej trochę skanów, marnej jakości.

Dojazd tradycyjny. Nocka z PKP, rano meldujemy się w Krakowie, tam też tradycyjnie busem do Zakopanego. Tutaj meldujemy się na dworcu PKS i dowiadujemy się, że można dojechać bezpośrednio do Popradu z firmą Strama. Polecamy! Działają od 2lat i są alternatywą dla samochodów i busików, a co najważniejsze nie trzeba się przesiadać na Łysej Polanie i filować na przewoźnika słowackiego. W Popradzie chwila postoju, bus do Hrabusic, tutaj zakwaterowanie (7euro/noc/osobę) …i jesteśmy!
Na miejscu zaplanowanych mieliśmy kilka tras, i tak:
Pierwszego dnia ruszamy w kierunku Doliny Stredne Piecky, już po drodze pierwsze kładki i drabinki w wąwozie Tesnina. Już mamy pogląd co będzie się działo „tam”, w środku tych dolin. Dominuje żywy lód. Mamy raczki, to pierwsze testy dla nich, spisują się świetnie. W samej dolinie? Wiadomo: lodospady, kładki, drabinki, łańcuchy itp. ułatwienia. Wszystko w lodowej szacie, śniegu jest niewiele, lodu za to aż za dużo. Chłoniemy to, jesteśmy sami. Raczki spisują się fenomenalnie, bez problemu chodzi się po zamarzniętej rzeczce, o nachyleniu nawet do 60st
Pierwsza dolinka za nami.
Drugi dzień to klasyka, czyli Sucha Bela. Tutaj już turystów więcej. Są też wspinacze „robiący” okoliczne lodospady. My koncentrujemy się na własnych „problemach”, czyli zamarzniętych rzekach, kładkach, wysokich drabinach, zamarzniętych w lodzie łańcuchach. Szczególne wrażenie robią zamarznięte wodospady oraz niebotycznie wysokie i strome drabinki tuż przy nich. Jest adrenalina! Jest przygoda! Sucha Bela za nami. Schodząc mamy piękne widoczki na Tatry.
Trzeciego dnia zapodajmy do serca północnej części Słowackiego Raju – Klastoriska, gdzie na polanie jest widoczek na Tatery, jest schronisko ze ichnim jadłem i napitkiem, są ruiny starego klasztoru Kartuzów. Nas w sumie najbardziej interesują te napitki jadło. W sezonie zimowym schronisko jest otwarte tylko w weekendy (bodajże do 15:00 lub 15:30). Najadłszy się i napiwszy złazimy do wąwozu Velky Kysel. Jesteśmy tu supłanie sami. Klimat taki trochę jak z Alaski. I znowu: drabinki, kładki i wszelakie żelazne ułatwienia.
Czwarty dzień, to kolejna klasyka i perełka Słowackiego Raju: Przełom rzeki Hornad. Tutaj przewyższeń jest niewiele, za to wędrujemy cały czas wzdłuż brzegu. Tam gdzie są skały mamy do dyspozycji łańcuchy, są też miejsca eksponowane – żelazne kładki zaczepione do skały kilka-kilkanaście metrów nad Hornadem, który widzimy pod nogami. Dużo frajdy i emocji! Po drodze kilka mostów (prawie)linowych, przerzuconych nad rzeką. Dochodzimy do Lentanovskiego Młyna, tutaj odwrót „górą”, czyli klifami nad Hornadem w kierunku Hrabusic.
Przygodę ze Słowackim Rajem skończyliśmy. Przed nami jeszcze „bonusik” czyli niewyrównane rachunki z pewną tatrzańską Górą, a mianowicie – Łomnicą. W tym celu z Hrabusic udajemy się do Nowej Lesnej. Pogoda żyleta. Tego dnia mieliśmy zafundować sobie spacer po Strbskim Plesie, ale przy takiej aurze decydujemy się na „atak” na Łomnicę jeszcze dziś. Nocleg w Nowej Lesnej za 10euro/noc/osobę. Elektriczka. Stary Smokovec. Przesiadka. Tatrzańska Łomnica…stado narciarzy, kolejki, wrzask, pisk, trąca cepelią, choć trzeba przyznać, że trasy ze zboczy Łomnicy robią wrażenie. Z dzisiejszego ataku klapa. Bilety już wykupione. Nic dziwnego, taka lampa nad nami…trudno. Kupujemy bilety na jutro (8 euro Tatrzańska Łomnica => Skalnate Pleso oraz 24 euro Skalnate Pleso => Łomnica 2634mnpm). Cóż, przed nami Strbskie Pleso. Wokół jeziorka pięknie widać Solisko, Baszty (Szatan), w głębi Wysoka, gdzieś z tyłu Krywań. Pierwszy raz tam byliśmy. Jezioro zamrznięte, wokół piękne trasy dla narciarzy biegowych. Klasa jednym słowem. Kontakt z Menelem w sprawie pogody. Niestety od jutra pogorszenie, w kolejnych dniach załamanie.
I stało się. Z lampy nici. Są chmury, dość niskie, Sławkowski, Gerlach, Łomnica pięknie widoczne ze stacyjki w Nowej Lesnej, teraz zakryte są dość szczelnie. Nic to! My atakujemy i tak. Transport do Skalnatego Plesa bez przeszkód. Tam śniadanie i czekamy na wagonik na szczyt. Już w drodze widzimy, że rejon Łomnicy opiera się chmurom, przynajmniej raz na jakiś czas. Wjeżdża wagonik przed naszą kolejką – jest dobrze, szczyt widoczny, prawie zero chmur. Teraz nasza kolej. Chmurzy się ( a jakże). Na szczyt wjeżdżamy w towarzystwie chmury. Tutaj mamy 50min. Jest -17º. Czekamy. Nic. Czas na zjazd. Podczas zjazdu…chmury ustępują, jest Łomnica, jest Kieżmarski, my zjeżdżamy już w dół. Ot, cała magia gór.
Na szczycie było emocjonująco, mimo tych warunków.
Ruszamy do Smokowca przez Skalnatą Chatę, Chatę Zamkovskiego, Hrebienok. W Skalnatej Chacie poznajemy legendę tatrzańskich tragarzy – „nosiczów” – Laco Kulangę, chatara chaty. Jakiś taki mrukowaty trochę. Ale piwko nalane przez taką legendę smakuje wybornie.
I to w zasadzie tyle.
Poniżej trochę skanów, marnej jakości.
