Przez krajów kilka do Czarnogóry, Albanii i Macedonii

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
kata
podróżnik
Posty: 128
Rejestracja: 18-06-2011 13:33
Lokalizacja: Wrocław

Przez krajów kilka do Czarnogóry, Albanii i Macedonii

Postautor: kata » 09-09-2011 22:58

Na bałkańskie, a w szczególności albańskie klimaty, nastawiłam się w zeszłym roku- niestety jak się ma porządny urlop tylko raz do roku to przyszło trochę czekać. Ale dla takich widoków i klimatów - opłacało się!

Obrazek

Zaczynamy od początku, czyli upchania się w pociągu relacji Warszawa -Budapeszt na stacji Katowice. Z pociągu wylało się morze ludzi i czasem dziwię się, że Polacy są tak "kompaktowi", iż w tak zastraszającej liczbie potrafią się zmieścić w tak krótkich składach dalekobieżnych. Jest to swoisty sposób ćwiczenia gimnastyki artystycznej i wszelakiej. No, nam nie było dane testować tego aż w takim stopniu, ale tak czy inaczej kupiliśmy bilety bez miejscówek hehe (na początek były nas 2 osoby w ekipie- ja + Robert). Całe szczęście wysiadaliśmy w Bratysławie, więc nasze leżakowanie na podłodze w korytarzu nie ciągnęło się w nieskończoność chociaż zdarzały się i rozliczne wędrówki ludów opisane ostatnio niezwykle trafnie przez bubę. W Bratysławie korzystamy z tych kilku godzin na przesiadkę i zwiedzamy senne jeszcze o tej porze miasto (jest sobota, 6 rano). Może dlatego to miasto wydało mi się takie spokojne, dostojne aczkolwiek z nutą klimatu dawnego cesarstwa Austriacko- Węgierskiego. Brakowało mi tylko dorożek i stukotu końskich kopyt na brukowanych uliczkach starego miasta.

Obrazek

Potem siup do pociągu i wysiadamy dopiero na granicy węgiersko- austrackiej. Tu kończą się granice UE więc zaczyna się zabawa z granicami i pieczątkami w paszporcie. A że kolejny pociąg mamy dopiero za 2h to wysiadamy i powoli wtapiamy się w bałkańską atmosferę- w końcu jesteśmy już w Serbii! Subotica wita nas nie tylko kolorowymi ulicami, ale też weselami, którym towarzyszą orkiestry dętę. Taki to serbski zwyczaj. Ale ja nie lubię tylko pięknych deptaków na głownej ulicy miasta. Miasto to nie tylko reprezentacyjna ulica. Miasto to też zwykła codzienność zwykłych ludzi. Szare i zaniedbane zakamarki, uśmiechnięte twarze biegających dzieci. I to w Suboticy też jest- zaledwie 2 ulice dalej od głównej arterii deptaków spacerowych.

Obrazek

Kolejny pociąg zawozi nas prawie do samej Czarnogóry...prawie, bo plan był taki, że wysiądziemy w Mojkovac. Ale plany są też po to, aby je zmieniać :) Inaczej byłyby starsznie nudne :)
Milos poznany w pociągu radzi nam aby wysiąść jeszcze w Serbii na ostatniej stacji, ponieważ stamtąd będzie lepszy dojazd do Durmitoru niż z czarnogórskiego Mojkovac. Pewnie miał rację, tyle że zapomniał, że mamy niedzielę rano i transport publiczny nie jeździ tak, jak powinien :) Ja niewiele się zastanawiając postanowiłam, że trzeba jednak tą opcję sprawdzić...i......no i okazało się, że tam skąd jeżdżą właściwe busy do Durmitoru to się nijak nie dostaniemy. Chyba że....stopem. Hmmm..why not? Po 30 min łapania aut wszelakich ( wszystkie zapakowane po dach albo i wyżej - rodzinne wypady w stronę czarnogórksiego słońca) jedynym środkiem komunikacji, który nie zawiódł okazał się TIR na serbskich blachach. No, to mi się podoba ;) Pan zapodał lokalny mjuzik i można jechać. A widoki, ech, no cud, miód i orzeszki. Niestety (albo stety) nasz serbski transport nie jechał na przejście graniczne które bardziej mnie interesowało i w ten oto sposób okazało się, że i tak wylądujemy w Mojkovac. Cóż, może to było nasze przeznaczenie?? na granicy porzucamy nasz środek trasportu (tir czeka w długiej kolejce do odprawy celnej) i pieszo mkniemy na czarnogórską stronę. Tam poluję na następnego stopa ale tym razem idzie dużo ławiej. Dla odmiany zatrzymuje się jegomość w białej koszuli, białych spodniach i białych pantoflach. Ogolony na łyso i 2 tatuaże. Złoty łańcuch do kompletu. Nie wiem czym się jegomośc zajmował ale wyglądał jak mafia :) Za to bardzo uprzejmy i miło sobie pogawędziliśmy....po niemiecku hehe A myślałam, że język "wroga" ( Niemcy to moi pracodawcy ;P ) nie będzie moim towarzyszem przez najbliższe 3 tygodnie.

Z Mojkovac zmuszeni byliśmy wziąść taxi aby dostać się do Żabljaka (co za romantyczna nazwa) czyli w serce Durmitoru. Ale przecież za taxi nie będę przepłacać- do naszej 2ki dokooptowaliśmy 2 Serbów. Na miejsce docieramy ok. 14tej więc za późno już na jakiekolwiek górskie wędrówki. Rozpoznajemy teren, umiejscawiamy się na kampie. Nie był to jednak polecany we wszelakich przewodnikach Ivan Do, ale kamp z 2 strony Żabljaka- > Razvrsje ( z czystym sumieniem mogę go polecić- super warunki, dobre wyjścia na szlaki a widok może nie taki malowniczy jak z Ivan Do,ale też nie ma co narzekać. A co ważne- mniej ludzi. Inna sprawa, że właściciel chciał mnie za żonę... hehe... romantyczna nazwa miasta to i właściciel "romantyczny". Zamiast na kwiaty chciał mnie wziąść na owczy ser...)

Dzień pierwszy to powinno być zapoznanie. Ale po co, jak można " z grubej rury"- ale to nieświadomie. Wybraliśmy przejście z naszego kampu do przełęczy na Niedźwiedzie i zejście z niedźwiedzi do Czarnego Jeziora. Na mapie nie wygląda to źle. Ale dużo lepiej robić tą trasę w odwrotnym kierunku, o czym doczytałam dopiero następnego dnia w moich przepastnych notatkach. No ale jak się nie doczytało....to się miało adrenalinę. Tym bardziej, jak dzień wcześniej i w nocy solidnie popadał deszcz. Skały, jak to skały po deszczu- robią się śliskie. Ale durmitorskie w szczególności. Sprawa miała się tak, że wolałam już, jeżeli była taka możliwość, schodzić namokniętym, rozlazłym błockiem niż po kamieniach :) A zejście...yyydggghhhhh....no powiem tyle, że drugi raz na trzeźwo to ja bym nie zeszła tą drogą :) Postanowiłam się nie wygłupiać i schodzić tak, jak Kata potrafi najlepiej- zejście na Golluma czyli klasyczny dupozłaz. A co tam. Mistrzem wspinaczki nigdy nie byłam to co tam jakieś "czyste techniki". Durmitor to jak na moje możliwości ciężkie i trudne góry ( a kozicą nie jestem, ba! nawet mam lęk przestrzeni i nie lubię eksponowanych grani bo moja wyobraźnia nie wiedzieć czemu dostaje wtedy turboprzyspieszenia w układaniu obrazów pt Kata spada w dół i ropi plask o ziemię tak jak w kreskówkach).
Już na podejściu na przełęcz zaczęły nas ścigać ciemne, deszczowe tudzież burzowe chmury. Więc przy zejściu urządzaliśmy mały wyścig z czasem.

Obrazek

Po drodze spotkaliśmy Litwinów, z którymi następnego dnia wybraliśmy się na wspólną wędrówkę.
Wieczorem....leje.... Noż kurde. Gdzie ja trafiłam?????? Słońce miało być! Deszcz to ja miałam przez ostatnie 2 tyg w Polszy! A ponoć Durmitor to takie suche miejsce! Rzadko pada...No ja to mam szczęście. Bo okazało się, że niemal cały tydzień coś kapało z nieba w mniejszych czy większych ilościach. I jak tu człowiek ma naładować akumulatory na zimę?? No jak?

Kolejnego dnia wybieramy się z poznanymi Litwinami na Bobotov Kuk. Wykorzystujemy okazję, że nasi sąsiedzi są zmotoryzowani i postanawiamy atakować Bobotov Kuk z południowej strony - podjeżdżzamy w tym celu do przełęczy Dobri Do- oczywiście najpierw skutecznie gubimy drogę i jedziemy nie tam gdzie trzeba ;) Podejście na Bobotov Kuk od strony Dobri Do ma ta zaletę, że jest krótsze niż ze strony Żabljaka. Podchodzimy na stromą przełęcz ( na niej kolejny raz stwierdzam, że wspinaczka w czystej postaci czyli zwis na skałach to nie moja domena- ale co tam, wolę już wchodzić w ten sposób niż schodzić). Powoli wyłaniają się wszystkie atuty Durmitoru. No cudnie jest......

Obrazek

Docieramy na przełęcz pod Bobotov Kuki i tam zostaję. Na sam szczyt jest jeszcze ok 15 min podejścia. Podejscie to może bym pokonała...ale zejście....no tam juz trzeba wisieć na skałach, a że mam z tym problem to wolałam aby nikt mnie nie musiał ściągać. Znam ja doskonale moje możliwości. Poza tym nie mam manii "kolekcjonowania szczytów". Mi wystarczy ta przestrzeń, magia, siła krajobrazu.
Przy zejściu z BK wyszło w końcu słońce. Wróciliśmy nieco inna trasą więc ostatnie 2km wypadły po asfalcie, ale z jakim widokiem.....ehhhhh...

Wieczorem jest tak zimno, że siedzę w 2 bluzkach, 2 polarach i....nadal marznę. Taaaakkkkk.......wygrzać kości na południu Europy..... Zaczynam snuć wizje przyszłorocznego urlopu gdzieś w okolicach Sahary.

Kolejnego dnia czas na rowery. Rowery. Tak, rower to jest to. Co prawda mój stoi sobie w domu ale mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi?? Nie, na pewno nie. To wypożyczamy machiny. Ich stan techniczny nie jest oszałamiający ale prawdziwe niespodzianki to dopiero ujawnią się po drodze. Ja dostaję rower o jakże wymownej nazwie "Tornado". No tak- pod górę to oszałamiających prędkości nie osiagnęłam- 3 razy spadł mi łańcuch, okazało się, że nie wszystkie przerzutki działają no i ten zabójczy podjazd. Ale za to widok na kanion Tary i kanion Susicy- bezcenne. No i przy zjeździe Tornado pokazało swoje prawdziwe oblicze. Tym bardziej... że hamulce też nie działały tak jak trzeba :) Wiatr we włosach, komary na zębach- no czuję że żyję :)
Durmitor z rowerem -polecam!

Obrazek

Z kolejnych dni warta wspomnienia jest jeszcze wyprawa do Kantunu Lokvoce. W nocy ostro leje i strzela piorunami. Rano- mokro. Już zaczynam się do tego przyzwyczajać. Uderzamy na alpejski biwak. Pierwsze 1,5 godziny to przedzieranie się przez las. Po nocnym deszczu jest tak duszno i parno, że czuję się jak w lesie równikowym. Już wiem, dlaczego nie marzy mi się wędrówka po dżungli. I co gorsza- okazuje się, że podczas mojego odpoczynku wyprzedzają mnie holenderscy emeryci, którzy bez oznak zmęczenia żwawo maszerują dalej. To ze mną tak źle czy to jakaś emerycka grupa specjalna?
No ale docieram pod biwak, który okazuje się dosyć małym schronem ale za to z fantastycznym widokiem na okolicę.Potem uderzamy w kierunku Niedźwiedzi a stamtąd w dół do Kantunu Lokvice. I...znowu pada. Grzmoty walą gdzieś w górach. Odbijają się echem pomiędzy skałami. No fantastyczne przeżycie, ale wolałabym jednak podziwiać już z bezpiecznej polany w kanionie Lokvice a nie przedzierając się w dół po jakimś grzęzawisku :P

Obrazek

No i w sumie z Durmitoru to tyle. Trochę pogoda pokrzyżowała plany. Trochę tam turystycznie. Nie ma co prawda klapkowiczów i pań w szpilkach hasających radosnie po górach ale czuć najazd ludu. Góry piękne i majestatyczne, chwilami groźne ( np od zeszłego roku zamknięty jest szlak między Bezimmiennym Vrchem a Bobotov Kukiem- przejście na własne ryzyko....), na pewno ciekawe....no ale zabrakło mi tej nutki zapomnianego i zagubionego w czasie klimatu.
Wydostajemy się z Durmitoru i podążamy do Podgoricy gdzie spotykamy się z 3cim kompanem naszej ekipy Markiem i w trójkę uderzamy na albańską stronę. Kierujemy się z Podgoricy do granicy Hani Hoti ( ta trasa tylko taxi- ale spoko, poćwiczyłam moje zdolności negocjacyjne z taksówkarzami : P wszak nie na darmo mówi się, że podróże kształcą a to można uznać w ramach dokształcania zawodowego w moim przypadku...to może by tak poprosić pracodawcę, aby następnym razem sfinansował mi urlop bo to w sumie jest w ramach szkolenia :DDDD ).

Albania....dzika, zapomniana, obrośnięta kurzem i legendami. Nie ma żadnego hasła "Welcome" ale ja stojąc na granicy czuję sie właśnie tak, jakby ten kraj zapraszał mnie do środka. I chociaż nie ma żadnych kolorowych folderów, nie ma pieknych ulotek opisujących piekno przyrody i krajobrazu to Albania ciągnęła mnie dużo bardziej niż Czarnogóra.

Już na granicy zaczynają się albańskie klimaty- asfalt się kończy, zaczynają się pył i bezdroża.

Obrazek

Docieramy do Koplik- dla nas punkt przesiadkowy w Góry Przeklęte. No i co- transportu już żadnego "oficjalnego" nie ma ( jest po 15tej), na stopa nikt nas w Przeklęte nie zabierze bo i nikt tam nie jedzie- trzeba by coś wynająć. Okazuje się, że na dotarcie do Teth jest już za późno ale możemy się przedostać do Boge (tam kończy się asfalt. Od Boge biegnie dalej już nawet nie żwirowa droga, tylko kamienne wertepy). Celem minimalizacji kosztów transportu szukamy innych turystów, co by zrobić większą ekipę na busa. Tylko o turystów jadących w góry prosto nie jest....ale nam spadają jak z nieba ;) I to jacy! po zapoznawczej rozmowie w światowym języku angielskim okazuje się, że 3 spadająca nam z nieba jest z Polski, a konkretnie- z Wrocławia :) I powiedzcie, że świat nie jest mały :)

Z Matyldą, Markiem i Marcinem udajemy się do Boge- a Boge to już Góry Przeklęte i poszarpane wierzchołki. Zaliczamy kolację z cudnym widokiem na okoliczne góry a wieczorem urządzamy sobie ognisko w korycie wyschniętej rzeki. Rano- łapiemy busa do Theth , takiego normalnego lokalnego codziennego busa. Chociaż "miejscowi" chcieli nas zawieźć ale po tak zabójczej stawce, że chyba bym już na piechotę poszła te 30 km. I to jest niestety ten niefajny objaw "cywilizowania się " Albanii- znaczy się jak wyczują turystę, próbują się na nim dorobić bo przyjechał taki to pewnie i kasę ma. A ja nie lubię płacić podwójnie tylko dlatego, że jestem turysta. Na szczęście to był "odosobniony" przypadek więc moja dobra opinia o Albanii nie została trwale uszkodzona.

Obrazek

Droga Boge- Teth- to droga tysiąca zachwytów i westchnień. Najpierw łagodne zbocza, potem coraz bardziej wypiętrzają się groźne skały. Do tego nasz bus wypakowany po dach ludźmi, piwem, coca-colą, mąką i makaronem. Bo bus nie jest tylko busem pasażerskim, ale osobowo-towarowym :) I teraz do tych pięknych widoków za oknem, wspaniałej nawierzchni kamienistej pod nami i do tego ścisku w busiku brakuje nam jeszcze jednego szczegółu...m u z y k i.
No to pan kierowca zapodał i muzykę. Najpierw były albańskie rytmy. Ale potem nastąpiła zmiana repertuaru. I wcale nie był to albański hip- hop, ani chiński pop. Nie był to też czeski rap. Z głośników popłynęła muzyka klasyczna ( 4 pory roku Vivaldiego) a potem jakieś arie operowe :) Taaakkkk to była droga tysiąca zachwytów, westchnień i - zaskoczeń.

Teth jest niemal zupełnie odcięte od świata. Ale i tutaj zaczyna się "komercja". Jeszcze 2 lata temu był tam ponoć tylko 2 knajpy- teraz są już 3 i jest nawet hotel. Ale poza tym to spokojna, wioska położona w przepięknej dolinie. Rozbijamy się namiotami u rodziny, która wynajmuje tez pokoje w swoim domu.
Zażywamy uroków lokalnej kuchni w wydaniu super- eko- jest po prostu pysznie :) co tu dużo pisać :)

Kolejnego dnia wybieramy się z ekwipunkiem na Qafa Peja. Szlak jest od strony Teth bardzo dobrze oznakowany. Trochę późno wychodzimy i idziemy na własne życzenie pod górę w najwiekszy upał. Jeszcze tydzień temu w mokrym i zimnym Durmitorze marzyłam o Saharze a teraz wlokąc się z plecorem pod górę rozważam opcję przyszłorocznego urlopu w takiej np Norwegii :) Albo co najmniej Szkocji :) Cóż, kobieta zmienną jest.
Ale po dotarciu na przełęcz nieco się ochładza. Zbierają się też chmury, które malowniczo wyglądają na zdjęciach ale jeszcze nie wiemy, że jutro ta "malowniczość" nie pozwoli nam wyjść z namiotu. Pałętamy się po okolicy na na noc rozbijamy się tuż za przełęcza nad jeziorem. Na horyzoncie rozciągają się pieknę szczyty- tam chcemy wybrać się jutro. A tymczasem jemy wyśmienitą kolację- szef kuchni polecał łososia po norwesku zakupionego w Albanii, wyprodukowanego w Polsce. To się nazywa globalizacja :)

Obrazek

Następnego dnia wstajemy o 5 rano co by podziwaić góry o poranku. Ale jedyne co widzimy to masę chmur. Jest zimno, mokro i wieje jak halny w Tatrach. Z dzisiejszej eskapady nici. Zamiast tego czekamy na chwilowe przejasnienie aby zejść albo jakoś stoczyć się na dół. Tuż poniżej przełęczy pogoda jest już lepsza, ale dalej wieje huraganowo. Nic to, wracamy na dół do Teth. W ramach pocieszenia wybieramy się do lokalnej knajpy uraczyć się piwkiem. A w knajpie skórowanie baranka gratis :) Taki pokaz edukacyjny.

Nazajutrz rozstajemy się z Matyldą, Markiem i Marcinem- oni wracają do Koplik i jadą w innym kierunku a my uderzamy na Valbonę. Tym razem mimo słońca idzię się dużo lepiej, bo większość trasy przebiega w cieniu. Widoki, co tu gadać- po prostu pierwsza klasa.

Obrazek

Ten dzień należy zdecydowanie do Marka. Najpierw leży krzyżem na wąskiej skarpie i osuwającej się ziemi (część ściezki miała jakiś wyłom i przejście sprawiało trochę problemów), potem zgubił okulary słoneczne. Wieczorem po dotarciu do Valbony rozbijamy się na tyłach knajpy i pałaszujemy kolację. Zimne piwo nigdy nie smakowało lepiej. Wymęczeni i wypruci delektujemy się jedzeniem. Niestety robi się jakoś nadzwyczaj chłodno więc czas zmykać do łóżek, znaczy się- do śpiworów. I tu okazuje się, że śpiwór Marka miał dosyć gór i postanowił doznać bliskich spotkań trzeciego stopnia z ...morzem. Szprotki, które Marek miał jeszcze w swych puszkowych zapasach- same się otworzyły podczas wędrówki przez Valbonę. Chyba było im za ciasno w puszce :) I zawartość puszki wylądowała na śpiworze. A że szprotki były w oleju, to cały śpiwór pachniał nam teraz hehe. Co by nam w nocy za bardzo nie "capiło" zorganizowaliśmy akcję ulepszeń. Dół śpiwora, zaatakowany przez szprotki i olej umieściliśmy w ...worku na śmieci. I w ten sposób Marek spał w śpiworze i szeleszczącym worku na śmieci. Dostaję takiej śmiechawy że do 1szej w nocy nie mogę się uspokoić i płaczę ze śmiechu :) A Marek otrzymuje nową ksywę- Pan Szprotka :)

Rano po szybkim acz smacznym śniadaniu w knajpie wydostajemy się z gór do Baiam Curi. Droga jest niesamowita widokowo. Ale znacznie bardziej przyjanza samochodom niż droga Boge-Teth. W Bairam Curi szybko przesiadamy się na furgona do Fierze- tam ma być prom przez jezioro Koman. No tak prom jest, a raczej był. Rano o 7.00. Wg relacji z zeszłego roku powinien być jeszcze drugi ok 13tej ale go nie ma. Zawiesili to połaczenie. No to cóż- zmiana planów. Wracamy do Bairam Curi. A że jeszcze dziś chcemy sie przedostać do Tirany to pojedziemy busem, okręzną drogą przez Kosowo....Niezłe koło busy robią, ale nie ma drogi z BC do Tirany :) Albo prom, albo przez Kosowo. Cóż....mi pasuje :)
Niestety Kosowo widzimy tylko zza okiem. A szkoda, bo wygląda ciekawie widokowo.

Docieramy do Tirany. I mimo, że "nic w niej nie ma"- żadnych starych zabytków ani też nowoczesnych "atrakcji" to mi się Tirana podoba. Jest trochę jak taki wielki jarmark, jak kram z róznościami. Kolorowa ale z przaśnym klimatem. Nowoczesność i piękne wieżowce przeplatają się ze starymi, rozwalającymi się blokami. Szerokie arterie z koślawymi chodnikami.
A wieczorem- wieczorem miasto dopiero budzi się do życia. Setki pubów, klubów zachęcających do odwiedzin głośną muzyką. Tłumy ludzi na ulicach. No i w końcu panuje idealna dla mnie temperatura :)

Obrazek

Kolejnego dnia uderzeamy do Beratu. Po krótkiej przejażdżce miejskim autobusem w Tiranie lądujemy na odpowiedniej ulicy skąd odjeżdżają autobusy do Beratu. Wielkie miasto, stolica kraju, ale dworca jako takiego albo nawet placu zbiorczego dla autobusów niet :) każdy odchodzi z innej ulicy.

Berat- miasto tysiąca okien i stara twierdza na szczycie. Wąskie uliczki wyłożone śliskim kamieniem robią piorunujące wrażenie za dnia ale też wieczorem. Zdecydowanie trzeba zagubić się w tych uliczkach, połazić, zagłębić w labirynt przejść i wąskich korytarzy. A wieczorem pójść na xiro. Laski wystrojone, chłopacy w obcisłych dżinsach i z obowiązkowym żelem na łepetynie. Słowem- szał ciał!

Kolejnym celem jest Saranda- należy nam się trochę wywczasu i plaża. Do tego zdobyliśmy hotel z tarasem i "panoramą"- burżujstwo pierwsza klasa. Tym bardziej, w tak nowoczesnych rozwiązaniach architektonicznych, gdzie do łazienki wchodzi się przez....balkon :)

Obrazek

Jestem stworzeniem zdecydowanie bardziej lądowym niż wodnym ale w tym roku skusiłam się na spędzenie całego dnia na plaży (szok!!!)- po raz pierwszy od kilku lat poświęciłam tyle czasu na plażę. W tym celu wybraliśmy się do Ksamil, które jest mniej zatłoczone niż Saranda. Można tam dojechać z Sarandy zwykłym autobusem a'la autobus podmiejski a plaże są o niebo piękniejsze. Można też podziwiać i bunkry, wszak Albania z nich słynie.
A można ( a nawet trzeba) odwiedzić też Butrinit, starozytne miasto pamiętające jeszcze czasy Imperium Rzymskiego.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Sarandzie przyszedł pomysł na nową drogę powrotną. Marek postanowił uderzyć do Grecji. A ja stwierdziłam że nudno wracać przez całą Albanię i Czarnogórę i że może by tak wracać przez ....Macedonię. Cóż- plany są po to żeby je zmieniać, więc z uśmiechem na twarzy przystąpiłam do dzieła. W tum celu tak czy inaczej należało się cofnąć do Tirany- i tu o dziwo!!! jest z Sarandy autobus nocny! No piękna sprawa jak chce się zaoszczędzić na czasie :) Bo lądując rano w Tiranie ( a raczej nad ranem bo nasz autobus dostał jakiegoś turboprzyspieszenia i pokonując siły grawitacji zaczął niemalże latać) udało nam się jeszcze zwiedzić Kruję- miasto legendarnego bohatera Albanii, Skanderberga. I jak na ośle w Albanii nie udało mi się przejechać, tak ostatniego dnia zupełnie tego nie oczekując, jechałam w busie z kurami :)) Mały bus lokalny do Kruje wiózł w komplecie oprócz pasażerów gdakające kuraki. No takie klimaty lubię!

Kruja- nieco przereklamowane muzeum Skanderberga i trochę starych kamienii po twierdzy górującej nad miastem. Ale za to uliczki ze straganami i starociami pierwsza klasa. Oprócz klasycznych pamiątek można kupić starocie wszelkiej maści, np. kask z drugiej wojny światowej. Też mi ciekawa pamiątka z Albanii!

Obrazek

Nocnym busem udajemy się do Macedonii- pierwszy cel Tetovo. Nie wiem jak to jest, ale jak za dnia mogę ostatnio spać w każdym autobusie czy pociągu po 3 minutach od startu, tak w nocy jakoś nie bardzo mi to wychodziło. Noc druga- nieprzespana. Do tego i ten autobus dostał turboprzyspieszenia, co było akurat niekorzystne bo zamiast wylądować w Tetovie o 4,30 rano byliśmy o godzinę wcześniej. Dworzec autobusowy był, a jakże, ale zamkniety! Pan strażnik twierdził, że nie może nam otworzyć bo takie ma nakazy i potem może mieć problemy.
ja: trudno, poczekam gdzieś i przycupnę na chodniku
pan straznik: a wy skąd?
my: z Polski
pan strazni: aaaa.... a jak z Polski to chodźcie :)

Czyli nie wszędzie w Europie na hasło "my z Polski" mają skojarzenia " bandyci". Okazało się, że pan strażnik pracował kiedyś w Polsce przez kilka lat, więc z rozrzewieniem powspominał stare, dobre czasy. Rano szybka toaleta w nieco nadgryzionej zębem czasu toalecie dworcowej i ciach na miasto. Must see w Tetovie to Kolorowy Meczet. I faktycznie warto było czekać te 3h na dworcu, aby go zobaczyć.

Obrazek

Macedonia to już inny klimat niż Albania. W porównaniu do niej, to taka wersja "de luxe". Sporo ludzi mówi po angielsku a nawet jak po angielsku niet to można się dogadać po ichniemu. Dworzec autobusowy ( i to całkiem spory) jest nie tylko w Skopje ale nawet w mniejszych miasteczkach. Pełna cywilizacja! Ale mimo to Macedonia, jako jedna z biedniejszych byłych republik dawnej Jugosławii zachwyca swoją otwartością i klimatem. To jest jedno z tych miejsc, gdzie czas idzie do przodu ale jednak w swoim tempie. Jest tutaj ta ulotność materii i to pękniecie w krajobrazie. I pęknięcie wśród ludzi. Trafiamy w Skopje do fantastycznego hostelu. Nie poraża ani swoim wnętrzem, ani luksusem. Kluczem są właściciele. Plan ułożenia się do snu o 21szej spala na panewce (czy czymkolwiek innym).

Skopje w porównaniu do Tirany to metropolia. Szerokie bulwary, piękne pomniki, wielkie gmachy. A z drugiej strony rzeki jakby inny świat- stara muzułmańska dzielnica Carsija z wąskimi uliczkami i gdzieniegdzie walącymi się domami. Meczety, gdzie można się po prostu wtopić w ciszę i kontemplację.

Obrazek

Wisienką na torcie jest targ na tyłach Carsiji- królestwo smaków! następnym razem będąc w Macedonii planuję od razu co najmniej 3 dni w Skopje- będę siedzieć i jeść :) na szczęście jest potem gdzie te smakołyki spalić, bo tuż za miastem znajduje się malowniczy Kanion Matki ze sztucznie utworzonym przez tamę jeziorem. Malownicze góry wokoło i zielone wody jeziora tworzą sielankowe widoki.

Obrazek
Niestety czas się kończy i trzeba wracać. Nocnym pociągiem ze Skopje docieramy do Belgradu. Tam mamy tylko 1,5h czasu. Przechadzamy się ulicami, widać ślady wojny. Niestety po rozmowach z ludźmi wydaje się, że od czasu wojny niewiele się zmieniło na Bałkanach. Nadal gdzieś w głębi ich dusz siedzą podziały ( są "my" i są "oni"), urazy ( "Kosowo od zawsze było nasze!"), tęsknoty ("szkoda, że Czarnogóra nie jest już nasza. Tak byłoby lepiej."). Ciekawe, jak długo targane od wieków konfliktami Bałkany będą trwać we względnym spokoju? Czy zwycięzy "zdrowy rozsądek" i potrzeba odbudowy gospodarki czy może dawne urazy i waśnie?

Obrazek

Na koniec naszej przygody dostajemy pociąg- saunę. Skład węgierski więc luxus i klimatyzacja. Niestety okazuje się, że elektryka nawaliła i klimy niet. A że okna się nie otwierały a na termometrze jakiś +35 w cieniu to było 8h sauny gratis :) all inclusive w cenie biletu. Opuszczamy Bałkany i tak dobiega końca nasza podróż przez krajów kilka do Czarnogóry, Albanii i Macedonii. Były i piękne góry i kawałek plaży i starożytne miasta. Była pyszna lokalna kuchnia ale nie zabrakło też polskiego prowiantu ze szprotkami w roli głównej. Było i morko w suchym Durmitorze i palące słońce Albanii. Były piękne ulice Skopje i zakurzone ulice Koplik. Było spokojnie ale i spontanicznie. Szaro i kolorowo. Wesoło ale czasami i smutno, jeżeli przysłuchać się niektórym historiom z wojna w tle. Takie własnie chyba są Bałkany- choć odwiedzałam je pierwszy raz- pełne kontrastów.
Coś we mnie poruszyły. Odkryły kolejne karty w mojej duszy. Są magiczne. I wiem, że na Bałkany wrócę.

Więcej zdjęć w linku poniżej:

https://picasaweb.google.com/113981061407850402114/BalkanExpedition2011PrzezKrajowKilkaDoCzarnogoryAlbaniiIMacedonii#

Awatar użytkownika
Taja
stary wyga
Posty: 1268
Rejestracja: 15-04-2007 15:06
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Taja » 10-09-2011 20:37

Łaa! No jest relacja-rewelacja! :D Cieszę się, że podobało Ci się na Bałkanach, może kiedyś wspólnie zrobimy wyprawę w tamte rejony! :D Czy w dolinie Valbony spaliście na tyłach tego hotelo-knajpoczegoś gdzie taki mały wodospadzik jest i plac zabaw dla dzieci? O tu:?

[img]http:///lh5.googleusercontent.com/-0igIRBkY9go/TGmleloRY8I/AAAAAAAACf0/v5Y85V52YNQ/s640/DSC_0361.JPG[/img]

Bo jak tak to my też w zeszłym roku mieliśmy tam metę na jedną noc :)

A do Bairam Curri szliście całą drogę piechtą? Jak tam im idzie z kładzeniem asfaltu? My w zeszłym roku tą drogę pokonaliśmy ciężarówą, która wracała w budowy - chłopaki siedzieli na pace, dziewczyny w szoferce :)

Widzę, że Glina Lemon nadal w sprzedaży :D

Byłyśmy w Albanii w wielu tych samych miejscach - zakurzona Tirana, cudny Berat z czerwonymi dachami, hotelowa Saranda i niedalekie plaże w Ksamil o kolorach aż kiczowatych, starożytny Butrint, Kruja ze świetnymi straganami z rękodziełem... Ech, przypomina mi się wyprawa z 2007 roku z kulturoznawstwem z UAM w Poznaniu..

Piękna sprawa, cudne zdjęcia, aż mnie skręca z zazdrości! :D

kata
podróżnik
Posty: 128
Rejestracja: 18-06-2011 13:33
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: kata » 11-09-2011 19:37

Taja pisze:Cieszę się, że podobało Ci się na Bałkanach, może kiedyś wspólnie zrobimy wyprawę w tamte rejony! :D Czy w dolinie Valbony spaliście na tyłach tego hotelo-knajpoczegoś gdzie taki mały wodospadzik jest i plac zabaw dla dzieci? O tu:?

wasza knajpa musiała być po drugiej stronie naszej, albo knajpa ta sama tylko 2 place miała. Ten drugi gdzie wy nocowaliście jest naprzeciwko naszego, czyli jakies 20m :)

A za wyprawa jestem za :) w takie rejony z ciekawymi świata ludźmi- mi dwa razy powtarzać nie trzeba!



Taja pisze:A do Bairam Curri szliście całą drogę piechtą? Jak tam im idzie z kładzeniem asfaltu? My w zeszłym roku tą drogę pokonaliśmy ciężarówą, która wracała w budowy - chłopaki siedzieli na pace, dziewczyny w szoferce :)


nie, do BC jechaliśmy porannym buzem o 7mej. Ja tam na pace jakiejś wywrotki jak najchętniej, tyle, że nie mieliśmy czasu na łapanie stopa bo nam się spieszyło na prom...którego nie było ;)


Taja pisze:Widzę, że Glina Lemon nadal w sprzedaży :D


Tak, Glina Lemon ma się dobrze :) i przynajmniej jak człowiek nie mógł się dogadać w sprawie tego co chce kupić, to przynajmniej ta nazwa zapada w pamięć i na hasło "Glina" każdy wie o co chodzi :)

Awatar użytkownika
Taja
stary wyga
Posty: 1268
Rejestracja: 15-04-2007 15:06
Lokalizacja: Poznań

Postautor: Taja » 11-09-2011 22:25

Ło kurdelek to może miała dwa place..Albo jakąś nową postawili bo tylko ta jedna była w zeszłym roku ;)

Awatar użytkownika
Satan
bardzo stary wyga
Posty: 2610
Rejestracja: 13-02-2006 21:25
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: Satan » 12-09-2011 11:10

Ech, no co tu konkretnego napisałć? :D W moim odczuciu jest to jedna z tych relacji - perełek, tym bardziej, że klimat, miejsca, sposób podróży oraz odbieranie miejscowej rzeczywistości są mi bardzo bliskie. Do tego bardzo fajne, rzetelne fotki.

Tyle klimatycznych miejsc (w tym legendarne już Teth :wink: ), tyle widoków zapachów barw, tyle nowych doznań. Bałakany to rzeczywiście taka europejska perełka, która jeszcze opiera się zachodniej cywilizacji, daje jeszcze możliwość poczucia ducha exploracji.

Ja po miłych wędrówkach w ostatnich latach po Ukrainie, Rumunii, Bułgarii postanowiłm sobie, że za rok jadę gdzieś w głębokie Bałkany i wybór padł na Czarnogórę, więc pewnie w stosowanym czasie napiszę jakiś p.w. :wink:

Jeszcze raz gratuluję i zazdroszczę - jedna z najlepszych wypraw na tym forum :P
Należy przestrzegać przepisów BHP...zwłaszcza na kolei.

Wiolcia
podróżnik
Posty: 131
Rejestracja: 07-11-2010 15:33
Lokalizacja: Kraków

Postautor: Wiolcia » 12-09-2011 14:28

Kata, a w jakim czasie byłaś w Czarnogórze, w Durmitorze? Bo ja też byłam tam w deszczowym i chłodnym okresie, co pokrzyżowało nasze plany, a i psiaka ze zdjęcia kojarzę, jednego dnia właśnie taki z nami chodził po górach (a drugiego inny). Więc może tam gdzieś się mijałyśmy nawet na szlakach?
Pozdrawiam
Wiola

www.podrozeduze.pl

kata
podróżnik
Posty: 128
Rejestracja: 18-06-2011 13:33
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: kata » 14-09-2011 19:11

Wiolcia pisze:Kata, a w jakim czasie byłaś w Czarnogórze, w Durmitorze?


Durmitor był w 1szym tygodniu sierpnia. jeżeli byłaś w innym czasie i też padało to zaraz padnie mit "suchego" Durmitoru :)

Satan- a jak się będziesz wybierał to na ile mogę pomogę więc uderzaj śmiało! W Durmitor tez jeszcze pewnie wrócę, ale póki co ostrzę sobie zęby na Przeklęte w szerszym wydaniu i na inne pagóry bałkańskie bo mnie np w takiej Bułgarii nie było. A tam też piknie, że hej! Ino urlopu brakuje

Wiolcia
podróżnik
Posty: 131
Rejestracja: 07-11-2010 15:33
Lokalizacja: Kraków

Postautor: Wiolcia » 14-09-2011 19:55

Ja byłam od 21 lipca na kilka dni. Gdy przyjechaliśmy, właśnie wyjeżdżało dwóch Polaków, którzy trafili na upały, więc widocznie my mieliśmy pecha. Tylko jeden dzień był całkiem słoneczny, reszta albo deszczowa, albo w kratkę z dużym zachmurzeniem. Gdy opuszczaliśmy Durmitor, miało się wypogadzać, ale z tego co piszesz widzę, że nie na długo.
Pozdrawiam

Wiola



www.podrozeduze.pl

Awatar użytkownika
Satan
bardzo stary wyga
Posty: 2610
Rejestracja: 13-02-2006 21:25
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: Satan » 15-09-2011 09:32

kata pisze:Satan- a jak się będziesz wybierał to na ile mogę pomogę więc uderzaj śmiało!


To się odezwę w...przyszłym roku :mrgreen:


kata pisze:...ale póki co ostrzę sobie zęby na Przeklęte w szerszym wydaniu i na inne pagóry bałkańskie bo mnie np w takiej Bułgarii nie było. A tam też piknie, że hej! Ino urlopu brakuje


A co do Bułgarii, to ja połaziłem po Pirynie, więc też jestem w stanie pewnych info udzielić. :wink:
Należy przestrzegać przepisów BHP...zwłaszcza na kolei.

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4999
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 18-09-2011 20:14

kata pisze:[i na inne pagóry bałkańskie bo mnie np w takiej Bułgarii nie było. A tam też piknie, że hej! Ino urlopu brakuje


zwlaszcza Piryn piekny! marzy mi sie powrot na gran konczeto z ktorej wygonil nas deszcz i mgla :( a tak bylo blisko zeby przejsc ta niesamowita trasa.. i ajkie fajne budki do spania tam sa :) tzn byly bo to w 2005 roku bylo wiec moglo sie pozmieniac..
Ostatnio zmieniony 19-09-2011 13:46 przez buba1, łącznie zmieniany 1 raz.
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4999
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Przez krajów kilka do Czarnogóry, Albanii i Macedonii

Postautor: buba1 » 19-09-2011 12:27

kata pisze:Z pociągu wylało się morze ludzi i czasem dziwię się, że Polacy są tak "kompaktowi", iż w tak zastraszającej liczbie potrafią się zmieścić w tak krótkich składach dalekobieżnych.


coz... praktyka czyni mistrza! ;) ale z tego co opowiadal kolega to z hindusami nie mamy szans konkurowac ;)

kata pisze:Ale ja nie lubię tylko pięknych deptaków na głownej ulicy miasta. Miasto to nie tylko reprezentacyjna ulica. Miasto to też zwykła codzienność zwykłych ludzi. Szare i zaniedbane zakamarki, uśmiechnięte twarze biegających dzieci]


taaak.. prawdziwy swiat :) a nie tylko wyretuszowany obraz z turystycznych folderkow i glownych tras...

kata pisze:Inna sprawa, że właściciel chciał mnie za żonę... hehe... romantyczna nazwa miasta to i właściciel "romantyczny". Zamiast na kwiaty chciał mnie wziąść na owczy ser...)


no taki podryw to ja rozumiem! nie jakies bezuzyteczne kwiaty tylko cos konkretnego i smakowitego! :-)

kata pisze:Docieramy na przełęcz pod Bobotov Kuki i tam zostaję. Na sam szczyt jest jeszcze ok 15 min podejścia. Podejscie to może bym pokonała...ale zejście....no tam juz trzeba wisieć na skałach, a że mam z tym problem to wolałam aby nikt mnie nie musiał ściągać. Znam ja doskonale moje możliwości. Poza tym nie mam manii "kolekcjonowania szczytów". Mi wystarczy ta przestrzeń, magia, siła krajobrazu.


w pelni sie zgadzam :) ja owej "manii kolekcjonerskiej" rowniez nie posiadam wiec moze dlatego latwiej mi zrozumiec. Czasem mozna bardziej poczuc magie gor jak sie posiedzi pod szczytem 30 min niz lecac z wywieszonym ozorem na najwyzszy punkt, odhaczy "zaliczone" i zbiegnie w doł..

kata pisze:Kolejnego dnia czas na rowery. Rowery. Tak, rower to jest to. Co prawda mój stoi sobie w domu ale mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi?? Nie, na pewno nie. To wypożyczamy machiny. Ich stan techniczny nie jest oszałamiający ale prawdziwe niespodzianki to dopiero ujawnią się po drodze. Ja dostaję rower o jakże wymownej nazwie "Tornado". No tak- pod górę to oszałamiających prędkości nie osiagnęłam- 3 razy spadł mi łańcuch, okazało się, że nie wszystkie przerzutki działają no i ten zabójczy podjazd. Ale za to widok na kanion Tary i kanion Susicy- bezcenne. No i przy zjeździe Tornado pokazało swoje prawdziwe oblicze. Tym bardziej... że hamulce też nie działały tak jak trzeba :) Wiatr we włosach, komary na zębach- no czuję że żyję :)
Durmitor z rowerem -polecam! ]


taaaa.. nie ma nic lepszego jak rowerek z wypozyczalni ;) mysmy kiedys z toperzem wypozyczyli rowerki w Horyncu na roztoczu.. po 10km odkrylismy ze odpadaja im pedały a po 20 km ze siodełka tez ;) Przerzutek nie mialy wiec pod kazda mala gorke zeby wjechac trzeba bylo stawac na pedały- i potem bardzo uwazac zeby nie usiasc automatycznie na siodelko- bo moglo go juz nie byc.. A usiasc na siodelko ktorego nie ma jest dosyc nieprzyjemnie ;) od razu mi sie przypomina dowcip o zakonnicach ;)

kata pisze: co gorsza- okazuje się, że podczas mojego odpoczynku wyprzedzają mnie holenderscy emeryci, którzy bez oznak zmęczenia żwawo maszerują dalej. To ze mną tak źle czy to jakaś emerycka grupa specjalna?


skads to znam.. pojechalam kiedys na rajd gorski z pttk rzeszow- patrze -srednia wieku 70 lat.. wiec sobie mysle- no to bedzie lajtowo... nie bylo... :roll:


kata pisze: Zaczynam snuć wizje przyszłorocznego urlopu gdzieś w okolicach Sahary. ]


kurcze, a z twoich zdjec to wyglada jakbyscie non stop mieli zarabista sloneczna pogode!!

kata pisze:na pewno ciekawe....no ale zabrakło mi tej nutki zapomnianego i zagubionego w czasie klimatu.


no wlasnie tego samego tak bardzo mi brakowalo na wycieczce do Toskanii....

kata pisze:Już na granicy zaczynają się albańskie klimaty- asfalt się kończy, zaczynają się pył i bezdroża.
]


tak jak w piosence... "Tu asfalt sie konczy a zaczyna blues"
http://nina.nemezis.wrzuta.pl/audio/3ht ... sie_konczy

Przejscie graniczne czarnogorsko-albanskie jest tylko jedno, nie?
Jak ono teraz wyglada tzn na ile "asfalt sie konczy"? trzy lata temu bylo tam cudownie pyliscie i byly nawet odcinki drogi sie sie grzezlo w piachu do pół koła :-) a wokol pasły sie krowki i wisiały girlandy roznistych kabli!
https://picasaweb.google.com/zabka.z.cz ... 3143515106
https://picasaweb.google.com/zabka.z.cz ... 9101286546


kata pisze:Tylko o turystów jadących w góry prosto nie jest....ale nam spadają jak z nieba ;) I to jacy! po zapoznawczej rozmowie w światowym języku angielskim okazuje się, że 3 spadająca nam z nieba jest z Polski, a konkretnie- z Wrocławia :) I powiedzcie, że świat nie jest mały :)


po raz kolejny przypomina mi sie powiedzenie, ze "na swiecie sa dwie rzeczy nie do zajeb***nia- armia czerwona i polski turysta " :)


kata pisze:Droga Boge- Teth- to droga tysiąca zachwytów i westchnień. Najpierw łagodne zbocza, potem coraz bardziej wypiętrzają się groźne skały. Do tego nasz bus wypakowany po dach ludźmi, piwem, coca-colą, mąką i makaronem. Bo bus nie jest tylko busem pasażerskim, ale osobowo-towarowym :) I teraz do tych pięknych widoków za oknem, wspaniałej nawierzchni kamienistej pod nami i do tego ścisku w busiku brakuje nam jeszcze jednego szczegółu...m u z y k i.
No to pan kierowca zapodał i muzykę. Najpierw były albańskie rytmy. Ale potem nastąpiła zmiana repertuaru. I wcale nie był to albański hip- hop, ani chiński pop. Nie był to też czeski rap. Z głośników popłynęła muzyka klasyczna ( 4 pory roku Vivaldiego) a potem jakieś arie operowe :) Taaakkkk to była droga tysiąca zachwytów, westchnień i - zaskoczeń.


samo chodzenie po gorach i zapier**** z plecakiem tez ma swoje uroki- ale nie ma nad podroz lokalna komunikacja... taka komunikacja, prawdziwa i z klimatem..
Czytam ta twoja relacje i cala mi sie podoba, w wiele poprzednich opisanych miejsc chcialabym zajrzec- ale wlasnie tego autobusu to ci zazdroszcze jak szlag!!! :) :) :) :)

kata pisze:A Marek otrzymuje nową ksywę- Pan Szprotka :)
l]


wtedy zapewne markowi nie bylo do smiechu- ale takie wspomnienia zostaja do konca zycia!!! :D

kata pisze:Kolejnym celem jest Saranda- należy nam się trochę wywczasu i plaża. Do tego zdobyliśmy hotel z tarasem i "panoramą"- burżujstwo pierwsza klasa. Tym bardziej, w tak nowoczesnych rozwiązaniach architektonicznych, gdzie do łazienki wchodzi się przez....balkon :)


taki hotel to przedkladam nawet nad namiot :)


kata pisze:tak ostatniego dnia zupełnie tego nie oczekując, jechałam w busie z kurami :)) Mały bus lokalny do Kruje wiózł w komplecie oprócz pasażerów gdakające kuraki. No takie klimaty lubię! ]


ja tez! ja tez! ja tez! :D :D :D :D

ja przedwczoraj jechalam z kurczetami w busie! wprawdzie juz nie byly takie zolciutkie ale popiskiwaly na kazdym wertepie i zakrecie :)

czemu u nas nie ma juz takiej komunikacji?? czemu? czemu? :(
z dziecinstwa jeszcze pamietam takie PKSy....


kata pisze:Nocnym busem udajemy się do Macedonii


jak wyglada tam kwestia z kiblem? autobus robi jakies przystanki w nocy zeby zdazyc pobiec za krzaczek? jak czesto? pytam z ciekawosci bo wiem ze w polsce czy na ukrainie to jest z tym problem (zwlaszcza w autobusach nocnych) wiec podrozy autobusem boje sie jak ognia...


kata pisze:To jest jedno z tych miejsc, gdzie czas idzie do przodu ale jednak w swoim tempie. Jest tutaj ta ulotność materii i to pękniecie w krajobrazie. I pęknięcie wśród ludzi. Trafiamy w Skopje do fantastycznego hostelu. Nie poraża ani swoim wnętrzem, ani luksusem. Kluczem są właściciele. Plan ułożenia się do snu o 21szej spala na panewce (czy czymkolwiek innym). ]


jakos jest tak ze ilosc "pękniec w krajobrazie" jest wprost proporcjonalna do sympatycznosci ludzi wystepujacych w okolicy.. dleczego tak jest- nigdy nie moge odgadnac...


kata pisze:Wisienką na torcie jest targ na tyłach Carsiji- królestwo smaków! następnym razem będąc w Macedonii planuję od razu co najmniej 3 dni w Skopje- będę siedzieć i jeść :)


o wreszcie jakies wlasciwe podejscie do tematu jedzenia! wiekszosc ludzi mi zarzuca ze moje wyjazdy maja wybitne zabarwienie "kulinarne".. a tu prosze- ktos tez ma taki wspanialy pomysl na spedzenie 3 dni :D


kata pisze:Niestety po rozmowach z ludźmi wydaje się, że od czasu wojny niewiele się zmieniło na Bałkanach. Nadal gdzieś w głębi ich dusz siedzą podziały ( są "my" i są "oni"), urazy ( "Kosowo od zawsze było nasze!"), tęsknoty ("szkoda, że Czarnogóra nie jest już nasza. Tak byłoby lepiej."). Ciekawe, jak długo targane od wieków konfliktami Bałkany będą trwać we względnym spokoju? Czy zwycięzy "zdrowy rozsądek" i potrzeba odbudowy gospodarki czy może dawne urazy i waśnie?


tez sie nie raz z tym spotkalam.. czy sluchajac przewodnika ktory opowiadal o zniszczeniach w Mostarze: "a ONI wciaz zyja i bezkarnie smieja sie NAM w twarz",
czy komentarz babki ktora sprzedawala miod w polnocnej chorwacji- "tam nie jedzcie, tam niebezpiecznie, tam mieszkaja serbowie, to zli ludzie".. smutne to takie bardzo....


kata pisze:Na koniec naszej przygody dostajemy pociąg- saunę. Skład węgierski więc luxus i klimatyzacja. Niestety okazuje się, że elektryka nawaliła i klimy niet. A że okna się nie otwierały a na termometrze jakiś +35 w cieniu to było 8h sauny gratis :) all inclusive w cenie biletu.]


takie pociagi lubie- wreszcie nie jest mi zimno :)

Choc kiedys wsiadlam do pociagu relacji przemysl- czerniowce- ktory stal caly dzien na bocznicy i sie nagrzewal w upalnym sloncu. Gdy go podstawili na peron tempetarura w srodku przekraczala 55 stopni. Czlowiek sie tak fajnie rozplywal i wytapial..jak siedzial to momentalnie wokol robila sie wielka kaluza i kapalo kap kap kap.. :)


kata pisze:Coś we mnie poruszyły. Odkryły kolejne karty w mojej duszy. Są magiczne. I wiem, że na Bałkany wrócę.


dzieki za piekna relacje- taka pelna klimatu, uczuć, zapachow i ulicznego pyłu..

Balkany sa piekne, ale jeszcze piekniejsze jest jak ktos potrafi to odpowiednio odczuc i jeszcze przelac na ekran komputera. Kata! dzieki tej relacji ja tam bylam z toba- w busie z kurczetami, nad przepasciami z muzyka powazna w tle i w lazience gdzie wchodzi sie przez balkon ;) Swiat nie jest jednoznaczny- jest taki jak my umiemy go zobaczyc. A mnie niezmiernie sie spodobaly te "twoje" bałkany :)
Nie trace nadziei ze moze kiedys gdzies pojedziemy razem- lub chociaz spotkamy sie zupelnym przypadkiem w jakims dziwnym miejscu :) :)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4999
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 19-09-2011 13:43

Taja pisze:My w zeszłym roku tą drogę pokonaliśmy ciężarówą, która wracała w budowy - chłopaki siedzieli na pace, dziewczyny w szoferce Smile


coz za dyskryminacja dziewczyn!! chyba bym sie rozplakala jakby mnie tak potraktowali!
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

kata
podróżnik
Posty: 128
Rejestracja: 18-06-2011 13:33
Lokalizacja: Wrocław

Re: Przez krajów kilka do Czarnogóry, Albanii i Macedonii

Postautor: kata » 19-09-2011 19:30

buba1 pisze: coz... praktyka czyni mistrza! ;) ale z tego co opowiadal kolega to z hindusami nie mamy szans konkurowac ;)


to prawda, hindusi wymiatają. Ale Wietnamczycy tez sobie świetnie radzą. Ci to z powodzeniem mogliby spać na naszych półkach bagażowych bo ich ławki w pociągach są niewiele szersze ;P

buba1 pisze:
kata pisze:Inna sprawa, że właściciel chciał mnie za żonę... hehe... romantyczna nazwa miasta to i właściciel "romantyczny". Zamiast na kwiaty chciał mnie wziąść na owczy ser...)


no taki podryw to ja rozumiem! nie jakies bezuzyteczne kwiaty tylko cos konkretnego i smakowitego! :-)

no tak...przez żołądek do serca :)

buba1 pisze:po 10km odkrylismy ze odpadaja im pedały a po 20 km ze siodełka tez ;) Przerzutek nie mialy wiec pod kazda mala gorke zeby wjechac trzeba bylo stawac na pedały- i potem bardzo uwazac zeby nie usiasc automatycznie na siodelko- bo moglo go juz nie byc.. A usiasc na siodelko ktorego nie ma jest dosyc nieprzyjemnie ;) od razu mi sie przypomina dowcip o zakonnicach ;)

hehehe...ło matko! wy to macie atrakcje :))) jak widac z moim nie było tak źle bo co jak co ale siodełko trzymało się dobrze :)

buba1 pisze:
kata pisze: co gorsza- okazuje się, że podczas mojego odpoczynku wyprzedzają mnie holenderscy emeryci, którzy bez oznak zmęczenia żwawo maszerują dalej. To ze mną tak źle czy to jakaś emerycka grupa specjalna?

tak sobie teraz myślę, że moi to pewnie byli na jakichś dopalaczach- w końcu z Holandii ;P a zatem doping się nie liczy ;)

buba1 pisze: Przejscie graniczne czarnogorsko-albanskie jest tylko jedno, nie?

nie, są dwa- jedno Hani Hoti (tutaj asfalt kończy się jakieś pół kilometra za granicą ale pylista arteria jest nieco szersza niż na twoich zdjęciach....no i widać tam jakieś roboty więc pewnie i za kilka lat dociągną tam asfaltówkę).
Drugie przejście jest po drugiej stronie Jez. Szkoderskiego ( nie pamiętam jego nazwy) i większość turystów chyba tak przekracza granicę.

buba1 pisze: jak wyglada tam kwestia z kiblem? autobus robi jakies przystanki w nocy zeby zdazyc pobiec za krzaczek? jak czesto? pytam z ciekawosci bo wiem ze w polsce czy na ukrainie to jest z tym problem (zwlaszcza w autobusach nocnych) wiec podrozy autobusem boje sie jak ognia...

autobus do Macedonii miał 2 przerwy z tego co pamiętam więc nie było źle.

buba1 pisze:jakos jest tak ze ilosc "pękniec w krajobrazie" jest wprost proporcjonalna do sympatycznosci ludzi wystepujacych w okolicy.. dleczego tak jest- nigdy nie moge odgadnac...

to się zgadza i już nie raz mi się potwierdziło

kata pisze:o wreszcie jakies wlasciwe podejscie do tematu jedzenia! wiekszosc ludzi mi zarzuca ze moje wyjazdy maja wybitne zabarwienie "kulinarne".. a tu prosze- ktos tez ma taki wspanialy pomysl na spedzenie 3 dni :D

no bo ja lubię jeść :)

buba1 pisze:Nie trace nadziei ze moze kiedys gdzies pojedziemy razem- lub chociaz spotkamy sie zupelnym przypadkiem w jakims dziwnym miejscu :) :)

Buba, nie od dziś wiadomo, że przypadki chodzą po ludziach :) ja np po Twoich relacjach ukraińskich napaliłam się na Ukrainę bo tam to dopiero są klimaty jak czytam!! a że mnie tam do tej pory nie było to czas zacząć eksplorację typowo wschodnią ;)
Chociaż nie do końca jeszcze wiem co mi strzeli w przyszłym roku do głowy...


Wróć do „Relacje z wypraw”