Wielka Fatra i Niżne Tatry czyli powrót na Słowację

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4262
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Wielka Fatra i Niżne Tatry czyli powrót na Słowację

Postautor: Pudelek » 25-09-2011 22:13

Eco wziął dwutygodniowy urlop i wyruszył w góry, namawiając mnie, abym się dołączył przynajmniej na jakimś odcinku. W Bieszczady było mi za daleko, więc stwierdziłem, że z przyjemnością przejdę się chociaż po Słowacji, zwłaszcza, że tych szlaków jest nie robiłem.

Początkowo miałem wybrać się jeszcze z całą trójką (prócz Eco, TuAlf i Grześ) w Tatry, gdzie planowali zdobyć Rysy, ale ostatecznie się nie zdecydowałem i okazało się, iż był to bardzo dobry wybór.

Oni ruszyli w piątek, natomiast ja wsiadłem w popołudniową sobotę do pociągu, który przed godziną 20 dotarł do Zwardonia. Ruszyłem sobie spokojnie w kierunku Skalanki, budząc po drodze zainteresowanie mijanej stonki ("jakie on ma światełko"), po czym zatrzymałem się na grani, aby porobić kilka zdjęć nocnego Serafinova. W pewnym momencie usłyszałem z pobliskich krzaków jakieś ciche gwizdy - brzmiało to tak, jakby ktoś za mną szedł i komuś dawał znaki (a przynajmniej to podpowiedziała mi wyobraźnia). Nie było słychać żadnych innych ptaków czy stworzeń, więc czym prędzej ruszyłem dalej. Przy skręcie w las widzę z kolei kilka światełek błyskających w lesie - najpierw myślałem, że to odbija się jakiś płot, ale światełka nagle rozbiegły się w różne strony, jedno tuż przede mną. Prawdopodobnie lisy...

Na chatce tłumów nie ma - oprócz chatkowej z rodziną i jej znajomych jest dwóch chłopaków z Ustronia plus ich wielki pies. Potem przychodzi jeszcze czterech kolesi - okazuje się, że swojemu koledze, który był w górach pierwszy raz, zafundowali od rana spacer na Wielką Raczę, Przegibek i powrót (świeżo zlikwidowanym szlakiem niebieskim z Kolonii :evil: ) - tak lekko licząc wyszło im z 14 godzin! Górski prawiczek wyglądał jak żywy trup, ale odgrażał się, że jeszcze im pokaże :D. Jakoś się zasiedziało w kominkowej i spać położyłem się po 2, więc nie mogłem być za bardzo wypoczęty.

Niedziela - pobudka o 5.30. Pakowanie, mycie i o 6 wychodzę z zaspanej chatki, podziwiając świt.
Obrazek
Schodzę do Zwardonia (myślałem, że tam będą jeszcze spali, ale mijam dwóch dziadków - pewno pędzą do kościoła), a potem do Serafinova na pociąg. Szybka przesiadka w Czadcy, kolejna w Żylinie i w Rużomberoku jestem już o 9.30. Piszę do Eco, ale ci dopiero niedawno wyjechali z okolic Roztoki.... piwkuję w dworcowym barze, potem przenoszę się do pobliskiego parku i wreszcie zjawia się trójka niedoszłych zdobywców Rysów. Jemy obiad i dojeżdżamy w Wielką Fatrę, do Wyżnej Revucy.

Żółty szlak na sedlo Ploskej to 700 metrów podejścia, więc lekko nie jest, ale widoki rekompensują trud.

Obrazek.

Na samym początku spotykamy też dość sporo ludzi, wiele z psami huskymi - jakiś zlot czy coś? Wyżej mijamy też owieczki, zastanawiając się, ile z licznych tutaj szałasów jest zajętych przez pasterzy?

Po dwóch godzinach wchodzimy w końcu na sedlo, gdzie wita nas bardzo silny wiatr - mimo słońca od razu robi się zimno. Ponieważ TuAlf wraca do domu, rusza pierwszy w kierunku szczytu, my wolniej idziemy za nim i żegnamy się przy jego odwrocie.

Ploska, jak sama nazwa wskazuje, jest płaska - widoki są tylko na dalsze pasma....

Obrazek
zastanawiamy się, czy jeszcze nie zahaczyć o chatę pod Borisovem, ale wieje coraz mocniej i w oddali się chmurzy, więc wielkofatrzańską magistralą schodzimy do przełęczy (?) Chyzky, a potem do Koniarek i dalej w kierunku Ostredoka, szukając szałasu pod Suchym Vrchm. Ma być widoczny ze szlaku, ale chyba od drugiej strony, bo musimy odejść nieco w bok, aby go w końcu dojrzeć.

Obrazek
szałas jest full wypas, w środku łóżko piętrowe, drugie łóżku, stół z ławami, piec, kącik kuchenny, komórka, u góry stryszek, z boku miejsce na drewno i wychodek... tylko wody brak - prawdopodobnie strumień wyschnął :( no nic, mamy trochę ze sobą, więc jakoś sobie poradzimy. Wieczór mija przy rozmaitych napitkach oraz zapiekankach na świeżo skonstruowanym grillu :)

Obrazek

W poniedziałek rano planowaliśmy z Eco przejść magistralą przez Ostredok i Krížną aż do Starych Hor, ale wstając rano widzę chmury zakrywające Ostredok, wiatr i ogólnie paskudną pogodę. Andrzej twierdzi, że idzie dalej ("Rób co chcesz, ja idę dalej"), ale zmienia zdanie, wychodząc po raz pierwszy na dwór.
"Rób co chcesz, ja schodzę w doliny". Faktycznie, przy takiej pogodzie nie miałoby sensu pchać się w tamten teren - z Grzesiem złazimy Zeleną doliną do Vysnej Revucy, gdzie pakujemy się w autobus do Oravskej Lesnej.

Mieliśmy od razu z Andrzejem jechać na Bańską Bystrzycę, ale ostatecznie siadamy jeszcze z Grzesiem w pobliskiej knajpie. Jest piwo, wódeczka, bagietki w sklepie obok, tylko kibel płatny :?

Po godzinie żegnamy się (Grześ wraca do Polski) i ładujemy się do autobusu na Bańską - jest zawalony, ciepło w nim jak w piekarniku, ale dobrze, że jedzie. W Bańskiej kolejna przesiadka - na stanowisku nr 21 dziki tłum! Już myślałem, że się nie wbijemy, ale jakoś się udaje - w kolejnym piekarniku dojeżdżamy do Brezna. Dworzec i miasto opanowane przez Romów, ruina obok ruiny... Kolejny autobus mamy w Niżne Tatry - jedziemy na Srdiečko, gdzie mamy nadzieję coś zjeść. Niestety, restauracja była otwarta... do wczoraj. Schodzimy do Trangoški, gdzie reklamuje się jakaś chata - też zamknięta. To po co wystawiają reklamę przy drodze?! Ostatecznie dokonujemy konsumpcji przy szlaku i wchodzimy na zielony w kierunku Stefanika.

Obrazek

według mapy i drogowskazu mamy iść 1:45-1:55, Andrzej twierdzi, że dłużej, bo plecaki ciążą, a tymczasem w schronisku jesteśmy po 1:20! Hmm, czyżby chleb z serem i Corgon działały jak doping??

Samo schronisko... od ostatniej wizyty jest lepiej w pokojach - nie ma poduszek wyglądających jak obrzygane. Ale w kiblu nadal nie można się zamknąć (to pierdoła, ale bardzo irytująca i jej usunięcie doprawdy nie jest kosztowne i skomplikowane), użycie ciepłej wody wymaga sztuki regulacji. Do tego jest drogo... Na szczęście smaczne jedzenie i sympatyczna obsługa niwelują minusy.

W jadalni jest dwójka warszawiaków - Kasia i Łukasz, którzy idą w tym samym kierunku co my. Oprócz nich na chwilę zagląda grupa austriacko-słowacka, która gdzieś w dole ma konferencję. Mocno wypity Austriak ćwiczący swój słowacki zamawia dla nas kolejkę, ale ta gdzieś znika... :(

Wtorek wita nas chmurami, rano nawet lekko mży, ale potem przechodzi. Nie śpieszy nam się - jemy jajecznicę i grubo po 10 ruszamy na szlak. Pierwsze 2 godziny to trasa powyżej lasu, jak od strony Chopoka.

Obrazek

Potem odbijamy w dół i wzdłuż masowej wycinki drzew schodzimy do Wyznej Bocy, gdzie ma znajdować się sklep. A i owszem, jest, ale zamknięty... we wtorki! No pięknie! Postanawiamy zjechać autobusem do Niznej Bocy - jest mniejsza, miejscowi nie wiedzą czy działa tam sklep, ale jesteśmy w desperacji. W międzyczasie z Čertovicy schodzi Kasia i Łukasz, którzy zostawili tam swoje plecaki, ale nie decydują się jechać z nami.

W Niznej Bocy na początku mamy załamanie - nic tu nie ma. Nagle Andrzej zauważa, że miejscowe kobiety idą skądś z siatkami - i jest, COOP Jednota! Ten z kolei nie działa w czwartki :-D. Robimy zakupy i zaglądamy jeszcze do hostinca naprzeciwko - teraz jesteśmy całkowicie usatysfakcjonowani :)

Wracamy na autobus, ale łapiemy stopa aż na Čertovicę - od kierowcy, ostro ścianającego zakręty, dowiadujemy się, że wszyscy ludzie to skur...yny. Jednak dobrze czasem spotkać filozofa za kółkiem ;)

Na przełęczy obiad i we mgle, wśród duchów Robina z Sherwood, dochodzimy do útulňi Ramža - oprócz warszawiaków jest tam też Czech i Słowak, którzy od dwóch tygodni wędrują non stop ze wschodu Słowacji. Pogratulować kondycji, choć Czechowi siada już noga po tylu dniach.

Ramža - kto był to wie, świetne miejsce na nocleg. Kilkanaście miejsc noclegowych (nie ma strychu), jest i woda, oddalona o 5 minut spaceru.

Wiedziałem, że środa będzie najtrudniejszym dniem i się nie pomyliłem. Wyszliśmy dość późno - to był pierwszy błąd. Wzięliśmy tylko jedną butelkę wody - drugi błąd. Po dwóch godzinach czuję się, jakbym szedł już pięć, Eco wygląda nie lepiej. Po raz pierwszy od bardzo dawna chciałem zawrócić, bo stwierdziłem że nie dam rady... ostatecznie poszliśmy dalej, przeklinając słowackich znakarzy (częsty brak oznaczeń oraz czasy wzięte z sufitu) i drwali (zwalone drzewa leżą spokojnie na szlaku, a po bokach wycinka).

Obrazek
zejście do przełęczy Priehyba to temat na osobną powieść - to po prostu masakra! Na samym sedle uzupełniamy zapas wody w strumyku, wyciągami napój energetyzujący, po czym dogania nas Kasia z Łukaszem i po krótkim odpoczynku idą dalej - no po prostu roboty! Jacyś Słowacy straszą nas że na Veľką Vápenicę to co najmniej 2 godziny, według znaków 1:30, co traktujemy z przymrużeniem oka, biorąc pod uwagę bzdury widoczne do tej pory. Wchodzimy w 1:13, co mocno nas zaskakuje... Nie żebyśmy narzekali, ale zdaje się, że szczyt jest nie do końca tam, gdzie znaleźliśmy tabliczki.

Obrazek

Przed Andrejcovą jest jeszcze jedno silne zejście i napastliwa kosodrzewina, przez którą ciężko się przecisnąć. Do utulni docieramy kwadrans po 19. Byliśmy w trasie nieco ponad 8 i pół godziny - w sumie niezły czas, spodziewałem się, że będzie znacznie gorzej, ale później jakoś zwiększyliśmy tempo. Jednak dobrze, że nie zawróciłem.

Przy schronie grupa kilku starszych Słowaków - częstują smażoną słoniną i swojską śliwowicą, po czym grzecznie idą spać. Zostajemy przy ognisku sami z warszawiakami, gotujemy pulpę, pijemy kupiony w COOP-ie ocet i słuchamy rykowiska jeleni. Najbardziej podobał nam się taki dialog:
* Wkurzony jeleń: - Huuuuuuuu!
* Dowcipniś jeleń: - Hee hee heee...
I tak kilka razy :D. Kładąc się spać mamy wrażenie, że jelenie dostały się do schronu, bo z parteru dochodzą odgłosy jako żywo przypominające rykowisko :-D .

W czwartek zrywamy się o 5 rano, po pakowaniu jesteśmy na szlaku o 5.30, jeszcze w kompletnych ciemnościach. Jest mokro, wąsko i ślisko, ale po pół godzinie zaczyna świtać...

Obrazek
Obrazek

Szlak jest oznaczony średnio, w dodatku w pewnym momencie jakiś żartowniś przestawił kamień ze znakiem szlaku w drugą stronę. Do Pohoreli schodzimy około 7, skąd mamy autobus na Červeną Skalę, gdzie następuje rozstanie - Eco rusza na Koszyce i potem w Bieszczady, ja przez Poprad wracam na Śląsk.

Piękny wypad :)

Jeśli ktoś jeszcze nie zasnął nad tekstem to zapraszam do galerii:
https://picasaweb.google.com/PudelekIII ... NizneTatry
Ostatnio zmieniony 29-11-2011 21:01 przez Pudelek, łącznie zmieniany 2 razy.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4997
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Wielka Fatra i Niżne Tatry czyli powrót na Słowację

Postautor: buba1 » 26-09-2011 07:10

Pudelek pisze: i wreszcie zjawia się trójka niedoszłych zdobywców Rysów


niedoszlych? czyzby podobnie jak ja przed laty nie weszli na rysy bo sie nie zmiescili z racji tlumu? :twisted:

Pudelek pisze:[szałas jest full wypas, w środku łóżko piętrowe, drugie łóżku, stół z ławami, piec, kącik kuchenny, komórka, u góry stryszek, z boku miejsce na drewno i wychodek... tylko wody brak - prawdopodobnie strumień wyschnął Sad no nic, mamy trochę ze sobą, więc jakoś sobie poradzimy. Wieczór mija przy rozmaitych napitkach oraz zapiekankach na świeżo skonstruowanym grillu


fajny szalasik!

Pudelek pisze:[w kolejnym piekarniku dojeżdżamy do Brezna. Dworzec i miasto opanowane przez Romów, ruina obok ruiny


jak sie prezentuja slowaccy romowie? bardziej przypominaja naszych nijakich czy moze ubieraja sie tak barwnie jak na ukrainskim zakarpaciu?

A ruiny tzn co? domy zamieszkane i zdemolowane przez romow czy ruiny "opuszczone" :P

Pudelek pisze:[pijemy kupiony w COOP-ie ocet

co?????? :shock:

ja rozumiem ze sie skarzyliscie na zle zaopatrzone lub zamkniete sklepy- ale bylo az tak zle?

https://picasaweb.google.com/1081250601 ... 3664466578
mila wioska!
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Ariel Ciechański
obieżyświat
Posty: 846
Rejestracja: 17-11-2008 10:54
Lokalizacja: Skierniewice

Postautor: Ariel Ciechański » 26-09-2011 08:05

No Pudelku, szczere gratki - szczególnie tempa pokonania odcinka Ramża - Andrejcova. Mi to zajęło 10,5 h :-D. Targaliście namioty??

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4262
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 26-09-2011 09:49

Andrzej targał i mocno przeklinał, gdyż na tym odcinku drogi był zupełnie nieprzydatny a i nie wiedział czy w Bieszczadach mu się przyda. Aczkolwiek zawsze jakieś zabezpieczenie na wypadek sytuacji alarmowej było!

co do czasów to sobie Twoje przywoływaliśmy na przestrogę, że jeszcze tak daleko :D

jak sie prezentuja slowaccy romowie? bardziej przypominaja naszych nijakich czy moze ubieraja sie tak barwnie jak na ukrainskim zakarpaciu?

nijako, jak w Polsce. W centrum miast ubrani są normalnie (jak porządny dres ;)), przy swoich enklawach to co popadnie

A ruiny tzn co? domy zamieszkane i zdemolowane przez romow czy ruiny "opuszczone" Razz

zamieszkałe - albo stare domy zajęte przez Romów albo ichniejsze własne "konstrukcje". Najbardziej przykuwał uwagę dwupiętrowy blok - z płatami odpadającego tynku, bez niektórych okien, na klatce schodowej co piętro był niezabezpieczony niczym "balkon" i wielka dziura - w przypadku deszczu muszą tam mieć wodospad.

co??????

to była borovicka, ale produkcji COOP-owej więc wyglądem i smakiem jako żywo przypominała ocet :D

czyzby podobnie jak ja przed laty nie weszli na rysy bo sie nie zmiescili z racji tlumu?

dokładnie :D odpuścili kilkaset metrów przed szczytem - cała trójka zgodnie zadecydowała, że polskim Tatrom mówią stanowcze NIE :)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Satan
bardzo stary wyga
Posty: 2610
Rejestracja: 13-02-2006 21:25
Lokalizacja: Gdańsk

Postautor: Satan » 26-09-2011 10:11

Fajnie połaziliście, choć logistyka odcinka Chata gen Stefanika - Ramza, trochę przerażająca. :wink:

Staliście się kolejnymi "ofiarami" odcinka Ramza - Andrejcowa, wg mnie to najgorszy odcinek górski jaki miałem "przyjemność" pokonywać. Ja szedłem w odwrotnym kierunku i musiałem zabiwakować, bo nie dałem rady dojść do Ramzy... :oops:
Należy przestrzegać przepisów BHP...zwłaszcza na kolei.

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4262
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 26-09-2011 11:38

Satan pisze:Fajnie połaziliście, choć logistyka odcinka Chata gen Stefanika - Ramza, trochę przerażająca. :wink:

tak wyszło w skutek tego sklepu :D nie chcieliśmy w poniedziałek kupować zapasów na kilka dni, bo wiedzieliśmy, że w Vysnej Bocy coś jest. Gdyby był otwarty, to byłoby raz dwa - zejście żółtym i potem podejście niebieskim do czerwonego. No, ale mieliśmy szczęście w nieszczęściu :)

Staliście się kolejnymi "ofiarami" odcinka Ramza - Andrejcowa, wg mnie to najgorszy odcinek górski jaki miałem "przyjemność" pokonywać. Ja szedłem w odwrotnym kierunku i musiałem zabiwakować, bo nie dałem rady dojść do Ramzy... :oops:

w drugą stronę to te podejście z Priehyby to musi być masakra.

Myśmy dodatkowo późno wyruszyli - przed 11, więc to dodatkowo nas dołowało. No i nie sądziłem, że tak szybko będzie nam się kończyć woda - potem sobie dawkowaliśmy i jakoś do Priehyby dotrwaliśmy, żeby uzupełnić
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Postautor: ecowarrior » 03-10-2011 19:49

Pudelek pisze:Na szczęście smaczne jedzenie i sympatyczna obsługa niwelują minusy.

A w szczególności dziad, który na pożegnanie przegnał nas spuszczaną gnojówką :P

Pudelek pisze:Wzięliśmy tylko jedną butelkę wody - drugi błąd.

...oraz termos herbaty i po trzy piwka... :wink:

Sceneria niczym w Bazie Ludzi Umarłych...
Obrazek

hehe, gratki za pomysł i konsekwencję w działaniu :D Robin rządzi każdorazowo :)
Obrazek

Wstyd się przyznać ale na rozpoczynającym się odcinku parokrotnie wybzdnęły się słowa niegodne dżentelmenów :oops:
Obrazek

Gdy na ten trunek spoglądam to mimowolnie spowija mnie odruch wymiotny :|
Obrazek

Ogólnie rzecz biorąc wypad faktycznie świetny. Z każdą mijaną chwilą, kolejnym dniem, wzrasta sentyment i radość z przeżytej przygody. Nawet odcinek Ramža-Andrejcova nabiera innego wymiaru (choć tym kawałkiem szlaku nie mam już zamiaru się przemieszczać...).

Awatar użytkownika
Ariel Ciechański
obieżyświat
Posty: 846
Rejestracja: 17-11-2008 10:54
Lokalizacja: Skierniewice

Postautor: Ariel Ciechański » 04-10-2011 08:04

ecowarrior pisze:Nawet odcinek Ramža-Andrejcova nabiera innego wymiaru (choć tym kawałkiem szlaku nie mam już zamiaru się przemieszczać...).


Hehehe - ta chyba mówi każdy, który już pokonał ten małpi gaj ;-).


Wróć do „Relacje z wypraw”