Strona 1 z 1

Rajd Tropiciel-7 z wysokości punktu kontrolnego I

: 28-11-2011 12:29
autor: Leuthen
„To będzie zimna noc” – pomyślałem, stojąc po południu 19 listopada 2011 r. na szczycie niewielkiego wzgórza o wysokości 226 m n.p. m. Wzgórze to, decyzją organizatorów „Tropiciela”, miało być punktem kontrolnym „I” na siódmej edycji tego rajdu.
Obrazek

Obsadę punktu tworzyli „niemieccy spadochroniarze” – członkowie grupy rekonstrukcyjnej odtwarzającej II batalion 25 pułku strzelców spadochronowych (jednostka ta brała udział w walkach o Festung Breslau w 1945 r.) oraz moja skromna osoba w mundurze tej samej armii, ale innej formacji (mianowicie: wojska pancerne) i z innego (wczesnego) okresu drugiej wojny światowej. O godzinie 14.30 wysunięty rzut obsady punktu „I”, w skład którego wchodziły 4 osoby (w tym piszący te słowa) zjawił się na wspomnianym wzgórzu.


Jest taktycznie
Wzgórze, o którym mowa, znajduje się ok. 1200 metrów od drogi przebiegającej przez Kuraszków w stronę Prusic, ok. 700 metrów od ostatnich zabudowań Kuraszkowa oraz 3,5 km na północny-wschód od bazy „Tropiciela” w Obornikach Śląskich. Grzbiet ciągnie się kilkaset metrów na osi wschód-zachód. Od strony zachodniej (od wsi) biegnie nań polna droga.

Polna droga od strony Kuraszkowa na wzgórze. Widoczne zarośla były wymarzonym miejscem na zasadzkę i w tym celu zostały przez nas wykorzystane :-)
Obrazek


Dominujące nad okolicą wzgórze od strony południowej pozbawione jest wysokiej roślinności, co umożliwiało obserwację w promieniu 1,5-2 km. Widoczność ograniczał pofałdowany teren oraz mgła. Poza zabudowaniami Kuraszkowa widać były pojedyncze domy we wsi Kowale, która znajduje się na południowy-wschód od wzgórza. Północną część wzgórza porastały młode brzozy oraz wysokie krzaki. Z tej strony wzgórze opadało stromym stokiem w niewielką dolinę, za którą znajdował się ciąg wzgórz porośnięty lasem liściastym. Dnem doliny przebiega polna droga.
Teren był wymarzony na punkt, gdyż umożliwiał obserwację terenu, z którego nadchodzić miała większość drużyn
Obrazek
i wypatrzenie ich z daleka w nocy dzięki światłom czołówek. Z drugiej strony brak osłony od strony południowej w przypadku wiatru mógł być dokuczliwy (i okazało się, że nad ranem był!).

Przygotowania do obrony
Lokalizację punktu narzuciło przygotowane miejsce na ognisko i skład drewna. Znajdowało się ok. 100 metrów od kulminacji wzgórza. Było osłonięte niewielkimi zaroślami i młodymi brzozami, przez co drużyny nadciągające od strony Kuraszkowa mogły go nie wiedzieć od razu po wejściu na grzbiet, gdyż było cofnięte o ok. 100 metrów w głąb. Położona w jego zachodniej części spłaszczona kulminacja była za to idealna na punkt obserwacyjny.

Na punkcie obserwacyjnym
Obrazek

Podczas gdy ja i jeszcze jeden spadochroniarz zajęliśmy się znoszeniem drewna (już wtedy było zimno, a miało się zrobić jeszcze chłodniej), dwóch pozostałych strzelców spadochronowych zajęło się instalowaniem polowej linii telefonicznej między ogniskiem a punktem obserwacyjnym.

- Hallo, Hans – słyszysz mnie? Od wschodu nadciąga nieprzyjacielska drużyna. Podaję koordynaty: acht-null-sieben-vier. Macie nową amunicję do dział? Fantastycznie! Acha – Rudi mówił Ci, że tej nocy będzie dużo roboty? Wiesz, ja też nie lubię nadgodzin :P
Obrazek


Potem nastąpiło rozkładanie flar oświetlających i rozdanie środków pirotechnicznych. Należało godnie przywitać rajdowiczów! :D
Przed rozpoczęciem rajdu dojechał także moździerz i kilku spadochroniarzy (ostatni FJ dołączył do nas już po północy).

„Nicht schiessen!”
Są! Dochodziła już godzina 21, gdy mgła zaczęła lekko pulsować od światła i pojawiły się w dali światła czołówek. Rozdzwonił się telefon przy ognisku i wkrótce dwójka spadochroniarzy oraz jeden pancerniak (czyli ja) zaległa w trawie i w krzakach w zachodniej części grzbietu wzgórza. Niestety moje zapałki były zawilgocone i nie zadziałały, ale z drugiej strony drogi było lepiej i kilka metrów od drużyny eksplodowała mała petarda. Zaskoczeni „tropiciele” zaczęli przeszukiwać miejsce, gdzie czaił się spadochroniarz, ale z powodu mgły, ciemności i trawy (choć niezbyt wysokiej), w której się chował (później stwierdził, że mógłby ich złapać niezauważony za nogę!), nie mogli go zlokalizować i w końcu zrezygnowani udali się w stronę punktu. W międzyczasie wróciłem do ogniska i pobrałem nowe zapałki. Tym razem miałem atakować świecą dymną :D
Kolejna grupa była zapewne nie mniej zaskoczona niż poprzednicy, gdy koło nich wybuchła petarda. Ktoś z rajdowiczów krzyknął „Nicht schiessen!” („Nie strzelać!”), co bardzo mnie rozweseliło. Gdy minęli zarośla, koło których się czaiłem, łukiem poszybowała w ich stronę świeca dymna. Zaskoczeni zaczęli świecić w stronę zarośli w ogóle mnie nie widząc. Wtopiony w mrok i zarośla nie dałem się wykryć :-)

„Czym Wy palicie w ognisku?!”

Właśnie wpisywałem którejś z drużyn czas na karcie kontrolnej, gdy zachodni grzbiet wzgórza rozświetlił silny żółty blask – spadochroniarze odpalili flarę!
Wkrótce jeden z nich przyszedł z zamokniętą flarą, która nie odpaliła i powiedział, że wrzuci ją do ogniska. Wszyscy odsunęli się na bezpieczny dystans. Wynik widoczny poniżej.

Obrazek

W promieniu 100 metrów zrobiło się jasno jak w dzień! Nadciągające drogą od strony Obornik Śl. drużyny zobaczyły fantastyczną iluminację punktu, a po przybyciu jedna z nich spytała: „Czym Wy palicie w ognisku?!” :-))))


Brrr, es ist so kalt!
Opadająca w nocy mgła sprawiła, że było bardzo zimno. Odejście od ogniska na więcej niż minutę wywoływało dreszcze. Bez niego skończylibyśmy jak armia niemiecka pod Stalingradem ;)

Stan edukacji historycznej polskiego społeczeństwa
Zadanie dla “tropicieli” na naszym punkcie polegało na odpowiedzi na pytanie historyczne. Jeśli odpowiedzieli dobrze, szli na punkt “T” – łatwy do odnalezienia i blisko naszego punktu “I”. Jeśli odpowiedzieli źle, za karę szli na punkt “C” – najdalej na wschód wysunięty punkt na “Tropicielu” i trudniejszy do zlokalizowania niż “T”. Pytań było kilka. Jedno z nich brzmiało: “W którym roku była bitwa pod Monte Cassino?” Niby banalne, ale nie wszyscy znali odpowiedź. Mordercze okazało się pytanie o roczną datę bitwy pod Narwikiem (a przecież walczyli w niej Polacy!). Niektórzy mieli też problemy z rokiem lądowania aliantów w Normandii oraz roczną datą wybuchu powstania warszawskiego (oba te wydarzenia miały w miejsce w 1944 r.). W pewnej chwili, gdy zbyt wiele drużyn znało (bądź wstrzeliło się ;) ) w datę lądowania w Normandii, miałem ochotę zadać następnym pytanie, jakie jednostki amaerykańskie lądowały w sektorze Dog Red na plaży “Omaha” :D:D:D
Reakcje uczestników na pytanie było zróżnicowane. Niewielki wybór poniżej:
- [jedna z osób z drużyny zwracająca się do pozostałych] Ja zdawałem maturę z biologii i geografii
- Ale my jesteśmy z politechniki!
- A może jakaś podpowiedź?
- A można prosić o inne pytanie?
- Są koła ratunkowe?

Nie wspomnę tu o próbach korumpowania pytającego batonikami :P

Ciekawy był też dialog między drużyną, która pomyliła się o rok z Monte Cassino (podali rok 1943 zamiast 1944) a spadochroniarzem:
- Ale byliśmy blisko!
- Punkt “C” też jest blisko
:D:D:D


W środku natarcia
Większość drużyn nadchodziła od strony Kuraszkowa, ale część z przeciwnej – z owej doliny na tyłach naszego wzgórza. Jedna z nich znalazła się mimowolnie w centrum natracia spadochroniarzy! Dzielni Fallschirmjaeger w nocy przeprowadzali próbę natarcia. Rozsypani w tyralierę zalegli wśród brzóz i zarośli na północnym stoku wzgórza. Traf chciał, że w chwili, gdy padł sygnał ataku, akurat między nimi przechodziła drużyna idąca pod górę do punktu. Nie widzieli spadochroniarzy, gdy Ci leżeli w pewnych odstępach na ziemi, ale gdy się poderwali, przemknęli obok nich jak burza. Wrażenia na pewno były ciekawe :-)


Ostatnie godziny
Ostatnie trzy godziny spędziłem na punkcie tylko z jednym spadochroniarzem, gdyż reszta musiała albo w nocy, albo nad ranem wracać do Wrocławia z różnych powodów. Po godzinie 9 ruch był już niewielki i trzy godziny (rajd kończył się w południe i wtedy zwijano punkty) spędziłem w większości dyskustując na 1000 i 1 tematów historycznych :-)

Nowy rekord
21,5 godziny – tyle czasu przebywałem na punkcie kontrolnym “I”. Jest to mój nowy rekord (poprzedni to 20 godzin ;-) ) długości stania na punkcie kontrolnym podczas “Tropiciela” (obsadzałem punkt po raz piąty). W bazie zjawiliśmy się po 12.30. Zdanie “wyprawki”, zjedzenie zupy i powrót do Wrocławia.

: 28-11-2011 16:10
autor: Red-Angel
Relacja jak zwykle zawierająca pewną dawkę historii.

A w sumie się nie dziwię, ze ludzie pytali czym Wy tam palicie jak ten blask rozświetlał połowę pobliskiej wioski :D

: 28-11-2011 19:11
autor: cezaryol
Czytając relację można odnieść wrażenie, że Tropiciel jest przeznaczony głównie dla organizatorów, bo widać, że się świetnie bawią :D