O 7:00 dotarłem do przejazdu przez drogę nr 94. Kierowców ostrzegają krzyże św. Andrzeja, nie wiem przed czym. No cóż, polski kolejarz i drogowiec nie podniosą ręki na krzyż. Zaraz za przejazdem, między torami wyrosła już prawie metrowa sosenka. O 7:30 dotarłem do Proszkowa 7 km. Niedaleko od stacji zauważyłem pierwsze ślady demontażu linii, a nieco dalej solidną dziurę wymytą przez deszczówkę. Trzy podkłady wiszą w powietrzu. O 8:00 dotarłem do bocznicy do Ciechowa, z której został tylko solidny rozjazd Kruppa z 1944 roku, a po 5 minutach byłem na stacji w Bukówku 11 km. Budynek uległ spaleniu ponoć 3 lata temu i od tego czasu powoli się rozpada. Po półgodzinnym zwiedzaniu ruszyłem dalej, mijając Bukówek z ciekawym kościołem cmentarnym. Zostawiam sobie go na lato i wycieczkę rowerową. O 10:00 dotarłem do Ujazdu Górnego 16 km. Tuż przed wioską ze szczerego pola sterczy w górę, niczym wyprostowany środkowy palec, samotny komin. Cegielnia, może gorzelnia? Obok stacji działają spore zakłady paszowe i zbożowe (chyba młyn) z solidną bocznicą kolejową, o dziwo czyściutką jakby gotową do przyjęcia pociągu. Tory na stacji są solidnie zarośnięte, ale od jednego końca przejechano po nich łychą, a krzaczory zwalono obok na stosik. Albo będzie remont, albo złomowanie. W Ujeździe, w murze kościelnym jest wmurowany krzyż pokutny, widoczny z obu stron muru. Tym razem darowałem sobie odwiedziny – byłem przy nim na rowerze latem. Za stacją linia zmieniła się radykalnie. Krzaki, szyny porozkręcane albo zupełny brak szyn. Niekiedy wygodniej było iść polem równolegle do toru.
I tak o 10:40 dotarłem do autostrady, którą pokonałem po lśniącym bielą wiadukcie, a o 11:00 dotarłem do Łagiewnik Średzkich 22 km. Byłem tam też latem na rowerze, poszukując krzyża pokutnego. Wtedy go nie znalazłem. Jak się okazało, latem musiał być tak zarośnięty, że z drogi nie było go widać. Tym razem od strony pola zauważyłem go ze 100 metrów. Tereny stacji w Łagiewnikach to mały zagajnik, służący jako wysypisko śmieci, a także źródło tłucznia, bruku i żwiru. Podobnie pewnie będzie wkrótce wyglądał Bukówek. Ze stacji zostały tylko krawędzie peronów i fundament jakiegoś budynku. O 12:00 dotarłem do Udanina 25 km, gdzie również miałem okazję sfotografować kolejny krzyż pokutny, tym razem wbudowany wysoko w wieżę kościelną. Stacja w Udaninie jest zamieszkała i moim zdaniem najlepiej zadbana. Tor stawał się coraz trudniejszy do pokonania, a w miarę zbliżającego się południa okoliczne pola stawały się coraz bardziej błotniste. W jednym miejscu nasyp został też na długości kilku metrów rozkopany, chyba dla odwodnienia terenu. W efekcie do Jaroszowa 31 km dotarłem dopiero o 13:45. Minąłem zakłady materiałów ogniotrwałych. Nie zauważyłem bocznicy, chyba ją już rzetelnie „zrekultywowano”. Mam wrażenie, że musiała być w miejscu gdzie ktoś posadził choinki. Ostatnie kilometry dały mi w kość. O 15:25 dotarłem do stacji w Strzegomiu 37 km, ale więcej chyba drogi przeszedłem omijając krzaki prawą czy lewą stroną nasypu niż torem. Pomachałem do szynobusa KD z 15:03, który przyjechał i odjechał do bólu punktualnie. Miałem za to prawie półtorej godziny na oglądanie stacji. Oczywiście lokomotywownia wachlarzowa, której wnętrze obejrzałem przez dziury w oknach. Ceglana wieża ciśnień, dostępna do zwiedzania. Sąsiednia, z drewnianą obudową, chyba dostępna przez okienko nad kiblem. Kibel dwustanowiskowy, chyba z myślą o maszyniście i pomocniku. Trzeba tylko pamiętać, żeby sobie zabezpieczyć powrót. No i zalane przejście podziemne na dworcu. Nie wiem czemu, ale często wspominałem na tej wycieczce bunkrowców z ostatniego zlotu. Sam budynek dworca w Strzegomiu zdumiewa swoją odmiennością. Sporo drewna, styl jakiś na Dolnym Śląsku nie spotykany. Mam nadzieję, że nie zginie i znajdzie się dla niego plan rewitalizacji