Strona 1 z 1

Słowacja, Węgry, Rumunia rowerami i nie tylko- część II

: 01-09-2012 02:52
autor: Michał
Ciąg dalszy relacji, bo serwer forum nie chce ze mną współpracować, chyba za duży wątek.

Rumunia- ciąg dalszy dnia 8.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trasa tego dnia liczy 260 km po krętych górskich drogach. Udzielający się klimat śródziemnomorski daje odczuć się upałem i duchotą, samochód z powodu gór, klimatyzacji i rowerów na dachu zużywa paliwo jak radziecki czołg. Ale dajemy radę.
Zanim jednak dotrzemy do Ocna Sibiului, zatrzymujemy się na kawę w Aiud- małym miasteczku w samym sercu Rumunii. Przyczyną jest zabytkowa zabudowa miasta.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kiedyś zrobię stronę internetową- galerię fotograficzną pt. "Napowietrzne linie energetyczne świata".

Obrazek

W Aiud przy okazji zachodzimy do rumuńskiego Lidla dokonać zakupów, kładąc szczególny nacisk na zakup nabiału, który jest jakże konieczny w diecie turysty. Liczymy przy tej okazji na zakup rozmaitych regionalizmów, jakiś serów od pasterzy , itp. Zatem pakujemy do koszyka opisane po rumuńsku "brandze";, jogurty i inne mleczne smakołyki. Jednak lektura opakowań szybko wyprowadza nas z błędu, gdyż okazuje się, że owe nabiałowe wiktuały zostały wyprodukowane w Wysokiej Mazowieckiej, Toruniu, Łodzi i Opolu, miejscowościach podejrzanie nie rumuńskich. No cóż...
Pomału dojeżdżamy do celu. Wokół wysokie Karpaty, tysięczniki i dwutysięczniki spowite gęstymi chmurami, w których co rusz złowieszczo błyska burza. Pokazuję te szczyty Gosi, opowiadając, że zapewne na wysokich grzbietach, w deszczu maszerują nieboraki z ciężkimi plecakami wypchanymi jedzeniem na tygodniową wędrówkę.
W Ocna Sibiului powitanie rozpoczynamy od rekonesansu po kampingach nad słynnymi słonymi jeziorkami. Jeziorka okazują się w praktyce zalanymi wyrobiskami górniczymi, jakich wiele u nas chociażby w Górach Kaczawskich. No, ale jak się nie ma, co się lubi - to się lubi, co się ma. Jeziorka i kampingi są ogrodzone płotem a'la Betafence, przypominając bardziej zakład karny, aniżeli ośrodek wypoczynkowy. Wstęp na jeziorka jest płatny 12 lei, (ok. 11 zł) .

Obrazek

Nas bardzie od jeziorek interesują kampingi, gdyż planowaliśmy tam postawić namiot i założyć bazę wypadową. I tutaj następuje rozczarowanie. Kampingi są, owszem, ale ich standardy sanitarne pozostawiają wiele do życzenia. Nie jesteśmy wymagający, możemy spać pod namiotem, ale na Węgrzech, czy wcześniej na Bornholm przyzwyczailiśmy się, że umywalnia, czysta ubikacja, prysznic z ciepłą wodą stanowią typowe wyposażenie kampingu. Tymczasem w Ocna SIbiulii prysznic to rura z zimną wodą na zewnątrz budynku, WC "na narciarza", o ciepłej wodzie można marzyć. Tak więc kampingom dziękujemy i znajdujemy agroturystykę.

Dzień 9. Rowerami po połoninach.
Na ten dzień przewidujemy rowerową wycieczkę po płaskowyżu na północ od Sibiu- stolicy regionu. Jedziemy przez Loamnes.

Obrazek

Nie mamy dokładnej mapy turystycznej, więc nie spodziewamy się, że od Alamoru płaskowyż traci pierwszą część swojej nazwy i przestaje być płaski, natomiast nadal obowiązuje "wyż".

Obrazek

Obrazek

Mijamy po drodze kolorowe wioski, które zachowały swój starodawny charakter.
Alamor

Obrazek

Obrazek

i nie zrażając się, dalej brniemy pod górę. Wg mapy na z Alamoru do Toparcei ma być droga.

Obrazek

Po mozolnym wdrapaniu się na przełęcz wysokości rzędu 700 mb, okazuje się, że zamiast drogi jest rozległa połonina z wyjeżdżonymi koleinami przez okolicznych pasterzy, co bardzo cieszy, gdyż jest to nasz rowerowy debiut na połoninach.

Obrazek

Obrazek

Gosia jest zachwycona mijanymi często zaprzęgami konnymi, które nawet udało spotkać się na połoninach.

Obrazek

Mijamy Toparcea.

Obrazek

I długą prostą drogą zjeżdżamy z połoniny do domu.

Obrazek

Wieczorem pieszo zwiedzamy Ocna Sibiului

Obrazek

Powszechnie spotykana w okolicznych miejscowościach ciekawostka techniczna. Sieć gazowa nie jest zakopana w ziemi, lecz prowadzona po powierzchni. Podejrzewam, że ma to związek z aktywnością sejsmologiczną tych terenów.

Obrazek

Obrazek

Uboga część miasta.

Obrazek

Kościółek obronny. (z kościołami obronnymi spotkaliśmy się też na Bornholm)

Obrazek

Nasza kwatera.

Obrazek

Dzień 10. Zwijamy się na Węgry.

Planowaliśmy pozostać na Rumunii jeden dzień dłużej, ale ponieważ wczoraj wykonaliśmy 120% normy rowerowej i zwiedziliśmy wszystko, co było do zwiedzenia w okolicy, wracamy z powrotem na Węgry. Z samego rana dokonuję sesji fotograficznej na stacji w Ocna Sibiului.

Obrazek

Ciekawostka dla miłośników kolei: semafor powtarzający przed semaforem odstępowym sbl.

Obrazek

Wyruszamy na trasę samochodem co chwila zjeżdżając z trasy i penetrując zapomniane wioski.

Obrazek

Cristian

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Calnic z kasztelem i grekokatolickim kościołem

Obrazek

Obrazek

Cuta, również świątynia greckokatolicka, albo prawosławna, z tym mam problem.

Obrazek

Sebes- w tym sympatycznym miasteczku dłuższy postój połączony ze zwiedzaniem. Oczywiście idziemy na pyszne lody. Potem zwiedzamy kościół w stylu gotyckim, urzekający swą surowością i mury obronne.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tablica na ścianie domu, poświęcona ofiarom totalitaryzmu Caucescu.

Obrazek

He he he

Obrazek

Kolejne pejzaże, z gratką dla kolejomanów ;-)

Obrazek

Deva- duże miasto na zachodzie kraju.
Zamek i wzgórze „udekorowane” rusztowaniami i stacją kolei linowej, tak więc temu obiektowi dziękujemy.

Obrazek

Ale odkrywamy pomiędzy osiedlem bloków zabytkową świątynię prawosławną.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed sklepem zoologicznym.

Obrazek

Znowu coś dla mikoli. Dworzec w Devie i interregio z Budapesztu.

Obrazek

Opuszczamy górzyste tereny , rozpoczyna się równina, która ciągnie się aż po Węgry, gdzie znana jest pod nazwą "puszta". W poszukiwaniu zaznaczonych na mapie zamków i kaszteli kolejny raz zjeżdżamy z głównej drogi. Co prawda warowni nie odnajdujemy, i chyba nigdy nie odnajdziemy, bo odnoszę wrażenie, że po prostu nie istnieje. Ale przypadkowo trafiamy na idylliczną wioskę, w której wszelaki udomowiony zwierz i ptactwo wolno sobie chodzi po wiejskiej drodze, żyjąc w pełnej koegzystencji i harmonii, wprawiając w zachwyt Gosię.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zastanawiamy się, jak gospodarze identyfikują swoją chodząca własność

Obrazek

Wieczorem dojeżdżamy do miejscowości Lipova , nieopodal węgierskiej granicy, gdzie w przydrożnym motelu chcemy się zatrzymać na noc. Nieopodal miasteczka rzeczywistość potwierdza informację z mapy o ruinach innej warowni.

Obrazek
(tutaj informacja dla miłośników kolei, nad rzeką jest bardzo fajna miejscówka do focenia pociągów na tle zamku).

W motelu kombinujemy jak koń pod górę, żeby za resztę gotówki w lejach, zamówić obiadokolację. Siadamy do stolika, pani przynosi kartę dań. Jakoś nie chciało się nam wsiąść ze sobą rozmówek rumuńskich z samochodu, więc ryzykujemy, i zamawiamy "na chybił trafił", głównym kryterium wyboru jest cena potraw. Układamy misterną konstrukcję zamówieniową, z której wynika, że przy dobrych wiatrach dokładnie utrafimy w posiadaną ilość gotówki. Podczas zamawiania, zagwozdka następuje przy sałatkach. Pani z lekkim zdziwieniem na twarzy pyta się po angielsku, czy aby na pewno chcemy dwie sałatki. Odpowiadamy z całą pewnością siebie, że owszem, gdyż wybraliśmy najtańsze serwowane sałatki. Za jakiś czas, po podaniu potraw na stół zrozumieliśmy zdziwienie pani. Sałatki okazują się ...cebulą w oleju. Uporaliśmy się skąd inąd smacznym posiłkiem, , Gosia "sałatki" nie tknęła, ja honorowo wchłonąłem kilka kawałków, czym dawałem odczuć otoczeniu aż do nocy ;-)
Chwile konsternacji następują przy regulowaniu rachunku. Po przeczytaniu paragonu nasze obliczenia diabli biorą, gdyż kwota do zapłacenia jest znacznie wyższa niż spodziewana. Okazało się bowiem, że potrawy były droższe do podanych cen w menu. Pytamy się, czy można zapłacić kartą- nie można. Rozkładamy ręce- nie mamy więcej gotówki, a w pobliżu nie ma bankomatu. Gosia z zakamarków torebki wysupłuje klepaki euro, pani z błyskiem w oczach zauważa, ";to ja sobie wezmę brakującą różnicę w euro" , porywa 2 euro, i szybko się upłynnia. Zauważamy, że w zupełności wystarczyłoby 1 euro, ale już za późno. W tej sytuacji rozmyślamy się z noclegu w tym przybytku, nie damy dziadom zarobić, i wyruszamy dalej w stronę węgierskiej granicy, szukać jakiegoś motelu. Już po ciemku krążymy po przedmieściach Arade, zachodząc to tu, to tam, raz trafiamy do hałaśliwej tawerny dla kierowców tirów, za drugim razem do ekskluzywnego klubu, stanowiącego chyba agencję towarzyską :-), ale jak się powiada, "szukajcie a znajdziecie" , ostatecznie znajdujemy przytulną, tanią noclegownię, z przemiłym kundelkiem, który natychmiast się zaprzyjaźnia z Gosią. Tym razem, przed motelem nie ma trasy kolejowej, ale na otarcie łez, przez podwórze motelu przebiega linia tramwajowa :-)

Dzień 11. Puszta.

Przekroczyliśmy granicę rumuńsko- węgierką. Zaszaleliśmy, i w Mako kupujemy winietę na węgierskie autostrady. Mako okazuje się ciekawym, cichym miasteczkiem, i w przyszłości trzeba będzie uwzględnić tę mieścinę w planach wakacyjnych.
Gnamy cały dzień autostradą przez Wielką Nizinę Węgierską- Pusztę. Puszta okazuje się faktycznie bezkresną równiną pól uprawnych, z rzadka przedzielonych zagajnikami. Dojeżdżamy do Szentendre, i Wyszegradu, gdzie na chybił trafił poszukujemy jakiegoś kampingu. Po kilku próbach znajdujemy niewielki kamping w Tahi, nad Dunajem, z życzliwym właścicielem dobrze radzącym sobie po polsku. Wstępnie planujemy spać pod namiotem, ale pan proponuje niewiele droższe domki kampingowe. Później z intuicją fachowca odkryję, że domki pochodzą z lat 70-tych i były zalewane przez kolejne powodzie, ale ogólnie kamping jest fajny, z porządną łazienką, a głównym atutem jest ...własny basen, który z uwagi na niewielką ilość gości, mieliśmy praktycznie dla siebie.

Dzień 12. Visegrad (Wyszegrad).

Na ten dzień relacja będzie nader krótka. Upał 37 C, duchota niemiłosierna, więc cały dzień nie ruszamy się z nad basenu, Gosia nadrabia zaległości w opalaniu, a ja poprawiam wskaźniki czytelnictwa pogrążając się w lekturze książek z kędzierzyńskiej biblioteki. Zawsze przed urlopowymi wojażami nawiedzamy naszą bibliotekę, pożyczając książki, które później, niczym krasnal z filmu "Amelia", jeżdżą z nami po świecie.
Późnym wieczorem spacerek rowerowy do Wyszegradu, korzystając ze ścieżki rowerowej nad Dunajem. Noc witamy w romantycznej scenerii na ławeczce nad Dunajem.

Obrazek

To akurat nie jest Wyszegrad.

Obrazek

Dzień 13- ostatni. Szentendre.

Na koniec wyprawy pozostawiamy sobie deser: wycieczka rowerem do zabytkowego Szentendre- jednego z najładniejszych miasteczek Węgier. Co to dużo pisać: po prostu miód na serce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Antykwariat z ...winylową płytą polskiej grupy SBB, ha ha ha! Kto pamięta ten zespół ręka do góry!

Obrazek

Zwiedzamy Szentendre.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stacja kolei podmiejskiej z Budapesztu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na kamping wracamy drogą okrężną, korzystając jednego z wielu w tej pięknej okolicy, promów na Dunaju, przeznaczonym specjalnie dla rowerzystów.

Obrazek

Obrazek

Promem przepływamy na wyspę Szentendreisziget,, którą przejeżdżamy wzdłuż. Wyspa jest porośnięta lasami akacjowymi, pomiędzy którymi przycupnęło kilka cichych wiosek.

Obrazek

Z wyspy zjeżdżamy do kampingu jedynym stałym mostem Tahitotfalu.
Po południu zobaczymy ciekawy obrazek: turysta z jucznym osiołkiem przemierzają Węgry.

Obrazek

Polecam tę formę turystyki rozważeniu uczestnikom corocznej wyprawy na Polesie ;-)
Nazajutrz wracamy samochodem przez Słowację do Polski.

: 01-09-2012 13:05
autor: Leuthen
Szkoda, że będąc w Szentendre nie zwiedziliście skansenu. Jest bardzo ładny. A samo miasteczko również urokliwe (byłem tam 15 lat temu).

Re: Słowacja, Węgry, Rumunia rowerami i nie tylko- część II

: 01-09-2012 14:18
autor: Fadel
Michał pisze:Po południu zobaczymy ciekawy obrazek: turysta z jucznym osiołkiem przemierzają Węgry.

Obrazek

Polecam tę formę turystyki rozważeniu uczestnikom corocznej wyprawy na Polesie ;-)


Nie polecam :(
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/podrozuja-od-28-lat-w-polsce-zabili-im-osla,210906.html

http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110720/KRAJSWIAT/900439345

Re: Słowacja, Węgry, Rumunia rowerami i nie tylko- część II

: 03-09-2012 12:52
autor: buba1
Michał pisze:Ciąg dalszy relacji, bo serwer forum nie chce ze mną współpracować, chyba za duży wątek.



a jak myslisz czemu moja relacja z Donbasu byla w 4 kawalkach??? :lol:


Michał pisze:Kiedyś zrobię stronę internetową- galerię fotograficzną pt. "Napowietrzne linie energetyczne świata".


Moge sie przylaczyc do tworzenie owej galerii jesli chodzi o czesc swiata wschodniego :lol:
Jak ja uwielbiam te malownicze skupiska chaotycznie powiazanych drutow! Calkowita anarchia!!! :twisted:


Michał pisze:Pomału dojeżdżamy do celu. Wokół wysokie Karpaty, tysięczniki i dwutysięczniki spowite gęstymi chmurami, w których co rusz złowieszczo błyska burza. Pokazuję te szczyty Gosi, opowiadając, że zapewne na wysokich grzbietach, w deszczu maszerują nieboraki z ciężkimi plecakami wypchanymi jedzeniem na tygodniową wędrówkę.


Ciekawe czy wlasnie wtedy gdzies Franek spogladal w doliny!


Michał pisze:Powszechnie spotykana w okolicznych miejscowościach ciekawostka techniczna. Sieć gazowa nie jest zakopana w ziemi, lecz prowadzona po powierzchni. Podejrzewam, że ma to związek z aktywnością sejsmologiczną tych terenów.


W wielu regionach Ukrainy - zwlaszcza wschodniej jest tak samo!!
Chyba latwiej takie rury naprawiac- latwiej zatkac jak sie dziura zrobi!
I jest nieraz gdzie pranie powiesic, albo puscic winobluszcz. ;) ;)

Obrazek

Obrazek


Obrazek


mam tez pytanie w zwiazku z rurami napowietrznymi- zolta rura to gaz.. A co moze byc w tym przyczepionym do rury kablu??

Obrazek


Michał pisze:Deva- duże miasto na zachodzie kraju.
Zamek i wzgórze „udekorowane” rusztowaniami i stacją kolei linowej, tak więc temu obiektowi dziękujemy.


Kolej linowa?? masakra jakas.... :-(
A ja to wzgorze tak milo pamietam i kojarze z widokowa sławojka...


Obrazek

Obrazek


Michał pisze:
Ale przypadkowo trafiamy na idylliczną wioskę, w której wszelaki udomowiony zwierz i ptactwo wolno sobie chodzi po wiejskiej drodze, żyjąc w pełnej koegzystencji i harmonii, wprawiając w zachwyt Gosię.


Mnie tez wprawilo w zachwyt!!! zwlaszcza to ostatnie zdjecie z tłumem ptactwa!!! pamietasz nazwe tej wioski? ona jedna taka byla czy wogole caly region wyglada tam podobnie?


Fadel pisze:
Michał pisze:Po południu zobaczymy ciekawy obrazek: turysta z jucznym osiołkiem przemierzają Węgry.

Obrazek

Polecam tę formę turystyki rozważeniu uczestnikom corocznej wyprawy na Polesie ;-)


Nie polecam :(
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/podrozuja-od-28-lat-w-polsce-zabili-im-osla,210906.html

http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110720/KRAJSWIAT/900439345


Smutna wiadomosc.. Nawaleni mysliwi to rzeczywiscie duzy problem.. Znajomym takowi zastrzelili krowe pare lat temu...

Acz z drugiej strony to ze w gazecie czy telewizji porusza temat kolejnego wypadku z udzialem zmotoryzowanego , pieszego czy rowerzysty- nie znaczy ze trzeba rezygnowac z tych form poruszania sie...

Michal!! to by byla wyprawa podlaska- z osłami! Ciekawe czy by pily z nami browary pod sklepem ;)

Gadales cos z tym węgierskim turysta?

Re: Słowacja, Węgry, Rumunia rowerami i nie tylko- część II

: 03-09-2012 19:54
autor: kata
Michał pisze:Kiedyś zrobię stronę internetową- galerię fotograficzną pt. "Napowietrzne linie energetyczne świata".


hehe mam pomysł od razu na parę fascynujących przykładów :lol:

Michał pisze:Zawsze przed urlopowymi wojażami nawiedzamy naszą bibliotekę, pożyczając książki, które później, niczym krasnal z filmu "Amelia", jeżdżą z nami po świecie.

ale krasnal to zrobił samowolkę z tego co pamiętam i podróżował sam :) podobnie jak samowolkę zrobił kiedyś mój przewodnik w Gruzji- niestety do dziś czekam aż wyśle mi kartkę :)

: 03-09-2012 20:09
autor: Michun
mam tez pytanie w zwiazku z rurami napowietrznymi- zolta rura to gaz.. A co moze byc w tym przyczepionym do rury kablu??
to prawdopodobnie odgromnik instalacji gazowej.

Re: Słowacja, Węgry, Rumunia rowerami i nie tylko- część II

: 04-09-2012 21:47
autor: Michał
buba1 pisze:
Michał pisze:Pomału dojeżdżamy do celu. Wokół wysokie Karpaty, tysięczniki i dwutysięczniki spowite gęstymi chmurami, w których co rusz złowieszczo błyska burza. Pokazuję te szczyty Gosi, opowiadając, że zapewne na wysokich grzbietach, w deszczu maszerują nieboraki z ciężkimi plecakami wypchanymi jedzeniem na tygodniową wędrówkę.


Ciekawe czy wlasnie wtedy gdzies Franek spogladal w doliny!



Franek i Grzegorz z Sosnowca (Polesia), rozminęliśmy się tak ok. 100 km :-D

buba1 pisze:mam tez pytanie w zwiazku z rurami napowietrznymi- zolta rura to gaz.. A co moze byc w tym przyczepionym do rury kablu??
nami browary pod sklepem ;)

Gadales cos z tym węgierskim turysta?


przewód to jakiś lokalny wynalazek, ochrona rurociągu na wypadek spadnięcia przewodu linii napowietrznej, która krzyżuje się z gazociągiem.
Pozdrowiłem turystę, nie było warunków do rozmowy.

Re: Słowacja, Węgry, Rumunia rowerami i nie tylko- część II

: 04-09-2012 21:52
autor: Michał
buba1 pisze:Mnie tez wprawilo w zachwyt!!! zwlaszcza to ostatnie zdjecie z tłumem ptactwa!!! pamietasz nazwe tej wioski? ona jedna taka byla czy wogole caly region wyglada tam podobnie?


Tylko jedynie ta wieś. Nazywa się Bulci- dodatkowo trzeba zjechać nad rzekę Mures. Bulci, pomiędzy Lipova a Birchis.
Wogóle to wioski w Rumunii są niepowtarzalne, każda się czymś wyróżnia od pozostałych.

Re: Słowacja, Węgry, Rumunia rowerami i nie tylko- część II

: 04-09-2012 23:04
autor: buba1
Michał pisze:[

Franek i Grzegorz z Sosnowca (Polesia), rozminęliśmy się tak ok. 100 km :-D

.


Grzesiek to chyba caly sierpien w Albanii spedził z Piotrkiem z Andrychowa wspinajac sie poldkiem na gorskie przełecze

Re: Słowacja, Węgry, Rumunia rowerami i nie tylko- część II

: 04-09-2012 23:11
autor: Michał
buba1 pisze:Grzesiek to chyba caly sierpien w Albanii spedził z Piotrkiem z Andrychowa wspinajac sie poldkiem na gorskie przełecze


Ale jechali przez Rumunię w tym czasie, jak myśmy tam krążyli :D

Re: Słowacja, Węgry, Rumunia rowerami i nie tylko- część II

: 05-09-2012 08:37
autor: buba1
Michał pisze:
buba1 pisze:Grzesiek to chyba caly sierpien w Albanii spedził z Piotrkiem z Andrychowa wspinajac sie poldkiem na gorskie przełecze


Ale jechali przez Rumunię w tym czasie, jak myśmy tam krążyli :D


ano tak!! :lol: A i pudla pewnie mogl spotkac gdzies w bylej Jugosławii ;)

Re: Słowacja, Węgry, Rumunia rowerami i nie tylko- część II

: 10-01-2013 20:49
autor: Radek
Fadel pisze:
Michał pisze:Po południu zobaczymy ciekawy obrazek: turysta z jucznym osiołkiem przemierzają Węgry.

Obrazek

Polecam tę formę turystyki rozważeniu uczestnikom corocznej wyprawy na Polesie ;-)


Nie polecam :(
http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/podrozuja-od-28-lat-w-polsce-zabili-im-osla,210906.html

http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110720/KRAJSWIAT/900439345


Coś koło 2 lat temu spotkaliśmy w pracy podobnego osiołkowego turystę z Francji. Mknął :D ze swym zaprzęgiem do Lwowa
Dzisiaj dostałem kilka fotek z wtedy.
Obrazek
Obrazek

Obrazek

Tutaj kilka słów o tym Panu
http://krakow.naszemiasto.pl/artykul/93 ... ,id,t.html

W kwestii technicznej był bym za tym żeby zrobić w
Nie tylko Sudety
dział Rowerem

: 19-01-2013 23:32
autor: Dolnoślązak
Michał pisze:Obrazek


Dostrzegam tu sporo nawiązań do Ikarusa :wink:

: 20-01-2013 00:41
autor: Michał
Dolnoślązak pisze:
Dostrzegam tu sporo nawiązań do Ikarusa :wink:


Fakt, teraz, jak się dobrze przyjrzałem, to też widzę wyposażenie z ikarusa :-D