Jakies okolo dwa metry przed miejscem gdzie planowalismy dojechac, skodusia odmawia wspolpracy i grzęźnie w piachu. Probujemy ją wypchac, do przodu , do tyłu, podlozyc cos pod koła.. Na darmo.. Co u licha sie dzieje? Wogóle koła sie nie chca krecic a okolice spowija zapach palonego sprzęgła.. Udaje sie odkryc przyczyne.. To nie koła nie radza sobie z za głebokim piachem ale caly spód sie zarył tzn skrzynia biegów, tłumik, miska olejowa... Nie pozostaje nic innego jak wyciagnac łopate i zacząc odkopywac.. Zapach mokrego piachu miesza sie z zapachem rozgrzanego mocno podwozia, pył, piach i inne drobinki kleja sie do twarzy, rąk, szyi, włażą do nosa i oczu.. Pot splywa po gebie ułatwiajac lepienie sie drobinkom
Namiot przychodzi nam postawic prawie na srodku piaszczystej "drogi". Śledzie nie bardzo trzymaja w takim podlozu wiec jeden odciag mocujemy na łopacie.
Troche mam obawy ze w nocy albo nad ranem bedzie tu jechal jakis rozpedzony debil na quadzie albo motorze i nie zdąży wyhamowac przed namiotem.. Na wszelki wypadek stawiamy na drodze trojkat
Mimo niezbyt cieplej temperatury powietrza i wody toperz postanawia calosciowo spłukac z siebie efekty walki z piachem. Ja i Tomek az takimi czysciochami nie jestesmy wiec myjemy tylko najbardziej zabrudzone kawalki.
Piach spomiedzy zębów wyplukujemy zgodnie wszyscy- i to nie byle czym- ukrainskim kahorem. Ow płyn bardzo dobrze sie nadaje do tego celu, a smak połaczony z jurajskim piachem jest wrecz wyborny!!!
W nocy szumia nam pociagi smigajace drugim brzegiem jeziora po Centralnej Magistrali Kolejowej. W ciemnosci wygladaja jak sznur swiecacych koralikow- tzn dwa sznury bo drugi, lekko zamglony i pełgajacy odbija sie w wodzie..
Rano odpalamy nasz nowy nabytek- radziecka kuchenke benzynowa. Strasznie mnie cieszy owe ustrojstwo- prezentuje ten etap techniki, wytrzymałosci i topornosci jaki uwielbiam. Najbardziej podoba mi sie "ogrzewanie palnika i baczka" tzn polewanie calosci benzyna i podpalanie!!
Aha! pominelam wazny aspekt pozyskiwania paliwa do kuchenki. W tym celu najpierw szukamy butelki po lesie. Akurat w tym przypadku brak umilowania porzadku przez naszych rodakow jest nam na reke- butelka znajduje sie nadpodziw szybko. Kolejnym etapem jest wreczenie toperzowi długiej rurki pozyskanej w sklepie akwarystycznym i nastepnie sciagniecie benzyny z baku skodusi. Toperz twierdzi, ze cala benzyne udalo sie przelac do butelki, ze nic nie wypił, ale jakis czas chodzi jednak troche zielony i z zamglonym wzrokiem.
Kolo poludnia zaczyna sie zjezdzac ekipa- najpierw pojawia sie Klimek z Terenią. Nastepnej porcji zlotowiczow probuje wytłumaczyc przez telefon gdzie jestesmy. Jakos tak dziwnie wyszlo, ze mowie jednoczesnie do dwoch telefonow co powoduje konsternacje u roznych osob poniewaz nie moga dojsc do tego kto z kim rozmawial
Pojawiaja sie wesole gęby szkieletka, Hakera, klamerki i Fali. Jako, ze jestesmy w komplecie to wyruszamy na wycieczke. Prowadzi Klimek.
Po drodze upolowuje nas jeszcze knajpa
Włazimy na góre Słupsko, gdzie miesci sie troche wapiennych skałek i grodzisko.
Fajnie stamtad widac nasze jezioro i linie kolejowa.
Widac tez w oddali zamek Mirów i potworek nowego zamku w Bobolicach. Tam wlasnie odbywaly sie coroczne wycieczki jesienne z naszego liceum. Łazilismy po skałkach, wspinalismy sie na mury ruin zamków gdzie wsrod szumu wiatru chrupalismy kanapki. Zaglądalismy do jaskin. Bylo pusto i w miare dziko.. A teraz tam juz nie ma po co jechac.. Fajnie ze udalo sie zobaczyc te miejsca kiedys dawno temu...
Po drodze masowo kłaniają sie nam drzewa...
Wlazimy do malutkiej jaskini w górze Jastrzębnik a Karolina znajduje tam szkielet nietoperza i jakiegos wiekszego stwora także.
Kawałek dalej w lesie sesja zdjeciowa z pajęczyną
Wpełzamy do jaskini W Kroczycach. Wąskie gardło wejscia nie sugeruje ze na koncu bedzie taka obszerna i piękna sala! Warto bylo popełzac
Zachod slonca nad jeziorem jest tak kiczowaty ze brakuje tylko jelenia albo łabędzi! Ja sie patrze a przyplywaja łabedzie
Wieczór uplywa nam na konsumpcji przepysznej grochówki przyrzadzonej przez klamerke i Terenie. Pychota była!
A potem juz tylko ognicho, spiewy, mile rozmowy przerywane czasem swistem pociagu albo chlupnieciem rybiego ogona gdzies w trzcinach.
Lato to piekny czas.. Mozna lezec na ziemi, piachu, igliwiu.. Mozna bez odgryzienia sobie z zimna jęzora spac pod dachem z gwiazd.. Mozna wędrowac bez planu ,zatrzymujac sie tam gdzie zastanie cie noc.. Mozna zasypiac i budzic sie wsrod przyrody.. Piekny czas.. A jeszcze piekniejszy gdy mozna go dzielic z przyjaciolmi.
Rano odkrywamy ze mamy na skodusi wspolpasazera!!! Ciekawe gdzie juz z nami byl zanim zauwazylismy jego obecnosc? Na brzegu okna wyrósł porost! Podobny jak porasta gorgańskie gołoborza -ulubil sobie przyokienna gume w skodusi! Nie wiem jaki to gatunek- ale nazwalismy go Chrobotek! Moze ktos wie jak nalezy sie opiekowac porostem aby ładnie i bujnie rósł? Podlewac? a moze wlasnie zostawic w spokoju? Ale wiemy juz, ze bedzie milym towarzyszem naszych wędrowek!
Rano w niedziele pogode szlag trafia...
Wracajac zwiedzamy jeszcze palac we Włodowicach, gorzelnie gdzies miedzy Kozieglowami i Woźnikami i upiorna papiernie w Kaletach.
wiecej zdjec z wyjazdu:
https://picasaweb.google.com/1122023598 ... ploratorow
https://picasaweb.google.com/1122023598 ... ojurajskie
https://picasaweb.google.com/topeerz/20 ... nia_Kalety
