Cała przygoda zaczęła się transferem z Monachium, gdzie pogoda w połowie lutego była, taka jak powinna być. W Stambule miało być 6 – 10st (i było).
Od razu chcę nadmienić, że Stambuł pokazał mi, że nie trzeba się stołować po rowach, wiatach, namiotach czy nawet PTTk’ach, że można inaczej.
Nic to. W trakcie jazdy z lotniskach do hotelu zauważyłem ciekawy most po drodze. Okazało się, że całkiem niedaleko od hotelu jest pierwszy przystanek tramwaju i linia dojeżdża do upatrzonego wcześniej mostu. Rozkminiłem co zrobić aby móc pojechać tym tramwajem i ruszyłem.
Zanim dotarłem do przystanku napatoczyłem się na pierwszy meczet, okazało się, że jest to Meczet Dolmabahçe (1853-1855r). W Stambule meczetów jest około 3000 sztuk.
Wszedłem do środka i pokontemplowałem atmosferę miejsca.
Niedaleko od meczetu było nadmierne zgrupowanie turystów, głównie żółtoskórych Azjatów. Okazało się, że jestem tuż obok Pałacu Dolmabahçe, a właściwie przed jedną z głównych bram. Pałac Dolmabahçe był pierwszym pałacem wybudowanym na terenie Imperium Osmańskiego w stylu europejskim, pełnił funkcje centrum administracyjnego Imperium. Z uwagi na znaczną kolejkę, brak świadomości przy czym stoję oraz ograniczenia czasowe odpuszczam wejście.
Oglądam jedynie jedną z głównym bram wejściowych.
Niedaleko stoi Wieża Zegarowa Dolmabahçe Została wystawiona na rozkaz sułtana Abdülhamida II przez ormiańskiego architekta Sarkisa Balyana w latach 1890-1895.
Idę wzdłuż Bosforu, po drugiej stronie już Azja. W Stambule oficjalnie żyje 13mln ludzie, nieoficjalnie 15mln, a według taksówkarzy ok. 18mln.
Docieram w końcu na most. Dodam jeszcze, że Stambuł bardzo mnie urzekł, nad wodą rozległe widoki na miasto i wszędzie na wyniosłościach terenu górujące meczety.
Okazuje się, że „mój most”, to Most Galata (Galata Köprüsü), położony nad tzw Złotym Rogiem czy głęboko wciętą w ląd zatoką wód Bosforu.
Na moście jest cała masa stanowisk rybackich. Ludzie łowią tu ryby od rana do późnego wieczora.
Urobek zazwyczaj nie zachwyca, ale zapewne liczy się sam akt łowienia.
Całość jest całkiem profesjonalnie przygotowana.
Po wodach Bosforu i okolicznych zatoczkach pływają liczne barki, coś jak wodne tramwaje. Ruch na wodzie jest nie mniejszy niż na ulicach, są mijanki, wymuszenia pierwszeństwa i wyprzedzania na trzeciego.
Z mostu pięknie widać Meczet Suleymana (Süleymaniye Camii). Jest to jeden z największych meczetów w Stambule, budowany w latach 1550-1558 na rozkaz Sułatana Sulejmana.
Przy moście są liczne tureckie fastfoody, gdzie można raczyć się kebabami, ayranem czy kanapkami z grilowaną, świeżą rybką…
…a także paskudztwami z zachodu.
Tureckie muzułmanki wyglądają nieco podobnie do naszych rodzimych babinek, choć są też kobiety noszące nikab.
Posilając się kebabem zauważyłem nienaturalny tłumek miejscowych, zapiłem ayranem i ruszyłem z tłumem. Okazało się, ze jestem za bazarze! Co więcej okazało się, że jestem trafiłem na tzw Spice Bazaar ('Mısır Çarşısı'). Jest to drugi pod względem wielkości stambulski bazar.
Najpierw stoiska z serami.
Potem wszelakiej maści orzechy.
Inną nazwą tego bazaru jest Bazar Egipski, ponieważ w przeszłości handlowano tu głównie przyprawami przywiezionym z Egiptu.
Przeróżne tureckie słodycze i słodkości.
i…przyprawy! Jak dla mnie rewelacja, do dziś do końca nie wiem co zakupiłem, ale potrawy mają naprawdę ostry smak.
Są też stoiska z przeróżnymi suszonymi owocami (np.: pomidory), cała masa różnych herbat.
W środku oczywiście są nie tylko stoiska z jadłem wszelakim.
Lampki, lampeczki, lampiony i żyrandole.
Coś do kuchni
I na inne okazje…
…np. na okolicznościową imprezę
Generalnie jest tam przekolorowo.
Niedaleko bazaru stoją dwa meczety, jednym z nich jest Meczet Rustem Paszy (Rüstempaşa Camii), zaprojektowany przez głównego architekta Imperium Otomańskiego, niejakiego Miara Sinana. Meczet powstawał w latach 1561–1563.
Tutaj również podpatrzyłem bardziej konserwatywną muzułmankę noszącą nikab.
Drugim meczetem jest Nowy Meczet (Yeni Cami), który był budowany przez ponad 60lat i z powodu braku funduszy dochody z Egipskiego Bazaru były przeznaczane na budowę tej świątyni. Nowy Meczet powstawał w latach 1597-1663 i była to ostatnia sakralna budowa Osmanów o tak znaczących rozmiarach.
Na dziedzińcu jest fontanna (midha) służąca ablucjom przed modlitwą.
Wnętrze, jak w większości przypadków urzeka, przynajmniej mnie, człowieka cywilizacji zachodu.
W meczetach, jak i w całym islamie miejsce kobiet jest gdzieś z boku. Kobiety mają swoje własne miejsce modlitwy, oddzielone od reszty świątyni parawanami.
Zbliża się koniec zwiedzania w tym dniu. Na promy zjeżdża masa samochodów aby szybko przedostać się do części azjatyckiej Stambułu.
A na Moście (a właściwie pod mostem) Galata życie dopiero rozkwita, swe bramy otwierają liczne jadłodajnie, gdzie serwowane są głównie dania rybne i owoce morze.
Tramwaje wodne kursują do późnych godzin wieczornych. W tle po lewej jeden z dwóch mostów łączących Azję z Europą, Most Bosforski (tur. Boğaz Köprüsü). Budowany był w latach 1970-1973. Został oddany do użytku na 50-lecie powstania Republiki Tureckiej. Jego całkowita długość wynosi 1560m.
Oczekując na tramwaj w kierunku hotelu zauważyłem, że na tablicy jest rozrysowana dokładnie cała trasa tramwaju i zaznaczone są atrakcje, które można zwiedzić wysiadając na danym przystanku…i oto okazuje się, że kilka przystanków dalej, jadąc „moją linią” znajdują się Hagia Sophia i Błękitny Meczet… i mam już plan na jutro!
Na miejsce docieram bez problemów, chwilka spaceru od przystanku i już ją widać…Hagia Sophia (tur. Ayasofya), Kościół Mądrości Bożej. Jest to monumentalna świątynia bizantyjska, uważana za najwspanialszy obiekt architektury i budownictwa całego pierwszego tysiąclecia naszej ery. Była to najwyższa rangą świątynia w Cesarstwie Bizantyjskim. Została ufundowana przez cesarza Justyniana Wielkiego i powstawała w latach 532 – 537.Minaerty wybudowano wiele wieków później, w roku 1453, kiedy to Turcy zdobyli i podbili Konstantynopol.
Vis a vis tej wspaniałej budowli znajduje się nie mnie majestatyczna osmańska odpowiedź na Hagię Sophię.
Turczynki, to naprawdę wesolutkie babki…
…ale potrafią być też ciche i skupione.
Tą odpowiedzą na Hagię Sophię jest Błękitny Meczet (tur. Sultanahmet Cmii), zachodzę najpierw na dziedziniec.
Budynek robi niesamowite wrażenie. Został wybudowany na polecenie sułtana Ahmeda I, budowana trwała zaledwie 7 lat (1609-1616r). Meczet posiada aż sześć minaretów.
Cały czas towarzyszą mi ciekawskie Turczynki.
Błękitny Meczet można zwiedzić i zobaczyć jego piękne wnętrze, od koloru którego tak naprawdę wzięła się nazwa. Aktualnie trwają jednak modły i turyście będę wpuszczenia za 45min. Postanawiam pokręcić się po okolicy dla zabicia czasu. Zupełnie przypadkiem trafiam na podwórze szkoły. Za rogiem budynku odkrywam fenomenalnie położony taras…
Widoczek na Bosfor mam bajeczny.
Ruch na wodzie jaki jest każdy widzi. Wynika to z tego, że zanim statki ze wszystkich portów Morza Czarnego (Bułgaria, Rumunia, Ukraina, Rosja, Gruzja) wypłyną na wody świata poprzez Morze Marmara najpierw muszę „przecisnąć się” przez Bosfor.
Czas do wejścia do Błękitnego Meczetu mija mi migusiem. Wnętrze jest nie mniej kapitalne, niż mury po drugiej stronie drzwi.
Kobiety oczywiście w wydzielonej dla siebie części.
Czas spędzony w okolicy Hagi sopli minął mi baaardzo szybko, musze tam koniecznie wrócić, bo warto, nie tylko ze względu na piękną architekturę, dobrą kuchnię i klimat orientu, ale…
…również z uwagi na ludzi. Polecam!
