Tydzień w Pieninach i Beskidach.
: 03-05-2013 18:03
W dniach 22 - 28 kwiecień wędrowaliśmy po Pieninach, Beskidzie Sądeckim i Beskidzie Wyspowym. W poniedziałek rano wyruszamy ja, Maga i Dorotka w Małe Pieniny. Zaczynamy naszą wędrówkę Wąwozem Homole.
W pięknej scenerii pośród potężnych wapiennych skał miejscami po metalowych schodach przechodzimy malowniczy jar. Maszerujemy leśnym szlakiem , a następnie wychodzimy na wielką polanę, z której rozciąga się ładny widok na północ, zwłaszcza na Pasmo Radziejowej.
Dochodzimy do granicy lasu i zielonymi znakami podchodzimy do krzyżówki szlaków. Skręcamy w lewo i szczytowymi znakami idziemy pod górę stromą ścieżką, miejscami metalowymi schodkami na widokowy wierzchołek Wysokiej. Szczyt jest skałą opadającą w kierunku południowym i wschodnim kilkunastometrowymi ścianami. Z góry roztacza się wspaniały widok m in. na Tatry, Pieniny i Pasmo Radziejowej.
Po nacieszeniu oczu wracamy do rozdroża i podążamy niebieskim szlakiem przez las. Mijamy dwie niewielkie kulminacje i wychodzimy na skraj lasu, jesteśmy na szczycie Durbaszki. Dalej wędrujemy łąką i przy stacji wyciągu orczykowego skręcamy bez znaków w stronę schroniska pod Durbaszką. Chwilę odpoczywamy, uzupełniamy płyny bo słoneczko mocno grzeje i wracamy na rozległą halę na niebieskie znaki.
Mijamy niewielką bacówkę (kilka lat temu piłem tu smaczną żętycę) i kierujemy w stronę Szafranówki, przez Palenicę schodzimy do Szczawnicy. Busem wracamy po samochód.
Drugi dzień naszego wypadu w góry zaczynamy od przyjazdu do Krościenka. Z przystanku autobusowego maszerujemy przez miasteczko szlakiem zielonym do granicy Parku.
Podchodzimy niebieskimi znakami pod Przełęcz Sosnów. Dalej stromą ścieżką ograniczoną poręczami wchodzimy na wierzchołek Sokolicy. Na skałach jest galeria oddzielona barierką. Z góry rozpościera się jeden z piękniejszych widoków w Pieninach na przełom Dunajca.
Rzeka wije się między stromo opadającymi skalistymi szczytami. Podziwiamy masyw Trzech Koron, w oddali widać Tatry, a za barierką rośnie najbardziej znana w Polsce sosna. Powykrzywiana, malutka ale bardzo charakterystyczna sosenka obok Trzech Koron jest symbolem Pienin.
Schodzimy do Przełęczy Sosnów i podchodzimy niebieskimi znakami na Czertezik. Szlak nie prowadzi na szczyt góry. Robimy zdjęcie przy tabliczce i zdobywamy następne skałki, które są ciekawym punktem widokowym. Podziwiamy tu m in. przełom Dunajca. Schodzimy na Polane Burzana. Niebieskim szlakiem dochodzimy do przełęczy Bańków Gronik. Mijamy Pieniński Potok i wijącym szlakiem dochodzimy do zamku. Przystajemy na chwilę przy grocie, gdzie stoi figura św. Kingi i maszerujemy dalej przez Polanę Kosarzyską na Trzy korony. Na najwyższy punkt Pienin Wysokich - Okrąglicę wchodzimy po metalowych schodach.
Miejsce jest dość mocno eksponowane, ale dobrze zabezpieczone. Widok ze szczytu jest imponujący. Na południowym zachodzie widać majestatyczne Tatry, na zachodzie Babią Górę, na północy Gorce. A na dole wije się Dunajec. Cieszymy oczy widokami. Schodzimy i kierujemy się niebieskim szlakiem do przełęczy Szopka, skąd żółtymi znakami schodzimy do Krościenka.
W trzecim dniu naszego wędrowania zachodzimy do Beskidu Sądeckiego. Naszym celem jest Radziejowa, najwyższe wzniesienie w tym paśmie. Wycieczkę zaczynamy z Białej Wody.
Czerwonym szlakiem maszerujemy przez rozległą łąkę do granicy lasu, dalej następna łąka i ponownie leśny dukt. Dochodzimy do krzyżówki szlaków, my kierujemy się niebieskimi znakami do Wielkiego Rogacza. I tu pojawia się śnieg, który będzie nam towarzyszył bardzo długo.
Omijamy Wielkiego Rogacza i wchodzimy ponownie na czerwony szlak, którym zdobędziemy Radziejową. Schodzimy do przełęczy Żłobki i rozpoczynamy podchodzenie na górę. Wchodzimy do zacienionego boru który porasta wierzchołek szczytu, na którym stoi drewniana wieża i pomnik. Został on postawiony w 1966 r dla uczczenia 1000-lecia państwa polskiego.
Schodzimy w mokrym śniegu często zapadając się do schroniska na Prehybie. W schronisku zjadamy smaczny obiad i po odpoczynku podążamy dalej czerwonym szlakiem . Przechodzimy przez Skałkę i gdy tracimy wysokość pokrywa śnieżna zanika. Idzimy do przełęczy Przysłop. Naszym oczom ukazuje się polana pełna przebiśniegów.
Piękny widok. Mijamy osadę zaczynamy podchodzić na ostatnie wzniesienie dzisiejszej wycieczki - Dzwonkówkę. Od krzyżówki znaków schodzimy już do Szczawnicy żółtym szlakiem. Mijamy po drodze schronisko pod Bereśnikiem, w którym wypijamy herbatę i chwilę rozmawiamy z przemiłym właścicielem obiektu.
Dzisiejsza wycieczka była długa i przez mokry śnieg dość męcząca. Dzięki słoneczku, które nas ogrzewało przebijając się czasami przez gęste drzewa zaliczamy ją do udanych.
Po trzech noclegach w Szczawnicy przenosimy się do Mszany Górnej, gdzie będzie nasza kolejna baza noclegowa. Na czwartek zaplanowaliśmy zdobycie dwóch górek położonych na przeciw siebie. Jedziemy na Przełęcz Gruszowiec położoną między Kasiną Wielką a Dobrą. Zostawiamy samochód na parkingu obok baru "Pod Cyckiem". Wchodzimy na szlak zielony, którym podchodzimy najpierw asfaltem później szutrową drogą do drewnianej kapliczki.
Zmieniamy tu znaki na niebieskie i leśną ścieżką podchodzimy na Śnieżnicę. Szczyt jest zalesiony i zwieńczony krzyżem. Na górze znajduje się rezerwat "Śnieżnica" w którym chroniony jest las bukowy.
Ze szczytu schodzimy za niebieskimi znakami i podążamy do górnej stacji wyciągu. Przechodzimy tu na zielony szlak, którym maszerujemy do położonego u podnóża Śnieżnicy ośrodka rekolekcyjnego. W ośrodku wielkie wietrzenie i przygotowania na przyjęcie turystów. Sami obsłużyliśmy się, zwiedziliśmy piękny drewniany kościółek i po odpoczynku ruszamy dalej do Przełęczy.
Na Przełęczy Gruszowiec uzupełniamy płyny i przechodzimy na drugą stronę ulicy. Idziemy kilkadziesiąt metrów poboczem. Zaczynamy podejście na drugi co do wysokości szczyt Beskidu Wyspowego - Ćwilin. Podążamy polną ścieżką i docieramy do skraju lasu. Teraz wspinamy się dość stromym stokiem wśród iglastego lasu na szczyt naszej góry.
Im bliżej wierzchołka podejście nieco łagodnieje. Wychodzimy na skraj lasu i ukazuje się nam rozległa hala. Dochodzą do nas żółte znaki. Skręcamy w prawo i po kilku minutach widzimy polowy ołtarz i kapliczkę. Chwilę odpoczywamy i ścieżką przez łąkę ukwieconą przebiśniegami idziemy na kulminację. Jesteśmy na widokowej Polanie Michurowej skąd roztacza się panorama na Mogielicę i Gorce.
Cieszymy oczy widokami. Schodzimy żółtymi znakami, dalej duktem leśnym do Przełęczy.
Kolejną wycieczkę rozpoczynamy w Jurkowie. Zostawiamy auto na parkingu i maszerujemy asfaltem przez wieś Półrzeczkę, muszę zaznaczyć, że wieś jest dość długa. Docieramy do szlaku rowerowego i stromo lasem, później nieco łagodniej dochodzimy do zielonych znaków. Idziemy ścieżką przez las i przy krzyżówce szlaków podążamy za żółtymi znakami na rozległą polanę. Po prawej stronie pod szczytem stoi bacówka.
My kierujemy się dalej żółtym szlakiem na szczyt, gdzie stoi murowana kapliczka. Z polany otwiera się widok na Mogielicę i dolinę Kamienicy. Po odpoczynku schodzimy z grzbietu i zagłębiamy się w las. Podążamy w kierunku na niewyraźny szczyt Krzystonowa z małą polanką. Dość ostro zakręcamy, po czym stromo schodzimy na przełęcz. Przechodzimy leśną drogę i obok kapliczki podchodzimy niebieskim szlakiem na polanę. Dalej wychodzimy na rozległą halę Stomorogową. Teraz przed oczami staje nam kopuła szczytowa Mogielicy.
Wędrujemy odkrytym grzbietem i podziwiamy widoki na Beskid Wyspowy, Makowski, Sądecki i Gorce. Dochodzimy do lasu, zjadamy tu kanapki, dalej podziwiając widoki bo przed nami już tylko krótkie podejście na szczyt.
Kamienistą ścieżką przez las osiągamy wierzchołek Mogielicy. Byliśmy tu z Dorotką 4 lata temu i nic się nie zmieniło. Totalny bałagan , porozrzucane śmieci, puszki, połamane ławki i wtedy stał jeszcze krzyż, teraz leży zwalony. Stoi tu wieża widokowa. Po krótkiej chwili schodzimy niebieskimi znakami do Jurkowa.
Szóstą wycieczkę z naszego cyku Pieniny i Beskidy zaczynamy w Pcimiu. Wyruszamy spod boiska sportowego. Kierujemy się żółtymi znakami i przechodzimy przez dzielnicę przemysłową, łąkę, osiedle domków , ścieżką między polami, aż dochodzimy do granicy lasu. Leśnym duktem maszerujemy do czarnego szlaku, który prowadzi nas na Diabelski Kamień.
Odbijamy w lewo i po kilku minutach jesteśmy przy grupie skał. Robimy fotki i wracamy na nasz szlak. Przechodzimy przez Dziadka, jak się okazało na szczycie stoi willa bogatego przedsiębiorcy. Dowiadujemy się tego od spotkanego tubylca. Ciekawe rozwiązanie, na tym miejscu miał stać jakiś ośrodek, ale wyszło jak wyszło. Podążamy do rozdroża. Przechodzimy na czerwone znaki, którymi podchodzimy do schroniska na Kudłaczach.
Bardzo przyjemne miejsce, obsługa jest miła. Wypijamy tu herbatę i zjadamy kanapki. Po odpoczynku maszerujemy dalej. Droga łagodnie pnie się do góry. Dochodzimy do sporego węzła szlaków , który jest przy kulminacji Łysiny. Sam szczyt jest kilkanaście metrów wyżej, oznakowany. My idziemy grzbietową drogą przez ładny mieszany las, mijamy Trzy Kopce i wchodzimy na wierzchołek Lubomira. Na szczycie stoi obserwatorium astronomiczne, są ławki, dobre miejsce do odpoczynku.
Robimy pamiątkowe fotki i wracamy tym samym szlakiem do Łysiny. Zmieniamy tu szlak na czarny i udajemy się do schroniska Kudłacze. Dziewczyny spragnione były bardzo widzianej wcześniej szarlotki. Zachodzimy i odpoczywamy, one objadają się, ja wolę szarlotkę ale w innym wydaniu. Ze schroniska ponownie za czarnymi znakami maszerujemy przez Banię do Pcima.
W ostatni dzień naszego pobytu w Mszanie Górnej pogoda delikatnie załamała się. Rano powitał nas kapuśniaczek. Dzisiaj planujemy wycieczkę na górę o trzech wierzchołkach- Lubogoszcz. Pakujemy się i podjeżdżamy do Mszany Dolnej skąd wychodzimy na zielone znaki. Idziemy przez miasto cały czas pod górę. Po około godzinie mijamy ostatnie zabudowania i wchodzimy w las. Szlak coraz bardziej pnie się do góry. Deszczyk na przemian raz pada raz przestaje. Humory poprawiają nam spotkane salamandry. Maga naliczyła ich 7 sztuk.
W zmiennej pogodzie podchodzimy na Lubogoszcz. Na kulminacji stoi metalowy krzyż, tablica informacyjna . Po zrobieniu zdjęć schodzimy przez Lubogoszcz Zachodni i Zapadlisko do Mszany.
Tydzień spędzony w Pieninach i Beskidach uznajemy za udany, pogoda dopisała, żadnych poważniejszych kontuzji się nie nabawiliśmy. Tereny Beskidu Wyspowego gorąco polecam dla osób, które lubią spokojne wędrowanie na dobrze oznakowanych szlakach, choć podejścia na niektóre góry są dość strome i wymagają niezłej kondycji. W trakcie naszego pobytu spotkaliśmy może 10 turystów - cisza i spokój. Zapewne jeszcze tam wrócimy w niedalekiej przyszłości.
Tu reszta fotek:
https://plus.google.com/photos/10033055 ... 7122080065
W pięknej scenerii pośród potężnych wapiennych skał miejscami po metalowych schodach przechodzimy malowniczy jar. Maszerujemy leśnym szlakiem , a następnie wychodzimy na wielką polanę, z której rozciąga się ładny widok na północ, zwłaszcza na Pasmo Radziejowej.
Dochodzimy do granicy lasu i zielonymi znakami podchodzimy do krzyżówki szlaków. Skręcamy w lewo i szczytowymi znakami idziemy pod górę stromą ścieżką, miejscami metalowymi schodkami na widokowy wierzchołek Wysokiej. Szczyt jest skałą opadającą w kierunku południowym i wschodnim kilkunastometrowymi ścianami. Z góry roztacza się wspaniały widok m in. na Tatry, Pieniny i Pasmo Radziejowej.
Po nacieszeniu oczu wracamy do rozdroża i podążamy niebieskim szlakiem przez las. Mijamy dwie niewielkie kulminacje i wychodzimy na skraj lasu, jesteśmy na szczycie Durbaszki. Dalej wędrujemy łąką i przy stacji wyciągu orczykowego skręcamy bez znaków w stronę schroniska pod Durbaszką. Chwilę odpoczywamy, uzupełniamy płyny bo słoneczko mocno grzeje i wracamy na rozległą halę na niebieskie znaki.
Mijamy niewielką bacówkę (kilka lat temu piłem tu smaczną żętycę) i kierujemy w stronę Szafranówki, przez Palenicę schodzimy do Szczawnicy. Busem wracamy po samochód.
Drugi dzień naszego wypadu w góry zaczynamy od przyjazdu do Krościenka. Z przystanku autobusowego maszerujemy przez miasteczko szlakiem zielonym do granicy Parku.
Podchodzimy niebieskimi znakami pod Przełęcz Sosnów. Dalej stromą ścieżką ograniczoną poręczami wchodzimy na wierzchołek Sokolicy. Na skałach jest galeria oddzielona barierką. Z góry rozpościera się jeden z piękniejszych widoków w Pieninach na przełom Dunajca.
Rzeka wije się między stromo opadającymi skalistymi szczytami. Podziwiamy masyw Trzech Koron, w oddali widać Tatry, a za barierką rośnie najbardziej znana w Polsce sosna. Powykrzywiana, malutka ale bardzo charakterystyczna sosenka obok Trzech Koron jest symbolem Pienin.
Schodzimy do Przełęczy Sosnów i podchodzimy niebieskimi znakami na Czertezik. Szlak nie prowadzi na szczyt góry. Robimy zdjęcie przy tabliczce i zdobywamy następne skałki, które są ciekawym punktem widokowym. Podziwiamy tu m in. przełom Dunajca. Schodzimy na Polane Burzana. Niebieskim szlakiem dochodzimy do przełęczy Bańków Gronik. Mijamy Pieniński Potok i wijącym szlakiem dochodzimy do zamku. Przystajemy na chwilę przy grocie, gdzie stoi figura św. Kingi i maszerujemy dalej przez Polanę Kosarzyską na Trzy korony. Na najwyższy punkt Pienin Wysokich - Okrąglicę wchodzimy po metalowych schodach.
Miejsce jest dość mocno eksponowane, ale dobrze zabezpieczone. Widok ze szczytu jest imponujący. Na południowym zachodzie widać majestatyczne Tatry, na zachodzie Babią Górę, na północy Gorce. A na dole wije się Dunajec. Cieszymy oczy widokami. Schodzimy i kierujemy się niebieskim szlakiem do przełęczy Szopka, skąd żółtymi znakami schodzimy do Krościenka.
W trzecim dniu naszego wędrowania zachodzimy do Beskidu Sądeckiego. Naszym celem jest Radziejowa, najwyższe wzniesienie w tym paśmie. Wycieczkę zaczynamy z Białej Wody.
Czerwonym szlakiem maszerujemy przez rozległą łąkę do granicy lasu, dalej następna łąka i ponownie leśny dukt. Dochodzimy do krzyżówki szlaków, my kierujemy się niebieskimi znakami do Wielkiego Rogacza. I tu pojawia się śnieg, który będzie nam towarzyszył bardzo długo.
Omijamy Wielkiego Rogacza i wchodzimy ponownie na czerwony szlak, którym zdobędziemy Radziejową. Schodzimy do przełęczy Żłobki i rozpoczynamy podchodzenie na górę. Wchodzimy do zacienionego boru który porasta wierzchołek szczytu, na którym stoi drewniana wieża i pomnik. Został on postawiony w 1966 r dla uczczenia 1000-lecia państwa polskiego.
Schodzimy w mokrym śniegu często zapadając się do schroniska na Prehybie. W schronisku zjadamy smaczny obiad i po odpoczynku podążamy dalej czerwonym szlakiem . Przechodzimy przez Skałkę i gdy tracimy wysokość pokrywa śnieżna zanika. Idzimy do przełęczy Przysłop. Naszym oczom ukazuje się polana pełna przebiśniegów.
Piękny widok. Mijamy osadę zaczynamy podchodzić na ostatnie wzniesienie dzisiejszej wycieczki - Dzwonkówkę. Od krzyżówki znaków schodzimy już do Szczawnicy żółtym szlakiem. Mijamy po drodze schronisko pod Bereśnikiem, w którym wypijamy herbatę i chwilę rozmawiamy z przemiłym właścicielem obiektu.
Dzisiejsza wycieczka była długa i przez mokry śnieg dość męcząca. Dzięki słoneczku, które nas ogrzewało przebijając się czasami przez gęste drzewa zaliczamy ją do udanych.
Po trzech noclegach w Szczawnicy przenosimy się do Mszany Górnej, gdzie będzie nasza kolejna baza noclegowa. Na czwartek zaplanowaliśmy zdobycie dwóch górek położonych na przeciw siebie. Jedziemy na Przełęcz Gruszowiec położoną między Kasiną Wielką a Dobrą. Zostawiamy samochód na parkingu obok baru "Pod Cyckiem". Wchodzimy na szlak zielony, którym podchodzimy najpierw asfaltem później szutrową drogą do drewnianej kapliczki.
Zmieniamy tu znaki na niebieskie i leśną ścieżką podchodzimy na Śnieżnicę. Szczyt jest zalesiony i zwieńczony krzyżem. Na górze znajduje się rezerwat "Śnieżnica" w którym chroniony jest las bukowy.
Ze szczytu schodzimy za niebieskimi znakami i podążamy do górnej stacji wyciągu. Przechodzimy tu na zielony szlak, którym maszerujemy do położonego u podnóża Śnieżnicy ośrodka rekolekcyjnego. W ośrodku wielkie wietrzenie i przygotowania na przyjęcie turystów. Sami obsłużyliśmy się, zwiedziliśmy piękny drewniany kościółek i po odpoczynku ruszamy dalej do Przełęczy.
Na Przełęczy Gruszowiec uzupełniamy płyny i przechodzimy na drugą stronę ulicy. Idziemy kilkadziesiąt metrów poboczem. Zaczynamy podejście na drugi co do wysokości szczyt Beskidu Wyspowego - Ćwilin. Podążamy polną ścieżką i docieramy do skraju lasu. Teraz wspinamy się dość stromym stokiem wśród iglastego lasu na szczyt naszej góry.
Im bliżej wierzchołka podejście nieco łagodnieje. Wychodzimy na skraj lasu i ukazuje się nam rozległa hala. Dochodzą do nas żółte znaki. Skręcamy w prawo i po kilku minutach widzimy polowy ołtarz i kapliczkę. Chwilę odpoczywamy i ścieżką przez łąkę ukwieconą przebiśniegami idziemy na kulminację. Jesteśmy na widokowej Polanie Michurowej skąd roztacza się panorama na Mogielicę i Gorce.
Cieszymy oczy widokami. Schodzimy żółtymi znakami, dalej duktem leśnym do Przełęczy.
Kolejną wycieczkę rozpoczynamy w Jurkowie. Zostawiamy auto na parkingu i maszerujemy asfaltem przez wieś Półrzeczkę, muszę zaznaczyć, że wieś jest dość długa. Docieramy do szlaku rowerowego i stromo lasem, później nieco łagodniej dochodzimy do zielonych znaków. Idziemy ścieżką przez las i przy krzyżówce szlaków podążamy za żółtymi znakami na rozległą polanę. Po prawej stronie pod szczytem stoi bacówka.
My kierujemy się dalej żółtym szlakiem na szczyt, gdzie stoi murowana kapliczka. Z polany otwiera się widok na Mogielicę i dolinę Kamienicy. Po odpoczynku schodzimy z grzbietu i zagłębiamy się w las. Podążamy w kierunku na niewyraźny szczyt Krzystonowa z małą polanką. Dość ostro zakręcamy, po czym stromo schodzimy na przełęcz. Przechodzimy leśną drogę i obok kapliczki podchodzimy niebieskim szlakiem na polanę. Dalej wychodzimy na rozległą halę Stomorogową. Teraz przed oczami staje nam kopuła szczytowa Mogielicy.
Wędrujemy odkrytym grzbietem i podziwiamy widoki na Beskid Wyspowy, Makowski, Sądecki i Gorce. Dochodzimy do lasu, zjadamy tu kanapki, dalej podziwiając widoki bo przed nami już tylko krótkie podejście na szczyt.
Kamienistą ścieżką przez las osiągamy wierzchołek Mogielicy. Byliśmy tu z Dorotką 4 lata temu i nic się nie zmieniło. Totalny bałagan , porozrzucane śmieci, puszki, połamane ławki i wtedy stał jeszcze krzyż, teraz leży zwalony. Stoi tu wieża widokowa. Po krótkiej chwili schodzimy niebieskimi znakami do Jurkowa.
Szóstą wycieczkę z naszego cyku Pieniny i Beskidy zaczynamy w Pcimiu. Wyruszamy spod boiska sportowego. Kierujemy się żółtymi znakami i przechodzimy przez dzielnicę przemysłową, łąkę, osiedle domków , ścieżką między polami, aż dochodzimy do granicy lasu. Leśnym duktem maszerujemy do czarnego szlaku, który prowadzi nas na Diabelski Kamień.
Odbijamy w lewo i po kilku minutach jesteśmy przy grupie skał. Robimy fotki i wracamy na nasz szlak. Przechodzimy przez Dziadka, jak się okazało na szczycie stoi willa bogatego przedsiębiorcy. Dowiadujemy się tego od spotkanego tubylca. Ciekawe rozwiązanie, na tym miejscu miał stać jakiś ośrodek, ale wyszło jak wyszło. Podążamy do rozdroża. Przechodzimy na czerwone znaki, którymi podchodzimy do schroniska na Kudłaczach.
Bardzo przyjemne miejsce, obsługa jest miła. Wypijamy tu herbatę i zjadamy kanapki. Po odpoczynku maszerujemy dalej. Droga łagodnie pnie się do góry. Dochodzimy do sporego węzła szlaków , który jest przy kulminacji Łysiny. Sam szczyt jest kilkanaście metrów wyżej, oznakowany. My idziemy grzbietową drogą przez ładny mieszany las, mijamy Trzy Kopce i wchodzimy na wierzchołek Lubomira. Na szczycie stoi obserwatorium astronomiczne, są ławki, dobre miejsce do odpoczynku.
Robimy pamiątkowe fotki i wracamy tym samym szlakiem do Łysiny. Zmieniamy tu szlak na czarny i udajemy się do schroniska Kudłacze. Dziewczyny spragnione były bardzo widzianej wcześniej szarlotki. Zachodzimy i odpoczywamy, one objadają się, ja wolę szarlotkę ale w innym wydaniu. Ze schroniska ponownie za czarnymi znakami maszerujemy przez Banię do Pcima.
W ostatni dzień naszego pobytu w Mszanie Górnej pogoda delikatnie załamała się. Rano powitał nas kapuśniaczek. Dzisiaj planujemy wycieczkę na górę o trzech wierzchołkach- Lubogoszcz. Pakujemy się i podjeżdżamy do Mszany Dolnej skąd wychodzimy na zielone znaki. Idziemy przez miasto cały czas pod górę. Po około godzinie mijamy ostatnie zabudowania i wchodzimy w las. Szlak coraz bardziej pnie się do góry. Deszczyk na przemian raz pada raz przestaje. Humory poprawiają nam spotkane salamandry. Maga naliczyła ich 7 sztuk.
W zmiennej pogodzie podchodzimy na Lubogoszcz. Na kulminacji stoi metalowy krzyż, tablica informacyjna . Po zrobieniu zdjęć schodzimy przez Lubogoszcz Zachodni i Zapadlisko do Mszany.
Tydzień spędzony w Pieninach i Beskidach uznajemy za udany, pogoda dopisała, żadnych poważniejszych kontuzji się nie nabawiliśmy. Tereny Beskidu Wyspowego gorąco polecam dla osób, które lubią spokojne wędrowanie na dobrze oznakowanych szlakach, choć podejścia na niektóre góry są dość strome i wymagają niezłej kondycji. W trakcie naszego pobytu spotkaliśmy może 10 turystów - cisza i spokój. Zapewne jeszcze tam wrócimy w niedalekiej przyszłości.
Tu reszta fotek:
https://plus.google.com/photos/10033055 ... 7122080065