Strona 1 z 2

Nad Morze Jońskie, do Epiru i w szerokich okolicach

: 26-08-2014 13:32
autor: Pudelek
Cele wakacyjne na ten rok były ogólnie trzy: Turcja (do Bosforu) i kolejna penetracja Bułgarii, Mołdawia z szerokim pasem Rumunii i Albania.

Pierwsza odpadła Turcja - raz, że najdrożej. Do tego zaczęli kombinować z wizami - o ile do tej pory można je było kupić na granicy, to teraz trzeba aplikować w ambasadzie. Dziękuję za takie ułatwienia. No i widać postępującą tam islamizację, co też mnie nie zachęcało.

Potem, wiosną, wykluczyłem Mołdawię. Zaczęli tam majstrować Rosjanie (kraj jest mocno podzielony - nie mówię nawet o Nadniestrzu - część spogląda w stronę łysiny Putina, inni wolą Conchitę Wurst) i nie bardzo było wiadomo jak to się do lata rozwinie. Doszedłem też do wniosku, że pod względem widoków, zabytków i kuchni wolę znowu Bałkany, więc na świeczniku została Albania. Byłem co prawda tam 2 lata temu, ale tylko na krótko, objazd wokół Jeziora Ochrydzkiego. A więc startujemy :)

Przy wyjeździe ze Śląska nie pada - co jest dziwne, bo w ostatnie lata zawsze lało jak z cebra! Ogólnie to pogoda nawet się utrzymuje... coraz dziwniej.

Pierwszy dłuższy postój to węgierskie miasto Kecskemét - było na liście zwiedzania już 2 lata temu, ale z powodu korku na obwodnicy Budapesztu trzeba było to odłożyć. Dziś korków nie ma, więc możemy trochę połazić po centrum. Miasto, poza tym, że produkuje się tutaj palinkę, słynie głównie z secejnej zabudowy z okresu belle époque.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Autostradą M5 posuwamy się na południe - to jedna z najniebezpieczniejszych dróg Węgier, pełno na niej Tirów i "Niemców, Francuzów, Holendrów, Brytyjczyków" itp., czyli Turków na zachodnich blachach pędzących tęskno od jednej ojcowizny do drugiej.

Przy Segedynie odbijam na zachód na boczne przejście graniczne z Serbią. W tym roku wybrałem chyba najmłodsze z nich, bo Ásotthalom-Bački Vinogradi. Znaki jednak mi gdzieś giną i przez przypadek ląduję pod przejściem autostradowym. W tył zwrot i ponownie szukam tego małego przejścia - w końcu jest właściwy znak (w dodatku zaznaczony nalepką "tylko SRB"), podpytują policjanta i w końcu trafiam we właściwe miejsce.

Niestety, zaczyna w końcu lać i to mocno...
Obrazek

Na przejściu kolejka z 20 aut, ale pogranicznicy tak się szanują, że mam poważne obawy, czy zdążą mnie odprawić (przejście działa do godziny 19-tej). W końcu trochę przyspieszają i w strugach ulewnego deszczu wjeżdżamy znów do Serbii :)
Obrazek

Front deszczowy jest jednak jakiś dziwny, bo w pobliskim Palić (Palics) część miejscowości jest suchutka. Potem, na autobanie, znowu pojawia się chmura, ale ostatecznie gdy dojeżdżamy na kemping to tylko lekko mży, można więc rozstawić namiot, co jeszcze godzinę wcześniej wydawało się niemożliwe!

Kemping znany jest już sprzed roku, ale ewidentnie coraz bardziej schodzi na psy z powodu zaniedbania... Ceny w sąsiedniej restauracji urosły, kelner przynosi nie zamówione potrawy i dolicza za wszystko, ale żarcie i tak smaczne - np. Karađorđeva šnicla :)
Obrazek

Rano nie pada, więc idę się znowu przejść po Feketić (Bácsfeketehegy - większość to Węgrzy). Wieś najlepsze lata ma już definitywnie za sobą...
Obrazek

W pobliżu kiedyś był basen (napis nad wejściem tylko po węgiersku - STRAND), ale zostały z niego tylko wspomnienia.
Obrazek
Obrazek

Ciekawostkę jest fakt, że nie ma w miejscowości cerkwi - jest kościół kalwiński, ewangelicki (niegdyś używany przez Niemców, po ich wypędzeniu generalnie stoi pusty) i niewielki katolicki. Ciekawe gdzie uczęszcza mniejszość, czyli Serbowie?

Zakupy i powrót na autostradę, pustą jak zawsze... Dwie bramki płatnicze - tłoku nie ma, ale warto zauważyć pewien drobiazg - otóż w Serbii cennik jest PRZED bramkami, dzięki czemu każdy może przygotować sobie wcześniej kasę. W Polsce, przynajmniej na A4, jest ZA okienkiem... chyba po to tylko aby sobie sprawdzić, czy nas nie oszukano...
Obrazek

Przejazd przez centrum Belgradu bezproblemowy (jest dzień roboczy!), o 11:14 wjeżdżamy na Bałkany, zaczynające się tutaj na Sawie :D

Potem odbijam w głąb kraju, na południe, do Topoli. To miasteczko jest bardzo ważne w historii Serbii ostatnich dwustu lat, bowiem właśnie z nim związana jest ostatnia dynastia panująca - Karadziordziewicze. Jej założyciel, Karađorđe (Jerzy Czarny) był z zawodu... handlarzem świń :o. Żeby chociaż cieśla albo rolnik, jak Piast :D

W latach 1910-1912 powstała na wzgórzu Oplenac biała cerkiew św. Jerzego, będącą mauzoleum rodzinnym (a do 1947 pełniąca też funkcje religijne).

Obrazek

Ściany cerkwi zdobione są jaskrawymi mozaikami, które układano kilka lat - ale trudno się dziwić, bo zużyto 40 milionów kafelków do przedstawienia scen biblijnych, świętych oraz dawnych królów-fundatorów świątyń.
Obrazek

W cerkwi spoczywa protoplasta rodu (przedtem leżał w starej cerkwi u podnóża góry) oraz Piotr, pierwszy król z tej dynastii, po krwawym obaleniu poprzedników - Obrenowiciów. Krypty robią chyba jeszcze większe wrażenie niż sam kościół - spowite w mroku kolorowe korytarze...
Obrazek
Obrazek

Z 39 grobowców zajętych jest 28 - pochowano tutaj m.in. króla Aleksandra, zamordowanego w Marsylii przez ustaszy oraz Piotra II, ostatniego króla, zdetronizowanego przez komunistów. Zmarł on na wygnaniu w USA (przy okazji nieźle tam popijając z rozpaczy), a jego ciało jak i małżonki sprowadzono do Serbii rok temu. Syn Piotra II, następca tronu Aleksander, wrócił po upadku komunizmu do kraju, a nawet odzyskał część majątku.

Obok cerkwi jest letnia willa króla Piotra I, dziś niewielkie muzeum. Można tutaj obejrzeć telegram, w którym Austro-Węgry wypowiadają wojnę Serbii (minęło niedawno właśnie 100 lat od tego wydarzenia) i wkrótce rozpocznie się rzeź.
Obrazek

Droga nasza wija się dalej na południe - na przedmieściach Kraljeva znajduje się monastyr Žiča, założony na początku XX wieku.
Obrazek

Charakterystyczny czerwony kolor i konstrukcja nawiązuje do klasztorów z gór Athos (tzw. szkoła raszkańska). Klasztor kilkakrotnie niszczono i odbudowano, ale zachowały się częściowo freski, również z okresu założenia.
Obrazek

Za główną cerkwią stoi druga, mniejsza i o wiek młodsza.
Obrazek

Dalsza trasa prowadzi bardzo przyjemną drogą między górami i wzdłuż rzeki Ibar (będzie się ona jeszcze pojawiać w tej relacji).
Obrazek

Z dala od niej, wśród zalesionych szczytów, wznosi się monastyr Studenica, wpisany na listę UNESCO, jeden z najbardziej znanych w Serbii.
Obrazek

Otoczony murami, do których przylegały (a częściowo przylegają nadal) zabudowania gospodarcze i mieszkalne, powstał już w XII wieku. W centrum stoi Cerkiew Zaśnięcia Bogurodzicy, zbudowana z lśniącego marmuru (to rzadkie rozwiązanie w tych stronach).
Obrazek

Dobudowano do niej później kamienny narteks zewnętrzny, wyraźnie wyższy od reszty i niezbyt do niej pasujący. W środku można podziwiać piękny portal, przywodzący na myśl obiekty romańskie zachodniej Europy.
Obrazek

W kompleksie są jeszcze dwie cerkiew - tzw. Królewska (akurat był tam pogrzeb)...
Obrazek

...i bardzo skromna cerkiew św. Mikołaja.
Obrazek

Ponieważ zbliża się już wieczór to czas najwyższy rozejrzeć się za noclegiem - uderzamy do położonego za murami konaku.
Obrazek

Jest wolny pokój :) Pewną moją obawę budzi kolacja serwowana przez klasztorną kuchnię - jest dziś piątek! Uspokajam się, czytając regulamin, że jedzenie będzie wege. Chyba tutaj jednak inaczej rozumieją to słowo, bo zamiast spodziewanych warzyw, na stół wjeżdża... ryba :evil: :!: Co było zrobić, byłem tak głodny, że zjadłem, na szczęście można było to popić piwem (w kościele prawosławnym nie mają takiego negatywnego zboczenia na tle alkoholu jak u katolików - przy monastyrze normalnie działa bar :D). Za to śniadanie było naprawdę solidne i bez żadnych świństw :)

W sobotę rano droga nadal wiedzie górami i dolinami...
Obrazek

Ostatnie miasto w Serbii to Novi Pazar. 3/4 mieszkańców stanowią muzułmanie (Słowianie, którzy kiedyś przeszli na islam i określają się jako Boszniacy, a nie Albańczycy), stolica regionu Sandżak, więc klimat już tutaj całkiem inny.
Obrazek

O ile w mieście króluje burdel na ulicach i meczety, o tyle na obrzeżach dominują zabytki chrześcijańskie. Na wzgórzu stoi Petrova crkva, uznawana za najstarszy kościół Serbii (i, raczej w fantazji, na Półwyspie Bałkańskim).
Obrazek

Skromny, ładny dla oka budynek powstał prawdopodobnie w VII-VIII wieku, w miejscu które już wcześniej miało znaczenie sakralne (znaleziono pochówek iliryjskiego księcia z V wieku). W mrocznym wnętrzu zachowały się częściowo średniowieczne freski.
Obrazek

Wokół kościoła pełno ciekawych nagrobków, ale w większości pochodzą one już z 19 stulecia.
Obrazek

Nieco dalej od Pazaru jest kilka monastyrów - ponieważ nie mamy całego dnia, wybieram Sopoćani, również wpisane na listę UNESCO.
Obrazek

Założono go w XIII wieku, ale potem zniszczyli go Turcy i odbudowano go kompleksowo dopiero w ubiegłym stuleciu. Główna cerkiew prezentuje styl bizantyjski z odróżniającym się narteksem.
Obrazek

Freski z XIII wieku, uznawane za jedne z najcenniejszych w Europie, poddawane są nieustannej konserwacji.
Obrazek

W drodze powrotnej do głównej szosy mijam ruiny jakichś budynków - to zapewne podgrodzie nieodległych ruin Starej Raszki, dawnej stolicy wczesnośredniowiecznego państwa. Szkoda, że nie były oznakowane, bo dowiedziałem się o tym dopiero po powrocie.
Obrazek

Jeszcze kawałek jazdy za Pazarem i widać sztuczny zbiornik Gazivode.
Obrazek

A to znak, że za kilka kilometrów zaczyna się Kosowo...

: 26-08-2014 18:38
autor: Dolnoślązak
Co masz do ryby w piątek? :wink:

: 26-08-2014 23:11
autor: Pudelek
nie jadam ryb, a poza tym to nie jest wege :P

: 27-08-2014 09:21
autor: buba1
Pudelek pisze:nie jadam ryb,


Tyle wspolnych wyjazdow z eco i sie nie przekonales do ryby?? :lol:

Pudelek pisze: a poza tym to nie jest wege :P


Iza by sie z toba nie zgodzila ;)

Pudelek pisze:Potem, wiosną, wykluczyłem Mołdawię. Zaczęli tam majstrować Rosjanie (kraj jest mocno podzielony - nie mówię nawet o Nadniestrzu - część spogląda w stronę łysiny Putina, inni wolą Conchitę Wurst).


Chyba w Mołdawii takie mieszane nastroje byly od zawsze, z czego na poludniu w Gagauzji sympatie prorosyjskie wieksze niz na polnocy kraju, ale chyba rozne preferencje polityczne nie powinny miec jakiegos negatywnego wplywu na traktowanie turystow. Mysmy przynajmniej spotykali sie tam z duza zyczliwoscia miejscowych, zarowno tych kochajacych Rosje jak i tych marzacych o polaczeniu z zachodem.
No moze inaczej jest w Naddniestrzu, wiele razy slyszalam historie upiornego łapowkarstwa, ktore moze byc troche meczace, ale ten region trzeba chyba traktowac jak osobny kraj.

Noz coz.. Szkoda ze tak poszly twoje plany- bo na relacje z Mołdawii czekalam najbardziej, majac nadzieje ze jakos podreperuje moje przyszloroczne plany zawitania tam :P (na relacje Michała i eco z tego kraju tez juz wiem ze sie w tym roku nie doczekam :(

: 27-08-2014 10:39
autor: Pudelek
buba pisze:Chyba w Mołdawii takie mieszane nastroje byly od zawsze, z czego na poludniu w Gagauzji sympatie prorosyjskie wieksze niz na polnocy kraju, ale chyba rozne preferencje polityczne nie powinny miec jakiegos negatywnego wplywu na traktowanie turystow. Mysmy przynajmniej spotykali sie tam z duza zyczliwoscia miejscowych, zarowno tych kochajacych Rosje jak i tych marzacych o polaczeniu z zachodem.


to nie chodzi o stosunek do turystów, tylko na wiosnę zaczęły się pojawiać informację, że i w Mołdawii niektórzy przebąkują o tym, że trzeba połączyć się z Rosją (zwłaszcza w Gagauzji). Więc konflikt podobny do tego, który jest na wschodzie Ukrainy nie był wcale wykluczony. Na szczęście na razie do tego nie doszło (widać Rosja jest zbyt zajęta Donbasem, żeby wysyłać "zielone ludziki" na dwa fronty), ale stwierdziłem, że w takiej sytuacji odłożę wizytę na później :)

A Eco i Michał to już wcześniej odrzucili Mołdawię na rzecz samej delty Dunaju chyba... no i ogólnie nic nie wyszło :roll:

: 28-08-2014 11:39
autor: Michał
Pudelek pisze:
A Eco i Michał to już wcześniej odrzucili Mołdawię na rzecz samej delty Dunaju chyba... no i ogólnie nic nie wyszło :roll:


Nie, miała być rowerami Constanca (RO) - Delta Dunaju- Zachodnia Mołdawia- Iasi (RO). Akcja jest przełożona na przyszłość, w tym roku nie spasowały nam urlopy.

: 29-08-2014 17:08
autor: Pudelek
przekroczenie granicy serbsko-kosowskiej (dla jednych to granica międzypaństwowa, dla innych między dwiema serbskimi prowincjami) było najszybsze podczas tego wyjazdu. Zero ruchu, Serb bardzo szybko, po drugiej stronie kilka pytań (do tej pory nie wiem, kto tam siedział - mundur wydawał się kosowski, ale mówił ze wschodnim akcentem, a tego terenu pilnują żołnierze ukraińscy) i wjeżdżam... jedyny zgrzyt to fakt, że na przejściu nie można wykupić obowiązkowego ubezpieczenia samochodowego (ZK nie jest honorowana) - w tym celu mam się udać do Mitrovicy. Fajnie, a jak bym wcześniej miał jakąś stłuczkę?

tą część Kosowa nadal zamieszkują Serbowie, jest więc pod pewnymi względami bardziej serbska niż Republika Serbii. Setki flag wzdłuż granic, jugosłowiańskie (nawet nie serbskie) tablice miejscowości, wreszcie plakaty przypominające podróżnym, gdzie są.
Obrazek

Nie trwa to jednak długo - po kilkunastu kilometrach wewnątrz-etniczna granica, zasieki, próg zwalniający i wieża z żołnierzami KFOR i wjeżdża się na tereny albańskie. Wkrótce potem już rogatki najbardziej zapalnego punktu w Kosowie - Mitrovicy.
Obrazek

Ciekawa jest kwestia nazewnictwa - ponieważ w Serbii jest kilka Mitrovic, dla Serbów do Kosovska Mitrovica. W Kosowie innych Mitrovic nie ma, więc Albańczycy opuszczają przymiotnik (Mitrovicë) i w takiej też wersji podają po serbsku. A w latach 1981-1991 obowiązywała oficjalna nazwa Titova Mitrovica / Mitrovica e Titos :D

Miasto w zdecydowanej większości jest albańskie, ale w północnych dzielnicach, za rzeką Ibar, mieszka około 10 tysięczna społeczność serbska. Ta północna Mitrovica funkcjonuje de facto jak osobne miasto, nie uznając oczywiście władz kosowskich, ma osobny herb, zupełnie inny od albańskiego, napisy są tylko po serbsku, w obiegu dinar, działa tutaj serbskojęzyczny Uniwersytet z Prisztiny, po tym jak jego studentów i nauczycieli wypędzono ze stolicy Kosowa. Jest to też nieformalna stolica kosowskich Serbów.

Parkuję po stronie albańskiej, przy głównej drodze - znaki parkingu są tylko dla dekoracji ;) Wokół nowe i budowane budynki, typowy bałkański bałagan, albańskie flagi - nie mogło zabraknąć też pomnika UCK.
Obrazek

Powoli zbliżamy się do rzeki i słynnego mostu...
Obrazek

Most na Ibarze zawsze był najbardziej zapalnym punktem w tym podzielonym mieście - odbywały się tutaj demonstracje, dochodziło do krwawych zamieszek. Do dzisiaj strzegą go włoscy Carabinieri (nie wiem czy wybrali dobrą nację do tego zadania), choć są pewne oznaki uspokojenia...
Obrazek

Po środku stoją klomby i zielona trawa jako "Park pokoju". Za rzeką witają serbskie flagi i resztki barykady, wzniesionej przez Serbów po proklamowaniu przez Kosowo niepodległości, a rozebranej w czerwcu tego roku. Co z tego, skoro przejechać i tak nie można...
Obrazek
Obrazek

Za Ibarem inny świat, przypominający dawną Jugosławię. Architektura jak z lat 70. i 80., działa Jugobanka, która w Serbii została zlikwidowana już ponad 10 lat temu. Zamiast McDonalda - McMilutin :D
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Widać różnicę pomiędzy dwoma częściami miasta - w albańskiej ciągle się coś wznosi, tutaj widać zastój i marazm. No bo kto by miał tu inwestować? Belgrad biedny, a mafia serbska nie jest tak prężna jak albańska...

Samochody jeżdżą bez tablic rejestracyjnych (odmawiają założenia kosowskich) albo na współczesnych serbskich z literami KM. Jak widać kosowska policja to toleruje...
Obrazek

Jest też wielki baner z bohaterami kosowskich Serbów.
Obrazek

Rozumiem Milosevica i Putina, ale w czym pajac Łukaszenka zasłużył się dla miejscowych?

W relacjach z tego miejsca sprzed kilku lat pisano, że właściwie poza nielicznymi szurniętymi turystami i oficjelami z KFOR czy EU nikt nie przechodzi z jednej strony na drugą. Teraz widziałem całkiem sporo osób kursujących tam i z powrotem - z siatkami na zakupy. Ciekawe kto chodzi do kogo? Faktem jest, że po serbskiej stronie są też niewielkie albańskie enklawy...
Obrazek

Wracamy na albańską stronę... z jednej strony obserwuję ruch na głównej alei...
Obrazek

... z drugiej szukam możliwości zakupu ubezpieczenia. W końcu proszę o pomoc miejscowych - albańska burza mózgów i kierują nas na jakieś zadupie, gdzie jest izba celna czy coś takiego. Po lekkim błądzeniu udaje mi się trafić i nawet kupić ten dokument, ale pan urzędnik wypełniał go tak, jakby robił to pierwszy raz w życiu (skąd my to znamy?). Zaglądamy też to supermarketu, chyba jednego z większych w mieście - jakieś 80% towarów importowanych z Niemiec, rzadziej z innych krajów EU. Własnych marek ledwie garstka (jest w Kosowie tylko jeden browar...).

Obrazki z głównej drogi na Prisztinę - kolejne nowe meczety o rozmaitych kształtach...
Obrazek

...plaga wesel (większość na zachodnich blachach)...
Obrazek

...bazy wojskowe, gdzie można okazyjnie kupić tylko raz porzucony karabin...
Obrazek

...sporadyczny sprzęt KFOR...
Obrazek

Co najmniej połowa drogi jest w kompletnej przebudowie - kurz, pył, chaos, dziury i powolna droga. Lepiej, jeśli jest możliwość, wybrać inną trasę.
Obrazek

Przed Prisztiną już z daleka widać Pomnik Bitwy na Kosowym Polu - Gazimestan, jednak nie bardzo wiadomo jak do niego trafić. Jeżdżę po okolicy z dobre pół godziny, wreszcie udaje się z drugiej nitki dwupasmówki - no cóż, Albańczykom nie bardzo zależy, aby kierować tam ludzi.
Obrazek

Za to dla Serbów to miejsce święte i pełne mitologii, będącej czasem dość daleko od tego co wydarzyło się tutaj w 1389 roku. Wtedy wojska serbskie i sojusznicze doznały druzgocącej klęski z armią turecką, co było początkiem końca średniowiecznego państwa serbskiego. To można usłyszeć z ust Serbów, w rzeczywistości bitwa była raczej nierozstrzygnięta, obie armie mocno się wykrwawiły, tracąc swoich wodzów - księcia Lazara (Łazarza) i sułtana Murata. Serbia faktycznie upadła, ale dopiero kilka dekad lat później.
Obrazek

Nie mniej do dzisiaj istnieje mit Kosowego Pola jako zwycięstwa duchowego Serbów i nigdy nie kończącej się walki narodu wybranego (też oklepane) oraz Kosowa jako miejsca uświęconego. Również w czasie wojny w Chorwacji, Bośni i oczywiście w samym Kosowie mit ten był często na ustach serbskich żołnierzy.

Pomnik, powstały w 1953 roku, od dawna był solą w oku Albańczyków, więc jest chroniony - kiedyś przez KFOR, dziś przez policję. Aby wejść, należy zostawić paszport. USmanów te procedury nie obowiązują.
Obrazek

Co jakiś czas odbywają się tutaj zjazdy Serbów, w 1989 właśnie tu swoją słynną mowę wygłosił Milosevic, co uznaje się za symboliczny początek rozpadu Jugosławii. W bramie mijałem się z serbską rodziną - najwyraźniej jest obecnie na tyle spokojnie, że nie bali się tutaj przyjechać, co jeszcze kilka lat temu było igraniem ze śmiercią, a co najmniej zdrowiem.

Z góry rozciąga się ładny widok na okolicę, m.in. mauzoleum sułtana Murata.
Obrazek

Według legendy sułtan został zabity przez Serba, udającego zdrajcę swoich rodaków - Miloša Obilića. Prawdopodobnie ów bohater nigdy nie istniał, ale nie przeszkodziło to czcić go jako świętego :D

Wjeżdżamy do Prisztiny (Priština, Prishtinë). Na ulicach spory ruch, kiepskie oznakowanie - norma. Auta przed nami mają stłuczkę...
Obrazek

Jakoś, przy pomocy miejscowych, trafiam pod hostel w dzielnicy Velania.
Żeby zejść do centrum należy przejść niekończącymi się uliczkami w dół...
Obrazek

Miejscowe dzieciaki pozdrawiają, pytają skąd jesteśmy. Śląska by nie skojarzyli, Polski też nie kojarzą, za to Germanię tak ;)
Obrazek

Tu i ówdzie widać ślady po toczonych pod koniec ubiegłego wieku walkach serbsko-albańskich.
Obrazek

Prisztina nie ma zbyt wielu zabytków - to efekt wyburzeń z okresu Tito. Pozostały głównie meczety - Jashara Paszy jest młody, z XIX wieku...
Obrazek

Fatih z XV wieku jest najokazalszy. Akurat pora przedostatniej modlitwy, więc mężczyźni niemal zabijają się w biegu do środka, sandały latają we wszystkie strony. Wnętrza typowe jak dla meczetu - motywy roślinne, cytaty z Koranu itp.
Obrazek
Obrazek

W pobliżu znajduje się też jedyna cerkiew prawosławna w stolicy (nie licząc jednej niedokończonej) - św. Mikołaja z 1834 roku. W 2004, kiedy to w całym Kosowie wybuchły zamieszki, Albańczycy ją ostrzelali i spalili od środka. KFOR wykazał się bohaterstwem i ewakuował księdza...
Obrazek

Dziś cerkiew odbudowano, ale dostęp jest raczej trudny.

Główny deptak stolicy tętni życiem jak mrowisko - są otwarte dziesiątki lokali, odpustowe stoiska i... żebrzące muzułmanki. To dość dziwne, bo w islamie za pomoc odpowiadają krewni. Niektóre pokazują zdjęcia chorych dzieci - czy w Kosowie w ogóle jest jakaś pomoc społeczna?

Obrazek

Znaczna większość pań chodzi ubrana po europejsku, ale co któraś ma chustę, widać też czasem niemal całkowicie zasłonięte workiem, że wyłania się tylko twarz (obowiązkowo z tapetą) albo oczy. Przy stoliku obok siedzi czwórka nastolatków - dwóch chłopaków, dziewczyna "po normalnemu", a druga już szczelnie owinięta. W niejednym przypadku to chyba samodzielna decyzja kobiet lub dziewczyn...

Wieczorna przechadzka po Prisztinie nie zaspokoiła mojego apetytu, więc w niedzielę rano idę jeszcze na drugi spacer (a przy okazji kupić jakieś burki ;)). Niedaleko hostelu znajduje się grób Ibrahima Rugovy.

Obrazek

Zmarły w 2006 roku przywódca Albańczyków był orędownikiem biernego oporu i odrzucał przemoc, również stosowaną przez swoich rodaków, a zwłaszcza UCK. Nawet wśród Serbów cieszył się pewnym szacunkiem, jako alternatywa dla radykałów.

Główna ulica miasta pusta o tej porze. To rzadki widok na Bałkanach.
Obrazek

W głebi widać najstarszy w mieście meczet Çarshia, pamiątka bitwy na Kosowym Polu, ale od strony tureckiej.
Obrazek

Wspominałem o zamieszkach albańskich w 2004 roku - w całym Kosowie zniszczono wówczas ponad 30 świątyń prawosławnych. Należy jednak przypomnieć, że Serbowie jako pierwsi rozpoczęli taką barbarzyńską akcję - w 1999 roku zburzyli widoczny tutaj meczet i co najmniej jeszcze jeden w Prisztinie, a także m.in. większość starego miasta w Peću, było nie było wówczas w granicach własnego państwa. Ciekawe co powiedzieliby potomnym - mieliśmy piękne zabytkowe miasto, ale poszło z dymem, bo mieszkali tam Albańczycy?

Inny zburzony meczet, a dziś odbudowany, to niewielki meczet Llap z XV wieku.
Obrazek

Gdzieś pomiędzy nimi stoi, pochodzący z poprzedniej epoki, pomnik Braterstwa i Jedności.
Obrazek

Było to sztandarowe hasło w komunistycznej Jugosławii, gdzie próbowano połączyć tyle narodów i religii. Tutaj brzmi to jak prowokacyjna ironia...

Zakupiwszy burki (które później okazały się zupełnie czymś innym :D), wracam na wzgórza Velanii.
Obrazek

Jak widać, tynk jest w tym rejonie towarem luksusowym.
Obrazek

Przy wyjeździe ze stolicy spotykam pomnik Billa Clintona, stojący, a jakże, przy bulwarze Billa Clintona :D
Obrazek

Prezydent, który palił trawę, ale się nie zaciągał, odsłonił go osobiście. Na szczęście nie błogosławił, jak niektórzy mieli w zwyczaju...

Miłość do USA jest zresztą widoczna na każdym kroku - tylko flag unijnych i niemieckich jest więcej. G. Bush też ma swoją ulicę, Barack się jeszcze nie doczekał...

Na końcu bulwaru prezydenckiego widać zarys ogromnej katedry katolickiej Matki Teresy z Kalkuty. A co, na biednych nie trafiło...
Obrazek

CDN...

: 31-08-2014 12:47
autor: Raubritter

: 01-09-2014 21:50
autor: Pudelek
Prisztinę i Prizren łączy obecnie wygodna droga, na większej części będąca nową autostradą, przeprowadzoną w trudnym terenie. Miejsce na bramki opłat już jest...
Obrazek

W Prizrenie kręcę się w kółko szukając darmowego miejsca do parkowania - nie ma. Pozostaje wjechać mi w jakąś bramę, gdzie między domami samochodów pilnuje starszy pan. Można ruszyć w miasto :)

Prizren, drugie największe miasto Kosowa, położone u podnóża gór Szar Planina, jest jednocześnie głównym celem turystycznym regionu - przetrwało tu wiele zabytków i spora część osmańskiej starówki. Pierwsza osada powstała już w okresie rzymskim - Theranda przy Via Zeta - potem weszli tutaj Słowianie, ponownie Bizantyjczycy, znowu Słowianie (przez pewien czas pełniło rolę serbskiej stolicy), w XV wieku zasiedli Turcy i trwali aż do początku wieku poprzedniego (z krótkim okresem austriackim, kiedy to weszła armia Habsburgów w 1689, lecz została pokonana przez zarazę). W XIX wieku miasto stało się ośrodkiem albańskiego ruchu narodowego, w 1878 roku powstała Liga Prizreńska, która miała reprezentować Albańczyków wobec Stambułu.

Z zabytków muzułmańskich najbardziej imponujący jest meczet Sinaia Paszy z XVI wieku.
Obrazek

We wnętrzu pustawo, choć za kilka minut będzie jedna z modlitw.
Obrazek

Tuż obok, na rzece Bistrica / Lumbardh, stoi turecki kamienny most. Powstał w tym samym okresie co meczet, ale dzisiejszy jest rekonstrukcją po zniszczeniach w czasie powodzi w latach 70. XX wieku.
Obrazek

Oczywiście, nie mogło zabraknąć hammamu...
Obrazek

Swoją bielą odróżnia się kompleks budynków Ligi Prizreńskiej.
Obrazek

To jednak współczesna budowla - oryginał zburzyło w 1999 roku jugosłowiańskie wojsko. Innych obiektów, jak np. w Peću, nie zdążyli rozwalić, ale to było dopiero preludium do zemsty na budynkach wroga...

Pięć lat później, w marcu, po pogłoskach o śmierci dwójki dzieci, Albańczycy w całym Kosowie wystąpili przeciwko Serbom. Pogłoski były tylko pretekstem, bowiem wystąpienia przygotowywano już od dawna. W czasie zamieszek, w których wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy osób, a żołnierze KFOR zupełnie sobie nie radzili, zniszczono co najmniej 35 obiektów prawosławnych (serbskich). W Prizrenie ani jedna prawosławna świątynie nie pozostała nieuszkodzona!

Cerkiew św. Mikołaja z XIV wieku - spalona od wewnątrz i sprofanowana.
Obrazek

Do dziś, mimo remontu, widać na ścianie napis DPK - Demokratycznej Partii Kosowa, założonej przez bojowników z UCK.

Sobót św. Jerzego z 1856 roku, do 2004 siedziba prawosławnych biskupów Prizrenu - spalony i zaminowany.
Obrazek

Pilnujący go policjant mówi, że nie wolno robić zdjęć, po czym... przechodzi na serbski (z przyczyn oczywistych Albańczycy, nawet gdy znają, to go nie używają, chyba, że trafią na cudzoziemców, do których poczują sympatię i nie umieją się inaczej dogadać). Informuje mnie, że już się tego dnia przewinęła tędy wycieczka z Polski.

Wspinamy się wyżej, nad centrum, gdzie kiedyś znajdowała się dzielnica serbska.
Obrazek

Po 2004 roku zostały ruiny. Dzisiaj częściowo są remontowane - ciekawe w jakim celu?
Obrazek

Stoi tutaj Cerkiew Chrystusa Zbawiciela z XIV wieku - spalona.
Obrazek

Można co najwyżej zajrzeć przez okienko do zrujnowanego środka.
Obrazek

To i tak postęp - niedawno nie można było w ogóle podejść, chronił ją KFOR, po którym pozostały resztki zasieków.
Obrazek

Już samemu idę jeszcze wyżej, bo z dołu dojrzałem coś w kształcie cerkwi. Mijani robotnicy stanowczo odradzają mi drogę, mówiąc, że droga jest w fatalnym stanie. No cóż, widziałem gorsze...
Obrazek
Obrazek

Kiedyś mieszkało w Prizrenie 10 tysięcy Serbów - dzisiaj nieco ponad 200. W dwóch odnowionych domach widziałem dwie starsze pani, więc ktoś wśród tego morza duchów nadal żyje...

W końcu znajduję świątynię widzianą z dołu - to cerkiewka św. Niedzieli z XIV wieku, spalona od wewnątrz. Podobno uratowano część bezcennych fresków.
Obrazek

Budka strażnicza pusta, można podejść do drzwi. Wygląda, że faktycznie w Kosowie się uspokoiło, skoro nie ma potrzeby chronienia tych kościołów przez uzbrojonych ludzi. Oby to nie była cisza przed burzą... Ale do "peace" to jeszcze bardzo daleko...
Obrazek

Nagrodą za łażenie po sypiących się ulicach jest panorama miasta.
Obrazek

Ostatnia oglądana cerkiew to, położona ponownie w centrum, Bogurodzicy Ljeviškiej z XII lub XIII wieku. Wpisana na listę UNESCO, była najważniejszą prizreńską świątynią prawosławną, w 2004 roku spalona (usiłowano ją zniszczyć już w 1999 roku, po wyjściu armii jugosłowiańskiej, ale wtedy wojska NATO zdołały temu zapobiec).
Obrazek

Otoczona drutem kolczastym, pilnowana przez policjanta, zarasta trawą.
Obrazek

Nie są to wszystkie uszkodzone cerkwie miasta, a i oprócz nich poszło z dymem seminarium i pałac biskupów prawosławnych.

W mieście jest też kościół katolicki z XIX wieku - Albańczycy go nie uszkodzili, bo Serbowie tam nie chodzą, a zresztą niewielka część Albańczyków też jest katolikami. Akurat była msza i jakaś wycieczka - z Polski?
Obrazek

Od tego łażenia w upale zgłodnieliśmy, więc wchodzimy do jednej z jadłodajni na świeżo smażone qofte z ajranem ;)
Obrazek

Z Prizrenu do granicy albańskiej już rzut beretem autostradą wijącą się wśród gór. Przed samym przejściem staję jeszcze przy zbiorniku na Białym Drinie (Beli Drim, Drini i Bardhë).
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Szybkie siku pod drzewem i można wjeżdżać do Albanii :)

a samo Kosowo? nadal mało tutaj turystów, więc tym bardziej warto tutaj zajrzeć. Zresztą nigdy nie wiadomo czy w pewnym momencie znowu nie wybuchną jakieś większe zamieszki, odcinając możliwość zwiedzania niektórych miejsc. Ciężko prorokować o przyszłości, to węzeł gordyjski, bez rozwiązania, które by mogło zadowolić obie strony, ale może chociaż uda się coś tak wykombinować, aby zwykli ludzie mogli normalnie żyć? Ponoć Prisztina i Belgrad dogadali się w tym roku w wielu kwestiach, co niekoniecznie spodobało się obywatelom z obojga narodów.

(Galeria z Kosowa -> https://picasaweb.google.com/1103445063 ... Miniaturze)

: 03-09-2014 14:24
autor: Pudelek
na granicy do odprawy staje wóz z sianem... witamy w Albanii ;)

Początkowe kilometry albańskiej ziemi to zwykła dwupasmówka, potem zmienia się w nową autostradę, mającą w przyszłości łączyć dwa kraje w których mieszkają Albańczycy. Poprowadzona w trudnym, górskim terenie - jedzie się super.
Obrazek

Biorąc pod uwagę, że przed 1991 rokiem Albania właściwie nie umiała utwardzonych dróg, bo posiadanie prywatnych samochodów było zakazane, postęp infrastrukturalny, jaki się dokonał przez dwie dekady, jest imponujący. A w Polsce od lat chwalą się śmiesznym tunelikiem "Emilia"...

Autostrada się kończy i dojeżdża się do drogi Szkodra - Tirana. Przyzwoitej, choć oczywiście trzeba uważać na wszystko. Po kilkudziesięciu kilometrach odbijam w lewo, do Kruji (Krujë). W pewnym momencie znikają oznaczenia, jeszcze wpieprza się orszak weselny, ale na stacji benzynowej informują mnie, że jadę w dobrym kierunku.

Miasto Kruja, położone na zboczach gór, nazywane jest "albańskim Krakowem" (śmiech na sali - swoją drogą zawsze mnie rozbawiały określenia typu "bułgarskie Zakopane" - wszystko musi się odnosić do jakiejś polskiej mieściny? np. czarnogórska Kozia Wólka? chorwackie Brzesko? :D). Nierozerwalnie związane jest ze Skandenbergiem - bohaterskim przywódcą udanego powstania antytureckiego z XV wieku; po wielokrotnym odparciu osmańskich najazdów stworzył on pierwsze, niepodległe państwo ogólnoalbańskie. I choć upadło wkrótce po jego śmierci, Skandenberg jest dziś na ustach wszystkich, a jego pomniki stoją nie rzadziej niż JPII w Polsce (może tylko są mniej paskudne).
Obrazek

Ahmed Zogu koronując się w 1928 roku na króla uczynił to, nie przez przypadek, w tym mieście.

To właśnie w Kruji Skandenberg bronił się kilkukrotnie przeciwko wojskom sułtana - za każdym razem z sukcesem. No i dziś można podziwiać jego "zamek"...
Obrazek

Widziałem go na zdjęciach, ale na żywo wygląda jeszcze bardziej kiczowato. Na resztkach ruin w 1982 wybudowano współczesną konstrukcję autorstwa córki Envera Hodży. Brrr... Stojący obok urwany kikut minaretu powstałego po zdobyciu miasta przez Turków (już po śmierci Skandenberga) wygląda przy tym jak zabytek niezwykłej wagi...
Obrazek

Robię kilka zdjęć i nagle z okolicznych domów (część jest zamieszkałych) wychodzi starsza pani, która wyraźnie zaprasza do siebie i coś mówi po albańsku. Powtarza słowo "cafe", ale my akurat kawy nie pijemy. Na odmowę dorzuca kolejny potok słów; niestety, nic zrozumiałego. Czy pani chciała sobie dorobić gościną czy po prostu dla zabicia nudy? I tak nie mamy na to czasu...

Oprócz zamku jest w Kruji jedna zadaszona uliczka z pamiątkami. "Albańskie Sukiennice" jak słyszałem.

Za to widoczki i położenie ładne.
Obrazek
Obrazek

Ale tak ogólnie to można to miejsce z czystym sumieniem sobie darować na odwiedziny.

Kończy się teren górski, jedziemy w kierunku morza. Niestety, w pewnym momencie trzeba się przebić przez Durrës, po którym porusza się wyjątkowo uciążliwie nawet jak na albańskie warunki. Oczywiście drogowskazów brak... w końcu jednak znajdujemy drogą na wybrany przez mnie kemping, położony w okolicach Kavaje (ale zasięgnięcie języka na tankszteli było i tak nieodzowne).

Kemping prowadzą Francuzi (więc jak to Francuzi - nie mówią po angielsku, za to w trzech innych językach owszem). Jest stosunkowo drogi, zatłoczony. Atrakcją ma być sztuczna wyspa na Adriatyku, połączona z lądem drewnianym mostem.
Obrazek

Na wyspie knajpa z koszmarnie drogim piwem i tanią pizzą (to niemal potrawa narodowa Albańczyków, podobnie jak w Polsce), leżaczki, parasole...
Obrazek

Nie mają na nią wstępu osoby spoza kempingu, więc mam wrażenie, że jestem w jakiejś zamkniętej, cudzoziemskiej enklawie w środku Albanii (nawet drogę tak poprowadzono, aby Albańczycy nie wleźli na pole namiotowe).

Kemping niby jest nad morzem, ale mój pomysł nocnej kąpieli na waleta zakończył się poparzeniami na trzech nogach i ręce :evil: Jakieś glony (meduzy wykluczyliśmy) zostawiają swoje ślady jak po cięciach nożem! Obsługa kempingu oczywiście o niczym nie informowała, bo by ludzie nie chcieli się rozbijać. A potem co chwilę przylatywały z płaczem kąpiące się dzieci lub wybiegali spanikowani dorośli...

Zamiast plaży można podziwiać schrony - jest ich na kempingu z pięć - kompleks dużych bunkrów - amunicyjnych, artyleryjskich?
Obrazek
Obrazek

Na jednym wybudowano... restaurację, a środek służy jako sala do gry w pingla.
Obrazek

Przy samej plaży jest też kilka bunkrów mniejszych, jedno lub dwuosobowych.

Chcąc zobaczyć nieco starsze budynki wybieramy się ponownie do Durrës. To jedno z najstarszych miast i najważniejszy port kraju, do tego drugi ośrodek miejski po Tiranie. Również uznawane niegdyś za najbardziej kosmopolityczne miasto, więc po uzyskaniu niepodległości w 1920 roku stolicę ustanowiono w Tiranie - bardziej konserwatywnej, bardziej "albańskiej" i mniej narażonej na atak. Natomiast położenie Durrës było docenione już w starożytności - tutaj zaczynała się Via Egnatia, biegnąca do Konstantynopola, tutaj był punkt wyładunkowy legionów rzymskich, stacjonujących w Ilirii.

Przy głównym placu meczet Fatih - współczesny, stary zniszczył Hodża w 1967 roku w czasie kampanii antyreligijnej.
Obrazek

Bogatą historię miasta, założonego w 625 roku p.n.e. przez greckich kolonistów, poświadczają wystające tu i ówdzie zabytki, stojące między nową zabudową. Np. forum z czasów bizantyjskich.
Obrazek

Niewątpliwie najciekawszy jest amfiteatr z II wieku n.e., największy na Bałkanach.
Obrazek

Aż trudno uwierzyć, że odkryto go dopiero w latach 60. ubiegłego wieku, kiedy zaczęto kopać studnię (według innej wersji - gdy zaczął się zapadać jeden z budynków). W czasach swojej świetności mieścił 15 tysięcy ludzi, podziwiających m.in. walki gladiatorów.

Obrazek
Obrazek

Po zakazie takich walk obiekt przejęli chrześcijanie, czego świadectwem są wczesnochrześcijańskie mozaiki z VI wieku.
Obrazek

Pod ziemią nadal znajduje się część amfiteatru, ale żeby ją odkopać należałoby zburzyć stojące na nich domy. Jak na razie więc, korytarze stają się ślepym zaułkiem.
Obrazek

Nieopodal zaczyna się pas murów obronnych, wzniesionych już przez Rzymian, a następnie poprawianych rękami Wenecjan i Turków. Kończy go wenecka baszta, tuż obok morza, mieszcząca restaurację.
Obrazek
Obrazek

Obok baszty pomnik niejakiego Mujo Ulqinaka. Kiedy w kwietniu 1939 roku Włosi rozpoczęli inwazję na Albanię (król Zog związał się gospodarczo i politycznie z Italią, jednak pod koniec lat 30. usiłował rozluźnić ten związek, co Mussoliniemu bardzo się nie spodobało) to właśnie ów sierżant Armii Królewskiej był jednym z nielicznych, którzy stawili im opór. Uzbrojony jedynie w karabin maszynowy przez dłuższy czas powstrzymywał lądowanie Włochów w tutejszym porcie. Cytując z innej relacji "gdyby miał czołg, to pewnie by wygrał wojnę" ;)
Obrazek

Nad morzem ciągnie się albańskie Miami...
Obrazek
Obrazek

Plaża przy promenadzie mało zachęcająca...
Obrazek

Z kolei te położone dalej są zatłoczone jak puszki z sardynką. Nie potrafię zrozumieć, jak ktoś może lubić spędzanie czasu w takim ścisku? Faktem jest, że Durrës jest kąpieliskiem mieszkańców Tirany (ze stolicą łączy je szybka dwupasmówka), ale przyjeżdżać tutaj zza granicy?? Bez sensu...

Kąpiel jednak faktycznie by się przydała, bo upał jest taki, że nawet Albańczycy mają dość (jedna pani w sklepie była tak miła, że mnie owachlowała przez chwilę ;)). Wracamy więc do klimatyzowanego wozu główną ulicą pełną domów z okresu międzywojennego, kiedy budowali tutaj i osiedlali się Włosi.
Obrazek

Na południe prowadzi autostrada w kolorze niebieskim - w Albanii są dwa rodzaje autostrad. Zielone, czyli takie jak w reszcie Europy i niebieskie - takie... albańskie ;) Czyli zaczynające się i kończące rondem, a często zdarzają się nagłe ograniczenia do 30 albo i 20 (widziałem też 15) km/h. Ograniczenia te są uzasadnione zwłaszcza przy łączeniach mostów, bo zazwyczaj jest tam dziura, gdzie można zostawić oponę. Czasem jednak ograniczenie takie jest chyba tylko dla frajdy drogowców. Rzecz jasna ograniczeń (żadnych) nikt nie przestrzega, jak zresztą większości zasad ruchu drogowego (np. jazda pod prąd na rondzie nikogo nie dziwi, na skrzyżowaniu pierwszeństwo ma szybszy, a światła są dla frajerów). Policji pełno, czają się w bardzo zaskakujących miejscach, ale cudzoziemców praktycznie nie zatrzymują. Ogólnie to jednak w tym chaosie jest metoda - stłuczek i wypadków praktycznie brak (miejscowi bardzo dbają, aby nie uszkodzić sobie wozu), chamstwa znacznie mniej niż w Polsce. Po prostu każdy chce być pierwszy, ale wie, że innym też na tym zależy ;)

Niedaleko Fier, na wzgórzu, stoi monastyr Ardenica z XIII-XV wieku.
Obrazek

Miał cholerne szczęście, bo okres komunizmu, kiedy to zniszczono większość świątyń w kraju, a zamknięto WSZYSTKIE (poza jedną, ale o tym kiedy indziej), przetrwał i to w miarę niezłym stanie. Dziś ponownie mieszkają tutaj mnisi.
Obrazek

Jeszcze dalej na południe, za Fier, znajduje się duży kompleks archeologiczny Apollonia. To pozostałości miasta założonego przez Greków z Koryntu (jak w Durrës) w 588 roku p.n.e. W czasach rzymskich kwitło, ale dobrobyt zakończyło trzęsienie ziemi w 345 roku - wijąca się tutaj rzeka zmieniła bieg, odsunęło się też morze (dziś linia brzegowa jest kilkanaście kilometrów na południe).

Na początku zaglądamy jednak do nieczynnego już dzisiaj monastyru...
Obrazek

Powstał w XIII-XIV wieku w miejscu starszego, zapewne z użyciem surowca z antycznych ruin (podobnie jak klasztor w Ardenice). Komunizm przetrwał w gorszym stanie, we wnętrzu resztki ikonostasu i fresków.
Obrazek

Teren pozostałości antycznych (wykopaliska zaczęły się w XIX wieku i trwają do dzisiaj), jest rozległy. Najbardziej widokowy jest tzw. Dom Agonothetów z II n.e.. To rekonstrukcja z oryginalnych elementów - budynek miał służyć m.in. do walk gladiatorów, stąd nazwa.
Obrazek

Odeon, na 650 widzów...
Obrazek

Pozostałości ciągu handlowego.
Obrazek

Obelisk ku czci Apolla, opiekuna dróg i domów, w fallicznym kształcie.
Obrazek

Ludzi prawie brak, tylko kolejna para nowożeńców łazi tam i z powrotem, pozując w durnych pozach i psując ujęcia...

Na wzgórzu, gdzie kiedyś był akropol, znajduję tylko potężne bunkry, połączone ze sobą podziemnymi przejściami.
Obrazek

Z drugiego wzgórza panorama na okolicę - widać z daleka dwa ciągi innych, dużych bunkrów wystających z ziemi.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Nie mogło zabraknąć zdjęcia patriotycznego :)
Obrazek

W drodze powrotnej na kemping można podziwiać okazy miejscowej fauny - np. osioł rondowy.
Obrazek

Na samym kempingu spotykam też żółwia, który szybko znika w krzakach. To pewnie przez to, żem już nieogolony...
Obrazek

Ładny zachód słońca z widokiem na światełka Durres...
Obrazek

...i poranek, kiedy tamtejszy port jest lekko zamglony.
Obrazek

Pakujemy się, bo głównym celem jest nie środek, ale południe kraju. Niby kilometrów dziś do przejechania nie tak dużo, ale w Albanii jest inna miarka, więc dziś mało postojów.

Niedaleko Wlory, przy lagunie Narta, jest położony na wyspie klasztor Zvërnec, założony jeszcze w czasach Bizancjum.
Obrazek

Też przetrwał kampanię Hodży i służył za miejsce odosobnienia dla nieprawomyślnych intelektualistów (ci zazwyczaj są nieprawomyślni). Niestety, długi mostek jest w remoncie i nie można tam podejść :(
Obrazek

Bardzo szkoda, bo ładnie tutaj.
Obrazek

Samej Wlory nie zwiedzamy - ciekawsza niż Durres nie będzie, poza tym ulice są dziurawe bardziej niż mózgi wyborców partii (tu proszę wstawić sobie nazwę). Za Wlorą jadę na czuja - na jakieś 15 kilometrów giną wszelkie znaki (polscy złomiarze?), ale w końcu upewniam się, że zaraz będą góry Çika, a za nimi Albańska Riwiera ;)

Obrazek

Galeryja: https://picasaweb.google.com/1103445063 ... iaSrodkowa

: 12-09-2014 07:35
autor: Pudelek
przełęcz Llogara jest symboliczną granicą pomiędzy Albanią środkową a południową (teren nadmorski bywa nazywany Albańską Riwierą), czasem jest też określana jako północna granica Epiru, choć niektórzy historycy umieszczali ją jeszcze nad Wlorą.

Obrazek

W każdym razie podjazd pod przełęcz od północnej strony okazał się wyzwaniem dla mojego samochodu, ale ostatecznie udało się podjechać te ponad 1000 metrów praktycznie od poziomu morza. A z góry piękne widoki...

Obrazek
Obrazek
Obrazek

Gdzieś w tle majaczy już Grecja - Korfu i inne mniejsze wysepki...
Obrazek

Na szczęście zjazd jest łatwiejszy, bo i droga mniej kręta... przejeżdżamy przez Dhërmi, miejscowość znaną wśród turystów, a zamieszkałą również przez mniejszość grecką. Jest tu kilka cerkiewek, ale jedziemy dalej i za wioską Ilias odbijamy na boczną, wąską szosę. Na końcu jest parking i szutrowa droga, którą podobno można zjechać terenówką, choć nie bardzo chcę w to uwierzyć.

Po niecałych dwóch kilometrach marszu w pełnym słońcu pojawia się taki widoczek:

Obrazek

To plaża Gjipe, uznawana za jedną z piękniejszych w Albanii.
Obrazek

Nie jest pusta, jest tu nieco ludzi plus kilka terenówek - wszystkie na polskich blachach. Czyli można tutaj jednak zjechać i wjechać? Tylko po co, dla mnie rozjeżdżanie plaży autem to idiotyzm.
Obrazek

Udogodnień typu kibel, prysznic, bar - brak (bar by się jednak przydał ;)). Za plażą jest potężny wąwóz, na skraju którego jest jakieś dzikie pole namiotowe, ale tamci chyba też robią po krzakach, bo w ruinach dawnej toalety znalazłem... taczkę!
Obrazek

Ścieżki, którą przyszlismy, strzegą oczywiście zrujnowane bunkry.
Obrazek

Kąpiel i powrót w upale - nieco męczący... nad parkingiem idę jeszcze zobaczyć monastyr św. Teodora - ale zostały z niego smętne ruiny.
Obrazek

Dalsza droga wzdłuż wybrzeża to nieustanne zakręty, podjazdy, zjazdy... w pewnym momencie pojawia się cypel.
Obrazek

Na prawo ukazują się zniszczone zabudowania, wśród których widać jedną z większych ciekawostek militarnych tego regionu - schron dla okrętów podwodnych.
Obrazek

Wybudowali i używali go Sowieci. Kiedy Hodża nagle zerwał z ZSRR to, przy okazji, ukradł im kilka okrętów podwodnych stacjonujących w tej bazie; Moskwa chyba uznała, że gra jest nie warta świeczki i nie próbowała odzyskać ich zbrojnie. Dziś Albania takich okrętów już nie ma, ale przy schronie stacjonują jakieś wojskowe kutry.

Między bunkrem a cyplem jest półwysep z górującą na nim twierdzą Porto Palermo.
Obrazek

Wybudował ją prawdopodobnie na początku XIX wieku Ali Pasza z Tepeleny, lennik sułtana, ale w pewnym okresie właściwie niezależny władca Epiru, co skończyło się dla niego tragicznie. Ta postać będzie się jeszcze pojawiać kilkukrotnie... Jeszcze kilkanaście lat temu w twierdzy stacjonowało wojsko, teraz można ją zwiedzać.

Pan sprzedający bilety wcale nieźle mówi po polsku. W środku nie ma niczego poza korytarzami...
Obrazek

Widoczki z murów jednak całkiem ładne.
Obrazek

Po wizycie u Ali Paszy nie robimy już żadnych postojów, bo popołudnie zaawansowane, a tu trochę trzeba jeszcze przejechać... Już pod wieczór przeciskamy się przez największy albański kurort - Sarandę (masakra! pobudowali setki hoteli, ale o parkingach już zapomnieli)...
Obrazek

...aby w końcu dotrzeć do Ksamil, kilkanaście kilometrów na południe za Sarandą. Znajduje się tam kemping, bardzo popularny, bo miejsca do rozbicia namiotu zaproponowano nam dwa - albo na kamieniach pomiędzy drącymi mordę Włochami, albo na... betonowej podłodze piętra niedokończonego domu :D Ta druga opcja była lepsza - mimo wszystko wygodniej, z dala od Italiańców, zacienione...
Obrazek

Na górze z kolei sami ludzie z Polski, w tym grupa z Wrocławia, którą spotkalismy też na poprzednim kempingu z cwaniaczkiem-korwinowcem przyklejonym do tableta. Nie dość, że codziennie musiałem słuchać najnowszych politycznych wiadomości z RP, to jeszcze na dodatek wrzucał różne odkrywcze uwagi typu "w Kirgistanie ludzie jeżdżą bez ubezpieczenia i żyją" - na moją opowieść, że w Kosowie nie szło go kupić na granicy. Ciekawe czy mądrala po Polsce też jeździ bez OC (niektórzy tak robią i żyją), a do Albanii przyjechał bez ZK? Potem wszystkich setnie rozbawił, mówiąc, że na opłaty drogowe przez Serbię i Macedonię wydaje 60 euro w jedną stronę :D A potem strzelił focha na nasz śmiech :D

Kemping kempingiem ale rwie człowieka do zwiedzania - w następny dzień jedziemy kilka kilometrów jeszcze dalej na południe. Z niewielkiej góry widać kanał Vivari łączący słone jezioro Butrint z Morzem Jońskim (Adriatyk skończył się gdzieś w okolicach Wlory).
Obrazek

Przy ujściu kanału stoją ruiny kolejnej twierdzy Ali Paszy. Mozna się do nich dostać tylko łodzią.

Obrazek

Butrint to nie tylko jezioro, ale przede wszystkim kompleks archeologiczny wpisany na listę UNESCO. Pierwsza osada powstała tutaj gdzieś w XII w p.n.e., potem Grecy założyli miasto (według legendy uciekinierzy z Troi), rozbudowali je Rzymianie. Następnie, jak to bywało zwykle, nastapił upadek (m.in. z powodu trzęsienia ziemi), i jeszcze na krótki czas w średniowieczu siedzieli tu Wenecjanie. Historię osadnictwa dobrze pokazuje szereg map.
Obrazek

To popularne miejsce, pełno tu zorganizowanych wycieczek zwiedzających rozległy teren w pół godziny (dominują polskojęzyczni). Kto lubi na spokojnie, to może chodzić kilka godzin.

Najsłynniejszym obiektem są ruiny teatru z III p.n.e., częściowo zalane wodą.
Obrazek

Tutaj było centrum starożytnego miasta, była agora, stały świątynie...
Obrazek

Na wzgórzu nad nią stoi wenecka wieża - dziś muzeum. Widać z niej doskonale kanał i i zamek go strzegący.
Obrazek

Z boku wije się droga do Ksamil, a w tle wielka plama greckiego Korfu, którego od Albanii dzielą ledwie 3 kilometry (a przeprawy promowe są cholernie drogie!)
Obrazek

Miasto w późnych czasach rzymskich otoczono murami, z których sporo zachowało się do dzisiaj. Ciekawostką jest tzw. Brama Lwia - płaskorzeźba, umieszczona tutaj w V wieku n.e. za nic jednak nie przypomina tego zwierzęcia.
Obrazek

A parę metrów dalej wody jeziora Butrint...
Obrazek

Z okresu wczesnochrześcijańskiego pochodzi Wielka Bazylika...
Obrazek

...oraz baptysterium, w którym znaleziono piękną mozaikę - dziś jest albo przysypana, albo przeniesiono ją do jakiegoś muzeum.
Obrazek

Po zwiedzaniu ruin przeprawiamy się przez kanał sympatycznym promem (w euro przeprawa wychodzi taniej niż w lekach!).
Obrazek

Idę zobaczyć twierdzę widzianą wcześniej z góry...
Obrazek

Niektórzy piszą, że wybudowali ją Bizantyjczycy, inni, że Wenecjanie, a jeszcze inni, że dopiero Ali Pasza. Podejrzewam, że wszyscy mają częściowo rację i każdy z nich coś dołożył albo rozbudował. Łażę dookoła murów szukając wejścia i już chciałem zrezygnować, gdy dobiegły mnie jakieś śmiechy i wrzaski z wieży... Skoro gównażeria się tam dostała to ja też - i dopiero wtedy zauważyłem, że jest wąska szczelina między murem a kratą ;)

W środku jedynie mury i okrągła konstrukcja - podejrzewam, że mogła to być prochownia, choć gdzieś czytałem o łaźniach (wygląd zdaje się to wykluczać).
Obrazek

Droga prowadzi dalej do granicy greckiej (bez oznaczeń) - jest bardzo... albańska :D
Obrazek
Obrazek

Do Grecji pojedziemy później, teraz zawracamy i po niecałej godzince dojeżdżamy do zapory na rzece Bistrici.
Obrazek
Obrazek

Chcieliśmy obejrzeć Błękitne Oko (Syri i kaltër) - niezwykłych kolorów krasowe źródło, bardzo wydajne...
Obrazek

...i bardzo zimne, bo ze stałą temperaturą 10 stopni, co jednak nie zniechęca niektórych do kąpieli.
Obrazek
Obrazek

Sama Bistrica, dopływająca do jeziora Butrint, również ma tutaj piękne barwy.
Obrazek

Miejsce jest, niestety, bardzo popularne - parking zawalony (nie radzę się mijać na drodze z autobusem), piski jak na Krupówkach, w pobliskiej knajpie kelnerzy robią łaskę... ale mimo to warto przyjechać zobaczyć to cudo ;)

Kolejnego dnia uderzamy do greckiej części Epiru, co opiszę w osobnym tomie, ale po drodze, jeszcze w Albanii, są ładne widoczki na jezioro Liqeni i Bufit.
Obrazek

Oddzielone jest od jeziora Butrint ledwie kilometrem lądu, dobrze widać też ruiny Butrint oraz oczywiście Korfu.
Obrazek

Na koniec kilka słów o samym Ksamil - cóż, nie jest to cicha i spokojna miejscowość (może poza obrzeżami, na których byliśmy), ale da się przeżyć. Okoliczny krajobraz zdominowany jest przez wysadzone samowole budowlane...
Obrazek

...i niedokończone domy - tutaj zawsze zostawia się na piętrze/dachu rury i pręty, a czasem i ściany "na wszelki wypadek na przyszłość".
Obrazek

Złe duchy mają odstraszać różne fanty przyczepione do domów.
Obrazek
Obrazek

W pobliżu kempingu jest plaża - dobra na rano i wieczór, bo w ciągu dnia wygląda tak...
Obrazek

Ładny deptak nadmorski prowadzi do głównych plaż Ksamil.
Obrazek

Tam widoczki piękne - kilkanaście mniejszych i większych wysepek przypominających Bahamy albo inne rajskie regiony.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

No, ale te pustki na plażach... nie wytrzymałbym w tej ciszy!
Obrazek

Myślę, że z każdym rokiem będzie tutaj coraz więcej ludzi, coraz ciaśniej i coraz mniej sympatycznie. Póki co, można było jeszcze połazić po miejscowości w miarę po ludzku...
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Czasem tylko trzeba było uważać na słupy ;)
Obrazek

Zachód słońca to znak, że trzeba znowu udać się w głąb lądu...
Obrazek

https://picasaweb.google.com/1103445063 ... kaRiwiera#

: 14-09-2014 14:10
autor: Dolnoślązak
... bo W124 to po prostu bardzo dobre auto, czego nie da się powiedzieć o kolejnych generacjach tej marki po 95 roku wzwyż :wink:

: 15-09-2014 10:50
autor: Pudelek
a gdzie tu masz W124? 8)

: 29-09-2014 10:20
autor: Pudelek
po przerwie wracam do tematu ;)

nasza baza wypadowa (czyli Ksamil) jest tak blisko Grecji, że żal by było choć na chwilę do Kraju Roszczeniowych Bankrutów nie zajrzeć ;)

Obrazek

Już na granicy dostajemy lekcję greckiej pracowitości - na dużym przejściu, gdzie jest kilka stanowisk, działa jedno, w dodatku w dwie strony naraz. Korek, burdel, kieruje wszystkim wrzeszczący policjant - panowie pogranicznicy siedzą w budce, bo przecież nie będą podchodzić do aut. Musisz sam do nich łaskawie podejść, aby mogli zerknąć na paszport. To wszystko wykorzystują różne cwaniaczki, znający tutejsze warunki i w efekcie omijający nieświadomych kierowców...

No, ale wjechaliśmy - to nasz grecki debiut. Grecki Epir, podobnie jak jego północna, albańska część, był w przeszłości miejscem wzajemnych roszczeń terytorialnych. I Albania i Grecja chciały u siebie całość tego terenu, używając bardzo podobnych argumentów historycznych i narodowościowych.

Pierwszy krótki postój w miasteczku Igumenitsa (Ηγουμενίτσα) - znane jest głównie jako miejsce, skąd odpływają promy na Korfu. Architektonicznie nie różni się za bardzo od Albanii...

Obrazek

Następnie wjeżdżamy na autostradę Egnatia Odos, pięknie położoną w górach. System opłat podobny jak w Serbii i Macedonii - bramka (jedna) i stała opłata niezależnie od przejechanych kilometrów.
Obrazek

Po kilkudziesięciu kilometrach zjeżdżamy z autobany do najbardziej mnie interesującego punktu programu - rezerwatu archeologicznego w Dodonie (Δωδώνη).
Obrazek

Obok wita nas swastyka na fladze EU.
Obrazek

To naprawdę zabawne w przypadku kraju, gdzie neofaszyści są w parlamencie. W kraju, który przed wejściem do Unii był biedny jak mysz kościelna, potem fałszując statystyki wycyckał europejskich podatników do cna, a teraz się burzy, że musi zaciskać pasa...

No, ale wracając do przeszłości - w Dodonie znajdowała się wyrocznia, najstarsza w Grecji. Jej początki mogą sięgać 1000 p.n.e, choć najstarsze inskrypcje są z VI wieku p.n.e.. Czczono tutaj Zeusa i Dionę, a w świętym gaju dębowym kapłani wieszczyli na podstawie szumu świętego drzewa, ćwierkania ptaków itp..

Niestety, teraz to jeden wielki remont :(
Obrazek

Święte drzewo ścięto w 393 roku na rozkaz cesarza Teodozjusza, walczącego z pogaństwem. Dziś w jego miejscu rośnie nowe, wśród ruin dawnego sanktuarium. Czy też można z niego wieszczyć?
Obrazek

Największą atrakcją jest jednak grecki teatr z 300 roku p.n.e, przebudowany później przez Rzymian na m.in. walki gladiatorów.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Mieszczący niegdyś 17 tysięcy widzów obiekt też jest częściowo rozkopany...

Zawiedzeni stanem ruin udajemy się do stolicy regionu, Joaniny (Ιωάννινα). Miasto jest pięknie położone - wśród gór, nad jeziorem Pamvotida.
Obrazek
Obrazek

Na jeziorze znajduje się wyspa o tej samej nazwie co miasto - związana jest z przywoływanym już kilkukrotnie Ali Paszą z Tepeleny. To właśnie tutaj Ali umieścił stolicę swojego władztwa, teoretycznie lennego wobec Stambułu, a faktycznie niezależnego (samodzielnie utrzymywał stosunki dyplomatyczne np. z Napoleonem). W końcu sułtan się wkurzył i nakazał Alego zabić. Kule dopadły go w klasztorze na widocznej wyspie, gdzie dzisiaj można dotrzeć statkami turystycznymi.
Obrazek

W lądowej części miasta większy teren starówki zajmuje twierdza, rozbudowana przez Alego Paszę.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W środku stoją dziś normalne domy, są dwa meczety (zamknięte) oraz synagoga. Poza murami spacerując w upale spotykamy inny, mniejszy meczet.
Obrazek

Też jest zamknięty, a w dodatku obok "piknikuje" sobie cygańska młodzież, więc idziemy dalej. Okolica, z dwoma niedostępnymi cerkwiami, także świeżością nie grzeszy.
Obrazek
Obrazek

Pora coś zjeść, ale ceny przy jeziorze dawały w łeb (np. 10 euro za sałatkę grecką). Na szczęście w bocznych uliczkach jest sporo małych barów dla miejscowych, gdzie za cenę niższą najedzą się dwie osoby :)
Obrazek
Obrazek

Co ciekawe - w każdym miejscu gdzie byliśmy wciskano nam paragon. Ba, obecnie w Grecji za niewzięcie paragonu grożą kary (paranoja totalna, zmusza się mnie, żebym nosił niepotrzebne śmieci)! Ale widać to działa, bo kiedyś można było przez całe wakacje nie dostać tego dokumentu, a kasa z podatków lądowała w szarej strefie.

Jest już po 16-tej miejscowego czasu, więc ostatnie spojrzenie na mury twierdzy...
Obrazek

...i w drodze na północ skręcam jeszcze w góry Zagori :)
Obrazek

Położona na wysokości 1000 metrów wioska Monodentri (Μονοδένδρι) słynie z kamiennych, szarych budynków, jest też popularna wśród turystów.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ja idę jednak dalej niemal samotnie - zobaczyć wąwóz Wikos. Widoki zapierają dech w piersiach!
Obrazek

Wąwóz jest jednym do kandydatów najgłębszego na świecie, do tego momentami bardzo wąski - wysokie na 1600 metrów ściany są oddalone czasem o kilkaset metrów.
Obrazek

Jednym z lepszych punktów widokowych jest taras przy monastyrze św. Paraskewy z XV wieku (wnętrz nie zdążyłem obejrzeć, bo na mój widok babka zamknęła szybko drzwi :D). Pozostaje delektować się przyrodą.
Obrazek

Wąwozem prowadzą szlaki turystyczne i wędruje się nim raczej samotnie (ze wszystkimi konsekwencjami w razie jakiegoś wypadku). Na to potrzeba jednak więcej czasu...

Powrót do głównej drogi z kolejnymi widoczkami górskimi.
Obrazek
Obrazek

Kręta szosa prowadzi do głównego przejścia granicznego z Albanią.
Obrazek

Tym razem odprawa przebiegła w miarę sprawnie i krótka wizyta w Grecji stała się historią. Jednak na pierwszych albańskich kilometrach nie brak greckich akcentów - m.in. dwujęzyczne drogowskazy.
Obrazek

Jak już wspominałem, w Epirze albańskim żyją Grecy, a w greckim Albańczycy. Różnica jest taka, że w Albanii, po latach komunizmu Grecy mają status chronionej mniejszości, natomiast w Grecji władze twierdzą, że żadnych Albańczyków etnicznych tam nie ma (poza imigrantami), są co najwyżej zalbanizowani Grecy :D No cóż, Ateny od dawna forsują swoją wizję czystej etnicznie Hellady, nie tylko wobec Albańczyków, ale też innych sąsiadów...

Końcówka drogi do Ksamil już w ciemnościach - dobrze, że tam asfalt jest nowy, ale nie polecam nikomu jazdy w Albanii po zmroku. Przy okazji zatrzymałem się też u przydrożnych sprzedawców - chciałem kupić wodę, ale że nie mieli, to nabyłem litr raki :D

Galeria z greckiego Epiru:
https://picasaweb.google.com/1103445063 ... kimEpirze#

: 03-10-2014 20:47
autor: Pudelek
po definitywnym pożegnaniu Morza Jońskiego i, poza jednym spojrzeniem, Adriatyku, bierzemy na cel dwa wspaniałe albańskie miasta wpisane na listę UNESCO. Najpierw trzeba jednak znowu przejechać przez góry...
Obrazek

W szerokiej dolinie rzeki Drino znajduje się miasto Gjirokastra (Gjirokastёr, Αργυρόκαστρο), miasto słynące z szarych domów, pokrytych dachami tego koloru. Zwane jest "Srebrnym Miastem" i to już od średniowiecza.
Obrazek
Obrazek

To również miasto rodzinne Envera Hodży - dzisiaj jego dom jest Muzeum Etnograficznym.
Obrazek

Hodża jawi się dzisiaj jako szalony dyktator, pomysłodawca odcięcia Albanii od świata, bezsensownych inwestycji typu tysiące bunkrów, twórca pierwszego (i chyba jak na razie jedynego) kraju ateistycznego na świecie. Ale nic nie jest czarno-białe.

Fakt, wymordował część kleru, resztę prześladował, zburzył większość świątyń. Ale dzisiaj społeczeństwo albańskie jest świeckie, nie ma problemu islamskiego fundamentalizmu, a kobietę w chuście łatwiej spotkać w Berlinie czy Wiedniu niż w Tiranie. Żadna hierarchia kościelna nie nakazuje albańskiemu rządowi co ma uchwalać i jak ma żyć ogół obywateli - pod tym względem Albańczycy są wolni.

W czasie jego rządów zlikwidowano analfabetyzm, który na wsiach wynosił w 1939 roku ponad 90%. Założył pierwszy w kraju uniwersytet. Zelektryfikowano cały kraj (jako pierwszy na globie), nawet w małych mieścinach pojawiły się ośrodki zdrowia i lekarze, było ich w przeliczeniu więcej niż w zachodniej Europie.
Pokonano malarię, odwieczny problem tych rejonów.

Społeczeństwo, które przedtem dzieliło się na klany, zaczęto wychowywać w duchu jednego narodu. Wymuszono zaprzestanie stosowania krwawej zemsty (Gjakmarrja), która potrafiła pochłonąć kilkanaście procent mężczyzn pokolenia. Kobiety, które według średniowiecznego i obowiązującego do XX wieku kodeksu, były workiem, przebywającym w domu mężczyzny włączyły się do życia publicznego i społecznego.

Tak więc prócz zamordyzmu rządy Hodży przyniosły Albanii awans społeczny i gospodarczy, jakiego nie miała nigdy w swojej historii. Pytanie, jak Albania by się rozwinęła, gdyby rządził nią inny watażka albo miała demokratyczne rządy?

Symboliczna scena - pod dom Hodży podjeżdża kawalkada taksówek - same Mercedesy koloru szarego ;)
Obrazek

Nad miastem góruje oczywiście twierdza - powstała w średniowieczu, a przebudował ją tradycyjnie Ali Pasza z Tepeleny. W okresie króla Zoga i komunizmu była więzieniem politycznym, dzisiaj zaprasza turystów swoimi ciemnymi i wilgotnymi korytarzami.
Obrazek

Idę tam sam, bo Teresa dzień wcześniej zrobiła sobie kuku w morzu - groziła nawet wizyta w szpitalu, skończyło się na ketanolu, dużej ilości alkoholu dla mnie i porannym budzeniem aptekarki.

W twierdzy jest wystawa broni, głównie włoskich dział z okresu II wojny światowej.
Obrazek

W sumie nic specjalnego, najciekawszy jest włoski czołg lekki L6/40 - zapewne nie zdążył uciec, gdy do miasta wkroczyli partyzanci.
Obrazek

Z murów pięknie widać miasto - m.in. jedyny meczet, pozostałe 12 zostało zburzonych.
Obrazek
Obrazek

Na trawniku stoją resztki "samolotu szpiegowskiego" - imperialiści mieli szpiegować Albańczyków i zostali przez nich zmuszeni do lądowania. Co za sukces!
Obrazek

W rzeczywistości to samolot szkolno-treningowy Lockheed T-33 Shooting Star, który w 1957 lądował w Albanii z powodu usterki. Pilot szybko wrócił do domu, lecz samolot stał się symbolem potęgi reżimu. Dzisiaj z roku na rok coraz bardziej niszczeje.
Obrazek

Kawałek dalej duży plac z estradą oraz turecka wieża widokowa.
Obrazek

No i oczywiście widoki na okolicę :)
Obrazek
Obrazek

Pod twierdzą ciągną się bunkry z czasów zimnowojennych, ale wejście jest przegrodzone kratą.
Obrazek

W mieście ma siedzibę grecki konsulat - mieszka tutaj grecka mniejszość, a Grecy kilkukrotnie postulowali przyłączenie miasta do siebie. W czasie II wojny światowej, odpierając atak włoski z terenów Albanii, zajęli miasto, ale zostali później przepędzeni przez połączone siły niemiecko-włoskie.
Obrazek

Jedziemy dalej wzdłuż doliny Wjosy - przy Tepelenie można podziwiać szeroki brzeg rzeki.
Obrazek

Brzegi łączy most wybudowany przez Alego Paszę, dzisiaj kładka dla pieszych. Nad nim wznosi się twierdza Paszy.
Obrazek

Powoli zmienia się krajobraz, coraz więcej zieleni...
Obrazek

Ponieważ padła mi żarówka z przodu wozu, zajeżdżam do przypadkowego warsztatu - oczywiście specjalizują się w w mercedesach, ale i do forda zajrzą. Zajmuje im to trochę czasu - w międzyczasie panowie proponują piwo, wodę albo żeby z nimi zagrać w domino ;)

Obrazek

Gadamy trochę łamanym angielskim - pytają się jaka pogoda w Polsce. Odpowiadam, że ponoć leje, na co wszyscy wybuchamy głośnym śmiechem :D
Obrazek

Żarówka wymieniona, nikt nie chce nawet leka, więc można jechać do drugiego sławnego miasta...