Okolice Szczecina w szeroko rozumianym znaczeniu- 90 km.
Jak wspomniałem wcześniej, odcinek Chojna - Szczecin zbojkotowałem z racji bardzo ruchliwych dróg, i siłę mięśni zamieniłem na siłę transgalaktycznego ponadczasowego wehikułu znanego pod nazwą EN57.
(fotka z Wikipedii)
Następnego dnia, przenocowawszy w PTSM, dokonałem honorowego przejazdu przez centrum Szczecina.
Szkoła podstawowa nr 1.
Czym prędzej opuściłem miasto, i udałem się na polsko- niemieckie pogranicze na południowym brzegu Zalewu Szczecińskiego.
Mierzyn.
Skarbimierzyce. Właściciele firmy, która zajmuje poniemiecki fabryczny budynek, też chyba mają sentyment do dawnych obiektów przemysłowych, bo nie tylko, że ładnie odrestaurowali stare ceglane ściany, ale nawet postawili sztuczny komin
Buk
Stolec. Pałacyk. Z tego co się dowiedziałem, to pałacyk jest obecnie niewykorzystywany, w gestii starostwa powiatowego, zamieszkany przez jedną rodzinę na zasadzie mieszkania komunalnego.
Obok pałacyku stary kościółek.
I równie stara stacja transformatorowa
Odcinek Stolec- Trzebież. 20 kilometrów długiej, prostej, aż do znudzenia, niekończącej się drogi przez las.
Tajne łamane przez poufne
Trzebież Szczeciński. Była, bo już nieczynna, stacja kolejowa.
Trzebież. Port jachtowy u ujścia Odry do Zalewu Szczecińskiego. Zdjęcie ma wymowny charakter, gdyż w zasadzie tutaj kończy się moja wyprawa. Pomyśleć, że 11 dni wcześniej wyjechałem ze Zgorzelca. Pozostał powrót do Szczecina i 12 dzień "post postscriptum".
Police- Jasienica.
Tego dnia pokonałem 90 km.
Ostatni, 12 dzień, pod nazwą "post postscriptum- zostaję jeszcze jeden dzień, bo ładna pogoda" powróciłem pociągiem do Chojnej, gdzie zrobiłem pętlę 60 km.
Ognica. Obiekt promowany w lokalnych informatorach jako zabytkowy spichlerz.
Kłodowo.
Żelechowo.
Rurka. Kaplica templariuszy z pierwszej połowy XIII wieku.
W Rurce przenocowałem na agroturystyce, w nocy miałem przyjemność słuchania rykowiska jeleni (dość wcześnie w tym roku).
I to był koniec tej pięknej wycieczki. Łącznie przejechałem 790 km. Misja wyprawy została spełniona. Następnego dnia zwinąłem się pociągiem do domu, a żeby jeszcze raz powspominać smaki i uroki całej wyprawy, wybrałem połączenia jak najbliżej trasy wycieczki, z milionem przesiadek i pociągów.
W pociągach było wesoło, bo okazało się, że kierownicy pociągów to też turyści rowerowi, więc było o czym gadać, doszło do tego, że na stacjach przesiadkowych kolejne zmiany przekazywały sobie informację, że "jedzie w pociągu facet z rowerem, który przejechał od Zgorzelca do Szczecina" i przychodziły sobie porozmawiać
Mapka trasy: będzie, dzisiaj już mi się nie chce jej edytować