Okolice Jordanowa, Rabki Zdrój oraz Gorce (GSB)
: 08-10-2014 11:13
Kontynuując naszą wędrówkę...
Kolejny dzień przywitał mnie lekkim bólem głowy i mroczkami przed oczami. Był to niewątpliwie znak, że czegoś mi trzeba - oczywiście rzecz tą znalazłem w pobliskim sklepie. W międzyczasie dojeżdżają do Jordanowa Kelis oraz Michaił, naszych dwóch kumpli z Poznania. Przed nami monotonny kawałek szlaku "Zakopianką" - co ciekawe, gdy już z niej schodzimy okazuje się, że wytyczono nowy kawałek szlaku, który częściowo omija tą ruchliwą drogę. Mądry Polak po szkodzie.
A w międzyczasie zaczyna padać. Zawsze tak jest, kiedy wyjeżdżają z nami w góry Michaił i Kelis. Śmiejemy się.
Do Rabki Zdrój szlak prowadzi malowniczymi łąkami, trochę chaszczami i z tego co mówi nam przewodnik, znajdujemy się w "kawałeczku" Beskidu Wyspowego, a wcześniej przechodząc do Jordanowa byliśmy w takim "kawałeczku" Beskidu Makowskiego. Hell yeah!
W Rabce robimy dłuższy popas, znajdujemy knajpkę z naprawdę tanimi daniami obiadowymi, delektujemy się, nie to złe słowo, pijemy Tyskie i gdy już napełniliśmy nasze złaknione kałóndy, uderzamy w Gorce. Cel - Bacówka PTTK "Na Maciejowej" P.S zapomniałem - Kelis i Michaił chodzą jeszcze po bazarach i szukają klapek, w sensie takich na nogi.
Do bacówki dochodzimy gdy już zmierzcha. Wewnątrz bardzo ładnie i przyjemnie, do tego szeroki wybór piwek (m.in. Lwowskie, Staropramen, Bażant), miła obsługa.
Drugi dzień niestety zapowiada się fatalnie. Nisko wiszące chmury, mgła, kapuśniaczek. No tak, przecież przyjechał Kelis i Michaił.
W Starych Wierchach zatrzymujemy się na jedno szybkie, a na Turbaczu na obiad. Nie widać po nas jakoś szczególnej radości ze zdobycia najwyższego szczytu Gorców. Jest jeszcze dość wczesna godzina i po namyśle ruszamy dalej. Po drodze udaje nam się wypatrzeć Głuszca. Skubany chodził bardzo blisko nas, wcale się nie bał. Wiedział że jest pod ochroną i nic mu nie zrobimy? Mmm... ciekawe czy smakuje jak kurczak...? Komu ciepły rosołek?
Na wieczór dochodzimy do stacji turystycznej Studzionki. Otwiera nam dosyć młoda, urodziwa dziewczyna, właścicielka jak się okazało. Widząc nasze smutny miny - gdy odpowiada nam, że nie prowadzą bufetu, szybko się poprawia i mówi, że "coś się na pewno znajdzie". Trzy piwa i flaszka Soplicy orzechowej. No proszę! Lepsze to niż nic
A sama stacja ponoć była kiedyś schroniskiem, dziś bardzo fajne warunki i tanio. Bez pościeli rzecz jasna, płaciliśmy 20 albo 25 zł za nocleg.
A kolejny dzień niestety znowuż pochmurny i deszczowy. W takie dni człowiek zastanawia się, po co wchodzi na tą górę, skoro będzie z niej zaraz schodził?...
Z głową wysoko w chmurach dochodzimy na Lubań, gdzie rozbijamy się na terenie bazy namiotowej SKPG Kraków.
Oprócz nas nocował tu jeszcze pewien mężczyzna , który dosiadłszy się do ogniska (stwierdziłem że muszę je rozpalić i usmażyć w końcu kiełbasę - na wieczór przestało padać), okazał się być eksploratorem i miłośnikiem gór w Rumunii. Dlatego też przez cały wieczór opowiadał nam o nich, a my z zaciekawieniem słuchaliśmy zastanawiając się po cichu, czy aby nie mamy do czynienia z Vladem Palownikiem...
Przy ognisku siedzieliśmy do późna. W nocy zerwał się wiatr i wyszedł księżyc. Na drugi dzień miało świecić słońce.
I świeciło. Przyjemnie grzało, gdy my idąc dalej czerwonym szlakiem zbliżaliśmy się do Krościenka nad Dunajcem.
A gdy już byliśmy przy samej miejscowości z widokiem na góry, jakie wyrosły nam przed oczami, Agacior rzekła:
-A może by tak w Pieniny odbić?
I poszliśmy w Pieniny.
Zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/zplecakiem ... KBESKIDZKI
CDN
Kolejny dzień przywitał mnie lekkim bólem głowy i mroczkami przed oczami. Był to niewątpliwie znak, że czegoś mi trzeba - oczywiście rzecz tą znalazłem w pobliskim sklepie. W międzyczasie dojeżdżają do Jordanowa Kelis oraz Michaił, naszych dwóch kumpli z Poznania. Przed nami monotonny kawałek szlaku "Zakopianką" - co ciekawe, gdy już z niej schodzimy okazuje się, że wytyczono nowy kawałek szlaku, który częściowo omija tą ruchliwą drogę. Mądry Polak po szkodzie.
A w międzyczasie zaczyna padać. Zawsze tak jest, kiedy wyjeżdżają z nami w góry Michaił i Kelis. Śmiejemy się.
Do Rabki Zdrój szlak prowadzi malowniczymi łąkami, trochę chaszczami i z tego co mówi nam przewodnik, znajdujemy się w "kawałeczku" Beskidu Wyspowego, a wcześniej przechodząc do Jordanowa byliśmy w takim "kawałeczku" Beskidu Makowskiego. Hell yeah!
W Rabce robimy dłuższy popas, znajdujemy knajpkę z naprawdę tanimi daniami obiadowymi, delektujemy się, nie to złe słowo, pijemy Tyskie i gdy już napełniliśmy nasze złaknione kałóndy, uderzamy w Gorce. Cel - Bacówka PTTK "Na Maciejowej" P.S zapomniałem - Kelis i Michaił chodzą jeszcze po bazarach i szukają klapek, w sensie takich na nogi.
Do bacówki dochodzimy gdy już zmierzcha. Wewnątrz bardzo ładnie i przyjemnie, do tego szeroki wybór piwek (m.in. Lwowskie, Staropramen, Bażant), miła obsługa.
Drugi dzień niestety zapowiada się fatalnie. Nisko wiszące chmury, mgła, kapuśniaczek. No tak, przecież przyjechał Kelis i Michaił.
W Starych Wierchach zatrzymujemy się na jedno szybkie, a na Turbaczu na obiad. Nie widać po nas jakoś szczególnej radości ze zdobycia najwyższego szczytu Gorców. Jest jeszcze dość wczesna godzina i po namyśle ruszamy dalej. Po drodze udaje nam się wypatrzeć Głuszca. Skubany chodził bardzo blisko nas, wcale się nie bał. Wiedział że jest pod ochroną i nic mu nie zrobimy? Mmm... ciekawe czy smakuje jak kurczak...? Komu ciepły rosołek?
Na wieczór dochodzimy do stacji turystycznej Studzionki. Otwiera nam dosyć młoda, urodziwa dziewczyna, właścicielka jak się okazało. Widząc nasze smutny miny - gdy odpowiada nam, że nie prowadzą bufetu, szybko się poprawia i mówi, że "coś się na pewno znajdzie". Trzy piwa i flaszka Soplicy orzechowej. No proszę! Lepsze to niż nic
A sama stacja ponoć była kiedyś schroniskiem, dziś bardzo fajne warunki i tanio. Bez pościeli rzecz jasna, płaciliśmy 20 albo 25 zł za nocleg.
A kolejny dzień niestety znowuż pochmurny i deszczowy. W takie dni człowiek zastanawia się, po co wchodzi na tą górę, skoro będzie z niej zaraz schodził?...
Z głową wysoko w chmurach dochodzimy na Lubań, gdzie rozbijamy się na terenie bazy namiotowej SKPG Kraków.
Oprócz nas nocował tu jeszcze pewien mężczyzna , który dosiadłszy się do ogniska (stwierdziłem że muszę je rozpalić i usmażyć w końcu kiełbasę - na wieczór przestało padać), okazał się być eksploratorem i miłośnikiem gór w Rumunii. Dlatego też przez cały wieczór opowiadał nam o nich, a my z zaciekawieniem słuchaliśmy zastanawiając się po cichu, czy aby nie mamy do czynienia z Vladem Palownikiem...
Przy ognisku siedzieliśmy do późna. W nocy zerwał się wiatr i wyszedł księżyc. Na drugi dzień miało świecić słońce.
I świeciło. Przyjemnie grzało, gdy my idąc dalej czerwonym szlakiem zbliżaliśmy się do Krościenka nad Dunajcem.
A gdy już byliśmy przy samej miejscowości z widokiem na góry, jakie wyrosły nam przed oczami, Agacior rzekła:
-A może by tak w Pieniny odbić?
I poszliśmy w Pieniny.
Zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/zplecakiem ... KBESKIDZKI
CDN