Pieniny Właściw(i)e tak na szybko
: 09-10-2014 18:00
Pomysł Agaciora jak najbardziej przypadł nam do gustu, ponieważ nikt z nas wcześniej ie był jeszcze w tych górach i dlatego też, po przerwie na obiad w Krościenku, ruszamy w Pieniński Park Narodowy. Cel - Trzy Korony, nocleg w schronisku o tej samej nazwie.
Jak na raubrittera przystało, postanawiamy przejść przez ruiny zamku Pieniny. W przerwie na rozdrożu zajadamy się pysznymi oscypkami, które wraz z kompotem i maślanką sprzedaje starsza pani.
Po drodze miga mi jakaś znajoma twarz... zastanawiam się, odwracam i wołam: "Młody!" Pamięć mnie nie zawiodła, choć młodego tak. Poznaliśmy się na zlocie sudeckim w Stodole
(czyżby wypił wówczas więcej ode mnie i Agaciora?). Okazało się, że wraz z kolegą, którego teraz nie pomne ksywki, a którego kojarzę z relacji m.in. Pudla i z forum Beskidzkiego, uderzają na zlot forum himalajskiego (czy jakoś tak, brzmiało dość wysoko i ambitnie). Swoją drogą Młody miał Cię pozdrowić Pudel, zrobił tak, czy zapomniał?
Przed Trzema koronami zostawiamy plecaki u pani przy budce, gdzie trzeba uiścić opłatę, wchodzimy na szczyt, pstrykamy pamiątkowe fotki. Niestety Tatry chyba mają focha, gdyż cały czas nie możemy ich dojrzeć w pełnej krasie.
Pod wieczór dochodzimy do schroniska, uderza nas jego... wysokość. A pokój mamy na trzecim piętrze (bufet z piwem na parterze...).
Samo schronisko może byłoby fajne, ale denerwuje mnie w nim mnogość gości z wypchanymi portfelami, oraz luksusowe samochody pod samym schroniskiem. Słyszymy jak jakieś dzieciaki droczą się między sobą wołając, że ich tatuś był na prawdziwym safari w Afryce i widział lwy, a tatuś drugiej ma jacht i nurkuje w oceanach. No tak, a my tacy brudni i chodzący tylko po górach...
A niewątpliwe plusy schroniska? Oczywiście słowackie piwka oraz przepyszny gulasz. Agacior była nim tak zachwycona, że chciała go nawet zamówić na śniadanie na drugi dzień...
Okazało się jednak, że na drugi dzień Agacior jest nie do życia. Ja też zresztą coś źle się czułem. Dlatego też musieliśmy zmienić plany. Kelis i Michaił postanowili odbić na Sokolice (złaknieni widoków, pełni sił), a my z Agaciorem prosto do Krościenka, gdzie też będąc wcześniej wynajęliśmy pokoje i zregenerowaliśmy siły. A na wieczór wyjście na "miasto" i wspólne kibicowanie polskim siatkarzom
Następnego dnia Kelis i Michaił jadą już do domu, a my wchodzimy w Beskid Sądecki... W Pieniny na pewno jeszcze kiedyś wrócimy aby spenetrować je całe po dwóch stronach granicy. Bardzo nam się spodobały.
P.S Ci panowie na ostatnim zdjęciu, to nie Kelis i Michaił
Zdjęcia https://picasaweb.google.com/zplecakiem ... kNaSzybko#
CDN
Jak na raubrittera przystało, postanawiamy przejść przez ruiny zamku Pieniny. W przerwie na rozdrożu zajadamy się pysznymi oscypkami, które wraz z kompotem i maślanką sprzedaje starsza pani.
Po drodze miga mi jakaś znajoma twarz... zastanawiam się, odwracam i wołam: "Młody!" Pamięć mnie nie zawiodła, choć młodego tak. Poznaliśmy się na zlocie sudeckim w Stodole
Przed Trzema koronami zostawiamy plecaki u pani przy budce, gdzie trzeba uiścić opłatę, wchodzimy na szczyt, pstrykamy pamiątkowe fotki. Niestety Tatry chyba mają focha, gdyż cały czas nie możemy ich dojrzeć w pełnej krasie.
Pod wieczór dochodzimy do schroniska, uderza nas jego... wysokość. A pokój mamy na trzecim piętrze (bufet z piwem na parterze...).
Samo schronisko może byłoby fajne, ale denerwuje mnie w nim mnogość gości z wypchanymi portfelami, oraz luksusowe samochody pod samym schroniskiem. Słyszymy jak jakieś dzieciaki droczą się między sobą wołając, że ich tatuś był na prawdziwym safari w Afryce i widział lwy, a tatuś drugiej ma jacht i nurkuje w oceanach. No tak, a my tacy brudni i chodzący tylko po górach...
A niewątpliwe plusy schroniska? Oczywiście słowackie piwka oraz przepyszny gulasz. Agacior była nim tak zachwycona, że chciała go nawet zamówić na śniadanie na drugi dzień...
Okazało się jednak, że na drugi dzień Agacior jest nie do życia. Ja też zresztą coś źle się czułem. Dlatego też musieliśmy zmienić plany. Kelis i Michaił postanowili odbić na Sokolice (złaknieni widoków, pełni sił), a my z Agaciorem prosto do Krościenka, gdzie też będąc wcześniej wynajęliśmy pokoje i zregenerowaliśmy siły. A na wieczór wyjście na "miasto" i wspólne kibicowanie polskim siatkarzom
Następnego dnia Kelis i Michaił jadą już do domu, a my wchodzimy w Beskid Sądecki... W Pieniny na pewno jeszcze kiedyś wrócimy aby spenetrować je całe po dwóch stronach granicy. Bardzo nam się spodobały.
P.S Ci panowie na ostatnim zdjęciu, to nie Kelis i Michaił
Zdjęcia https://picasaweb.google.com/zplecakiem ... kNaSzybko#
CDN