Cudzego nie znacie, swego nie znacie

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
seb_135
wędrowiec
Posty: 394
Rejestracja: 03-02-2009 21:31
Lokalizacja: Opole

Cudzego nie znacie, swego nie znacie

Postautor: seb_135 » 01-02-2015 18:16

Nie mam zdjęć, bo jestem leniwy i wszystkie robił Eco. Jak dostanę odeń, to wrzucę, na razie chciałem wrzucić do poczytania na szybko o naszej eskapadzie :-)

Cudzego nie znacie, swego nie znacie

Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, zaczyna się od pomysłu znikąd. Dzwonię do Eco: „robisz coś w niedzielę? bo byłem ostatnio samochodem w Ozimku i widziałem jakiś szlak turystyczny, może by się nim przejść?”
Eco odpowiada, że pomysł niezły i będziemy w kontakcie. W sobotni wieczór idę jeszcze na koncert orkiestry i koło 21. spotykamy się w Staromiejskiej. Tam Andrzej, oczywiście, przegrywa w piłkarzyki i po wypiciu dwóch piw (sic!), udajemy się do mnie na spoczynek. Może nie od razu, bo jeszcze słuchamy muzyki oglądamy zdjęcia i nagle orientujemy, że jest 2:30. Daje nam to jakieś dwie i pół godziny snu. Pies bardzo domaga się czułości.

Budzik dzwoniący o 5:10 wydaje się czymś absolutnie nie na miejscu. Abstrakcyjnym wyobrażeniem, które nie powinno mieć miejsca. Bardzo niemrawo zbieramy się z legowisk a czas ucieka. W pewnym momencie Eco stwierdza, że jeśli nie wyjdziemy natychmiast, to nie zdążymy na autobus i w konsekwencji nie zdążymy nigdzie. W ferworze pakuję pierwsze lepsze rzeczy pod ręką, biorę psa pod pachę (tak naprawdę nie biorę go pod pachę) i wybiegamy nie biorąc istotnych elementów wyposażenia oraz zaopatrzenia, co stanie się jeszcze częścią tej opowieści. Na razie jednak bieg.

seb: gdyby nie ten bieg, to w ogóle całe nasze wyjście nie miałoby sensu.

Zaprawdę powiadam, dziesięciominutowy bieg w -5 stopniach pół godziny po obudzeniu się z dwuipółgodzinnego snu, to jest coś, czego nie należy nie doceniać. Ostatecznie udaje się zdążyć, pakujemy się do autobusu, który wiezie nas na szynobus. Pod dworcem mijamy kolejne zamknięte sklepy. To też jest istotnym elementem opowieści. Cały dzień stał pod znakiem stanu zamknięcia różnych miejsc (trochę dziwne zdanie). Gdyż, z racji odbywania się wszystkiego na wariackich papierach i w biegu, wspólnymi siłami udało nam się w charakterze prowiantu zgromadzić bułkę, pół chleba oraz dwa piwa.
Wysiadamy w Ozimku kilka minut po 6. Powoli zaczyna świtać. Po drodze w stronę Jeziora Turawskiego zahaczamy o stację benzynową, gdzie oczywiście nie ma nic sensownego do jedzenia i wchodzimy w tereny Antoniowa. Zamroczeni niewyspaniem nie wpadamy nawet na pomysł kupienia czekolady, batonów, czegokolwiek. Uparliśmy się na ser i rybę, tych nie ma. Mijając kolejne domy wyobrażamy sobie jak przyjemnie musi się w nich spać mieszkańcom i o ile jest to przyjemniejsze od łażenia po mrozie po ciemku. Generalnie mówimy coraz większe bzdury. Obszczekują nas też wszystkie psy na wschód od Małej Panwi. Gdy docieramy do tejże, opuszczamy gościnną drogę wojewódzką nr 463 i wałami udajemy w stronę jeziora. Chcąc iść samym brzegiem dwukrotnie napotykamy podmokłe, zamarznięte grzęzawisko, które zmusza nas do zawracania i nadłożenia drogi, ale wschodzące za plecami słońce wynagradza to krajobrazami.

eco: pomyśleć, że prawie nie pojechałem przez prognozę. miało być pochmurno. chciałem rezygnować myśląc, że tylko byśmy się pochorowali.

Było nie było, w ciągu godziny pokonujemy jakieś 400 metrów trasy, co, zważywszy na fakt, że jesteśmy coraz bardziej głodni, nie napawa optymizmem. Liczymy, że w Dylakach uda się coś zjeść, jednak marzenia te szybko walą się pod ciężarem rzeczywistości. Nie widzimy tam nie tylko nic otwartego, ale nawet nie spotykamy żadnego człowieka. Wiedząc już, że najszybciej zjemy cokolwiek w Turawie, raczymy się suchą bułką, licytując się na potrawy, które chcielibyśmy zjeść. Stanowi to torturę. Wymyślamy też torturę, choć pewnie nie my pierwsi. Zamyka się człowieka w klatce, pozbawia snu i na jego oczach je się jakieś wyszukane potrawy. Każdy pęknie. Wędrujemy zalanymi słońcem ośnieżonymi lasami i coraz bardziej zbliżamy do Rzędowa a później nadturawskiej promenady. Tam to spodziewamy się wreszcie najeść, jednak nic z tego. Tam również wszystko jest zamknięte, nawet bar otwarty „cały rok”. Podupadli na morale, dużo już mniej energicznie powłóczymy nogami w stronę Turawy, gdzie też nie spodziewamy się specjalnie wiele. Jakie więc jest nasze zdziwienie, gdy po pięciu i pół godzinach wędrówki odnajdujemy wspomnianą przez miejscowego knajpę „Turawianka”, w której to pochłaniamy całe jedzenie świata i omalże zasypiamy z tego całego odpoczywania i regeneracji. Koniec końców, spędzamy tam ponad godzinę zbierając siły przed ostatnim marszem do Kotorza Małego na szynobus. Gdy wychodzimy pogodę zastajemy iście wiosenną, co uprzyjemnia ostatni odcinek marszu. Czekając na pociąg karmię psa zakupionym po drodze Wielkim Mięsem. O stanie naszego ducha i ciała niech świadczy fakt, iż w ciągu raptem dziesięciu minut spędzonych w szynobusie prawie udaje się nam zasnąć. Na Opolu Głównym żegnamy się a Andrzej idzie walczyć ze snem w regio, aby nie obudzić się poniewczasie w Głuchołazach.

Wyjście to ma, jak ustalono, stanowić pierwsze z wielu mających na celu poznanie urokliwych i ciekawych miejsc Opolszczyzny.
"following our will and wind we may just go where no one's been"

Awatar użytkownika
Zły Marcin
obieżyświat
Posty: 864
Rejestracja: 19-07-2013 07:10
Lokalizacja: W-w

Postautor: Zły Marcin » 01-02-2015 18:30

Jak "dwa piwa" :?:
wszak odwiedziliście stację benzynową

Awatar użytkownika
seb_135
wędrowiec
Posty: 394
Rejestracja: 03-02-2009 21:31
Lokalizacja: Opole

Postautor: seb_135 » 01-02-2015 18:52

to było później :P z domu wychodziliśmy z zapasami, które są wypisane.
"following our will and wind we may just go where no one's been"

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Re: Cudzego nie znacie, swego nie znacie

Postautor: ecowarrior » 01-02-2015 21:18

Ale numer!
Ja dopiero o 19:30 wstałem a tu proszę - podziwiam determinację i przewalczenie senności 8)
seb_135 pisze:Tam Andrzej, oczywiście, przegrywa w piłkarzyki

Dobrze, że w ramach protestu znów nie rozwaliłem dłoni... A tak na marginesie - od dziś fory się skończyły :)
seb_135 pisze:Zaprawdę powiadam, dziesięciominutowy bieg w -5 stopniach pół godziny po obudzeniu się z dwuipółgodzinnego snu, to jest coś, czego nie należy nie doceniać.

Biegliśmy tylko dlatego, że z tego zaspania nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę co robimy. Teraz byś mnie ciągnikiem nie wyrwał sprzed monitora i kufelka :D
seb_135 pisze:Zamroczeni niewyspaniem nie wpadamy nawet na pomysł kupienia czekolady, batonów, czegokolwiek. Uparliśmy się na ser i rybę, tych nie ma.

Absurd poranka kompletnie wyłączył nam myślenie. Ale następnym razem, jajka, słonina, palnik, ryby, termos z wkładką i w ogóle rock 'n' roll :P
seb_135 pisze:Na Opolu Głównym żegnamy się a Andrzej idzie walczyć ze snem w regio, aby nie obudzić się poniewczasie w Głuchołazach.

Tym razem się zabezpieczyłem! Oprócz nastawienia budzika poprosiłem dwie osoby by mnie obudziły gdybym mimo wszystko postanowił nie wstać...
seb_135 pisze:Wyjście to ma, jak ustalono, stanowić pierwsze z wielu mających na celu poznanie urokliwych i ciekawych miejsc Opolszczyzny.

Amen

cezaryol
bardzo stary wyga
Posty: 2343
Rejestracja: 23-03-2007 19:32
Lokalizacja: Opole

Re: Cudzego nie znacie, swego nie znacie

Postautor: cezaryol » 02-02-2015 20:24

seb_135 pisze:w ciągu godziny pokonujemy jakieś 400 metrów trasy,.

seb_135 pisze:Wyjście to ma, jak ustalono, stanowić pierwsze z wielu mających na celu poznanie urokliwych i ciekawych miejsc Opolszczyzny.

Tempo marszu wskazuje, że opolskie to bardzo trudny teren :wink:

Awatar użytkownika
seb_135
wędrowiec
Posty: 394
Rejestracja: 03-02-2009 21:31
Lokalizacja: Opole

Postautor: seb_135 » 03-02-2015 10:10

ale ile ptactwa i chaszczów nad brzegiem się naoglądaliśmy :D
"following our will and wind we may just go where no one's been"

Awatar użytkownika
seb_135
wędrowiec
Posty: 394
Rejestracja: 03-02-2009 21:31
Lokalizacja: Opole

Postautor: seb_135 » 03-02-2015 10:40

"following our will and wind we may just go where no one's been"

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4262
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 03-02-2015 19:25

na pierwszym zdjęciu masz minę jak nasz dawny znajomy - Helot :D Eco zapewne chętni Ci wyjaśni z czego słynął ;)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Postautor: ecowarrior » 04-02-2015 08:27

Hehehehe, faktycznie!
Seba, przy okazji wyjaśnię w czym rzecz i przytoczę stosowane cytaty :D

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2209
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Dolnoślązak » 05-02-2015 16:24

Zamknięte, zamknięte... a potem raptem jedno zdj na nabożeństwie przy stoliku. Pokazali by lepiej co było do żarcia a nie same stare rudery :twisted:


Wróć do „Relacje z wypraw”