Gdzieś na Dolnym Śląsku

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4276
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba1 » 05-03-2020 10:55

Pierwszy raz w to miejsce trafiamy dwa lata temu - i to zupełnym przypadkiem. Bielowice są na naszych trasach jedną z dziesiątek miejscowości, zaznaczonych na mapie kółeczkiem. Znaczy - jest tu opuszczony pałac albo jego ruiny. Ruiny pałacu są położone nieco na uboczu, wśród pól. Idąc do nich mijamy dwa szare popegieerowskie bloki, typowy krajobraz takich wiosek na skraju dawnych folwarków. I tu właśnie rzuca się nam w oczy ONA - chatka na kurzej stopce! Takie było nasze pierwsze wrażenie: LINK Robimy parę zdjęć i jako że nie kręci się nikt z miejscowych, z kim można by pogadać, suniemy w stronę kolejnych, zaplanowanych miejsc do odwiedzenia.

Świat jednak okazuje się mały - i w otchłani internetu odnajdują się ludzie znający właściciela tego nietypowego budyneczku. I udaje się nawiązać kontakt z panią Wandą :)

Kolejny raz (znowu w szary styczniowy dzień) zjawiamy się tu aby pogadać, obejrzeć chatynkę od środka i się zapoznać. Jako że miłośnicy miejsc nietypowych powinni się trzymać razem! :)

Teraz rzuca mi się w oczy, że i przyblokowe okolice wcale nie są takie szare, monotonne, przycięte na jeden wymiar i upiornie powtarzalne - jak to często bywa na obecnych osiedlach. Zanim odnajdujemy panią Wandę, wzrok przyjemnie zawiesza się na gumowych klombach, moszczących się na kanapach kotach, ścianach garaży ocieplonych dywanem czy altankach udekorowanych dyniami.

Obrazek

Obrazek

Z panią Wandą witamy się jak starzy znajomi - mimo że widzimy się od paru sekund. Idziemy zwiedzać. Mijamy labirynty płotów, zasieków i żywopłotów.

Obrazek

Chatka zaczęła powstawać jakieś 15 lat temu. Od tego czasu ciągle jest podprawiana, udoskonalana i oczywiście ozdabiana nowymi kiściami kolorowych bibelotów.

Obrazek

Obrazek

Gdy mam okazję obejrzeć budynek z bliska - wręcz nie chce mi się wierzyć, że zbudowała to jedna osoba. Sama, bez pomocy! Że jedna babeczka dała rade takie bele, takie dechy, takie drągi, wywindować na wysokość pierwszego piętra! Toż mnie by się to wszystko zawaliło na łeb! Byłam przekonana, że będę wchodzić na górę z duszą na ramieniu, a wszystko będzie się chybotać i odchylać od pionu. A tu nie! Byłam w błędzie! Konstrukcja jest niesamowicie stabilna, nic się nie rusza, stoi jak wmurowane!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Budynek jest szczelny, w środku suchutki, z dachu się nie leje. Jest nawet orynnowany!

Obrazek

Na górę włazimy po samodzielnie wykonanej drabinie. Dechy nie są zbijane przypadkowo. Asymetria jest chyba zamierzona! Wręcz jestem tym zdziwiona, ale idzie się wygodniej niż po zwyczajnej drabinie!

Obrazek

Obrazek

W środku jest dosyć trudno zrobić zdjęcie. Wszędzie rozchodzą się korytarzyki, antresole, podwieszane łóżka, hamaki, tajemne schowki. Nie ma jednego, dużego pokoju. Istny labirynt!

Obrazek

Co chwile wpada się na coś miękkiego, pluszowego, co świdruje w ciebie oczami!

Obrazek

Obrazek

Od ilości ozdób można dostać oczopląsu i zawrotu głowy! Z bliska jest to jeszcze bardziej odczuwalne, niż tak jak poprzednio obserwowaliśmy domek jedynie zza płotu. Dywany, makatki, pstrokate obrazki, emerytowane zabawki - pluszaki, lalki, korale, sztuczne kwiaty, klatki po kanarkach, zegary już bez niegdyś wmontowanej kukułki, ale za to z osiedlającym się w nich z wiosną prawdziwym ptactwem. Na wietrze szeleszczą pocięte kolorowe butelki, dzwonią metalicznym głosem grzechotki ze starych puszek. Na pierwszy rzut oka, zdawałoby się, że te rzeczy wiszą tutaj bezładnie… Ale tak nie jest… Tutaj każdy przedmiot ma swoje miejsce, swoją historię i swoje zadanie. Coś ma odstraszać, coś przywabiać, a coś przypominać dawno minione dni. Bujamy się więc w hamakach, postukujemy kołatkami, dzwonimy w dzwoneczki wabiące dobre duchy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Na krótki moment stajemy się integralnym fragmentem tej ekspozycji. Pasujemy, tu prawda? :)

Obrazek

Obrazek

Teraz, zimą, może tak tego nie czuć. Ale niezwykle ważnym fragmentem uroku tego miejsca jest przyroda. Bo chatkę oplatają pnącza, wrastają w nią krzewy i zioła. Tu się nie walczy z roślinnością, tu się nie kosi trawy na 2 mm, tu się nie dostaje spazmów, gdy jedna z tuj ma czubek odgięty w złą stronę. Rośliny i zwierzęta są tu u siebie. Tu ochoczo gniazdują ptaki i wiosną ich nawoływanie miesza się ze śpiewem pani Wandy. Tutaj często wieczorami niosą się malownicze melodie… Przychodzą paść się w ogródku sarny, zające i dziki. Widziano ponoć też wilki, acz ten element opowieści zdaje mi się być nieco owiany legendami… Choć nie tak daleko stąd, w Borach Dolnośląskich, wilki się spotyka. Czy jest więc szansa, że tu też przychodzą? Ja, jakbym była wilkiem, to na bank bym tu przyszła! :)

Pani Wanda zbiera zioła - zapach suszonych polnych traw wypełnia całą chatkę. Jak to musi obłędnie pachnieć gdy przygrzeje w drewno letnie słońce!

W Bielowicach spędzamy chyba trzy godziny. Obchodzimy z panią Wandą okoliczne zagajniki, zjeżdżamy na kuprach ze skarp, zaglądamy pod stare kamienie, na osypujące się murki. Bo każde z nich ma do przekazania jakąś opowieść. Trzeba tylko chcieć jej wysłuchać. Tu też zaczynają powstawać instalacje ze sprzętów wszelakich. Na razie są skromne, jeszcze bez specjalnego wyrazu, ale mam wrażenie, że czas będzie działał na ich korzyść! :)

Obrazek

Obrazek

Wyjazd do Bielowic był dla nas jak podróż do innego świata - przestrzeni artystycznych wizji. Świata innego postrzegania przedmiotów, innego kontaktu z otaczającą przyrodą, innego rozkładu priorytetów, innego upływu czasu… Świata, który niekoniecznie podąża za modą, utartymi schematami i nurtami narzuconymi gdzieś z góry. I może właśnie dzięki temu jest taki bardziej własny? Taki bliższy duszy?

Bardzo lubię odwiedzać takie miejsca i w nich przebywać. Miejsca, które zapadają w pamięć, które wybijają się z morza codzienności, nijakości i ujednolicenia. Które skłaniają do zadumy i przemyśleń. O które “można się zaczepić wyobraźnią”. Bielowice są właśnie takim miejscem. Miejscem, do którego chce się wracać. Może więc jeszcze kiedyś tu zajrzymy? Może wiosną? By zobaczyć chatkę w objęciach zieleni i świergotu ptactwa?? :)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4276
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba1 » 11-03-2020 22:45

POSTOLICE

Na ten pałac wpadamy przypadkiem. Jakoś tak wychodzi, że pierwszy raz tędy jedziemy i w oczy włazi sporych rozmiarów budynek, który nosi wyraźne znamiona bycia opuszczonym.

Obrazek

Obrazek

Drzwi stoją otworem i zachęcająco skrzypią na wietrze.

Obrazek

Pierwsze zwracają uwagę zdobione framugi i rzeźby nad drzwiami. Każdy amorek jest tu nieco inny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tu taki niby zwykły zagracony pokoik... Ale przypatrując się dokładniej - różne detale tego nieładu rzucają się w oczy... Zestawienie dwóch epok, które już minęły.. Sufitowe zdobienia i zwykła, prosta meblościanka ze sklejki… Są i klasyczne rekwizyty współczesności - kupa kolorowych śmieci, rozwłóczona po podłodze… To zdjęcie jest dla mnie takie jakieś bardzo symboliczne… Coś jak “warstwa kulturowa” w archeologii... Każda epoka pozostawiła po sobie to - co dla niej najbardziej charakterystyczne...

Obrazek

Po schodach z ciekawymi poręczami wspinamy się do góry.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A na półpiętrze - kibelek!

Obrazek

Strychowe klimaty.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieliczne pozostałości po niedawnych mieszkańcach pałacowych komnat.. Ciekawe ile lat temu się stąd zwinęli stali lokatorzy?

Obrazek

Obrazek

Napis na pierwszy rzut oka mi mocno zatrąca wschodem... Ot pierwsze skojarzenie z popularnym przekleństwem… ;) Acz po chwili zastanowienia sama już nie wiem co autor miał na myśli i jak się powinno to przeczytać?

Obrazek

Miły lokalny sklepik. Jeden z tych co ściąga wzrok i wywołuje chęć aby siąść z piwem gdzieś na przyzbie!

Obrazek




GOCZAŁKÓW GÓRNY

Przy bramie wita nas uderzenie cukierkowych kolorów. W połączeniu ze światłem zachodzącego słońca wygląda to wręcz nieco odblaskowo.

Obrazek

I tablica “gospodarstwa doświadczalnego”.

Obrazek

W pałacu mieszczą się biura, tzn. przynajmniej w jego części - od przodu.

Obrazek

Drzwi są akurat uchylone, więc wmykam się do środka. Zasłonki, gaśnice, kwiatki doniczkowe. Zaglądam jeszcze za jedne drzwi, jednak widok babki za biurkiem trochę mnie peszy i szybko zapodaje odwrót ;)

Obrazek

Obrazek

Pałac krańcowo inaczej prezentuje się od tyłu. Ta część jest zdecydowanie nieużywana.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza...

Obrazek

Obrazek

Przypałacowe zabudowania.

Obrazek

Obrazek

Pałac w 2007 roku się spalił - i jak można zobaczyć na starych zdjęciach, przed pożarem miał dużo ciekawszy dach, więcej wieżyczek, itp. STARE_ZDJĘCIA: http://dolnyslask.org/palace/obiekty/goczalkowgorny/



KOSTRZA

W tej miejscowości z pałacu zostały już tylko niezadaszone ruiny - same ściany. Położony był na wyspie - całość otaczała kiedyś fosa

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jest to jeden z bardziej zarośniętych tego typu obiektów - latem to tu chyba nie ma szans się przedrzeć. Nawet teraz ciężko się przedostać przez gąszcz lian, pnączy i kolczastych krzewów. Kłębowisko zieleni bardzo dodaje temu miejscu malowniczości!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stropy zachowały się jedynie w piwnicach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zestaw wypoczynkowy :)

Obrazek

Przypałacowe zabudowania wszelakie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek


ROGOŹNICA
Wśród zarośli rzuca się nam w oczy opuszczony budynek, który bierzemy za pałac, jak się potem okazuje - niesłusznie. Pałac w tej wiosce niegdyś był, ale już chyba nic z niego nie zostało. A znaleziony przez nas budynek ponoć był ośrodkiem kolonijnym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Budynek jest wielki , więc nasza radość jest równie ogromna, gdy dostrzegamy otwarte główne drzwi. Ale owa radość bardzo szybko się kończy, bowiem odkrywamy, że to ślepy zaułek! Weszliśmy do pomieszczenia “bezodpływowego” ;)

Wózek jest mocno niekompletny. Niemowlę zniknęło razem z tylnymi kółkami ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chyba jedyna szansa, że przejście dalej zostało zamurowane - a w jego miejscu wymalowano ten oto kominek.

Obrazek


Musimy więc, jak niepyszni, cofnąć się po własnych śladach, wyklinając na czym świat stoi - bo już miało być tak dobrze!

Fragment budynku został przekształcony w małe przytulne mieszkanko - acz ono też już zostało opuszczone. I z niego też nie ma przejścia do innych części tego molocha

Obrazek

Próbujemy jeszcze szczęścia z piwnicami, ale efekt ten sam - dupa!

Obrazek

Obrazek

Mam wrażenie, że ten budynek bawi się z nami w kotka i myszkę! Zwykle spotykałam opuszczone miejsca albo otwarte, albo zamknięte. A tak, żeby co chwilę, ukazywało się kolejne otwarte wejście.. prowadzące donikąd - to jeszcze nie mieliśmy!

Może przez stołówkę się wchodziło na salony? ;)

Obrazek
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4276
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Gdzieś na Dolnym Śląsku

Postautor: buba1 » 13-03-2020 23:44

Dziś wybieramy się na poszukiwanie opuszczonych pałacyków i innych ruin w rejon pomiędzy Złotoryją, Chojnowem a Legnicą.

ZAGRODNO

Boczna, wąska droga wije się gdzieś w nieznane. Pierwsza przy niej rzuca się w oczy brama. Tzn. może dużo powiedziane “brama” - dwa słupy: solidne, zdobione i nagryzione patyną. Takie “bramy” zazwyczaj prowadzą w ciekawe miejsca!

Obrazek

I tu jest podobnie. W tle majaczy ruina całkiem solidnego pałacu!

Przypałacowy budynek wciąż jest zamieszkany.

Obrazek

U Artura już zakupów niestety nie zrobimy…

Obrazek

Suniemy więc zwiedzać stare mury. Głównie obchodzimy je dookoła, co niekoniecznie jest takie proste, bo teren jest strasznie muldowaty. Raz po raz noga wpada w jakąś rozpadlinę - ja wyrżnęłam chyba z 5 razy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Poza tym gałęzie polują na moją czapkę. I to nie tak normalnie, że po prostu zrywają ją z głowy i spada na ziemię lub zawisa na gałęzi… Za prosto by było. Tutejsze krzaki są dosyć perfidne - łapią czapkę, po czym ziuuuuu! Sprężynują do góry i czapka wisi na gałęzi, ale 3 metry nad ziemią! A ja jakby słyszała stłumiony chichot! Skubane krzaki! Dwa razy mnie tak załatwiły! I skaczesz, szukasz patyka, żeby dostać do czapki - a uszy marzną. Ale przechytrzyłam je! Związałam czapkę pod brodą!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chyba jedyna pozostałość jakiś dawnych zdobień pałacowych - takie kamienne obramowanie okna…

Obrazek

Piwniczne czeluście… Tu dla odmiany jakiś hak łapie mi za czapkę! Te… pałacyk… weź ty odczep się od mojej czapki!!!!!!

Obrazek


WOJCIECHÓW

Ruina pałacu stoi tu na obrzeżu sporego folwarku. Zabudowania przypałacowe same wyglądają jak zamki!

Obrazek

Zarys ażurowej bryły pałacu na tle nieba.

Obrazek

Obrazek

Fajną ma wieżyczkę, ale biorąc pod uwagę jej stan wygryzienia - chyba już długo nie postoi...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczycie wieży zatknięto taką metalową “chorągiewkę”. Data przypomina o roku, kiedy pałac był remontowany i przebudowywany.

Obrazek

Resztki herbu.

Obrazek

Od strony drogi wygląda bardziej “stodołowato” ;)

Obrazek

W parku jest fajny plac zabaw! Nie omieszkam skorzystać!

Obrazek

Obrazek

Mamy okazję pogadać z jednym z miejscowych. Dziadek, zainteresowany przybyszami, przyszedł się poznakomić. Opowiada nam, że kiedyś w tym pałacu mieszkał i ho ho w jakim on wtedy był dobrym stanie, a popadł w ruinę dopiero później. Opowieść jest jednak nieco pomotana - najpierw twierdzi, że hasał tu jako dzieciak, potem, że mieszkał tu z żoną, a w międzyczasie, że w pałacu nie mieszkał, ale brał ślub. Gdzieś potem znalazłam też informacje, że pałac po 1945 roku nie był zamieszkany.

Aha! Na elewacji pałacu ponoć zachowały się jakieś rosyjskie napisy z okresu okołowojennego. Niestety nic w oczy się nie rzuciło, a będąc tam o nich nie wiedziałam, więc i nie szukałam. Ktoś może wie jakie to napisy - albo ma ich zdjęcie???


STRUPICE

W tej wiosce pierwszy rzuca się nam w oczy kościół, a raczej towarzysząca mu ruina mauzoleum/grobowca. Czy raczej kaplica cmentarna to była?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mur okalający teren kościoła zawiera resztki starych nagrobków i tablic.

Obrazek

Obrazek

Sam kościół prezentuje się średnio ciekawie...

Obrazek

Acz w ściany ma wmurowane fajne, rzeźbione epitafia!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dobrze, że ich w ramach renowacji i “odświeżania” nie zamalowali na żółto ;)

Jezus i trzech łotrów. Rozmnożyli się ostatnimi czasy…

Obrazek

Odnajdujemy w końcu i pałac, ale wygląda na częściowo zamieszkany, więc nie pakujemy się ludziom do chałupy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek



DZWONÓW

Tu zabudowania pałacopodobne są za zasiekami, więc focimy je tylko z daleka.

Obrazek

Obrazek



BUDZIWOJÓW

Tu podobnie.. Teren prywatny, zamknięta brama..

Obrazek

Obrazek

Nawet stodoły pomurowali :( Ech… kilka lat temu jeszcze udało się wleźć do środka i nacieszyć się kamienną kolumnadą! Tak to wyglądało w 2016 roku!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do następnej miejscowości na naszej liście jedziemy nieco na czuja… Nie mamy dokładnej mapy, a w atlasie samochodowym nie mamy ani Pawlikowic, ani drogi doń prowadzącej. Tylko to - co sama narysowałam tam długopisem w oparciu o googlemaps ;) No ale na wschód od Budziwojowa odchodzi przesympatyczna płytówka, przetykana błotem i wystającymi zbrojeniami. Nie sposób nie skorzystać z takiej okazji na sympatyczną przejażdżkę!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W rytm stukotu, jak rasowy pociąg, dudum dudum na płytowych łączeniach, przemierzamy pola z rozsianą zabudową. Wszystko tu jest miłe dla oka i wygląda nieco jak pozostałości po jakiś folwarkach sprzed lat!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No i ogólnie jazda “na azymut” okazuje się być uwieńczona sukcesem! Wyjeżdżamy we właściwej wsi.


PAWLIKOWICE, PĄTNÓW

Poszukując pałacu wpadamy najpierw na krzyż pokutny.

Obrazek

A potem na szachulcową ruinę.

Obrazek

Sam pałac leży na takim zadupiu za wsią, że o drogę musimy dopytać miejscowych. No bo jest las, błotnista droga i nagle bum! Takie oto solidne ruiny sobie stoją w malowniczym gąszczu zarośli!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Te okna są … namalowane!

Obrazek

Zaraz mi się przypomina jedno okienko z Podlasia! To z buteleczką ;)

Obrazek

Albo co gorsza otwarte drzwi z pałacu w Sosnach w lubuskim. Taaaaaa… widziałam jego zdjęcie w internecie… Byłam pewna, że jest otwarty… I odbijam się od betonu. Choć byłam nieco poirytowana - to szacun za cięty dowcip! Że się komuś chciało :)

Obrazek

Obrazek

Niedaleko ruin pałacu w Pątnowie jest kościół. Z przytulonym krzyżem pokutnym. Drugi samotny budynek pośród tutejszych zagajników.

Obrazek

Obrazek

Zapewne nie zapadł by mi w pamięć, gdyby nie jedno spotkanie. Zatrzymuje się koło nas auto. Zresztą chyba już jakiś czas za nami jechało, potem się zgubiło, a potem znów ruszyło za nami w ślad. Jakiś koleś. Wypytuje kto my i po co tu. Jakiś taki zaniepokojony. Robi zdjęcia naszym blachom. Z rozmowy wynika, że jest jakimś samozwańczym strażnikiem tutejszego kościoła. I chyba mu się ubzdurało, że my jesteśmy dla tego miejsca niebezpieczni. Taaaaa…. Kręcący się bus na obcych blachach to samo zło… Już kilka razy pod opuszczonymi pałacami brano nas za szabrowników, co to zaraz szafy zaczną wynosić.. Ale tu? Że co? Niby że krzyż pokutny wpakujemy na pakę? Skodusia była nieco lepsza na taki typ wycieczek. Skądinąd nie wiem dlaczego. I do skodusi krzyż pokutny by się przecież zmieścił! ;)


KWIATÓW

A na koniec jeszcze jeden pałac. Zamieszkany, otoczony zabudowaniami gospodarczymi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I to tyle… bo styczniowy dzień szybko ma się ku końcowi...
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”