Podlasie - Biebrza - Suwalszczyzna: nowa przygoda

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3954
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Podlasie - Biebrza - Suwalszczyzna: nowa przygoda

Postautor: Pudelek » 27-05-2015 11:45

Wiosna to od jakiegoś czasu okres wędrówek po północno-wschodniej Polsce. Tak też było i w tym roku, choć w mocno okrojonym składzie, ale w końcu nie ilość, lecz jakość ma znaczenie :)

Nie odbyło się jednak bez dramatów, w końcu licho nie może odpuścić takiej okazji. Jeszcze w domu dostaję informację od Eco, że licho zamknęło sklep ze statywami i pod postacią sprzedawczyni oszukało go w sklepie. Potem trochę się uspokoiło - spotykamy się w katowickiej knajpie wraz z osobami towarzyszącymi, jest miło i przyjemnie i nagle, tuż przed wsiadaniem do autobusu, Andrzej odkrywa, że nie ma aparatu! W tamtym roku ja, w tym on, ciekawe na kogo trafi za rok :?

W minorowych nastrojach docieramy we dwójkę do Warszawy, w dodatku za wcześnie! Zwykle to nie jest problemem, ale teraz jest przed 4 rano, ciemno, zimno, a jedyna cywilizacja to przydworcowa mordowania z rosyjskojęzycznymi gośćmi i okładającymi się pasztetami...

Na stacji metra podróżni modlą się do zamkniętych drzwi, więc w ramach jedynego słusznego wyjścia wypijamy po piwku w pobliskim skwerku :) Kiedy w końcu otwierają podwoje kolei podziemnej, pierwszym składem jedziemy w kierunku Młocin, obserwując grupę młodych cichodajek ze swoimi kolegami. Ach, młodość...

Kolejny autobus dowozi nas wreszcie do stolicy Podlasia.
Obrazek

Mamy sporo czasu, więc trzeba by gdzieś usiąść. Można sądzić, że okolice dworców miasta wojewódzkiego powinny być pełne knajp i szynków, ale pozory mylą - o tej porze działa tylko jedna. Jako zachętę do jej odwiedzenia potraktowaliśmy recenzję w internecie, że "szef często jest pijany i składa niedwuznaczne propozycje" ;)

W knajpie szału trunkowego nie ma - koncerniaki za 6 zł, za to tanie jedzonko regionalne. Eco zamawia babkę ziemniaczaną, a ja świeżynkę. Smaczne.

Obrazek

Wsiadamy w pociąg na Ełk i zaczynają się pojawiać podlaskie krajobrazy.
Obrazek

Przed południem kończymy w końcu tłuczenie się środkami komunikacji i stajemy na peronie Osowca-Twierdzy (Осовец-Крепость). Jest młoda godzina, słońce pięknie przyświeca, więc siadamy sobie kulturalnie pod murkiem.
Obrazek

Obok stoi stary wychodek, ostatnio chyba wyremontowany, bo farba się nie sypie, są też nowe haczyki do zamykania, ale dziura została. W pewnym momencie wpada tam banda dzieciaków z jakiejś wycieczki, lecz po obejrzeniu wnętrza wszystkim odechciewa się sikać :D Chyba pierwszy raz widzieli coś takiego :D
Obrazek

Osowiec słynie ze swojej twierdzy, wybudowanej przez Rosjan pod koniec XIX wieku, a zmodernizowanej tuż przed Wielką Wojną. Powstały wtedy cztery wielkie forty, mające bronić jedynej przeprawy przez Biebrzę.
Obrazek

(rysunek z radzieckiej książki z 1939 roku)

Twierdza była w owym czasie bardzo nowoczesna i nigdy nie została zdobyta w boju. W 1915 Rosjanie się po prostu ewakuowali, wysadzając Fort II (Zarzeczny). Niemcom nie udało się ich wypędzić zbrojnie nawet po użyciu gazów. W 1939 wzmocnioną jeszcze przez Polaków pozycję Wehrmacht po prostu ominął. Potem oddał ją Armii Czerwonej (na podstawie paktu Ribbentrop-Mołotow), a następnie w 1941 znowu zajął bez walki, siedząc aż do 1945 roku.

Dzisiaj zwiedzanie twierdzy jest mocno utrudnione - dwa forty nadal należą do wojska i nie można ich zwiedzać (Fort III) lub tylko z przewodnikiem w określonych godzinach (Fort I). Dla mnie to idiotyzm, bo znaczenie militarne obiektów jest obecnie zerowe. Na Fort I patrzymy więc zza zamkniętej bramy.
Obrazek

Fort IV, udostępniony do zwiedzania, jest za daleko, więc wchodzimy na ścieżkę dydaktyczną w kierunku Fortu II (Zarzecznego). I już po chwili, wcześniej, spotykamy mniejsze elementy fortyfikacji.
Obrazek

Schron armatni.
Obrazek

W środku napisy zostawione przez Czerwonoarmistów - biorąc pod uwagę treść, to albo z czerwca 1941 roku, albo już z końca wojny.
Obrazek

Ścieżka wkrótce wyprowadza nas do pierwszego punktu widokowego na Biebrzę.
Obrazek

Później widoczek rozlewisk będziemy mieli jeszcze wielokrotnie.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po przekroczeniu mostu na Biebrzy widać już poniszczone obiekty z otoczenia Fortu Zarzecznego. Nie jestem jednak pewien czy nie są to już polskie konstrukcje z okresu międzywojennego.
Obrazek
Obrazek

Sam Fort należy do gminy, ale formalnie wstęp jest zabroniony z powodów bezpieczeństwa (wejść ponoć się da). Nas odgradza od niego woda.
Obrazek

To, co widać za nią, to polski schron dobudowany do carskich kazamat z rosyjską pokrywą na górze.
Obrazek

Wchodzimy na kolejną ścieżkę dydaktyczną - jest kołowrotek i ostrzeżenie o śliskiej nawierzchni :D
Obrazek

Z wieży widokowej (wybudowano ich w okolicy kilka) ładnie widać podmokłe, okoliczne tereny.
Obrazek
Obrazek

Do głównej drogi idzie się bardzo przyjemną kładką.
Obrazek

Mijamy zniszczony polski tradytor z 1939 roku...
Obrazek

...i strategiczne mosty kolejowe na Biebrzy.
Obrazek
Obrazek

W osadzie Osowiec-Twierdza (nie mylić z wioską Osowiec, która jest za rzeką) stoi kilka powojskowych bloków i działa sklep. Nie pozostaje nam nic innego tylko zrobić sobie pauzę ;)
Obrazek

Zrobiło się popołudnie, a przed nami jeszcze szmat drogi, liczymy więc, że złapiemy stopa. Przy szosie stoi facet (o imieniu Darek), który też macha.
- I co, biorą? - pytamy.
- Tak, k@%#&a, biorą, od godziny już tu stoję.
- Eee, za godzinę to dojdziemy do Goniądza pieszo - odpowiadam.
- Hmm, to idę z wami.

Obrazek

Nie bardzo nam to odpowiadało, bo w trójkę jeszcze gorzej łapać, ale cóż... idziemy. Darek mówi, że jechał gdzieś z Grajewa, mijało go ze 100 tirów i dopiero 101 się zatrzymał - Rosjanin. Bo Polacy mieli to w dupie. Teraz też machamy, auta mijają nas jak szalone... Gdy położony na wzgórzach Goniądz już widać zatrzymuje się wóz na dolnośląskich blachach, a w środku rodzina... Holendrów. Jak widać, w tych rejonach tylko cudzoziemcy wiedzą co to autostop.

W ciągu 5 minut jesteśmy na Nowym Rynku w Goniądzu, a Dareczek z Holendrami jedzie dalej. No dobra, teraz wypadałoby gdzieś usiąść. Pod Lewiatanem pytamy rowerzystę o jakiś lokal.
- Jest restauracja hotelowa.
Nie brzmi to zbyt dobrze...
- Nam chodzi o to aby głównie napić się piwa - mówię nieśmiało.
- I tam się właśnie napijecie - klepie mnie po plecach uśmiechnięty rowerzysta.

Ryzykujemy, zachodzimy i knajpa wcale nie wygląda hotelowo, chyba, że chodzi o taki hotel z filmów o disco-polo. Łomża w normalnych cenach i smaczne jedzenie. Mamy szczęście :)
Obrazek

Potem jeszcze zakupy (bo zakładamy, że przez dwa dni nie będzie kolejnej możliwości) i ruszamy przez miasto w poszukiwaniu noclegu, oglądając jednocześnie resztki starej architektury.
Obrazek
Obrazek

Zaczyna się najładniejszy odcinek dzisiejszego dnia - Carska Droga, wybudowana przez Rosjan na przełomie XIX i XX wieku. Miała łączyć twierdze w Łomży, Osowcu i Grodnie.
Obrazek

Prosta jak strzała, według legendy narysowana linijką przez samego cara na mapie. W efekcie w wielu miejscach budowano ją na bardzo grząskim terenie, co mocno podbijało koszty.
Obrazek

A słoneczko powoli zachodzi...
Obrazek

...nad Biebrzą.
Obrazek

Znajdujemy świetne miejsce na nocleg, robimy nawet ognisko, ale nocne zmęczenie daje się we znaki - przed 22-tą drugą jesteśmy już w namiocie.

Niedziela wita nas ciężko zachmurzonym niebem.
Obrazek

Pakujemy się i z powrotem wracamy na Carską Drogę.
Obrazek

Na Biebrzy jakiś samotny rybak.
Obrazek

Po wejściu do wiochy o nazwie Dawidowizna zaczyna lać. Konieczna staje się zmiana uniformu. Bardziej przypominamy teraz jakiś Cyganów ;)
Obrazek

Ponieważ ruch w wiosce zerowy, odbijamy do sąsiedniej drogi wojewódzkiej. Ta, podobnie jak Carska, prosta aż po horyzont.
Obrazek

Aut trochę jeździ, ale na widok wyciągniętej ręki gwałtownie przyspieszają albo pokazują, że oni tylko kawałek. A potem widać, że ten kawałek nie jest przed końcem widnokręgu. To jest najbardziej wkurzające!
Obrazek

Na szczęście przestaje lać, więc posuwamy się raźnie naprzód. Mijamy kilka mostków, gdzie został jeszcze bruk, parę krzyży, odbicie na Krzecze i w końcu jest skręt do lasku z drzewami posadzonymi jak od linijki.
Obrazek

Zanim już Wroceń, miejsce, gdzie mamy zaklepaną tratwę.
Obrazek

Ta rzeczywiście już grzecznie na nas czeka...
Obrazek

Problem jest inny - WIATR. Od paru dni wieje bardzo silnie i to dokładnie w kierunku odwrotnym niż mamy płynąć. Słowem - praktycznie poruszanie się po Biebrzy w takich warunkach jest niemożliwe!
Obrazek

Chcemy jednak spróbować, po załadunku odpychamy się od brzegu i płyniemyyyy!
Obrazek

To znaczy tak nam się wydawało przez pierwsze 15 sekund... potem to ciągła walka z wiatrem, który spychał nas w bok albo do tyłu, czasem kręcił w kółko, bluzgi ciągnące się na całą okolicę i kiedy po dwóch godzinach przebyliśmy w znoju jakieś 150-200 metrów decydujemy się na powrót.
Obrazek

Ten również nie jest łatwy, więc przybijamy w szuwarach, przez które można jednak dostać się do drogi, tyle, że na bosaka albo w klapkach.
Obrazek

Postanawiamy czekać na Grzesia, który ma dotrzeć popołudniem. Siedzimy, myślimy, obserwujemy co się dzieje...
Obrazek

A jak wiało to widać po ręczniku.
Obrazek

Mamy nawet swojego psa - Gorolka :) Jakaś przybłęda, który łasi się do wszystkich.
Obrazek

Wracam do agroturystyki, skąd mamy tratwę, i gadam z gospodarzem - Robertem. Opowiada, że ostatnio też miał taką grupę, co im przez cały dzień wiało, więc tylko pili, a płynęli wieczorem :D Nam także już wcześniej proponował czekać do wieczora, ale byliśmy mądrzejsi...

W końcu dociera Grześ. Ciągle wieje, ruszamy więc do sąsiedniej wsi, gdzie ponoć jest sklep.
Obrazek

Przez chwilę jest piękne słoneczko...
Obrazek

...ale już nadciągają czarne chmury.
Obrazek

Bociek postanawia spieprzać przez drogę.
Obrazek

My twardo idziemy dalej, Gorolek oczywiście z nami, i dopada nas ostra ulewa. Chowamy się najpierw pod drzewem, potem pod jakąś stodołą.
Obrazek

Sklep w Smogorówce Dolistowskiej okazuje się być zamknięty! Tak twierdzą dawni właściciele, ale w koszu pod drzwiami pełno butelek po piwie - więc albo sprzedają coś na lewo albo pozbywają się zapasów. No nic, musimy wracać, a po chwili deszcz przestaje padać i wychodzi tęcza.
Obrazek
Obrazek

Na szczęście ojciec Roberta zgadza się podwieźć nas do sklepu do Goniądza (Grzesiek nie ma prawie żadnych zapasów), a potem, ponieważ wiatr ucichnął, około 20-tej postanawiamy zacząć spływ :)
Obrazek

Pierwsza galeria, a ciąg dalszy nastąpi...
https://picasaweb.google.com/1103445063 ... oWrocenia#
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4397
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 27-05-2015 12:27

Foty juz wczoraj ogladalam! szkoda ze termin az tak bardzo nie podszedl bo chociaz na splyw bysmy dolaczyli!

tuż przed wsiadaniem do autobusu, Andrzej odkrywa, że nie ma aparatu!


tez znow zlodziej? czy gdzies go zostawil? czy odpial sie pasek i spadl niezauwazony? :shock: jakies fatum normalnie z tymi aparatami!

Nie szukal w Warszawie czy Bialymstoku jakies małpki zeby kupic na szybko? ja bym chyba tak zrobila!

a jedyna cywilizacja to przydworcowa mordowania z rosyjskojęzycznymi gośćmi i okładającymi się pasztetami...


Brzmi nienajgorzej! :D Skad byli?

Jako zachętę do jej odwiedzenia potraktowaliśmy recenzję w internecie, że "szef często jest pijany i składa niedwuznaczne propozycje" Wink


ile ja juz fajnych miejsc znalazlam dzieki takim internetowym opiniom! bardzo tez przydatne w szukaniu hoteli i wszelakich noclegowni! :D

Eco zamawia babkę ziemniaczaną


Mina wskazuje ze albo babka jest paskudna w smaku albo ze eco wciaz mysli o aparacie.... :(

W pewnym momencie wpada tam banda dzieciaków z jakiejś wycieczki, lecz po obejrzeniu wnętrza wszystkim odechciewa się sikać Very Happy Chyba pierwszy raz widzieli coś takiego Very Happy


gdzie teraz sie te dzieci chowaja? nie jezdza wogole na wycieczki? nie sikaja nigdy w krzakach? toz to juz duze dzieci! :shock:

Dzisiaj zwiedzanie twierdzy jest mocno utrudnione - dwa forty nadal należą do wojska i nie można ich zwiedzać (Fort III) lub tylko z przewodnikiem w określonych godzinach (Fort I). Dla mnie to idiotyzm, bo znaczenie militarne obiektów jest obecnie zerowe. Na Fort I patrzymy więc zza zamkniętej bramy.


Pewnie to nie kwestia znaczenia militarnego ale chec oblowienia sie na turystach i oskubania ich z kasy...

W środku napisy zostawione przez Czerwonoarmistów - biorąc pod uwagę treść, to albo z czerwca 1941 roku, albo już z końca wojny.


Ciekawa pamiatka historii! zawsze powtarzam ze pisanie po scianach to fajna rzecz :D

Nie bardzo nam to odpowiadało, bo w trójkę jeszcze gorzej łapać, ale cóż... idziemy. Darek mówi, że jechał gdzieś z Grajewa, mijało go ze 100 tirów i dopiero 101 się zatrzymał - Rosjanin. Bo Polacy mieli to w dupie. Teraz też machamy, auta mijają nas jak szalone... Gdy położony na wzgórzach Goniądz już widać zatrzymuje się wóz na dolnośląskich blachach, a w środku rodzina... Holendrów. Jak widać, w tych rejonach tylko cudzoziemcy wiedzą co to autostop.


Aut trochę jeździ, ale na widok wyciągniętej ręki gwałtownie przyspieszają albo pokazują, że oni tylko kawałek. A potem widać, że ten kawałek nie jest przed końcem widnokręgu. To jest najbardziej wkurzające!


czyli moj pech do lapania stopa w Polsce rozszerza sie tez na inne osoby? ;)

Ryzykujemy, zachodzimy i knajpa wcale nie wygląda hotelowo, chyba, że chodzi o taki hotel z filmów o disco-polo. Łomża w normalnych cenach i smaczne jedzenie. Mamy szczęście Smile


Sam hotel tez fajny?


Sklep w Smogorówce Dolistowskiej okazuje się być zamknięty!


ojoj.. tak jak kiedys w Klimowce.. To musialo byc bardzo smutne!

(Grzesiek nie ma prawie żadnych zapasów)


Nie poznaje kolegi! czy napewno dobrze sie czul? ;)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3954
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 27-05-2015 12:42

buba pisze:tez znow zlodziej? czy gdzies go zostawil? czy odpial sie pasek i spadl niezauwazony? :shock: jakies fatum normalnie z tymi aparatami!

prawdopodobnie gdzieś go zostawił. Rzucił się tempem do knajpy, ale tam jej nie było. Możliwe, że w poprzednim busie, bo ja jego aparatu już w Katowicach nie kojarzę.

buba pisze:Nie szukal w Warszawie czy Bialymstoku jakies małpki zeby kupic na szybko? ja bym chyba tak zrobila!

szybko ustalił, że Grześ dowiezie mu na drugi dzień swoją, a do tego czasu pożyczał moją - czyli jak ja rok temu :)

buba pisze:Brzmi nienajgorzej! Skad byli?

nie wchodziliśmy tam, bo rzeczywiście wyglądało jak miejsce gdzie można szybko dostać po mordzie ;) kierowcy też nam odradzali :) potem zaczęli wychodzić jacyś młodzieńczy dresiarze, którzy krzyczeli po rosyjsku.

buba pisze:Mina wskazuje ze albo babka jest paskudna w smaku albo ze eco wciaz mysli o aparacie....

babka była smaczna akurat ;)

buba pisze:Sam hotel tez fajny?

hotel w remoncie, ale wnętrza miał już hotelowe, tylko restauracja jeszcze tak z innej epoki

buba pisze:Nie poznaje kolegi! czy napewno dobrze sie czul?

liczył, że coś kupi w Białymstoku, ale okazało się, że nie ma czasu, bo musiał lecieć na przesiadkę...
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3954
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 29-05-2015 09:48

Jest godzina 20-ta, wiatr ucichł, więc w końcu możemy zacząć spływ Biebrzą. Cieszymy się jak dzieci, choć niebo już wyraźnie wskazuje, że koniec dnia coraz bliżej...

Obrazek

Jaka jest różnica między tym, co było wcześniej, świadczy fakt, że w ciągu 5 minut przepłynęliśmy więcej, niż przez dwie godziny w południe ;)

Obrazek

Chmury tworzą na niebie różne ciekawe i groźnie wyglądające zjawiska - ale bez obaw, to nie zwiastuje deszczu. Nie dzisiaj.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Za lasem mija nas dwójka ostatnich rybaków w wąskiej łódce. Pytają się, czy mamy jak zrobić ognisko, bo na noc zapowiadają -2 stopnie! Odpowiadam, że mamy grilla. Spojrzeli trochę dziwnie i odpłynęli.

Obrazek

Trochę nas zmroziła ta informacja, ale jakoś przecież sobie damy radę! Na razie mijamy kolejne niewielkie odnogi, na jednej łabędzie stanowisko wysiadywawcze ;)
Obrazek

Im ciemniej, tym ciekawiej - nad wodą zaczyna unosić się mgiełka.
Obrazek

Płyniemy gdzieś do 22.20 - ja wolałbym, aby płynąć jeszcze dalej, bo tak naprawdę przebyliśmy może ze 2 kilometry (a sama trasa do Goniądza ma ponad 12), ale chłopaki upierają się, że to najwyższa pora na kolację. No dobra, cumujemy do brzegu po suwalskiej stronie Biebrzy (a więc pierwsze na tym wyjeździe zetknięcie z Suwalszczyzną). Goniądz zresztą widać z tego miejsca, z racji położenia na wzgórzu nie może to być nic innego.
Obrazek

Na rozpałkę do grilla próbujemy trzcinę...
Obrazek

Kiepski pomysł - pali się słabo i śmierdzi. W końcu jednak udaje się rozpalić owo cudo i zaraz lądują tam różne pyszności - swojskie wuszty, boczek z Lewiatana (bardzo smaczny), pieczarki, chleb itp.
Obrazek

Generalnie obżarliśmy się aż miło :) Zaraz potem opuszczamy roletę, bo z każdą minutą robi się coraz zimniej. Siedzimy przy świeczce, rozgrzewając się rozmaitymi napitkami, ale chłód czuć, choć do -2 to jeszcze trochę brakuje.
Obrazek

Noc jest zimna, w dodatku przez cały czas coś trzaska i mam wrażenie, że to tratwa się rozsypuje. Dopiero nad ranem okazało się, że to roleta w pewnym miejscu nie była domknięta i wiatr nią ruszał ;) Potem jeszcze coś ciężkiego łazi po tratwie - zapewne jakieś wielkie ptaszysko.

Poranek rozwiewa nasze złudzenia co do planów spływowych...
Obrazek

Jest słonecznie, ale wieje mocno i już wiemy, że płynąć się nie da. No to uderzamy w kimono i czekamy...

Obrazek

W południe Eco smaży jajecznicę, którą wyczuwają nawet mijający nas kajakarze (jedyni żywi ludzie tego dnia, których widzieliśmy). Pytają się, czy nie zamarzliśmy w nocy :)
Obrazek
Obrazek

Ten też spożywa obiad ;)
Obrazek

Na dworze pogoda zmienna - raz leje, raz świeci słońce. Jedno się tylko nie zmienia - pieprzony przeciwny wiatr!
Obrazek
Obrazek

Widać też doskonale, jak blisko startu jesteśmy - las w tle, to ten, który mijaliśmy na pierwszym wczorajszym winklu, a domy to jeszcze Wroceń.
Obrazek

Godziny lecą, każdy sobie radzi jak może...
Obrazek

Wreszcie popołudniem wiatr zaczyna słabnąć! Robimy pospiesznie grilla, w końcu trzeba mieć siły, bo być może konieczne będzie płynięcie całą noc. I o 18-tej następuje kompletna cisza wietrzna - odpływamy!
Obrazek

Teraz płynie się pięknie - nurt nas sam niesie, przez większość czasu nawet nie trzeba kierować, czasem wystarczy jeden ruch wiosła i tratwa elegancko skręca. Żadnego odbijania się od brzegów i walki pod prąd...
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Eco zalicza również kąpiel ;)
Obrazek

Wychodzimy też na dach, obserwując, jak nasza tratwa delikatnie kręci się dookoła siebie.
Obrazek

I znów powoli zapada zmierzch, tym razem z niemal bezchmurnym niebem.
Obrazek
Obrazek

Mamy w końcu nagrodę za cały dzień wyczekiwania :)
Obrazek
Obrazek

Mimo wszystko decydujemy, że nie będziemy płynąć do Goniądza (pierwotny plan do Osowca upadł już wczoraj), ale zadokujemy w Dawidowiźnie. Dzwonimy więc do Roberta (właściciela tratw) i ten podaje nam miejsce, gdzie mamy przybić.
Obrazek

Około 22-giej widzimy zabudowania wioski - w sumie myślałem, że zajmie nam to więcej czasu. Na wodzie jesteśmy 4 godziny, zwykle średnie tempo spływu to ok. 1 km/h, więc płynęliśmy szybciej - nie wiem czy to zasługa tego, że pod koniec trochę pagajowaliśmy, czy rzeki Ełk, która w pewnym momencie dołączyła do Biebrzy (choć w którym to nikt nie skojarzył).

Jest już miejsce do przybicia, ale prąd jakoś nas znosi, a jak na złość Grzesiek akurat gada przez telefon. We dwóch z Eco nie umiemy się ustawić do brzegu, więc krzyczę już wściekły do Grzesia: "teraz to możesz sobie gadać aż do Goniądza!". Na szczęście ten rzuca rozmowę i we trójkę dajemy radę się cofnąć - wyskakuję na brzeg, wbijam kij, mocowanie sznura, uff, uratowani, bocian :D

Wieczór jest cieplejszy niż wczoraj, jesteśmy spokojniejsi, ogólnie jest miło :)

Rano budzi nas hałas - ktoś łazi po tratwie! Licho?! Nie, to rybak któremu przyblokowaliśmy łódkę, usiłuje ją sobie wydostać. W nocy nie było tego widać.
Obrazek

Jest ładnie i nie wieje, więc mimo iż Grzesiek jeszcze leży, to odbijamy - trzeba wykorzystać pogodę. Pierwsze kilka minut radości i... zrywa się wiatr! Błyskawicznie wbija nas w przeciwległy brzeg, a potem zaczyna znosić do tyłu, w zatokę o nazwie Tur. Powtórka z dramatu, panika, bo nawet nie można za bardzo dobić do brzegu, cały czas się cofamy - dopiero po dramatycznej walce udaje się zakotwiczyć, ale i tak jesteśmy w czarnej dupie, mimo, że ledwie kilkaset metrów od miejsca, gdzie nocowaliśmy!
Obrazek

Sytuacja wydaje się beznadziejna, bo przy tym wietrze nie jesteśmy w stanie wydostać się z zatoki. Idziemy więc spać (nigdy tyle nie spałem na wyjeździe co tym razem). Po pobudce burza mózgów - jest już południe, a dziś mamy zdać tratwę. Gorączkowe "co robić"? W końcu Eco wskakuje do wody i jak rosyjski burłak dzielnie ciągnie tratwę kilkaset metrów, tak, że wydostajemy się z $%#@ zatoki!
Obrazek

Dobra, czarna dupa jest ciut mniejsza, ale nadal płynąć się nie da. Stwierdzamy, że gdy trochę ucichnie to spróbujemy dowiosłować do drugiego brzegu, a stamtąd dociągnąć lądem tratwę do miejsca skąd wypłynęliśmy - to może z 300 metrów, ale nie wiemy jaki tam jest brzeg, czy czasem nie same szuwary...

Nagle przestaje wiać, więc przedzieramy się na drugi brzeg w miarę łatwo, ku naszemu zdziwieniu. Uff...
Obrazek

Ponieważ cisza się utrzymuje to podejmujemy decyzję, aby jednak próbować dostać się do Goniądza, który zresztą widać jak na dłoni.
Obrazek

Przez pół godziny jest dobrze, trochę wieje, ale odpychając się od drugiego brzegu posuwamy się naprzód.
Obrazek

W tyle widać ciemne chmury i to znak rychłego załamania pogody.
Obrazek

I rzeczywiście - silny wiatr znowu wbija nas w prawy, suwalski brzeg. Zaczyna ostro lać.
Obrazek

Ponownie trochę ustaje, ponownie próbujemy płynąć - idzie jako tako, ale ciągle na zasadzie odpychania się od brzegu.

I wtedy po raz kolejny na tym wyjeździe objawia się licho - tym razem przybrało postać dwóch morderców ryb (czytaj: wędkarzy). Sugerują nam, aby nie płynąć krótszym, aktualnym korytem Biebrzy, bo ponoć jest wąskie i zarośnięte, tylko starym, bo szerokie i łatwiej się płynie. Jak miejscowi to pewno wiedzą lepiej - myślimy.

Z początku rzeczywiście jest łatwiej, bo po raz pierwszy i jedyny płyniemy z wiatrem. Na zakręcie zaczyna się kicha - ciągła walka pod wiatr, który spycha nas dosłownie w każdą odnogę i zatokę. Kwadranse mijają, a my zbliżamy się do celu baaardzo powoli. W akcie desperacji Grześ wyskakuje na brzeg i tam gdzie można - ciągnie po prostu tratwę jak burłak, a my pomagamy mu kijami.
Obrazek

Wolno i ciężko to idzie, w dodatku co chwilę twardy brzeg zastępują szuwary i trzciny. W pewnym momencie Eco rozbiera się do rosołu (aby nie moczyć znowu gaci) i w samym klapkach niczym nagi zesłaniec (albo atleta) zaczyna ciągnąć tratwę :D
Obrazek

Mamy mu pomagać, ale prawie sikamy ze śmiechu, a aparaty i kije wypadają z rąk :D W końcu gdy tratwa rusza, to co chwilę słychać zza trzciny: "Ała, moje jajka, aj, mój odbyt, kur...a..." i cisza. Eco niknie nam z oczu, okazuje się, że wpadł w głęboką kałużę :D Dobrze, że jednak był nagi :P

Po jakimś czasie Grześ (ubrany) ciągnie nas z drugiej strony.
Obrazek

Docieramy w końcu do nowego koryta Biebrzy, którym, jak się okazało, powinniśmy płynąć, a nie słuchać licha-wędkarzy! Nadłożyliśmy prawie kilometr, czyli co najmniej z półtorej godziny!
Obrazek

W tym też miejscu jeden z klapków Grzesia postanawia popływać - widzę go, jak jest już na środku rzeki. Eco nawet chce skoczyć na ratunek, ale pomaga nam straż w motorówce, krążąca po okolicy (podejrzewam, że postanowiła sprawdzić czy jeszcze żyjemy i w jakim stanie ;)).

Widać już wyraźnie miejsce do cumowania, widać nawet Izę, która ma dalej z nami wędrować w następne dni, a od paru godzin siedzi w Goniądzu i bezradnie obserwuje nasze wysiłki... Jeszcze pod sam koniec mija nas kilka łódek silnikowych z leniwymi turystami (to niby park narodowy, ale zarabia na tym, czego innym zakazuje), które powodują fale wcale nie poprawiające naszego toru spływu.

Ostatecznie o 19.20 dobijamy do brzegu w Goniądzu, gdzie czeka, oprócz Izy, Robert z ojcem aby odebrać tratwę. Jest zmęczenie ale i radość, bo naprawdę przepłynąć ten odcinek to było wyzwanie! Jakaś wycieczka schodzi właśnie nad Biebrzę i cyka nam zdjęcia, niczym bohaterom wracającym ze zdobycia wielkiej góry ;)

Obrazek

Spływ zakończony! Doskonale tutaj wyszło, na ile człowiek jest zależny od takich "błahostek" jak wiatr... Zostaje satysfakcja i trochę żalu, że nie udało się dotrzeć do Osowca, lecz w tych warunkach nie mielibyśmy szans w walce z jeszcze liczniejszymi zatoczkami i odnogami...

G: https://picasaweb.google.com/1103445063 ... PoBiebrzy#
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4397
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Postautor: buba1 » 29-05-2015 12:28

Płyniemy gdzieś do 22.20 - ja wolałbym, aby płynąć jeszcze dalej, bo tak naprawdę przebyliśmy może ze 2 kilometry (a sama trasa do Goniądza ma ponad 12), ale chłopaki upierają się, że to najwyższa pora na kolację.


A to mnie zdziwiles! zawsze mi sie zdawalo ze to eco jest w ekipie tym co rwie do przodu mimo poznej pory i noc mu nie przeszkadza! (nie mowiac o Izie ;)

Goniądz zresztą widać z tego miejsca,


Nie bylo zadnej wiezy w Goniadzu ktora by wam towarzyszyla??

rozgrzewając się rozmaitymi napitkami, ale chłód czuć,


Ja tam widze piwo na stole (i to nie grzane) wiec nic dziwnego ze was telepalo!

Jedno się tylko nie zmienia - pieprzony przeciwny wiatr!


To jest chyba najwieksza masakra splywow! pamietam taka ksiazke "Przez Syberie na gape"jak koles splywal pontonem rzeka Lena. Rozne mozna by sobie wyobrazic niedogodnoscin podczas takiej wyprawy- ale wlasnie przeciwny wiatr najbardziej utkwil mi w pamieci!

Eco zalicza również kąpiel Wink


Dwa lata temu mial lepsza fote!! :D

W pewnym momencie Eco rozbiera się do rosołu (aby nie moczyć znowu gaci) i w samym klapkach niczym nagi zesłaniec (albo atleta) zaczyna ciągnąć tratwę Very Happy



Oj tam zaraz nagi- ma chustke na glowie!

Jakby ktos sobie wedrowal brzegiem i przypadkiem otworzyla sie przed nim taka scenka: jakis golas ciagnie tratwe! Ale mialby mine! :lol: :D

W końcu gdy tratwa rusza, to co chwilę słychać zza trzciny: "Ała, moje jajka, aj, mój odbyt, kur...a..." i cisza. Eco niknie nam z oczu, okazuje się, że wpadł w głęboką kałużę Very Happy Dobrze, że jednak był nagi Razz


czy ja wiem czy dobrze? moze gacie zlagodzilyby upadek i kontakt delikatnych czesci ciala z trzcina?

po 22-giej dobijamy do brzegu, czas na grilla!

Rozpalanie go z trzciny nie jest jednak najlepszym pomysłem, dym ma dość dziwny zapach


Po zapachu ogniska z wyschnietych krowich kup juz zaden zapach mnie nie zdziwi!







Obrazek

co ty mu robisz? :shock:
Ostatnio zmieniony 29-05-2015 12:37 przez buba1, łącznie zmieniany 1 raz.
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Postautor: ecowarrior » 29-05-2015 12:36

Ta, przygoda wyborna. Pewno za kilka lat znów skorzystamy z usług Roberta. Tylko wówczas będziemy zaopatrzeni w solidną procę na licho - rybaków!
Faktycznie udało Ci się opisać stan ducha i emocje jakie przeżywaliśmy podczas naszej przygody :D
Pudelek pisze:Widać już wyraźnie miejsce do cumowania, widać nawet Izę, która ma dalej z nami wędrować w następne dni, a od paru godzin siedzi w Goniądzu i bezradnie obserwuje nasze wysiłki...

Ponoć prawie zawyła z rozpaczy gdy spostrzegła, że przy starym korycie wybieramy dłuższą wersję :)

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3954
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 29-05-2015 12:49

buba1 pisze:
Płyniemy gdzieś do 22.20 - ja wolałbym, aby płynąć jeszcze dalej, bo tak naprawdę przebyliśmy może ze 2 kilometry (a sama trasa do Goniądza ma ponad 12), ale chłopaki upierają się, że to najwyższa pora na kolację.


A to mnie zdziwiles! zawsze mi sie zdawalo ze to eco jest w ekipie tym co rwie do przodu mimo poznej pory i noc mu nie przeszkadza! (nie mowiac o Izie ;)


tym razem skusił go grill, a Iza ogólnie się wlekła podczas tego wyjazdu :P

Nie bylo zadnej wiezy w Goniadzu ktora by wam towarzyszyla??

było widać kościół w Goniądzu jak i sam Goniądz, bo większość zabudowy jest na wzgórzu

Dwa lata temu mial lepsza fote!! :D

została u znajomego urologa :D


Jakby ktos sobie wedrowal brzegiem i przypadkiem otworzyla sie przed nim taka scenka: jakis golas ciagnie tratwe! Ale mialby mine! :lol: :D

Iza obserwowała nas z góry, pewnie jakby widziała ten moment z golasem to też by się zdziwiła :D albo ten strażnik co przypłynął motorówką, lub te wycieczki :D ależ by fotek padło :)


czy ja wiem czy dobrze? moze gacie zlagodzilyby upadek i kontakt delikatnych czesci ciala z trzcina?

już jedne gacie zmoczył, a tak miał masaż miejsc intymnych :D

Obrazek

co ty mu robisz? :shock:

straszę go przed snem. Usłyszałem tylko: "co jest z tą ręką?" :D
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Postautor: ecowarrior » 30-05-2015 21:50

Pudelek pisze:W ciągu 5 minut jesteśmy na Nowym Rynku w Goniądzu, a Dareczek z Holendrami jedzie dalej. No dobra, teraz wypadałoby gdzieś usiąść. Pod Lewiatanem pytamy rowerzystę o jakiś lokal.

A chwilę wcześniej prawie się powiększyła nasza ekipa.
Stoimy przy kasie i wyjmujemy artykuły: boczek, kiełbasy, pieczarki, ser, cebulę, gorzałę, piwo, chłodniki i zacierając dłonie płacimy.
Za mną słyszę rozmowę dwóch miejscowych:
- Nie wiem jak ty, ale ja nie idę na imprezę. Zabieram się z chłopakami :D

Pudelek pisze:Mamy mu pomagać, ale prawie sikamy ze śmiechu, a aparaty i kije wypadają z rąk :D W końcu gdy tratwa rusza, to co chwilę słychać zza trzciny: "Ała, moje jajka, aj, mój odbyt, kur...a..."

Nic dziwnego, ze tratwa na początku nie chciała ruszyć. Patrze co Wy robicie, a zamiast mi pomagać to ocierając łzy łapiecie za aparaty i cykacie fotki. Mędy jedne. Myślałem, że Was pozabijam! I to Twoje hasło:
- Zaraz się posikam!

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3954
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 02-06-2015 11:07

Po zakończeniu tratwowego spływu i uzupełnieniu składu o Izę udajemy się szybko w kierunku znanej już nam restauracji hotelowej w Goniądzu. Mimo, iż pisało, że działa do 20-tej, to udało nam się coś zjeść jeszcze po tej godzinie :) Wszystkim smakowało, oprócz Izy :D

Nocujemy dokładnie w tym samym miejscu, co z Eco w sobotę - za miastem, nad Biebrzą obok Carskiej Drogi. Pogoda jednak jest już mniej przyjemna, nieco kropi, ale na szczęście namioty rozbijamy na sucho, podobnie jak smażymy na ognisku kolację.

Obrazek

Dopiero potem zaczyna walić deszczem, ewakuujemy się więc do namiotów, gdzie kończymy imprezę ;) Niestety, pada również rano... ponownie zasypiam, budzę się i nadal pada. Od razu mam skojarzenia z poprzednim rokiem, kiedy obok Gnojna lało, lało i lało...

Na szczęście około godziny 11-tej przestaje, zatem zwijamy mokre namioty i ponownie uderzamy do Goniądza, obserwując przy okazji miejsce, gdzie dzień wcześniej dwóch licho-rybaków pokazało nam złą drogę!
Obrazek

W Goniądzu po raz trzeci knajpa hotelowa (jest to w sumie jedyne miejsce, gdzie można coś zjeść), zakupy i wychodzimy na obrzeża, aby złapać stopa. Po drodze podziwiamy miejscową architekturę.
Obrazek
Obrazek

Początkowo planowaliśmy dostać się do Osowca, następnie przez Grajewo do Augustowa, ale od kiedy pojawiła się Iza to plany zaczęły się... mieszać ;) Postanawiamy więc uderzać w kierunku przeciwnym, na Suchowolę.

Po jakimś czasie oczekiwania Iza łapie stopa - do wiekowego poloneza ładuję się razem z Eco. Miejscowa rodzinka podwozi nas do... skrzyżowania przy Wroceniu! Jakiś zaklęty krąg!
Obrazek

Zagadują ile jesteśmy w stanie zapłacić za dowód do Suchowoli... ponieważ w ogóle nie znamy stawek, to czekamy na ich propozycję. Pada 38 zł! Nie, dzięki, autobusem zajechalibyśmy o połowę taniej. Wychodzimy więc dokładnie w tym samym miejscu, gdzie w niedzielne popołudnie z psem Gorolkiem szliśmy w kierunku zamkniętego sklepu...

Mija trochę czasu i w tle pojawiają się dwie postacie - Iza z Grzesiem złapali kilka stopów i nas dogonili. Siedzimy razem przy skrzyżowaniu, machamy - nic. Trzeba więc ruszyć tyłki i przed siebie, tą straszliwie prostą drogą.
Obrazek

Krajobraz wokół dość monotonny - pola, rzadkie skupiska drzew, czasem jakieś zabudowania w tle.
Obrazek

Łapanie stopa nie wychodzi nawet Izie - ludzie patrzą na nas jak na kosmitów albo pokazują słynne "jadę tylko kawałek"! Po kilku kilometrach schodzimy z niegościnnej trasy wojewódzkiej na piaszczystą drogę w kierunku Dolistowa, gdzie w niedzielę Grzesiek widział sklep i knajpę. Przy okazji rozgrywamy szybki mecz ;)
Obrazek

W Dolistowie (są dwa - Nowe i Stare - nie bardzo wiadomo gdzie biegnie między nimi granica) zupełnie inne klimaty: konie, krowy, drewniane domy...
Obrazek
Obrazek

Jest i knajpa - tyle, że zamknięta. Siadamy więc pod Lewiatanem, centrum cywilizacji miejscowości.
Obrazek

Mamy stąd widok na najwyższy budynek Dolistowa - neoklasycystyczny kościół i dzwonnicę.
Obrazek

Zastanawiamy się co robić dalej - jasne jest, że na Suwalszczyznę dzisiaj się nie dostaniemy... w końcu pada pomysł, aby podejść do bliskiej tutaj Biebrzy. Okazał się pomysłem trafionym, bowiem przy rzece znajduje się miejsce biwakowe, podobne jak kiedyś w Sztabinie.
Obrazek

Andrzej coś marudzi, że za blisko miejscowości, że gdzie indziej - mnie się od razu tam spodobało i reszcie ekipy po chwili również. Jest dużo zielonej trawy, wychodek, dwie wiaty, miejsce na ognisko, a w pobliskim podmokłym lesie również zestaw drzewa. Do tego mamy okres przed sezonem, więc poza grupką nastolatków, która szybko się zmywa, nikt nas nie niepokoi.
Obrazek

No dobra, jeden typ ciągle się nam przygląda ;)
Obrazek

Dokonujemy kąpieli, rozstawiamy namioty i wkrótce płonie ognisko. Iza stawia swój wegetariański kociołek, my smażymy martwe zwierzęta.
Obrazek

Trafia nam się przyjemny zachód słońca nad Biebrzą.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W takich warunkach siedzenie wokół ogniska jest jeszcze fajniejsze niż zwykle :)

Obrazek

W nocy zaczyna padać, ale uciekamy pod wiatę, więc deszcz nam nie straszny. I znów opady utrzymują się aż do rana, ale tym razem kończą się wcześniej niż w środę. Mimo to czwartkowe dopołudnie jest pochmurne i mokre.
Obrazek

Po szybkich zakupach ruszamy przez Dolistowo Stare, które dzień wcześniej wydawało się bardzo zachęcające.
Obrazek

Starych domów tutaj od groma, w większości zamieszkałych, więc nie zmieniają się w rudery jak w Goniądzu.
Obrazek
Obrazek

Większość z nich ma charakterystyczne dla Podlasia zdobienia, efekt wzorowania się na dawnych carskich dworcach, pałacach czy cerkwiach. No, ale trudno się dziwić, w końcu ten teren aż do Wielkiej Wojny leżał w granicach Cesarstwa Rosyjskiego właściwego, a nie w Kongresówce (ta była na Suwalszczyźnie, zaraz za Biebrzą, która stanowiła i stanowi granicę).
Obrazek

Wioska jest bardzo ładna dla oka i dobrze, że nie minęliśmy ją jakimś stopem.
Obrazek

Na ten zresztą znowu trudno liczyć, bo ruch znikomy...

Na obrzeżach wsi - wiatrak.
Obrazek

Suniemy z Eco do przodu, ale co jakiś czas trzeba stawać, bo Grześ z Izą wyraźnie ciągną po tyłach. Hmm, z takim tempem to Suwalszczyzna znowu się oddala. Na nasze szczęście na skraju następnej wioski - Zabiele - Iza łapie stopa i wchodzi tam z Grzesiem.
Obrazek

Cieszymy się również i my, bo możemy podkręcić tempo - Andrzej od razu pisze im smsy, aby na nas nie czekali, tylko walili na Augustów, jeśli jest możliwość.

A my tymczasem oglądamy sobie zabudowę Zabieli (Zabielów?), również ciekawą.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Krzyż w zdobieniu a'la późny Gierek.
Obrazek

Zagaduje nas jakiś zawiany miejscowy - "co macie w plecakach?". Eco, licząc na swą chytrość, odpowiada, że bimberek. "Ooo, odsprzedajcie" - tamtemu otwierają się oczy. Kurde, jeśli na wioskach chcą kupować bimber od turystów, to już chyba jest koniec świata! A przecież było jeszcze przed drugą turą wyborów!

Potem inny facet pyta mnie, czy jesteśmy geodetami i gdzie ciągniemy. Mówię, że turyści i do Suchowoli. "Hmm, to mogę was podwieźć". Wlewa się w nas nadzieja, lecz rozmówca stwierdza jednak, że najpierw musi coś załatwić z sąsiadem i jak pojedzie do miasta, to nas po drodze weźmie. Aha, jasne...

Za wsią dochodzimy ponownie do cholernej drogi wojewódzkiej, prostej, w dawnym pasie Carskiego Traktu. Powtórka z rozrywki...
Obrazek

Auta jakieś jeżdżą, ale rezultat ten sam co zawsze jeśli chodzi o łapanie okazji. Eco zauważa, że przy drzewach leżą kupki kamieni.
- To pewnie zdesperowani autostopowicze zbierali, aby rzucać w kierowców :D
Obrazek

W lesie wchodzimy w nowy powiat, ale zmian w podejściu kierujących nie widać. Mijając różne kapliczki zastanawiam się już, czy może powinniśmy tam klęknąć z prośbą błagalną? Z drugiej strony widać w oddali zabudowania Suchowoli, więc za jakiś czas tam się doczołgamy...
Obrazek
Obrazek

I wreszcie wydarza się cud: zatrzymuje się samochód z jakimś wojskowym lub strażnikiem granicznym. Nie jedzie co prawda do Suchowoli, ale odbije dla nas te kilka kilometrów! Super, co najmniej godzinę jesteśmy do przodu :) Gadamy o różnych rzeczach, żołnierz służył kiedyś w Bytomiu, opowiadamy o spływie...

Po kilku minutach wyrzuca nas przy rynku w Suchowoli, gdzie straszy ogromna, paskudna, żelazna konstrukcja. Do geograficznego środka Europy pasuje jak pięść do oka!
Obrazek

Dzięki stopowi udało nam się być tutaj nawet o rozsądnej godzinie, za 40 minut mamy autobus na Augustów, więc jednak zahaczymy o Suwalszczyznę (nie licząc drugiego brzegu nad Biebrzą, gdzie Eco nagi ciągał tratwę ;)).

https://picasaweb.google.com/1103445063 ... Suchowoli#
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2152
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Dolnoślązak » 02-06-2015 13:22

Tak czytam, jeden dzień, drugi, trzeci... a wy ciągle w tym samym miejscu :lol:

1 - czy to ten stary, biały polonez na jednym ze zdjęć? Pewnie niejeden fan motoryzacji bez wahania dałby te 38 byle tylko takim się przejechać :mrgreen:

2 - co takiego niedobrego było w tej restauracji, że Izie nie smakowało? Węże, skorpiony czy jaszczurki? :o

3 - ta konstrukcja ze środka Europy niech im tam będzie, ale co robi ten krzyż?

4 - zapomniałem...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3954
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 02-06-2015 13:59

1) nie, to inny, tamten był ciemniejszy :)
2) placki miały być za bardzo nasączone olejem, a surówka... zwyczajna :D
3) podobno jest to fragment jakiegoś ołtarza papieskiego :shock: nie mieli widać co z nim zrobić, więc wsadzili go na rynek :D
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3954
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Postautor: Pudelek » 09-06-2015 12:32

część czwarta i ostatnia...

Suwalszczyzna zaczyna się na Biebrzy, więc pierwszą miejscowość jaką widzimy z okien autobusu to... Sztabin! Dla niewtajemniczonych - dwa lata temu tu zaczynaliśmy spływ tratwą, a wieże kościoła prześladowały nas niemal do końca...

Obrazek

Mijając wioskę stają mi przed oczami obrazy z 2013 roku - piwo w knajpie z przeklinającymi miejscowymi, burza w drodze nad rzekę, strzaskaną miętówkę, ciężką noc w ciasnej tratwie...

Wracam do teraźniejszości - autobus zajeżdża na dworzec w Augustowie. Mamy ponad 2 godziny czasu, więc idziemy z Eco do znanej już nam knajpy przy rynku, gdzie zjadamy kibiny. Potem lecę jeszcze do Żabki kupić jakąś odtrutkę na koncerniaki...

Czekamy na kolejnego PKS-a z pewnym niepokojem - na rozkładzie nie jest zaznaczone, że jedzie przez Giby. A inne tak zaznaczone są! Ostatecznie jednak wychodzi, że przez Giby przejeżdża (bo nie ma jak ich minąć), więc około 18.30 docieramy do nich, gdzie czekają już Iza z Grześkiem.

W Gibach (lit. Gibai) znajduje się dawna molenna staroobrzędowców, dziś katolicka pod wezwaniem św. Anny.
Obrazek

W ogóle jest przyjemnie, bo po całym dniu szarówy wyszło słońce - wieczory mamy w tym roku zdecydowanie ładniejsze niż poranki...
Obrazek

Pozostała dwójka siedzi nad jeziorem Gierat, tuż przy drodze.
Obrazek

Dowiadujemy się, że w międzyczasie Grześka ugryzł jakiś miejscowy pies! Musimy też wyglądać bardzo podejrzanie, bo jeżdżąca tam i z powrotem policja uważnie nam się przygląda. A my przyglądamy się jezioru, gdzie jeden facet łowi rybi z rowerka wodnego ;)
Obrazek

Nadchodzi pora na znalezienie miejsca noclegowego - postanawiamy spróbować nad sąsiednim jeziorem Pomorze. Na mapie mam zaznaczone jakieś miejsce biwakowe, podobne do takiego nad Biebrzą. Wchodzimy w las, brzeg jest wysoki, nie bardzo jest w ogóle jak podejść do wody. Spotykamy dwóch młodych wędkarzy. Mówią, że dalej nie przejdziemy, bo jest ośrodek wypoczynkowy, a namiot ewentualnie gdzie indziej - pokazują miejsce z drugiej strony brzegu. No to idziemy...

Obrazek

Minąwszy rzeczkę Pomorzankę znajdujemy dość szeroki plac, służący czasami do zawracania różnych samochodów. Po środku jest ślad po ognisku (dość zasyfionym), dookoła sporo trawy. Nad jeziorem dziwny domek i dwa pomosty, w tym jeden w stanie mocno pochyłym.
Obrazek

Najważniejsze jednak, że mamy ciszę i spokój, możemy w spokoju rozpalić ostatnie podczas tego wypadu ognisko.
Obrazek
Obrazek

Poranek tym razem jest słoneczny, zapowiada się upalny dzień...
Obrazek

Zaglądamy do sklepu w Gibach, który służy jednocześnie za knajpę - ukrywamy się za płotkiem w pseudo-ogródku, gdyż miejscowi przestrzegają przed policją lepiącą mandaty. Wiadomo - masz to w Polsce.

Do śniadania usiłuje się dołączyć futrzany jegomość ;)
Obrazek

Posiliwszy się ruszamy w drogę. Mijamy jezioro Kaczan...
Obrazek

...i rzekę o interesującej nazwie ;)
Obrazek
Obrazek

Przed rezerwatem Pomorze rozdzielamy się - towarzystwo maszeruje zdecydowanie dla mnie za wolno, a chodzenie nie swoim tempem strasznie mnie męczy. W las włażę więc sam, na szpicy.
Obrazek

Rezerwat kończy się dość szybko i wychodzę na mleczne łąki.
Obrazek

Niestety, kończą się też oznakowania szlaku. Na rozwidleniu odbijam więc w prawo i dochodzę do samotnego domku, gdzie droga zanika, a na mój widok spanikowana babcia gwałtownie zamyka drzwi ;)
Obrazek

Pozostaje mi się cofnąć do skrzyżowania, gdzie spotykam resztę towarzystwa. Dobry pretekst do chwili odpoczynku z cysterną w tle.
Obrazek

A dookoła żółto-zielono.
Obrazek

Znowu się rozdzielamy - raźno maszerując do przodu podziwiam pofałdowaną okolicę.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Idzie się fajnie, ale gdy niedługo po przekroczeniu drogi na Ogrodniki jedzie w moim kierunku samochód to nie marnuję okazji - stop dowozi mnie do Sejn (Seinai). Kończę otwarte piwo pod mostem i dowiaduję się, że resztę też ktoś podwiózł do miasta i szukają jakiegoś lokalu.

Sejny to dość ciekawa miejscowość, największa z terenów zamieszkałych przez polskich Litwinów. Jest więc tutaj i litewski konsulat i litewska szkoła. Świadectwem wielokulturowości są też dwie synagogi:
- Biała
Obrazek

- i tzw. Talmudyczna (budynek w tle to dawne hebrajskie gimnazjum).
Obrazek

Obie tuż obok siebie, obie wybudowane w drugiej połowie 19 stulecia, kiedy Żydzi stanowili ponad 70% mieszkańców. Jeszcze w okresie międzywojennym było ich z 25 %.

Nad miastem góruje podominikańska bazylika, jedna z dwóch w dzisiejszej Polsce reprezentującej tzw. barok wileński.
Obrazek

Obok kościoła znajduje się także dawny dominikański klasztor.
Obrazek

Z resztą ekipy spotykam się w restauracji, gdzie konsumujemy różne miejscowe specjały, których nazw już nie pamiętam.
Obrazek

Potem się rozdzielamy - ja z Grzesiem idziemy na autobus, a Eco z Izą łapie stopa (miał jechać z nami, ale się skusił na coś innego...). Widzimy ich potem z okien autobusu, jak wchodzą do zatrzymanego samochodu ;)
Obrazek

Nasza droga w skutek remontów dłuży się niemiłosiernie, ale stopowiczów znowu dogania licho w postaci policji. To ja wolę jednak dłużenie ;)

W Suwałkach kolejna przesiadka - znowu przez chwilę jesteśmy razem w knajpie na rynku. I znowu podział - tym razem Iza jedzie sama, a my tłuczemy się bocznymi drogami na powrót do Augustowa.
Obrazek

Tam - już tradycyjnie - obiad przy rynku, zakupy i maszerujemy w kierunku Jeziora Białego. Zapada zmrok.
Obrazek

Rozbijamy się niemal dokładnie w tym samym miejscu gdzie dwa lata temu - w pobliżu stacji kolejowej. Szybka kąpiel, krótka imprezka w namiocie i idziemy spać, gdyż pobudka jest przed 5-tą... Ale za to rano...
Obrazek

Cudny poranek, identyczny jak w 2013 roku. To jezioro ma coś w sobie!
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ah, jak żal wyjeżdżać! No, ale trzeba, niestety...

Na dworcu okazuje się, że kasa biletowa już nie działa - rozwój kolei w Polsce nabiera rozpędu. Ale przecież mamy pendolino!

W pociągu smętnie mijamy kolejne, malutkie stacyjki. Humor zaczyna się poprawiać, gdy powoli pogoda się psuje - w Białymstoku nie jest już tak fajnie, więc przynajmniej nie jest nam tak żal ;)

Mamy kupę czasu do autobusu, więc łazimy po okolicy, obserwując m. in. białostocki meczet.
Obrazek

Zachodzimy do znanego już nam lokalu, który zresztą otwierany jest chyba według uznania właściciela. Niestety, brak babki ziemniaczanej, więc posilamy się plackami i syfcem. Potem jeszcze siedzimy sobie z winkiem niedaleko stacji, pokazując lichu, co o nim sądzimy ;)
Obrazek

I koniec! To znaczy prawie koniec, gdyż w mieście zwanym Warszawa Andrzej prowadzi nas jeszcze na szybki i tani napój piwopodobny, ale wypad należy uznać bezpowrotnie za zakończony.

Galeria nr 4:
https://picasaweb.google.com/1103445063 ... owaDoSejn#
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Postautor: ecowarrior » 09-06-2015 20:49

Żal ściska serce, że podlasko - suwalska przygoda już za nami. Każda spędzona minuta była bezcenna. O Jeziorze Białym prawdopodobnie zacznę tworzyć poematy... I jak tu wytrwać 12 miesięcy do kolejnego etapu? :-(

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2152
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Dolnoślązak » 09-06-2015 21:52

ecowarrior pisze:Żal ściska serce

Ja bym powiedział, że dupę ściska patrząc na ostatnie zdjęcie...

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2152
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Dolnoślązak » 09-06-2015 22:16

Pudelek pisze:Dowiadujemy się, że w międzyczasie Grześka ugryzł jakiś miejscowy pies! Musimy też wyglądać bardzo podejrzanie, bo jeżdżąca tam i z powrotem policja uważnie nam się przygląda.

Może szukała tego, który ugryzł psa, czy jak to tam było? :mrgreen:

Pudelek pisze:Zaglądamy do sklepu w Gibach, który służy jednocześnie za knajpę - ukrywamy się za płotkiem w pseudo-ogródku, gdyż miejscowi przestrzegają przed policją lepiącą mandaty. Wiadomo - masz to w Polsce.

To pewnie z zemsty. Sami nie mogą a też by się napili.

Pudelek pisze:Na rozwidleniu odbijam więc w prawo i dochodzę do samotnego domku, gdzie droga zanika, a na mój widok spanikowana babcia gwałtownie zamyka drzwi ;)

Sąsiadki w niedzielę po mszy ostrzegały, że jakieś zbóje grasują po okolicy więc co się dziwisz... Jeden idzie na zwiady a reszta chowa sięw krzakach.

Pudelek pisze:Nasza droga w skutek remontów dłuży się niemiłosiernie, ale stopowiczów znowu dogania licho w postaci policji. To ja wolę jednak dłużenie ;)

Że jak?

Pudelek pisze:W Suwałkach kolejna przesiadka - znowu przez chwilę jesteśmy razem w knajpie na rynku. I znowu podział - tym razem Iza jedzie sama, a my tłuczemy się bocznymi drogami na powrót do Augustowa.
Obrazek

Ale za to jaki fajny autobus! O wiele bardziej wolę takim jechać niż jakąś ciasną puszką w postaci busa czy innego podobnego.


Wróć do „Relacje z wypraw”