Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3893
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 22-08-2016 18:50

Letni długi wyjazd czas zacząć! Po ubiegłorocznej wyprawie skandynawskiej pora było powrócić na południowe cieplejsze kierunki.

Podobnie jak we wcześniejszych latach miesiącem wyjazdu znów był sierpień. Podobnie jak zazwyczaj w momencie pierwszego odpalenia silnika na Śląsku za oknem lało i ogólnie było paskudnie. Oprócz tego jednak wprowadziłem kilka zmian.

Zamiast jechać jak zwykle na Czeski Cieszyn i Żylinę tym razem cisnę w kierunku Krakowa, następnie na Nowy Sącz i Muszynkę. Mało brakowało a wypad zakończyłby się już w okolicach Brzeska, kiedy to wyprzedzający mnie na autostradzie samochód znalazł się w martwym polu lusterka i niemal na niego wjechałem przy pełnej prędkości. Potem przed granicą prawie przejechałem psa, który wyraźnie miał zdolności samobójcze. A na sam koniec polskiego epizodu poznikały gdzieś wszystkie stacje benzynowe, w których chciałem zatankować do pełna i tak wjechałem na Słowację.

Przestało padać, ale niebo nadal zachmurzone. Dobre i to.
Obrazek

Za Bardejovem zjeżdżam na boczną drogę do wioski Hervartov (Hervartó), w której znajduje się drewniany kościół wpisany na listę UNESCO. Jest jednym z najstarszych w kraju, bo z około 1500 roku. Z zewnątrz prezentuje się raczej tradycyjnie...
Obrazek

...jednak w środku zachwyca bogactwem polichromii z XVI-XVII wieku. Niektóre napisy są w archaicznym słowackim.
Obrazek

Zdjęcia robię "nielegalnie" z chóru. Nie mam zamiaru płacić za fotki opiekunowi świątyni, który przy wejściu wyskoczył do mnie z jakimś bulgotaniem, pretensjami i dziwną miną! W ogóle nie zrozumiałem o co mu chodzi, bo facet niby mówił po słowacku ale z tak strasznym akcentem, że miałem wrażenie iż to jakiś mieszkaniec buszu...
Obrazek

Facet w ogóle jest pokręcony. Turystów z Łotwy traktuje jak Rosjan, mimo, iż ewidentnie trafił na etnicznych Łotyszy. Zresztą Łotwa myli mu się ciągle z Litwą, taki drobiazg. Do Węgrów stosuje znaną z Polski metodę porozumiewania: jak będę mówił głośno i wyraźnie, to na pewno dotrze :).

Ogólnie to trochę ludzi się tutaj kręci, mikroskopijny parking za rzeczką bywa za ciasny. Ale pewno to też zasługa weekendu.

Jedziemy dalej. Trzycyfrowe szosy prowadzą wzdłuż pasma górskiego Čergov - jestem w tych rejonach pierwszy raz.
Obrazek

Przed Trebišovem (Tőketerebes) wychodzi słońce, momentalnie robi się gorąco. To już Zemplin, region gdzie Węgry czuć w powietrzu :D . Krajobraz się wypłaszcza, natomiast w tle widać pagórki Niziny Wschodniosłowackiej.
Obrazek

No i pojawiają się słoneczniki! :) Uwielbiam te żółte pola, kojarzą mi się z Węgrami, Bałkanami, ciepłem i wolnym czasem.

Na rogatkach Čerhova (węg. Csörgő) za przejazdem kolejowym widzę ustawionych na łące kilkanaście macew - pozostałości po kirkucie.
Obrazek

Pojawia się szereg tablic informujących, że znaleźliśmy się w regionie Tokaj. Wbrew powszechnemu mniemaniu leży on nie tylko na Węgrzech (tak jak uznaje to UNESCO), lecz należą do niego również cztery wsie należące dziś do Słowacji. Jego obszar określono kilkaset lat temu i wytyczone w Trianon granice tego nie zmieniły.
Obrazek

W oddali widać dużą górę.
Obrazek

To Magas-hegy w Górach Zemplińskich, już za granicą. Prowadzi na niego największa na Węgrzech kolejka, choć sama góra ma tylko nieco ponad 500 metrów.

Po chwili jestem w znanym mi miejscu, gdyż przechodziłem tędy już co najmniej sześć razy - w Slovenskim Novym Mieście (Újhely). Zaraz za dworcem kolejowym na niewielkiej rzeczce Roňava (Ronyva) wytyczono granicę słowacko-węgierską. Północne przedmieścia Sátoraljaújhely odłączono od centrum i utworzono osobną miejscowość, natomiast większość miasta pozostała przy Węgrzech.
Obrazek

Do Węgier zawsze czuję jakiś specjalny sentyment; bardzo lubię ten kraj. To do Madziarów po raz pierwszy pojechałem z rodzicami na dłuższe wakacje za granicę; nad Balaton oczywiście :) . I choć od tego wydarzenia minęło sporo lat to zawsze chętnie tam powracam.

Jak na najsłynniejszy region winiarski przystało okolica pełna jest winnic. Rzędy pnączy ciągną się na oświetlonych słońcem wzgórzach.
Obrazek

Po drugiej stronie drogi (nie tej ze zdjęcia - ująłem na niej płytówkę wewnątrz winnicy) samotna góra - Tokaj. Stożek o pochodzeniu wulkanicznym, forpoczta Gór Tokajsko-Slańskich.
Obrazek

Niespodziewanie w tle pojawia się duża ciemna chmura i wydaje się, iż zaraz lunie...
Obrazek

Na szczęście przechodzi ona bokiem, więc do miasta Tokaj dojeżdżamy w dobrej pogodzie. Na ulicach pełno wykopków po kanalizacji.
Obrazek

Miejscowość ma niecałe pięć tysięcy mieszkańców i tłumów tu nie widzimy. Są piwniczki winne, niewielki rynek, trochę zabytkowych budynków (co najmniej trzy kościoły różnych wyznań), ratusz z muzeum.
Obrazek
Obrazek

Dawna synagoga przerobiona bodajże na salę koncertową.
Obrazek

Knajpy zapraszają w swe progi, ale w takich miejscach zawsze się przepłaca. Decydujemy się tylko na zakup dwóch sztuk wina w małym sklepiku. Półtoralitrowe będziemy męczyć kilka dni.
Obrazek

Widzimy jakąś grupę mundurową. Apel smoleński??
Obrazek

Nie, to tylko wesele, jedno z wielu jakie spotkamy. Ludzie hajtają się w każdy dzień tygodnia i zazwyczaj w godzinach mocno popołudniowych.

Wyjeżdżając z Tokaju mylę drogę i niepotrzebnie jadę z dziesięć kilometrów w złym kierunku. Ostatecznie jednak wieczorem trafiamy do celu - miasta Nyírbátor, na wschodnich rubieżach kraju. Choć po prawdzie to z racji wielkości kraju Węgrzy mają te rubieże blisko siebie . Miejscowość leży w regionie Nyírség (kraj brzóz) i stąd większość okolicznych miejscowości ma w składzie człon "Nyir".

Nyírbátor przyciąga turystów kompleksem basenów termalnych. Obok działa kemping, którego mieszkańcy mają wstęp na baseny w cenie noclegu - czyli de facto za darmo biorąc pod uwagę cennik :D. Kemping jest niestety dość popularny wśród Polaków, zwłaszcza z województwa podkarpackiego. Niestety, gdyż niektórzy z nich zapominali iż nie są tam sami, drąc mordę po nocy. W ciągu dnia byli grzeczni i mili jak baranki, bo w końcu dzieci patrzą i słuchają...

Inaczej niż w poprzednie wyjazdy drugi dzień zamiast gnać do przodu przeznaczamy na kompletny relaks - taplanie się w wodzie (ma do 36 stopni i właściwości lecznicze, głównie na reumatyzm), piwkowanie, winowanie, zajadanie się langoszem itp.. Wokół basenów masę samochodów na rumuńskich blachach, lecz rumuńskiego języka nie słychać - niemal wszyscy to etniczni Węgrzy, których historia a właściwie polityka zostawiła po tamtej stronie.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Do centrum z kempingu jest około 3 kilometrów z buta, w sam raz na spacer. Choć niektórzy przed takimi ostrzegają - część miasta zamieszkana jest przez Cyganów, którzy do zamożnych tutaj nie należą. Aby było zabawniej w ich dzielnicy uruchomiono jeden z trzech na Węgrzech zamkniętych obozów dla uchodź..., tfu, migrantów. Nie ma jednak powodów do obaw - Nyírbátor pełne jest służb (na ulicach niewidocznych), a Cyganie pojawili się na ulicach dopiero w poniedziałek, kiedy trzeba było ruszyć do sklepów.
Obrazek

W sobotę większym problemem okazało się znalezienie czynnej restauracji - albo zamknięte albo wesela! Trafiliśmy w końcu do spelunki, gdzie lane piwo kosztowało nieco ponad 2 złote i lali też palinkę. Zamiast kolacji były chipsy :P. Musiałem też wyglądać na swojaka, bo co kto wchodził to się ze mną witał wyciągniętą łapą.
Obrazek

W telewizji pokazywano Igrzyska Olimpijskie w wykonaniu węgierskiej reprezentacji - jakaś dżudoczka o słowiańskim nazwisku po kilku minutach pierwszego występu wracała do domu w pierwszym dniu imprezy. Ostatecznie jednak Węgry, które są ponad trzy razy mniej ludne od Polski, zdobyli w Rio 15 medali w tym 8 (!) złotych, a Polska 11 krążków, w tym 2 złote... bez komentarza.

Zabytki w Nyírbátor też są, głównie kościoły. Mamy więc unicki:
Obrazek

- rzymskich katolików, w stylu gotyckim:
Obrazek
- kalwiński, też gotycki z renesansową drewnianą wieżą:
Obrazek

W środku jak to u kalwinów - surowo. Pochowany jest w niej Stefan Batory - imiennik polskiego króla, lecz żyjący wiek wcześniej.
Obrazek

Batorych zresztą łączyło z miastem więcej - niedaleko stoi ich kasztel, odbudowany z ruiny dziesięć lat temu.
Obrazek

Na rynku wśród kilku pomników wyróżnia się ten poświęcony żołnierzom Wielkiej Wojny - jak często u Węgrów jest bardzo realistyczny.
Obrazek

W poniedziałek robimy zakupy, tankujemy samochód w mikroskopijnej tankszteli i zjawiamy się na bocznym przejściu granicznym Vállaj-Urziceni. Ruch jest niewielki, odprawa prowadzona jest wspólnie przez Węgrów i Rumunów. Sprawdzanie dokumentów wozu, pytanie o broń (nie mamy), narkotyki (niestety, nie mamy), a żeby przekroczyć wewnętrzne limity unijne na alkohol to musielibyśmy wziąć większe auto .

Po niecałym kwadransie wjeżdżamy do Rumunii! :D
Obrazek

Link: https://goo.gl/photos/nfjPaxxfcLnGxvvSA
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3893
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 25-08-2016 10:46

Przestawiamy zegarek godzinę do przodu...

Jestem ponownie w Rumunii po siedmiu latach. Wtedy jednak jeździliśmy po kraju pociągami - było klimatycznie, ale jednak człowiek był ograniczony co do ilości odwiedzanych miejsc. Samochód daje zdecydowanie większe możliwości.

W Polsce nadal można usłyszeć, że Rumunia to dziki i niebezpieczny kraj - cóż, opiniotwórczych kretynów nigdy nie brakuje. W tym roku przyjechało więcej turystów niż zwykle co wiąże się z faktem, iż w większej części Europy szaleją przedstawiciele religii pokoju, a u Rumunów panuje spokój...
Obrazek

W elektroniczną rovinietę zaopatruję się w najbliższej miejscowości - trójjęzycznej.
Obrazek

Większość mieszkańców stanowią Węgrzy, co piąty jest Niemcem, a Rumunów mniej niż 10 procent. Madziarzy stanowią również większość mieszkańców kolejnego miasta - Wielkiego Karola.
Obrazek

Wielki Karol
czyli Carei zapisał się w świadomości rumuńskiego wojska - w 1944 został zdobyty przez armię radziecką i rumuńską jako ostatnie miasto we współczesnych granicach Rumunii. Dziś ten dzień jest obchodzi jako święto żołnierzy.

Na początek chciałem zatrzymać się w Satu Mare (Szatmárnémeti, Sathmar), ale skutecznie odstraszył nad od tego korekt-gigant w centrum oraz strefa parkowania tylko na sms. Wyjeżdżając udało nam się jedynie zobaczyć katedrę prawosławną.
Obrazek

Drogą numer 19 kierujemy się na północny-wschód do Maramureszu (Marmarosu). Ta kraina niemal za wszystkich stron otoczona górami zawsze była prowincją, którą omijała wielka historia i nowinki techniczne. Zapewne dlatego zachowało się tam wiele elementów kultury ludowej i tradycji rzemieślniczych. Region jest podzielony między Rumunię a Ukrainę, a granicę stanowi rzeka Cisa. Spotkaliśmy ją już raz podczas tego wyjazdu: dwa dni wcześniej, w Tokaju.

Mijamy różne niewielkie wioski, powoli pnąc się do góry. Jedna ze wsi ma drugą nazwę słowiańską - słowacką albo czeską. Zaraz za nią osadnictwo się kończy i gramolimy się na przełęcz w górach Igniș.
Obrazek
Obrazek

Skoro się wjechało to w naturalny sposób musimy zjechać w dół do doliny Cisy, do wspomnianego Maramureszu. A tam czeka już Săpânța (Szaplonca), wieś przy granicy, znana ze swojego Wesołego Cmentarza. Wbrew temu co piszą różni pseudo-dziennikarze ("Tego nie wiedziałeś o Rumunii", "10 nieznanych faktów o kraju Draculi" itp.) jest to jedna z najbardziej popularnych atrakcji turystycznych i właściwie wszystkie "musisz obejrzeć" ją uwzględniają.
Obrazek

Z racji swego peryferyjnego położenia odwiedza ją może ciut mniej turystów niż gdyby leżała gdzieś w centrum, ale i tak nie sposób przejść spokojnie obok całej komercyjnej otoczki pobliskich ulic.
Obrazek

Wstęp na cmentarz jest płatny - 5 lejów. Na szczęście nie pobiera się już opłat za fotografowanie. O cmentarnej zadumie można zapomnieć ;).
Obrazek

O cmentarzu napisano już dużo i jeszcze więcej. Tak więc w trzech zdaniach: w 1935 roku miejscowy artysta wyrzeźbił w drewnie pierwszy kolorowy nagrobek ze scenką rodzajową i zabawnym wierszykiem, który znacznie się różnił od standardowych smutnych epitafiów. I tak zostało do dzisiaj - dzieło pierwszego mistrza kontynuują następcy: na grobach (często dwustronnie) obrazki przedstawiają powód śmierci, zawód wykonywany za życia lub po prostu podobiznę. Wszystko to uzupełnione błękitnym kolorem, który jest nawet określany jako "błękit z Wesołego Cmentarza".
Obrazek
Obrazek
Obrazek

O ile mężczyźni robili w życiu coś ciekawego to kobiety przedstawione są przy włóczce, garach albo z modlitewnikiem. Fascynujący tryb życia.
Obrazek

Czy jedna z kobiet zadźgała drugą widłami??
Obrazek

Porównanie zdjęcia i obrazu grobowego.
Obrazek

Panowie w mundurach występują dość często - są żołnierze, myśliwi i tym podobni. Jak widać na poniższym ujęciu nie przeszkadza też wkomponowanie sierpa i młota w krzyż.
Obrazek

Jednym z bardziej ciekawych był wypatrzony nagrobek młodego chłopaka, który poległ w 1944 w węgierskiej armii (cztery lata wcześniej Węgrzy na krótko odzyskali te tereny). Powyżej jest zdjęcie w madziarskim mundurze.
Obrazek

Ktoś zmarł podczas żniw czy może lubił w dresie wychodzić w pole?
Obrazek

Pozabijali się o kobietę??
Obrazek

Jeden z bardziej znanych nagrobków - trzylatki przejechanej przez samochód.
Obrazek

Obok kościoła budowana jest nowa cerkiew z wysoką wieżą. Na razie położyli dachy.
Obrazek

Po drugiej stronie wioski także powstaje nowa świątynia - drewniana. Wieża jest ponoć najwyższą konstrukcją drewnianą w Rumunii i ma 78 metrów. Widać ją z daleka.
Obrazek

A w oddali zielona Ukraina.
Obrazek

Pierwszy nocleg na rumuńskiej ziemi zaplanowaliśmy w Syhocie Marmaroskim (rum. Sighetu Marmației, węg. Máramarossziget). Gdy podjechaliśmy pod kemping to zastaliśmy zamkniętą bramę. Na szczęście obok była kartka z numerem telefonu, osoba po drugiej stronie znała angielski, więc mogliśmy zrzucić łańcuch i wjechać do środka. Początkowo byliśmy sami, potem zjawili się jeszcze Francuzi na motorze i polska rodzina.

A kemping mieścił się w ogrodzie :D.
Obrazek


Po rozstawienia namiotu i poszukiwaniu kluczy od wozu, które niechcący przykryłem książką, ruszyliśmy do centrum oddalonego o jakieś 10 minut marszu. Skrót prowadzi przez boczne uliczki i osiedle.

Pod blokami stoją sterty drzewa. Teresa dziwiła się, iż w takich budynkach jeszcze pali się w piecach - tymczasem w moim górnośląskim bloku centralne zamontowano dopiero w latach 90. XX wieku i nie było to wcale wyjątkiem!
Obrazek
Obrazek

Przy głównej drodze rzucają się w oczy dwie potężne sylwetki wznoszonych kościołów - cerkwi prawosławnej i unickiej.
Obrazek
Obrazek

Najwyraźniej Rumunia to bardzo bogaty kraj, skoro największą potrzebą jest stawianie kolejnych miejsc kultu, który w mieście nie brakuje: jest starsza cerkiew, kościół katolicki i ewangelicki.
Obrazek

Najstarsza część Syhotu to typowe, prowincjonalne habsburskie miasteczko. Nawet dość zadbane, choć trzeba patrzeć pod nogi aby się o coś nie potknąć.
Obrazek

Kiedyś Syhot znany był z ciężkiego więzienia w którym za komuny trzymano przeciwników reżimu; współcześnie otwarto w nim muzeum.
Obrazek

Szukamy kantoru aby wymienić walutę; nie stanowi to problemu gdyż z powodu nadgranicznego położenia (działa tu jedyne piesze przejście na Ukrainę) jest ich w centrum bez liku. Potem kręcimy się trochę po okolicy aby znaleźć jakiś lokal i po kilku niepowodzeniach (dominują kawiarnie i cukiernie) siadamy w końcu restauracji rustykalnej na pierwszy rumuński posiłek.
Obrazek

Jesteśmy na południu, więc wieczory zaczynają się tutaj wcześniej, choć zmiana godziny trochę tę porę opóźniła. Wracamy obok niedokończonych cerkwi (miejscowi dziwią się, iż ktoś je fotografuje) oraz przez osiedle powoli spowijane mrokiem.
Obrazek
Obrazek

Niedaleko kempingu wchodzimy do spelunki do której normalnie w Polsce bym nie zajrzał - niemal same młode chłopy, głośna muzyka turecka i rumuńskie disco-polo... no, ale nie jestem na szczęście w Polsce, więc zaglądamy :D. Po krótkiej lustracji przez stolik barmana dostajemy Timisoreanę. W czasie pierwszej wizyty w Rumunii uznawałem to piwo za bardzo smaczne, teraz mogę je tylko określić jako kiepski sik :evil:.

Rano na kempingu zjawiają się właściciele. Sympatyczna kobieta poleca nam wizytę w muzeum-więzieniu, lecz nie mamy na to czasu. Jednocześnie odradza drogę górską przez Borsę i przełęcz Prislop. Szkoda auta i czasu. Wiedziałem, iż ta trasa jest kiepska, ale skoro nawet autochtoni sugerują aby dać sobie z nią spokój to postanawiam skorzystać z tej rady i pojechać naokoło w lepszych warunkach.

W Syhocie robimy zakupy w sklepie przypominającym z wyglądu i zaopatrzenia nasze z początków lat 90. i obieramy za cel dolinę rzeki Izy. Można w niej podziwiać kilka drewnianych cerkwi w stylu marmaroskim, czyli drewnianych, wąskich z wysokimi wieżami. Z powodu izolacji od innych prowincji austriackich tutejsi rzemieślnicy tworzyli głównie w drewnie, gdyż sztuka murowana jeszcze rzadko docierała. Styl cerkwi uznawany jest dziś za autentyczną, ludową sztukę Rumunii (choć nie zawsze budowali ją Rumunii) i był często kopiowany w XX wieku. Pierwsza ze świątyń stoi nad wioską Bârsana (Barcánfalva). Wybudowana w 1720 roku wpisana jest na listę UNESCO razem z siedmioma innymi.
Obrazek

Drzwi do wewnątrz są zamknięte, lecz przynajmniej możemy w spokoju pochodzić po zdziczałym ogrodzie. Oprócz nas kręci się tutaj grupka z polskiego wozu - obywateli RP będziemy spotykać w Rumunii jeszcze dość często.

Z drugiej strony wioski pielgrzymów i turystów przyciąga monastyr Bârsana, co widać już po zawalonym parkingu. Monastyr często jest opisywany mylnie jako cerkiew z listy UNESCO, podczas gdy prawdopodobnie rozpoczęto jego budowę na początku lat 90. Tak przynajmniej pisało na umieszczonych tam tablicach, przewodniku i w internecie, choć nie brakuje też źródeł, które twierdzą, że cerkiew powstała już w XVIII wieku.
Obrazek

Nawet jeśli to zabudowania ją otaczające są nowe, widać to na pierwszy rzut oka, zresztą nowe budynki są nadal wznoszone. Ogólnie wygląda to jak rumuńska wersja Lichenia, tyle, że ładniejsza.
Obrazek
Obrazek

Ciekawe wnętrza cerkwi monastyrskiej.
Obrazek

Kolejne cerkwie na listę UNESCO wpisane nie są, ale z zewnątrz prezentują się niemal identycznie. Ciekawe co powodowało, że wpisano jeden obiekt, a drugiego nie?

W wiosce Rozavlea (Rozavlya) cmentarz ze świątynią mieści się tuż przy drodze. Już w bramie młody facet informuje nas, iż cerkiew jest w renowacji i można ją oglądać tylko z zewnątrz. No dobrze, niech i tak będzie. Kręci się tutaj trochę ludzi.
Obrazek


Kiedy jednak podchodzę do drzwi konserwatorka sugeruje rumuńskim turystom, że mogą wejść do środka. To ja też wchodzę, cykam jedno zdjęcie malowideł i już mam na karku człowieka z bramy.
- Przecież mówiłem, że nie można wchodzić - w jego głosie nie ma jednak złości. Normalnie wstęp jest płatny, a teraz nie może nam sprzedać biletu bo cerkiew oficjalnie nieczynna i to stanowiło problem. Musiałem jednak wyjść na zewnątrz :(.
Obrazek

Sielskie widoki po bokach drogi.
Obrazek

Bogdan Vodă (Izakonyha) posiada kilka cerkwi - paskudne nowe i drewnianą z 1718 roku. Tą okrążam zupełnie sam.
Obrazek

Ostatnią cerkiewkę widzimy w Dragomirești (Dragomerfalva). To chyba jednak współczesna kopia, gdyż oryginał przeniesiono do skansenu w Bukareszcie, który zwiedzaliśmy zresztą w 2009 roku.
Obrazek

Jak już pisałem - zamiast na przełęcz Prislop kierujemy się w inną stronę; na południe przez przełęcz Setref. O 600 metrów niższa i choć asfalt nie jest rewelacyjny to można po nim normalnie jechać. Większym problemem są zawalidrogi i ciężarówki które trudno wyminąć na krętej szosie pod górę.
Obrazek
Obrazek

Przełęcz oddziela od siebie góry Țibleș i Rodniańskie, ale także jest granicą Maramureszu i Siedmiogrodu. Kierowcy symbolicznie przejeżdżają przez wielką bramę, będącą większą wersją tych widzianych na ulicach.
Obrazek

W Siedmiogrodzie będziemy jednak dość krótko, gdyż naszym kolejnym celem jest rumuńska część Mołdawii...

G: https://goo.gl/photos/Y4oUyhaoQm2daexd9
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2143
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Dolnoślązak » 26-08-2016 11:56

Pudelek pisze:Jednocześnie odradza drogę górską przez Borsę i przełęcz Prislop. Szkoda auta i czasu. Wiedziałem, iż ta trasa jest kiepska, ale skoro nawet autochtoni sugerują aby dać sobie z nią spokój to postanawiam skorzystać z tej rady i pojechać naokoło w lepszych warunkach.

Oj tam, na pewno byłaby ciekawa relacja z takiej przejażdzki a tak zepsuła zabawę :( PS Buba na pewno by pojechała :wink:

Pudelek pisze:
Kiedy jednak podchodzę do drzwi konserwatorka sugeruje rumuńskim turystom, że mogą wejść do środka. To ja też wchodzę, cykam jedno zdjęcie malowideł i już mam na karku człowieka z bramy.
- Przecież mówiłem, że nie można wchodzić - w jego głosie nie ma jednak złości. Normalnie wstęp jest płatny, a teraz nie może nam sprzedać biletu bo cerkiew oficjalnie nieczynna i to stanowiło problem. Musiałem jednak wyjść na zewnątrz :(.

Zaraz, zaraz to rumuńscy turyści mogli wejść a wy już nie?

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3893
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 26-08-2016 12:05

Dolnoślązak pisze:
Pudelek pisze:Jednocześnie odradza drogę górską przez Borsę i przełęcz Prislop. Szkoda auta i czasu. Wiedziałem, iż ta trasa jest kiepska, ale skoro nawet autochtoni sugerują aby dać sobie z nią spokój to postanawiam skorzystać z tej rady i pojechać naokoło w lepszych warunkach.

Oj tam, na pewno byłaby ciekawa relacja z takiej przejażdzki a tak zepsuła zabawę :( PS Buba na pewno by pojechała :wink:

ciekawa o tyle, że trwałaby dłużej przez ciągłe omijanie dziur :P Żadnych innych sensacji tam nie ma :) Buba zapewne by pojechała, ale ja swoje auto szanuję i dlatego nie psuje mi się średnio raz na wyjazd :D


Zaraz, zaraz to rumuńscy turyści mogli wejść a wy już nie?

wywalił wszystkich, tam teoretycznie w ogólnie nie powinno być turystów w środku
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2143
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Dolnoślązak » 26-08-2016 16:31

Pudelek pisze:

wywalił wszystkich, tam teoretycznie w ogólnie nie powinno być turystów w środku

No, skoro pani konserwator zapraszała... nadgorliwiec jakiś i tyle, a takich to bardzo nie lubię. Niech pilnuje swojego nosa przy bramie.

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3893
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 26-08-2016 17:14

No właśnie to był "jego nos" z tego wynika :D Skoro normalnie kupuje się bilet wstępu, a teraz nie mógł, bo obiekt jest zamknięty a jednak ludzie wchodzili to zapewne było to niezgodne z polityką partii ;) A pani konserwator to raczej nie miała tam akurat nic do gadania, to tak jakby malarz w Twoim mieszkaniu zaprosił bez konsultacji z Tobą przechodnia :P
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3893
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 28-08-2016 10:57

Po opuszczeniu Maramureszu kilkadziesiąt kilometrów przejedziemy przez Siedmiogród. Najpierw średniej jakości drogą do miasta Bystrzyca (Bistrița, węg. Beszterce, niem. Bistritz), a potem krajową nr 17 na wschód.

Krajówka ma niezłą nawierzchnię, ale jest inny minus - jakieś 90% to obszar zabudowany. Właściwie przez cały czas. Bynajmniej nie ma tam jednak ciągłej zwartej zabudowy - po prostu Rumunii stawiają znaki drogowe jeszcze bardziej idiotycznie niż w Polsce. Teren zabudowany radośnie wita często kilka kilometrów przed miejscowością, w lesie albo między polami, co chwila są ograniczenia do 30 czy 40 km/h przy jakimś niby ciężkim odcinkiem drogi, który okazuje się normalnym łagodnym zakrętem albo wręcz prostym odcinkiem. Po skończeniu robót o odwołaniu można zapomnieć... W efekcie ograniczeń prędkości nie przestrzega prawie nikt! Ja z początku w ramach przyzwoitości starałem się nie przekraczać tych 70 km/h, ale gdy byłem regularnie mijany przez niemal wszystkich kierowców z ciężarówkami i busikami włącznie to przestałem się przejmować jakimikolwiek znakami... Ci którzy mnie nie wyprzedzali to druga, przeciwna kategoria kierowców: zawalidrogi! Na prostym odcinku bez żadnych ograniczeń potrafią radośnie cisnąć 60 na godzinę i nie dać się wyprzedzić. W mieście pojadą 30 wykonując sześć innych czynności jednocześnie. Na zakręcie niemal staną, bo przecież śmierć nadciąga z naprzeciwka... Samochody na polskich blachach szybko się wtapiają w tłum - albo pędzą jak dzicy albo tak się wleką, że człowiek modli się, aby dostali nagłej sraczki i musieli zjechać w krzaki :lol: . W Rumunii zdecydowanie trzeba mieć żelazne nerwy za kierownicą...

Pomijając innych uczestników ruchu to jechało się przyjemnie, zwłaszcza, że po obu stronach ciągną się góry. Na lewo pasmo Bârgău, na prawo Călimani. Gdy obszar zabudowany w końcu się kończy rozpoczyna się wielokilometrowy remont nawierzchni polegający na wysypaniu grysu z hukiem wyskakującego spod kół i walącego w karoserię. Ta miła szosa wywozi nas na przełęcz Tihuta o wysokości 1200 metrów skąd widoki są jeszcze bardziej górskie.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Pierwszym miastem w Mołdawii jest Vatra Dornei (Dornavátra, Dorna Watra). No właśnie: w Mołdawii. W powszechnej użyciu słowo "Mołdawia" kojarzy się z państwem o tej samej nazwie. Tymczasem kraina historyczna Mołdawia zajmuje znacznie szerszy teren i podzielona jest między Rumunię, Ukrainę i Republikę Mołdawii. Ta ostatnia to wschodnia część krainy, na wschód od Prutu, przyłączona do Cesarstwa Rosyjskiego w XIX wieku i funkcjonująca pod nazwą Besarabii. Od zachodniej Mołdawii (tej, której nie zajęli Rosjanie) oderwano północną część i jako Bukowina znalazła się w państwie Habsburgów, natomiast pozostałe terytorium razem z Wołoszczyzną utworzyło później Rumunię. Pokręcone trochę :D. Ażeby jeszcze bardziej zamieszać - po II wojnie światowej północną Bukowinę (będącą częścią północnej historycznej Mołdawii) włączono do ZSRR i leży dziś w Ukrainie, podobnie jak Budziak, wybrzeże Morza Czarnego, które kiedyś wchodziło w skład Besarabii :D.

W każdym razie Vatra Dornei to już historyczna Mołdawia, a konkretnie Bukowina. Za miastem czeka nas kolejna przełęcz i znowu sielskie, zielone widoczki.
Obrazek
Obrazek

Architektura gospodarcza tutejszych okolic.
Obrazek

Z przełęczy zjeżdżamy w dół w dolinę rzeki Mołdawa.
Obrazek

Tak jak Maramuresz słynie ze swoich drewnianych cerkwi tak Bukowina z murowanych, bogato zdobionych malowidłami zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz, otoczonych murami monastyrów. Pierwszą z nich wizytujemy w wiosce Voroneț. To chyba najbardziej popularny monastyr - jest płatny parking, sporo autokarów i galeria straganowa z klimatem jak z Krupówek.
Obrazek

Tłok jednak nie wszystkim przeszkadza - zamaskowany kot śpi jak zabity ;).
Obrazek

Monastyr z wysokimi murami kryje cerkiew św. Jerzego wybudowaną pod koniec XV wieku przez hospodara mołdawskiego Stefana Wielkiego.
Najpierw powstały malowidła wewnętrzne, a w połowie następnego stulecia zewnętrzne. Najlepiej zachowana jest tylna ściana z motywami Sądu Ostatecznego.
Obrazek

Wygląda to bardzo ciekawie i można dostać oczopląsu.
Obrazek

Cerkiew jest uznawana za najbardziej interesującą ze wszystkich malowanych świątyń wpisanych na listę UNESCO ale tłumy rozwrzeszczanych ludzi zachęcają raczej do szybkiej ewakuacji. Ponieważ nocować mamy niedaleko to postanawiam zajrzeć jeszcze do osady Plesza (Pleșa, niem. Pleschnitza).
Obrazek

To jedna z polskich wiosek zamieszkała niemal w całości przez Polaków. Choć polskie korzenie przodków nie są wcale tak oczywiste... W XIX wieku ich praprapradziadowie przybyli tu z okolic Czerniowic na północnej Bukowinie aby zasiedlić puste ziemie. Jednak ich jeszcze wcześniejsi pradziadowie na Bukowinę dotarli z gór Beskidów, spod słowackiej dziś Czadcy. Polskość tamtejszych górali - zwłaszcza kilka wieków temu - była mocno wątpliwa, raczej dopiero pod Czerniowcami ostatecznie się spolonizowali.

Do Pleszy prowadzi szutrówka która wygląda dość dobrze jednak po kilkukrotnym łomocie ciężkimi kamieniami w podwozie postanawiam zawrócić. W wiosce i tak nie ma nic specjalnego do oglądania a serwować masaż autu dla samego podjechania uznałem za zbyt wyuzdany '). Fotografuję tylko kilka gospodarstw za płotem leżących na początku wsi.
Obrazek

Nocujemy w odległym o kilka kilometrów Mănăstirea Humorului. Tak na marginesie jest to jedna z najbardziej "polskich" gmin Rumunii, osoby deklarujące się jako Polacy stanowią 19% (oprócz Pleszy także w Pojana Mikuli - Poiana Micului).

Znajduje się tu kemping, ale tym razem śpimy pod dachem, bo zaoszczędziliśmy na poprzednim w Syhocie. Babka pilnująca kempingu mówi tylko po rumuńsku lecz udaje nam się dowiedzieć, że w pobliżu działa restauracja, wychodzimy więc na polowanie na kolację.

W miejscowości stoi sporo ciekawych domów, starsze kobiety wędrują z kosami a drogami co rusz przejedzie wóz konny. Kwintesencja Rumunii.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po kolacji kręcimy się po centrum niemal w całości pogrążonym już w ciemnościach. Zaliczamy też wizytę w sympatycznej spelunce na niezbyt smacznym piwie. Poza główną drogą oświetloną dość punktowo trochę jaśniej jest przy nowej cerkwi oraz pomniku poległych ozdobionym unijną szmatą.
Obrazek
Obrazek

Środowy poranek jest chłodny i tak jak poprzednie: słoneczny.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Spelunka w której wczoraj piliśmy piwo nawet z zewnątrz jest fajna ;).
Obrazek

Mănăstirea Humorului to po prostu Monastyr Humor. Stoi w środku wsi, również wpisany na listę UNESCO. Jest trochę mniej popularny niż Voroneț, więc mniej tu ludzi, w dodatku zwiedzamy go rano, kiedy kręci się tam tylko jedna niemiecka wycieczka emerytów.

Cerkiew pod wezwaniem Zaśnięcia Bogurodzicy powstała w 1530 roku, a freski kilka lat później. Ponieważ nie jest fundacją książęcą to nie posiada wieży.
Obrazek

Monastyr zlikwidowali Austriacy pod koniec XVIII wieku (tak jak w przypadku innych malowanych monastyrów), a cerkiew stała się parafialną. Mniszki wróciły tu w 1990 roku.
Obrazek

Freski są zachowane w różnym stopniu - najlepiej na ścianie południowej najbardziej osłoniętej od wiatrów i deszczów.
Obrazek

Za fotografowanie z zewnątrz trzeba płacić (choć nikt nie pilnuje czy robisz zdjęcia z biletem czy bez), w środku jest zakaz. Wiadomo, zszargamy świętość miejsca robiąc swoje obrzydliwe, paskudne fotografie... Rzecz jasna łamiących ten przepis jest wielu.
Obrazek
Obrazek

Po renowacjach malowidła wyglądają jak nowe...

O roli obronnej monastyru świadczy wieża z XVII wieku, służąca także jako dzwonnica. Zwłaszcza zza płotu nieźle się to komponuje z cerkwią.
Obrazek

Obok współczesny monastyr w którym mieszkają zakonnice.
Obrazek

Wsiadamy do auta i wrrrum.... Po kilkunastu kilometrach radykalnie zmienia się krajobraz: Karpaty zostają z tyłu natomiast wokół pojawiają się rozległe przestrzenie charakterystyczne dla wyżynnej Mołdawii.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na pewno ładniej musi wyglądać to wiosną albo wczesnym latem, bo teraz natura zmęczona jest upałami i słońcem, które mimo ledwo godziny 10-tej mocno już daje się we znaki. Ale i tak jest pięknie :).
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2143
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Dolnoślązak » 28-08-2016 22:56

Oj Pudel, co do jazdy samochodem możnaby osobny temat założyć :wink: Ja jeżdząc kilka razy w tygodniu na swojej 25 kilometrowej trasie mam takie wrażenia cały czas... Jednak nic nie przebije tego, co wkurza mnie najbardziej w mojej okolicy a mianowicie: strefy ruchu które są przecież niczym innym jak drogami wewnętrznymi. Sporo debili hamuje tam z piskiem, by przepuścić takiego wyjeżdzającego będąc święcie przekonanym, że to skrzyżowanie równorzędne... Gdy za takim jedziesz, nie muszę chyba opisywać reakcji...

Zaś co do tego zdjęcia, odnośnie maski w tle https://4.bp.blogspot.com/-tWbMMiguymw/ ... C_7681.JPG skojarzyło mi się z tym :wink: http://www.sfora.pl/swiat/Zobacz-7-tys- ... icy-g51711

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3893
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 30-08-2016 12:46

Do Suczawy (Suceava) mamy niedaleko... miasto było stolicą Mołdawii od XV do XVI wieku. Potem jej rola spadła, również po przyłączeniu tych terenów do Austrii, gdy głównym miastem Księstwa Bukowiny zostały położone bardziej centralnie Czerniowce.

Na ulicach miasta wielki ruch i kiepskie oznakowanie. W końcu jednak jednokierunkowe drogi kierują nas na górujące nad Suczawą wzgórze i parkujemy w pobliżu zamku, określanego jako Twierdza tronowa.
Obrazek

Zamek stanął w XIV wieku, w następnym stuleciu rozbudował go hospodar Stefan Wielki (ta postać w historii Mołdawii pojawia się nieustannie). Nigdy nie zdobyto jej w boju, a w 1497 roku bezskutecznie oblegały ją polskie wojska podczas wyprawy, gdy za króla Olbrachta wyginęła szlachta.

Na pierwszy rzut oka twierdza robi imponujące wrażenie, na drugi i trzeci widać, że większość to współczesna rekonstrukcja. Jedynie dolne partie murów są oryginalne, sporą część odbudowano w XX wieku a zupełnie niedawno dodano kolejne partie, świecące się nowością jak psu jajca. Choćby brama wjazdowa jest całkowicie nowa.
Obrazek

W środku (wstęp płatny) miały znajdować się jakieś wystawy stałe. No i są: w kilku salach ustawiono kukły rycerzy i dawnych możnowładców, jest jakaś cela, kilka mebli udających średniowieczne. Możliwe, iż zainteresują dzieci w okolicach późnego przedszkola, całej reszty raczej nie porwą.
Obrazek

Wewnątrz można sobie pochodzić wzdłuż murów.
Obrazek

Wejście na mury to chyba największa atrakcja z panoramą miasta pełną wież kościelnych.
Obrazek

Obok zamku jest skansen, który z braku czasu odpuszczamy; postanawiamy jednak zejść do centrum co początkowo wymaga porusza się "na oko" gdyż brak jest jakichkolwiek znaków kierujących w tamtą stronę (zapewne dlatego, że niemal wszyscy ten odcinek pokonują zmotoryzowanie). Przez rozwalone schody i zdziczały park trafiamy do niewielkiej dzielnicy cygańskiej, która okazuje się położona tuż obok celu - pierwszej z kilku zabytkowych suczawskich świątyń: kościoła św. Jana Chrzciciela z XVII wieku.
Obrazek

Zaraz obok biegnie przelotówka.
Obrazek

Za drogą na łące widać zarośnięte resztki ruin pałacu hospodarów mołdawskich.
Obrazek

Obok nich wysoka wieża - dzwonnica i cerkiew św. Demetriusza z początku XVI wieku.
Obrazek
Obrazek

Jak niemal każda cerkiew z tego okresu była zdobiona freskami - zewnętrzne są prawie niewidoczne, wewnętrzne w znacznie lepszym stanie. Po wejściu z zadowoleniem stwierdziłem, iż brak zakazu fotografowania: od tego momentu już nie spotkałem go w żadnym Domu Bożym, najwyraźniej uwiecznianie na własnej karcie przestało być świętokradztwem.
Obrazek
Obrazek

Przy wejściu widać renesansową tablicę fundacyjną z herbem Mołdawii - głowę tura otoczonego gwiazdą, księżycem i kwiatem. Jest on współcześnie obecny w herbach państwowych Republiki Mołdawii i Rumunii.
Obrazek

Do kolejnej cerkwi maszerujemy przez fragment nowej zabudowy - 22 Grudnia, główny plac miasta z Domem Kultury z lat 60. XX wieku.
Obrazek

Wśród zieleni przy bocznej ulicy znajduje się monastyr św. Jana Nowego z cerkwią św. Jerzego. Podobnie jak poprzednia stanęła w XVI wieku i początkowo była siedzibą metropolity mołdawskiego.
Obrazek
Obrazek

Wpisany na listę UNESCO malowanych cerkwi Bukowiny, lecz freski na ścianach zewnętrznych są równie słabe jak u Demetriusza. Znacznie bardziej widoczne są w głównej nawie. Monastyr stanowi jedno z najbardziej popularnych miejsc pątniczych historycznej Mołdawii.
Obrazek

To nie wszystkie świątynie Suczawy, jednak my musimy jechać dalej. Przez dziwne uliczki wracamy do samochodu pod zamkiem i zaglądając na mapę zastanawiam się co robić dalej... W planie są Jassy, jedno z największych miast Rumunii i druga stolica Mołdawii. Wieczorem chcemy dotrzeć do Kiszyniowa a jeszcze mamy perspektywę przekraczania granicy, więc mimo iż na zegarku jest dopiero wczesne popołudnie to wcale czasu nie jest za dużo. Ostatecznie podejmuję decyzję że ponieważ i tak będziemy obok Jass przejeżdżać, więc zahaczymy o nie choćby na chwilę.

Nie uśmiecha mi się ponownie przebijać przez ulice Suczawy więc kieruję się na boczną drogę z której łączę się potem z główną. To było dobre posunięcie zaoszczędzające trochę czasu no i ruch był mniejszy... Obrazy z drogi namacalnie pokazują suchość tego lata.
Obrazek

Im bliżej Jass tym krajobraz staje się bardziej stepowy. Tu i ówdzie rozrzucone są niewielkie zagrody pasterzy, co przypomina klimat rodem z filmów Mad Maxa :D.
Obrazek
Obrazek

Droga nr 28 oznaczona jest na mojej mapie jako dwupasmowa. W rzeczywistości prawy pas to pas... awaryjny, węższy niż ten lewy :P. Efekt jest taki, że dwa samochody ledwo się mieszczą obok siebie, a gdy chcemy wyprzedzać przy jednoczesnym ruchu z naprzeciwka to odległości między mijającymi się autami wynoszą czasem po kilka centymetrów :D .
Obrazek

Jassy (Iași) to już nie Bukowina, ta część Mołdawii nigdy nie należała do Habsburgów jak Suczawa. Pełniła rolę stolicy Mołdawii, przez kilka lat była także drugą stolicą jednoczącej się Rumunii obok Bukaresztu. W czasie Wielkiej Wojny gdy ten został zajęty przez wojska Państw Centralnych to właśnie Jassy były stolicą nieokupowanej części kraju. Ośrodek pełen zabytkowych kościołów i synagog; w okresie międzywojennym działało w niej 127 żydowskich obiektów kultu, a Żydzi stanowili 1/3 mieszkańców. W pogromie w 1941 roku rumuńskie wojsko i policja zabiła około 15 tysięcy starozakonnych, dziś stanowią mniej niż jeden procent z czterema synagogami.

W każdym razie można spędzić w Jassach kilka dni aby poznać miasto na spokojnie, a my mamy godzinę! Czas który zaoszczędziliśmy na dojeździe szybko tracimy podczas kręcenia się po mieście w poszukiwaniu centrum, które w żaden sposób nie jest oznaczone. W końcu fuksem nam się udaje i przez przypadek parkujemy dokładnie tam gdzie chciałem - obok kościoła katolickiego.
Obrazek

Tuż obok rozciąga się szeroki deptak - bulwar Stefana Wielkiego. Ta część miasta jest czysta i zadbana oraz sprawia chyba najbardziej europejskie wrażenie z dotychczas oglądanych miejscowości.
Obrazek
Obrazek

Po przeniesieniu stolicy z Suczawy do Jass także metropolita mołdawski ulokował tu swą nową siedzibę. Katedra (sobór św. Paraskiewy, Spotkania Pańskiego i św. Jerzego z XIX wieku) jest niestety w remoncie i prawie cała zasłonięta rusztowaniami.
Obrazek
Obrazek

Otaczają ją wianuszkiem inne budynki służące metropolicie.
Obrazek

Za kościołem katolickim widzimy monaster Trzech Świętych Hierarchów. Wzniesiony w XVII wieku kilkukrotnie był niszczony i plądrowany (m.in. przez wojska Sobieskiego), a w czasach komunistycznych służył jako muzeum.
Obrazek

Bulwar Stefana Wielkiego zamyka monumentalny budynek widoczny z daleka...
Obrazek

To ogromny Pałac Kultury budowany w latach 1906-1925 w mieszaninie stylu secesyjnego i neogotyckiego. Stanął w miejscu średniowiecznego dworu hospodarów i jest jednym z najbardziej znanych gmachów w Rumunii.
Obrazek

Obok skromnie przyczaiła się niewielka cerkiew św. Mikołaja; datowana na XV stulecie co czyni ją najstarszą świątynią Jass. Ponieważ zaraz obok była siedziba władców nazywano ją "Książęcą" albo "Hospodarską", a przez ponad wiek pełniła rolę soboru. Dom jednego z metropolitów - Dosyteusza - stoi przy cerkwi.
Obrazek

Sprint po fragmencie starówki zakończony, wracamy do auta. Zdecydowanie trzeba będzie kiedyś tu wrócić na dłużej. Kiedy?

Wyjazd z centrum wcale nie był prostszy niż wjazd - tzn. wyjechać wyjechaliśmy w miarę szybko, ale nigdzie nie umiałem znaleźć znaków w kierunku granicy. W końcu w akcie desperacji uruchomiłem pożyczony od rodziców GPS i nabiłem odpowiednią trasę.

Do przejścia w Sculeni to ledwie dwadzieścia kilometrów więc pokonujemy tę odległość szybko i zatrzymuje nas dopiero długi sznur samochodów na granicy. Tu kończy się EU, Rumunom nie spieszy się wcale, Mołdawianom niewiele bardziej, więc wiemy już iż do Kiszyniowa raczej nie dotrzemy za dnia. A tak chciałem uniknąć jazdy po zmroku!

Rumunię żegnamy na kilka dni...
Obrazek

Gl: https://goo.gl/photos/w9uEk2v3mrCVgCfw9
Ostatnio zmieniony 30-08-2016 22:48 przez Pudelek, łącznie zmieniany 1 raz.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2143
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Dolnoślązak » 30-08-2016 22:09

Liczyłem, że będzie dalszy etap emocjonującej jazdy po zmroku a tu dupą passata b4 kończysz relację :mrgreen:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3893
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 30-08-2016 22:48

Z emocjonującej jazdy po zmroku zdjęć nie mam, jeno własne wspomnienia :)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3893
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 05-09-2016 11:38

Republika Mołdawii. Najbiedniejszy kraj Europy. Najmniej odwiedzany na kontynencie przez turystów. Kraj który po ogłoszeniu niepodległości stracił ponad połowę przemysłu i prawie wszystkie elektrownie, gdyż znajdowały się na terenie separatystycznego Naddniestrza. Państwo, którego większość mieszkańców jest etnicznymi Rumunami, językiem oficjalnym jest rumuński, ale tu określany jako mołdawski a i tak częściej na ulicach słychać rosyjski. Jednocześnie obywatele sprzeciwiają się integracji z Rumunią, ale równie chętnie przyjmują rumuńskie paszporty by jako Rumunii pracować w EU.
Obrazek

Na przejściu granicznym straciliśmy dwie godziny. Po tym jak pogranicznicy łaskawie uporali się ze swoimi obowiązkami musiałem jeszcze wykupić winietę. Gdyby nie miejscowy władający niemieckim nie udałoby się za pierwszym podejściem: kolejka do okienka a pani ze znudzoną miną stwierdza, że robi sobie przerwę, a reszta ma szukać jakiejś innej kasy. Na szczęście niemiecki Mołdawianin jakoś przekonał urzędniczkę, że można by załatwić jeszcze i mnie, choć bardzo się dziwiła, że nie umiem po rosyjsku no i nie mam mołdawskiej waluty... jak wiadomo - ichniejsze leje są bardzo popularne w całej Europie ;).

Aby nie wyszło iż przyjechał chłop z daleka i się dziwi - również osoby posługujące się rumuńskim/mołdawskim i rosyjskim wkurzały się na całą sytuację. "Witamy w Mołdawii" - skomentował facet od niemieckiego, który sam krążył po przejściu dłuższy czas z papierami swojego wozu.

Najbardziej niepokoi mnie godzina - na zegarku prawie 19-ta. Jeszcze jest jasno i przyjemnie, a do stolicy tylko nieco ponad 100 kilometrów, ale to w końcu Mołdawia!

Początkowo droga miło mnie zaskakuje - nowy asfalt, pusto, jedzie się szybko.
Obrazek

Dookoła pola, łąki i sady na wzgórzach.
Obrazek

Za Ungheni, po kilkunastu kilometrach, wszystko się zmienia: droga jest w remoncie. Jakieś 90% aż do Kiszyniowa. Jeden pas, dziury, zwężenia, światła, wszechobecny piach, zwiększający się ruch, mijane stłuczki i szybko zapadająca ciemność. Średnia prędkość spada do jakiś 30 kilometrów na godzinę i mam wrażenie iż podróż trwa całą wieczność. W pewnym momencie uczepiam się autobusu, którego traktuję jako taran - wymusza pierwszeństwo na zwężeniach i jest moją osłoną na wypadek wyskakujących zwierząt. Momentami robi się niebezpiecznie gdy jakiś idiota w jeepie za punkt honoru przyjął sobie, iż nie pozwoli się wyprzedzić przez autobus i ciągle zajeżdżał mu drogę z ustawicznym trąbieniem. Jak w jakiś szalonych wyścigach...

Cholernie zmęczeni dojeżdżamy do Kiszyniowa przed godziną 22-gą. Na szczęście nasz hostel znajduję dość szybko i możemy w końcu wyjść z samochodu. O jakimkolwiek wychodzeniu na miasto nie mamy nawet ochoty myśleć...

Kiszyniów (Chişinău) jest młodą stolicą. Niewielką handlową osadę Rosjanie na początku XIX wieku ustanowili głównym miastem Besarabii, czyli wschodniej Mołdawii, którą włączyli do swojego państwa. W okresie międzywojennym należał do Rumunii, a od 1940 do 1991 (z krótką przerwą w czasie wojny) do Związku Radzieckiego. Dziś stanowi architektoniczną mieszankę socrealizmu, secesji i dawnego gubernialnego miasteczka.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Trudno uznać Kiszyniów za piękne miasto. Turystów tu raczej niewielu, ale ja lubię takie ośrodki ze specyficznym klimatem i atmosferą chaosu ;).

Głównym ciągiem komunikacyjnym jest oczywiście bulwar Stefana Wielkiego (w poprzedniej epoce Bulwar Lenina).
Obrazek

Przy ulicy zlokalizowane są najważniejsze gmachy miasta i państwa. Mijamy więc secesyjny ratusz z początku XX wieku...
Obrazek

...i potężny gmach rządowy z 1965 roku. Sylwetka i otoczenie (szeroka jezdnia przeznaczona dla imprez masowych) typowo sowiecka.
Obrazek

Naprzeciwko obiekt z zupełnie innej epoki - Łuk Triumfalny datowany na 1841 rok, upamiętniający zwycięstwa rosyjskie nad Turcją.
Obrazek

Za Łukiem wysoka wieża i biała klasycystyczna bryła Katedry Narodzenia Pańskiego z lat 30. XIX wieku. Wieżę zegarową zniszczyli Sowieci w 1962, a odbudowano ją w 1997 roku. Katedra w Mołdawskiej SRR służyła jako salon wystawienniczy.
Obrazek
Obrazek

Otoczeniem Katedry i Łuku jest ładny park w którym stoją publiczne toalety, popularne tojki. Pilnuje ich starsza kobieta i pobiera opłatę (1 lej czyli 20 groszy). Gdy Teresa korzysta z kibelka ja rozmawiam z panią klozet-babcią, która nie może się nadziwić, iż ludzie z Polszy nie umieją po rosyjsku. Tłumaczę, że w okresie PRL-u uczono tego języka w szkole, a teraz już rzadko...

- No, ale teraz macie Amerykanów - mówi z wyraźnym niesmakiem. - Należy trzymać się z Rosjanami, z nimi zwycięstwo, a Ameryka będzie pod wodą!

Potem narzeka jeszcze, iż w Mołdawii też wielu ludzi jest niechętnych Rosjanom. Na koniec zdaje przyspieszony test na członkostwo w PiS-ie, kiedy z pełnym przekonaniem stwierdza, iż Lecha K. zabito, bo stawiał się Putinowi. Musiała ciekawie brzmieć dyskusja o polskich prezydentach dla siedzących w toi-toju :lol: :lol: .

Obok gmachu rządowego jest najsłynniejszy pomnik Mołdawii - rzecz jasna Stefana Wielkiego.
Obrazek

Ustawiono go w 1928 roku w miejscu dawnego carskiego Aleksandra II. Gdy w 1940 roku Kiszyniów po raz pierwszy zajęło Państwo Rad pomnik ewakuowano do Rumunii; powrócił dwa lata później razem z rumuńskim i niemieckim wojskiem i znów w 1944 musiał "uciekać" przed Sowietami. Na polecenie władz ZSRR komunistyczna już Rumunia oddała go do Kiszyniowa, gdzie w końcu go odrestaurowano, a od 1989 stoi w swojej pierwotnej lokalizacji. Pomnik-wędrowiec! Często pod nim odbywają się różnego rodzaju manifestacje a młode pary składają kwiaty.
Obrazek

Na placu przed budynkiem rządowym stoi namiot jakiś protestujących i policjant zatrzymujący wybrane samochody do kontroli.
Obrazek

Kolejne obiekty z okresu ZSRR przy bulwarze:
- Narodowa Opera i Balet (1980),
Obrazek

- siedziba Prezydenta otoczona paskudnym metalowym płotem (1984-1987),
Obrazek

- Ministerstwo Rolnictwa,
Obrazek

- Parlament mołdawski (koniec lat 70). Kiedyś siedziba mołdawskiej sekcji partii komunistycznej. Uszkodzony podczas zamieszek w 2009 roku (po wygranych przez komunistów wyborach) od kilku lat wyremontowany znowu gości polityków.
Obrazek

Architekturę z okresu Cesarstwa Rosyjskiego reprezentują w tym miejscu:
- secesyjna Willa Herţa, w przeszłości muzeum, dziś zamknięte na głucho,
Obrazek

- cerkiew Przemienia Pańskiego. W środku trwa malowanie nowych fresków.
Obrazek

To koniec ścisłego centrum więc cofamy się do pomnika i schodzimy w bardziej boczne ulice. Wśród drzew stoją zabytkowe pałacyki i domy, najczęściej z sypiącym się tynkiem.
Obrazek

Jest bardzo upalnie, więc postanawiamy wstąpić do Muzeum Historycznego. Mieści się w budynku dawnej szkoły.
Obrazek

Na schodach stoi pomnik Wilczycy Rzymskiej podarowany w 1921 przez władze Włoch (takie pomniki trafiły do kilku rumuńskich miast). Zniszczony przez Sowietów w 1940 roku pół wieku później ponownie stanął w Kiszyniowie jako prezent ze strony Rumunii.

Robiąc zdjęcie dostaję opieprz od pani z muzeum, bo za zdjęcia przecież się płaci! Co prawda kasa jest w budynku a nie przed nim, ale co tam... Surowa mina lub wyraźne znudzenie pojawiało się w stolicy Mołdawii wielokrotnie: w kantorze, banku, sklepach, restauracjach. Duch minionej epoki widać jeszcze nie uleciał, albo ci ludzie pracowali w tych miejscach za karę ;).

Bilety do Muzeum Historycznego kosztowały parę złotych, więc nabyliśmy też wejściówki na wystawy czasowe (które specjalnie ciekawe nie były). Zbiory raczej standardowe - historia kraju z naciskiem na wspólnotę dziejów z Rumunią, natomiast okres ZSRR został potraktowany skrótowo. Sporo było tylko materiałów o wywózkach Mołdawian w latach 40., kilkanaście reprodukcji plakatów, jakieś Leniny itp..
Obrazek

W piwnicy znajduje się sala ze zbiorami specjalnymi - jakieś złoto i inne wykopaliska. I tu wychodzi prowincjonalność Mołdawii: w muzeach innych krajów zapewne byłaby to normalna część wystawy, natomiast tutaj musiałem zostawić w szafie aparat i plecak oraz zostaliśmy dokładnie sprawdzeni wykrywaczem metalu czy czasem nie wnosimy jakiś niebezpiecznych przedmiotów...

Z kolei na parterze weszliśmy do jednej z sal, która zdawała się być częścią ekspozycji, a okazało się, iż to... sklep meblowy :D.
Obrazek

Upał nie odpuszczał, więc usiedliśmy w nieodległej restauracji. W menu rumuńskie piwo (swojego Mołdawianie nie szanują, bo zbyt smaczne nie jest) oraz dania charakterystyczne też dla kuchni rosyjskiej i ukraińskiej - np. solanka. Szefowa lokalu dyskretnie przechadzała się między stolikami i kontrolowała pracowników i trochę już mniej dyskretnie dłubała w nosie, myśląc, że nikt jej nie obserwuje.
Obrazek

Opuszczamy śródmieście i dłuuugimi schodami schodzimy do parku Valea Morilor z jeziorem, które jest miejscem odpoczynku mieszkańców stolicy.
Obrazek

A także areną zmagań fotografów i nowożeńców - w lesie widać ich było więcej niż psich kup.
Obrazek

Przecinamy dzielnicę ambasad i rezydencji dyplomatów. Większość jest skromnych w porównaniu z placówkami dyplomatycznymi w innych stolicach - najbardziej okazałą była mijana ambasada Turcji. Polska mieści się bliżej głównej ulicy i jest to po prostu dom zaraz przy chodniku; z kolei mieszkanie ambasadora RP ukryte było za drzwiami garażowymi z przyklejoną poszarpaną kartką.

W oddaleniu od centrum rozciąga się główny cmentarz - cywilny i wojskowy. Na tym drugim mieli spoczywać żołnierze polegli w II wojnie światowej - rumuńscy i radzieccy. Znaleźliśmy tylko radzieckich, których groby zajmują spory obszar.
Obrazek
Obrazek

Za niewielkim pomnikiem upamiętniających ofiary konfliktu o Naddniestrze wznosi się ogromna, czerwona konstrukcja przypominająca ognisko - Eternitate. Stanęła w 1975 roku, rzecz jasna poświęcona czerwonoarmistom, którzy stracili życie podczas "wyzwalania" Kiszyniowa.
Obrazek

W środku płonie wieczny ogień, a za dwoma filarami stoi warta honorowa armii mołdawskiej w mundurach przypominających amerykańskie. Od czasu do czasu wojacy przejdą sobie dookoła dla rozprostowania kości.
Obrazek

Niby nic nadzwyczajnego, bo takich miejsc pamięci z grobami nieznanego żołnierza i ogniem jest wiele w różnych krajach ale pierwszy raz widziałem stałą wartę honorową nad prochami żołnierzy obcej armii!

Ogólnie to miejsce te jest przyjemne i służy jako park - na ławkach migdali się jakaś parka, dziadkowie spacerują z wnukami, autor tego tekstu wypił w cieniu rosyjskie piwo, a alejkami przechadzają się młodzi żandarmi.
Obrazek

Przy bocznych ścieżkach stoją czerwone bloki z różnymi patriotycznymi scenami z okresu wojny.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na ulicach robi się tłoczno - ludzie wracają z pracy. Trochę kręcimy się na ślepo, gdyż okolica nie do końca pokrywa się z mapami, ale w końcu łapiemy właściwy kierunek. Przechodzimy obok monastyru św. Teodora Tiron z połowy XIX wieku: błękitno-biała cerkiew jest uznawana za najładniejszą w mieście.
Obrazek
Obrazek

Ostatni punkt zwiedzania to cmentarz określany jako "polski, ormiański" albo "katolicki". Trudno tam trafić, gdyż od bulwaru Stefana Wielkiego dzieli go większa odległość, w dodatku rozciąga się za murem obok blokowiska. Zarośnięty, wolny od innych ludzi, pozwala na chwilę zapomnieć o gwarze stolicy.
Obrazek

Początkowo stwierdzamy iż w przewodniku pisano bzdury - ani on polski, ani ormiański. Są zarówno nagrobki w sowieckim stylu jak i prawosławne. Dopiero później znajdujemy polskie groby, w większości z końca XIX wieku, ale też trochę współczesnych. W sumie z kilkadziesiąt sztuk.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na cmentarzu są dwie kaplice: ormiańska w dość dobrym stanie...
Obrazek

...oraz polskiej (?) rodziny Oganowici - zniszczona z pobazgranymi sprajem murami.
Obrazek

Do centrum wracamy okolicami, gdzie turyści widywani są rzadko.
Obrazek

Scena z ruchu ulicznego - niepełnosprawny handluje na skrzyżowaniu.
Obrazek

Pomnik Wyzwolenia (przez Związek Radziecki oczywiście) i hotel Chişinău - oba z lat 60. XX wieku.
Obrazek

Największą zmorą mołdawskiej stolicy są rozkopane chodniki - wygląda na to, iż postanowiono od razu wymienić większość kiszyniowskich rur. Człowiek musi non stop patrzeć się pod nogi aby gdzieś nie wyrżnąć ;).
Obrazek
Obrazek

Wracamy do hostelu odpocząć - przemaszerowaliśmy ponad 15 kilometrów...
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3893
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 08-09-2016 14:53

Orheiul Vechi określane jest jako jedna z największych atrakcji turystycznych Republiki Mołdawii. Fakt, kraj ten nie ma jakiś specjalnych miejsc przyciągających tłumy (jako jeden z nielicznych w Europie nie ma nawet żadnego namacalnego obiektu wpisanego na listę UNESCO), jedziemy więc zobaczyć to cudo, położone kilkadziesiąt kilometrów od stolicy.

Niestety, popsuła się pogoda: dzień wcześniej wieczorem zaczęło padać po raz pierwszy od prawie tygodnia, rano także leje, choć mniej intensywnie. Zbieramy się zatem dość późno, bo przed południem, już w mżawce.

Szosa M2 jest zupełnym przeciwieństwem tej, którą zaliczyliśmy mołdawski debiut - z niezłym asfaltem i na sporym odcinku dwupasmowa. Boczna droga na którą odbijamy ciut gorsza, ale i tak poruszamy się szybko. W pewnym momencie mamy pierwszy widok na nasz cel.
Obrazek

Orheiul Vechi (stare Orhei, po polsku Stary Orgiejów) to nazwa kompleksu historyczno-archeologicznego rozciągającego się wzdłuż rzeki Răut (Reut), dopływu Dniestru, wijącej się tu niczym wąż, ograniczonego przez długie, wąskie ściany skalne. Ludzie osiedlali się tutaj od epoki kamienia, byli m.in. Dakowie, Tatarzy a za czasów Stefana Wielkiego wzniesiono twierdzę. Teren ten był jednak narażony na ciągłe ataki, więc w końcu mieszkańcy przenieśli się do "nowego" Orhei, które znajduje się kilkanaście kilometrów na północ.
Obrazek

Po kilkuset latach osadnictwo odrodziło się, choć już w innych miejscach. Po dawnym zostały ruiny starych twierdz i innych budynków oraz skalne monastyry.
Obrazek

Zjeżdżamy ostro w dół, gdzie zatrzymuje nas policjant. Ki diabeł? Okazało się, że ma ambitne zadanie nie dopuszczać turystów do wioski tylko kierować na parking, aby zakupili bilety. Dalej idziemy już z buta mijając jedyną mapę całego obszaru.
Obrazek

Zarówno z dołu jak i z góry doskonale widać wzniesioną na skalnej górze cerkiew i dziury wykute w ścianach zbiegających ku rzece.
Obrazek

Za mostem gramolimy się do góry. Zmiana pogody to i zmiana odzienia.
Obrazek

Za nami ciągną nowożeńcy w liczbie sztuk kilka... czy w tych rejonach Europy jest jakiś dzień tygodnia wolny od białych sukien i goniących ich fotografów?
Obrazek

Nad urwiskiem stoi dzwonnica z końca XIX wieku; pod nią znajduje się wykute schody do skalnego monastyru Peștere (jaskinia). Monastyr miał powstać już w XIII wieku, a mnisi opuścili Orheiul Vechi w 1816 roku po konflikcie z właścicielami ziemskimi.
Obrazek
Obrazek

Cerkiew monastyrska była potem używana przez ludność jako parafialna, a następnie w okresie ZSRR całkowicie ją opuszczono. W 1996 roku mnisi powrócili: w skalnym wnętrzu jeden z nich - mocno zgarbiony dziadek - kiwa się nad świętą księgą i coś mamrocze.
Obrazek

Naprzeciwko schodów jest dziura i wyjście na niezabezpieczoną półkę skalną wiszącą nad rzeką - dopóki nie wykuto przejścia spod dzwonnicy do cerkwi można było się dostać tylko po linie.
Obrazek
Obrazek

Na skarpie w 1904 wybudowano nową cerkiew Narodzenia MB. Niestety, w środku trwa ślub i wejść za bardzo nie można.
Obrazek

Kosztuję "świętą" wodę z kokotka - smak ma co najmniej dziwny i od razu przychodzi mi na myśl jakiś przyszły atak biegunki, który na szczęście jednak nie następuje :).

Widok spod nowej cerkwi zacny, choć pewnie w słońcu byłby jeszcze ładniejszy.
Obrazek [img]http://[/img]

Za cerkiewnym murem miały znajdować się pozostałości dackiego sanktuarium, ale nic nie widać. Podobnie jak drugiego skalnego monastyru Bosie. W oddali co prawda majaczą dziury skalnych wnęk, lecz czy to jest on?
Obrazek
Obrazek

Z drugiej strony ładnie prezentuje się Peștere. Mniej ładnie pasują tam suknie ślubne - zarówno na skale jak i w niej.
Obrazek
Obrazek

Schodzimy w dół z drugiej strony do wioski Butuceni. Miało tam znajdować się muzeum etnograficzne.
Obrazek

Muzeum nie znajdujemy, jedynie restaurację gdzie szykują się do wesela. Łazimy tam i z powrotem razem z jedynymi turystami zagranicznymi - biało-czarną rodziną Francuzów - ale kończy się to niepowodzeniem. Dopiero potem w głębi wsi trafiamy na mini-skansen: tradycyjny dom mieszkalny wraz z zabudowaniami gospodarczymi i pomieszczeniami letnimi.
Obrazek
Obrazek

Butuceni mimo iż położone przy atrakcji turystycznej robi wrażenie wioski bardzo sennej i niewiele przejmującej się wizytującymi. Życie toczy się wolno i tylko wypicowane samochody gości weselnych czasem burzą ten stan rzeczy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Nietrudno zauważyć, że bardzo popularne są tutaj dwa kolory - zielony oraz błękitny. Zwłaszcza tego drugiego pełno - malują nim niemal wszystko co się da. Podobno chroni to przed robactwem, które niebieską barwę traktuje jak wodę i unika.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Krajobraz uzupełniają liczne studni charakterystyczne dla Mołdawii oraz ciekawe bramy, np. z symboliką Igrzysk Olimpijskich w Moskwie z 1980 roku.
Obrazek
Obrazek

Czasem trafi się cała banda małych piesków :D.
Obrazek

Wracając do auta spotykamy kolejne grupy nowożeńców ciągnące na skarpę w celach fotograficznych. Ja wolę zrobić zdjęcia mnisich grot widocznych z drogi.
Obrazek

Postanawiamy podjechać kawałek dalej w kierunku dziur widzianych ze skarpy. Okazuje się, iż można do nich dojść zza mostu przerzuconego nad Răutem.
Obrazek

Skalne wnętrza są ewidentnie dziełem człowieka (przynajmniej znaczna większość) i potężniejsze od tych, do których schodziliśmy pod dzwonnicą. Czy to ów monastyr Bosie? W przewodnikach pisze o dwupoziomowej cerkwi, a tej tu nie widać, jedynie duże wnęki.
Obrazek

Jedyne ślady człowieka to współczesne bazgroły i intensywny zapach moczu. Jednak wydaje mi się, iż to ów zaginiony monastyr Bosie, bo nic innego tu nie pasuje. Groty ciągną się przez kilkaset metrów więc możliwe, że owa cerkiew jest kawałek dalej.

Widok na zakole rzeki od drugiej strony.
Obrazek
Obrazek

I cerkiew na szczycie w której byliśmy jakiś czas temu.
Obrazek

Przy moście zerkam na ruiny tatarskiej ("tureckiej") łaźni...
Obrazek

Ruin w okolicy jest więcej, ale albo ich nie znaleźliśmy albo są mało imponujące (np. twierdza z czasów Stefana Wielkiego to kilka murków wyglądających jak płoty ogradzające pastwiska).

Zajeżdżamy jeszcze do pobliskiej wioski Trebujeni. Bardziej cywilizowana gdyż z asfaltem, a i domy wyglądają okazalej.
Obrazek

Wracając mijamy kilka niewielkich wiosek, gdzie kolor niebieski również jest najczęściej występujący.
Obrazek

Kombinowaliśmy aby przejechać przez Cricovą która słynie ze swoich winnic, ale nie widzieliśmy żadnego drogowskazu na to miasto, więc ostatecznie powitały nas rogatki Kiszyniowa.
Obrazek

Na prawie koniec jeszcze kilka ujęć ze stolicy: elementy byłego ustroju wyłaniają się dyskretnie z różnych miejsc.
Obrazek
Obrazek

Jak w każdym szanującym się radzieckim mieście musiał być i pomnik Lenina. Wyrzucono go z centrum, lecz nie zniszczono i przeniesiono na tereny wystawiennicze za jeziorem, gdzie żyje na banicji z Marksem i jeszcze jakimś sowieckim bohaterem.
Obrazek

Z minionej epoki pochodzi też spora część trolejbusów - najbardziej widoczne są ZiU-9, których produkcję rozpoczęto w 1971 roku. Tabor uzupełniają czechosłowackie Škody 14Tr oraz nowsze ukraińskie JuMZ-T2 i białoruskie AKSM-321. Do tego oczywiście Ikarusy i przeładowane marszrutki zatrzymujące się wszędzie :D.
Obrazek
Obrazek

Wieczorami wychodziliśmy na miasto coś zjeść. Ceny w lokalach na polskim poziomie; tak naprawdę to tańsze w Mołdawii jest
1) paliwo - ok. 3 złotych za litr,
2) papierosy - paczka ok. 3 złotych,
3) wódka - miejscowa za ok. 10 złotych,
4) bilety i jeszcze kilka innych dupereli z winem na czele.

W niektórych knajpach było sympatyczne, ale w poleconej nam w hostelu nie wydano reszty. Co prawda chodziło o równowartość kilku złotych, jednak liczy się zasada. Wiadomo - cudzoziemców się rżnie.

Samo płacenie mołdawskimi lejami wydawało się lekko surrealistyczne bo niewielkich rozmiarów banknoty (każdy z podobizną Stefana Wielkiego) przypominają te z gier planszowych :D
Obrazek

Mimo wpadki z wydaniem reszty wieczorny Kiszyniów prezentował się miejscami bardzo klimatycznie.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

I już na sam koniec tego wpisu - kilka słów o naszym hostelu.
Obrazek

Niewątpliwie ogromnym atutem było położenie - jakieś 10 minut spacerem od głównego placu. Poza nim już tak różowo nie było... "bezpieczny parking" okazał się po prostu parkowaniem na ulicy. Na szczęście Kiszyniów nie ma strefy płatnego parkowania, ale stanąć tam w godzinach szczytu stanowi sztukę. Gdy przyjechaliśmy z Rumunii w nocy ulice były puste więc zaparkowałem zgodnie z metodą znaną z Polski: równolegle do drogi. Rano dostałem opierdziel od jakiegoś przejeżdżającego chłopa: czy nie nauczono mnie porządnie parkować?! Tutaj bowiem stoi się w skosie, wystając tyłem na ulicę i zajmując połowę chodnika ;).

W hostelu przebywało towarzystwo bardzo międzynarodowe. Byli Anglicy, Australijczycy, Nowojorczyk i nawet białas z RPA. Nowojorczyk był współczesnym romantykiem: Chciałbym się zgubić w uliczkach, usiąść gdzieś na drinku a potem wrócić przy pomocy google maps. Nie wiem czy się zgubił, ale wieczorem był zawsze na miejscu. Zresztą wypił mi moje piwo z lodówki, różne rzeczy ginęły z niej nie raz i to przy biernej postawie dziewczyny z obsługi, zajmującej się głównie imprezowaniem i spaniem w cudzych pokojach. Przez pół dnia w kuchni był syf po niepomytych naczyniach i kościach z grilla, z kibla waliło i brakowało papieru lecz większość osób i tak wydawała się zachwycona, gdyż w końcu spali w dzikim kraju :). Ale i tak najlepszą akcją było wybycie obsługi na nocne miasto i zamknięcie drzwi, podczas gdy wracający goście hostelowi nie mieli odpowiednich kluczy. Gdybyśmy im nie otworzyli od wewnątrz to czekałoby ich spanie na podwórzu :D.

Sympatyczny był Jean Mare - Francuz, który czekał na ukraińską wizę pracowniczą, bowiem chciał w Kijowie spełniać się artystycznie. Obeznany z miastem, pomocny znacznie bardziej niż obsługa, dusza towarzystwa. Drugim sympatycznym ten oto osobnik.
Obrazek


Najpierw chciał mnie ugryźć, ale potem był bardzo przyjazny, zwłaszcza przy posiłkach.

No to drapiemy kota na pożegnanie i opuszczamy stolicę.
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2143
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Dolnoślązak » 08-09-2016 21:47

Te spanie dziewczyny z obsługi po cudzych pokojach to jak to rozumieć? :lol:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3893
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 08-09-2016 22:33

a jak byś to zrozumiał? :D Babka była typową imprezowiczką, która w jakiś dziwny sposób znalazła się na tym etacie i nie bardzo jej się chciało wypełniać swoje obowiązki ;)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/


Wróć do „Relacje z wypraw”