Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2143
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Dolnoślązak » 09-09-2016 08:08

Widze, że nadal się nie rozumiemy, znaczy w tych cudzych pokojach spała sama czy z...gośćmi? :mrgreen:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3890
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 09-09-2016 14:34

Spała w pokojach gości, zdaje się że głównie w pokoju Francuza ;)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2143
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Dolnoślązak » 09-09-2016 16:27

To zdaje się musiał być jakiś go0rący pensjonat, nic dziwnego zatem że Francuz zawsze w humorze :wink:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3890
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 10-09-2016 10:45

on już tam siedział chyba z miesiąc, to i cały Kiszyniów znał jak własną kieszeń :P
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3890
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 15-09-2016 11:25

Wyjazd z Kiszyniowa nastąpił w ponownej formie co wjazd - to znaczy na czuja. Co prawda przy bulwarze Stefana Wielkiego była tabliczka kierująca do miejscowości przy granicy z Rumunią, ale potem byłem zdany już tylko na intuicję oraz szczęście. Kiedy jednak znalazłem się na drodze prowadzącej do lotniska i bez żadnych oznaczeń... postanowiłem się zatrzymać, by w akcie desperacji wyciągnąć pożyczonego od rodziców GPS-a. Było to jedno drugie i ostatnie użycie podczas tego wyjazdu.

Okazało się, iż mój czuj działał dobrze - na najbliższym skrzyżowaniu było odbicie w interesującym nas kierunku. Potem poszło już jak z płatka, gdyż droga M1 jest bardzo dobrej jakości.
Obrazek

Okolice stolicy są, podobnie jak większość kraju, bardzo pofałdowane. Do tego fotogeniczne z racji grupy jezior o nazwie Dănceni.
Obrazek

Wśród zabudowy wyróżnia się samotna wieża. Miał to być główny budynek administracyjny miejscowego przemysłu winiarskiego - jego budowę rozpoczęto w 1977 roku, ale już trzy lata później wstrzymano z powodu braku funduszy. Dzisiaj to ruina.
Obrazek

Na horyzoncie widać też blokowiska Kiszyniowa.
Obrazek

A bliżej niewielkie wioski o wdzięcznych nazwach: Nimoreni, Suruceni, Sociteni...
Obrazek

Na tankszteli zalewam bak do pełna - jak już pisałem benzyna kosztuje tu około 3 złotych i jest dobrej jakości.
Obrazek

Przez to wszystko zostaje nam dość sporo lejów - więcej niż planowaliśmy. Gdzie to wydać? Może jakieś pamiątki po drodze? Z tym jest problem, gdyż w Mołdawii przemysł pamiątkowy prawie nie istnieje. Nie widzieliśmy NIGDZIE pocztówek, kalendarzy i tym podobnych gadżetów. Jedynie magnesy na lodówki - te są oferowane masowo, zupełnie jakby każdy miał sobie obkleić całą kuchnię.

Dzisiejszy dzień - sobota - to przede wszystkim siedzenie za kółkiem: chcemy dotrzeć aż do Siedmiogrodu, a to ponad 450 kilometrów. Nie rezygnujemy jednak całkowicie ze zwiedzania: niedaleko Kiszyniowa znajduje się monastyr Condriţa obok wioski o tej samej nazwie.
Obrazek

Klasztor powstał w 1783 roku z inicjatywy pobliskiego (i chyba najbardziej znanego w Republice Mołdawii) monastyru Căpriana. Niestety po okresie komunistycznym, kiedy to urządzono w nim obóz dla pionierów, jest trochę podupadły. Główna cerkiew została połowicznie (dosłownie) odmalowana, w środku zaś zachowało się niewiele z pierwotnego wystroju - ikonostas stoi nowy, a freski niemal całe zniszczono.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Gdy robię zdjęcia do Teresy przyczepia się jakiś facet z pretensjami o brak zakrytej głowy. Ona tłumaczy, że założyła chustę na odkryte ramiona, ale gość sugeruje, że zakryta głowa jest ważniejsza niż zakryte ramiona... To była pierwsza i ostatnia taka sytuacja w świątyniach na tym wyjeździe - należy tu zaznaczyć, że również nie wszystkie miejscowe kobiety były prawidłowo poubierane. No i oczywiście to zawsze mężczyzna wie lepiej jak mają się nosić i co robić panie i to zawsze faceci są najbardziej oburzeni strojami płci przeciwnej... Zastanawiam się też, czy Bóg jest taki wrażliwy, iż mógłby dostać jakiegoś wstrząsu na widok kobiecych włosów?

A tak z innej beczki - w prawosławnych kościołach nie można oprzeć się wrażeniu, że wyznawcy tego odłamu chrześcijaństwa znacznie bardziej przeżywają wizyty niż np. katolicy. Wielokrotne żegnanie się, całowanie ikon, klękanie, nawet leżenie na podłodze - coś takiego widziałem w Europie jedynie w znanych miejscach pielgrzymkowych, a tu są normą nawet w najzwyklejszej cerkwi.

Dla wygody pielgrzymów (albo raczej mnichów) do monastyru ułożono asfalt. Do samej wsi pospólstwo może już jeździć po szutrze ;).
Obrazek

Kilkadziesiąt kilometrów dalej zjeżdżamy do drugiego monastyru: klasztor Hâncu założono w 1678 roku. Na jego terenie znajduje się starsza cerkiew z XIX wieku oraz nowy sobór, chyba jeszcze nie wykończony.
Obrazek

Monastyr przypomina bardziej sanatorium niż miejsce zamieszkania mniszek. Żółte fasady, mnóstwo kwiatów, jakieś kiczowate elementy urozmaicenia krajobrazu. W sumie za dużo się nie pomyliłem, gdyż od 1956 do 1990 rzeczywiście funkcjonowało tu sanatorium.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W starszej cerkwi nikt nie zwraca uwagi na odkryte głowy czy ramiona. Wnętrze zachowało się w nieporównywalnie lepszym stanie niż w monastyrze Căpriana.
Obrazek
Obrazek

Więcej tu osób niż w poprzednim klasztorze. Spotykamy dwie kobiety mówiące po polsku - jedyny raz w Mołdawii. Są też osoby z zagranicy - stoją auta na rosyjskich i ukraińskich blachach. Grupa grubych Ukrainek w sklepie przycerkiewnym jest w takim amoku, że prawie zgniatają Teresę pchając się bez kolejki do kasy...

Nowy sobór wygląda na zamknięty. Ciągnie do niego mnich wraz ze swoim pomocnikiem lub uczniem. Tu też księża lubią młodych chłopców?
Obrazek
Obrazek

Wśród kwiatów kręci się złoty lachon ze swoim pantoflem. Zmusza biednego chłopa do nieustannego fotografowania jej na każdym tle. Darmowa sesja dla panów?
Obrazek

Przed wejściem do auta zaglądam jeszcze do kibelka. Klimat w stylu niezapomnianym :D.
Obrazek

Dla zaczerpnięcia luftu oglądam spod toalety okolicę. Na lewo widać mały cmentarz zakonnic: groby całe są w kwiatach.
Obrazek

Po powrocie na główną drogę szybko jedziemy przed siebie. Czasem są jednak miejsca tak ładne, że żal byłoby nie stanąć i przez chwilę pogapić się na okolicę.
Obrazek

Spod nadpalonego lasu obserwuję wioskę w dole i otaczające ją wzgórza. Pofałdowanie Mołdawii mocno dało się w kość ekipie Eco i Michała, która rok temu jeździła tu na rowerach. Bo przecież w powszechnej opinii Mołdawia jest płaska ;).
Obrazek
Obrazek

Ciekawe z jakiego powodu zaczął się palić las - człowiek czy sama natura?
Obrazek

W sumie to niezbyt częsty widok w tych stronach, gdyż lasy stanowią zaledwie 9% powierzchni kraju (w Polsce niecałe 30%). Najwięcej ich w centralnej części państwa oraz wzdłuż doliny Prutu przy granicy z Rumunią.

A ta już coraz bliżej... ostatni raz na mołdawskiej ziemi zatrzymuję się kilka kilometrów przed szlabanami granicznymi. Zauważam tu kompleks pamiątkowy poświęcony radzieckiej operacji wojskowej z sierpnia 1944 roku.
Obrazek

Tablica informuje o mogile nieznanego żołnierzy, a kiedyś musiał tu płonąć ogień, nie taki wieczny jak widać.
Obrazek

Płaskorzeźba z obrażoną facjatą sołdata została kilka lat temu odnowiona. Czyli dokładnie odwrotnie niż nad Wisłą.
Obrazek

Wspinam się na górę - chodniczek prowadzi wzdłuż pozostałości okopów i kończy się pod sterczącym dumnie na postumencie czołgiem T-34. Lufę wycelował gdzieś w kierunku Rumunii.
Obrazek

Spod czołgu dobrze widać najbliższą miejscowość - Cotul Morii.
Obrazek

Z ciekawostek - doczytałem iż w tej osadzie więcej osób deklaruje się Rumunami niż Mołdawianami. Są też pojedynczy Rosjanie, Ukraińcy, Gagauzi a nawet Bułgarzy. Z boku rozciąga się osiedle nowych domków.
Obrazek

Z nieba leje się żar. Stojące na horyzoncie wiatraki są rumuńskie, a z boku widać już zabudowania przejścia granicznego Leușeni-Albita.
Obrazek

Ciekawe ile tym razem postoimy?

Mołdawianie odprawiają nas dość szybko - gdzieś około dwudziestu minut. Zatrzymujemy się następnie na bezcłówce aby wydać ostatnie leje. Teresa nabywa kilka win z Cricovej, ja sztangę papierosów która kosztuje aż 2,5 euro. Będzie czym częstować znajomych.

Przejeżdżamy rzekę Prut.
Obrazek

Na drugim brzegu nie jest już tak sprawnie - Rumunom ewidentnie się nie spieszy. Są kwadranse, iż nie ruszamy się nawet o centymetr. A wszystko to w masakrycznym upale.
Obrazek

W końcu Teresa stwierdza, że musi do toalety. Oczywiście jak tylko wyszła to sznur samochodów ruszył i znalazłem się przed samym pogranicznikiem :D.

Rumuński kibel na granicy EU okazał się dziurą w ziemi całkowicie obsraną, aż po ściany. Nie dziwiło więc to, iż niektóre kobiety wychodziły na zewnątrz i zwracały zawartość żołądka, a inne zakładały maseczki.

Kontrola dokumentów poszła szybko. Podchodzi celnik.
- Jest alkohol?
- Wino.
- Wino to nie alkohol. Wódka? - dopytuje dalej.
- Dwie flaszki.
- Papierosy?
- Sztanga ze sklepu bezcłowego.
- Na ile osób?
- Na dwie.
- To za dużo! Można przewieść 40 papierosów na łebka.
- Uuuu.
- Żeby mi to było ostatni raz! - coś sobie zanotował i poszedł dalej.

Później przypomniałem sobie, że owszem - do Unii Europejskiej można wwieść 200 sztuk cygaretów na osobę, ale drogą... lotniczą :P . Na ziemi obowiązują znacznie mniejsze limity.

Ogólnie to przedostanie się przez granicę zajęło nam ponad 2 godziny! Czyli dłużej niż wjazd kilka dni wcześniej. Na zegarku 16-ta, dzień jeszcze w pełni, ale my przejechaliśmy dopiero 1/4 trasy!

Zatem do wozu i przed siebie bez zbędnych ceregieli. Staję sporadycznie aby sfotografować jakiś widoczek lub mijające nas stado.
Obrazek
Obrazek

Na szczęście rumuńskie drogi są tutaj wyremontowane, więc jedzie się szybko. Drażnią tylko poziome zwalniacze, które umieszczone są przy zakrętach z obu stron jezdni - zatem już za zakrętem nadal słychać charakterystyczne łub-łub-łub.

Okolice są mocno zmęczone upałami. Cieków wodnych jest niedużo i częściowo wyschnięte. Rzeka Seret, dopływ Dunaju (płynie m.in. przez Bukareszt), wygląda jeszcze normalnie.
Obrazek

...ale jej dopływ - Șușița - to już jakiś wąski strumyk, mimo że na mapach zaznaczone jest, iż w tym miejscu ma 200 metrów szerokości.
Obrazek
Obrazek

Krajobraz się zmienia - szerokie przestrzenie zostają za nami, a zaczynają się Karpaty. Góry Vrancea oddzielają historyczną Mołdawię od Siedmiogrodu.
Obrazek

Ponownie zostaję zaskoczony bardzo dobrej jakości drogą. Jest jednak mocno kręta i należy często ściągać nogę z gazu. Nie wszyscy się do tego zastosowali - mijamy roztrzaskany motor i samochód. To było zresztą chyba jedyne miejsce, gdzie widzieliśmy dziś policję.
Obrazek

W Ojduli (węg. Ozsdola - 90% mieszkańców to Madziarzy), pierwszej wiosce po siedmiogrodzkiej stronie, zatrzymuje nas stado krów spędzanych na noc do zagród.
Obrazek

Na początku jest zabawnie, ale krowy ani myślą ustępować miejsca, a siedzący na rowerach pasterze wydają się jakoś mało rozgarnięci. Dopiero wkurzony kierowca ciężarówki trąbiąc toruje sobie drogę między zwierzętami.

Wyjechaliśmy na szeroką dolinę otoczoną ze wszystkich stron siedmiogrodzkimi górami. Dojechaliśmy tutaj w dość niezłym czasie, jest jeszcze jasno.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W głowach mieliśmy już opcję spania na dziko, ale w takiej sytuacji postanawiamy spróbować dotrzeć do wypatrzonego kempingu obok słynnego Râșnova. To kilkadziesiąt kilometrów stąd, a więc względnie blisko.

Braszów mijamy już po ciemku. W Râșnovie doskonale widać zamek chłopski górujący nad miastem, ale ten zostawimy sobie na jutro. Wypatruję jakiś znaków na kemping. Ni ma. Na skrzyżowaniu niemal taranuję nieoświetlony wóz konny. Kur...!

Mijają kilometry bocznej drogi; to miało być gdzieś tutaj. Ale ni ma! Postanawiam zasięgnąć języka w pobliskim pensjonacie. Co prawda cennik w recepcji mają po angielsku, lecz tego języka nikt nie zna. Pokazuję im wydruk z nazwą kempingu - robią wielkie oczy. O niczym takim nie słyszeli!

Chyba jednak zostaje nam nocleg na dziko... Kilkaset metrów od pensjonatu zauważamy drogowskaz na kemping! Psia krew, doskonałą znajomość okolicy mieli w recepcji!

Kemping położony jest w oddaleniu - droga do niego to 2-3 kilometry dziur jak w serze szwajcarskim. Zawieszenie dyszy i jęczy, błagając o litość. Mijamy w ciemnościach dziesiątki namiotów rozbitych na łące - to jest ten kemping? Nie, to Rumunii zorganizowali sobie własne pola biwakowe z okazji zbliżającego się święta państwowego :D.

W końcu przed 22-gą docieramy do celu. Mam wszystkiego dość. Jest zimno i mokro, bo rosa robi swoje. Na szczęście działa tu niewielki barek, więc udaje mi się jeszcze kupić lane piwo.

W nocy temperatura spada jeszcze bardziej. Rano termometr pokazuje 7 stopni. Lato w pełni. Na szczęście wraz ze słońcem wróciło ciepło, zatem do zwiedzania Siedmiogrodu nie będą nam potrzebne kożuchy i kufaje ;) .

Galerie:
Kiszyniów: https://goo.gl/photos/XUMYE44S9Cw4vVah6
Orheiul Vechi: https://goo.gl/photos/Y7ecAh4q86H4kank6
Z Kiszyniowa do Siedmiogrodu: https://goo.gl/photos/NRJBtE6bWtdsYrqP8
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2143
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Dolnoślązak » 16-09-2016 11:46

A już myślałem, że po burżujsku zanocujecie w pensjonacie z angielskim cennikiem. Ceny też mieli w funtach? :mrgreen:

PS Z tej granicy to było lepiej czekolady jakieś przywieźć a nie śmierdzące faje :evil:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3890
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 16-09-2016 12:37

Ceny mieli w lejach i pokój kosztował niecałe 200 złotych ;) Więc tak trochę średnio :P A poza tym nie mieli wolnych miejsc - Rumunii też mieli długi weekend i wszystko obsadzone.

Czekolady akurat nie były zbyt atrakcyjne cenowo i prawie żadnych mołdawskich. Pomijam fakt, że było duże ryzyko, iż się rozpuszczą w drodze - niektóre w tych upałach były już trochę naruszone. No i dziwnym trafem na imprezach ludzie pytają się o fajki, a nie o czekoladę :P
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2143
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Dolnoślązak » 17-09-2016 18:04

Fajczenie zdaje się od wielu lat jest już passe i na dodatek szkodzi zdrowiu :wink:

A z tymi cenami faktycznie zaszaleli, 2 stówy za pokój w Rumunii? :shock: Mnie się kojarzyła zawsze z cenami pokroju Czech a tu widzę drożej jak u nas... niech się wypchają :wink:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3890
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 18-09-2016 13:38

Rumunia nie jest tania, to już przeszłość. Ceny w sklepach są na poziomie polskim albo i wyższe. Może w lokalach ciut taniej. Alkohol kosztuje tyle samo, papierosy są nawet droższe. Paliwo też droższe. Na kempingach płaciliśmy od 40 do 80 złotych za nocleg (głównie w środku stawki). Jedyny raz co spaliśmy pod dachem w wiosce z monastyrem to koszt pokoju wynosił niecałe 9 dych.

A to był pensjonat, zdaje się, że popularny, więc i ceny pensjonatowe ;)

Fajczenie zdaje się od wielu lat jest już passe i na dodatek szkodzi zdrowiu :wink:

nie w Rumunii ;) Tam kurzyli ludzie nawet stojąc w kolejce po bilety :| Zresztą jakoś u nas też nie obserwuję spadku popularności palenia, ci co fajczyli najczęściej robią to nadal, choć część przerzuciła się na własne skręty.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3890
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 18-09-2016 15:43

Zimny poranek na kempingu pod Râșnovem rychło zaczął się zmieniać w ciepły, słoneczny dzień - czyli tak jak niemal przez cały tydzień naszego wyjazdu. Nie wszędzie tak było; z rozmowy ze spotkanymi po sąsiedzku Polakami wynikało, że w ostatnich dniach w okolicy potrafiło mocno lać i występowały burze. Mieliśmy więc szczęście z pogodą.
Obrazek

Pierwotnym planem na niedzielę (przy okazji stuknęła połowa wyjazdu) miało być zwiedzanie Curtea de Argeș i przejazd Trasą Transfogaraską. Zajęłoby to jednak wiele godzin i istniała duża szansa, że znów noclegu będziemy szukać zmęczeni po ciemku; uznałem więc, że nie ma sensu się tak gonić i lepiej wprowadzić w życie plan awaryjny, krótszy, ale też atrakcyjny turystycznie . Transfogaraska nie zając, nie ucieknie...

Wyjeżdżając z doliny mieszczącej kemping mamy rozległe widoki na okoliczne góry: są wapienne Piatra Craiului...
Obrazek

...a bliżej Bucegi. To pasmo górskie udało mi się odwiedzić podczas pierwszej wizyty w Rumunii w 2009 roku.
Obrazek

Po przeciwnej stronie drogi widok równie interesujący.
Obrazek

Râșnov (Rosenau, Barcarozsnyó) jest liczącym kilkanaście tysięcy mieszkańców miastem w sercu regionu zwanego jako Burzenland. Od pozostałego Siedmiogrodu wyróżniały go stosunki etniczne - zamieszkiwały był on głównie przez Sasów siedmiogrodzkich, a Węgrzy nie byli najliczniejszą grupą narodowościową. Obecnie to już przeszłość, gdyż zdecydowana większość Niemców po upadku komunizmu wróciła na tereny skąd wieki temu przyjechali ich przodkowie.

Pozostało po nich jednak wiele pamiątek, w tym charakterystyczna zabudowa.
Obrazek
Obrazek

Przy niewielkim rynku stoi gotycki kościół ewangelicki z XIV wieku. To charakterystyczna cecha siedmiogrodzkich miejscowości: świątynia mniejszości znajduje się w centrum i praktycznie nie jest używana, natomiast cerkwie musiano wybudować gdzieś na uboczu. Bardzo rzadko się jednak zdarzało, aby kościoły poniemieckie lub powęgierskie były przejmowane przez Rumunów.
Obrazek

Największą atrakcją jest zamek chłopski. Widoczny z daleka, w nocy podświetlony, z napisem a'la Hollywood. Taki sam jest w Braszowie. Napis, nie zamek.
Obrazek

Można do niego dostać się kolejką, ale nogi mamy zdrowe, więc wchodzimy piechotką zygzakowatymi schodkami oszczędzając 10 lei. To prawie tyle ile bilet wstępu na zamek, który jest o dwa leje droższy.
Obrazek

Obchodzimy mury mijając turystów. Jeszcze nas nie zadeptali.
Obrazek
Obrazek

Dopiero przed główną bramą zderzamy się z prawdziwym tłumem, ale trudno się dziwić: od tej strony można podjechać samochodem albo kolejką turystyczną, twierdza jest popularna, a dodatkowo swoje robi też długi weekend (w Rumunii 15 sierpnia także jest świętem i to podwójnym: Zaśnięcia MB i wojska). Na szczęście kolejka do kasy idzie szybko, drażnią tylko faceci, którzy nawet w niej muszą kopcić jakieś śmierdzące papierosy. Tutaj nadal pali się wszędzie i wszystko :|.

Zamek wybudowali Krzyżacy na początku XIII wieku. Sprowadził ich tu król węgierski w celu ochrony przed koczowniczymi plemionami. Rycerze zakonni robili dokładnie to samo co później w Prusach - budowali zamki, zakładali miasta, osiedlali nową ludność z Rzeszy i rychło spróbowali wybić się na niezależność. W odróżnieniu od terenów nad Bałtykiem węgierski monarcha zdołał ich wygnać w 1225 roku, a rok później Konrad Mazowiecki zaprosił do siebie. Co było dalej wszyscy wiemy...
Obrazek

Opuszczony zamek przejęły okoliczne saskie gminy. Sytuacja była to wyjątkowa, gdyż zazwyczaj zamki są siedzibami szlacheckimi, a tu znalazł się w rękach mieszczan i chłopów, którzy chronili się w nim w razie niebezpieczeństwa. Zamków chłopskich w Siedmiogrodzie jest jeszcze kilka i są to unikaty na skalę europejską; podobne twierdze istniały kiedyś w Niemczech, ale nie dotrwały do naszych czasów.

Twierdza składała się z zamku dolnego i górnego. Zdjęcie powyżej zrobione jest spod zewnętrznych murów zamku dolnego i widać na nim zamek górny z barbakanem po lewej.

W środku ciżba, ale zagęszczenie w najwyższym punkcie, na ruinach dawnej kaplicy, lekko mnie przeraziło. Uznałem, że odpuszczę sobie robienie stąd zdjęć bo i tak nie mam szans ze współczesną chorobą społeczną czyli selfiestickami.
Obrazek

Niżej jest już luźniej. Zamek górny to uliczki między starymi domami, chroniony w przeszłości pięcioma wieżami i drugim, mniejszym barbakanem.
Obrazek

W niemal każdym z zabudowań jest coś dla turystów - sklepiki, galerie, wystawy, restauracja. Choć tak oczywistej pamiątki jakimi są kartki pocztowe - brak! Wiem, że dziś już prawie nikt nie pisze listów, ale żeby zlikwidować też pocztówki?
Obrazek

Dla niezadowolonych przewidziano klatkę.
Obrazek

Najciekawsze są widoki z murów na leżące niżej miasto oraz góry - doskonale widać pasmo Fogaraszy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wbrew temu co piszą w przewodnikach o doskonałym stanie twierdzy w wielu miejscach sypie się to i owo.
Obrazek


W wodę zaopatrywała obrońców studnia o głębokości 142 metrów. Według legendy kopało ją przez 17 lat dwóch tureckich jeńców. Dzięki niej można było przetrwać długie miesiące oblężenia. To właśnie brak wody zmusił twierdzę do kapitulacji jeden jedyny raz - w 1612 weszły tu wojska Gabriela Batorego i był powodem do wydrążenia studni.

Ostatecznie twierdza popadła w ruinę na początku XIX wieku w wyniku trzęsienia ziemi.
Obrazek

Z zamku dolnego zostało bardzo niewiele - częściowo zrekonstruowane mury, brama wejściowa i zarys kościoła ewangelickiego.
Obrazek

Schodzimy z powrotem do miasta. Szukamy kantoru, a jednocześnie oglądamy zabudowę: sporo tutaj na fasadach pamiątek po dawnych mieszkańcach.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Współcześnie mieszka tu jeszcze około setki Niemców i raz tyle Węgrów. Reszta to Rumuni i Cyganie.

Gdzieś niedaleko odbywa się chyba jakaś impreza metalowa albo gocka, bo po ulicach kręci się masa osób w czarnych strojach i koszulkach zespołów. Śmiać mi się chce widząc ich pocących się przy wysokiej temperaturze i nie zawsze odpowiednio dobranym obuwiu ;). Oczywiście nieodłącznym elementem wyposażenia współczesnego metalowca jest nieustannie pracujący smartfon - przedłużenie ręki :D.
Obrazek

Niedaleko Râșnova jest miasteczko Bran ze swoim fotogenicznym zamkiem, reklamowanym powszechnie i fałszywie jako siedziba Draculi. Zastanawiam się czy tam nie podskoczyć, ale doszliśmy do wniosku, że nas tłumy zaleją całkowicie i ruszamy w przeciwną stronę. Inna sprawa, że korek w kierunku Branu zaczynał się już kilka kilometrów przed Râșnovem!

Braszów zwiedzaliśmy siedem lat temu, więc mijamy go obwodnicą autostradową. Następny dłuższy postój wypada w mieście Fogarasz (Făgăraș, węg. Fogaras, niem. Fogarasch). O ile Góry Fogaraskie są bardzo znane, to miejscowość od której wzięły nazwę niekoniecznie.

Parkuję w centrum ozdobionym blokami i Domem Kultury z poprzedniej epoki.
Obrazek

Pierwsza wzmianka o Fogaraszu pochodzi z XIII wieku i był wówczas zasiedlony głównie przez Rumunów. Później skład etniczny się zmieniał - sto lat temu pierwszą grupą ludnościową byli Węgrzy, a Sasi stanowili około 15%. Dziś tych pierwszych jest 3,5 % a tych drugich mniej niż 1.

Fogarasz przez pewien czas był stolicą władców Siedmiogrodu, odbyło się w nim kilka sejmów księstwa.

Sercem miasta jest zamek, którego budowę rozpoczęto w 1310 roku. W późniejszych stuleciach rozbudowywany i wzmacniany uchodził za jedną z najsilniejszych twierdz regionu.
Obrazek

W XVIII wieku zamieniono go na koszary niszcząc przy okazji bogate wnętrza. W 1939 roku umieszczono w nim internowanych polskich żołnierzy, a od 1948 mieścił ciężkie więzienie polityczne.

W czasach Ceaușescu przystąpiono do prac konserwacyjnych, dziś można go zwiedzać, a za murami odbywa się festyn. Ceny wstępu są jednak wyższe niż do Râșnova, więc poprzestajemy na obserwacji zewnętrznej.
Obrazek
Obrazek

Kilkaset metrów dalej przy głównej drodze świeci się złotem nowa cerkiew prawosławna.
Obrazek

Dalsza podróż na zachód drogą nr 1 przez Kotliną Siedmiogrodzką to czysta przyjemność z widokami na góry: niskie po prawej i wysokie po lewej.
Obrazek
Obrazek

Widać jednak, że szczyty Fogaraskich są w chmurach, a więc wędrowcy niekoniecznie będą z nich mieli widoki.
Obrazek

Co jakiś czas mijamy miejscowości podobne do siebie z racji saskiej zabudowy. Rozjechane zwierzęta przypominają, że w każdej chwili może coś wyskoczyć przed maskę.
Obrazek

Sybin okrążamy autostradą - zajrzymy do niego za dwa dni. Za nim znów zjeżdżam na drogę równoległą, która jest pustawa - większość kierowców wybiera komfort autobany.
Obrazek

Ostatnim punktem zwiedzania tej niedzieli jest Câlnic (Kelling, węg. Kelnek). Niewielka miejscowość wpisano na listę UNESCO jako jeden z siedmiu siedmiogrodzkich kościołów warownych. Różnica między kościołem warownym a zamkiem chłopskim jest bardzo płynna, część obiektów można określić obiema kategoriami i tak jest właśnie tutaj.

Dwa pierścienie murów, wieża wejściowa będąca formą barbakanu oraz donżon - punkt ostatniej obrony - ewidentnie wskazują na zamek.
Obrazek

Kościół wewnątrz murów wybudowany w XVI wieku jest niewielkich rozmiarów i skromny w porównaniu z innymi tego typu konstrukcjami.
Obrazek

We środku gra odtwarzana przez głośniki muzyka organowa i panuje nastrój przeszłości, która nigdy już nie wróci. W gminie Câlnic żyje obecnie tylko pięć osób deklarujących się jako Niemcy i praktycznie brak luteran, więc nie wiem czy odbywają się tu jakiekolwiek nabożeństwa.
Obrazek

Sam zamek powstał w XIII wieku jako siedziba szlachty, lecz w 1430 roku odkupili go chłopi. Wzmocniony i rozbudowany stał się schronieniem na wypadek ataku nieprzyjaciół.
Obrazek

Przy murach doskonale widoczne są ślady po dawnych belkach stropowych - niegdyś do murów przylepione były cele dla poszczególnych rodzin.
Obrazek

W donżonie mieści się niewielka wystawa o przemieszanej tematyce.
Obrazek

Na cholernie ciężkiej kapocie wyhaftowano nawet datę powstania ;).
Obrazek

W piwnicy stoją ogromne beczki na wino. Niestety - puste.
Obrazek

Ulice Câlnic są wyludnione, czasem tylko przejdzie jakaś samotna osoba albo kilkoro dzieci.
Obrazek
Obrazek

Ciekawostką jest fakt, że prawie nigdy nie mieszkali tu Węgrzy - osada była rumuńsko-niemiecka, a dziś sporą grupę stanowią Cyganie. Dzielnica romska rozciąga się akurat obok zamku i dochodzą z niej głośne dźwięki rumuńskiego disco-polo.
Obrazek

Wracając do głównej drogi podziwiamy pofałdowaną okolicę która przechodzi dalej w Góry Fogaraskie. Ziemia nie jest tu tak wyschnięta jak w Mołdawii, zatem i zieleni więcej.
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
fiaa
podróżnik
Posty: 161
Rejestracja: 23-10-2007 21:10
Lokalizacja: Powodowo

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: fiaa » 19-09-2016 20:49

A 15 lat temu w Risnovie kobieta przenocowała nas we własnym domu, we własnych piernatach za jedyne dwa dolary od głowy. Do zamku zgubiliśmy drogę i musieliśmy się przebijać przez chaszcze, a ludzi było wszystkiego kilka sztuk. Ech...
Modlitwa - modlitwą
a tu trzeba brzytwą
albo jeszcze gorzej
sprężynowym nożem

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3890
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 19-09-2016 22:25

Jak to pisał klasyk - "coś się kończy, coś się zaczyna"...
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3890
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 20-09-2016 18:35

Aurel Vlaicu był rumuńskim pionierem lotnictwa. Urodził się w miejscowości Binținți (niem. Benzendorf, węg. Bencenc) w południowo-zachodnim Siedmiogrodzie. Pierwszy Rumun który wzniósł się w powietrze na własnoręcznie skonstruowanym samolocie bez silnika, a jego siostra była prawdopodobnie pierwszą kobietą która odbyła lot. Zginął w 1913 roku podczas próby pierwszego przelotu nad Karpatami.

W okresie międzywojennym jego rodzinną wioskę nazwano... Aurel Vlaicu. To ona będzie naszym miejscem wypadowym po okolicy przez następnego dni.

Już na wjeździe wita model samolotu.
Obrazek

Aurel Vlaicu leży obok głównej rumuńskiej autostrady A1 i linii kolejowej Arad-Deva. W oddali Góry Fogaraskie.
Obrazek

Życie w miejscowości toczy się własnym, wolnym rytmem. Są trzy sklepiki, które służą jednocześnie jako spelunki i jedna knajpa z telewizorem. Miałem tam okazję obejrzeć mecz eliminacji Ligi Mistrzów, gdy Steaua Bukareszt przegrała u siebie 0-5 :D . Czyli ciut lepiej niż Legia...
Obrazek

Wieczorem trzeba jedynie uważać na przepędzanie bydła do domostw ;).
Obrazek

Śpimy na fajnym kempingu zorganizowanym na tyłach dawnego gospodarstwa. W oddali widać górki.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dużym plusem przy obecnej pogodzie jest basen. Nie taki krystalicznie czysty jak na węgierskich wodach, ale do schłodzenia idealny.
Obrazek

Miejscowy jegomość - straszna wiercipięta i dzikus.
Obrazek

Z Aurel Vlaicu możemy wyskakiwać do atrakcji turystycznych. A Siedmiogród słynie chociażby ze swoich kościołów warownych. Siedem z nich wpisano na listę dziedzictwa UNESCO, w tym opisywany już Câlnic, który jednak był nietypowy, gdyż należałoby go uznać raczej za zamek chłopski.

Ogólna liczba kościołów warownych przekracza 150 sztuk! Większość z nich leży na uboczu, jest mało znana i rzadko odwiedzana. Pokażę więc tutaj kilka z nich o których mało kto pisze.

Codlea (Zeiden, Feketehalom) to miasto pod Braszowem. Tutejszy kościół szczyci się największą wieżą zegarową wśród obronnych świątyń, mierzącą 85 metrów.
Obrazek

Po przekroczeniu bramy starsza kobieta informuje mnie, iż w środku trwa nabożeństwo, które za chwilę się skończy. To był jedyny kościół, w którym wewnątrz coś się działo.
Obrazek

Przy bocznym ołtarzu węgierski pastor odprawiał mszę dla kilkunastu wiernych w wieku mocno zaawansowanym. Zapewne odbywają się one regularnie, gdyż w mieście mieszka dziś jeszcze ponad pięciuset potomków Arpada i o połowę mniej Niemców.

W oczekiwaniu na koniec modlitw opiekunka prowadzi mnie i kilka Rumunek do niewielkiego muzeum upamiętniającego Eduarda Moressa, autochtona - malarza. Potem już samodzielnie łażę tu i tam.

Na trawniku pomnik poległych z 1928 roku, a na ścianie tablice poświęcone ofiarom drugiej wojny i wywózkom do ZSRR.
Obrazek

Nad przyklejonymi do murów komórkami góruje poszarpana wieża obronna.
Obrazek

Sebeș (Mühlbach, Szászsebes) klasycznego kościoła warownego nie ma, ale tutejsza bazylika też jest otoczona murami, więc można ją na upartego do takowych zaliczyć. Świątynia powstała po zniszczeniu poprzedniej przez Tatarów w XIII wieku. Niestety z racji późnego popołudnia zderzamy się z zamkniętą bramą, więc możemy obejrzeć tylko wieżę z daleka.
Obrazek

Ewentualnie kaplicę św. Jakuba z XIV stulecia.
Obrazek

Miejscowość jest oficjalnie dwujęzyczna; rumuńsko-niemiecka i to mimo, iż Niemcy stanowią około 1% obywateli (261 mieszkańców).
Obrazek

Nietypowe jest, iż niemieckie nazwy ulic nie mają zazwyczaj nic wspólnego z rumuńskimi. Chyba wzięto je ze starych czasów.
Obrazek

Mühlbach założyli Sascy osadnicy (Melnbach w ich dialekcie) w XIII wieku po spustoszeniu tych ziem przez Mongołów. Był jednym z siedmiu pierwszych miast/zamków saskich od których wzięła się nazwa Siebenbürgen i jej polska wersja.

Śladów po Sasach jest sporo. Na budynku szkoły duży napis "Edukacja to wolność".
Obrazek

Na starym cmentarzu też głównie nagrobki niemieckie i trochę węgierskich.
Obrazek

Przy głównym placu odnowione budynki mieszają się z zaniedbanymi. Żółty ratusz kłuje po oczach.
Obrazek

Zachowały się fragmenty murów miejskich z kilkoma basztami, które potem zaadaptowano do innych celów.
Obrazek

Cristian (Grossau, Kereszténysziget) jest z kolei wioską przed Sybinem. Przy drodze przelotowej rzędy równych siedmiogrodzkich domków.
Obrazek
Obrazek

Trójnawowa bazylika powstała w XIII wieku, a dzisiaj oglądamy efekt przebudowy późnogotyckiej przeprowadzonej 200 lat później. Najbardziej efektownie prezentuje się zza rzeczki Cibin.
Obrazek

Najgrubsza wieża to Speckturm. Wejdziemy do niej od środka, ale na razie musimy znaleźć otwarte drzwi w murach, bo jedne drogowskazy przeczą drugim. W końcu się udaje. Przed domem położonym między fortyfikacjami wita nas po niemiecku wesoła pani w średnio-późnym wieku. Rozmawiając z inną grupą zwiedzających płynnie przechodzi na rumuński, więc albo miała męża-Niemca albo sama należy do liczącej kilkadziesiąt osób mniejszości saskiej.

W chłodnych wnętrzach kościoła panuje cisza. Lekko przykurzone tkaniny, położone z boku śpiewniki. Właśnie w takich momentach mam wrażenie, że to wszystko dekoracja, miejsce martwe utrzymywane tylko dla turystów.
Obrazek
Obrazek

Na trawniku tradycyjnie pomnik z nazwiskami ofiar. Nie ma dat śmierci, a tylko urodzin. Wśród tych z ostatniego konfliktu sporo kobiet.
Obrazek

Dostajemy klucze do wieży "szpekowej". A tam - bogactwo lokalnych produktów!
Obrazek
Obrazek

Są nalewki, dżemy, przetwory, mięso... brak cen, tylko skarbonka. Nikt nie pilnuje. Co łaska? Na to wygląda, ale nie jesteśmy pewni. Zjadamy tylko kilka kawałków suchej kiełbasy i zostawiamy odpowiednio kilka lejów. Przy wyjściu okazało się, że słusznie podejrzewaliśmy, iż wierzą tu w ludzką uczciwość - należało wziąć sobie interesujące produkty i zapłacić według uznania :(.

Wokół murów fotografuję jeszcze napisy na domach.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Przeciwieństwem Cristiana jest niewielki kościół warowny w Miercurea Sibiului (Reußmarkt, Szerdahely). Stoi przy ogromnym placu na którym spokojnie można by organizować miesięcznice albo apele smoleńskie.
Obrazek

Brama jest zamknięta. Już mamy się cofać, gdy widzimy jak idzie do nas mężczyzna z pobliskiej knajpy. Ten opiekun też mieszka za murami, ale w odróżnieniu od dwóch poprzednich miejsc mówi tylko po rumuńsku. Sądzi, że jesteśmy Węgrami :D. Rozumiem, że nie każdy jest poliglotą, ale jednak języki ugro-fińskie od słowiańskich są wyraźnie odróżnialne, no i masa Węgrów w Rumunii mieszka.

Wchodzimy przez boczne wejście. Widać lekki bałagan, bo mieszkający tu ludzie używają tego terenu jako podwórka, a dawne pomieszczenia przy murze w roli komórek.
Obrazek

Miercurea Sibiului to jedno z najmniejszych miast w Rumunii, więc i obiekt sakralny nie musiał być duży. Z XIII wieku, rozbudowany kilkaset lat później. Wnętrza zdradzają wpływy baroku.
Obrazek

Tablica pamiątkowa liczy tylko kilka nazwisk.
Obrazek

Dajemy opiekunowi kilka lejów za otwarcie. Uwieczniam białe mury obronne z zewnątrz...
Obrazek
Obrazek

...i ruszamy do Orăștie (Broos, Szászváros). Miejscowy kościół obronny jest nietypowy, bo występuje w liczbie... dwóch.
Obrazek

Starszy kościół (na prawo - przynajmniej tak sądzę) stanął w XIV/XV wieku w miejscu wcześniejszej bazyliki, a ta z kolei zastąpiła rotundę. Od czasów reformacji używali go wspólnie kalwini, sascy luteranie i węgierscy arianie. W 19. stuleciu obok wybudowano nowy - tylko dla ewangelików.

Ledwo zdążyłem zrobić to ujęcie gdy zawołał nas facet z nowszego kościoła. Kolejny opiekun, przesiąknięty zapachem tanich papierosów, bardzo gadatliwy, stosujący znaną zasadę, że jak będzie mówił głośno i wolno to na pewno zrozumiemy także rumuński ;). No dobra, coś tam skumaliśmy, więc może działało...

Wysyła mnie na wieżę. Teresa nie ma ochoty i zostaje na dole, gdzie pan zagra jej koncert na organach. Wejście na szczyt po schodach z gatunku mocno skrzypiących.
Obrazek

I tak nie zrobię spod dzwonu ciekawych zdjęć, bo wszystko za siatką.
Obrazek

Schodząc w dół mijam skrzynkę z nietypowymi winami z niemieckich ziem.
Obrazek

Nawę kościelną spowija mrok.
Obrazek
Obrazek

Dostajemy ulotki informacyjne o kościołach, Teresa nawet dwie. Widać, że lepiej łapała rumuński ;).
Na zewnątrz stoją białe pomniki wojenne - tablica z Wielkiej Wojny wisi na ścianie w środku.
Obrazek

Podczas spaceru dookoła murów mijamy cerkiew i dawną synagogę.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Korzystamy z okazji i w knajpie przy deptaku postanawiamy zjeść obiad. Żarełko smaczne i w rozsądnej cenie, lecz kelnerka chyba tam wylądowała za jakieś grzechy.
Obrazek

Wskoczyłoby się do fontanny...
Obrazek

Z Orăștie to mamy już tylko kilka kilometrów do naszego kempingu...

Galeria z zamkami: https://goo.gl/photos/hxsQpB9wznKbwiFQ6
...i z kościołami: https://goo.gl/photos/PsfEY4uqLL86nLf66
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3890
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 28-09-2016 12:34

Alba Iulia (Gyulafehérvár, Karlsburg, wcześniej Weißenburg) to miasto specyficzne, bo jego starówkę stanowi twierdza. Takich miejsc jest w Europie więcej, ale chyba nigdzie indziej nie widziałem założenia obronnego tak dobrze zachowanego do naszych czasów.

Początkowo mieliśmy tam przyjechać pociągiem z Aurel Vlaicu, jednak rozkład był tak kiepsko ułożony, że ostatecznie znów musieliśmy użyć samochodu. Po nieco pół godzinie jesteśmy na miejscu. Szukałem jakiś oznaczeń na centrum i twierdzę, ale ich nie było, gdyż ta rozciąga się na rozległym obszarze - zdaje się być wszędzie. Odbiłem się od kilku zatłoczonych parkingów i w końcu stanąłem pod samymi murami w lekkim cieniu.

Od razu po wyjściu było czuć ogrom twierdzy.
Obrazek
Obrazek

Ale po kolei - najpierw ponudzę trochę historią ;). Miejscowość - jak wiele w Siedmiogrodzie - ma historię sięgającą starożytności. Mieszkali tu Dakowie, następnie Rzymianie założyli Apulum, stolicę prowincji Dacia Apulensis. Po ich wycofaniu tereny ty stały się na wiele wieków widownią wędrówek ludów - byli Słowianie, Protorumuni, wreszcie Węgrzy. Pamiątką po Słowianach jest średniowieczna nazwa Bălgrad, czyli Białogród. Przyjęli ją w swoich wersjach Niemcy, Madziarzy i Rumuni, choć ci pierwsi zmienili później nazwę na cześć cesarza, drudzy dodali przedrostek "Gyula" od imienia swojego wodza, a ci trzeci w okolicach XVIII wieku zaczęli stosować dawną łacińską formę.

Wielokrotnie równana z ziemią przez rozmaitych najeźdźców Alba Iulia to symbol zwłaszcza dla Rumunów i Węgrów. W różnych okresach znajdowało się pod władzą jednych i drugich, choć znacznie częściej drugich. Przez 150 lat była stolicą Siedmiogrodu (lenna tureckiego), aż wreszcie po pokoju karłowickim w 1699 znalazła się w rękach Habsburgów. I tu zaczyna się właściwa opowieść o twierdzy...

Cesarz Karol VI postanowił wznieść fortecę która na stałe zabezpieczyłaby okolicę przed potencjalnym wrogiem. W latach 1711-1735 na ruinach starszej konstrukcji wybudowano imponującą cytadelę Alba Carolina według systemu francuskiego inżyniera Vaubana. Jak wygląda z góry można przekonać się np. pod tym linkiem: https://commons.wikimedia.org/wiki/File ... toamna.jpg

Projekt realizowało 20 tysięcy robotników. Posiada siedem bastionów, mury liczą 12 kilometrów, a powierzchnia 70 hektarów.
Obrazek
Obrazek

Dość powiedzieć, że jest uznawana za najlepiej zachowaną twierdzę systemu Vaubana w Europie. Niedawno przeszła renowację, która pochłonęła ponad 40 milionów lejów: wybrano tony ziemi, wycięto drzewa i krzewy rosnące dziko wewnątrz murów, uporządkowano ścieżki i dróżki, uzupełniono w wielu miejscach ubytki.

Dziś to jeden wielki deptak i miejsce spędzania wolnego czasu na powietrzu - po kostkach suną rodziny z dziećmi i turyści (raczej rumuńscy niż zagraniczni), a że odległości dla niektórych są spore to co chwilę mija nas ktoś na rowerkach, wózkach i innych wynalazkach, które można wynająć.
Obrazek
Obrazek

W dawnych koszarach urządzono dziesiątki lokali. Ciężko znaleźć gdziekolwiek miejsce w cieniu! No, ale mamy 15 sierpnia, dzień wolny, święto i piękną pogodę...
Obrazek

Na zewnątrz upał, więc chłodzimy się pod parasolem piwem :D.
Obrazek

W środku za to chłód taki, że mało kto chce tam siedzieć.
Obrazek

Po konsumpcji piwa i zupy idziemy powoli wzdłuż murów. Wkrótce zbliżamy się do najważniejszego miejsca "starówki".
Obrazek

Drewniany most wzniesiono podczas renowacji i prowadzi do Bramy Czwartej. Aby jednak dostać się na poziom murów należy przecisnąć się wąskim przejściem. Ciekawe jak biegali tam żołnierze z pełnym ekwipunkiem?
Obrazek

Z góry w słońcu pięknie prezentuje się wieża zegarowa katedry koronacyjnej.
Obrazek

I znowu trzeba się cofnąć do przeszłości. 1 grudnia 1918 roku tłumy Rumunów zebrały się w Alba Iulia aby proklamować Unię Transylwanii z resztą ziem Rumunii z zapowiedzią wolności i autonomii dla wszystkich narodowości ją zamieszkujących. Dziś to wydarzenie jest czczone jako Dzień Niepodległości, należałoby jednak dodać, iż miało to miejsce w mieście, w którym większość stanowili Węgrzy, a prawie wszystkie miasta Siedmiogrodu nadal znajdowały się jeszcze pod administracją węgierską.

Dwa tygodnie później również zgromadzenie Sasów z Banatu i Siedmiogrodu zdecydowało się dołączyć do Unii. Czy uczynili to z pragmatyzmu, wiedząc, że Rumunia znalazła się nieoczekiwanie w obozie zwycięzców Wielkiej Wojny i lepiej uznać jej władze dobrowolnie niż siłą? Czy może uznali kraj rządzony przez niemiecką dynastię jako lepsze miejsce do życia niż republikańskie Węgry wstrząsane rewolucjami? Pod koniec grudnia analogiczne zgromadzenie Węgrów w Cluju (Kolozvar) zadeklarowało wierność wobec rządu w Budapeszcie, ale nikogo to już nie obchodziło.

Po ogłoszeniu unii wojska rumuńskie zajmowały po kolei kolejne ośrodki prowincji nie napotykając większego oporu (co było skutkiem m.in. idiotycznej decyzji węgierskiego premiera o całkowitej demobilizacji własnej armii). Nowe granice przyklepał traktat w Trianon. A nowa konstytucja Rumunii z 1923 wbrew szumnym zapowiedziom z Alba Iulia (w języku polskim ponoć nazwa nie odmienia się) wprowadziła centralizację, prawosławie jako religię państwową, a Transylwania stała się zwykłą jednostką administracyjną. Czyli jak zawsze w takich przypadkach...

Na pamiątkę Unii na murach twierdzy wzniesiono nową katedrę w stylu "narodowym".
Obrazek

Nosi nazwę "koronacyjnej", gdyż w 1922 roku w mieście symbolicznie koronowano Ferdynanda I i jego żonę na monarchów Wielkiej Rumunii. Różne źródła podają różnie miejsca ceremonii: miała się odbyć w środku katedry, na jej dziedzińcu lub na którymś z placów w sąsiedztwie. Przeglądając jednak stare zdjęcia najprawdopodobniej dokonano tego właśnie na dziedzińcu; powodem mógł być fakt, iż król wyznawał katolicyzm a jego małżonka anglikanizm, więc czysto prawosławna uroczystość nie była możliwa.
Obrazek

W okresie komunizmu wykreślono z nazwy słowo "koronacyjna", a świątynia stała się "Katedrą Jedności Narodowej". W 1948 doszło w niej do przymusowego włączenia grekokatolików w struktury prawosławia.
Obrazek

W środku wyróżnia się czarny ikonostas.
Obrazek
Obrazek

Są też trony królewskie używane podczas koronacji oraz portrety Ich Królewskich Mości.
Obrazek
Obrazek

Katedrę otaczają zabudowania oraz kolumnady. W jednym z rogów uruchomiono toaletę, w której Teresa wdaje się w interesującą rozmową na temat czystości rumuńskich kibli z plecakowcami z Polski ;).
Obrazek

Aby wybudować tu katedrę konieczna była rozbiórka części murów twierdzy. Miejsce wybrano nieprzypadkowo: po pierwsze kiedyś stała tu już świątynia prawosławna, siedziba metropolitów, którą zburzyli Austriacy podczas wznoszenia kompleksu obronnego. Po drugie - zaraz po sąsiedzku znajduje się katedra katolicka, więc nowa cerkiew miała przyćmić węgierski kościół.
Obrazek

Gotycka katedra św. Michała pochodzi z XIII-XIV wieku i zastąpiła wcześniejszą zniszczoną przez Mongołów. Wnętrza są ciemne, surowe, dające odpocząć po orgii kolorów cerkiewnych.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po przestąpieniu progu wkraczamy w inny świat: nie chodzi tutaj o panujący w środku przyjemny chłodek, ale atmosferę dawnego Erdély. Napisy są albo tylko po węgiersku albo głównie po węgiersku, sporo węgierskich barw narodowych, wśród odwiedzających Rumunów prawie brak. W Alba Iulia mieszka do dziś ponad tysiąc Węgrów, którzy dbają o swój kościół, w którym pochowano ich bohaterów.

W bocznej krypcie, remontowanej, spoczywają członkowie rodu Hunyady. Pośrodku Janos, wojewoda siedmiogrodzki, gubernator i regent Węgier, pogromca Turków pod Belgradem.
Obrazek

W północnej nawie w Kaplicy Królewskiej stoją sarkofagi Izabeli Jagiellońskiej, córki Zygmunta Starego, dwukrotnej królowej Węgier oraz jej syna Jana Zygmunta, pierwszego księcia Siedmiogrodu. Mamy też tu wątek śląski, gdyż Izabela była przez krótki okres nominalną panią Opola, Ząbkowic i Ziębic ;).
Obrazek

Na ścianie memoria węgierskich ważnych postaci historycznych.
Obrazek

Przed kościołem różne rzeźby - można np. przygarnąć z braciszkiem rodzinę dzieci z młodą matką i dostać 500 plus...
Obrazek

...albo siłować się na rękę z członkiem Obrony Terytorialnej :D.
Obrazek

Jest też coś dla ciała - miejscowi Węgrzy sprzedają kürtőskalács, znany na Słowacji i w Czechach jako tdelnik. Porcje są ogromne, zazwyczaj takie coś podzielono by na cztery części!
Obrazek

Spoglądamy na "normalne" miasto w tle...
Obrazek

...i ruszamy na dalszą część spaceru. Za katedrą koronacyjną działa Muzeum Unii, ale nie mamy ochoty na rumuńską propagandę o zawsze rumuńskiej Transylwanii. Po sąsiedzku wznosi się budynek uniwersytetu "1 grudnia 1918".
Obrazek

Kawałek dalej wyeksponowano pozostałości po Rzymianach.
Obrazek

Główną ulicę Michała Walecznego zaczyna Brama Czwarta, a kończy Brama Trzecia. Najbardziej reprezentacyjna, manierystyczna, zwieńczona konnym posągiem cesarza Karola VI.
Obrazek
Obrazek

Międzymurza twierdzy również mogą się podobać.
Obrazek

W dole skromniejsze bramy Druga i Pierwsza (na fotce).
Obrazek

Idziemy wzdłuż murów północnej strony.
Obrazek

Gdzieniegdzie widać ślady schodów po których można było wejść na wewnętrzne obwarowania. Kuszą.
Obrazek

U góry wygrzewają się jaszczurki i można spojrzeć na deptak z innej perspektywy.
Obrazek
Obrazek

Co rusz odbicia w dziedzińce. Niektóre ominęła rewitalizacja.
Obrazek

Na rogach bastionów rzeźby, zniszczone mieszają się ze zrekonstruowanymi.
Obrazek

Robię zdjęcie z faną na tle rumuńskiej, ale tamta za bardzo nie chce współpracować.
Obrazek

Wracamy pod katedry... ludzi trochę ubyło, może poszli na obiad?
Obrazek

Na koniec postanawiamy jeszcze zajrzeć do drewnianej cerkwi postawionej na murach. Szczerze mówiąc nie jestem pewien kiedy powstała, bo znów różne znalazłem informacje, lecz chyba to konstrukcja sprzed kilkunastu lat, a upamiętnia pierwszą katedrę metropolitalną Michała Walecznego zburzoną przez Austriaków.
Obrazek

Rozciągają się stąd ładne widoki na przedmieścia i okoliczne wzgórza.
Obrazek
Obrazek

Mieliśmy do Alba Iulia wpaść na dwie-trzy godziny, a zajęło większą część dnia! I słusznie, bo miasto jest atrakcyjnie turystyczne i może być wzorem, jak można obchodzić się ze starymi fortecami, łącząc aspekty zabytkowe i nowoczesność.

https://goo.gl/photos/kuHb97TTuTLsyTHh9
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3890
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Nad Cisą, Prutem i Dunajem

Postautor: Pudelek » 05-10-2016 13:34

Sybin (Sibiu, Hermannstadt, Nagyszeben) to najważniejsze miasto Sasów Siedmiogrodzkich. Założony przez nich w XII wieku w pobliżu dawnego rzymskiego posterunku był jednym z siedmiu pierwszych miast przyszłego Siebenbürgen. Był też ostatnim w którym jeszcze nie postawiłem stopy.

Radość z penetracji Sybina burzy pogoda, która postanowiła zamienić upalne słońce na ciężkie chmury i straszenie deszczem. No cóż, bywa i tak, do tej pory poza jednym dniem w Mołdawii mieliśmy przecież wymarzone warunki atmosferyczne na urlopie.

Parkujemy w tzw. Dolnym Mieście niedaleko fabryki Siemensa.
Obrazek

Już z daleka widać najwyższą w Siedmiogrodzie wieżę kościelną katedry ewangelickiej św. Marii.
Obrazek

Mijamy domki występujące w całym regionie. Większość z nich jest zaniedbana. Zaglądamy też w niektóre podwórza.
Obrazek
Obrazek

Z Dolnego do Górnego Miasta wchodzimy schodami Sag zabezpieczonymi Wieżą Sag (Sagturm).
Obrazek

Na placu Alberta Hueta (nie mam pojęcia co miał wspólnego z Sybinem) stoi pomnik ewangelickiego biskupa Teutscha. Z jednej strony zamyka go Gimnazjum Brukenthala, najstarsza szkoła na terenie obecnej Rumunii. Dzięki aneksji tych okolic Rumunia wzbogaciła się o kilka takich "naj".
Obrazek

Z drugiej strony gotycka katedra. Powstała jako katolicka w miejscu wcześniejszej romańskiej. Od rozpoczęcia budowy w 1320 do ukończenia minęło 200 lat, a potem rychło przejęli ją luteranie. Świątynia ma asymetryczną sylwetkę co jest efektem kolejnych przebudów i dodatków.
Obrazek

Wstęp płatny :|. Z powodu pogody darowujemy sobie wejście na wieżę poprzestając na obejrzeniu pogrążonego w ciemnościach wnętrza.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na jednej ze ścian płyta pomnikowa ofiar pierwszej wojny, na innej z drugiej i powojennych deportacji.
Obrazek

Luteranie stanowią dziś 2% mieszkańców Sibiu, ale kościół jest z pewnością często odwiedzany chociażby przez wycieczki z Niemiec.

Do głównej nawy przylega lapidarium ze starymi nagrobkami. Gdzieś wśród nich jest ta należąca do syna Włada Palownika, zamordowanego przed katedrą.
Obrazek

Po wyjściu na zewnątrz wita nas deszcz :(. Po raz pierwszy podczas tego wyjazdu musimy wyciągnąć parasol.
Obrazek

Plusem tej pogody jest mało osób na ogromnym Wielkim Rynku (Großer Ring, Piaţa Mare). To serce miasta, wzmiankowane już na początku XV wieku. Charakterystyczne są tu tzw. "oczy miasta" - okna na poddaszach zdają się nas śledzić na każdym kroku.
Obrazek

Przy i na rynku mieści się wiele ciekawych obiektów. Zrekonstruowano m.in. studnię Falkenhayna, nazwaną tak na cześć niemieckiego naczelnego wodza z lat 1914.-1916. Wsławił się on zdobyciem Bukaresztu. To tak jakby w Katowicach upamiętnić coś imieniem generała Reinhardta.
Obrazek

Samuel von Brukenthal, habsburski gubernator Siedmiogrodu, rozpoczął pod koniec XVIII wieku gromadzenie zbiorów sztuki w swoim sybińskim pałacu. W 1817 roku udostępniono je publiczności, co czyni je najstarszym muzeum na terenie współczesnej Rumunii.
Obrazek

Chroniąc się przed deszczem zaglądamy do katolickiego kościoła św. Trójcy. Tam jeszcze ciemniej niż u ewangelików. Coś w tym jest.
Obrazek

Trochę przestaje padać, więc ruszamy na spacer w dalsze uliczki. Zachowała się część murów miejskich Górnego Miasta wraz z umocnieniami - na zdjęciu Baszta Stolarzy (Zimmermannsturm) z XIV wieku.
Obrazek

Zabytkowa zabudowa zdaje się nie mieć końca. Gdziekolwiek pójdziemy tam kolejne ulice starych domów, pałace, kościoły wszelkich wyznań. Przeszkadzają jedynie zaparkowane wszędzie samochody.
Obrazek
Obrazek

Mały Rynek (Kleiner Ring, Piaţa Mică) również służy jako parkowisko co zdecydowanie nie dodaje mu uroku.
Obrazek

Turystów przyciąga tutaj Most Kłamców (Lügenbrücke). Odlano go w 1859 roku, co powoduje iż jest najstarszym żelaznym mostem w Siedmiogrodzie i całej Rumunii. Choć i tak o ponad trzydzieści lat młodszym od tego z Ozimka ;).
Obrazek

Zgodnie z legendą most miał się zawalić, kiedy przejdzie po nim kłamca. Albo kłamców tu brak albo to lipa. Największym kusicielem był Nicolae Ceaușescu, który wygłaszał z niego przemówienia do mieszkańców. Uznałem, że skoro jemu się upiekło to może i mnie się uda :D.

Główna cerkiew tradycyjnie oddalona jest od rynku. Katedrę Trójcy Świętej wybudowano na początku XX wieku wzorując się ponoć na kościele Hagia Sophia, lecz ja podobieństwa nie widzę.
Obrazek

Tablica fundacyjna obok wejścia. Franciszek Józef przekazał na budowę 1000 guldenów.
Obrazek

W środku jak to w cerkwi - bardzo ładnie. Potężny świecznik sprowadzono aż z Wiednia.
Obrazek
Obrazek

Tymczasem na zewnątrz wychodzi słońce i od razu cały świat wygląda inaczej :).
Obrazek

Niemal z automatu robi się upalnie, a na ulicach pojawiają się tłumy ludzi, poukrywane gdzieś do tej pory.
Obrazek

Wracamy na Wielki Rynek. Dzieciaki dokazują w fontannach i gonią gołębie. Te starsze nerwowymi ruchami molestują smartfony. Dorośli biegają z kijkami i strzelają kolejne fotki ze swoimi gębami, którymi będą później dręczyć krewnych i znajomych. Jest pięknie.
Obrazek

Widać stąd dwa ratusze - stary, z XIV wieku (potem przebudowany)...
Obrazek

...i nowy, eklektyczny, który pierwotnie był siedzibą Banku Kredytowego. Na prawo od niego kościół katolicki z bardzo ciemnym środkiem.
Obrazek

Z boku przechadzają się Cyganie w swoich strojach; to akurat rzadkość na tym wyjeździe, bo widywałem ich głównie po "cywilnemu".
Obrazek

Studzienki kanalizacyjne są dwujęzyczne.
Obrazek

Na początku XX wieku Hermannstadt był niemieckim miastem z silną mniejszością rumuńską i węgierską. Po zmianie granic proporcje zaczęły się zmniejszać, po raz ostatni Sasi stanowili pierwszą grupę narodowościową w okresie międzywojennym. Dzisiaj Niemcy to nieco ponad 1% Sybiniaków (Węgrzy trochę więcej), jednak władze mocno akcentują wielokulturowość. Interesujące, że partia niemiecka (Demokratyczne Forum Niemców) ma absolutną większość w radzie miejskiej. Ciekawe czy w jej szeregach są tylko Niemcy? Bo ewidentnie głosują na nich też Rumunii. Prezydent kraju Iohannis Klaus to także Niemiec z Sybinu, dawny burmistrz.

Udało nam się kupić pocztówki na pamiątki (to pierwsze miejsce gdzie je spotkaliśmy) i powoli kierujemy się w stronę samochodu. Przechodzimy przez Mały Rynek.
Obrazek

Ponownie kuszę los na Moście Kłamców...
Obrazek

W dole widać sznur samochodów które chcą wjechać do ścisłego centrum. Szlaban podnosi się dopiero gdy ktoś zwalnia miejsce i wyjeżdża.
Obrazek

Fotografuję w słońcu katedrę ewangelicką.
Obrazek

Obok międzynarodowa grupa kowali ostro pracuje i wykuwa różne przedmioty. To jakiś unijny projekt realizowany w kilku krajach nawiązujący do dawnych wędrownych rzemieślników.
Obrazek

Przy samochodzie okazuje się, iż zaparkowaliśmy tuż obok jednej z dwóch zachowanych baszt murów Dolnego Miasta - Mariańskiej (Marienturm).
Obrazek

Wrażenia z Sybina? Bardzo ładne miasto słusznie określane jako siedmiogrodzka perełka. Z pewnością można by w nim spędzić znacznie więcej czasu, choć trochę studzą zapał tłumy zwiedzających i wyższe niż zazwyczaj ceny. Jednak w programie Siedmiogrodu to opcja obowiązkowa.

Często porównują Sybin z Braszowem, choć spotkałem się z licznymi opiniami, iż ten drugi jednak mniej spektakularny. Ja mam odwrotnie, może dlatego iż Braszów był dla mnie pierwszym zabytkowym miastem Transylwanii w którym się zatrzymałem na dłużej i niesamowicie mi się spodobał. I chyba Sybin tej pierwszej siedmiogrodzkiej miłości nie przykrył :D.

https://goo.gl/photos/rkNPDRbRyQMMjmot8
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/


Wróć do „Relacje z wypraw”