seb_135, Kofu i Eco znów na forum - Cudze chwalicie, swego nie znacie 3

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
seb_135
wędrowiec
Posty: 394
Rejestracja: 03-02-2009 21:31
Lokalizacja: Opole

seb_135, Kofu i Eco znów na forum - Cudze chwalicie, swego nie znacie 3

Postautor: seb_135 » 16-12-2016 19:49

Cudze chwalicie, swego nie znacie 3

Jeżeli stoimy przed wyborem – spędzić dzień w domu lub spędzić go gdzieś w terenie, zawsze słuszna będzie opcja druga. Nigdy jednak, choćbyśmy doszli do tego wniosku nie wiadomo ile razy – rano przed wyjazdem nie będziemy o tym pamiętać.
Tak i ja, w niedzielę 4 grudnia nie pamiętam, że warto jest zrezygnować z wyspania się w opór w niedzielę i, po negocjacjach z budzikiem, zwlekam się, dość chaotycznie pakuję, zabieram psa i wybiegam na autobus. W autobusie ma miejsce moja pierwsza przygoda tego dnia. Jest on praktycznie pusty, więc, nie przejmując się specjalnie, siadam gdzie bądź. Na następnym przystanku wsiada kilka starszych pań, by, usiadłszy nieco za mną, zacząć głośno komentować:

starsze panie: a ten to siadł z przodu z tym psem, tyle miejsca zajął!

Niewiele myśląc wstaję, podchodzę do pań i odpowiadam:

seb: wystarczyło podejść, wstałbym. zresztą, i tak wstałem, proszę siadać. naprawdę, zawsze lepiej porozmawiać niż obmawiać za plecami.

Panie, sądząc po wyrazach twarzy, nieprzyzywczajone do bycia karconymi, dziękują i przesiadają się na przód. Można?
Na dworzec docieram wystarczająco wcześnie, żeby spokojnie upolować śniadanie i z dużym zapasem czasu znaleźć się samotrzeci na peronie. Znaczy z Andrzejem i Miśkiem. W promieniach porannego słońca pakujemy się do przedziału dla podróżnych z większym bagażem ręcznym w pociągu, który zawiezie nas ku miejscowości Zawadzkie.
W mroźny dzień nie ma nic lepszego niż ciepły napitek, więc takowym raczymy się w drodze i na peron wyskakujemy rozgrzani do marszu.
Po krótkiej pogawędce ze spotkanym kolejarzem udajemy się ku centrum Zawadzkiego. Andrzej wymienia mijane po drodze perły architektury industrialnej, na nowsze budynki reagując słowami „to mnie nie interesuje”. Akurat w czasie, kiedy robimy obchód co ciekawszych miejsc – w tym dawnej huty (zastanawiając się cóż tam takiego produkowano) oraz starego kościoła – zagadnięte wcześniej panie kelnerki kończą uprzątać restaurację po nocnych hulankach gości, więc wchodzimy na śniadanie.
Najedzeni i napojeni wychodzimy w stronę zakoli Małej Panwi, zahaczając po drodze jeszcze o sklep, by zakupić zapasy na wieczorne ognisko. Mijamy boisko Stali Zawadzkie, co pozwala zgadywać czym zajmowała się miejscowa huta.
Po pokonaniu około kilometra od granicy Zawadzkiego, skręcamy w lewo w las i zagłębiamy się w magiczne rejony Doliny Małej Panwi. Po raz kolejny napada nas ta sama refleksja co za każdym razem przy okazji podobnych ekapad – że wystarczy wyjść trzy kilometry poza świat, żeby znaleźć tyle dobrych rzeczy. Zimowe słońce miło grzeje, siadamy na zwalonym przez bobry pniu i niespiesznie delektujemy się niedzielą. Rzeka wije się u stóp i zdaje się nie zwracać na nas uwagi.
Pokrzepieni na ciele i duszy zbieramy się dalej eksplorować okoliczne lasy. Zmierzamy ku gwoździowi programu na dzisiaj – dworkowi „wzniesionemu przez hrabiego Andrzeja Renarda w 1856 r. przy rezerwacie zwierzyny leśnej. Zameczek ten na mapie z 1909 r. nosił nazwę „Jagdschloss Malepartus”. Do 1880 r. znajdowała się w nim siedziba Nadleśnictwa a obecnie mieści się w nim Dom Pomocy Społecznej.” Po drodze raczymy się kilkukrotnie rozgrzewaczem z termosu (w zimową porę bez tego ani rusz!) i wpadamy na dobre w nastrój wędrowniczy, opowiadając sobie nawzajem anegdoty z wypraw dalszych i bliższych. Zatracamy się w rozmowach na tyle mocno, że… gubimy szlak. Okazuje się, że w wyniku pożaru spłonął kawałek lasu i szlak jest poprowadzony nieco inaczej ze względu na rosnący na miejscu pogorzeliska młodnik. A poszliśmy źle w ramach owczego pędu, bo „tam szli ludzie”. Najwyraźniej nikt się nigdy nie pozbywa do końca tendencji do ufania społecznemu dowodowi słuszności.
Świadomość, czekającej nas przeprawy przez Małą Panew napawa lekką niepewnością, gdyż ostatnim razem w podobnych okolicznościach musieliśmy Nysę Kłodzką przechodzić wpław. Na miejscu jednak napotykamy okazałą kładkę. Ogólnie da się zauważyć, że całe miejsce jest dobrze zagospodarowane, wzdłuż nurtu widać przystań dla kajaków, wokół wiaty, miejsce na ognisko. Teren sprawia wrażenie zadbanego i przyjaznego turystom.
Niedaleko za kładką docieramy wreszcie do wspomnianego Zamku Myśliwskiego. Istotnie jest ładny, fajnie byłoby go zobaczyć od środka. Tym razem jednak nawet nie próbujemy, powoli już gnani czasem a poza tym przegonieni przez dwóch dość natarczywych pijaczków.
Przy drewnianych stolikach na krańcu zabudowań podjadamy wczesną kolację i ruszamy w dalszą drogę, mając w głowie, iż pociąg ze stacji Staniszcze Wielkie odjeżdża całkiem niebawem a my jeszcze jesteśmy, dosłownie i w przenośni – w lesie. W promieniach zachodzącego słońca docieramy do pierwszych zabudowań, gdzie zamieniamy kilka słów z napotkanymi Strażnikami Leśnymi. Andrzej, zawsze zadowolony z nowych spotkań, stara się wyciągnąć jak najwięcej informacji o okolicznych terenach. Spędzamy tak kilkanaście minut.
Gdy już naprawdę zaczyna się ściemniać udaje nam się odnaleźć miejsce ogniskowe, by w cieple wesoło trzaskającego ognia spędzić ostatnie przed powrotem chwile wieczoru. Tak się zagadujemy i rozgrzewamy, że na pociąg wyruszamy nieco za późno. Nie pomaga nawet pokonanie ostatnich kilometrów marszobiegiem – spóźniamy się. Stajemy by obejrzeć rany (bo się byłem podczas biegu potknąłem i przewróciłem) oraz zastanowić co dalej. Postanawiamy poprosić o pomoc Szymona (któremu stąd jeszcze raz dziękuję). Ten to przyjeżdża po nas i, po zabraniu z drogi – odwozi do domów.
Tak czy owak, kolejną wyprawę z cyklu Cudze chwalicie, swego nie znacie kończymy powodzeniem i zasypiamy bogatsi o kilka kolejnych doświadczeń. Z przekonaniem, że warto jest się w niedzielę zebrać i przeżyć coś ożywczego. Z przekonaniem, które niechybnie i tak będziemy poddawać w wątpliwość, gdy następnym razem w niedzielę rano zadzwoni budzik.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
"following our will and wind we may just go where no one's been"

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4106
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: seb_135, Kofu i Eco znów na forum - Cudze chwalicie, swego nie znacie 3

Postautor: buba1 » 17-12-2016 21:39

A juz myslalam ze bedzie forsowanie rzeki wbrod a tu lipa! :lol:
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Re: seb_135, Kofu i Eco znów na forum - Cudze chwalicie, swego nie znacie 3

Postautor: ecowarrior » 19-12-2016 14:51

Ale numer!
Już myślałem, że nasza wędrówka przepadnie w mrokach dziejów a jednak stanąłeś na wysokości zadania i mnie zaskoczyłeś skrupulatną relacją :D
Fajnie, że wprowadziłeś informacje o pałacyku.
A co do Szymona i jego gotowości do udzielenia pomocy, wróci mu się to z nawiązką :!:
Nic, tylko planować kolejną ekspedycję :mrgreen:


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość