Cudze chwalicie, swego nie znacie 4

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
seb_135
wędrowiec
Posty: 394
Rejestracja: 03-02-2009 21:31
Lokalizacja: Opole

Cudze chwalicie, swego nie znacie 4

Postautor: seb_135 » 18-01-2017 10:57

Wyprawa a właściwie dwie czyli Cudze chwalicie, swego nie znacie 4


Sobota


Rano idę sobie na Parkrun, podczas którego strasznie szarpię się z psem, a później jedziemy z Magdą stronę okołojesenickich gór, gratulując sobie zmiany opon na zimowe, gdyż drogi są już naprawdę śnieżne i śliskie.

Dotarłszy do Rejviz rozpoczynamy wspinaczkę na Zlaty Chlum. Stan szlaku nieco nas zaskakuje a trasa okazuje się być bardziej forsowna niż się spodziewałem. Droga jest dość monotonna, acz obfitująca w ładne zimowe leśno-śnieżne obrazki. Pies hasa przez zaspy, że aż miło patrzeć.

Popełniamy oczywiście tradycyjny w przypadku „krótkich” tras błąd, nie zabierając niczego do jedzenia. Po dwóch godzinach naprawdę jesteśmy już bardzo głodni i z utęsknieniem wyczekujemy powrotu do Rejviz. Tym bardziej, że, wskutek zgubienia, kluczymy prawie godzinę na stromych stokach. Ostateczne udaje nam się powrócić na ścieżkę ku chacie na Chlumie i około 14. docieramy na miejsce. Oczywiście zarówno chata jak i wieża widokowa okazują się zamknięte, więc zbieramy się z powrotem, który mija nam dość szybko. Solidnie zmęczeni wypadamy na główną drogę, by następnie na dłuższą chwilę zniknąć w mrokach lokalnej knajpy. Jak czeska knajpa, to oczywiście, że czosnkowa i smażony ser. Ukontentowani zmierzamy do samochodu (który przez chwilę nie chce odpalić), jedziemy jeszcze do Jesenika na zakupy i zaczynam odczuwać niepokój związany z porankiem, ponieważ...

Obrazek

Niedziela


Początkowo mamy plan startować z Krapkowic, jednak Eco sugeruje, żebyśmy spotkali się w Gogolinie, dokąd mamy dogodniejszy dojazd. Okazuje się to pomysłem dobrym. Umawiamy się na wyjazd z Opola pociągiem o 6:05, co oznacza konieczność zwleczenia się o piątej rano. Biorąc pod uwagę fakt, że poprzedniego dnia dopiero koło 21. wróciłem z Czech – jest to przerażająca perspektywa. Na wszelki wypadek pakuję się już w sobotni wieczór. Rano nie mam nawet czasu się zastanowić czy jest wcześnie, ciemno, ciężko, czy jestem niewyspany. Zbieram graty, psa i biegnę na autobus. Tam okazuje się, że Szymon zaspał i na dworzec dotrze dopiero później. Dojeżdżam, kupuję bilety, wypijam dość niesmaczną kawę z automatu i wsiadam na podstawiony już Regio. Po jakimś czasie dołącza do mnie Szymon i powoli zaczynamy się zbliżać do stacji Gogolin, skąd chcemy rozpocząć wędrówkę.

Na peron wyskakujemy jeszcze przed świtem. Przy wyjściu z dworca natykamy się na Eco, który dotarł kilka minut wcześniej i, już w komplecie, rozpoczynamy właściwą część wędrówki. Na pierwszy ogień zwiedzamy pomnik Karolinki i Karliczka, odrestaurowane wapienniki i pozostałe atrakcje gogolińskiego rynku i okolic. Przy wyjściu w stronę Krapkowic zahaczamy jeszcze o stary kirkut, gdzie płoszymy stado ptaków. Ptaki odpłacają nam pięknym za nadobne, wylatując z tegoż drzewa wielką chmarą i strasząc nas dość mocno. Na drodze ku Krapkowicom raczymy się ciepłym trunkiem z winnicy Andrzeja oraz opowiadamy nawzajem historie z wypadów, wprowadzając Szymona w tematykę wędrowniczą. Później rozmowa schodzi nieco na tematy polityczne, ale udaje nam się od nich uciec czemu prędzej. Trasa do wiaduktu nad autostradą zlatuje nie wiadomo kiedy, świta.

W Krapkowicach z ciężkim sercem rezygnujemy z odbicia w stronę Otmętu, gdzie aż ciasno od nagromadzenia zabytków (ruiny zamku z XIV w., kościół z 1223 r.), jednak wyliczamy, że nie mamy na to czasu (później okazuje się, że dobrze wyliczyliśmy). Zwiedzamy za to pałac wraz z zespołem parkowym, gdzie nad ujściem Osobłogi do Odry robimy pierwszy postój przy pomarańczach i herbacie. Rozprawiamy nad specyfiką budowli warownych i tym, czym się różnią od obiektów reprezentacyjnych oraz ogólnie gratulujemy sobie tak wczesnego wymarszu, bo dzień jest ładny i uda nam się go w pełni wykorzystać. W promieniach porannego słońca zmierzamy w stronę rynku i Starego Miasta. Po obejrzeniu rynkowych zabytków (m. in. fragment murów miejskich z XIV-XVI w., dom (Rynek 4, z XVIII w.), brama i wieża) wychodzimy na mniej dotknięte ludzką ręką tereny na nabrzeżu Odry. Przed wyjściem z Krapkowic odwiedzamy jeszcze kolejny kirkut, a następnie na dobre zagłębiamy się w przykryte śniegiem pola i łąki.

Na łąkach robimy postój przy „nakrytym stoliczku” a później, przeprawiając przez zamarznięte moczary, docieramy do rowu z wodą. Rów ów spektakularnie przeskakujemy, co zostaje uwiecznione na zdjęciach. W okolicach Gwoździc zatrzymujemy się na chwilę, by oniemiali popatrzeć jak Szymon morsuje. Zazdrosny pies chce pomorsować razem z nim i wchodzi na lód, który oczywiście pod nim pęka. Na szczęście ma to miejsce przy brzegu, co pozwala psa dość bezproblemowo wyciągnąć.

Zbliża się południe, zaczynamy czuć, że dnia już bardziej ubywa niż przybywa, więc przyspieszamy kroku i zmierzamy ku zespołowi zamkowo/pałacowemu z XV-XIX/XX w. w Rogowie Opolskim. Otoczony pięknym parkiem w stylu angielskim oraz starorzeczem Odry robi naprawdę duże wrażenie, zwłaszcza, że podczas zwiedzania słońce całkowicie wyłania się zza chmur. Nakarmiliśmy już ducha, teraz przyszła pora na ciało. W miejscowym sklepiku uzyskujemy potwierdzenie, iż żadnej otwartej knajpy w Rogowie nie znajdziemy, jednak udaje nam się uzupełnić zapasy i trochę posiedzieć w przysklepowym ogródku z piwem. Bardzo sympatyczne miejsce.

Gdy uznajemy, iż leniuchowania dość – ruszamy w dalszą trasę, już powoli czując, że czas nas nieubłaganie goni. Przechodzimy pod autostradą i, rozprawiając o złych filmach, ponownie kierujemy się ku brzegowi Odry, w której Szymon morsuje po raz drugi. Ścigając się z zachodzącym słońcem nadajemy mocne tempo i zmierzamy ku przeprawie przez Odrę. Po około godzinie-dwóch udaje się tego dokonać i na polu w okolicach Choruli, osłonieni miedzą przed wiatrem, rozpalamy ognisko na śniegu. Grzejąc twarze i ręce w cieple ognia smażymy kiełbaski i delektujemy się końcówką wspaniale spędzonego dnia. Pomni wydarzeń sprzed kilku tygodni, kiedy to zasiedzieliśmy się i nie zdążyliśmy na pociąg – zbieramy nieco wcześniej, żeby nic nas po drodze nie zaskoczyło (co też okaże się dobrą decyzją; ogólnie podjęliśmy tego dnia wiele dobrych decyzji).

W zapadłym już zmierzchu zmierzamy ku centrum Górażdży, skąd chcemy odjechać pociągiem. Nagle drogę przecina nam, niezaznaczony na mapie, teren cementowni (to wspomniana niespodzianka). Cały pozostały zapas zużywamy więc na jego obejście (próbujemy trochę marszobiegu, jednak to już prawie 30. kilometr i żaden z nas nie ma specjalnie do tego siły ani entuzjazmu). W końcu udaje nam się dotrzeć do stacji kolejowej, z zapasem kilkunastu minut do pociągu na Zdzieszowice. Eco idzie więc z nami do knajpy „Kwiat Lotosu” tylko na symboliczny łyk ostatniego piwa i zbiera się z powrotem. My z Szymonem zostajemy jeszcze kolejne kilkanaście minut i wychodzimy na pociąg o 18:42 do Opola. Ruszając po przesiedzeniu godziny zaczynamy odczuwać protesty zmęczonych trzydziestokilometrowym marszem ciał, więc z ulgą przyjmujemy możliwość powrotu do stanu siedzenia, w pociągu zajmujemy miejsca w ostatnim przedziale, z dala od tłumów. Dojeżdżając do Opola zamawiam do domu kolację, na którą czekam później dwie i pół godziny, ale to już temat na inną historię. Pies sprawia wrażenie ukontentowanego i spokojnego, zasypiamy szybko i smacznie.

zdjęcia z niedzieli od Eco:
https://photos.google.com/share/AF1QipP ... YxQXJpMENB
"following our will and wind we may just go where no one's been"

Awatar użytkownika
ecowarrior
stary wyga
Posty: 1008
Rejestracja: 28-10-2007 13:38
Lokalizacja: Zdzieszowice

Re: Cudze chwalicie, swego nie znacie 4

Postautor: ecowarrior » 18-01-2017 20:31

A tak się zastanawiałem jak ujmiesz co niektóre fakty - sprytnie :P
Gratulacje za tak szybkie i zgrabne ogarnięcie relacji. Aż chce się planować kolejną wędrówkę!
I ciekawy zastosowałeś przeskok z soboty na niedzielę. Podobało mi się.
Wiesz, po powrocie byłem tak zmęczony, że wciąłem żeberka, wziąłem prysznic i już po 20 spałem. Podziwiam za wytrwałość w czekaniu na jadło. Gdybym był w Twojej sytuacji to raczej nie dotrwałbym do przyjazdu strawy :?
A z ciekawostek, to w moim przypadku minęło dokładnie 12 godzin wędrówki. Jak wysiadłem z pociągu o 06:24 nad ranem to wsiadłem do niego ponownie o 18:24 :D To był taki dzień jakie lubię najbardziej - pełny.

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4110
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Cudze chwalicie, swego nie znacie 4

Postautor: buba1 » 18-01-2017 21:32

Po raz pierwszy widze sytuacje gdy eco nie jest prowodyrem kąpieli! Jak to mozliwe? ;) Eco, Seb- nie kusilo? :P

Niezly ten row.. ja bym chyba nie przeskoczyla go... Bylaby druga wykąpana osoba!

A gdzie jest ta kladka? Bardzo wpadla mi w oko!

Obrazek
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3569
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Cudze chwalicie, swego nie znacie 4

Postautor: Pudelek » 18-01-2017 22:55

Szkoda, że nie daliście znać - co prawda do wody bym nie wskoczył, ale pogoda do zdjęć zabytków była niezła :)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
seb_135
wędrowiec
Posty: 394
Rejestracja: 03-02-2009 21:31
Lokalizacja: Opole

Re: Cudze chwalicie, swego nie znacie 4

Postautor: seb_135 » 25-01-2017 21:58

deklarowałeś wszak, że po Opolszczyźnie nie pochodzisz :-)
"following our will and wind we may just go where no one's been"

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3569
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Cudze chwalicie, swego nie znacie 4

Postautor: Pudelek » 25-01-2017 22:35

no nie, ale po Krapkowiczyźnie, Gwóźdźczyźnie czy Rogowszczyźnie można by ;)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość