Cudze chwalicie, swego nie znacie 5 - Eco i seb_135 na rowerach
: 19-03-2017 21:00
Hej wszystkim, oto krótka relacja z krótkiego wypadu w rejony Województwa Opolskiego. Miłej lektury. Zdjęcia są pod linkiem poniżej.
5.03.2017
Tym razem w cyklu Cudze chwalicie, swego nie znacie witamy rowery. Kilka dni przed wyprawą okazuje się bowiem, iż będziemy mieć mniej czasu niż planowaliśmy. Decydujemy się zatem zacząć wcześniej i wykorzystać rowery, co okazuje się decyzją dobrą.
Na początek ciekawostka – próbując kupić w biletomacie bilet na pociąg Regio Opole -> Przecza otrzymuję odpowiedź o treści „w pociągu nie ma dostępnych miejsc dla rowerów” czy jakoś tak. Idę więc do kasy, gdzie okazuje się, iż takowy komunikat można z poziomu kasy po prostu zignorować. Ale w biletomacie kupić takiego biletu nie ma szans.
Już w drodze na dworzec orientuję się, że odkręca mi się lewe ramię korby, które będę przez cały dzień dokręcał co kilka, kilkanaście kilometrów. No po prostu super, dobrze, że śrubę mam na imbus a Eco ma na taki imbus nakładkę, bo inaczej nic byśmy tego dnia nie ujechali.
Spotykamy się we wspomianym pociągu, mocno jeszcze zaspani. Na stacji w Przeczy dokonujemy ostatnich poprawek w sprzęcie oraz ubiorze i ruszamy trasą w stronę radzieckiego monumentu w Mikolinie, który znamy już z jednej z poprzednich wypraw. Po drodze już zdążam kilka razy dokręcać korbę.
Przy monumencie robimy pierwszą przerwę, słońce zaszczyca nas po raz pierwszy swą obecnością, witamy wiosnę. „Choć tak co wiosnę jest, to jednak cud”.
Dalej jedziemy wzdłuż Odry, po opornym wobec rowerów wale, ku Starym Siołkowicom, gdzie zaopatrujemy się w rybę w puszce na śniadanie. Śniadanie owo zjadamy w łacie słońca przebijającego się przez korony drzew, jest sielsko, Eco próbuje robić zdjęcia motylom. Dalej roztkliwiam się wspominając trasę którejś z Setek z HAKIem, prowadzącej nocą przez kompleks jezior a niedługo później już docieramy do Pokoju.
Tam zjadamy wczesny obiad w przybytku o wdzięcznej nazwie „Pod Borem”. Nie tylko nazwę ma wdzięczną, polecamy go obaj. Wstyd przyznać, ale w ostatecznym rozrachunku przegrywam w piłkarzyki.
Na miejscu tradycyjnie zwiedzamy kirkut; poza tym też cmentarz ewangelicko-augsburski. Mam tam taką refleksję, iż zwiedzanie cmentarzy i innych miejsc będących świadkami historii, noszących w sobie takie czy inne sacrum, pozwala ustawić się w odpowiedniej perspektywie wobec świata, daje jasne przesłanki, że tak na dobrą sprawę nie bardzo mamy się o co spinać. Że lepiej jednak jest cieszyć się jednym z pierwszych ciepłych wiosennych dni.
Z Pokoju wyjeżdżamy przez przypałacowy park (został tylko park, bo pałac oczywiście wysadzono w powietrze w okolicach drugiej wojny światowej). Park jest zaiste majestatyczny i imponujący, w nim liczne rzeźbione figury ludzi oraz lwów, oczywiście też zdewastowane wyznaniami miłości tym czy innym oraz nawet bardziej bezcelowymi napisami. Dla ludzi, którzy niszczą dziedzictwo kulturowe na pewno jest zarezerowowane specjalne miejsce w piekle. Uwagę zwracają też bujnie rozrosłe różaneczniki. Pięknie tam musi być późniejszą wiosną oraz latem. Teraz również jest pięknie.
Wyjeżdżając z parku trafiamy z kolei na założony przez Witembergów kompleks stawów, który naprawdę robi wrażenie. Ogólnie miejsce jest naprawdę imponujące i trochę szkoda a trochę nieszkoda, iż leży na uboczu i zdaje się zapomniane przez świat. Aż chciałoby się mieć więcej czasu, żeby te tereny lepiej poznać i ich doświadczyć.
Tymczasem jednak musimy już zmierzać w stronę Opola, gdyż śpieszę się na sparing Szopy. Opuszczamy zatem piękne rejony i przez okoliczne lasy zmierzamy do Kup. Po drodze kilkukrotnie dokręcam korbę. W Kup wpadamy już na DK 454 i nią zmierzamy do Opola, zatrzymując się jeszcze by podziwiać panoramę pól z Elektrownią Opole oraz ponownie kilka razy dokręcić korbę. Na placu Konstytucji 3 Maja rozjeżdżamy się w swoje strony, Eco zmierza dalej na dworzec, ja natomiast ku orlikowi na kampusie Uniwersytetu Opolskiego, by reprezentować barwy Szopy na Narzędzia.
https://www.facebook.com/notes/kofu-%C5 ... 2485834523
5.03.2017
Tym razem w cyklu Cudze chwalicie, swego nie znacie witamy rowery. Kilka dni przed wyprawą okazuje się bowiem, iż będziemy mieć mniej czasu niż planowaliśmy. Decydujemy się zatem zacząć wcześniej i wykorzystać rowery, co okazuje się decyzją dobrą.
Na początek ciekawostka – próbując kupić w biletomacie bilet na pociąg Regio Opole -> Przecza otrzymuję odpowiedź o treści „w pociągu nie ma dostępnych miejsc dla rowerów” czy jakoś tak. Idę więc do kasy, gdzie okazuje się, iż takowy komunikat można z poziomu kasy po prostu zignorować. Ale w biletomacie kupić takiego biletu nie ma szans.
Już w drodze na dworzec orientuję się, że odkręca mi się lewe ramię korby, które będę przez cały dzień dokręcał co kilka, kilkanaście kilometrów. No po prostu super, dobrze, że śrubę mam na imbus a Eco ma na taki imbus nakładkę, bo inaczej nic byśmy tego dnia nie ujechali.
Spotykamy się we wspomianym pociągu, mocno jeszcze zaspani. Na stacji w Przeczy dokonujemy ostatnich poprawek w sprzęcie oraz ubiorze i ruszamy trasą w stronę radzieckiego monumentu w Mikolinie, który znamy już z jednej z poprzednich wypraw. Po drodze już zdążam kilka razy dokręcać korbę.
Przy monumencie robimy pierwszą przerwę, słońce zaszczyca nas po raz pierwszy swą obecnością, witamy wiosnę. „Choć tak co wiosnę jest, to jednak cud”.
Dalej jedziemy wzdłuż Odry, po opornym wobec rowerów wale, ku Starym Siołkowicom, gdzie zaopatrujemy się w rybę w puszce na śniadanie. Śniadanie owo zjadamy w łacie słońca przebijającego się przez korony drzew, jest sielsko, Eco próbuje robić zdjęcia motylom. Dalej roztkliwiam się wspominając trasę którejś z Setek z HAKIem, prowadzącej nocą przez kompleks jezior a niedługo później już docieramy do Pokoju.
Tam zjadamy wczesny obiad w przybytku o wdzięcznej nazwie „Pod Borem”. Nie tylko nazwę ma wdzięczną, polecamy go obaj. Wstyd przyznać, ale w ostatecznym rozrachunku przegrywam w piłkarzyki.
Na miejscu tradycyjnie zwiedzamy kirkut; poza tym też cmentarz ewangelicko-augsburski. Mam tam taką refleksję, iż zwiedzanie cmentarzy i innych miejsc będących świadkami historii, noszących w sobie takie czy inne sacrum, pozwala ustawić się w odpowiedniej perspektywie wobec świata, daje jasne przesłanki, że tak na dobrą sprawę nie bardzo mamy się o co spinać. Że lepiej jednak jest cieszyć się jednym z pierwszych ciepłych wiosennych dni.
Z Pokoju wyjeżdżamy przez przypałacowy park (został tylko park, bo pałac oczywiście wysadzono w powietrze w okolicach drugiej wojny światowej). Park jest zaiste majestatyczny i imponujący, w nim liczne rzeźbione figury ludzi oraz lwów, oczywiście też zdewastowane wyznaniami miłości tym czy innym oraz nawet bardziej bezcelowymi napisami. Dla ludzi, którzy niszczą dziedzictwo kulturowe na pewno jest zarezerowowane specjalne miejsce w piekle. Uwagę zwracają też bujnie rozrosłe różaneczniki. Pięknie tam musi być późniejszą wiosną oraz latem. Teraz również jest pięknie.
Wyjeżdżając z parku trafiamy z kolei na założony przez Witembergów kompleks stawów, który naprawdę robi wrażenie. Ogólnie miejsce jest naprawdę imponujące i trochę szkoda a trochę nieszkoda, iż leży na uboczu i zdaje się zapomniane przez świat. Aż chciałoby się mieć więcej czasu, żeby te tereny lepiej poznać i ich doświadczyć.
Tymczasem jednak musimy już zmierzać w stronę Opola, gdyż śpieszę się na sparing Szopy. Opuszczamy zatem piękne rejony i przez okoliczne lasy zmierzamy do Kup. Po drodze kilkukrotnie dokręcam korbę. W Kup wpadamy już na DK 454 i nią zmierzamy do Opola, zatrzymując się jeszcze by podziwiać panoramę pól z Elektrownią Opole oraz ponownie kilka razy dokręcić korbę. Na placu Konstytucji 3 Maja rozjeżdżamy się w swoje strony, Eco zmierza dalej na dworzec, ja natomiast ku orlikowi na kampusie Uniwersytetu Opolskiego, by reprezentować barwy Szopy na Narzędzia.
https://www.facebook.com/notes/kofu-%C5 ... 2485834523