Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3388
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 24-09-2017 18:15

Wszystkie bałkańskie państwa są bardzo "zagórzone", ale Czarnogóra chyba jest pod tym względem rekordzistką. Właściwie jedynie wybrzeże i tereny wokół Podgoricy nie są zajęte przez któreś z pasm górskich.

Lovćen jest najłatwiej dostępny dla plażowiczów i zwiedzających Cetynię. Dla Czarnogórców to wyjątkowe pasmo, gdyż ich państwowość kształtowała się właśnie w tym masywie. Dla turystów - okazja aby podziwiać widoki.
Obrazek

Trochę głupio jechać tu samochodem, to mało sportowe. Ale z braku czasu musi wystarczyć. Zresztą w tym upale wędrówka piesza byłaby wyzwaniem z wyższej półki.

Z dawnej królewskiej stolicy w góry prowadzi droga z niezłym asfaltem (21 kilometrów). Jedynym utrudnieniem są zakręty i konieczność wzmożonej uwagi przy mijankach z autami.
Obrazek

Na przełęczy Krstac znajduje się punkt gastronomiczny i jakieś stragany. Podobno kiedyś pobierano tutaj opłatę za dalszą podróż, ale teraz nikogo nie ma. Cel jest już widoczny, jeszcze tylko kilka kilometrów.
Obrazek

Nachylenie się zwiększa. W pewnym momencie pojawiają się zaparkowane samochody. Tak szybko?? Może chcą coś podziwiać?

Postanawiam podjechać dalej, a tu aut coraz więcej. Większość podkłada pod koła kamienie, bo jest naprawdę stromo. No cóż - myślę - zawrócę u góry i gdzieś tu stanę.

Łatwo powiedzieć... Po pierwsze: jest ciasno, zwłaszcza, że samochody stoją z dwóch stron drogi. Po drugie - ciągle ktoś jedzie z naprzeciwka. Po trzecie - parking poniżej szczytu to okrągła platforma na kilka aut, na której bardzo ciężko manewrować. Biorąc pod uwagę popularność tego miejsca jest on raczej symboliczny.

A jednak dopisuje mi szczęście: chwilę wcześniej zwolniło się miejsce i udało mi się wcisnąć wóz. Co prawda tył wystaje jak krowa z obory, ale to kto by się tym tutaj przejmował :D? Mam tylko nadzieję, że stojący obok kierowca busika nie będzie chciał teraz wyjeżdżać, bo trochę go blokuję ;).
Obrazek

Jesteśmy pod drugim najwyższym szczytem Lovćenu o nazwie Jezerski vrh (1657 metrów n.p.m., często nazywany po prostu Lovćen). Musimy pokonać jeszcze ponad 400 schodów w tunelu wykutym w skałach - namiastka wspinaczki ;).
Obrazek

Podobno można stąd zobaczyć cały kraj. Jednak na pewno nie dzisiaj, widoczność jest mocno ograniczona przez upały. W powietrzu wisi warstwa zakrywająca dalsze widoki, trawy wypłowiały, kolory są blade. Mimo to panorama robi wrażenie.
Obrazek

Wszędzie dookoła unoszą się dymiące kominy płonących lasów. Czy to samozapłony, czy może działania takich inteligentów jak pewien Polak w klapkach, który pod koniec sierpnia podpalił obok Baru las, bo chciał wezwać pomoc?
Obrazek
Obrazek

Na szczycie stoi konstrukcja przypominająca trochę basztę - to mauzoleum Piotra II Petrowicia-Niegosza, władyki i metropolity czarnogórskiego, o którym pisałem już przy okazji wizyty w Cetynii i w pałacu Biljarda.
Obrazek

Władca jeszcze za życia ufundował tu małą kaplicę i chciał, aby go w niej po śmierci pochowano. Ponieważ czasy były niespokojne, a miejsce narażone na napady, uczyniono to dopiero w 1885 z polecenia księcia (późniejszego króla) Mikołaja.

Kaplicę zniszczyli w 1916 roku Austriacy, kiedy to w dwa tygodnie po błyskawicznej kampanii zajęli całą Czarnogórę. Piotra II ekshumowali i przenieśli do monastyru w Cetynie, a na Jezerskim vrhu miał stanąć pomnik, który upamiętniałby ich zwycięstwo.

Koniec Wielkiej Wojny przekreślił te plany, a w 1925 roku cerkiew odbudowano. Kolejny konflikt przetrwała we względnym spokoju (częściowo uszkodzona przez wojska włoskie), ale władze komunistyczne postanowiły uczcić twórcę nowoczesnej Czarnogóry na swój sposób, przy okazji "desakralizując" górę.
Obrazek

W 1951 roku, w stulecie śmierci władcy, świątynię rozebrano nie przejmując się protestami Czarnogórców. W jej miejscu wzniesiono świeckie mauzoleum z silnym rysem socrealizmu; nie napisałbym jednak, że jest brzydkie. Oficjalnie otwarto je dopiero w 1974 roku. Co ciekawe - ostatnio wspominałem o godle socjalistycznej Czarnogóry w ramach Jugosławii: w nim widnieje wizerunek ze starą cerkwią, a nie współczesnym budynkiem :D.

Wstęp do mauzoleum jest płatny, ale nie decydujemy się na wejście. Z tyłu jest jeszcze punkt widokowy, lecz wiemy, że przy tej temperaturze nie zobaczymy nic więcej.
Obrazek
Obrazek

Z boku wyrasta sylwetka najwyższej góry masywu Lovćen - Štirovnika (1749 metrów). Jest on niedostępny dla turystów, znajduje się na nim przekaźnik, a całość to teren wojskowy.
Obrazek

Rozglądamy się i chłoniemy chwile.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

"Zdobywcy" układają kopczyki, znane z wielu gór w Europie ;).
Obrazek

Lovćen został w 1952 roku ogłoszony Parkiem Narodowym (jeden z pięciu w Czarnogórze) i w najbliższej okolicy nie ma większych osad ludzkich. W kilku miejscach można jednak dostrzec pojedyncze gospodarstwa lub niewielkie przysiółki oraz rozciągające się wokół nich poletka poprzedzielane murkami. Niektóre z nich służą dziś jako obiekty turystyczne.
Obrazek
Obrazek

Wracamy do wozu. Busik obok niego jeszcze stoi, a więc wycieczka zapewne stołuje się w przyparkingowej restauracji z wysokimi cenami. Zjeżdżamy z powrotem na przełęcz Krstac. Tutaj zaczyna się boczna droga, którą można udać się w kierunku Kotoru. Tabliczki zostały... rozstrzelane!
Obrazek

Droga posiada sfatygowany asfalt o szerokości jednego samochodu; korzystając z poboczy nie ma się zazwyczaj problemów, aby minąć się z wozem z naprzeciwka. Po bokach sielski krajobraz.
Obrazek
Obrazek

Największą atrakcją są punkty widokowe na położoną w dole Bokę Kotorską i sam Kotor. Niestety, znowu daje o sobie znać fatalna przejrzystość rozgrzanego powietrza.
Obrazek

Można też popatrzeć na góry oraz dojrzeć inne fragmenty krajobrazu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na ostatnim zdjęciu widać lotnisko w Tivat, jedno z dwóch międzynarodowych w kraju. Jest też wyspa Sveti Marko oraz zatoka Trašte na Adriatyku.

W pewnym momencie mija nas pomoc drogowa. Okazało się, że grupie Włochów padł motocykl i trzeba go zwieźć na dół.
Obrazek

Po dojeździe do głównej drogi z Cetynii zaczyna się kolejna jazda: dziesiątki zakrętów. Są one ponumerowane, więc można odliczać ile nam zostało do końca :D.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tu asfalt jest lepszy i szerszy. Oczywiście nie brak kolejnych widokowych miejsc oraz... jaskiń.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Poziom morza coraz bliżej (zabudowania strefy przemysłowej Kotoru).
Obrazek

"Cywilizację" osiągamy w wiosce Trojica. Obok drogi stoi kilka rozwalających się chałup zamieszkałych przez Cyganów. Są niesłychanie czujni: ledwo stanąłem samochodem, to już po kilku sekundach ktoś z nich się zerwał i zaczął do nas iść. Nie miałem zamiaru się z nim bliżej zaznajamiać, więc szybko ruszyliśmy dalej.

Ostatnim akcentem turystycznym przed powrotem na wybrzeże było zerknięcie na fort Trinita (Trojica) wybudowany w 1859 roku. Dla Austriaków Kotor był bardzo ważnym portem, więc zabezpieczali go z każdej strony.
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3388
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 28-09-2017 11:32

Najbardziej wysunięta na południe gmina Czarnogóry nie bez powodu nazywana jest "czarnogórską Albanią" - 70% jej mieszkańców stanowią Albańczycy. Głównym miastem jest Ulcinj (alb. Ulqini), do którego postanawiamy zajrzeć na zakończenie krótkiego pobytu nad Adriatykiem.

W mieście totalny chaos komunikacyjny, ale jadąc na wyczucie udaje mi się dotrzeć do szeroko rozumianego centrum. Znowu mam fuksa i znajduję kawałek miejsca na zaparkowanie samochodu.
Obrazek
Obrazek

Na ulicach dwujęzyczne napisy, lecz znacznie częściej słyszy się albański. Pojawia się sporo kobiet w chustach, głównie starszych, ale i młodzież. Często chodzą w towarzystwie swoich roznegliżowanych koleżanek, co wygląda dość komicznie.
Obrazek
Obrazek

Miłośnicy motoryzacji mają czasem na czym oko zawiesić ;).
Obrazek

W mieście znajduje się 26 meczetów. Zdecydowana większość z nich powstała przed XX wiekiem. Jako pierwszy mijamy meczet Kryepazari (Xhamia e Kryepazarit) z 1749 roku. Został mocno uszkodzony w czasie trzęsienia ziemi w 1979, wyremontowano go dopiero po zmianie systemu.
Obrazek

Droga w kierunku morza jest bardziej luźna niż główna ulica.
Obrazek

Tablice z nazwami są stare, bo jeszcze z użyciem cyrylicy.
Obrazek

Meczet Ali Paszy (Xhamia e Pashës, Pašina džamija) z 1719 roku. Podobno sfinansowany z towarów znalezionych w zdobytym statku Republiki Weneckiej. Obok niego ruiny tureckich łaźni (hamamu), jedynych w Czarnogórze.
Obrazek

Zbliżamy się do serca Ulcinja (Ulcinju?), którym jest starówka. Dzieli się ona na dwie części: górną (cytadelę) oraz dolną, mieszkalną. Obok murów w pięknym gaju oliwnym stoi cerkiew św. Mikołaja (kościołów w mieście jest tylko 9). Wzniesiono ją w 1890 roku jako wotum dziękczynne za wyzwolenie z rąk Turków. W przeciwieństwie do meczetów jest otwarta.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po sąsiedzku rozciąga się cmentarz. Nieboszczyki mają piękne widoki ;).
Obrazek
Obrazek

Wchodzimy do twierdzy. To miejsce z długą historią, bo pierwsze mury na półwyspie budowali już Grecy, a potem Ilirowie. W kolejnych stuleciach swoje cegiełki dołożyli kolejni władcy tych regionów: Rzymianie, Bizantyjczycy, Serbowie, Wenecjanie, algierscy piraci (!) i Turcy. Labirynt uliczek nie zmienił się zasadniczo od średniowiecza, natomiast zabudowa mocno ucierpiała w 1979 roku. Większość obiektów odbudowano, ale czasem trafi się jeszcze na jakiś budynek w ruinie.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Sporo czytałem opisów, jaka to ulcinjska starówka jest zaniedbana i zasyfiona: co prawda Czarnogóra czystością nie grzeszy, ale akurat tu sprzątacze wywiązali się ze swojego zadania.
Obrazek
Obrazek

W twierdzy działa kilka hoteli i restauracji, które reklamują się także po polsku; turystów znad Wisły zresztą mijamy. Na obiad jest jednak zbyt wcześnie, więc wolę zajrzeć przez otwarte drzwi... do pokoju jednego z domów :D.
Obrazek

Pamiątka z nieco młodszej przeszłości: studzienka wyprodukowana w Skopje.
Obrazek

Widok na miejską Małą Plażę (Mala Plaža, Plazhi i Vogël) - wąską, krótką i potwornie zatłoczoną. Dobre miejsce do zdjęcia z faną ;).
Obrazek
Obrazek

Zabudowa starówki z dolnego poziomu...
Obrazek

...i mury obronne z wyraźnymi śladami rekonstrukcyjnymi po trzęsieniu ziemi.
Obrazek

Tu prawdopodobnie stała kiedyś cerkiew albo kościół katolicki, o czym świadczy kształt fundamentów. Nie potrafiłem jednak znaleźć żadnych informacji na ten temat.
Obrazek

Idę jeszcze zerknąć na zachodnią część cytadeli. Budynek z podwójnym dachem pełnił chyba funkcję arsenału lub prochowni.
Obrazek
Obrazek

Za oknem w murze niebieska toń Adriatyku oraz nietypowa plaża na skałach.
Obrazek
Obrazek

Bajkowy krajobraz psuje wysypisko śmieci w... małej zatoczce. Niezły kontrast.
Obrazek

Twierdzę opuszczamy schodami kończącymi się niedaleko mariny i plaży miejskiej.
Obrazek

Transport dla miłośników zwierząt albo wrednych bab :D.
Obrazek

Ten widok przypomina mi, że nadal nie wiem co ciągnie ludzi do wypoczywania w takim tłoku. Ale na ten temat chyba powinien wypowiedzieć się jakiś specjalista.
Obrazek

Otoczenie plaży także jest ciekawe: kawałek za smażącymi się ciałami stoi meczet Marynarski (Mornarski Džamija, Xhamia e Detarëve). Oryginał wybudowano w XVI wieku, ale w 1931 roku z jakiegoś powodu został zamknięty i zburzony. Odbudowano go w 2012 roku przy pomocy tureckiej (Turcy od pewnego czasu bardzo aktywnie udzielają się w islamizacji Bałkanów). Idealnie pasuje do półnagich turystów ;).

Nieco z boku, na wzniesieniu, widać dziwną konstrukcję przypominającą wielkiego ptaka. Różnie ją opisują: że to upamiętnienie ofiar II wojny światowej, jugosłowiańskich lotników albo Jedności i Braterstwa z czasów Tito.
Obrazek

Powoli wracamy w kierunku samochodu...
Obrazek

Mijamy główny meczet Ulcinja - Namazgjahu (Xhamia e Namazgjahut). Rok produkcji to 1728. Chciałem do niego zajrzeć, ale drzwi były zamknięte. Z tyłu widać wieżę zegarową - charakterystyczny obraz wielu miast Imperium Osmańskiego. Jest o ponad dwadzieścia lat młodsza niż dom modlitwy.
Obrazek

Studnia z XVIII wieku, przywrócona do użytku kilka lat temu.
Obrazek

Plastikowe lalki są wszędzie takie same...
Obrazek

Przed dalszą podróżą zachodzimy na targowisko, aby kupić nieco owoców i warzyw. Wybór jest spory.
Obrazek

Główna ulica była kiedyś bulwarem marszałka Tity. Obecnie w ramach poprawności politycznej przemianowano ją na bulwar Skanderberga. Wiadomo która nacja ma najwięcej do powiedzenia w mieście.
Obrazek

W okolicach naszego wozu straszny burdel na drodze. Każdy kombinuje jak się przecisnąć w interesującym go kierunku. W takim przypadku skorzystanie z podwózki na policyjnym motorze ma sens ;).
Obrazek
Obrazek

Między palmami kamienna konstrukcja, którą wziąłem za kolejną studnię, a okazała się grobowcem (mauzoleum, fachowo nazywanym türbe) tureckiej rodziny Pulti.
Obrazek

Wsiadamy do auta i całkiem sprawnie udaje mi się zawrócić. Niemal cały ruch wkrótce odbija w bok, więc dalsza jazda jest przyjemna. Zanim opuścimy Czarnogórę chciałbym jeszcze raz wykąpać się w morzu, ale przecież nie w takim czymś jak pod twierdzą.

Za rogatkami miasta rozpoczyna się słynna Wielka Plaża (Velika Plaža, Plazhi i Madh), ciągnąca się aż do rzeki Buna, tworzącej granicę z Albanią. Plaża ma 10-13 kilometrów długości i uznawana jest za największą plażę Czarnogóry, Adriatyku, a nawet Europy. W dodatku brzeg jest tutaj piaszczysty.

To jeden z niewielu fragmentów, które nie zostały jeszcze całkowicie zawłaszczone przez hotele, apartamentowce i wygrodzone plaże, choć podobno rząd czarnogórski ma takie plany. Przy drodze co chwilę widzimy tablice zapraszające do zjazdu na Majami beach, Mojito beach, Safari beach i tym podobne. Żadne nie wyglądają specjalnie zachęcająco...

W końcu decydujemy się na jedną z plaż, która reklamuje się jako "dzika i nowa". Szutrowy fragment drogi kojarzy mi się z Afryką, tylko czekać, jak z boku wyskoczy stado słoni albo zebry, ewentualnie tubylcy z dzidami.
Obrazek

Plaża chyba rzeczywiście jest nowa, ale słowo "dzika" ewidentnie ma tutaj inne znaczenie. Zadaszony parking (to akurat plus), wypicowany bar, rzędy parasoli, drzewa posadzone (albo wbite) od linijki.
Obrazek

Jest tu jednak zdecydowanie luźniej niż w Ulcinj, w dodatku poza strefą leżakową rozpoczyna się "ziemia niczyja", na którym miejsca od groma. Niestety - o nią już nikt nie dba, więc wala się tam pełno śmieci. A w oddali już kolejna zorganizowana beach...
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Czy piasek ma właściwości lecznicze, czy komuś zaszkodził nadmiar słońca?
Obrazek

Wykąpaliśmy się w Adriatyku, co skończyło się zbyt mocną opalenizną i koniecznością okładów z zsiadłego mleka ;). Jak się też później okazało - było to pożegnanie z morzem na tym wyjeździe.
Obrazek

Musimy się cofnąć kilka kilometrów, aż do Ulcinja, gdzie skręca droga w kierunku granicy. Przy okazji można poobserwować okolicę: z jednej strony nowo budowane apartamentowce oraz wypasione ogrody, z drugiej wiele niedokończonych domów.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

To niby szosa międzynarodowa, lecz wygląda bardzo lokalnie.
Obrazek

Na horyzoncie pasmo Rumija, otaczające od południa jezioro Szkoderskie. Najwyższy szczyt ma ponad 1500 metrów.
Obrazek

Ostatnią czarnogórską wioską jest Sukobin (Sukobinë). Czarnogórską administracyjnie, bowiem z kilkuset mieszkańców tylko jeden nie jest etnicznym Albańczykiem. Jakiś miejscowy genetyczny patriota usiłował domalować też albańską końcówkę przy czarnogórskiej nazwie.
Obrazek

Skoro już na zdjęciu jest znak, to przy okazji przyznam się, iż do tej pory nie wiem, czy niebieska tablica oznacza w Czarnogórze obszar zabudowany! W terenie oprócz nich są jeszcze wersje żółte i nie mam pojęcia, czy kolor ma jakieś znaczenie, czy zależy od momentu, w którym znak zamontowano. Niebieskie tablice obowiązywały w Jugosławii, ale po rozpadzie we wszystkich krajach sukcesyjnych zaczęto je zmieniać na inne, głównie żółte. Wyjątkiem jest tylko część Kosowa zamieszkała przez Serbów. Tutaj jednak nie ma żadnej logiki, tym bardziej, że tylko kilka razy widziałem przekreśloną tablicę miejscowości kończącą ewentualny obszar zabudowany.

Co prawda mało kto zwalnia w takich miejscach, ale dobrze byłoby wiedzieć, czy łamię przepisy czy jednak nie??
Obrazek

Na przejściu granicznym z Albanią wita mnie sznur samochodów, ale kolejka szybko posuwa się do przodu.
Obrazek

Końcowym etapem wizyty w Czarnogórze jest obserwowanie, jak pogranicznik schładza służbowe psy - jeden aż rwie się pod szlauch, pozostałe nie są tak entuzjastycznie nastawione :P.
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1798
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Dolnoślązak » 28-09-2017 17:30

Takie zabytki techniki to ze dwa można spotkać na moim osiedlu, jakiś gość chyba złomowisko sobie urządził bo to tu, to tam jakieś zapuszczone wraki stoją.

Ta ciasna zatoczka na górze to bardziej wygląda mi na miejsce do zawracania niż parking, swoją droga jak tam miejsca nie znajdziesz to chyba pozostaje tylko zjazd tyłem? :wink:

https://c1.staticflickr.com/5/4374/3735 ... ca95_c.jpg
A to "coś" żyło w ogóle? Bo wygląda już na spalone na węgiel.

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3388
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 28-09-2017 18:57

W zatoczce można zawrócić, jeśli wszyscy stoją na swoich miejscach ;) Ale widziałem wozy cofające się tyłem, hardkor :D

Gość na zdjęciu ruszał się, jakby uprawiał jogę :D Nie jest spalony, tylko obłożony mokrym piaskiem :D
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3388
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 02-10-2017 14:45

Przejście graniczne Sukobin-Muriqan. W kolejce kilkadziesiąt samochodów, kawałek przed budynkami rozdzielają się na kilka rzędów. Wybieram skrajny po prawej. Dojeżdżam do pogranicznika czarnogórskiego.
- Ile osób? - pyta i zaznacza coś na kartce.
- Dwie.
- Dokumenty w porządku?
Macham zwitkiem papierów.
- To jechać - pokazuje ręką.
Funkcjonariusz albański stoi po sąsiedzku. Ten nawet o nic się nie pytał, tylko z uśmiechem wskazał drogę przed siebie. Zero kontroli! Dawno tak mi się nie zdarzyło na granicach poza strefą Schengen!
Obrazek

Po trzech latach wracam do Albanii. Dotychczas zwiedzałem głównie środkową i południową część kraju, północ to terra incognita.

Pierwsza wioska zaskakuje: wyjątkowo czysto, opróżnione kosze na śmieci. Wygląda jakbyśmy wjechali do jakiegoś bogatszego kraju niż Czarnogóra. W kolejnej miejscowości wszystko już wraca do albańskiej normy... ;).

Od granicy jest kilkanaście kilometrów do Szkodry (Shkodër, Shkodra) - największego miasta na północy i trzeciego w całym kraju. Jeszcze kilka lat temu wszelkie opisy turystów, którzy przyjeżdżali tą samą trasą co my, wspominały o "kultowym" moście z drewnianym podłożem: wąskim i w kiepskim stanie. Ot, na dzień dobry Albania pokazywała swoje dzikie oblicze. W 2011 roku zastąpiła go nowa, wypasiona konstrukcja wzniesiona w innym miejscu
Obrazek

U góry widać twierdzę Rosafa, którą za chwilę będziemy zwiedzać. Na razie przyglądam się płynącej spokojnie rzece Buna, która na pewnym odcinku wyznacza granicę z Czarnogórą, a kończy swój bieg w Adriatyku przy słynnej wyspie Ada Bojana. Z wody wystają metalowe konstrukcje służące do połowu ryb.
Obrazek
Obrazek

Na skrzyżowaniu mija mnie żółto-biały Volkswagen Transporter na francuskich blachach. Cieszy oko. Z tyłu napis "Europan Roadtrip" itd.. Teraz bardzo modne jest przykleić sobie coś takiego. To już nie zwykła podróż czy wakacje, ale "Eurotrip, Icetrip, Summertrip". Same tripy, od razu brzmi poważniej :D.
Obrazek

Auto zostawiamy pod twierdzą na prywatnym parkingu. Można wyżej, przy samej bramie, ale tam mało miejsca. Można też niżej, za darmo, lecz dowiedzieliśmy się o tym dopiero później.

Do Rozafy musimy trochę poczłapać na śliskim bruku. Bardzo szybko pojawiają się z boku widoki.
Obrazek

Być może najsłynniejszy zabytek Szkodry - Ołowiany Meczet (Xhamia e Plumbit). Nazwę otrzymał od materiału, którym pokryto kopułę. Wybudowano go w XVIII wieku. Kiedyś miał też minaret, ale dwukrotnie został on niszczony: przez wojska austro-węgierskie i już w okresie komunizmu od uderzenia pioruna.
Obrazek

Przy murach twierdzy facet kasuje wstęp w lekach albo w euro. Leków nie zdążyliśmy wymienić, więc wyciągam walutę europejską, po czym wchodzimy w chłodny korytarz.
Obrazek

Wzgórze, na którym jesteśmy, zostało docenione jako doskonały punkt obronny już w czasach starożytnych: swoją twierdzę mieli tu wybudować Ilirowie, choć w końcu złamali ich Rzymianie. Oglądana przez nas konstrukcja to w dużej mierze dzieło Wenecjan, którzy po śmierci Skanderberga zajęli tą część współczesnej Albanii. W XV wieku bronili się tutaj skutecznie przed wielokrotnie silniejszymi oddziałami Turków i skapitulowali dopiero po podpisaniu traktatu w Stambule.
Obrazek

Inne wielkie oblężenie miało miejsce na przełomie 1912 i 1913 roku, kiedy to w twierdzy i mieście osmańska załoga wraz z albańskimi ochotnikami odpierała ataki wojsk czarnogórskich oraz serbskich. Ostatecznie Turcy wycofali się, a Szkodrę zajęli Czarnogórcy chcący ją włączyć do swojego państwa (mimo, iż Słowianie praktycznie tutaj wówczas nie mieszkali). Dopiero zbrojna interwencja mocarstw spowodowała, że Szkodra znalazła się w granicach nowo utworzonej Albanii.
Obrazek

Zachowało się całkiem sporo z dawnej zabudowy, ale turyści przychodzą tutaj także oglądać panoramę okolicy. Całe miasto jak na dłoni, a w tle góry.
Obrazek

W dole malowniczo płynie Buna nad którą widać wąski stary most - ten słynny, wspominany przez wielu turystów ;). Dziś zamknięty jest już dla samochodów i wygląda na to, że pokryto go asfaltem. A z tyłu tafla Jeziora Szkoderskiego.
Obrazek

Wewnątrz twierdzy możemy obejrzeć kilka ciekawych obiektów. Albańczycy ustawili tu i ówdzie tablice z opisami, więc nawet laik może się dowiedzieć paru informacji.

Każda szanująca się forteca powinna mieć swoją świątynię, Rozafa także posiadała: od XIII wieku kościół św. Stefana, zapewne katolicki, bo takie wyznanie dominowało wówczas w północnej części kraju (było to jeszcze przed islamizacją, która przyszła razem z Turkami). Następnie osmańscy zdobywcy w 1479 zamienili ją w meczet Mehmeda Zdobywcy. Z budynku pozostały ściany oraz podstawa minaretu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W dodatkowej wewnętrznej cytadeli mieściła się kiedyś siedziba weneckiego zarządcy, a dzisiaj muzeum. Niestety, nie wiemy jakie posiada zbiory, bo życzyli sobie dodatkowy wstęp za tą atrakcję. Takich niespodzianek nie toleruję.
Obrazek

Z boku Turcy dobudowali arsenał, w którym mieści się restauracja.
Obrazek

Dziedziniec cytadeli w całości...
Obrazek

...i wejście do korytarza przydatnego w czasie sekretnej ucieczki poza mury. Śmiałkowie z grona turystów wydostali się jedynie do ślepego pomieszczenia kilka metrów niżej :D.
Obrazek

Z murów widoki na południe, równie atrakcyjnie co na północ: zakole rzeki Drin.
Obrazek

Nowy most i stary, metalowy.
Obrazek

W tym miejscu do Drinu wpływa rzeka Kir. Kawałek dalej Drin połączy się z Buną.
Obrazek

Mimo, żeKir jest dopływem, to jego kolorystyka jest silniejsza niż Drinu. Chyba Drin jest płytszy i dlatego ludzie właśnie tam się głównie kąpią.
Obrazek

Resztki murów i ciągnące się na horyzoncie wzgórza, które następnie przechodzą w góry.
Obrazek

Jeszcze rzut oka na miasto.
Obrazek

Wracamy na parking. Między samochodami szaleje wesoła psia banda.
Obrazek

Kolejny dzień spędzamy na leniuchowaniu nad Jeziorem Szkoderskim, kilka kilometrów na północ od miasta, o czym napiszę w kolejnym poście. W niedzielę wracamy do Szkodry. Na jednym z rond wita nas potężnych rozmiarów rzeźba partyzantów. Jeden z nich chyba trzyma w rękach niemiecki pistolet MP 40.
Obrazek

Komunistyczni bojownicy jeszcze kilka lat temu stali w centrum Szkodry, ale zaczęli przeszkadzać. W przeciwieństwie do Polszy nie zostali jednak obaleni przez prawdziwych patriotów, ale strzegą wjazdu do miejscowości od północy.

Mimo dnia wolnego od pracy w mieście panuje ogromny ruch. Znalezienie wolnego miejsca do parkowania graniczy z cudem. Jeżdżę tam i z powrotem, na ślepo, bo oznaczeń oczywiście brak i już tracę nadzieję... W dodatku silnik ma dość upałów i dwukrotnie mi gaśnie podczas jazdy!
Obrazek

W końcu w pewnym oddaleniu od najważniejszych punktów w mieście widzę lukę w rzędzie zaparkowanych samochodów! Nie ma czasu na zastanawianie się, wciskam wóz jak najszybciej. O dziwo, nawet nie ma żadnego zakazu :).

Okazało się, iż zaparkowałem całkiem nieźle, bo na bulwarze Skanderberga, a te zazwyczaj są w centrum. Niedaleko stąd do archikatedry św. Szczepana (katedralja e Shën Shtjefnit). Jej budowę rozpoczęto w 1858 roku.
Obrazek

Zgodę na nową świątynię dał sułtan i sam wspomógł finansowo. Pieniądze płynęły z całej katolickiej Europy, dołożył się m.in. papież oraz cesarz Franciszek Józef. Kasy jednak ciągle brakowało i oficjalnie otwarto ją dopiero w 1898 roku. Był to wówczas prawdopodobnie największy katolicki kościół na Bałkanach, a dziś chyba nadal posiada palmę pierwszeństwa w Albanii.

W środku może się zmieścić (wraz z miejscami stojącymi) około 6 tysięcy osób. Akurat trwa msza, frekwencja całkiem przyzwoita.
Obrazek

Północna Albania to centrum katolicyzmu, większość mieszkańców stanowią wyznawcy tej religii. W samej Szkodrze odsetek chrześcijan (prawie wszyscy to rzymscy katolicy) wynosi niecałe 49%, natomiast muzułmanów 45%. Współżycie układa się chyba dobrze.

W okresie państwowego ateizmu katedrę zamieniono na halę sportową, odbywały się tu mecze oraz kongresy. Do funkcji religijnej powróciła w 1991 roku.

Przed kościołem rzędy rowerów, którymi dotarli pielgrzymi. Otaczające plac przykościelny budynki wzniesione są we włoskim stylu śródziemnomorskim. W żółtym działa Kolegium Jezuickie.
Obrazek
Obrazek

Boczne uliczki zachęcają do spaceru. Są zaskakująco czyste - czy to jeszcze Albania słynąca ze swoich śmieci?? Część budynków jest odnowionych. Na większości odcinków wprowadzono zakaz ruchu, a śmiałków próbujących go ignorować stopuje policja; dobrali się nawet do motorowerzysty, co wzbudziło rechot u przyglądających się tej sytuacji miejscowych :P.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dochodzimy do deptaku. Ilość ludzi gwałtownie się zwiększa. Gdzieś w górze widać krzyż z kościoła franciszkanów.
Obrazek

Szukamy piekarni. Zadanie wydaje się proste w kraju, gdzie to instytucja niemal święta. Ale nie tu! W kamieniczkach kojarzących się z włoskimi kurortami można zjeść owoce morza, risotto, ogromnego hamburgera, pizzę, grecką sałatkę, francuskie naleśniki, napić się mojito, europejskiego znanego sikacza i dowolnego drinka, ale nie uda się kupić burka czy chleba.
Obrazek

W środku deptaka, obok przecinającej go na pół drogi, wznosi się ogromny meczet Ebu Beker (Xhamia Ebu Bekër). Przy wsparciu finansowym Saudyjczyków wybudowano go w miejscu, gdzie kiedyś stała starsza wersja, zniszczona w czasach Envera Hodży.
Obrazek

W okolicy widać kilka pomników. Obok meczetu niszczeją partyzanci z nową inskrypcją.
Obrazek

Matka Teresa jak zwykle zgarbiona.
Obrazek

Tu z daleka można mieć wrażenie, że upamiętniono Stalina. Faktem jest, że generalissimus był czczony w Ludowej Republice Albanii aż do upadku komunizmu, ale jednak okazało się, iż chodzi o niejakiego Luigjego Gurakuqi, pisarza i polityka.
Obrazek

Była też dobra wiadomość dla miłośników muzyki: zespół Akcent wystąpi na plaży w pobliskim kurorcie! Dla potrzeb bałkańskiego rynku wokalistę odmłodzono i odchudzono.
Obrazek

Druga część deptaku jest bardziej zadrzewiona. Ponieważ w brzuchu burczy coraz bardziej postanawiamy w końcu usiąść w jednym z lokali.
Obrazek

Kelner zarzeka się, iż mówi po angielsku. Tak, wszystko rozumie, za chwilę przyniesie menu. Czekamy. Czekamy. Czekamy dalej. Minuty mijają. Kelner kręci się w drugiej części ogródka, rozmawia, coś przynosi, żartuje. Olał nas kompletnie. Ma sklerozę czy kobieta w przybytku, gdzie siedzą prawie sami mężczyźni, stanowi problem??

W końcu gdzieś po ponad kwadransie zbieramy dupy. Nie spędzimy tu całego południa! Wiem, że na Bałkanach życie toczy się wolniej, ale bez przesady! Aby było śmieszniej po kilkuset metrach, za rogiem, trafiliśmy na piekarnię :D. Wstąpiliśmy też do księgarni, aby kupić kalendarz na pamiątkę i kilka kartek pocztowych. Kalendarz kosztował 500 leków, kartki 40. Pięćsetkę daję w banknocie, resztę w bilonie. Starszy sprzedawca spojrzał na monety, oddał mi je i z uśmiechem podziękował. Kartki były gratis. Ot, taki miły drobiazg :).

Niedaleki park jest baardzo zielony! I nawet posiada basen (w rzeczywistości fontannę, ale z daleka tak przypominała kąpielisko, że już chciałem ściągać gacie :P).
Obrazek
Obrazek

I znów pomniki: z przodu ku pamięci demonstracji antykomunistycznej w grudniu 1990 roku, a z tyłu Hasa Riza Paszy, który bohatersko bronił twierdzy podczas wspomnianego oblężenia w 1913 roku. Zginął zamordowany skrytobójczo przez... albańskich towarzyszy z załogi.
Obrazek

Meczet Perrucë (Xhamia e Parrucës), drugi największy w mieście; styl nowoosmański. Także kiedyś tu stała wcześniejsza świątynia; w okresie Hodży wszystkie islamskie domy modlitwy zostały w Szkodrze zburzone, przetrwała jedynie ruina w twierdzy oraz meczet Ołowiany, uznany za zabytek.
Obrazek

Bloki, czyli "bez klimatyzatora ani rusz".
Obrazek

I te wejścia na klatkę schodową - w sam raz dla typa spod ciemnej gwiazdy.
Obrazek

Prawie na koniec jeszcze jeden pomnik: 5-metrowy Isa Boletini. Albańczyk z Kosowa organizował powstanie przeciwko Turkom, walczył też z Serbami, a zastrzeliła go żandarmeria czarnogórska. Jego sylwetka stanęła tu w 1986 roku.
Obrazek

Wracając do wozu przyglądam się mijanym budynkom: już nie są tak ładne, jak w ścisłym centrum.
Obrazek

Niektóre w przeszłości musiały być piękne, ale miały pecha.
Obrazek

Szkodra bywa często pierwszym albańskim miastem odwiedzanym przez turystów po przekroczeniu granicy (choć ruch zagraniczny tu znacznie mniejszy niż w centrum i na południu). Kiedyś niemal zawsze był to szok: jak tam brudno, jak chaotycznie, jak dziwnie!

Dzisiaj wiele uliczek jest znacznie czystszych niż w sąsiedniej Czarnogórze, na przechodniów czekają restauracje i bary w zachodnioeuropejskim stylu. Słowem: cywilizacja!

Należy tylko uważać na chodnikach, bo motocykle są naprawdę wszędzie ;).
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3388
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 06-10-2017 15:43

Jezioro Szkoderskie to największy zbiornik wodny na Bałkanach. Niebieska plama wody wśród gór i niedaleko Adriatyku. Większość jeziora (2/3) położona jest w Czarnogórze (Skadarsko jezero), reszta w Albanii (Liqueni i Shkodrës). I właśnie nad albańskim brzegiem chcemy zrobić sobie trochę przerwy podczas objazdówki tej część Europy.
Obrazek

Jako miejscówkę wybieramy kemping oddalony o jakieś 10 kilometrów na północ od Szkodry. Podobno jakiś czas temu został zaliczony do 10 najlepszych kempingów w Europie! Co za reklama! Tyle tylko, że to niekoniecznie na plus, oczami wyobraźni widzę tłumy chętnych do jego odwiedzenia, w końcu to może być must see.

Od głównej drogi prowadzi do niego kawałek szutru.
Obrazek

Podjeżdżamy pod zamkniętą bramę. To tu? Żadnej informacji, żadnego dzwonka. Stoimy i stoimy, już zaczynam cofać, gdy nagle brama się otwiera... Okazuje się, iż ów ośrodek tak dba o swoich klientów, że przez całą dobę pilnuje, aby nie było do niego "nieograniczonego" dostępu. Nawet w ciągu dnia musi cię dojrzeć albo usłyszeć ochroniarz, aby nacisnąć odpowiedni guzik. Piesi muszą się pofatygować osobiście w okolice recepcji aby poprosić o otwarcie okna na świat (co zdarza się rzadko, bo jedynym pieszym przez cały dzień byłem ja :D).

Dla mnie to jakaś paranoja, bo nie sądzę, aby w okolicy panowała taka przestępczość albo hasali terroryści.

Teren kempingu jest spory, więc miejsca na nocleg raczej nie zabraknie. Sporo aut z polskimi blachami, obowiązkowo terenówki. Na bokach dumne napisy: "Albania trip". Ha :D. Chociaż patrząc na pasażerkę to raczej był "Makijaż trip" :P.
Obrazek

Można nocować także w takich domkach na drzewie oraz wigwamach, lecz to już na dużo głębszą kieszeń.
Obrazek

Ale miało być o jeziorze! Kemping dysponuje własnym pomostem i chybotliwą platformą do kąpieli.
Obrazek

Na stałym lądzie przygotowano fragment plaży ze sztucznie wysypanym piaskiem, parasolami i leżakami. Kiczowato, ale fajnie :).
Obrazek

Po drugiej stronie jeziora Czarnogóra. Pasmo górskie widać tylko fragmentarycznie, reszta jest przysłonięta mgłą upałów oraz dymami pożarów.
Obrazek

W sobotę dzień lenia. Odpoczywa samochód, odpoczywamy my, odpoczywa Śliwka. Nawet zdecydowała się na krótką kąpiel słoneczną.
Obrazek

Do jeziora wskakujemy kilka razy. Woda jest bardzo ciepła, wręcz zupa.
Obrazek
Obrazek

Po co jednak tak długi pomost? Otóż w tym miejscu brzeg jest mulisty i grząski oraz oblepiony zieloną roślinnością. Nic strasznego, ale zapewne wielu nie chciałoby po nim chodzić.
Obrazek
Obrazek

Postawiam pospacerować w jedną i drugą stronę wzdłuż wody. Na lewo widać ślady po ognisku, jest też jakiś rodzinne obozowisko.
Obrazek
Obrazek

Potem ich miejsce zajmuje jakaś rodzinka, która postanowiła oszczędzić na myjni i wypucować swój wóz w jeziorze :/. A w tle sylwetka twierdzy Rozafa w Szkodrze.
Obrazek

Na prawo mniej ludzi, za to pojawiły się zwierzęta. Co prawda nie jest to żaden z 280 gatunków ptaków należących do fauny (podobno połowa ze wszystkich lotników obecnych w Europie), a tylko stado kóz. W krzakach świecą się śmieci, pozostawione chyba głównie przez pasterzy.
Obrazek
Obrazek

Relaks :).
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Trochę mnie zdziwił brak tłumów na leżakach. Przecież w innych miejscach ludzie w zamian za taki mebel i parasol są w stanie dać się pokroić albo przynajmniej dać w gębę :P.

W miarę upływu czas zaczyna wzmagać się wiatr, zwiększają się fale. Pomost coraz bardziej kołysze. W Czarnogórze pożary w górach także się nasilają. Przebiegające dzieciaki w różnych językach krzyczą o wężu grasującym w wodzie, lecz mnie nie chciał się objawić.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Przedstawiciel tubylców...
Obrazek

...i tubylcza waluta. W podróży najbardziej cenię euro, bo odpada mi szukanie kantorów, przeliczanie itp., ale miejscowe jednostki to zawsze przegląd lokalnej architektury i historii. Na banknocie 2000 leków przedstawiono Gentiusa, starożytnego króla Ilirów.
Obrazek

Kemping posiada własną restaurację. O dziwo, ceny są przyzwoite, a jedzenie smaczne. Na obiad zamawiamy meze - zestaw albańskich zakąsek. Wszystko smaczne, choć spodziewałem się większej ilości mięsa.
Obrazek

W okolicach popołudnia zaczyna mnie nosić. Czuję się tu jak w jakiejś specjalnej enklawie dla cudzoziemców, odgrodzony wysokim płotem i niemal zawsze zamkniętą bramą. Obsługa w biurze zdaje się traktować wszystkich jak niedorozwiniętych, czasem tłumacząc po kilka razy rzeczy oczywiste, a czasem oczywistych nie rozumiejąc - na przykład tego, że turysta chce posiadać także leki, a nie tylko euro...

W każdym razie wymyśliłem sobie, że opuszczę tę bezpieczną strefę i ruszę na niebezpieczną, groźną okolicę, gdzie na każdym rogu czają się Albańczycy ;). Dziewczyny w recepcji były zdziwione, że komuś chce się łazić w takim upale, ale postawiłem na swoim i bramę mi otwarto.

Najbliższa wioska to Omaraj, oddalona o jakiś kwadrans drogi.
Obrazek

Segregacja.
Obrazek

Na horyzoncie widać wieżę kościoła, natomiast żadnych meczetów. Jak już pisałem ostatnio - ten region kraju zamieszkały jest głównie przez katolików.
Obrazek

Ciekawe co tu palili?
Obrazek

Wypasiony dom na chwastowisku.
Obrazek

Dochodzę do SH1 - głównego szlaku komunikacyjnego północnej Albanii. Zaczyna się na głównym przejściu Hani Hohit z Czarnogórą, następnie przez Szkodre biegnie do Tirany. Zazwyczaj asfalt jest dobrej albo nawet bardzo dobrej jakości.

Naprzeciwko knajpa, którą wypatrzyłem podczas porannego "rekonesansu" biegowego ;). Zajrzę tu za chwilę.
Obrazek

Przekraczam jednotorową linię kolejową, jedyną międzynarodową w Albanii, prowadzącą aż do Podgoricy. Otwarto ją w 1986 roku dla ruchu towarowego, ale przez kilkanaście lat nie funkcjonowała z powodu wojny w Jugosławii (choć przecież w Czarnogórze walki się nie toczyły!).
Obrazek

Jednym z powodów do ruszenia się z kempingu była też chęć zrobienia małych zakupów, bo zapasy piwa zaczęły mi się kończyć :P. Niedaleko skrzyżowania stał nieduży market.
Obrazek

Spoglądam w stronę jeziora.
Obrazek

Z drugiej strony też góry: piękne i majestatyczne. Pasmo Dukagjin, wchodzące w skład Gór Północnoalbańskich, nazywanych przez Serbów i Czarnogórców Przeklętymi (Prokletije). Na krótkim odcinku zaczynają gwałtownie rosnąć aż do 1500 metrów n.p.m..
Obrazek

Na drodze duży ruch miesza się z pustkami. Tylko traktory kursują regularnie, obowiązkowo wszystkie w kolorze czerwonym.
Obrazek
Obrazek

Zaglądam do knajpy. Pani zza lady wita mnie z uśmiechem, zamawiam piwo. Zimne, nawet kufel wyjęty został z lodówki! Rozglądam się po lokalu... Na półce m.in. Soplica Orzechowa. Obok obrazek Matki Boskiej. Prawie jak w Polsce.

Siadam na zewnątrz obserwując okolicę. Jedyny minus to roje much lecące do browara (Nikšicko, Albańczycy niezbyt cenią swoje piwa). Wypuszczam też na chwilę Karolka na zewnątrz aby pooddychał.
Obrazek
Obrazek

Nagle słychać głośny hałas... Przez przejazd majestatycznie przewala się lokomotywa ciągnąca kilkadziesiąt wagonów w kierunku granicy. Zobaczyć albański pociąg to wyjątkowa gratka, biorąc pod uwagę długość torów w tym kraju.
Obrazek

Na fotce ČKD S200 produkowana przez kilkadziesiąt lat w Czechosłowacji. Eksportowano ją do wielu krajów, również do Albanii pod numerem T669 i jest jedynym typem lokomotywy, jaki posiada ichniejszy przewoźnik.

Pora wracać w kierunku kempingu i jeziora.
Obrazek

Aby nie wywoływać ochroniarza na teren obiektu przedostaję się przez plażę. Góry na drugim brzegu są teraz lepiej widoczne: zbiorowisko nadajników to jeszcze Albania. Granica z Czarnogórą biegnie gdzieś w prawej części zdjęcia.
Obrazek

Udaje mi się jeszcze zdążyć na zachód słońca.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dobrze czasami zrobić sobie dzień leniach i trochę zresetować organizm :).
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1798
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Dolnoślązak » 06-10-2017 21:00

Pudelek pisze:odpoczywa Śliwka.
Obrazek

To to ze świeżaków co się ludzie w Biedronce o to zabijają? :D

Obrazek
Fale niczym na morzu :wink:

Naprzeciwko knajpa, którą wypatrzyłem podczas porannego "rekonesansu" biegowego ;).

Pudel, ja też biegam ale to gdy naprawdę już muszę :P

Z drugiej strony też góry: piękne i majestatyczne. Pasmo Dukagjin, wchodzące w skład Gór Północnoalbańskich, nazywanych przez Serbów i Czarnogórców Przeklętymi (Prokletije). Na krótkim odcinku zaczynają gwałtownie rosnąć aż do 1500 metrów n.p.m..
Obrazek

W sam raz na jednodniowy wypad, nie skorzystaliście? :wink:

Aby nie wywoływać ochroniarza na teren obiektu przedostaję się przez plażę.
[/quote]

I po co ta cała ochrona skoro i tak można wejść? :)

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3388
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 07-10-2017 09:10

Dolnoślązak pisze:
Pudelek pisze:odpoczywa Śliwka.
Obrazek

To to ze świeżaków co się ludzie w Biedronce o to zabijają? :D

te świeżaki to najlepszy przykład stanu umysłowego społeczeństwa :D Rozumiem, że można przy okazji, jak się robi częste zakupy, coś zebrać (jak tą Śliwkę :D), ale są ludzie, którzy zgłupieli na tym punkcie...

Obrazek
Fale niczym na morzu :wink:

popołudniem, jak zaczęło wiać, to fale były prawie morskie ;)

Naprzeciwko knajpa, którą wypatrzyłem podczas porannego "rekonesansu" biegowego ;).

Pudel, ja też biegam ale to gdy naprawdę już muszę :P

a ja bo lubię ;) Dobrze wypaca się kaca :D


Z drugiej strony też góry: piękne i majestatyczne. Pasmo Dukagjin, wchodzące w skład Gór Północnoalbańskich, nazywanych przez Serbów i Czarnogórców Przeklętymi (Prokletije). Na krótkim odcinku zaczynają gwałtownie rosnąć aż do 1500 metrów n.p.m..
Obrazek

W sam raz na jednodniowy wypad, nie skorzystaliście? :wink:

nawet nie wiem jak tam jest z turystyką - szlaki itp.. Bo na ślepo w obcych górach to bym nie chciał.

Aby nie wywoływać ochroniarza na teren obiektu przedostaję się przez plażę.


I po co ta cała ochrona skoro i tak można wejść? :)


żeby pilnować turystów :D Albańczycy i złodzieje przejdą brzegiem, a turysta będzie stał pod bramą i nie umiał wyjść :P
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3388
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 09-10-2017 19:50

W nocy nad Jeziorem Szkoderskim przeszła ulewa, pierwsza od tygodnia. Poranek przywitał nas rześką temperaturą, wynoszącą jedyne 21 stopni. Powietrze zrobiło się czystsze, z miejsca poprawiła się widoczność, można było dojrzeć nawet północno-wschodni brzeg jeziora, który dzień wcześniej tonął w upale.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Z opadów chyba najbardziej cieszył się kempingowy arbuz, rosnący tuż obok naszego namiotu ;).
Obrazek

Chcemy dotrzeć dzisiaj do drugiego wielkiego jeziora bałkańskiego - Ochrydzkiego. Do przejechania mamy 250 kilometrów, czyli stosunkowo niedużo, ale tutaj odległości liczą się inaczej...

Chwilę po wjeździe na SH1 tankuję samochód. Facet z obsługi przelicza mi tak zbójecki kurs z euro na leki, że to chyba najdroższe uzupełnienie paliwa podczas tego wyjazdu :|!

Zatrzymujemy się w Szkodrze na zwiedzanie centrum, o którym to pisałem dwa posty temu. A potem - przy wyjeździe - wpadamy w korek gigant! Ulica jest całkowicie zablokowana na kilku pasach.

Między samochodami kursują osobnicy o ciemnej cerze i wiadomym pochodzeniu etnicznym. To stały element krajobrazu: jak tylko coś się zapcha, to od razu zjawiają się Cyganie. I nawet jacyś frajerzy coś im dają...
Obrazek

Czy to dobry dzień na przeprowadzkę?
Obrazek

Suniemy do przodu wolno jak krew z nosa... Po długim czasie dokulaliśmy się pod twierdzę Rozafa.
Obrazek

Po spojrzeniu na mapę bezbłędnie domyśliłem się momentu, kiedy zator się skończy: na skrzyżowaniu z drogą prowadzącą w kierunku Velipojë, głównej miejscowości wypoczynkowej w okolicy. Pół Szkodry w niedzielę zapragnęło pojechać nad morze i miasto stanęło. Głównym winowajcą byli jednak policjanci, kierujący ruchem na feralnym rozwidleniu - to kolejne potwierdzenie, że gliniarze, niezależnie od narodowości, tak się do tego nadają jak Pierce Brosnan do musicalu.

Nie wszyscy wytrzymali napięcie - stary biały opel usiłował mijać korek poboczem, ale dość szybko został zatrzymany przez radiowóz :D.

Zdecydowana większość samochodów skręciła na plaże, więc dalsza droga stała się znacznie bardziej luźna.
Obrazek

Co jakiś spotykaliśmy nagłe przeszkody: a to jakaś stłuczka, a to wesele, a to zawalidroga testujący nerwy innych użytkowników dróg. Mimo wszystko szybko dotarliśmy do Lezhy (Lezhë), miasta położonego niedaleko ujścia Drinu do Adriatyku.
Obrazek

Spoglądając na zegarek stwierdzam, że możemy na chwilę się tu zatrzymać. Poszukiwanie miejsca parkingowego poszło dość sprawnie, choć później okazało się, iż znajduje się na zakazie (co zostało powszechnie zignorowane przez innych kierowców).

Centrum Lezhy jest zadbane i sprawia dobre wrażenie. Przed socrealistyczną biblioteką stoją mniej lub bardziej dziwne rzeźby.
Obrazek

Na skwerach przystrzyżone trawniki, zieleni się trawa, cieszą oko kolorowe kwiatki. Trzeba jedynie uważać na odsłonięte studzienki.
Obrazek
Obrazek

Lezha to bardzo ważne miasto w albańskiej historii - w 1444 odbyło się w niej spotkanie przywódców klanów z całego kraju, na którym zapadła decyzja o podjęciu wspólnej walki z Turkami - powstała tzw. Liga z Lezhy. Na czele rebelii stanął Gjergj Kastrioti Skënderbeu, czyli słynny Skanderberg.

Po śmierci w 1468 roku został pochowany w miejscowym kościele św. Mikołaja. Po zdobyciu miasta przez Osmanów kościół przebudowano i zamieniono na meczet. Ten z kolei został zniszczony przez Envera Hodżę, a w resztkach murów, służących obu świątyniom, urządzono Mauzoleum Skanderberga.
Obrazek

Wokół rozciągają się ruiny systemu obronnego, który ciągnął się aż do zamku górującego nad miastem.
Obrazek
Obrazek

Wejście do mauzoleum chyba jest płatne, ale kasa znajduje się w sąsiednim muzeum. Gdy zaglądam do środka to nikt nie chce ode mnie biletu, tylko opiekun pyta się, w czym mi pomóc.
Obrazek

Grób Skanderberga jest symboliczny, bowiem Turcy wykradli kości bohatera i rozdzielili między siebie jako... talizmany. Nie przeszkadza to Albańczykom pielgrzymować tutaj niczym do Grot Watykańskich, fotografować się w każdej możliwej pozycji, pozować z żelaznym mieczem i herbem itp..
Obrazek

Oryginały należące do wodza znajdują się od kilku wieków w wiedeńskim muzeum, ale w 2012 roku na krótką chwilę powróciły do Ojczyzny.
Obrazek

Okolica mauzoleum to, oprócz starych murów i dział, budynki pomalowane na wszelkie kolory tęczy.
Obrazek

Pierwsza twierdza na wzgórzu powstała jeszcze w czasach Ilirów, potem rozbudowywali ją Wenecjanie i Turcy. Na wdrapanie się na nią nie starczy nam czasu.
Obrazek

Po drugiej stronie Drinu nowa cerkiew prawosławna. Nadal jesteśmy w rejonie, gdzie dominuje chrześcijaństwo, ale jego rzymska odmiana.
Obrazek

Po porannych chłodzie nie ma już śladu, choć 37 stopni nie jest tak męczące, jak upały kilku ostatnich dni. Mimo wszystko postanawiamy jeszcze poszukać jakieś lodziarni.
Obrazek

Pomnik Ligi z Lezhy. Choć ostatecznie po wielu latach sułtanom udało się w końcu zmiażdżyć albański opór, to Skanderberg stał się bohaterem narodowym, a jego walka ideologią, do której nawiązywały kolejne pokolenia. Chrześcijanie czczą go jako obrońcę wiary, dzięki któremu islam nigdy nie zapanował tutaj całkowicie. Z kolei dla muzułmanów jest symbolem związków Albańczyków z zachodnią Europą, zwłaszcza z papiestwem i Wenecją.
Obrazek

Przy lodziarni powietrze przecina huk, trąbienie i krzyki. Ulicą przejeżdża jeden z wielu orszaków ślubnych: goście machają flagami państwowymi, kamerzysta wygina się przez okno. Większość samochodów na włoskich, szwajcarskich i niemieckich blachach. To pewno ci Europejczycy od Skanderberga ;).
Obrazek

Na rondzie znów policjant kieruje ruchem, ale tym razem udało mu się nie z powodować zbyt dużego burdelu.

Do Macedonii można jechać dalej na dwa sposoby: szybszym przez Tiranę, ale tą trasę w większości już zaliczyłem kilka lat temu. Wybieram więc opcję krótszą kilometrowo, ale bardziej czasochłonną, na wschód wzdłuż Gór Skanderberga (Vargmalet e Skënderbeut) oraz przez Góry Krowie (Mali i Lopës).
Obrazek

Z drogi prowadzącej w kierunku Kosowa odbijam na podrzędną SH6 i tu zaczyna się zabawa. Wita mnie "zamek".
Obrazek

Byłem ciekaw w jakim stanie jest ta trasa, bowiem w sieci nie potrafiłem znaleźć bardziej szczegółowych informacji; cóż, nie jest to popularny odcinek dla turystów.

Początki nie są złe: asfalt jest przyzwoitej jakości, ale trzeba uważać na dziesiątki zakrętów oraz tuneli. Płynąca w dole rzeka Mat w połączeniu z otaczającymi ją biało-zielonymi ścianami tworzy niesamowicie malowniczy krajobraz!
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Następnie Mat się rozszerza w ramach sztucznego jeziora Shkopet (Liqen i Shkopetit).
Obrazek
Obrazek

I w tym momencie kończy się w miarę normalna jazda...
Obrazek

...a zaczyna się horror kierowcy. Potężne dziury, pozrywany przez naturę asfalt, kamienie... Ciągłe napięcie i wzmożona uwaga, bo za każdym zakrętem można na nas czekać kolejna niespodzianka. Prędkość spada do 20-30 km/h. Mamy próbkę jazdy po Albanii przed rozpoczęciem inwestycji w infrastrukturę drogową.
Obrazek

Na osłodę znów piękne widoki, których na tej trasie nie brakuje: kolejny sztuczny zbiornik na rzece Mat - jezioro Ulza (Liqen i Ulzës).
Obrazek
Obrazek

Góry i ich majestat.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na poboczu co jakiś czas widać nagrobki. Nie symboliczne krzyże czy kołpaki samochodowe jak u nas, ale prawdziwe, standardowe nagrobki. Mijamy nawet jeden mały cmentarzyk. Ciekawe czy rzeczywiście chowano tutaj ludzi i czy były to ofiary wypadków, czy może osoby jakoś związane z okolicą?
Obrazek

Krótkie odcinki znośnej nawierzchni są brutalnie kończone dziurą albo asfaltem zerwanym aż do podłoża. W miasteczku Burrel poszli na całość i większość ulic wysypana jest kamieniami, ale to chyba przygotowania do jakiegoś remontu. Przy okazji zatrzymuję się i pytam o dalszą drogę, bo brak jakichkolwiek oznaczeń. Zaczepieni tubylcy mieszaniną albańsko-włosko-niemiecką i z pomocą rąk tłumaczą, gdzie mam jechać ;).
Obrazek
Obrazek

Burrel był jedną z ledwie kilku miejscowości, przez którą przejeżdżaliśmy. Tereny te są mało ludne, a małe wioski pochowały się po bokach. Przed miasteczkiem o nazwie Bulqizë popełniam błąd, bo zamiast skręcić w nieoznakowaną drogę w lewo, to wybieram tą, która wygląda na główniejszą. W efekcie, zamiast przemknąć nowo wybudowaną obwodnicą, to ląduje na jakimś cygańskim osiedlu, gdzie jazda kończy się pod komórkami gospodarczymi autochtonów :D. Miny mieszkańców mówiły wszystko ;).

Tu, po dwóch godzinach od wjazdu na SH6, szczęśliwie kończy się fatalny stan drogi. Kolejne kilometry to poprowadzony szeroką doliną nowy asfalt, po którym sunie się jak na skrzydłach.
Obrazek
Obrazek

Następnie znów występują odcinki z gorszą nawierzchnią, ale nie przeszkadzają aż tak bardzo. Na horyzoncie widać jeszcze większe góry z pasma granicznego o wysokości przekraczającej 2000 metrów.
Obrazek

W ostatniej wiosce po stronie albańskiej - Maqellarë - planuję zrobić jakieś zakupy. Przydałoby się nabyć jeszcze coś procentowego, ale w zasięgu wzroku mam tylko sklep hallal. To już trochę inna Albania, niż na wybrzeżu - muzułmańska i bardziej konserwatywna.

Zaglądam do środka. Prowadzi go potężny facet z wygoloną głową i solidną brodą, któremu pomagają dzieciaki. Córkę wsadził za kasę, ale resztę pieniędzy wydał mi osobiście, wyjmując je z jej rąk. Czy powodowane to było niechęcią do kontaktu latorośli z niewiernym czy zwykłą uprzejmością? Możliwe, że ta druga opcja, bo uśmiechnął się przy tym życzliwie. A skoro napitków nie kupiliśmy, to zaopatrzyliśmy się w kilka regionalnych produktów, które zjemy w kolejne dni.
Obrazek

Droga do granicy nie jest w ogóle oznaczona, ale domyślam się - i potwierdzają to miejscowi - iż na rondzie należy skręcić w prawo, na południe. Rzeczywiście po kilku kilometrach widzę skromny punkt odprawy granicznej. Albańczyk nie jest nami zbyt zainteresowany, przejeżdżamy niemal z marszu. Z Macedończykami nie będzie już tak szybko, gdyż przed nami kilkadziesiąt pojazdów.
Obrazek

Panuje lekki chaos, bo pogranicznicy wskazują ludzi do kontroli na oko, komuś coś się nie zgadza w dokumentach i blokuje całą kolejkę, ktoś inny się wykłóca. Kiedy przyszła nasza kolej (pół godziny oczekiwania) to funkcjonariusz ledwo rzucił okiem na papiery i machnął ręką.

Witamy w Macedonii. Jednocześnie zdałem sobie sprawę, że w opuszczanej Albanii nie widzieliśmy ani jednego bunkra! To prawie tak, jakby będąc w Polsce nie zobaczyć żadnego pomnika papieskiego!
Obrazek

Otaczający nas krajobraz nie uległ zmianie: z jednej strony góry, z drugiej strony góry.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Etnicznie również bez większych zmian: w tym rejonie Albańczycy stanowią większość. Widać to choćby po cmentarzach, gdzie nie tylko dominują albańskie nazwiska, ale również dwugłowy orzeł, będący albańskim godłem.
Obrazek

Debar (Дебар, alb. Dibër) to 74% Albańczyków i tylko 7% Macedończyków. Miasto ma typowy albański charakter i nawet na tablicach drogowych jako pierwsza występuje wersja albańska. To zmiana w porównaniu z moją poprzednią wizytą przed kilku laty, gdyż wtedy na pierwszym miejscu był zawsze oficjalny macedoński.

Przed nami ostatni odcinek tego dnia - w kierunku Jeziora Ochrydzkiego. Fajna droga przez większość czasu biegnąca wzdłuż brzegów Czarnego Drinu, na którym znajduje się (już trzeci dzisiejszego dnia) sztuczny zbiornik (Дебарско Езеро, Liqeni i Dibrës).
Obrazek

Jazda byłaby całkiem przyjemna, gdyby nie powiększający się cień i zawalidroga, której nie potrafię wyprzedzić przez cały odcinek górski!
Obrazek

Po godzinie 19-tej, już przy wieczornej szarówce, osiągamy nasz cel - znany nam obóz pionierów, czyli ośrodek skautowski nad Jeziorem Ochrydzkim.
Obrazek

Trochę się tu pozmieniało. W recepcji, zamiast starszych pań, siedzą nastolatki nieźle władające angielskim. Podczas poprzednich wizyt cudzoziemcy z EU wzbudzali zdziwienie: jak to, tutaj, u nas, w tych prymitywnych warunkach? Teraz już takiego zaskoczenia nie ma...
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1798
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Dolnoślązak » 09-10-2017 22:15

nawet nie wiem jak tam jest z turystyką - szlaki itp.. Bo na ślepo w obcych górach to bym nie chciał.

Polecam się wybrać na kurs do Buby i Toperza :lol:

Czy to dobry dzień na przeprowadzkę?

Czy dzień to nie wiem ale wóz na pewno - kultowy W124, ech tyle lat już żałuję że sprzedałem :( A i sporo na tym południowym wschodzie ich widać, nie to co na zachodzie gdzie teraz rasowi Niemcy jakimiś gówienkami jeżdzą :wink:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3388
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 11-10-2017 12:04

Dolnoślązak pisze:
nawet nie wiem jak tam jest z turystyką - szlaki itp.. Bo na ślepo w obcych górach to bym nie chciał.

Polecam się wybrać na kurs do Buby i Toperza :lol:


dzięki, ale nie przepadam za gubieniem się ;)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3388
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 13-10-2017 16:57

Okolice Ochrydy (Охрид, alb. Ohër) to jedyne miejsce w Macedonii, gdzie można zetknąć się z masową turystyką. Co prawda w innych miejscach kraju pojawia się coraz więcej obcokrajowców, ale tylko tutaj ich ilość jest tak zauważalna.

Jezioro o nazwie takiej samej jak słynne miasto uznają za najstarsze w Europie i jedno z najstarszych na świecie. Woda jest krystalicznie czysta i nigdy nie zamarza. Nie potrzeba dostępu do morza przy takim akwenie.
Obrazek

Ośrodek należący do macedońskich skautów (Извиднички Центар Охрид) wypatrzyłem przed pierwszym przyjazdem do Macedonii. Wybór ten okazał się znakomity: miejsce oddalone jest od starówki Ochrydu o jakieś dwa kilometry. Posiadają własną plażę, moim zdaniem jedną z lepszych w okolicy. Działa bar (ten akurat się zmienił na minus razem z nowym dzierżawcą z wieczną miną wściekłego człowieka). Ale co najważniejsze - niemal wszyscy goście to Macedończycy lub Serbowie, innych cudzoziemców praktycznie nie widać. Jest swojsko i w umiarkowanych cenach.
Obrazek
Obrazek

Za pierwszym razem nocleg był w starej przyczepie kempingowej w której nie domykały się okna ;). Za drugim - blaszany barak w jakim często kwateruje się osoby po stracie dobytku. Tym razem luksus - własny pokój z łazienką! Aby jednak nie było tak światowo, to na początek okazało się, iż klucz nie pasuje do zamka w drzwiach. Pokój więc wymieniono (bo właściwego klucza nie szło odnaleźć :D). W łazience nie leciała ciepła woda, okien nie szło otworzyć, przy kontaktach sterczały podejrzane kable, a daszek przy drzwiach miał spore dziury, ale i tak byliśmy zadowoleni.
Obrazek

Macedońskie śniadanie z albańskim serem kaszkawał (kupionym w sklepie hallal). Ser był pyszny, ale już nie trafiliśmy na drugi tak smaczny.
Obrazek

Przez większość dnia mamy dzień lenia, podobnie jak nad Jeziorem Szkoderskim. Niespodzianką są znajomi Teresy z pracy, którzy zajeżdżają do nas na krótkie odwiedziny w czasie podróży do Albanii. Tak im się spodobało, że nie chcieli jechać dalej :D.
Obrazek

Woda jest zimniejsza niż w Szkoderskim, co jest wynikiem chłodnego frontu, który przetoczył się nad całymi Bałkanami w przedostatnią noc. Nawet temperatura powietrza spadła lekko poniżej 30 stopni i wreszcie człowiek nie czuje się jak w piekarniku.

Ale swetra ściągać nie zamierzałem ;).
Obrazek

Zamiast kotów tym razem odwiedzał nas młody psiak.
Obrazek
Obrazek

Popołudniem postanowiliśmy przejść się do miasta. Najkrótsza droga jest niezbyt oficjalna...

Początkowo idzie się wysuszonymi nieużytkami.
Obrazek

Następnie wzdłuż jeziora mijając miejsca, gdzie zazwyczaj odpoczywają osoby z najbliższego osiedla.
Obrazek

Prawie kilometr zajmuje miejska plaża: kiedyś była podzielona płotami na mniejsze kawałki należące do osobnych ośrodków, teraz można przejść ją w całości. Czystość miesza się tu z wysypiskiem, a prywatny basen ze smrodem padłego psa.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Za płotem meczet z minaretem przypominającym latarnię morską. Muzułmanie stanowią tylko 1/5 ludności, a zamieszkują głównie peryferyjnego ubogie dzielnice.
Obrazek

Przed nami wzgórze Plaošnik na którym znajduje się twierdza oraz kilka świątyń, w tym ruiny najstarszej, wczesnochrześcijańskiej bazyliki. Zbocza od tej strony porasta iglasty las, a nad jeziorem lśnią malownicze klify.
Obrazek

Trochę wspinania po wyremontowanych chodnikach i możemy spojrzeć za siebie, na północ: miejska plaża, a na końcu zielonego cypla jest obóz pionierów.
Obrazek

Latarnie w stylu tradycyjnych ochrydzkich domów.
Obrazek
Obrazek

O historii Ochrydy napisano już bardzo wiele. Ludzie mieszkają tu podobno już 7 tysięcy lat. Ilirowie, Grecy, Rzymianie, Słowianie, Bizancjum, Turcy i wreszcie Jugosłowianie. Miasto miało szczęście, bo omijały je większe kataklizmy naturalne oraz niszczycielskie wojny, dlatego zachowało się w nim tak dużo zabytków i nie bez przyczyny zostało wpisane (wraz z jeziorem) na listę dziedzictwa UNESCO.

Zwiedzaliśmy je dokładnie kilka lat temu, dlatego teraz będzie tylko spacer w promieniach zmieniającego swe barwy słońca.

Cerkiew św. Jana Teologa z Kaneo jest najbardziej fotogenicznie położona i ujęcia tej świątyni można zobaczyć na większości folderów reklamujących Macedonię.
Obrazek

Późna pora ma ten duży plus, że nie ma już tłumów. Wcześniej kłębią się tutaj wycieczki, a śmiałkowie skaczą ze skał do wody.
Obrazek

Cerkiew postawiono w XIV-XV wieku, jednak przez kilka stuleci nie dbano o nią i freski są w dość kiepskim stanie. Zresztą, z tego co pamiętam, i tak niewiele było widać w ciemnym wnętrzu.
Obrazek

Idąc wysoko nad taflą wody widzimy w dole "plażę" jakiegoś hotelu.
Obrazek

W wąskich uliczkach stoją przedstawiciele socjalistycznej myśli technicznej.
Obrazek

Panorama starówki...
Obrazek

...i okolic portu.
Obrazek

Jednym z ciekawszych zabytków jest antyczny teatr. Wybudowali go Grecy około 200 lat p.n.e., potem wyremontowali Rzymianie. W Macedonii są jeszcze trzy inne starożytne teatry, ale tylko ten powstał w okresie hellenistycznym.
Obrazek

Niektórzy widzowie mieli stałe miejsca, które "rezerwowali" wyryciem swoich podpisów. Część tych autografów zachowała się do dzisiaj. Ciekawe co zostanie po naszych teatrach?
Obrazek
Obrazek

Górna Brama murów obronnych ciągnących się aż do twierdzy na górze. Wybudowana w X wieku, zapewne częściowo rekonstruowana.
Obrazek

Na wzgórzu, będącym przeciwwagą do cytadeli, stoją aż trzy cerkwie:

1) zwieńczona białą wieżą pod wezwaniem św. Dymitra z XIV wieku,
Obrazek

2) niewielka św. Konstantyna i Heleny z 1477 roku,
Obrazek

3) św. Bogurodzicy Perivleptos i Klimenta z 1295 roku. To jedna z cenniejszych w Ochrydzie, wzniesiona w bizantyjskim stylu. Jej freski są w ścisłej czołówce Bałkanów. Pamiętam, jak podczas wizyty wnętrza kasjerka szczerze przyznała, iż nie pozwalają robić w środku zdjęć, bo wtedy turyści nie chcą kupować pocztówek. Żadne tam wielkie sacrum.
Obrazek

Domy w charakterystycznym stylu ochrydzkim, niestety dość zaniedbane.
Obrazek

Między zabudowaniami widać odkrywkę archeologiczną, gdzie umieszczono kilka znalezionych w mieście antycznych mozaik.
Obrazek

Schodzimy w dół obok najważniejszego kościoła Ochrydy - cerkwi św. Zofii, dawnego soboru arcybiskupiego. Powstała w XI wieku, w okresie rządów tureckich do 1912 służyła jako meczet. Zakryte przez muzułmanów freski zaczęto odkrywać po II wojnie światowej i w swojej wielkości stanowią największy zespół malowideł cerkiewnych na całym globie.
Obrazek

Podobno w przeszłości Ochryda miała tyle kościołów, ile dni w roku. Nie wiem jaka liczba dotrwała do dzisiaj, lecz na pewno sporo.

Idziemy jeszcze niżej i wychodzimy na plaży miejskiej - ta też robi wrażenie swoją przestrzenią :P.
Obrazek

Centralny plac miasta z ogromną flagą i niemałym pomnikiem Klemensa Ochrydzkiego; arcybiskupa, apostoła, świętego oraz bohatera zarówno Macedonii jak i Bułgarii.
Obrazek
Obrazek

Imię Klemensa (Klimenta) nosi główny deptak. Składa się on jakby z dwóch części: pierwsza, na osi północ-południe, to sklepy z markowymi ciuchami, złotem i drogimi lokalami dla kasiastych turystów. Zawsze przemykaliśmy tędy bardzo szybko.
Obrazek

Na placu Republiki Kruszewskiej, na którym rośnie liczący ponad tysiąc lat platan, zmienia się charakter i kierunek na wschodnio-zachodni: to dawna turecka część miasta o orientalnym klimacie, gdzie ceny spadają, a robi się od razu bardziej swojsko.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zamiast cerkwi występują meczety, m.in. Ali Paszy z 1573 roku, który przechodzi kompleksowy remont (i straszy zakazem fotografowania na... płocie!)...
Obrazek

Ukryty w podwórzu meczet Hadżi Torgut.
Obrazek

Stara zasada przy wybieraniu lokalu na posiłek brzmi, aby iść tam, gdzie jest najwięcej ludzi, a najlepiej miejscowych. Tym razem ją zignorowaliśmy i zasiedliśmy w knajpie, gdzie osób było niewiele.
Obrazek

Zamówiłem musakę, Teresa zupę rybną i sałatkę. Pychota! A butelka macedońskiego wina za niecałe 20 złotych... Czegoż chcieć więcej?
Obrazek
Obrazek

Na kemping będziemy wracać przez jeszcze bardziej peryferyjne dzielnice, gdzie biedę czuć namacalnie. Turyści chyba rzadko się tam zapuszczają, choć widać szyldy informujące o noclegach.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Po zmroku ulice nabierają dodatkowe kolorytu. Atrakcyjnego w czasie krótkiej wizyty, ale niekoniecznie przez całe życie.
Obrazek
Obrazek

Mniej kolorytu ma nocne przejście ciemną plażą bez żadnego światła :P. Choć to akurat moja wina, bo mogliśmy iść przez blokowiska, gdzie lampy działają.
Obrazek

Nocna Ochryda widziana z kempingu: największe światło to cerkiew Jana Kaneo nad urwiskiem.
Obrazek

Poranek znów słoneczny, choć trochę chłodny. Mimo to nad jeziorem zaczyna zbierać się mgiełka, świadcząca o rychłym wzroście temperatury. Albański brzeg ledwo widać.
Obrazek
Obrazek

A nam pora się zbierać w dalszą drogę...
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3388
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 16-10-2017 11:24

Znowu nadszedł dzień, w którym przyjdzie nam spędzić wiele godzin w aucie. Chcemy przejechać odcinek z Jeziora Ochrydzkiego aż nad granicę serbsko-rumuńską na Dunaju. Według mapy to grubo ponad 500 kilometrów. Żadnego wielkiego zwiedzania nie mamy dziś w planach.

Mimo to już po chwili zatrzymujemy się na poboczu drogi Ochryda-Struga. Znajduje się tutaj cerkiew św. Erazma. Z zewnątrz wygląda jednak jak zwykły dom, w dodatku wstęp jest płatny (to, niestety, norma w Macedonii), więc postanawiamy skorzystać z opcji darmowej i odwiedzić położoną kilkaset metrów dalej kaplicę św. Katarzyny. Kaplica jest niewielka (zupełnie niepotrzebne są klucze, które otrzymaliśmy na dole), przyklejona do skały nad urwiskiem i samotnie modli się przy niej kobieta w czerni.
Obrazek

Główną atrakcją są widoki na jezioro. W dole widać zaś prace przy budowie drugiego pasa drogowego.
Obrazek
Obrazek

Brzegi Jeziora Ochrydzkiego są tutaj zarośnięte, zupełne przeciwieństwo plaży na obozie pionierów pod Ochrydą.
Obrazek

W Macedonii w ogóle sporo teraz budują, a raczej poszerzają: czasem dopiero zaczęli, a czasem widać już asfalt na nowej nitce. Można się spodziewać, że w niedalekiej przyszłości będzie można sporo skrócić czas podróży przez ten kraj.
Obrazek
Obrazek

Trochę czasu im jeszcze zajmie przeprawa przez góry - tam powstają zupełnie nowe odcinki dróg (autostrad?). Nawet sobie nie wyobrażam, ile kasy pochłoną prace w tak trudnym terenie...
Obrazek

Około 80% terenu Macedonii to góry i wyżyny. Jest się na co wspinać.

W okolicach Kičeva (Кичево) znów zaczynają się regiony zdominowane przez Albańczyków i muzułmanów. W niebo strzelają białe wieże minaretów.
Obrazek

Również cmentarze nie są wolne od narodowych demonstracji (a na horyzoncie nagie szczyty gór Bistra).
Obrazek

Oczywiście wiele miejscowości ma nazwy w różnych językach i alfabetach. Taki Trapčin Dol (Трапчин Дол) zamieszkuje 896 Albańczyków i... 2 Macedończyków. Tymczasem nazwy po albańsku nie ma, a przynajmniej nie w brzmieniu, które widnieje w internecie: Trapçidoll. Oprócz cyrylicy zastosowano transkrypcję na łacinę, a potem prawdopodobnie wstawiono wersję albańską według Macedończyków...
Obrazek

Potwierdza to inna wioska - Kolari (Колари). Albańczycy po swojemu nazywają miejscowość Kollarё, tymczasem tu widnieje nazwa Kollari. Ktoś dopisał "oryginalne" albańskie końcówki sprayem. Wygląda na to, że macedoński rząd forsuje macedonizację albańskich nazw miejscowości. Biorąc pod uwagę jak napięte są stosunki między dwiema największymi grupami narodowościowymi Republiki, to takie działanie jest tylko durnym dolewaniem oliwy do ognia. A mówimy o osadzie, gdzie Albańczycy stanowią 99,9% mieszkańców.
Obrazek

Ale dość o polityce. Przejechaliśmy między górami, potem przecięliśmy dolinę w której leży Kičevo, i znów się wspinamy, na skraju Parku Narodowego Mavrovo. Może nie sięgnęliśmy chmur, ale najwyższa dziś przełęcz Straża położona jest na wysokości 1212 metrów n.p.m.. Kawałek za nią zatrzymuję się, aby zrobić kilka zdjęć.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zaczyna się zjazd w dół przerywany mijankami, ruchem wahadłowym i przeładowanymi tirami. Zbliżamy się ponownie do cywilizacji, więc ciężki sprzęt kursuje do fabryk i po wydobycie.
Obrazek
Obrazek

Gostivar (Гостивар, alb. Gostivari) ma już bardziej mieszane proporcje, bo Albańczyków jest jeszcze mniej niż połowa, choć ich procent cały czas rośnie. Do tego Turcy, Serbowie, Bośniacy i Romowie. Miasto może być ciekawe dla miłośników Alp, gdyż leży tu Mont Blanc :D.
Obrazek

Od tego miejsca prędkość jazdy się zwiększa, gdyż zaczyna się tu autostrada Matki Teresy. Nie jest tak dziurawa jak szpitale w Indiach, ale do standardów z naszej części Europy trochę jej brakuje. W Polsce jeszcze nie ma szosy im. Jana Pawła II, ale tunel Emilia już się pojawił kilka lat temu.
Obrazek

Skopje (Скопје) mijamy obwodnicą. Za stolicą wpadamy na kolejny remont, który ciągnie się przez wiele kilometrów. Oczywiście za ten burdel pobierane są normalne opłaty, żadnej ulgi. Skąd my to znamy?
Obrazek

Trochę czasu tracimy na bramkach. Sznury samochodów wykorzystuje wiadoma nacja, przeciskająca się między nimi w stylu Pan'da. Niedaleko granicy zatrzymujemy się na znanej nam stacji z uświnionymi kiblami. Wydaję ostatnie denary i oglądam wypaloną słońcem okolicę.
Obrazek
Obrazek

Po chwili jesteśmy na głównym, autostradowym przejściu granicznym. Kolejka spora, ale szybko idzie.
Obrazek

Oczywiście Cyganie też nie próżnują - wokół hasają panienki ślepiące różem, dzieciaki w różnym wieku, przeciska się facet z pacjentem na wózku. Jakiś gnojek przyczepił się do auta na włoskich blachach i biegnie za nim, waląc po szybach. W tym momencie wypadałoby szybę otworzyć, a gówniarzowi przemodelować szczękę.
Grupa na drugim pasie odpoczywa w cieniu po ciężkiej pracy.
Obrazek

Romska zapora kończy się dopiero blisko obiektów granicznych, gdzie już kręcą się funkcjonariusze. Choć oczywiście nie mam wątpliwości, że gdyby komuś zależało, to również można byłoby oczyścić teren położony kawałek dalej.

Odprawa macedońska poszła sprawnie. Teraz serbska. Niektórzy z poświęceniem oszczędzają paliwo.
Obrazek

Z Serbami jeszcze krócej: żadnego otwierania bagażnika i dziwnych pytań. Całość zajęła nam nieco ponad pół godziny, a więc bardzo przyzwoicie, jak na to przejście. Po niecałym tygodniu wracamy do Serbii.
Obrazek

Na zegarku minęła godzina 14-ta. Ale to dopiero 1/3 drogi.

Po serbskiej stronie odcinki autostrad (jeden świeżo wybudowany) przeplatają się ze zwykła drogą.
Obrazek
Obrazek

W Nišu (Ниш) odbijamy na wschód, następnie w boczny trakt z numerem 35. Od razu tracą się wszelkie inne auta na zagranicznych blachach. Przejeżdżamy przez mniej lub bardziej zapomniane miejscowości (w jednej nawet spadło kilka kropel deszczu) oraz wśród pasm górskich biegnących wzdłuż granicy z Bułgarią.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dłuższy postój robimy tylko w mieście Zaječar (Зајечар), jednym z większych w tej części kraju. Chcemy wymienić walutę oraz zrobić jakieś zakupy na kolację. Dojazd do centrum stanowi małe wyzwanie wobec braku oznaczeń, ale kończy się sukcesem.
Obrazek

Zaječar ponad totalną przeciętność wyróżniają jedynie dwie rzeczy: położone w pobliżu ruiny rzymskiego kompleksu pałacowego Felix Romuliana (część zbiorów z wykopalisk można podziwiać w widocznym powyżej muzeum) oraz browaru produkującego piwo Zaječarsko. Ruiny kiedyś zwiedzałem i byłem lekko zawiedziony, bo spodziewałem się czegoś bardziej imponującego po obiekcie wpisanym na listę UNESCO. Natomiast piwo to standardowy sikacz, ale czego można się spodziewać po grupie Heinekena?
Obrazek
Obrazek

Główny plac miasta tętni życiem: dzieciaki gonią się i jeżdżą na rowerach, dorośli przesiadują na ławkach i lokalach. My nie mamy tego komfortu: jest już 18-ta, a to jeszcze nie koniec naszej podróży.

Kolejne kilkadziesiąt kilometrów to łata na łacie, ale nie spuszczam nogi z gazu, zwłaszcza, że ruch jest minimalny. Widać, że okolica szykuje się już powoli do snu.
Obrazek

Na nasz dzisiejszy nocleg wybrałem mikroskopijny kemping nad samym Dunajem, niedaleko Negotina. Problem z nim jest taki, iż to świeży obiekt i... nie do końca wiadomo, czy i jak w ogóle funkcjonuje :D. W dodatku ponoć ciężko do niego trafić...

Dalszy rozwój wypadków zdaje się potwierdzać te opinie: na skrzyżowaniu brak jakiegokolwiek drogowskazu do przybytku. Przejeżdżamy przez niewielką wioskę nad graniczną rzeką, zabudowania się kończą, droga zwęża... Nic, nic i nic. Już chciałem zawracać i nagle widzę bramę i napis "camping". Brama jest zamknięta, obiekt wygląda na nieczynny. No, ładnie... Mam pewien plan rezerwowy (który wiąże się z dalszą jazdą, albo spaniem na dziko), jednak postanawiam i tak zajrzeć do środka.

Pod domem stoi samochód, za drzwiami pali się światło. Wołam. Szczeka pies. Ktoś odpowiada. Wychodzi starszy facet w podkoszulku. "Tak, kemping działa, choć nie jest do końca wykończony. Ale oczywiście możecie zostać". Prysznic jest na dworze, kibelek (turecki) też. Jednak jest możliwość skorzystania z dobrodziejstw cywilizacji w domu gospodarza.
- Nie ma problemu - przekonuje. - Wchodźcie kiedy chcecie, ja mam mocny sen.

Uznaliśmy, że zaryzykujemy. Rozstawiam namiot i idę do faceta zapłacić. Na stole stoi już swojska rakija, wypijamy po kieliszku. Gospodarz mówi, że czasem pojawiają się u niego turyści, ale rzadko. Nie dziwię się, bo naprawdę trafić tu może jedynie osoba dobrze poinformowana. W przyszłości ma to się zmienić, bo na ogródku (które służy jako pole namiotowe), stoją już kabiny prysznicowe i toalety, ale to wszystko nie podłączone.
Największym plusem jest szopa położona tuż przy rzece. Taka sympatyczna graciarnia z kącikiem kuchennym, fotelami i stołem, gdzie można posiedzieć, zjeść, poczytać lub poimprezować. W towarzystwie kilku kociaków i jednego psa (drugi siedzi w kojcu).
Obrazek
Obrazek

Nie jedliśmy dziś obiadu, więc wyciągam jednorazowego grilla. Gospodarz sugerował, aby rozpalić ognisko, ale nie mam już na to sił.
Obrazek

Jeden z małych kotów jest tak natrętny, że nieustannie trzeba go odganiać. Próbuje nawet włazić na grill, nie przejmując się rozgrzanym materiałem. Na koniec prawie wybija Teresie oko...
Obrazek

Zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądać to korzystanie z łazienki. "Może facet śpi na pięterku?" - kombinuję. Wchodzimy po cichu do domku. W kącie bezgłośnie leci telewizor. Właściciel rzecz jasna śpi na parterze, w drugim kącie w łóżku. Na ścianach święte obrazy i rodzinne zdjęcia. Trochę dziwnie włóczyć się komuś po nocy po mieszkaniu, nawet jeśli sam to zaproponował. A jak człowiek dostanie nagłej sraczki i cały budynek wypełnią odgłosy wybuchów??

Ogrodowy kemping o poranku.
Obrazek

Serb pyta się, czy dobrze spaliśmy i bierze się do pracy: kończy stawianie stacjonarnego grilla z kominkiem. My śniadanie konsumujemy tam, gdzie kolację. Cała menażeria również nie próżnuje.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dunaj płynie praktycznie zaraz za paleniskiem. Okryty zielonym futerkiem nie nadaje się do kąpieli, na pomost także bym nie wchodził ;).
Obrazek

Syf w wodzie nie przeszkadza rybakom. Przeciwległy brzeg to już Rumunia. Identyczną sytuację mieliśmy rok temu w okolicach Kladova.
Obrazek
Obrazek

Miejsce niewątpliwie ma potencjał: okolica jest cicha i spokojna, wydaje się idealna dla rowerzystów, kajakarzy czy morderców ryb, tfu, wędkarzy. Gospodarz sympatyczny. Najpierw jednak musi tutaj dokończyć montowanie wyposażenia, bo warunki dla większości zagranicznych turystów będą zbyt spartańskie (a cena za nocleg była wyższa, niż na bardziej wypasionych kempingach). No i zadbać o reklamę, bo jak na razie to jest to kemping-widmo ;). Może w 2018 roku coś się zmieni?
Obrazek

Żegnamy się serdecznie i opuszczamy odludzie. W najbliższej wiosce jest fajna plaża z małą ilością glonów...
Obrazek

...i widokiem na zaporę i elektrownię Żelazne Wrota II (Ђердап II, Đerdap II, Porțile de Fier II). Rok temu przejeżdżaliśmy przez tą z numerem I, która jest kilkadziesiąt kilometrów w górę rzeki. "Dwójka" wytwarza trzykrotnie mniej prądu.
Obrazek
Obrazek

Косово је Србија - dziś to zaklinanie rzeczywistości, ale popularne jak Serbia długa i szeroka.
Obrazek

Za wioską moją uwagę przykuwa ten drogowskaz: już niebieski kolor oznacza, że pochodzi z okresu Jugosławii, ale strzałka kieruje do "NR Rumunija".
Obrazek

Ów skrót to Narodna Republika Rumunija (Rumuńska Republika Ludowa) - taką nazwę nosiło państwo w latach... 1947-1965! Tymczasem zapora, po której można przekroczyć Dunaj, powstała dopiero na przełomie lat 70. i 80. XX wieku. Postawiono złą tablicę? A może wcześniej był tu jakiś most?? Zagadka chyba trudna do rozwiązania...

Zaaferowany nie zauważyłem, że obok stanął niepozorny biały samochód i wyszło dwóch chłopów w mundurach.
- Dzień dobry, straż graniczna. Co pan tutaj fotografuje?
- Okolicę - odpowiadam pewnie.
- Dlaczego?
To pytanie zbiło mnie z tropu. Co takiemu odpowiedzieć?
- Jestem turystą, dla mnie to wszystko ciekawe. O, te wzgórza i pola.
Obrazek

Funkcjonariusze spojrzeli jak na kretyna, więc postanowiłem kontynuować:
- I ta tabliczka. Jest stara, kieruje do Rumunii, jeszcze ze starą nazwą - pokazuję im na wyświetlaczu. Panowie nie wiedzieli co na to rzec, zatem słowotok leciał dalej: - Spaliśmy tu niedaleko w wiosce, na takim małym kempingu, nad rzeką.
Jeden z pograniczników rzucił jakąś nazwę obiektu noclegowego.
- Nie, to nie tam - (choć nie byłem pewien). - A teraz jedziemy do Negotina, zatankować i zrobić zakupy.
Coś tam jeszcze dorzuciłem, ale w końcu panowie skapitulowali i powiedzieli:
- Dziękujemy, miłego dnia.

Gdy odjechali, to poczułem lekkie drżenie nóg. W tym momencie nie robiłem niczego zakazanego, bo nie ma formalnych obostrzeń fotografowania w całej strefie przygranicznej. Ale na plaży uwieczniałem wspaniałą zaporę, która jest obiektem strategicznym. Co prawda tablice z zakazem robienia zdjęć wiszą dopiero w jej bezpośredniej bliskości, ale nie mam wątpliwości, że gdyby strażnicy to zobaczyli, to na pewno rozmowa byłaby dłuższa i niekoniecznie tak przyjemna.

W czasie gadulstwa nie kłamałem, rzeczywiście pojechaliśmy do Negotina (Неготин). Jak na złość na tankszteli akurat ładowali paliwo, więc nie mogłem uzupełnić baku i zostało nam sporo niepotrzebnych dinarów. Na zakupy przecież wszystkiego nie udamy, choć nabyliśmy kilka trunków procentowych.

Negotin nie ma w sobie niczego szczególnego, co mogłoby przyciągnąć turystów - po prostu zwykłe miasto serbskiego interioru. Co prawda nie dotarliśmy do ścisłego centrum, ale widziałem zdjęcia: chyba tylko klasycystyczna katedra prawosławna byłaby warta dokładniejszych oględzin.
Obrazek
Obrazek

Nas interesowały sklepy i piekarnie, a te znaleźliśmy bez problemu. Gdyby ktoś chciał wyrwać sobie zęba, przefarbować włosy albo zagrać na automatach, to też miał pole do popisu.
Obrazek

Tymczasem nastała pora, aby pożegnać się z Bałkanami podczas tego wyjazdu, co uczynimy na przejściu granicznym na zaporze.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1798
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Dolnoślązak » 19-10-2017 17:02

Brzegi Jeziora Ochrydzkiego są tutaj zarośnięte, zupełne przeciwieństwo plaży na obozie pionierów pod Ochrydą.

Widać tam pionierzy jeszcze nie dotarli, mógłbyś być jednym z nich :D

Grupa na drugim pasie odpoczywa w cieniu po ciężkiej pracy.
Obrazek

Serca nie masz, skoro nie podszedłeś i nie obdarowałeś po banknocie ludzi pracy!

Gdyby ktoś chciał wyrwać sobie zęba, przefarbować włosy albo zagrać na automatach, to też miał pole do popisu.

No z tym wyrwaniem to nie byłby taki zły pomysł na pozbycie się gotówki, rwałem ostatnio dwa, 7 i 8, co prawda na NFZ ale prywatnie to 300-600 za zęba od widzimisie rwącego :wink:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3388
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Znad Dunaju do Balatonu. Z Balatonu nad Adriatyk. Z Adriatyku do Siedmiogrodu.

Postautor: Pudelek » 19-10-2017 19:46

Masz jakiegoś strasznie ceniącego się dentystę, mój rwie za stówę ;) Ale fakt, za te z tyłu może ciut więcej ;)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość