Cudze Chwalicie, Swego nie Znacie 6-7

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
seb_135
wędrowiec
Posty: 392
Rejestracja: 03-02-2009 21:31
Lokalizacja: Opole

Cudze Chwalicie, Swego nie Znacie 6-7

Postautor: seb_135 » 02-01-2018 18:54

Trochę mnie tu nie było, zapraszam do lektury ;-) Nie pamiętam jak się na forum dodawało zdjęcia, wersja ze zdjęciami tutaj:
https://www.facebook.com/notes/kofu-%C5 ... 119212857/

Cudze Chwalicie, Swego Nie Znacie 6-7, 16.07.2017-30.12.2017. czyli jak zmieścić lato i zimę w jednej relacji.

Cudze Chwalicie, Swego Nie Znacie 6 - 16 lipca 2017
Na szóstą z kolei odsłonę CCSNZ wybieramy się ponownie w jeszcze rozszerzonym składzie oraz, po raz pierwszy, latem, co będzie miało znaczący wpływ na przebieg wyprawy.
Rano spotykamy się na dworcu w Opolu we czterech, czyli Kofu, Seba, Andrzej i Szyms. W Zdziesowicach dołącza do nas Eco i już we piątkę, zmierzamy ku Kędzierzynowi-Koźlu.

Tam na miejscu zahaczmy o, cudownie otwartą w niedzielę o ósmej rano, knajpę.

Na rozmowie z miejscowymi i wynajdywaniu plam słońca by się trochę ogrzać, spędzamy czas do odjazdu szynobusu na Głogówek.
Po dotarciu do Głogówka tradycyjnie zwiedzamy niemych świadków historii, czyli kirkut oraz cmentarz. W promieniach porannego słońca przysiadamy by napawać się letnim dniem, ogólnie nastrój panuje euforyczny.

Z rogatek udajemy się do centrum, gdzie nieco czasu poświęcamy oglądaniu Rynku i miejscowych zabytków (a jest ich co nie miara!).

Gdy już zbliżamy się do opuszczenia miasta, wzrok nasz pada na (nie-do-końca-opuszczony) dworek, a że brama jest otwarta, to bez zbędnej krępacji udajemy się na eksplorację. Miejsce jest niesamowite i ogromne, zwiedzamy je od dachu aż po katakumby. Chyba jest na tyle monumentalne, że, mimo niespecjalnie silnej ochrony, nie ulega zbyt mocnej dewastacji.

Wychodząc z Głogówka w stronę Racławic Śląskich zaczynamy coraz mocniej odczuwać prażące słońce. Próbujemy przebijać się przez chaszcze wzdłuż brzegu Osobłogi, jednak nie jest to najłatwiejsze, więc decydujemy się na polną drogę ku torom. Torami z kolei docieramy do centrum Racławic.

Już po drodze orientujemy się, iż coś jest nie tak, idziemy przez otwarte pole w 30-40 stopniach, po kilku piwach powoduje to obezwładniającą słabość. Jednak formuła CCSNZ nie bez kozery powstała w zimie, przy następnym ewentualnym wyjściu letnim trzeba będzie ją nieco zmodyfikować.

Było, nie było – pod sklepem w Racławicach zaczynamy dochodzić do siebie i decydujemy się nie zabijać w imię realizacji planu.

Idziemy zatem nad rzekę, gdzie przy ognisku i na kąpielach w rzeczce przepędzamy czas do wieczora. Około 16. wyruszamy ku dworcu w Racławicach, skąd, przez Kędzierzyn, jedziemy do Opola. Ja ogólnie wyjazd przypłacam udarem słonecznym, co wywołuje w nocy gorączkę. Tak czy owak, decydujemy się trasę kontynuować w następnym możliwym terminie. Czekamy zatem na odcinek 7 cyklu CCSNZ.

Cudze Chwalicie, Swego Nie Znacie 7 - 30.12.2017

Historię wypada rozpocząć od tego, że zaplanowana na czerwiec trasa była zbyt długa. Teraz, dojechawszy do Racławic pociągiem, przeszliśmy później 28 km. Dodając do tego trasę Głogówek – Racławice, wychodzą jakieś straszne odległości.

Siódma edycja Cudze Chwalicie, Swego nie Znacie (choć tym razem zawiera też nieco Cudzego) to pięć osób i pies, czyli najliczniejszy jak do tej pory skład. Pora wyjazdu (za Eco) „niegodna” – 4:49 ruszamy z Opola Głównego do Kędzierzyna, by tam przesiąść się w szynobus na Racławice. Docieranie na start to też jednak dość zabawny przypadek, np. Maciek przed 3. dopiero wraca z Katowic. Tak czy owak, z Opola ruszamy – Seba, Maciek, Szyms, Andrzej i Kofu, Święty Pies, w Zdzieszowicach dosiada się Eco.
W pociągu niektórzy łapią jeszcze brakujące minuty snu, popijamy woodę, ogólnie rzecz biorąc panuje radosny nastrój przygotowań do trasy. Przesiadkę w Kędzierzynie wykorzystujemy na uzupełnienie zapasów w dopiero co otwartej Żabce i, zwiedziwszy miejsce, gdzie „często srają i sikają” ładujemy się we wspomniany szynobus.
Ten wiezie nas do stacji Racławice Śląskie, gdzie rozpoczyna się nasz szlak.
Rozpoczyna się dość zabawna sytuacją. Otóż Eco, mając w pamięci swoje wcześniejsze doświadczenia z tego dworca, wchodzi do budynku i rozgląda się wokół, skonfundowany. Mówi: „tu był korytarz”, po czym, pyta pani, która wyszła ze swojego mieszkania zobaczyć co się dzieje: „dzień dobry, tu był kiedyś korytarz? I informacje dla turystów?”. Na co pani rezolutnie odpowiada: „no tu jest!”, wskazując na miejsce odległe o metr. Przytłoczeni ładunkiem wzajemnego zażenowania oddalamy się by, obszedłszy stację wokół, znaleźć miejsce o którym to Eco mówił.

Dociera do nas też absurd tego, co się właśnie stało – o 6. rano przychodzi komuś do mieszkania pięciu gości z psem i pyta, czy w miejscu, gdzie obecnie stoją nie było kiedyś korytarza. Chwilę zastanawiamy się czy nie wrócić do pani i wytłumaczyć o co nam chodziło, ale rezygnujemy z tego pomysłu z obawy przed zarzutami prokuratorskimi. Na miejscu przeglądamy faktycznie istniejące materiały dla turystów a później, wydostawszy się już z korytarza, chcemy wyruszać. Zanim jednak to nastąpi, uwagę przynajmniej jednego z nas przykuwa wieża ciśnień, bo której to próbujemy się dostać przez okno. Wejść i by się dało, jednak to problematyczność późniejszego wyjścia odwodzi nas od tego pomysłu. Bez liny ani rusz.

W świetle (bo nie promieniach) wschodzącego powoli słońca wydostajemy się na przydworcową aleję, w kolejnym niedawno otwartym sklepie uzupełniamy ekwipunek i ruszamy ku pierwszemu punktowi programy – 129 metrowemu mostowi kolejowemu na nieczynnej już linii.

Wdzieramy się więc “ścieżką, która jest” na nasyp, z którego widać Góry Opawskie i przeszedłszy po moście,

szukamy miejsca na poranne ognisko. Widzimy jak miejsca wokół nas są stopniowo zalewane światłem słonecznym, na naszą jednak miejscówkę promienie padają dopiero gdy się zbieramy. Taka tam ironia losu.

Kolejnych kilka godzin to niespieszna wędrówka przez pola w kierunku granicy polsko-czeskiej. Napawamy się grzejącym słońcem, zastanawiamy nad najlepszą formą pokonania granicznego potoku.

Część optuje za przejściem do wpław, część za szukaniem mostu. Ostatecznie most znajdujemy, ale Szyms i tak nie potrafi sobie odmówić kilku minut morsowania.

Zaraz za granicą docieramy do nie całkiem nieistniejącej już miejscowości Studnice.

Tam zwiedzamy opuszczone domy, orientując się, że chyba jednak nie są tak do końca opuszczone. Podczas tychże ekskursji orientujemy się, iż to już jest ten moment wyprawy (zawsze jest taki moment na jednodniowych wyjściach), kiedy czasu zaczyna już ubywać i trzeba nieco powściągnąć nonszalancję. Przyspieszamy zatem, rzucamy okiem na kapliczkę wśród pól, gdzie Maciek Wyrzuca Śmieci i długą polną drogą zmierzamy ku Osobłodze (Osoblasze).
Na miejscu oczywiście obowiązkowi świadkowie historii – cmentarz i kirkut. Przy okazji wejścia na teren kirkutu – Eco pokonuje nas doświadczeniem.

Dotarłszy do centrum szukamy jakiejś jadłodajni.
W pierwsze knajpie zjadamy wprawdzie tylko po (bardzo smacznym) piwie, w drugiej z kolei oddajemy się rozkoszom czeskiej kuchni, znakomita większość wychodzi z założenia – jak Czechy to czosnkowa i smażony ser.
Wychodząc na zewnątrz natykamy się na nietypowe osoby, z którymi to jednak (bardziej bądź mniej skutecznie) znajdujemy wspólny język. Jedną z sytuacji Eco kwituje z typowym dla siebie stoickim spokojem.
Napełniwszy brzuchy, przy powoli już zapadającym zmierzchu, zwiedzamy kolejne miejsca historii oraz stację osoblaskiej/osoblaszskiej (?) kolei wąskotorowej.

Coraz bardziej zmęczeni zbieramy jeszcze siły przed ostatnim biegiem na pociąg. Pozostaje nam bowiem już tylko jakieś osiem kilometrów asfaltowania na stację, przy powoli zapadającym zmierzchu mijamy granicę z Polską i wpadamy na stację w Dytmarowie na kilkanaście minut przed odjazdem pociągu. Oczekując na przyjazd i w pociągu rozgrzewamy się herbatą, po wejściu zapadamy w półsen.
Z półsnu przebudzamy się w Kędzierzynie-Kożlu, gdzie to, adekwatnie do upodobania, raczymy się pizzą bądź nieraczymy frytkami. Ostatni etap podróży upływa nam pod znakiem chęci nieprzespania swoich stacji, bo jesteśmy po prostu koszmarnie zmęczeni. W Zdzieszowicach żegnamy Eco, który zmierza już bezpiecznie w domowe pielesze, my natomiast czekamy jeszcze kilkanaście minut aż pociąg wtoczy się na Opole Główne skąd, na różne sposoby, docieramy do domów. Później dużo śpimy.
"following our will and wind we may just go where no one's been"

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1811
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Cudze Chwalicie, Swego nie Znacie 6-7

Postautor: Dolnoślązak » 02-01-2018 21:21

No jak się bez czapek łazi to nic dziwnego że się udarów dostaje :twisted:


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości