"Kto nie ryzykuje szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3990
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: "Kto nie ryzykuje szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba1 » 17-09-2018 20:58

Najciekawsze miejsca zwykle napotyka sie przypadkiem... Mozna planowac, namierzać, zaznaczac na mapach. Mozna wertowac ksiazki, przewodniki, internety.. Mozna podązac za planami, odhaczając kolejne atrakcje... Ale i tak jest jedna reguła - najbardziej w pamiec zapadają miejsca, w ktore rzuca nas los i jakis ślepy traf...

Jedziemy sobie gdzies jakimis łotewskimi zadupiami i szukamy miejsca, zeby w przyjemnych okolicznosciach przyrody lub/i architektury wciągnac sobie obiadek. Mijamy jakies ruiny poprzemysłowe, kołchoz, fabryczka, szlag wie co to bylo. W ich strone skręca gliniasta droga. Idealne miejsce dla naszego celu!

Czarne chmury, rysujące sie na niebie i kończące jak ucięcie noża potęgują mroczny klimat okolicy...

Obrazek

Obrazek

Budynki przesiąkniete sa silną wonią benzyny, oleju i smaru. Chyba kiedys musialy tu byc jakies warsztaty..

Obrazek

Kabakowi wyjątkowo udało sie to pomieszczenie. Dopomina sie, ze chce zabrac ze sobą krzesełko i nie chce wyjśc tłumacząc, ze "zaraz bedzie padał deszcz". Ilość zostawionych sprzetow sugeruje, ze z tego budynku czasem ktos jeszcze korzysta..

Obrazek

Tablica, ktora mi spada z nieba! Z budynku trzeba wyjsc bo tutaj dzieci mogą zostac pożarte. "Tutaj grasują krwiożercze skrzynki i trzeba sie trzymac blisko mamy i taty. Żadnego skakania przez stary kanał. Nie wierzysz? To zaraz ci cos pokaże!" Taką argumentacje kabak przyjmuje bez mrugniecia okiem! ;) Skadinad ciekawa i dosc nietypowa tabliczka!

Obrazek

Są tez inne tabliczki, w dwoch językach, mocno obleczone juz rdzą i porostem..

Obrazek

Obrazek

Z daleka rzuca mi sie w oczy jeszcze inna ruina - opuszczony, czesciowo zawalony blok. Wyglada zbyt zle, abym miala odwage wejsc do srodka, ale ide obejrzec choc z zewnatrz.

Obrazek

Ide sama. Toperzowi sie nie chce, dalej goni sie z kabakiem wokół garaży.

Im blizej podchodze do opuszczonego bloku tym bardziej oczy wyskakują mi z orbit. Ten blok jest czesciowo zamieszkaly! Boki budynku stoją i zawieraja uzywane mieszkania - firanki, kwiatki na parapecie, jakas kobita z petem w zębach trzepie scierke... Tylko srodek wyglada jakby wygryzł go jakis gigantyczny potwor! Masakra jakas! Co to jest u licha za miejsce? Meteoryt na niego spadł? Albo ktos leciał gdzies na wojne w dalekie kraje i akurat tu bombe zgubil przypadkiem?

Obrazek

Ze zdziwienia wyrywa mnie glos - "Czegos tu szukasz?" Odwracam sie. Gosc w srednim wieku wierci we mnie oczami. "Eeeeee... jest tu moze sklep?" Nic madrzejszego nie przyszlo mi do glowy. Facet usmiecha sie. "Sklep jest dalej, o tam. Pieszo bedzie kawałek. Lepiej podjechac. Tu jest tylko ta ruina, w ktorej mieszkamy. A tak w ogole co cie sprowadza na Łotwe i do naszej wioski?". Gdy dowiaduje sie, ze jestem turystka z Polski, ze przejazdem w drodze z Estonii, ze zatrzymalismy sie na przekąske wsrod garazy - zaczyna opowiadac niedawną, smutna historie miejscowosci. W 2010 roku byl tam wybuch gazu - na drugim pietrze, pol domu wyrwalo. Cudem nikt nie zginal. Ale kilka rodzin zostalo bez dachu nad glowa. Padło na dość biednych ludzi. Czesc rozjechala sie po rodzinach. Jedni zajeli na dziko jeden pokołchozowy garaz i zyja tam po dzis dzien. Gosc chce mnie do nich prowadzic ale dochodzi do sprzeczki z jego zona, ktora twierdzi, ze ta rodzina swoje juz przezyla i chce przede wszystkim spokoju. Mam uraz gdy ktos mnie zaprasza do cudzego domu, wiec staram sie odwiesc goscia od pomyslu, tlumaczac sie, ze musze szybko wracac do samochodu gdzie zostalo dziecko (co zreszta jest prawda). Poza tym troche sie boje iść z jakims obcym gosciem do cudzych mieszkan. Co innego jakby tu byl ze mną toperz... Zawsze byłam zbyt ostrożna...

Mimo ze minelo juz 8 lat budynek nie zostal odbudowany ani ludzie przesiedleni do innych mieszkan. Blok zostal obwolany przez komisje jako nienadajacy sie do zamieszkania. Niektore rodziny otrzymaly drobne odszkodowania, ktore wystarczyly na zamurowanie dziur w scianach i ich podparcie obelkowaniem. Na tym sprawy sie zakonczyly. Częściowo zerwane schody jednej klatki schodowej zostały zastąpione drabiną. Dom zamieszkiwali ludzie z paszportami drugiej kategorii - czyli ludzie ktorych nie ma. (Albo ich jest tak duzo, albo ja mam jakies dziwne szczescie na nich ciągle wpadac????) Po co wiec nowy blok dla ludzi, ktorzy nie istnieja? Do rozmowy przylacza sie brat Koli, ktory widząc nieznajomą osobe tez skądeś przywędrował. Prosi aby zrobic zdjecia bloku. Dosc nietypowe zachowanie - zwykle proby fotografowania takich miejsc nie ciesza sie poklaskiem miejscowych. Tu jednak jest inaczej. Loszka mowi "Wszyscy o nas zapomnieli, moze dzieki twojemu zdjeciu swiat dowie sie o Upmalas..." Robi mi sie zimno.. Dokladnie tych samych slow uzyl w pazdzierniku 2011 Jura z Siedowa, wioski nad donbaskim morzem... Mam nadzieje, ze ja nie przynosze takim ludziom pecha... bo o Donbasie swiat sobie przypomnial... Ale myśle, ze zdecydowanie nie tego chcial Jura...

Grzecznie robie zdjecia rozwalonego budynku z bialej cegiełki. I obiecuje wrzucic w internet, co niniejszym czynie...

Ze scian wystają dechy, bele i kable. Wyrwe zaczynaja porastac juz krzaki. Miały czas urosnąć, tylko patrzec jak stuknie 10 lat... Zasiedlone boki domu wyraznie odchylaja sie na zewnatrz - jakby chcialy uciec od ziejącej pustką dziury..

Obrazek

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3990
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: "Kto nie ryzykuje szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba1 » 17-09-2018 21:11

Granice miedzy Łotwą i Litwą przekraczamy malutkim przejsciem połozonym miedzy wioskami Neretaslauki a Suvaniskis. Przy samej granicy stoi opuszczony drewniany budynek. Chyba musiala byc tu jakas straznica - bo co innego moglo sie miescic w budynku tak totalnie na samej granicy? Wyłaze z busia mimo zalewającego oczy i obiektyw deszczu. W potokach wody pojawia sie dziwny zapach - aromat dzikich ziół i jakby starych ubran ze skrzyni, jakby troche nakrochmalonej pościeli, jakby troche popiołu. Mało opuszczonych domów pachnie akurat w ten sposob. Przed oczami staje mi jedno z ulubionych miejsc z dziecinstwa - “tajemniczy dwór” połozony miedzy Piwniczną a Młodowem. Gdzie czesto chodzilismy na spacery z rodzicami, gdzie na skrzypiącym balkonie jedlismy jabłka zajumane z cudzych sadów. Tajemniczy dwór, do ktorego nigdy nie weszłam do srodka. Byłam zbyt mała aby postawic na swoim, wiec jego wnetrza na zawsze pozostaną dla mnie tajemnicą.

Do tego litewskiego probuje zajrzec do srodka, ale wnetrze wypełnia kilka wodospadów. Łoskot uderzającej w podłogi wody miesza sie ze stukotem spadających desek. Odpuszczam sobie wiec zwiedzanie. Trudno. Nie zobacze go w srodku. Oprocz zapachu jeszcze jedno bedzie łaczylo to miejsce z tajemniczym dworkiem z dawnych lat.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Deszcz nie odpuszcza. Mijamy rozne klimatyczne wioski i miasteczka ale nie chce sie nam wychodzic z busia. Robie wyjatek tylko dla żelaznego anioła. Skrzyzowanie samolotu, nietoperza, anioła i wampira. Krople uderzajace w blache brzmią jakby ktos walił w cymbałki. Brrrr… Upiorne to trochu... Mam wrazenie, ze rzezba sie na mnie patrzy. Spadam stad!

Obrazek

Mamy spory dylemat co zrobic z dzisiejszym biwakiem. Wyglada na to, ze deszcz nie odpusci. Niby busio jest szczelny i bardziej przyjazny na takie okolicznosci niz namiot, ale cały wieczor siedziec w srodku? No i zeby z tyłu busia odgruzowac spanie dla toperza i kabaka trzeba bagaze przeniesc na przod. Tylna klapa cieknie jak sie ją otworzy. Wszystko nam pozalewa. I ani ogniska, ani gotowania na marusi. Do dupy z takim biwakiem! Wpada nam jednak do glowy rewelacyjny pomysł! Trzeba znalezc takie miejsce, zeby sie schronic razem z busiem! Jakas opuszczona hala, dawny kołchoz, moze pod mostem albo jakis hangar? Wlasnie hangar! Najlepszy bylby hangar poradzieckiej bazy! Jestesmy na Litwie - tu takie sa! Zwiedzalismy takowe kilka lat temu. Tylko gdzie one u licha byly? Gdzies kolo Ukmerge. Świdrujemy oczami w mape. Pamiec bywa jednak zawodna. Nawet nie pamietam, w ktora strone z tego miasta sie jechalo. Nie mamy szans znalezc tak zupelnie na ślepo... Zwykle nie korzystamy z internetu na wyjazdach. Ale teraz chyba musimy złamac swoje zasady. Toperz wydłubuje z dna plecaka swoj telefon. Sprobujemy znalezc moją relacje. Odpowiedniego zasiegu szukamy chyba na przestrzeni 50 km. Na obrzezach jakiegos miasteczka spędzamy upojne póltorej godziny - musimy czekac az relacja sie otworzy. Umiłowanie internetu na wycieczkach uczy cierpliwosci chyba bardziej niz przekraczanie polsko - ukrainskiej granicy ;) W koncu mamy - to jedno upragnione słowo - Vepriai. To nazwa wioski, z ktorej jechalismy do bazy. Teraz powinno sie juz udac!

Za Vepriai szutrowe drogi rozchodzą sie na wszystkie strony. Losowo je dobieramy kierując sie… no wlasnie nie wiem czym - moze jakims podswiadomym instynktem? Rzucają sie w oczy rzeczy znajome - drewniany słup z chłopcem z fujarką - fajna sugestia, ze chyba jedziemy dobrze.

Zdjecie z 2014 roku. Teraz wygladało podobnie... tylko bylo bardziej mokre ;)

Obrazek

Obrazek

I domek! Zmienil sie przez te kilka lat. Spalił sie, wydarli mu okna, zburzyli przybudówke i rozwalili studnie.... Ale to napewno ten sam!

2014

Obrazek

2018

Obrazek


Płytówka niegdys prowadziła w las. Teraz jest wielka poręba. Gdzies kluczymy i ostatecznie sie udaje - acz trafiamy do zupelnie innej czesci bazy niz wtedy. Ale hangary są!!!!!! To jest najwazniejsze. Jeden z hangarow jest uprzątniety w srodku. Śmieci i gruz są zepchniete pod jedną ze scian jakby spychaczem. Część mniejszych pomieszczen jest zabezpieczona folią, ktora w nikłym swietle latarki przyprawia nas prawie o zawał serca - bo łopocąc na wietrze sprawia wrazenie jakby postaci, ktore biegną w naszą strone. Tylko kabak nasz przestrach komentuje ze spokojem w głosie - “Mama - to są worki! Ja chce taki worek!”

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wsrod żebrowanych kopuł ciemnych sal...

Obrazek

Obrazek

W kolejnych pomieszczeniach coraz bardziej rozdziawiamy jape ze zdumienia. Ktos tu zrobił knajpe z barem, podwieszanym sufitem z palet, nawet jakies resztki alkoholu walają sie za bufetem. Ktos włozył sporo pracy i trudu w przygotowanie tego miejsca.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chyba musiała sie tu niedawno odbywac jakas impreza! Klimatu dopełniają porozwieszane plakaty - i w srodku hangaru, i w lesie. Napisy na nich sa litewskie, angielskie, rosyjskie i polskie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sa tez beczki ze znakiem promieniotworczosci i pryzmy opon tworzace jakby tory dla motocykli czy kładów.

Fajne miejsce aby sie w nim zadomowic :) Oto nasz przytulny domek na dzisiejsza noc! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczor nam mija przy pochodni drwala. Poczatkowo planowalismy ognisko, ale nie chcemy okopcic hangaru skoro ktos tak o niego dba i mu sluzy do fajnych celow.

Obrazek

Obrazek

Noc jest przedziwnie cicha. Ptaki śpią albo sie pochowały. Ani z wnetrza hangaru, ani z lasu nie dochodzą zadne dzwieki. Nawet deszcz pada jakos totalnie bezszelestnie. Martwa cisza… Troche sie obawiałam, ze bedzie tam cos pukac i stukac, folie beda wyc na wietrze, a mi nocna wyobraznia podpowie rozne pierdoły, ktore nie pozwolą mi zasnac. Uświadomiłam sobie własnie, ze to nasza pierwsza noc w takim bunkrze czy opuszczonej bazie - w tak małym składzie. Wiele razy spalismy w takich miejscach - ale zawsze w duzo wiekszej ekipie!

Noc przebiega spokojnie i bez niespodzianek. Raz tylko, gdy ide siku, mam wrazenie, ze slysze muzyke. Odruchowo gasze latarke. Odruchy to jednak bardzo smieszna rzecz. Jakis podświadomy instynkt biwakowy zawsze mówi - “ukryj sie”.

Dopiero kolo poludnia przestaje napierniczac deszczem. Idziemy wiec pozwiedzac sobie reszte bazy. Jest kilka innych hangarow widocznie zagospodarowanych na potrzeby owej minionej imprezy. Z napisow wychodzi, ze odbywala sie okolo miesiac temu - 25-26 maja.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są hangary gdzie echo powtarza całe słowa a nie tylko sylaby! Niesamowite miejsce. Tzn. trzeba stac przed hangarem aby z nim porozmawiac :) Przedrzeźnia czlowieka z jakims dwu - trzysekundowym opoznieniem. Ciezko nam odciagnac z tego miejsca kabaka! ;) Takiego miejsca do zabawy to dawno nie bylo. Potem wiele razy byly żale na innych wyjazdach, ze “ten domek ze mną nie rozmawia!”

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są hangary gdzie leżą cale pryzmy szmat o zapachu bezdomnych a obecnie zasiedlają je tak potworne roje much i komarow, ze spierniczam stamtad w tempie ekspresowym. A moze pod szmatami leżało cos wiecej?

Obrazek

Obrazek

Cały las jest tez usiany sporą ilością małych bunkierkow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden z hangarow jest niesamowicie bogaty w rozne napisy z dawnych lat. Wiele hangarów widzielismy włócząc sie po podobnych miejscach - ale tak opisanego to nigdy. Czy ten jest jakis wyjątkowy? Albo wszystkie takie byly ale napisy ktos zamalowal albo uległy zatarciu przez czas? Tutaj są w roznym stanie zachowania, niektore łatwo odcyfrowac, inne sa zupelnie nieczytelne. Wiekszosc napisow dotyczy wskazówek postepowania z tutejszymi maszynami lub jakis porad jak zyc na bazie aby nie podłaczyc sie pod prąd i i zeby ci nie urwało ręki. Część liter odpadło z tynkiem. Inne zjadła pleśń. Inne trwają przy scianie umocnione świezym mchem.

Obrazek

Obrazek

wiecej zdjec napisów (jakby przypadkiem kogos to interesowalo jest w relacji pod linkiem http://jabolowaballada.blogspot.com/201 ... -baza.html Juz nie mam siły wszystkich tu przeklikiwac ....



Powoli opuszczamy usiane betonem lasy i bocznymi drogami suniemy na południe. Miła baza! Takiego sympatycznego schronienia udzieliła nam w ten niepogodny i mokry wieczor.. Tak miło siedziało sie przy ogniu, bez deszczu lejacego za kołnierz!


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 3990
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: "Kto nie ryzykuje szampana nie pije" czyli Pribałtika 2018

Postautor: buba1 » 19-09-2018 09:15

Jedziemy sobie niespiesznie przez Litwe. Pogoda jest wciaz niezbyt zachęcająca - acz desenie kłebiących sie po niebie chmur są calkiem malownicze!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy miłą miejscowosc Gelvonai - pełną drewnianych domów, okiennic, kałuż, kwiatów, drzew i czerwonej cegiełki. Przypomina mi polskie małe miasteczka sprzed lat jeszcze kilkunastu, zanim dotarła do naszego kraju obsesja niszczenia zieleni i betonowania wszystkiego kostką bauma…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Inne miasteczka po drodze... Drewno i brukowane ryneczki!

Obrazek

Lokalna twórczość przystankowa

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rzeke Neris, miedzy Ciobiskis i Mikalauciskes, mamy plan przekroczyc promem. Nie jest to chyba bardzo uczeszczana trasa - prom plywa tylko na telefon. Wiec sobie odpuszczamy. Obok fajna wiata a nawet hustawka. Pewnie aby sobie umilic czas oczekiwania! Gdyby byl wieczor pewnie bysmy tu pomysleli o biwaku!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drugie miłe miejsce na nocleg objawia sie nam nad tą sama rzeką ale kawalek dalej - niedaleko mostu miedzy Airenai a Vievis. Skarpa, widok na wyspe, ślady po licznych ogniskach.. Musimy zapamietac te miejsca!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mielismy plan powłóczyc sie dzis po Alytus ale jakos przejezdzamy przez miasto zupelnie inaczej niz poprzednio. Teraz wypluwa nas w centrum. W tamta strone jechalismy przez klimatyczną dzielnice starych drewnianych blokow, oplecionych sznurami suszacego sie prania i pryzmami drewna na opał. Wszedzie biegały stada dzieciaków, a glownie to jezdzily na rowerach po 5 na jednym. No coz, nie zawsze wszystko sie udaje…

W koncu lądujemy nad jeziorem Dusia. Podobnie jak ponad dwa tygodnie temu pizga i wszystkei znaki na niebie i ziemi wskazują, ze ja sie w Dusi nie wykąpie…

Obrazek

Wieczorem cos nas nachodzi na skoki przez ognisko, w przypadku najkrotszych w ekipie nóżek musza byc one nieco wspomagane.

Obrazek

Obrazek

Zapasowe litewskie godło na nadbrzeznych słupkach

Obrazek

I jakos nam sie ta Litwa skonczyla. Jakos przejechalismy przez nią szybciej niz planowalismy. Jakby ktos ukradł po drodze polowe trasy. Litewska droga powrotna okazała sie niespodziewania krótka - zresztą tak jak i ta relacja ;)


KONIEC
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość