Strona 1 z 1

Polesie bzyczące komarami - pieszo, stopem i... taksówką

: 16-11-2018 21:05
autor: buba1
Nadchodzi koniec maja a wraz z nim coroczny wyjazd na ściane wschodnia, wedrowki z namiotem, kontrole pograniczników, browary na wiejskich podsklepiach, nalewki spożywane w blasku ogniska, rozmowy z lokalsami, lasy, bagna i bezkresne pola wschodniego pogranicza.

Wyjazd zaczął sie nadwyraz pechowo.. Bo były obawy, ze nie zacznie sie w ogole. Na 3 dni przed planowanym jego rozpoczęciem wybierałam sie do Bytomia celem zdeponowania tam kabaka. Słoneczko świeciło a ja sobie sunełam ochoczo przez Oławe, pchałam wózek, niosłam dosyc duzy plecak a mysli szybowały juz gdzies nad wschodnią granicą. W najśmielszych snach nie przypuszczałam, ze licho czai sie wśród maszyn do remontu chodnika. Zachciało im sie k… z rownego asfaltu robic jeszcze rowniejszy… Zawsze uważalam, ze remont to zło, to siedlisko wszelakiego paskudztwa, ale dzisiaj mam juz na to niezbite dowody. To takze zagrozenie dla zdrowia i życia! ;) Nagle zobaczyłam, ze jedna jakas kopara zaczyna jechac w moją strone machając wielką łąpą. Odruchem była ucieczka w przeciwnym kierunku. A tam był wysoki krawężnik... Wyłozyłam sie jak długą, instynktownie jakos starajac sie nie wysypac wózka z kabakiem… Jedna noga zwinęła sie jakos na bok i rozległo sie donośne chrrrup. Przez chwile siedziałam na chodniku, potem z racji na bliskosc koparki przepełzłam na schody pobliskiego sklepu. Zaniepokojone kabaczę głaskało mnie po głowie, powtarzało “wszystko bedzie dobrze, wiesz mamo?” i obiecywało dac buziaka w poszkodowana noge. Noga mimo buziaków puchła w oczach, do ktorych napływały kolejne hektolitry łez. I co teraz bedzie z wyjazdem, na ktory ciesze sie juz od roku??? Wyjełam z plecaka bandaz, zawinełam noge najmocniej jak sie dało. Zobaczymy co bedzie… Poki co trzeba dojechac jakos do Bytomia…. Na drugi dzien noga była juz jak balon. Co 10 minut nacierałam ja inna maścią, kupną czy przyrządzoną przez moją mame z pączków topoli czy według innych szamansko-zielarskich tajemnych przepisów. Trzymałam ją do góry lub w miednicach z maziami roznistymi. Ech… zeby miec choc tydzien.. A nie dwa dni…

Wracając do Oławy wszystkie dojazdy od i do dworcow PKP postanowiłam przebyc taksówkami. Trudno, niech strace, ale im bardziej noga odpocznie, tym wieksza szansa, ze chłopakom na wyjezdzie nie narobie kłopotu i nie bede dla nich ciężarem i zbędnym tobołem, ktory tylko zawadza i hamuje. Bo tego, zeby nie pojechac, nie brałam kompletnie pod uwage...

A z taksówkami doznałam szoku. Żyłam w przeświadczeniu, ze taksówka to cos zawrotnie drogiego, cos dla totalnych burżujów i bogaczy, a jazda takową zwyklego czlowieka natychmiast doprowadzi do bankructwa. Otóz nie.. Cena okazała sie byc czesto jakąś dwukrotnością biletow komunikacji miejskiej… Jednak czasem świat nie jest takim jak go sobie wyobrażamy czy kreujemy na podstawie jakis szczątkowych i wyrwanych z kontekstu informacji.

Z chlopakami spotykam sie w piatek gdzies na wysokosci Opola. Fajnie dzis jedziemy - w dzien, bez zarywania nocy! Super! Celem na dzis jest Chełm, gdzie mamy zarezerwowany nocleg w milym PTSMie, gdzie nocowalismy 2 lata temu kończąc lubelskie wedrowki. Wszystko zdaje sie byc zaplanowane i zapiete na ostatni guzik. Nic błędniejszego.. Licho nie zostalo pod oławską koparką, polując na cudze nogi. Ono jedzie z nami... i chyba własnie pęka ze śmiechu, tak radując sie na kolejny numer, ktory juz za chwile nam wytnie!

W autobusie do Lublina (bo remonty na kolei uniemozliwiły nam pokonanie calej trasy pociagiem) eco dzwoni potwierdzic nasza rezerwacje w schronisku i zglosic o ktorej godzinie bedziemy. W czasie rozmowy jednak jego zadowolony wyraz twarzy nagle sie zmienia, przybierając wyraz zdumienia, niedowierzania i rozpaczy. “Zbliżamy sie wlasnie do Lublina. Tak, Lublina. Kamień? Jaki Kamień? Ale… aaaaaa... to nie jest PTSM w Chełmie? Jak to Dolny Śląsk? Ale to niemozliwe! Ale to numer z chełmskiej strony w internecie! Jak to nie jestem pierwszy? Aaaa to dowidzenia…”. No to mamy zarezerwowany nocleg w Gorach Izerskich! Pozostale numery do schroniska w Chełmie nie odpowiadają. Obdzwaniamy pol rodziny i znajomych aby nam poszukali innych telefonow. Dzwonimy pod chyba 5 kolejnych… “abonent czasowo nieosiagalny”, odzywa sie sekretarka alb w ogole nikt nie odbiera. Wysnuwam pomysl wysiadki z pociagu kilka stacji przed Chełmem, rozbicia sie w krzakach przy linii kolejowej i rano kontynuowania podrozy. Chlopakom jednak nie przypada to do gustu. Pojdziemy do schroniska w ciemno, moze beda miejsca…

W Lublinie uderzamy do “Perełki” jednak mamy na tyle mało czasu, ze nie dopijam piwka ani do połowy. Cos było pokręcone z peronami. Biegac ani iść szybko, jeszcze z plecakiem, nie dam rady. Wyruszam wiec na poszukiwanie owego zaginionego peronu czwartego, do ktorego wyznakowali obejscie, prowadzace gdzies w pizdu daleko przez pol miasta. Juz nie tylko na drogach jezdnych sa w kazdym miescie objazdy ;)

Troche sie denerwuje czy chlopaki zdążą, jako ze ochoczo zostali w “Perełce”. Ale oni swoim zwyczajem przybiegają na ostatnią chwile i szczesliwie w komplecie suniemy do Chełma. Podróżujemy w wagonie bydlęcym i raczymy sie domowym winem eco wiec humory sie nieco poprawiaja.

Z dworca PKP w Chełmie do schroniska jest kolo 2 km. I szlag wie czy na tym sie skonczy. Zapowiadam chłopakom, ze dzis jeszcze oszczedzam noge i jade taksówką! Ich miny początkowo bezcenne! :D Chlopakow tez cena taksowki zaskakuje, zwlaszcza dzielona przed 3. Podjezdzamy pod nasze schronisko. W srodku swiatla wygaszone, budynek owiniety jakimis taśmami a na drzwiach wisi numer telefonu do Kamienia! :) Na pukanie nikt nie odpowiada… Nic tu po nas.. Szkoda, takie fajne miejsce utopione w starym parku.. Ale jeszcze nie wiemy, ze od tego momentu licho zdechło i los nam szykuje jeszcze lepszy nocleg!

Z pomocą przychodzi nam taksowkarz. Mily starszy pan ma notesik i w nim kontakty do tanich noclegow w miescie. I jest gdzies na peryferiach miasta hotelik. Miejsca są i tam nas zawozi. Jest to obiekt połozony w rejonie szpitali. I ma określone przeznaczenie i grupę docelową. Dokładnie takich ludzi jak my! Własciwy człowiek na własciwym miejscu! Czwarte pietro jest nasze! :)))))

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wygląd pokoi tez spełnia wymogi zadowalające wyrafinowane bubowe gusta! Jestem tak zachwycona, ze az noga przestaje mnie czasowo boleć. Nawet lampa jest taka jak trzeba! Ostatnio takowe spotykam tylko w miejscach zapomnianych i opuszczonych - a tu miejsce wciaz działa, żyje i zachowało własciwy klimat rodem sprzed lat!

Obrazek

Obrazek

Może warto było skręcic noge aby zanocowac w tym miejscu? ;)))

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczorem odwiedzamy jeszcze pobliską pizzerie i snujemy sie przez puste ulice chełmskich peryferii. Jakies zakłady, szpitale, małe domki. Ciemność wokół i łuna miasta w oddali.

Rano chłopaki wstają o 7 i wybierają sie pozwiedzac starówke. Ja zostaje w hoteliku. Oszczędzam noge poki sie da.. a deptanie po asfalcie jakos jej wybitnie nie służy.

Koło 11 juz w pełnym składzie ruszamy (taksówką a jakże ;) ) na dworzec autobusowy. Mamy stamtąd autobus do Stulna. Ze Stulna jest plan iść lasami do Woli Uhruskiej i gdzies za wsią rozbic pierwszy tegoroczny biwak.

Na dworcu jest ciekawy kibel - jeszcze takowego nigdy nie widziałam - z włazem do kanałow wewnatrz budynku! Taka sama klapa jak zwykle jest w chodnikach czy jezdniach! Ale jaja!

Obrazek

Obrazek

Na dworcu sie okazuje, ze autobus do Stulna nie jedzie stad tylko z innego dworca - busikowego. Nie mamy juz czasu go szukac. Pewnie jest na drugim koncu miasta. Jedziemy wiec prosto do Woli Uhruskiej. Nie wiem jak chłopaki, ale ja w duchu cieszę sie niepomiernie! Jeszcze jeden dzien noga odpocznie! Juz jest nieco lepiej a mysle, ze kolejny dzien pomoże dużo! Dzięki ci busiku, ze cie nie było!!!!!! A potem okazuje sie, ze busikowy dworzec byl zaraz obok. Tym razem grałam z lichem w tej samej drużynie! ;)

Miasto zostaje za nami. Razem ze swoim ruchem, niepokojem, hałasem i pogonią za własnym ogonem. Przed nami tydzien wsrod tataraku, firletek, niekoszonych łąk wczesnego lata. Noclegow pod dachem z gwiazd, kapieli w bajorach i podejrzanych ciekach wodnych. Żarcia pieczonego w ogniu i smaku prowincjonalnych spelun. Ciuchów o zapachu wędzonki i wypranych w terenie skarpet dających aromatem mułu. Chwil, o ktorych sie marzy i tęskni w długie, ciemne, listopadowe wieczory... Takie na przykład jak dzisiaj...

cdn

Re: Polesie bzyczące komarami - pieszo, stopem i... taksówką

: 17-11-2018 22:11
autor: seb_135
aż się cieszę, że zajrzałem na forum, żeby trafić na taki obiecujący początek relacji :-)

Re: Polesie bzyczące komarami - pieszo, stopem i... taksówką

: 19-11-2018 19:29
autor: buba1
Po dotarciu do Woli Uhruskiej kręcimy sie nieco koło stacyjki, gdzie jest bardzo urokliwie - trylinka, stare tabliczki i pomnik, wieża, przystacyjny kibel z jeziorem na podłodze o barwie żelazistych cieków wodnych i aromacie (o dziwo) starej piwnicy. I wokol atmosfera spokoju, jaka zwykle wypelnia takie miejsca z lekką nutką nostalgii, nie spaprane jeszcze obecną manią remontową.

Tablice na pomniku niegdys byly dwie. Jedna o walce z faszystowskim najeźdźcą sie ostała. Drugą wydarli… bo cos tam było o socjaliźmie wiec widac niektorych uwierało w odwrotną strone juz za bardzo...

Obrazek

(zdjecie autorstwa Pudelka)
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Hmmm.. Tu mozna nieco zgłupieć. Bo jestesmy w Woli Uhruskiej. A Uhrusk jest kilka km dalej. I według mapy on ma swoją stacyjke tzn. przystanek. Ciekawe jak sie tamten nazywa?

Obrazek

Przystacyjna droga, gdzie bruk płynnie przechodzi w kałużaste błoto. Droga, jak widac, dwupasmowa! Pogoda poki co nie rozpieszcza...

Obrazek

Zapodajemy tez małą wycieczke na wzgórze z wieżą widokową. Błotnista droga wyprowadza na niewielką polanke nad wsią.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Chłopaki mnie wkrecają, pokrzykując z góry, ze super widac rozlewiska, bagna i rybaka na łodzi. Gęby mają zbyt ochocze i roześmiane, cos tu śmierdzi ;) Wyłaże jednak na góre, skoro juz tu jestesmy. A z gory widac tylko… las. Takie to te wieze widokowe, wszedzie je ostatnio namiętnie stawiają a z góry widac tyle co z dołu..

Obrazek

Szukamy tez knajpy - z jednej nas wywalają “bo komunia” wiec nie mozna nawet w kąciku piwa sie napic. Trafiamy wiec do innej, gdzie mamy do czynienia z pizza w rozmiarach tak gigantycznych, ze w trojke nie zjadamy całej. Jej fragmenty zabieramy odgrzewac wieczorem na ognisku.

Obrazek

(zdjecie autorstwa Pudelka)
Obrazek

Aha! Dla spostrzegawczych. To nie jest nowatorski sposob spozywania piwa - z cytryną. To jest herbata! Poprosiłam o takową w najwiekszym naczyniu. Padło na kufel :)

Suniemy szosą w strone Uhruska a stop sam sie złapał. Zatrzymała sie miła babeczka, przejęta naszym losem. Bo idzie deszcz, burzowe chmury pożerają cały widnokrąg a tu trzy takie stworki zapychają z plecakami. Jak tu nie pomóc? Ledwo nas dowozi, ledwo podeszlismy do cerkwi a tu luneło naprawde porzadnie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na szczescie nieopodal byla wiata przystankowa gdzie sie rozkładamy i degustujemy nalewki. Tak... pierwszy dzien to i plecaki pełne dobra wszelakiego! Zapach mokrego letniego asfaltu, połączony z fermentowanym owocem, spowija okolice wokolo.

Obrazek

(zdjecie z aparatu Pudelka)
Obrazek

Obrazek

Jedną z tradycji tych wyjazdów jest spożywanie przez eco nalewki na wisząco.

Kiedys bylo tak:

Obrazek

I dzis jest podobnie!

Obrazek

W dalszej drodze towarzyszą nam stare domy - ukryte za drewnianymi, chylącymi sie płotami i zaroślami bujnych ogródkow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przejscie dla pieszych. W samym środku niczego. Z lewej bagno, z prawej bagno.. Skąd niby te dzieci by sie miały tu brać???? A moze to nie dla dzieci - moze to dla żab?

Obrazek

Atmosfery nierealnosci dopelnia kawałek dalej stacja benzynowa. Opuszczona chyba, taki obiekt widmo gdzies w srodku pól...

Obrazek

Kolejna wioska gdzie kierujemy swe kroki to Siedliszcze. Otwartego sklepu nie napotykamy, wiec rozkladamy popas i popój pod OSP. Wieczorne sloneczko nam dogrzewa i jest bardzo przyjemnie. Burzowe chmury poki co poszły sobie gdzies daleko stad..

Obrazek

Na budynku wisi stara tabliczka - istniejacej tu niegdys świetlicy gromadzkiej. Według wyliczen Pudla musi miec ponad 45 lat.

Obrazek

Obok jest tez pomnik, ktorego jakos cudem jeszcze nie zdekomunizowali. Zawiera klasyczny napis o slawie bohaterom II wojny swiatowej, w terminie uznawanym na wschodzie. Napis jest o tyle nietypowy, ze wylacznie po rosyjsku (zwykle takowe u nas byly dwujezyczne) i jakby wykonany odrecznie! Jakby ktos sobie przyszedł i farbką wymalowal co mu w duzy grało. Farba sie łuszczy, pewnie za jakis czas bedzie juz nieczytelny...

Obrazek

Obrazek

Noclegu szukamy na bagnach, gdzieś tam, gdzie rzeka Uherka meandruje, mając zamiar wpaść do Bugu. Wiją sie tam tez drogi gliniasto - płytowe i przy jednym z mostkow postanawiamy pozostac na biwak.

Obrazek

Obrazek

Wbrew pozorom opału udaje sie natargac calkiem sporo, wiec mozemy sie radowac rowniez blaskiem ogniska. Ognicho spełnia tez wybitnie użytkową funkcje - dymi, wiec odgania komary! A są tu ich tysiace! Jeszcze dzis wierzymy w to, ze ich ilosc jest spowodowana pobliskimi bagnami - i w lesie, na łąkach, przy szosie, bedzie ich mniej. O my naiwni ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zawsze w takich miejscach - tzn. rozbijania biwaku zaraz przy drodze nadającej sie do jazdy, mam korbe, ze jakies auto wjedzie nam w nocy w namiot. Bo to nie brakuje pijanych rolników wracających z pola traktorem po ciemku? albo jakiejs gównarzerii co ma samochod, ale nie pomyslu gdzie nim pojechac? Zwykle staram sie rozbijac namiot w oddaleniu od drogi. Albo za drzewem, rowem, chocby za cene mniejszej wygody, wiekszych muld czy wilgoci. Tu to chłopaki decyduja o miejscu na namiot, wiec ja moge jedynie budowac zeribe z gałęzi ;) Dzis akurat tarasuje drogę grubym konarem. Jak sie okazało skutecznie ;) Jedyne auto, ktore przyjechalo - zatrzymało sie grzecznie przed moją beleczką ;) A i usiąść bylo na czym!

Obrazek

Wieczorem pojawia sie terenówka z pogranicznikami.

Obrazek

Skurczybyki przywożą nam deszcz! Ledwo sie pojawili to siąpić zaczelo! Gdzies nas namierzyli - nie wiem czy ognisko widzieli czy jakies drony latają? A moze miejscowa ludnosc wykazuje sie "czujnoscia obywatelską" i kabluje na potęge? Panowie na kontrole przyjechali bo ponoc ostatnio sporo przemytu idzie tą okolicą, a ukrainska straz graniczna w tym pomaga! ;) Mają ponoc nawet jakis film nagrany, jak tamci pogranicznicy fajki do pontonów ładują. Ale sprawa jest mega ryzykowna, bo jak taki ukrainski pogranicznik wpadnie na przemycie w godzinach pracy - to na drugi dzien jedzie do Donbasu. Ale jak widac odwazna to grupa bo fajki wciaz pływają po Bugu!

Ogolnie straznicy sa mili (nie liczac tego deszczu! grrrr..), dokumenty sprawdzaja, do centrali gdzies dzwonią czy nie jestesmy poszukiwani. Cos tam opowiadają i sie zmywają. Acz nie lubie takich spotkan porą wieczorową, zawsze istnieje obawa, ze beda kazać sie wynosic z upatrzonego miejsca czy zgasic ognisko. Ci na szczescie nie mają jakis odpałów czy natręctw. Życzą milego wieczoru i jada se w cholere. Eco zapraszał ich na kolacje, ale nie skorzystali ;)

Pogranicznicy bardzo nas ostrzegają aby nie kąpac sie w rzece bo zdradliwa i niebezpieczna. Początkowo myslimy, ze mają na mysli Bug, bo jednoczesnie nas straszą mandatem 500zl, za zblizanie sie do granicy.. Ale oni chyba mówili o małej, niepozornej Uherce… Rano chlopaki probują sie w niej kąpac. Ot wąska rzeczułka wsrod rowniny. Okazuje sie jednak byc strasznie głeboka a nurt wartki i porywisty! Woda mętna a dno przypuszczalnie muliste i zasysa amatorów kąpieli. Przypominamy wiec sobie wieczorne slowa pogranicznikow…

Obrazek

Obrazek

Ostatecznie kąpieli wiec nie bylo, a tylko schlapywanie sie częściowe na betonowej płycie pod mostem.

A potem ognisko, a jakze! Bo tak milo - a i inaczej sie nie da. Komary zjadają nas żywcem. Mój cud- miód skuteczny preparat jakos w zimie sie przeterminował.. I dzialac przestał. Jest tak samo oleisty i obrzydliwy w zapachu jak byl - tylko komary mają to juz w d… i napierają normalnie. Inne, dostepne na rynku psikacze działaja, poki nie wyschna - czyli jakies 5 minut. Dostajemy szału od tego dziadostwa! To nie tyle gryzie, ale włazi do oczu, uszu, nosa! Co chwile trzeba spluwac bo ma sie tego paskudztwa pełną gębe! To nie tyle komary ale jakies mniejsze gnidy, meszki albo co? Zwlaszcza boleśnie gryzą w powieki. Draństwo straszliwe! Pomaga jedynie okadzanie - czyli dym z ogniska i ze skręcików. Wszyscy straszliwie żałujemy, ze nie zabralismy antykomarzych kadzidełek! Ale jakos nigdy nie byly dotychczas potrzebne.. Co opętało te gadziny w tym roku????

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po długim śniadaniu i pośniadaniowej sielance pakujemy graty i z planem wędrówki wsrod kwitnacych, nadbużanskich łąk suniemy sobie w dal....

cdn

Re: Polesie bzyczące komarami - pieszo, stopem i... taksówką

: 24-11-2018 20:07
autor: buba1
Nadbużanskie łąki, ktorymi prowadzi nasza trasa, są pełne jaskrów, firletek, złocieni i innych cudnych kwiatkow, ktorych nazw niestety nie znam. Niesamowicie wyglądają takie żółte, białe, fioletowe dywany po horyzont. Przełom maja i czerwca to chyba najpiekniejszy moment w roku!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Innych wędrowcow nie spotykamy. Jedynie bocianów calkiem sporo brodzi w wysokich trawach!

Obrazek

Obrazek

Gdzieniegdzie droga jest dobrze widoczna.

Obrazek

Obrazek

W innych miejscach nieco mniej.

Obrazek

Obrazek

Czasem jak sie dobrze przyjrzec to mozna nawet skrzyżowanie wypatrzec!

Obrazek

Od strony Bugu slychac wycie jakiego silnika samochodowego - brzmi jakby sie zakopał. Niosą sie tez jakies podniesione ludzkie głosy, widac niezbyt zadowolone z zaistniałej sytuacji! Początkowo myślelismy, ze to juz za Bugiem i jakis ukrainski wędkarz mial dzisiaj mniej szczęścia niz zwykle. Jednak dobiegajace do uszu urywane przekleństwa sa jak najbardziej rodzime i swojskie!

Kawałek dalej znów spotykamy straż graniczną, ktora chyba dosc często patroluje ten odcinek. To juz nasze drugie dzisiejsze z nimi spotkanie.

(zdjecie autorstwa Pudelka)

Obrazek

Rano, gdy szamaliśmy sniadanko, nad glowami nam krążył samolot pogranicznikow. Chyba kołował z pół godziny! Nie wiem czy tak bacznie nam sie przyglądali, analizując czy to napewno te same pyski co byly spisane z wieczora? Czy moze byli tak ciekawi, co tacy przybysze z poludniowego zachodu mogą wcinać o poranku?

W takich oto klimatach docieramy do Hniszowa, znanego z posiadania na stanie bardzo starego dębu Bolko.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dąb dębem, ale cała wioska jest malownicza - piaszczyste drogi, kapliczki, chałupy..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kaczuszka kąpielowa nieśmiało obserwuje świat przez szybke.

Obrazek

Robimy sobie popas w cienistym miejscu - pod falistą blachą lokalnego przystanku.

(zdjecie z aparatu eco)

Obrazek

Rozlewiska na obrzeżach wioski.. Moze stawy? Moze starorzecza? Łasym okiem na nie spoglądamy z racji na upał! :)

Obrazek

Obrazek

Juz nie pamietam czy to jeszcze boczna droga, czy juz głowna?

(zdjecie z aparatu Pudelka)
Obrazek

Przy głownej drodze próbujemy łapać stopa. Niedaleko chcemy podjechac, tylko do Świerżów, ale nie chce sie nam deptac asfaltami. Na czas łapania kombinujemy sobie gałęzie do oganiania sie od latajacych gadzin. Okadzamy sie tez skręcikami. Tak... taki skręcik to taka miła chwila, gdy siedzisz cobie, dymek wiruje wokół i masz chwile spokoju bo nic nie włazi do oczu!

Obrazek

Pierwsza zatrzymuje sie straz graniczna napotkana na łąkach. Cos tam zagadują ale podwieźć nas nie chca.

Drugi zatrzymuje sie samochod, w ktorym jedzie czterech facetow. Mordy mają takie jakby wlasnie spierdzielili z kryminału o zaostrzonym rygorze. Mówią, ze mogą zabrac jedną osobe. Mamy troche problem z wytypowaniem chetnego bo nikt nie chce sie przysiąść. Ekipa z auta jest wyraznie poirytowana, mam wrazenie, ze zalezało im na owym dodatkowym pasażerze. W koncu cos szpetnie zakleli i odjezdzają z piskiem opon. Na szczescie juz ich wiecej nie spotkalismy.

Ostatecznie zabierają nas Litwini, ktorzy zaraz potem okazują sie Ukraincami, ktorzy w dwa samochody wracają do domu. Auta maja litewskie blachy bo wlasnie pare dni temu zostaly zakupione. Pół Ukrainy obecnie jezdzi na zamiejscowych rejestracjach. Ja jade z eco. Pudel sam. Nasz Ukrainiec nie jest zbyt chetny do rozmowy. Pudel trafił na sympatyczniejszego, wiec cos tam porozmawiali o pogranicznym zyciu.

Zgodnie z prośba Ukraincy wysadzają nas pod sklepem w Świerżach. Z wyglądu sklep nie rokuje specjalnie klimatycznością i nic nie zapowiada długich godzin jakie tu spędzimy!

Obrazek

Na podsklepiu sie roi! Zrobiona jest w celach biesiadnych wygodna i szczelna weranda. Jak widac, nie mozna sie od razu zniechecac po ujrzeniu szyldu sieciówki. Ławeczki obsiadło chyba z dwudziestu "dżentelmenów, szczesliwie posiadających nadmiar wolnego czasu". Najbardziej z ekipy wyróżnia sie Bartek. On nas najbardziej bierze pod opieke i bawi najciekawszą rozmową. Chłopak jest przypakowany solidnie, z tatuazami, modnie ubrany. Elokwentny, wesoły, pewny siebie. Zupełnie nie pasuje miedzy wioskowych żulików. Nie pije dużo, jakis jeden czy drugi browarek wciągnie, ale raczej symbolicznie. Wyglada na to, ze stad pochodzi, ale sporo życia spedza gdzie indziej, pewnie w krainach gdzie lepiej sie robi interesy.

Jest kilku pogodnych dziadków, dla ktorych podsklepie jest miejscem spokoju i ucieczki od gderających żon. “W domu nie posiedzisz. Zawsze znajdą ci cos do roboty”. “Na ławeczce w ogrodku byloby milej, ale juz 20 lat nie mialem szansy tam usiąść w spokoju”. “Ja ryby tez łowie, z tego samego powodu”.

Jest tez totalnie zamroczony żulik z rozbitym nosem, o ktorym reszta wypowiada sie dosc pogardliwie, ze “to alkoholik”.

Jest koleś, ktory 28 lat mieszkał w Żorach i nienawidzi Ślązaków. W Bytomiu kładł kanalizacje i chełpi sie tym, ze specjalnie ją spieprzył, “zeby tych ch… Hanysów zalało g…”. Mimo to - wiedząc o pochodzeniu naszej ekipy, zaprasza nas do domu, kusząc prysznicem i wygodnymi łóżkami. Czy ma podobne plany jak w stosunku do bytomskiej kanalizacji? Szlag go wie.. Bardzo mi sie koleś nie podoba. Pod kiblem mnie zaczepia, śmiejąc sie, ze moim kumplom trzeba spuścic wpier*** (a przed chwilą wchodził im w tyłek bez wazeliny - taki był slodki i gościnny.)

Jest tez jeden bardzo miły chłopaczek, ktory opowiada, ze chciał sie wyrwac z wioski i wyjechac do miasta. Zacząć zyc bez alkoholu, kumpli i historii rodzinnych, ktore sie za nim ciągną. Pojechał do Lublina, wynajął gdzies pokoj i znalazł rewelacyjna prace. Pracował po 14 h na dobe i dostawał na reke 2 tys. Niestety po paru miesiacach przestal dawac rade kondycyjnie, z mieszkania go wywalili, bo woleli wynajac studentom. Wrocil wiec na wies, gdzies wszyscy go znają, roboty nie ma, ale jest sklep. Siedzi wiec, pije i marzy o alternatywnej rzeczywistosci, ktora postanowila sie nie wydarzyc.

Bartek bardzo nam chce znalezc nocleg we wsi, ale nalezy do tej grupy ludzi, ktorzy ochoczo zapraszają ale raczej nie do siebie. Początkowo zaprasza nas do alkoholika, ale tamten nie jest zainteresowany. Twierdzi, ze ma złe psy. Jest tez mowa o jakiejs łące na obrzezach wsi, ktora chyba teoretycznie nalezy do Bartka, ale nawet nie jest ogrodzona, wiec odwiedzi nas tam nocą kto bedzie chciał. Chyba wolimy lesne krzaki - zapaść w nie tak, zeby nikt nie widział.

Nie mozemy wyjsc ze sklepu, godziny płyną, a Bartek kupuje nam kolejne smaki cydrów. Na tak życzliwych i hojnych lokalsow to naprawde jeszcze nigdy nie trafilismy. Jest to przemiłe acz tez czasem jest problem w takich sytuacjach. Jak sie zachowac aby nie obrazic miejscowych, skoro chca byc mili i goscinni? Ale zeby jednoczesnie zachowac jakies minimum asertywnosci? Po dwoch godzinach juz chetnie bym poszła dalej, ale chłopaki twierdzą, ze nie wypada, ze nie mozna miejscowych urazić. Zresztą - chłopakom chyba ten trunek naprawde smakuje! Eco chwali wiec napoje zwane “Dzikim Sadem”, chwali pod niebiosa, ze u nas takich nie ma, ze smak niepowtarzalny, ze co kolejne jego odsłony to lepsze. Bartek wiec bierze wszystko za dobrą monete i juz ciagnie ze sklepu trzy kolejne smaki. Ratunku! W moje gusta nie trafia to totalnie, probuje grzecznie napominac, ze “ja juz podziękuje”, ale tutaj owa metoda w zupelnosci nie działa. Próbuje wiec chowac butelki pod ławke, odstawiac na drugi koniec stołu albo chowac do plecaka - wszystkie te akcje nie są chyba zbyt dobrze widziane przez lokalna spolecznosc. Moje jedyne szczescie, ze babie w takich sytuacjach wiecej wypada, wiec za arbuzowy "Dziki Sad" wcisniety potajemnie w karimate w morde nikt nie zbiera ;)

Zdjecie na podsklepiu w mocno przetrzebionym składzie - wiekszosc miejscowych nie chcialo sie fotografowac. ech... takie dziwne czasy nastały..

zdjecie z aparatu eco
Obrazek

W koncu paleta smaków na zapleczu sklepu szczesliwie sie konczy. Jestesmy wolni. Plecaki mamy solidnie dociążone baterią lokalnej gościnności :)

zdjecie autorstwa eco
Obrazek

Chłopaki przy kazdym kroku bulgoczą jak bukłaki na wode - tyle litrów tej dziwnej, szampanopodobnej cieczy zostało w nich wpojone. Żegnamy świerżańskie podsklepie i jego bywalców. Dziekujemy n-ty raz za mozliwosc noclegu u zacierającego łapki Antyhanysa, u Alkoholika ze złymi psami oraz na bartkowej łace, gdzie zapewne odwiedzili by nas jedni, drudzy i pewnie wszyscy inni z wioski, ktorzy poki co o nas jeszcze nie uslyszeli. Mówimy, ze na dzis mamy jeszcze solidne kilometry zaplanowanej trasy. Co najmniej do Dorohuska. A kto wie? Moze i dalej.

Uffff… Lubie podsklepia, lubie ich klimat, lubie smak browara w wiejskie letnie popoludnie, ale nie 3 godziny w jednym miejscu! Niby tu bylo bardzo miło ale z czasem jakos atmosfera dziwnie gęstniała.

Prekursor domu wielorodzinnego. Jak widac nie tylko w “wielkopłytowcach” sa mieszkania klitki i sąsiedzi drzwi w drzwi ;)
Obrazek

Wspomnienie dawnych czasow. Z prywatnej posesji chyba zdekomunizowac nie moga?

Obrazek

Ostatecznie nie docieramy nawet do wsi Okopy. Zapadamy w brzozowy lasek na poboczu drogi. Lekko na górce, osłoniete od drogi i domów na horyzoncie. Tu jestesmy schowani.

Obrazek

Obrazek

Wieczorem troche sie jeszcze ukrywamy bo jakas młodzież staneła przy drodze autami i sobie miniimpreze robi. W takich własnie momentach sie cieszymy, ze nie ma z nami np. żadnego psa - zaczął by ujadać to bysmy tu zaraz cały kwiat lokalnej gównarzerii mieli…

A tak tamci podarli japy, panienki popiszczały, pobuczeli silnikami.. I pojechali. Zostalismy z szumem brzózek, nocnymi kwikami ptactwa, żabami w oddali (albo to są kumaki? Te co robią tak “uuuu” a nie kum kum ;) )

Zostalismy z światłem ogniska i z letnią nocą sam na sam. Ze spokojem, sielanką i dachem z gwiazd. To kwintesencja “podlaskich” wędrówek, które dla mnie zawsze “podlasiami” zostaną, nawet jak przyjdzie moze kiedys wędrowac w lubuskim ;)

Obrazek

Obrazek

zdjecie z aparatu eco
Obrazek

Poranek jest ciepły, leniwy i… niespodzianka!!!!! bardzo komarzy! Wiec znów sie okadzamy solidnie dymem brzozowych i sosnowych szczap!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden z latających bzyków. Ten akurat zapozował i nawet nie chciał nas upalić!

Obrazek

A tu taki drobny przykład.. dlaczego kupowanie czerwonego namiotu byloby wedlug mnie pomysłem totalnie nietrafionym! ;)

Obrazek



cdn

Re: Polesie bzyczące komarami - pieszo, stopem i... taksówką

: 27-11-2018 22:35
autor: buba1
Próbujemy łapać stopa do Dorohuska na przystankowej wysepce wśród pól. Źle by sie tu czekało na autobus w deszczu... Ruch jest znikomy wiec i ze stopem bardzo krucho. Komarom w to graj...

zdjecie z aparatu eco
Obrazek

W koncu przyjezdza autobus.

Obrazek

Dość pobieżnie zwiedzamy miejscowość. Mijamy wąsatego jegomościa pod daszkiem. Rozważamy czy to miał byc ktos znany i szanowany np. Piłsudski, czy moze jakis lokalny gajowy Marucha?

zdjecie autorstwa eco
Obrazek

Jest tez cienisty park i stary pomnik. Lekko zapomniany, zasypany liśćmi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I tabliczka z dawnych lat, tez juz lekko spowita rdzawą poświatą.. Ta ulica sie juz tak nie nazywa.. Smutne, ze tysiace zwykłych, prostych żolnierzy, walczących z hitlerowcami i ginacych za Polske, zostało uznanych za złych i niewartych pamieci.. :(

Obrazek

Miłe dla oka miejsce. Dzis puste..

Obrazek

Wlasnie tu 3 lata temu szukałam jakis butów na targu. I nie znalazłam, bo mieli tylko obszyte cekinami balerinki, rózowe japonki, klapki na obcasie albo adidasy w kolorach markerow zakreslaczy . Nie bylo wyjscia - pojechałam na Ukraine w butach bez podeszw ;)

Obrazek


Po lekkim więc ogarnieciu atrakcji turystycznych Dorohuska rozpytujemy o knajpe. Taką, zeby cos tam mozna zjeść. Zaczepiamy kilka osób. Wszyscy zgodnie twierdzą, ze nie ma. Że moze dopiero gdzies przy samej granicy, ale to tez nie na pewno. Ale dzielny eco przygotowal sie do wyjazdu. I gdzies, przekopując internet, natknął sie na informacje o knajpie jakby cudem przeniesionej z dawnych lat, położonej gdzies przy torach kolejowych. Ja i Pudel nie mamy zbyt optymistycznego nastawienia - pewnie juz od dawna jej nie ma. Eco jednak idzie szukac. I znajduje! To jednak on mial racje, nie miejscowi. Sytuacja ta mocno zbija mnie z tropu. Zawsze uwazalam, ze najlepszą i najskuteczniejszą metodą szukania w terenie jest rozpytywanie lokalsów. A tu jednak kubeł zimnej wody na głowe - jednak tkwiłam w błędzie!

Połamane betonowe płyty prowadzą w tereny przykolejowe. Urzedy celne, rampy, włóczący sie tu i tam pogranicznicy. Przypylone, żwirowe pobocza, zapach smaru, liści i kwiatow bzu. Kałuże, w których przeglądają sie płynace po niebie obłoki. Zarosłe wysokim chwastem pobocza. Sznury ukrainskich tirów. Stara wieża cisnien. Biegający kierowcy z grubymi teczkami jakis papierow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I bar! Taki jak powinien byc! To co potrzebuje do zycia kierowca szybko na trasie, lub w czasie dłuższej wymuszonej przerwy - żarcie, piwo, kibel, prysznic i disco polo z glosnika :) Lokal ma wybitnie charakter uzytkowy. Zmanierowany turysta raczej sie tu nie dowartościuje machając grubym portfelem, nie zazna luksusu i stylowych wnetrz wedle tegorocznej mody. Poszukiwacz przeszłości, podróży w czasie i klimatu wschodu jest narażony na zwariowanie z radosci :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pan Skarpetka w ataku! :D

Obrazek

A za barem składzik starych kolejowych podkładow. Hmmm.. i ognisko byloby tu z czego zrobic! To jedno z moich marzen - ognicho o zapachu karbolu czy jak sie tam nazywal ten impregnat, ktorym wonieje przykolejowe drewno? :D

Obrazek

Obok przy stoliku siedzą chłopaki z tirów. Opowiadają cos sobie o jakis beczkach co sie poprzewracały na pace i cos sie z nich wylało. I z taką cieknącą naczepą nie chcieli ich puścic przez granice.. Śmieją sie bo przygoda nie dotyczyła ich samych tylko była zaobserwowana. Cudze nieszczescie jednak zawsze jakos bardziej bawi niz wlasne ;)

W barze wisi na ścianie lista potraw. Pytam o kotleta czy nalesniki. Barman stanowczym glosem doradza gyrosa. Pudel tez wybiera inna potrawe. “Dzis polecamy gyrosa”. Chyba ostatecznie wszyscy go bierzemy. Ukraincy siedzacy obok tez. Wyglada na to, ze to bar z rodzaju tych, gdzie codziennie jest jeden gar świezego żarcia i jakies ochłapy w zamrażalniku dla wybrednych. Kilka razy w zyciu w takich chwilach uparłam sie na konretna potrawe i zawsze wyszłam na tym bardzo źle.

Hmmmm.. Czy to aby nie nasz gyros???

Obrazek

Uchwycone na żywo kronikarskie zapędy części ekipy ;) Jakby ktos byl ciekawy jak powstają te relacje - to właśnie tak:

zdjecie zrobione przez eco
Obrazek

Wokol nas panuje fajny pograniczny klimat. Zawsze tak jest. Pograniczne miejscowosci mają w sobie taki przedziwny mix spokoju z nerwowoscia. Niepowtarzalna atmosfera wymuszonego czekania, nauki cierpliwosci w pomieszaniu z kołujacymi myślami, kombinowaniem i niepokojem. Ta niepewnosc najblizszej przyszlosci - ile czasu tu jeszcze spedze albo czy kontrabanda tym razem spokojnie przejedzie czy nie. To zawsze czuc w powietrzu, te cudze emocje - nawet gdy ciebie totalnie nie dotyczą bo jestes tylko obserwatorem. Tak.. w ilu miejscach ten klimat zniknął, bo stracil racje bytu wraz z likwidacją granic…

Siedzimy tu dość długo. Nie wiem ile - mawia sie, ze szczesliwi czasu nie liczą. Są miejsca, z ktorych nie chce mi sie odchodzic. To jedno z nich. Pudel idzie sie wykąpac pod prysznicem, ja robie pranie i rozwieszam na parkanie okalającym bar.. Bzyczą czasem owady a czasem silniki tirów. Leniwe pograniczne popoludnie i my w samym jego centrum :)

Z Dorohuska jedziemy do Turki, jest plan wsiąść do tego samego autobusu, ktorym jedzie z Chełma Grześ.

Siadamy na przystanku. Do autobusu jeszcze chyba z 20 minut. Chłopaki maja zamiar jeszcze troche dzis pobiegac - kopsną sie zobaczyc lokalny pałac. Ja zostaje z bagażami. Wole oszczędzac noge, ktora boli cały czas. A poza tym ponoc pałac i tak nie jest opuszczony.. Ech.. wtedy to bym miała mega dylemat ;)

Dorohuski pałac w obiektywnie eco tak sie zaprezentował w to sloneczne, majowe popoludnie.

Obrazek

Przystanek zostanie mi w pamieci z kilku powodów. Zwieszające sie kiście pnączy, ktore pokonały nawet dachowy eternit, krata i mrowisko!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W Turce wysiadamy juz w pełnym składzie tegorocznego, wschodniego wypadu. Chwile dokazujemy na przystanku. Eco prezentuje jaja - wszystkie 10 :D

Obrazek

Klimat bocznych dróg...

Obrazek

Jak ładnie mozna prosto i tanio przyozdobic dom!

Obrazek

Rozważamy czy ktos tu mieszkana stałe w tym wagonie? I nie mam na mysli kota. Ścieżka niby wydeptana? Potem mijalismy go wieczorem . I świeciło sie światło. Szkoda, ze nie bylo okazji pogadac z gospodarzem...

Obrazek

Obrazek

Konik sprawia wrażenie zmartwionego o swą przyszłość...Przycupnął i zerka przed siebie z przestrachem. Moze jestem głupia ale jakos zawsze żal mi takich porzuconych zabawek.. Ech.. gdybym tak miała umiejętnosc teleportacji rzeczy - zaraz bym go wysłała na pewne lwowskie podwórko - tam by chociaż miał doborowe towarzystwo sobie podobnych - mogli by sobie wspominac dawne życie w ksiezycowe noce! ;)

Obrazek

A potem idziemy pod sklep. Z przodu juz sprawa wygląda rokująco. Jakas jakby rampa do wyładunku? Jakby dawniej był tu jakis punkt skupu, magazyny albo miejsce przeładunkowe? I moja ukochana trylinka! Jest trylinka - bedzie dobrze! To sie zawsze sprawdza!

Obrazek

A zasklepie jest jeszcze lepsze! Ławeczki, kibel, zarośla. Palety, kontenerki po napojach, pokruszony beton schodów zaplecza. I my! Znów nas zasysa na dłuzej… ;)

Obrazek

Obrazek

zdjecie z aparatu eco
Obrazek

Gdy juz czujemy sie w pełni nasyceni atmosferą wiejskiego podsklepia - ruszamy szukac miejsca na biwak.

Obrazek

Zmierzamy w strone jeziora. Kawałek przed nim skrecamy w las. Sosny, piachy, młodnik. Rodzaj lasu jaki buby kochają najbardziej. To chyba najbardziej urokliwy nocleg na całym tym wyjezdzie. Zapach żywicy, miekki suchy mech pod kuprem, ognisko na mikroskopijnej polance…

Obrazek

Bułka pieczona.

Obrazek

Skręcik odpalany żywym ogniem smakuje zawsze lepiej!

Obrazek

Poranek jest rownie uroczy! Sporo bażantów skrzeczy gdzies w oddali. Teraz, gdy błysneło słonko, mozna w pełni nacieszyc oczy pięknem otaczającego krajobrazu!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nasze miejsce noclegowe z różnych rzutów i perspektyw.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oddajemy sie obchodom kolejnej, “podlaskiej” tradycji - przyrządzaniu jajecznicy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To nie jest piłka… To jest jajko! I ta radość na twarzy Eco! Taka szczera, piękna i nieudawana.

Obrazek

Wszystko mozna wyrazic gestami i mimiką. Jak widąc Grzesiowi propozycja dodania klapka do potrawy nie przypadła do gustu ;)

Obrazek

cdn

Re: Polesie bzyczące komarami - pieszo, stopem i... taksówką

: 01-12-2018 21:31
autor: buba1
Dzisiejszą wędrówke rozpoczynamy od kąpieli w zalewie Husynne ;) Oczywiscie jak to w Polsce - wszędzie wiszą zakazy kąpieli. Oprocz tego to calkiem fajne miejsce - piaszczysta plaża, żelazista woda, nawet dosyc ciepła jak na maj. I tylko my. Sezon plażowy widac sie jeszcze nie rozpoczął. Robimy wiec za prekursorów. Kąpiel zwyczajowo oczywiscie na waleta!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Używszy na jeziornych odmętach ruszamy w strone wioski Husynne. Kiedys byl tu folwark. Z tamtych czasów zostala kaplica grobowa i park. Do kaplicy prowadzi pachnąca ścieżka.

Obrazek

Obrazek

Potem był PGR. Z tych czasów pozostało więcej. Jest kilka nieco rozpadnietych juz stodół, krytych eternitem. Chyba ktos o nie jednak troche dba (jacyś ludzie siedzą na dachu i wygląda jakby wykonywali jakies drobne prace remontowe). Owe stodoły sa częściowo uzywane - w ich pobliżu drepta spore stadko rogacizny. Służą też chyba m.in. za składy drewna.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kawałek dalej jest kilka bloków mieszkalnych.

Obrazek

Obrazek

Tu zapewne mieszkają jakies bratnie dusze - miłośnicy kotów! :)

Obrazek

Obrazek

A na sam koniec miejscowosci wspaniała niespodzianka! Sklepik! Nie spodziewałam sie, ze w tak małej miejscowosci bedzie takowy! A tu prosze - i to jeszcze taaaaki klimatyczny, utopiony w zieleni! Oczywiscie zasiadamy w jego pobliżu.

Obrazek

Obrazek

Przed oczami mamy widok na garaże - takie fajne, gdzie kazdy jest inny. Zresztą - sklepik wygląda jak jeden z nich!

Obrazek

Obrazek

Jest tez ogolnodostepny podjazd dla aut, gdzie kazdy moze swojemu pupilowi zajrzec pod brzuszek.

Obrazek

Kiedys tego bylo wszedzie sporo, a teraz znika z krajobrazu miast i wsi. I czasem nawet drobna kontrola czegos w aucie staje sie problemem, jak nie masz wlasnego garazu z kanałem czy warsztatu u kuzyna.. Co to komu przeszkadzają takie konstrukcje na osiedlach czy przy drogach?

Pod sklepem przysiada sie do nas dwoch braci - Janek, gadający calkiem sensownie i Staszek, ktory sie strasznie mota w opowiesciach, niekoniecznie odpowiada na zadane pytania, cała jego paplanina jest zbiorem jakis rozłażących sie dygresji. Rozmowa jest wiec bardzo uciążliwa i jako ze początkowo probuje śledzic jego tok myślenia - juz po chwili zaczyna mi sie kręcic w głowie..

zdjecie z aparatu eco
Obrazek

Sklejając do kupy opowieści mozna sie domyślic, ze był kolejarzem, jezdzil tez na delegacje po całej Polsce. Najbardziej podobały mu sie Mazury bo mozna było tanio pozyskac rozne gatunki ryb. Gór sie zawsze bał. Jeden z jego kumpli poszedł kiedys na zakładową, darmową wycieczke nad Morskie Oko i dostał zawału. Wniosek - góry sa zdradliwe i niebezpieczne. Rodzina Janka pochodzi z terenów dzisiejszej Ukrainy, z wioski Rymacze - o tu, za miedzą. Po wojnie trafili na Pomorze. Jednak spora część braci, stryjków, kumów i pociotków wrócila na wschod aby byc jak najblizej ziemi dziadów (tu nastepuje około 20 minutowe motanie sie w nazwiskach, koligacjach, wieku osobników, ich zainteresowaniach i paragrafach na mocy, ktorych trafiali do pierdla lub szczesliwie nie)..

Janek, ten drugi brat gadający bardziej składnie, idzie z Pudlem i eco pokazac im dawny dworski park. Ja zostaje pod sklepem - boli mnie noga - juz kiedys wspominałam, nie? Gdy tylko sie da to daje jej odpocząc. Troche rzuciło sie to cieniem na cały wyjazd, ale super, ze w ogole udało sie w nim uczestniczyc i dotrzymywac kroku chłopakom.

Staszek próbuje tez nam wcisnąc jakies wielkie słoje z przetworami. Niestety musimy odmówic - plecaki i tak mamy ciezkie jak cholera!

We wsi chyba niezbyt czesto bywają turysci. Wszyscy sie nami interesują, babki z dziećmi zagadują, ludzie wylegają na prawie wszystkie balkony tutejszych bloków.

Po wsi rzadko coś jeżdzi. A jak juz cos sie pojawi to od razu warte uwagi :)

Obrazek

Idziemy w strone Bugu, bo wzdłuz niego zamierzamy kontynuowac naszą wędrówke. Tu okazuje sie, ze wioska wcale nie jest taka malutka jak sie początkowo wydawało! To nie tylko te kilka bloków. W tą strone zabudowania ciągną sie i ciągną.

Obrazek

A prawie na kazdym słupie bociania rodzinka.

Obrazek

Obrazek

Raj złomiarza :)

Obrazek

Obrazek

To chyba niegdys była gorzelnia. Dawniej przypałacowa, potem rowniez sie utrzymała - okazało sie, ze i w powojennych realiach była przydatna (w odróżnieniu od pałacu). Teraz, jak widac, to juz nawet wóda na dużą skale nie jest potrzebna... Z rozmowy pod sklepem wynikało, ze ktoś tam we wsi pędzi w domu, ale strach przed podkablowaniem przez obcych jest wiekszy niz chęć zarobku na jednorazowej sprzedaży "produktu regionalnego".

Obrazek

Nawierzchnia drogi jest dosc nietypowa - jakby otoczaki z tłuczonego niegdys, bardzo dawno, szkła?

zdjecie z aparatu Grzesia
Obrazek

Kawałkami nasz trakt jest tez wysypany jakby fragmentami... wtyczek?

Wyrazy sympatii do służb mundurowych widac na kazdym kroku ;)

Obrazek

Droga wije sie łąkami, bagienkami, rzeka meandruje, jej zakola porasta malowniczy chaszcz i połamane pnie drzew chylące sie nad spokojną taflą wody...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nawet ucieczka z gór na niziny nie gwarantuje spokoju od szlaków... Niedługo cieżko bedzie w Polsce znaleźć nieoznaczoną, dziką ściezke, niepoprzecinaną drogowskazami łączke czy zagajniczek. Niewazne, ze gdzies jest jedna, wyrazna droga.. Niewazne, ze wioski dzieli od siebie kilka kilometrów. Kazdy powód dobry aby wyrzucic kase w błoto i zepsuc krajobraz...

Obrazek

Ekipa w komplecie wsrod dzikich, nadbużańskich łąk tzn.. w cieniu nowych szlakowskazow...

Zdjecie z aparatu Pudelka
Obrazek

Mijamy wioske Kolemczyce. Miejscowość tak malutka (chyba kilkanaście osób tu mieszka), ze tylko nam migneła - zwlaszcza ze przecinamy ją w poprzek a nie wzdłuż ;)

Obrazek

Kwiaty, starorzecza i … coraz wieksza duchota… Przed Uchanką zaczyna nas gonić burza! Wygląda to malowniczo ale nieco stresujaco. Pudel z eco wyrywają do przodu i szybko nikną nam z oczu.

Obrazek

Obrazek

Uchanka okazuje sie byc bardzo klimatyczną wioską. Jest sporo drewnianych domów, sielskich podwórek, komórek i przydrożnych kapliczek. Czasem zarży koń, czasem zagdacze kura, czasem rąbnie gdzies calkiem niedalko piorun ;)

Obrazek

Obrazek