Na weekend do Lwowa.

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3490
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Na weekend do Lwowa.

Postautor: Pudelek » 14-04-2019 09:50

Budzik dzwoni o drugiej w nocy. Pogańska godzina! Spałem niecałe 3 godziny, ale adrenalina szybko stawia mnie na nogi. O trzeciej siedzimy już w samochodzie, tata wiezie nas na lotnisko nazywane "Katowice Aiport". Przed czwartą jesteśmy na miejscu. Spoglądam na tablicę odlotów, nie ma mowy o opóźnieniach.

Na kontroli bezpieczeństwa burdel, bo bagaże jadą daleko przed skanowanymi podróżnymi. Przechodzę bez wywołania piszczenia, ale muszę się wrócić, bo pani nie podobają się moje płyny w podręcznym. Za drugim razem włącza się alarm - może w ciągu kilkunastu sekund opadł na mnie metalowy kurz?

Strażniczka graniczna wyjątkowo długo przegląda mój paszport. Potem jest już tylko lepiej... Na bezcłowym szalejemy i kupujemy... wodę mineralną ;). Inni mieli ciekawsze pomysły, więc co chwilę ktoś dyskretnie coś pociąga, facet w kiblu przelewa i miesza wódkę z jakimiś nalewkami, a ogólnie robi się bardzo wesoło...
Obrazek

Wreszcie boarding. Mamy piority, więc nigdzie nam się nie spieszy. Wchodzimy prawie ostatni, a i tak przed resztą "zwykłych" pasażerów. Jeszcze kilka minut, wdrapanie się po schodach i wciśnięcie w swoje miejsca.

Na dworze zaczyna wstawać dzień, moje zdenerwowanie podnosi się tak samo jak słońce. Ostatni raz leciałem samolotem ponad dekadę temu i pamiętam, że nie polubiłem tego. Nie jako środka transportu, ale odczuć, które mi w czasie lotu towarzyszą.
Obrazek

Ruszamy, słychać ryk silników, pędzimy przed siebie po pasie lotniska i szybko przypominam sobie, dlaczego tak mi się to nie podobało: podczas wznoszenia, opadania, skrętów i tym podobnych mam wrażenie jazdy jak w dzikiej kolejce lunaparku. Nic na to nie poradzę, mój błędnik, oczy i żołądek szaleją :D.
-----

Na Ukrainę chciałem wybrać się już od wielu lat. To wstyd, że nigdy nie udało mi się tam dotrzeć. Zawsze było nie po drodze albo brakowało czasu/pieniędzy/możliwości. Pierwszy mały krok zrobiłem rok temu stawiając stopę na ukraińskiej ziemi przy bieszczadzkim Kremenarosie :D.

Drugim miał być "prawdziwy" wyjazd. Na samiuteńki początek wybrałem Lwów, bo to w końcu chyba najbardziej europejskie ukraińskie miasto. No i do tego historyczny, architektoniczny i polityczny misz-masz.

A co ze środkiem transportu? Samochód na kilka dni to rzecz bezsensowna, do tego nie wiemy ile czasu spędzimy na granicy. Pociąg jedzie wiele godzin. Dla mieszkańca Śląska najlepszą opcją jest samolot - z Pyrzowic do Lwowa planowany czas przelotu to niecała godzina (50 minut "tam" i ledwie 40 "z powrotem"), do tego ceny zaczynają się od kilkudziesięciu złotych w jedną stronę. W przypadku wycieczki dla jednej lub dwóch (a może i trzech) osób będzie to także opcja najtańsza.

Zatem lećmy!

-----
Krótko po starcie w dole pojawiła się biała kołderka i z widoków na Małopolskę wyszło psinco.
Obrazek
Obrazek

Następnie jeszcze się pogorszyło, bo chmury dotarły i na wysokość przelotową. Lecąc we mgle i trzęsąc się od turbulencji przez głowę przelatywało mi mnóstwo filmów o katastrofach lotniczych: od 9/11 na "Czy leci z nami pilot?" kończąc :D. Na szczęście trwało to chwilkę i zaraz potem znowu wróciło słońce, a nad Rusią Czerwoną zrobiło się czysto. W pewnym momencie dojrzałem przejście graniczne w Korczowej i zaorany pas graniczny...
Obrazek

Od tego momentu zaczęliśmy schodzić do lądowania.

Mijamy Jaworów (Яворів), podmokłe tereny Roztocza - na zdjęciu Lelechówka (Лелех́івка) - i samotną cerkiew w wiosce Domażyr (Домажир). A potem już przedmieścia Lwowa. Szkoda tylko, że szyby takie ubabrane.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na lotnisku imieniu Daniela Halickiego jesteśmy przed czasem, mimo, że wystartowaliśmy z lekkim opóźnieniem. Ludzie cisną się do drzwi jakby na zewnątrz dawali darmową wódę, a my znowu opuszczamy podkład prawie jako ostatni.
Obrazek

Dzięki temu przy odprawie granicznej jest już prawie pusto (dostaję pierwszą od lat pieczątkę w paszporcie), szybka kontrola celna (moja walizka wydała się podejrzana) i wreszcie oficjalnie można napisać, iż witamy na Ukrainie.

Lotnisko we Lwowie to nowoczesny kompleks wybudowany przed Euro 2012.
Obrazek

Miłośnikom socrealizmu bardziej spodoba się stary, nieużytkowany budynek terminala nr 1 otwarty w 1955 roku.
Obrazek

Do centrum można dostać się komunikacją miejską, a konkretnie to trolejbusem. Nie ma rozkładów jazdy, więc po prostu czekamy na pierwszego, który się zjawi. I to był błąd, bo razem z nami do środka chciało wejść pół samolotu ;).
Obrazek

Kierowca najpierw się zdziwił, a potem wkurzył. W pewnym momencie przestał sprzedawać bilety. Na niektórych przystankach ludzie nie byli w stanie wejść do środka albo ruszyć nogami.

Wśród pasażerów dominowali turyści z Polski. W pewnym momencie słyszę głos stojącego obok chłopaka:
- O, ulica Batorego.
We Lwowie nie już takiej od dawna. Jechaliśmy ulicą Bandery, ale w końcu i ten Stefan i ten Stefan, to mogło mu się pomylić.

Nasz przystanek znajdował się przy uniwersytecie i był ostatni na linii, więc udało się go opuścić bez strat razem z całą resztą bandy. Stąd mieliśmy tylko kilkaset metrów do hostelu, gdzie zarezerwowałem nocleg. Kamienica, w klatce stare płytki i balustrady, który osładzały wdrapywanie się na trzecie piętro (określane tutaj jako czwarte). Z kolei na parterze mieścił się chyba burdel szumnie nazywany "klubem z biletami".
Obrazek

Dziewczyna w recepcji zdziwiona, że ktoś pojawia się o tej porze. Fakt, na zegarku nie ma nawet 9-tej ukraińskiego czasu, ale przecież tak mieliśmy samolot. Dzięki temu cała sobota jest do naszej dyspozycji. Zostawiamy w kącie bagaże i ruszamy na Stare Miasto, do którego dojście zajmuje mniej niż 10 minut spaceru.

Wychodzimy na Prospekcie Swobody (Prospekt Wolności, Проспект Свободи) obok pomnika Tarasa Szewczenki.
Obrazek

Następnie udajemy się pod Operę i zagłębiamy w się w uliczki starówki. Jest na tyle wcześnie, że jeszcze nie ma tłumów, a handlarze dopiero rozstawiają swoje stragany.
Obrazek

Przed wyjazdem prognozy pogody były różne - od kiepskich po trochę lepsze, ale ogólnie nie spodziewałem się dobrych warunków do zdjęć. Większa część lotu zdawała się to potwierdzać, a tymczasem na Ukrainie przywitało nas słońce. I teraz także dzielnie walczy z chmurami ciesząc moje serce.
Obrazek

Trzeba wykorzystać okazję, więc wspinamy się na wieżę ratuszową, najwyższą w kraju. Bagatela, tylko ponad 300 schodów.
Obrazek

Z góry roztacza się panorama całego miasta. To świetny punkt startowy do zwiedzania Lwowa.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zaczęło burczeć w brzuchu, więc przyszła pora na śniadanie. Angielskie.
Obrazek

Powłóczyliśmy się jeszcze trochę po rynku, zaglądając m.in. do dwóch muzeów i wróciliśmy do hostelu zameldować się. Konieczna też była sjesta związana z nocnym niewyspaniem.

Po południu zachowaliśmy się jak typowi turyści z Polski i podążyliśmy na Cmentarz Łyczakowski. Jako Ślązak mogłem spojrzeć na nekropolię (i na cały Lwów) wolny od sentymentów do "zawsze polskich Kresów", zatem nie był to czas stracony. Wieczór upłynął nam na stołowaniu się w różnych lokalach i unaocznianiu tezy, że dawna stolica Galicji jest wręcz oblegana przez obcokrajowców.
Obrazek

(Kolacja dla dwojga :D)

W niedzielę miało rano porządnie lać, ale tylko trochę pokropiło, kiedy jeszcze spaliśmy. Znowu wyszło słoneczko, więc tym razem postanowiliśmy zagubić się w uliczkach Cmentarza Janowskiego. Tam panuje nieco inna atmosfera niż na Łyczakowskim.
Obrazek

Łudziłem się, iż ponieważ następnego dnia trzeba iść do pracy lub szkoły, więc na rynku będzie mniej osób, ale nadzieja matką głupich... Znowu po sfatygowanym bruku przewalały się tłumy.
Obrazek

Poniedziałek przyniósł temperaturę wręcz letnią. Tego dnia oglądaliśmy kilka miejsc poza ścisłym centrum, a także chciałem na spokojnie wejść do najciekawszych świątyń (w niedzielę co rusz trafialiśmy na jakąś mszę lub nabożeństwo).
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wieczorem przeżyliśmy chwilę grozy, bo wydawało nam się, iż obsługa hostelu ukradła nasze dowody osobiste. A okazało się, że schowaliśmy je do innego polara tak głęboko, że nawet złodziej by ich nie znalazł ;).

We wtorek trzeba było już wracać. Znowu więc podjechaliśmy trolejbusem na lotnisko...

Odprawa przebiegła znacznie sprawniej niż w Pyrzowicach. Obsługa też jakaś taka bardziej sympatyczna, a pogranicznicy mniej zmanierowani. Tym razem nie wypadało nie skorzystać z oferty sklepów wolnocłowych, bo litrowy Nemiroff za 4 euro był zbyt wielką pokusą :D.
Obrazek

Ostatnie spojrzenie na Lwów - południowe dzielnice miasta z nowym parkiem im. Jana Pawła II w środku.
Obrazek

W drodze powrotnej mniej trzęsło, więc przeżyłem ją trochę spokojniej :). Przed lądowaniem udało mi się uchwycić węzeł kolejowy w Łazach oraz drogową krzyżówkę obok Siewierza.
Obrazek
Obrazek

W Pyrzowicach straż graniczna okazała swoje wielkie serce i otwarła pięć stanowisk do obsługi. I choć jakieś 3/4 pasażerów było Ukraińcami, to wyznaczono im dwa okienka, a schengenowskie paszporty podchodziły na luzie do trzech. Ot, żeby od razu było widać, że pracowników sezonowych witamy bardzo serdecznie...

-----
Muszę przyznać, że Lwów bardzo mi się spodobał. Ten wypad to była tylko krótka próbka, takie liźnięcie wielkiego tortu.

Jak w każdym miejscu, z którym historia mało łagodnie się obniosła, szukałem śladów przeszłości. Widać je na każdym kroku... Lwów wywołał takie wrażenia jak m.in. Berlin, gdzie duchy dawnych lat mówią do mnie z każdego rogu. Oczywiście nie umiałem też nie porównywać miasta Lwa choćby z Wrocławiem: stolica Śląska została jednak zdecydowanie skuteczniej spolonizowana, niż Львів zukrainizowany.
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3490
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Na weekend do Lwowa.

Postautor: Pudelek » 18-04-2019 14:56

Lwowska starówka nie jest zbyt rozległa: spacer z jej jednego końca na drugi zajmie maksymalnie 10 minut, a odległość jaką przebędziemy wynosić będzie 500-600 metrów. Między dawnymi murami miejskimi toczyło się główne życie miasta od średniowiecza do XIX wieku, kiedy to "rozlało się" ono także po sąsiednich dzielnicach.

Serce stanowi oczywiście rynek (Площа Ринок) w kształcie prostokąta. Wytyczono go wkrótce po lokacji miasta, czyli jeszcze w 14. stuleciu. W centralnym miejscu wznosi się ratusz, a otaczają go 44 kamienice w różnych stylach architektonicznych.

Czytając przewodnik sprzed kilkunastu lat można tam znaleźć informacje, że rynek (...) nieco opustoszały pozostaje na uboczu głównego nurtu życia. To już dawno nieaktualne: co prawda mieszkańcy swoje sprawy załatwiają zapewne w innych miejscach, ale przez główny plac Lwowa przewijają się codziennie tysiące turystów. Najczęściej słychać język polski, lecz sądzę, że procentowo przybysze znad Wisły i Odry nie stanowili większości zwiedzających (przynajmniej podczas mojej wizyty, w długie weekendy sytuacja na pewno się zmieni).
Obrazek

Z tłumami trzeba się pogodzić: w epoce tanich lotów Lwów ze swoimi nadal niskimi cenami, bogatą historią i architekturą będzie działał jak magnes. Zwłaszcza, gdy trafi się na ładną pogodę. Nie ma możliwości przedarcia się przez starówkę bez zostania zaczepionym z propozycją wycieczki.

Jeśli chcemy zobaczyć rynek prawie pusty to należy przyjść rano, kiedy turystyczne towarzystwo odsypia gorączki ostatniej nocy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zwiedzanie zaczęliśmy od ratusza. To spora konstrukcja zajmująca większość placu, z daleka przypominająca pałac lub koszary.
Obrazek

Podobnie jak wiele innych budynków ciężko objąć go na jednym zdjęciu lub z normalną perspektywą. Czasem próbowałem robić panoramę z kilku ujęć, ale i tak efekty zazwyczaj były niezadowalające, zatem proszę o wybaczenie, jeśli coś będzie wyglądać pokracznie ;).

Obecny obiekt jest bodajże trzecim w tym miejscu. Pierwszy gotycki stanął w XIV wieku, drugi ponad sto lat później, a następnie go przebudowano w stylu renesansowym. Posiadał wieżę wysoką na 58 metrów, która runęła w lipcu 1826 roku zabijając 8 osób. Katastrofa była o tyle nieoczekiwana, iż kilka godzin wcześniej specjalna komisja stwierdziła, iż wieża jest co prawda w złym stanie technicznym, ale nie grozi jej upadek...

Po tym tragicznym wydarzeniu wzniesiono zupełnie nowy ratusz o klasycystycznych rysach. Też miał pecha, gdyż spłonął w czasie Wiosny Ludów, gdy Austriacy bombardowali miasto. I znowu musiał zostać odbudowany. Z powodu swej ciężkiej sylwetki wielu dawnym mieszkańcom się nie podobał, podnoszono kwestię, że jest brzydki.
Obrazek

Nowa wieża ma 65 metrów i ma być jest najwyższą tego typu na Ukrainie. Można, a nawet powinno się na nią wejść (wstęp kosztuje 30 hrywien), choć trzeba pokonać ponad 300 sfatygowanych schodów.
Obrazek

Na klatce schodowej co rusz mijamy się zakonnicami i ojczulkami w czarnych kieckach udających się na jakąś konferencję. Z kolei na samym dole umieszczono witraż z obecnym herbem Lwowa.
Obrazek
Obrazek

Z tarasu na szczycie wieży mamy dookolną panoramę miasta. Rzędy różnokolorowych dachów, beczułki kościołów, pasy zieleni a w tle blokowiska.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na wschodzie bliski horyzont zamyka Wysoki Zamek (Висо́кий За́мок) i kopiec Unii Lubelskiej. Tam nie udało nam się dotrzeć, zresztą całość wygląda na mocno zarośniętą (ale podobno z ładnymi widokami o poranku).
Obrazek

W drugą stronę widać Sobór św. Jura i kościół św. Elżbiety. Szero-zielona przestrzeń po lewej to park Iwana Franki a budynek z zieloną kopułą mieści siedzibę kolei (kiedyś Dyrekcję Okręgową PKP).
Obrazek

Cytadela wybudowana przez Austriaków w latach 50. XIX wieku, obecnie hotel.
Obrazek

To co bliżej, czyli podwórze wewnętrzne ratusza...
Obrazek

...i kamieniczki.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tarasy na dachach i wąskie przejścia.
Obrazek
Obrazek

Wracamy na powierzchnię.

W każdym z rogów rynku stoi fontanna z rzeźbą przedstawiająca postać z mitologii antycznej: Neptuna, Dianę, Amfitrytę, Adonisa. W Kraju Rad Neptunowi obcięto trójząb, bo za bardzo kojarzył się z ukraińskim tryzubem.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jak już pisałem - domów przy rynku jest 44. Najstarsze pochodzą z XVI wieku - to m.in. tzw. kamienica Bandinellich (na zdjęciu po lewej stronie). Nazwa pochodzi od włoskiego kupca, który założył w 1619 pierwszą pocztę we Lwowie. Podróż przesyłek do Italii trwała dwa tygodnie.

W środku zielona rokokowa kamienica Wilczków, a zasłonięto, niestety, Czarną Kamienicę, chyba najbardziej znaną z powodu czarnej elewacji (według jednej teorii ściemniała ona ze starości, według drugiej została od razu pomalowana na taki kolor). Uznawana jest za jeden z najpiękniejszych przykładów renesansowego budownictwa mieszczańskiego Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
Obrazek

Kamienica Bandinellich była przeze mnie najczęściej fotografowana, bowiem ładnie oświetlało ją słońce i tworzyła ciekawą kompozycję wraz z wieżą kościoła dominikańskiego :).
Obrazek

Przyglądamy się dalej wschodniej pierzei: pod numerem 6 znajduje się Kamienica Królewska. Przez pewien okres jej właścicielami byli Sobiescy - Jakub, a potem jego syn Jan, król Polski, który przebudował ją na okazałą rezydencję. We wnętrzach, podobnie jak w kilku innych kamienicach, mieści się muzeum, ale o tym napiszę trochę niżej.

Ukraińcy używają dzisiaj częściej nazwy Pałac Korniakta (Палац Корнякта, od pierwszego rezydenta - greckiego kupca). Na szczycie fasady widać postać króla wraz z orszakiem.
Obrazek
Obrazek

Końcowe budynki pierzei to także pałace: dawna siedziba arcybiskupów łacińskich oraz pałac Lubomirskich. W tym pierwszym (wyższy, po lewej) bywał m.in. król Zygmunt III, a w 1673 zakończył żywot Michał Korybut Wiśniowiecki. W tym drugim przez prawie 40 lat rezydowali gubernatorzy Galicji.
Obrazek

W pierzei południowej można podziwiać kamienicę nr 14 należącą w przeszłości do weneckiego kupca, ale podczas naszej wizyty była osłonięta rusztowaniami.
Obrazek

Pierzeje zachodnią zamyka po prawej stronie były Dom Handlowy Zipperów z początku XX wieku -teraz w nim działa Teatr Piwa "Prawda" (Театр пива "Правда") oblegany przez miłośników piwa oraz wszystkich innych, którzy znaleźli go na liście "must see in Lviv".
Obrazek

Pierzeja południowa z popularnymi i już nie tak tanimi (jak na Ukrainę oczywiście) restauracjami.
Obrazek
Obrazek

Detale.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na zdjęciach widać, że niemal wszystkie kamienice są wyremontowane (z zewnątrz) i gdyby nie napisy w cyrylicy, to na pierwszy rzut oka można by nie uwierzyć, że jesteśmy na Ukrainie. Rzecz jasna to taka mała pokazówka dla turystów, gdyż w bocznych ulicach ściany sypią się na głowę (dosłownie i w przenośni), ale w końcu większość ruchu cudzoziemców koncentruje się właśnie tutaj.
Obrazek
Obrazek

Wśród przechadzających się dojrzałem samego Freddy'ego Krugera - aż boję się pomyśleć do czego zachęcał :D.
Obrazek

Wspominałem już o muzeach: bezpośrednio na rynku zapraszają co najmniej 3 oddziały Lwowskiego Muzeum Historycznego (Львівський історичний музей). Instytucja ta powstała w 1940 w oparciu o zbiory polskiego Muzeum Historycznego Miasta Lwowa założonego już w 1891 roku.
Obrazek

Czarna Kamienica była zamknięta z powodu remontu, więc najpierw zajrzeliśmy pod numer 24 do Kamienicy Gieblowskiej z okresu renesansu. W środku znajduje się wystawa opisująca historię "zachodniej Ukrainy" mniej więcej do końca XVIII wieku. Aranżacja wyraźnie trąciła myszką (gdzie te innowacyjne multimedialne muzea z innych części Europy?), ale była dość ciekawa. Frekwencja nie powalała; oprócz nas jedynie jakaś para z zagranicy.
Obrazek
Obrazek

Nie mogło braknąć poloników, w tym dość znanego obrazu alegorii przedrozbiorowej Rzeczpospolitej.
Obrazek
Obrazek

Panorama Lwowa z XVIII wieku i drewniany fragment sieci wodociągowej z tamtego okresu (pierwsze wodociągi powstały w 1407 roku).
Obrazek

Fragmenty obrazu przedstawiającego jakąś bitwę wojsk polsko-litewskich. Już nie pamiętam dokładnie z kim, ale chyba z Tatarami albo Turkami.
Obrazek
Obrazek

Sama kamienica jest interesująca: czteropiętrowa, z trzeszczącymi wiekowymi schodami, a szklany sufit zwieńczony był herbem miejskim. W 1707 roku gościł w niej car Piotr Wielki, próbujący pozyskać Polskę do wojny ze Szwecją.
Obrazek

Kolejny oddział muzealny działa w opisywanej Kamienicy Królewskiej. Niegdyś było to Muzeum Narodowe im. króla Jana III. Zawieruchy wojenne i grabieże czasów radzieckich przetrwały sale pałacowe z czasów panowania Sobieskiego. Aby je zwiedzić należy ubrać na buty nieśmiertelne kapcie.

W wnętrzach monarcha bywał wielokrotnie, zaprzysiągł w nich m.in. traktat Grzymułtowskiego - pokój wieczysty z Carstwem Rosyjskim z 1686 roku, oddający Moskwie spore połacie na wschodzie, w tym Kijów. Co ciekawe - sejm zatwierdził umowę dopiero prawie wiek później, niedługo przed rozbiorami.
Obrazek
Obrazek

To już zjawiło się więcej turystów, wychodząc minęliśmy się z bandą dzieciaków powodującą hałas przypominający startujący samolot.

Drugą atrakcją kamienicy jest jej dziedziniec nazywane kiedyś Małym Wawelem. Sobiescy w czasie przebudowy faktycznie nawiązali stylistyczne do krakowskiego zamku. Ukraińcy woleli o tym nie pamiętać i bezpiecznie używają określenia "Włoskie podwórko" (Італійський дворик).
Obrazek
Obrazek

Warto zacząć zwiedzanie Lwowa właśnie od rynku. Możliwe nie będzie nam dane zażyć ciszy i spokoju, ale to nic nowego w dużych i popularnych miastach. Choć widać, że miejscowi zdążyli się do tego już przyzwyczaić :D.
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3490
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: Na weekend do Lwowa.

Postautor: Pudelek » 21-04-2019 18:40

Lwów można śmiało określić jako miasto świątyń - przed wybuchem II wojny światowej samych tylko kościołów rzymskokatolickich było ponad 40. Do tego należy doliczyć obiekty innych wyznań. Ponad pół wieku później prawie wszystkie istnieją nadal, choć często zmieniły swoją funkcję. Większość z tych najważniejszych znajdowało się w granicach Starego Miasta.

Jedną z najstarszych i najwyższych rangą jest gotycka Katedra Łacińska, której pełna nazwa brzmi Bazylika archikatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Архікафедральна базиліка Успіння Пресвятої Діви Марії). Nie sposób jej przegapić, gdyż stoi w rogu rynku. Z racji gęstej zabudowy najlepiej ogarnąć ją wzrokiem z wieży ratuszowej.
Obrazek

Spod samych murów trudno zrobić "normalne" zdjęcie ;).
Obrazek

Jej budowę rozpoczęto za panowania Kazimierza Wielkiego, poświęcono w 1405 roku, ale prace wykończeniowe ciągnęły się jeszcze kilkadziesiąt lat. W późniejszych wiekach zmieniano jej wygląd na styl barokowy, a następnie częściowo znowu wracano do gotyku.

We wnętrzach doszło do kilku wydarzeń ważnych dla historii Rzeczpospolitej: w 1656 roku słynne "śluby lwowskie" złożył Jan Kazimierz, a 21 lat później ochrzczono przyszłego króla Stanisława Leszczyńskiego. W pierwszym przypadku deklaracja królewska polepszenia sytuacji chłopów i mieszczan okazała się nic niewarta, a w drugim historia potoczyła się nawet jeszcze gorzej, gdyż monarcha rodem ze Lwowa odgrywał jedynie rolę szwedzkiej marionetki.

Główne wejście do katedry zamurowano w XVIII wieku w ramach sprzeciwu po zajęciu miasta przez Austriaków, więc wchodzi się z boku, pod nigdy niedokończoną drugą wieżą.

W nawie głównej miesza się surowość średniowiecza z barokowym przepychem. Polichromia na suficie pochodzi mniej więcej z okresu I rozbioru.
Obrazek
Obrazek

Bardziej bogato jest w bocznych nawach i kaplicach - najstarszą z nich jest widoczna na pierwszym zdjęciu kaplica Wiśniowieckich.
Obrazek
Obrazek

Ołtarz główny powstał w podobnym czasie co polichromia i prezentuje styl rokokowy, z kolei otoczenie to neogotyk z 19. stulecia.
Obrazek

Umieszczono w nim kopię obrazu Matki Bożej Łaskawej (oryginał przebywa "na wygnaniu" w Lubaczowie). Powyżej znajduje się ciekawy witraż przedstawiający Maryję jako Królową Korony Polskiej. W jego górnej części zasłonięto (być może celowo) herby Korony, Litwy i Rusi.
Obrazek
Obrazek

Katedra miała sporo szczęścia w poprzednim wieku i nie została zbytnio poszkodowana. Działania wojenne nie poczyniły większych szkód w zabudowie, a w okresie ZSRR kościół był normalnie otwarty dla wiernych (jako jeden z dwóch kościołów rzymskokatolickich we Lwowie). Nie dokonano też przymusowej ukrainizacji, a przynajmniej nie takiej rzucającej się w oczy. W oczywisty sposób musiałem porównać to ze swoimi ojczystymi stronami: na Śląsku nie ma żadnej świątyni, która zachowałaby tak niemiecki charakter po zmianie granic. Wszystko zostało dość skutecznie spolonizowane. Czy mogę sobie wyobrazić w centrum polskiego Wrocławia bazylikę sercem będącą jeszcze w Breslau? Raczej nie. Takie przemyślenia nachodziły mnie co krok, zwłaszcza w kontekście nieustannych żalów, jacy to źli są ci Ukraińcy, bo tak wymazują przeszłość...

Polskość widać bardzo wyraźnie i to także w tej negatywnej formie: głośne przepychające się jednodniowe wycieczki, strzelające flesze, melodyjki i rozmowy o dupie Maryny przez telefony, musiał się też znaleźć obraz JPII w jednej z kaplic. W ogólnym rozrachunku, pomimo ładnego wnętrza, podobało mi się tu chyba najmniej wśród wszystkich odwiedzonych kościołów.
Obrazek

Ktoś dostał objawienia ;).

Częścią kompleksu bazyliki jest kaplica Boimów (Каплиця Боїмів), a oficjalnie Trójcy Świętej i Męki Pańskiej. Stoi kilka metrów od świątyni na terenie nieistniejącego już cmentarza. Kiedyś był to obiekt wolnostojący, teraz przylega do kamienicy.
Obrazek
Obrazek

Wybudowano ją na początku XVII wieku jako miejsce spoczynku tytułowego rodu Boim (Boym) przybyłego z Siedmiogrodu razem ze Stefanem Batorym. Elewacja z piękną rzeźbiarską dekoracją została oszpecona plakatami wzywającymi do uwolnienia przez Rosję ukraińskich więźniów politycznych. Rozumiem, że cel ma być szczytny, ale czemu to wieszać akurat tutaj??
Obrazek

Wnętrze również robi wrażenie, zwłaszcza kopuła z 36 kasetonami z których wyłaniają się postacie aniołów, świętych i proroków.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Przewinęła mi się przez uszy legenda, że przez dłuższy czas żaden ksiądz nie chciał jej poświęcić. Powodem miał być diabeł widoczny obok cieszącego się srebrnikami Judasza. Szukałem go długo i w końcu znalazłem, ale przypomina on raczej szczerzącego zęby psa!
Obrazek

Blisko katedry znajduje się dawny kościół św. Piotra i Pawła jezuitów. Postawiony w latach 1610-1635 i wzorowany na rzymskiej świątyni Il Gesù, która była pierwowzorem dla wielu barokowych budowli w Europie.
Obrazek
Obrazek

Po II wojnie światowej władze radzieckie zamieniły go w magazyn książek oraz czasopism, składowano w nim m.in. zbiory Ossolineum, których nie przekazano Polsce. Warunki ich przetrzymywania nie miały nic wspólnego z ochroną starych druków, jednocześnie niszczało też wnętrze.

Wreszcie w 2010 roku postanowiono budynek opróżnić (transport książek odbywał się czasem w skandalicznych warunkach) i ustanowić go kościołem garnizonowym obrządku bizantyjsko-ukraińskiego (grekokatolickiego). Ponownie jest poświęcony Piotrowi i Pawłowi (Гарнізонний храм святих апостолів Петра і Павла).

W środku niespodzianka: las rusztowań. Od kilku lat trwają intensywne polsko-ukraińskie prace renowacyjne. Gruntownie odnowiono m.in. część malowideł, których teraz i tak prawie nie widać. Perła polskiego baroku ma odzyskiwać swój blask jeszcze długo.
Obrazek
Obrazek

W lewej nawie sztandary i zdjęcia przypominają o ofiarach wojny w Donbasie.
Obrazek

We wschodniej części starówki należy zerknąć na kościół dominikanów, dzisiaj greckokatolicką cerkiew Najświętszej Eucharystii (Церква Пресвятої Євхаристії). To kolejny cenny barokowy zabytek i kolejny, który bardzo trudno objąć aparatem.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Domikanów pozbyto się we wiadomym okresie, a następnie urządzono w środku magazyn cementu (w budynku klasztoru Muzeum Religii i Ateizmu, które w zmienionej formie działa do tej pory). Czczony jako cudowny obraz Matki Boskiej Zwycięskiej znalazł się w Gdańsku. Do wiernych katolickich (choć - jak już pisałem - wschodnich) kościół wrócił dopiero w latach 90. ubiegłego wieku.

Tutaj najmniej udało mi się zobaczyć, bo akurat trwała msza i ksiądz mocno się trudził podczas kazania :P.
Obrazek

Kościół św. Andrzeja i klasztor zakonu bernardynów to również barok, łączący wzorce włoskie i flamandzkie. Wybudowano go w podobnym czasie co obiekt jezuicki, ale poza murami miejskimi, został więc ufortyfikowany jako osobny kompleks obronny.Obrazek
Obrazek

Na górze fasady herby Polski i Litwy.
Obrazek

Na placu przed kościołem (niegdyś Berdnardyńskim, teraz Soborowym) strzela w niebo kolumna św. Jana z Dukli, którego relikwie kiedyś znajdowały się w klasztorze.
Obrazek

Po ostatniej wojnie wywieziono je do nowej Polski i ostatecznie wylądowały w rodzinnej miejscowości świętego (figurę świętego na słupie zastąpiono... wazą). Miejsce mnichów zajęli archiwiści, a kościół stał nieużywany. Na szczęście go wyremontowano i przekazano pod dozór Lwowskiej Galerii Obrazów, więc wnętrza są w niezłym stanie. Bogactwo zdobień wręcz kłuje w oczy.
Obrazek
Obrazek

W 1991 roku stał się greckokatolicką cerkwią i dziś opiekują się nim bazylianie.
Obrazek

Nieliczną, ale widoczną grupą narodowościową byli kiedyś Ormianie. Osiedlili się oni we Lwowie jeszcze przed lokacją miasta i przyłączeniem do Polski. Wśród nich było wielu kupców, a społeczność należała do warstw zamożniejszych. W kolejnych wiekach praktycznie całkowicie się spolonizowali, jednak utrzymywali odrębność religijną.

Pierwsze ormiańskie kościoły w mieście powstały w XIV wieku i z tego okresu pochodzi część katedry pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (Вірменський кафедральний собор Успіння Пресвятої Богородиці). Poświęcono ją w 1363 roku, jest więc prawdopodobnie najstarszą nadal istnieją świątynią na terenie Starego Miasta (przypominam, że chodzi mi stricte o obszar starówki otoczony murami obronnymi). Z biegiem czasu kościół był odbudowywany, przebudowywany i poszerzany.

W 1630 roku lwowski biskup ormiański złożył katolickie wyznanie wiary, które stało się początkiem kościoła katolickiego obrządku ormiańskiego i w jego strukturach katedra funkcjonowała do 1945 roku.

Z zewnątrz świątynia wygląda niepozornie, przypomina klimaty kaukaskie i bałkańskie. Pierwszy kościół miał nawiązywać do kolonii ormiańskich na Krymie.
Obrazek

Arkadowe krużganki dołączono w 15. stuleciu.
Obrazek

Wysoka jest za to dzwonnica z 1571 roku stojąca przy ulicy, a jakże, Ormiańskiej (Вірменська, Wirmenśka).
Obrazek

Inna perspektywa z poziomu ratusza:
Obrazek

Dziedziniec południowy to dawny cmentarz. W środku rokokowa kaplica Męki Pańskiej.
Obrazek

Tzw. Zaułek Ormiański - po prawej stronie dawny pałac arcybiskupów ormiańskich.
Obrazek

Do wnętrza świątyni wchodzi się od ulicy Krakowskiej (Краківська, Krakiwśka) przez bramę którą łatwo przeoczyć. Przy drzwiach oparto o ścianę kilka nagrobków zapisanych w języku armeńskim, łacińskim i polskim.
Obrazek

W środku także nie można narzekać na nadmiar przestrzeni, ale i Ormian nigdy nie było aż tak wielu, aby się nie pomieścili (na początku XX wieku ich liczbę w całej Galicji szacowano na ponad 5 tysięcy osób).

Wystrój wewnętrzny jest efektem wielkiego remontu zakończonego w międzywojniu, powstało wtedy większość polichromii. Panujący półmrok nadaje temu miejscu specyficznego klimatu, ale też nie pozwala dobrze przyjrzeć się detalom.
Obrazek

Po zaprowadzeniu komunistycznego raju niemal wszyscy Ormianie opuścili Lwów, katedrę jako obiekt kultu zamknięto. Pełniła rolę magazynu galerii obrazów. Ściany zaatakowała wilgoć i grzyb. Po upadku komunizmu rozpoczęto starania o ponowne otwarcie świątyni i ostatecznie w latach 2000-2003 stopniowo wracała do swej roli, choć już w innych strukturach religijnych. Polscy Ormianie obrządku katolickiego, którzy nie opuścili swego miasta, stanowią grupę liczącą zaledwie 20-30 osób. Liczniejsi okazali się powojenni przybysze z Armenii, wierni Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego, niezależnego od Watykanu i to właśnie oni stali się nowymi właścicielami katedry. Z jednej strony było to podejście pragmatyczne, z drugiej zachowano się nieładnie, nie zapraszając na konsekrację dawnych gospodarzy.

Pomijając wieczne prztyczki pomiędzy odmianami tej samej religii warto wstąpić w progi tego Domu Bożego; jest to jedna z najciekawszych lwowskich świątyń. Kolorowa i tajemnicza.

W prezbiterium fresk Ustanowienie Najświętszego Sakramentu z lat 20. XX wieku autorstwa Jana Henryka Rosena.
Obrazek

W okresie polskim i austriackim rzymscy katolicy stanowili we Lwowie najliczniejszą grupę (około połowy mieszkańców), ale na Starym Mieście już wtedy znalazło się miejsce na dwie cerkwie.

Starszą była cerkiew Wołoska (Uspieńska; Успенська, Волоська церква, oficjalnie Zaśnięcia Matki Bożej). Sądziłem początkowo, że uczęszczali do niej Wołosi (Rumuni), lecz nazwa pochodzi od fundatora - hospodara mołdawskiego. Powstała na przełomie XVI i XVII wieku, kiedy pożar strawił starszą konstrukcję. Co ciekawe - odbudowę zaczęto od wieży, bardzo charakterystycznej w lwowskim krajobrazie.
Obrazek
Obrazek

Żeby dostać się do środka musimy wejść na podwórko i potem przestąpić próg kaplicy Trzech Świętych Hierarchów (z trzema zielonymi niedużymi kopułami).
Obrazek
Obrazek

Sklepienia kopuł zachwycają stiukowymi dekoracjami. Pochodzą prawdopodobnie z końca XVII wieku, gdy przeprowadzono remont całego zespołu kościelnego uszkodzonego po tureckim oblężeniu (m.in. spłonęła wówczas wieża).
Obrazek

Cerkiew "właściwa" oddzielona była od kaplicy żelazną kratą, więc musiałem się zadowolić tylko tym widokiem.
Obrazek

Cerkiew Wołoska od powstania aż do 1700 roku służyła prawosławnym, następnie przystąpiła do unii z Watykanem. W 1946 roku siłą z powrotem włączono ją do prawosławia i obecnie wchodzi w skład Kościoła Prawosławnego Ukrainy.

Znacznie młodszy rodowód posiada cerkiew Przeobrażeńska (Преображенська церква, Przemienia Pańskiego) na Krakowskiej. Pojawiła się na mapie Lwowa w 1906 roku w miejscu, gdzie kiedyś stał kościół trynitarzy (spłonął w czasie Wiosny Ludów po austriackim ostrzale). Do zachowanych częściowo ruin dobudowano nowe elementy oraz przystosowano do wschodniego ceremoniału.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W Związku Radzieckim i tę świątynię włączono do prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego, ale w 1989 roku, gdy władza sowiecka wyraźnie słabła, stała się pierwszą parafią odrodzonego kościoła greckokatolickiego na Ukrainie.

Wnętrza utrzymane są w stonowanych, spokojnych barwach.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na sam koniec nie mogło zabraknąć obiektu społeczności, która przez wiele lat była drugą najliczniejszą; co trzeci obywatel Lwowa był Żydem. Do wybuchu II wojny światowej funkcjonowało 45 synagog, choć niektóre dane mówią nawet o setce! Pogromy i wywózki przetrwały jedynie dwie, ale poza starówką.

W centrum, w dawnej dzielnicy żydowskiej, zachowała się... ściana. I resztki posadzki. Tylko tyle zostało z synagogi Złota Róża, starej, bo z 1582 roku. Renesansowej, cenny zabytek. W sierpniu 1941 Niemcy ją spalili, a następnie wysadzili, jak niemal wszystkie inne.
Obrazek

W ostatnich latach pojawiły się pomysły odbudowy bożnicy albo postawienia nowego budynku wraz z Centrum Kultury Żydowskiej. Na razie skończyło się na pracach archeologicznych oraz odsłonięciu pomnika holocaustu w wielu językach. Teren w okolicach synagogi służy dzisiaj jako wielka imprezownia.
Obrazek

Podsumowaniem powyższego tekstu niech będą statystyki religijne współczesnego Lwowa:
* najwięcej wiernych ma kościół greckokatolicki (bizantyjsko-ukraiński) - 52-56%.
* prawosławie 32-39 %, przy czym najliczniejsze były dwa narodowe kościoły ukraińskie, które same ogłosiły się autokefalicznymi, lecz ich uznanie przez Konstantynopol nastąpiło dopiero na początku 2019 roku. Dzisiaj tworzą zjednoczony Kościół Prawosławny Ukrainy, bojkotowany przez Rosję oraz m.in. przez... prawosławnych z Polski. Z kolei Ukraiński Kościół Prawosławny podporządkowany Patriarchatowi Moskiewskiemu ma ledwie około 3% wyznawców.
* ewangelicy 2%,
* katolicy rzymscy 1%,
* niewielka grupa żydów,
* kilka procent pytanych osób nie podało lub nie znało swojego wyznania,
* ateiści stanowią niecałe 2%.

Po wielu wiekach wieloreligijności Lwów jest dzisiaj miastem "ortodoksyjnym", choć większość uznaje jednak prymat papieża. W tym kontekście nie dziwi, iż stare kościoły oddawano właśnie obrządkom wschodnim, a nie łacińskim; pomijając kwestie polityczne i narodowościowe świątynie rzymskokatolickie po prostu stałyby puste.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość