W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3566
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: Pudelek » 17-09-2019 15:11

Po dwóch dniach deszczu Beskid Niski w końcu odwiedziło słońce. Cały świat od razu zaczął wyglądać inaczej!

Jaśliska opuszczamy drogą na południe, dawnym szlakiem handlowym w kierunku Węgier. Zaraz za rynkiem mijamy 5 drewnianych domów - reklamowane jako wielka atrakcja są tak naprawdę smutnym reliktem dawnej małomiasteczkowej zabudowy, niemal doszczętnie już zniszczonej.
Obrazek
Obrazek

Chałup z drewna jest w wiosce więcej - niektóre jeszcze zadbane, inne od lat chylą się ku upadkowi.
Obrazek

Przeszliśmy około kilometra i złapaliśmy na stopa pierwszy nadjeżdżający samochód. Kierowca pochwalił się, że jest ze Śląska, po czym okazało się, że chodzi o Sosnowiec. Następnie zaczął się tłumaczyć, że tak naprawdę on jest tu z okolicy, bo wszystko o wszystkim wie, do kogo należy dane pole, gdzie dojdziemy tą ścieżką i tym podobne. W końcu już nie wiem skąd był, ale nie miało to większego znaczenia - ważne, że jechaliśmy do przodu i to znacznie dalej, niż sądziliśmy. Z hukiem (dosłownie - przy tym stanie drogi auto waliło w każdy kamień i nierówność) przetoczyliśmy się przez Lipowiec (Липовиць), w którym stały kiedyś 3 cerkwie, a teraz kilka domów. Myśleliśmy, że już tam wysiądziemy, ale pędzimy dalej - po lewej mignął dawny PGR.
- Przewiozę was przez bród, bo po deszczach woda jest wysoka - powiedział facet zza kółka. Faktycznie - potoczek o nazwie Bełcza zrobił się większy niż dwa lata temu i suchą nogą na pewno byśmy go nie przeszli. Dopiero za nim pożegnaliśmy się z podwozowiczem - on nadłożył spory odcinek, a nam ubyły 4 lub 5 kilometrów z trasy, którą i tak już poznaliśmy podczas poprzedniej wizyty.
Obrazek

W okolicach skrzyżowania z niebieskim szlakiem pojawiają się tabliczki kierujące do odległych miejsc: można stąd iść do Tokaju, na Baranią Górę albo do Krakowa. Kawałek dalej słynne "drogowe" znaki pokazujące odległość do Nordkappu i Babadagu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

3190 kilometrów w sandałach - to byłoby coś! :D
Obrazek

Niebieski odbija w prawo i to byłaby dla nas najkrótsza opcja, ale dziś zrobimy znacznie dłuższy odcinek, więc ciśniemy prosto w kierunku granicy.
Obrazek

Cmentarz i cerkwisko - jedyna pozostałość po wiosce Czeremcha (Черемха). Pomnik ustawili dawni mieszkańcy i ich potomkowie w 2011 roku obok miejsca, gdzie stała świątynia.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Sielskie krajobrazy z granicznymi górkami w tle. Bele siana początkowo wziąłem za stado owiec ;).
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Mimo, że jesteśmy na kompletnym odludziu, to mija nas kilka samochodów. Najpierw jakiś dostawczak co chwilę się zatrzymuje, zbiera porozrzucane gałęzie i w końcu zawraca przeciskając się obok terenówki. Tę spotykamy później na rozdrożu dróg, gdzie wybudowano wiatę. Po drugiej stronie drogi stoi okazały krzyż przydrożny.
Obrazek
Obrazek

Gdzieś tam mieliśmy przechodzić obok ruin niemieckiej strażnicy granicznej, ale jej nie dostrzegliśmy. Obstawiam, że znajdowała się w krzakach widocznych na zdjęciu po lewej, bo to jedyne pasujące miejsce. Nie miałem jednak chęci przebijać się przez ścianę zieleni.
Obrazek

Trakt, którym się poruszamy, jest podobno... drogą powiatową. Formalnie nie ma tu chyba zakazu ruchu, choć głowy nie dam. Ostały się nawet pojedyncze znaki.
Obrazek

W końcu dochodzimy do granicy na przełęczy Beskid (Čertižské sedlo). Po słowackiej stronie wznosi się krzyż oraz zaniedbana wiata, w której pełno śmieci wylewających się z rozwalonych worków.
Obrazek
Obrazek

Po polskiej stoi coś na kształt łuku powitalnego gminy Jaśliska. Nawet ładny, ale oczywiście musiano go upiększyć tablicą z dedykacjami Janowi Pawłowi. Chyba już nie można postawić niczego w polskich górach bez wspomnienia papieża-Polaka. Księdza, który za odpowiednią opłatą obiekt pokropi, na pewno nie zabrakło...
Obrazek
Obrazek

Po krótkim odpoczynku zaczynamy schodzić w dół. Widoczek niczego sobie.
Obrazek

W pewnym momencie Inez potyka się i głośno krzyczy. Twierdzi, że skręciła sobie nogę! No pięknie! A ubezpieczenia oczywiście nie mamy :P. Chwilę pokuśtyka, pojęczy i zaczyna iść normalnie. Albo cudowne uzdrowienie albo oszustwo :P.

Mijamy kolejny krzyż i drugą wiatę, identyczną jak ta na granicy. Komuś nie spodobał się szlakowskaz i rzucił go na ziemię.
Obrazek
Obrazek

Zgodnie ze słowacką nazwą przełęczy najbliższa wioska to Čertižné (Чертiжне, węg. Nagycsertész). Liczy niecałe 4 setki mieszkańców, z czego 2/3 to Rusini. Oprócz Słowaków są też pojedynczy Ukraińcy, Węgrzy i Czesi. Mimo swojej niewielkości to jedna z miejscowości, w których kształtowała się rusińska świadomość i odrębność od innych Słowian, zwłaszcza Ukraińców. Rusińskość (można napisać także "łemkowskość", choć tego określenia po tej stronie granicy raczej się nie używa) widać i czuć na każdym kroku. Podobnie jak przywiązanie do religii obrządku wschodniego.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zdecydowana większość Čertižnaków należy do kościoła grekokatolickiego, a dwie małe grupy to prawosławni i łacinnicy. Nad wioską góruje zaś unicka cerkiew z 1929 roku, postawiona w miejscu wcześniejszej, drewnianej.
Obrazek

Prawie wszystkie zabudowania są już z trwałych materiałów, drewniane pozostały jedynie szopki czy chlewiki. Wygoda wygrała z tradycją, choć w niektórych przypadkach widać nawiązanie do dawnych chyż.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ludzi na ulicach praktycznie nie widać. W Polsce jest święto (te od defilad, na których wojsko pokazuje prawie nowoczesny sprzęt), lecz tu normalny dzień roboczy. Przy jednym z domów natykamy się na starszego faceta, który zagaduje skąd i dokąd idziemy. Gdy mówię, że chcemy potem wracać w kierunku granicy czerwonym szlakiem, robi on wielkie oczy i pokazuje ręką horyzont:
- Ale to tam daleko, dopiero za Medzilaborcami jest taki szlak.
No cóż, nie pierwszy raz się okazuje, że "górale" o swoich górach niewiele wiedzą :P - odbicie w ścieżkę takiego koloru znajdowało się kilkaset metrów niżej.

Marzy mi się jakaś knajpa albo chociaż sklep. Nie wygląda, abyśmy mieli coś podobnego spotkać, ale na Słowacji nawet w malutkich mieścinach jest to możliwe. Neska chyba w to nie wierzy, bo postanawia rozłożyć się z naszymi plecakami pod kurnikiem, a między studnią i traktorem.
Obrazek

Idę przed siebie z nadzieją... po każdym kroku jest ona coraz mniejsza, ale naglę widzę kolesia z pełną reklamówką, której zawartość nie pozostawia złudzeń. Musiał ją napełnić gdzieś w pobliżu! Jeszcze kilkaset metrów i za mostkiem pojawia się urząd gminy, obok którego przycupnął klockowaty budynek z wystawionymi parasolami! I jeszcze niewielki sklepik (za godzinę o 14-tej go zamykają). Boże błogosław Słowaków! A raczej Rusinów! Właściwie to błogosław obywateli Słowacji! :D
Obrazek

Biegiem lecę do Inez i wracamy z plecakami. Hostinec jest z gatunku tych, które uwielbiam: spelunka w swojskich klimatach, z dobrymi cenami i bogatym zestawem spirytualiów. Brakowało mi tylko jakiejś zagryzki poza chipsami, ale (podobno) nie można mieć wszystkiego.
Obrazek

Pozostaje wznieść toast. Za ładną pogodę, za łagodne podejścia, nogę po skręceniu i za wszystko!
Obrazek

Przyczepia się do nas jakiś chłop, wyraźnie szukający kogoś, komu może się wygadać.
- Z Jaślisk idziecie? Byłem tam dwa razy. Rowerem. Jak jechałem ostatnio to wpadłem na duży kamień i rozbiłem sobie łokieć. Ale wypiłem od razu spirytus i przestało boleć. A w Lipowcu to nowy most jest, tam go kiedyś nie było.
Inez stara się go ignorować, ja próbuję słuchać, ale koleś coraz częściej wtrąca wyrażenia po rusnacku, więc "tego możecie nie rozumieć". Biorąc pod uwagę, że także nie jest do końca trzeźwy, zatem faktycznie rozumiem go coraz mniej. Neska, jakby nigdy nic, pokazuje mi jeszcze coś na mapie, więc w końcu do faceta dociera i żegna się z nami, siadając kilka stolików dalej.

Najchętniej bym knajpy w ogóle nie opuszczał, ale trzeba iść, bo jeszcze kupa trasy przed nami. Naprzeciwko lokalu stoi dawny budynek żandarmerii. Funkcjonariusze chwilowo są nieobecni.
Obrazek
Obrazek

Na ścianie wisi słowacko-rusińska tablica wspominająca wydarzenia z 1935 roku, określane jako Čertižniansko-haburská vzbura. Był to bunt miejscowych rolników, którzy w okresie Wielkiego Kryzysu tak się zadłużyli, że państwo zaczęło usuwać ich z własnych gospodarstw. Przybyłych w te okolice urzędników i żandarmów zaatakowano kamieniami, a nawet ostrzelano z broni pochodzącej jeszcze z czasów wojny. Według niektórych źródeł dwóch četníków zostało zabitych, ale inne tego nie potwierdzają - na pewno kilku było rannych, w tym ciężko. Przybyłe posiłki aresztowały (a często i sprały do nieprzytomności) ponad setkę osób. Nie wiem tylko czy egzekucje majątków zostały wstrzymane, czy też nie...

Tablica jest z 1951 roku, więc odpowiednio zredagowana: bunt miał być ukraińsko-słowacki (nie ma słowa o Rusinach) i pod przewodnictwem Komunistycznej Partii Czechosłowacji przeciwko burżujom aż do ostatecznego zwycięstwa.

Na urzędzie gminy inna tablica, tym razem poświęcona Adolfowi Dobrianskjemu, przywódcy Rusinów w Królestwie Węgier, działaczowi społecznemu i kulturalnemu.
Obrazek

Podchodzimy do rozwidlenia szlaków i wbijamy na czerwony. Wkrótce wioska zostaje za nami.
Obrazek
Obrazek

Znakowane trasy prowadzą jakoś dziwnie dookoła, więc wybieramy skrót - nieoznakowaną ścieżkę zaczynającą się obok potoku. Przy okazji znajdujemy fajne miejsce na nocleg pod namiotem: osłonięta ze wszystkich stron polanka z dość płaską nawierzchnią i dostępem do wody.
Obrazek

Kawałek wyżej wchodzimy na szerszą łąkę, która jest tak przyjemna, że na jej górnym krańcu robimy sobie postój.
Obrazek

Patrząc na dolinę rozciągającą się przed nami przychodzą mi do głowy dwie myśli:
* właśnie dlatego wolę Beskidy niż np. Tatry. Zieleń, drzewa, łagodne kształty gór bardzo mi się podobają i uspokajają.
* gdybyśmy byli w Polsce, to dolina zapewne byłaby całkiem pusta. Tymczasem tutaj mamy próbkę, jak wyglądałby Beskid Niski gdyby nie wywózki do ZSRR i akcja "Wisła". W jednym z przewodników pisało, iż ta słowacka część jest nudna, cywilizowana, wszędzie docierają asfaltowe drogi. A w Polsce wiadomo: cisza, spokój, samotna nastrojowa kapliczka, przeleci sarna, zaśpiewa ptaszek. Można było odnieść wrażenie, że właściwie dobrze, iż tych Łemków i Ukraińców wywieziono, gdyż dzięki temu turysta cieszy się niczym niezmąconym kontaktem z przyrodą.
Obrazek

To prawda - polska część ma swój niesamowity, niepowtarzalny klimat, trudny do podrobienia. Ale to wszystko wynik tragedii tysięcy osób zmuszonych do opuszczenia swojej ojcowizny. To smród podpalanych domostw, rozbijanych nagrobków i krzyży, barbarzyńsko niszczonych cerkwi. A obecnie to jedna wielka atrapa, sztuczność: poza nielicznymi wyjątkami Beskid Niski nie ma nic wspólnego z tym sprzed dekad. To taka proteza, w której użyto kilku małych elementów starej kości.

Wolę jednak słowacką wersję: rejony te są bardziej ucywilizowane, ale jednocześnie autentyczne. Są autochtoni, nierzadko stanowiący większość mieszkańców. Utrzymywane są dawne tradycje i kultura, historie o rodzinie nie muszą być opowiadane setki kilometrów stąd. Cerkwie obu obrządków stoją jak stały i nikt ich nie poprawiał na lepsze. Mówienie po rusnacku także nikogo nie dziwi. A i chyba tłumów turystów również się nie uświadczy, bo pod względem frekwencji ta część Słowacji jest jedną z rzadziej odwiedzanych w całym kraju.
Obrazek

Po krótkim podejściu znów stoimy na granicy, doszliśmy do punktu określanego na tablicy jako Kút lub Markiv Kút. Jest tu węzeł szlaków (słowacki długodystansowy czerwony) oraz skrzynka z pieczątką i księgą wpisów.
Obrazek

Od tego miejsca zaczyna się najbardziej monotonny odcinek dzisiejszego dnia: ponad 7 kilometrów wędrówki w lesie, raz w górę, raz w dół, z coraz większą ilością błota. Są fragmenty, że albo cały czas się w nim tonie albo należy nakładać sporo drogi, żeby je ominąć.
Obrazek
Obrazek

Dochodząc po prawie 2 godzinach do Jałowej Kiczery (Kýčera) czuję ulgę, lecz najgorsze dopiero przed nami. Dolna część czarnego szlaku prowadzącego do chatki w Zyndranowej jest niemożliwa do przejścia suchą stopą. Tam zawsze było mokro, ale tym razem potok Panna wylał na tyle mocno, że skutecznie blokuje drogę. Próbujemy go obejść z różnych stron, w końcu ściągamy buty i idziemy na bosaka.
Obrazek

Po wejściu na niewielką skarpę znowu nie ma co zakładać obuwia, gdyż co chwilę mijamy jakieś mniejsze lub większe strumienie, czasem sięgające kolan. Mam cały czas nadzieję, że w wodzie nie nadzieję się na jakieś świństwo lub zagubioną butelkę po piwie, które rozwali mi stopę... Na szczęście pokonujemy ten tor przeszkód bez większych strat.
Obrazek

Został nam do przejścia długi plac, na którym dwa lata temu składowano drewno z wycinek - teraz jest pusty i co chwilę klnę, następując na ostry kamień. Inez dzielnie ciśnie boso do przodu, ja w końcu nie wytrzymuję i zakładam sandały.
Obrazek

Wreszcie przed godziną 20-tą stajemy na progu mojej ulubionej chatki - na skraju Zyndranowej, prowadzonej przez SKPB Rzeszów.
Obrazek

(Zdjęcie już z kolejnego dnia.)

W środku jest wyjątkowo tłoczno jak na ten obiekt, ale w końcu mamy długi weekend. Kwaterujemy się w wieloosobówce z towarzystwem różnorakim. Po zmyciu błota pora na przygotowanie kolacji: ja serwuję smażony wuszt z cebulą, a Inez podpłomyki. To była jej popisowa potrawa w czasie tego wyjazdu ;).
Obrazek
Obrazek

Od momentu opuszczenia stopa na pograniczu Lipowca i Czeremchy przeszliśmy 20 kilometrów i czuję się nawet dość zmęczony - pewnie głównie przez te graniczne błoto. Satysfakcja jednak jest.

Wieczór upływa w miłej atmosferze. Zjawili się nawet ludzie z SKPB Katowice - młoda przewodniczka intensywnie czyta drukowany przewodnik i pyta się o atrakcje po słowackiej stronie gór. Zasypujemy ją taką ilością informacji, że szybko rezygnuje z notowania kolejnych propozycji :D - pewnie myślała, że tam nic ciekawego nie ma.

Jest też ekipa z Łodzi, która właśnie wróciła z Egeru z dużymi zapasami węgierskiego wina. Biały tokaj idealnie pasował jako zakończenie udanego dnia.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3566
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: Pudelek » 22-09-2019 12:18

Jedną z najfajniejszych opcji do spania w Beskidzie Niskim są chatki studenckie. Długo się zastanawiałem, która jest moją ulubioną: ta w Zyndranowej czy może w Zawadce Rymanowskiej? Ostatecznie lekką przewagę daję tej pierwszej, lecz ta druga plasuje się tuż za nią ;).
Obrazek

Chatka w Zyndranowej położona jest już za wioską, więc zazwyczaj panuje tu spokój. Do dyspozycji turystów jest samoobsługowa łazienka, dwa wychodki z dużymi plakatami Lenina, pokój z kominkiem w kształcie kufla piwa i kuchnia z ogromną kolekcją butelek po złocistym trunku. Podobno znajdowały się pomiędzy nimi na tyle cenne egzemplarze, że niektórzy z wizytujących je sobie przywłaszczyli...
Obrazek

W piątkowy poranek zbieramy się wolno. Nigdzie nam się nie spieszy. Mój piąty dzień w górach, to, co najbardziej mnie interesowało, już przeszedłem. Inez także nie czuje parcia na jakieś długie trasy. Co prawda myśleliśmy nad zaliczeniem szlaku prowadzącego przez Czerwony Horb i Ostrą, ale nie oferuje on niczego poza lasem, więc zgodnie ten plan porzuciliśmy. Nadszedł czas leniwców ;).
Przed wyjściem (które nastąpiło około 11-tej) zrobiliśmy sobie jeszcze tradycyjne zdjęcie na progu. Zwróćcie uwagę na obuwie: moje ubłocone buciury leżą z boku, więc paraduję w fuzeklach i sandałach. Neska zdążyła już ubrać jednego buta, za to każdą skarpetę ma w innym kolorze :D
Obrazek

Szutrówką ruszamy w kierunku "centrum" wioski. Piękna, słoneczna pogoda, na polu świecą się słoneczniki, które zawsze kojarzą mi się z południem Europy, a zwłaszcza z Węgrami. W pewnym momencie mija nas terenówka ekipy z Łodzi, oni wczoraj właśnie stamtąd wrócili.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Potok Panna (Sołotwyna) można przekroczyć albo mostkiem albo brodem.
Obrazek

Sklep będący głównym miejscem okolicznej aktywności. Jeszcze nie został zamknięty jak większość w tym rejonie, choć teraz akurat ma długą przerwę obiadową.
Obrazek

Zyndranowa (Зындранова) była kiedyś dużą wsią, liczącą ponad tysiąc mieszkańców. Na Wikipedii napisano, iż uznawano ją za nieformalną stolicę wschodniej Łemkowszczyzny, ale przecież niektóre miejscowości zamieszkiwało jeszcze więcej osób. Obecnie doliczono się ponad setkę obywateli, z tego większość nadal stanowią Rusini.

Przy drodze stoi niewielka kaplica katolicka. Niewielka, bo dla mniejszości. Kiedyś była czerwona, teraz wymieniono deski na nowe.
Obrazek

Kawałek dalej cerkiew prawosławna z lat 80. ubiegłego wieku. Reklamowana jako pierwsza na ziemiach Łemków okresu PRL-u.
Obrazek

Zyndranową znamy już dość dobrze, jesteśmy tu nie pierwszy raz. Postanawiamy zajrzeć do zamkniętej zwykle zabytkowej chaty żydowskiej. Spis z 1936 roku wskazał, że w wiosce mieszkały 3 rodziny wyznawców judaizmu.
Obrazek

Przy bramie spotykamy parę na rowerach. Dziewczyna na nasz widok niemal zapiszczała ze szczęścia i zawołała:
- O, turyści! Chodzicie z plecakami po Beskidzie!
Myślałem, że zacznie nas szczypać albo chociaż weźmie autografy...
Oni także chcieli odwiedzić żydowską chatę. Ponoć klucze są w sąsiedniej chyży - tak powiedziano im w skansenie. Nie było - z chyży skierowano mnie... do skansenu. Ostatecznie poszedłem trochę dalej do innego gospodarstwa i babka powiedziała, że zaraz ktoś przyjdzie i nam otworzy.
To było chyba jednak za długo dla kolarzy, bo sobie pojechali.

Po kilku minutach zjawił się mężczyzna z zaciętą twarzą. Ewidentnie oderwaliśmy go od czegoś ważnego. Odmruczał pod nosem "dzień dobry" i już się nie odzywał, ale drzwi stanęły otworem.

Wystawa we wnętrzu chaty do jedno wielkie rozczarowanie: składa się głównie ze zdjęć, będącymi jakimiś przedrukami ze Stanów Zjednoczonych i opisujących historię żydów w Polsce oraz holokaust. Myślałem, że dowiem się czegoś o mojżeszowych z Zyndranowej, ale nie było mi to dane. Do tego kilka luźno ze sobą związanych eksponatów.
Obrazek

Na kartce przy drzwiach napisali, iż wstęp kosztuje 2 lub 3 złote, więc na koniec "zwiedzania" pytam się klucznika, czy gdzieś jest puszka abym mógł wrzucić pieniądze. Ten nagle obudził się z odrętwienia i rzucił podniesionym, oburzonym głosem:
- Oczywiście, że trzeba zapłacić, nie jest za darmo!
Nie wiem, czy facet jest półgłuchy czy po prostu złośliwy z natury, ale zrezygnowałem z wytłumaczenia, iż właśnie po to szukam puszki, aby uiścić opłatę. Wyciągnąłem drobniaki, wzruszyłem ramionami i wyszedłem na słońce. Drugi raz na pewno tutaj się nie pojawię!

Niedaleko chaty, za potokiem, znajduje się cmentarz. Poszedłem tam poszukać grobu Teodora (Fedora) Gocza, założyciela łemkowskiego skansenu w wiosce i jednego z najbardziej znanych działaczy rusińskich, który zmarł rok temu. Znalazłem kilka pochówków rodziny Gocz, ale tego konkretnego akurat nie.
Obrazek

Według mojej mapy za cmentarzem powinno być cerkwisko, a obok drugi cmentarz - choleryczny, lecz nie miało to pokrycia w rzeczywistości...

Wracamy do głównej drogi. Robimy kilka zdjęć Skansenu Kultury Łemkowskiej (zwiedzaliśmy go 2 lata temu).
Obrazek
Obrazek

Zyndranową opuszczamy idąc na północ, czyli jedyną drogą dojazdową do wioski.
Obrazek

- Skoczę w bok za potrzebą - uroczyście oznajmiam Nesce.
- Poczekaj do granicy lasu - słyszę.
- Do granicy lasu to złapiemy stopa!
- Ha-ha, jasne.
Nie wiem czemu nikt mi nigdy nie wierzy :P. Faktem jest, że do tej pory ruchu na szosie prawie nie było, ale zanim doszliśmy do drzew podjechał samochód, zatrzymał się i pomknęliśmy szybko dalej. W środku siedziało starsze małżeństwo, które wybierało się się do Barwinka i na przełęcz Dukielską. Pytają, czy jest tam coś ciekawego, a może na Słowacji? Zaczynam rzucać listę propozycji, ich odwiedzenie zajęłoby pewnie co najmniej dzień.
- Ooo, to na pewno sobie coś wybierzemy - mówi kobieta.
Ponieważ widziałem ich godzinę później pod sklepem, to musieli uwinąć się błyskawicznie.

Tymczasem my wysiadamy w Tylawie (Тылява) przy restauracji. To chyba jedyny obiekt gastronomiczny między granicą a Duklą, więc ludzi tu masa, a dodatkowo mamy przecież długi weekend. Sporo rzeczy w menu już nie ma, obsługa skupia się głównie na rozmowach ze swoimi znajomymi. Przy pewnej dawce cierpliwości udało się jednak coś zjeść i zrobić zakupy w markecie.

A z innej bajki: wiele osób nadal uważa, że wegetarianie jedzą ryby. Bo wiadomo, że ryby to nie zwierzęta tylko ryby i zamiast mięsa składają się z czegoś, co mięsem nie jest. W tym lokalu wegetarianie jedzą także szynkę, ewentualnie jest to szynka z ryb ;).

Obrazek

Dalszą część drogi pokonamy busikiem, bo okazało się, że właśnie zaraz pojedzie. Przystanek w Tylawie zbudowano według wzoru średniowiecznego zamku.
Obrazek

Wyłazimy w Trzcianie (Терстяна). W tym momencie następuje konflikt interesów: Inez chce od razu iść do chatki aby się zdrzemnąć, ja chętnie zajrzałbym jeszcze do "baro-sklepu" znajdującego się w pobliżu. W końcu każdy idzie w swoją stronę, a konflikt zostaje zażegnany przez ekonomię: "baro-sklep" już nie istnieje, został zamknięty :(.
Obrazek
Obrazek

Nad Jasiółką wybudowano nowy most.
Obrazek

W Zawadce Rymanowskiej (Завадка Риманівська) witają drewniane domy, wiele chyż. Tu jeszcze widać architekturę dawnej Łemkowszczyzny.
Obrazek

Nie przeszliśmy długiego kawałka, bo oto nadjechało auto i złapaliśmy stopa :) Jak policzyłem była to szósta kolejna podwózka podczas tego wypadu, kiedy od razu zatrzymał się pierwszy samochód. Takie podróże to ja rozumiem.

Po kilku minutach byliśmy przy chatce studenckiej SKPB Rzeszów. O ile ta w Zyndranowej przypomina kształtem barak dla robotników (i zdaje się, że takim była pierwotnie), o tyle miejscowa jest ulokowana w dawnej chyży.
Obrazek

Jest trochę ludzi, ale nie tłumu. Podobno dwa dni wcześniej było znacznie tłoczniej. Inez idzie z hamakiem podrzemać nad potokiem, ja z piwem i lekturą rozkładam się w leżaku. Relaks.

Leń nas do końca nie pokonał, bo wieczorem zbieramy się jeszcze zobaczyć zachód słońca z jakiegoś wyższego miejsca. Początek spaceru jest obiecujący.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Kosmate bydło tu hodują. Szkocka rasa wyżynna?
Obrazek

Kapliczka chyląca się ku upadkowi, a z tyłu miejscowe przekleństwo - barszcz Sosnowskiego.
Obrazek

Przechodzimy przez Abra(ha)mów, dawny przysiółek Zawadki. Po wywózkach Łemków urządzono na jego terenie PGR, dzisiaj w większości w ruinie. W domach wybudowanych dla pracowników nadal mieszkają ludzie, a przy jednym z zakładów można podziwiać wystawkę starego sprzętu samochodowego.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Za Abramowem kończy się asfalt, a my odbijamy w lewo i gramolimy się na najbliższą górkę oznaczaną jako Popową Polanę albo Kamionkę. Tę drugą nazwę nosiła także wioska, której tereny zaczynały się kawałek dalej za końcem utwardzonej drogi.
Obrazek

Mamy dowód na to, że mleko nie pochodzi od krów, tylko ze stojących na polach cystern.
Obrazek

Co prawda słońce już dawno zakryły chmury, lecz nadal jest całkiem przyjemnie. Wchodząc do góry człowiek ma wrażenie, że zostawia za sobą wszystkie problemy i duperele. Początkowo z dołu słychać jeszcze warkot jakiegoś motorka i szczekanie psów, a potem zapada cisza. Jesteśmy sami na całym świecie i tylko gdzieś daleko migają czerwone lampki nadajników.
Obrazek

Na Popowej Polanie miał być punkt widokowy, ale w rzeczywistości panoramę można podziwiać z łąki położonej niżej, z boku i to też jedynie w niektóre strony. Oczywiście najbardziej w oczy rzuca się Cergowa z nową wieżą widokową, której główka wystaje znad drzew. Mamy zamiar zdobyć ją jutro.
Obrazek
Obrazek

Liwocz - najwyższe wzniesienie Pogórza Ciężkowickiego (562 metry n.p.m.). Wygląda dostojnie, prawie jak Babia czy Pilsko, ale to pewnie zasługa odległości - 45 kilometrów od nas.
Obrazek

Mgiełki w dolinach.
Obrazek

Jak zawsze w takiej sytuacji napiszę, że uwielbiam ten moment w górach - gdy wszystko kładzie się spać :).
Obrazek

Do chatki wracamy już po zmroku. W Abramowie trwa piątkowa impreza - ktoś wystawił przez okno głośniki i stół, dostawiane są krzesła. Sąsiedzi z okolicy już się schodzą. Fajnie. Ale u nas też nie będzie nudno: okazało się, że w jadalni siedzi znajomy Neski z klimatów śpiewankowo-festiwalowych. Pojawiła się gitara, śpiewy też były.
Obrazek

Sobota wita słońcem. Znowu nam się nie spieszy, znowu będzie dzień lenia; może tylko ciut bardziej intensywny.
Obrazek

Przemykamy Zawadką (ciekawe, czemu jest Rymanowska, a nie np. Dukielska albo Iwonicka?).
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Oglądamy dawną cerkiew unicką Narodzenia Bogurodzicy, dziś kościół katolicki.
Obrazek

Na sąsiednim budynku dość dziwny rysunek - postać z daleka wygląda jak ninja. A to tylko Franciszek. Nie papież-lewak, ale ten od zwierząt.
Obrazek

W Zawadce są tak pobożni ludzie, że krzyże kładą nawet na blaszanych szopach.
Obrazek

Początek podejścia na Cergową jest dość łagodny i przyjemny. W lesie spotykamy dziewczynę, która pomyliła trasę - zamiast do Nowej Wsi podąża do Zawadki. Po prawdzie dużą sztuką było niewłaściwie skręcić na rozdrożu, ale jak to się mówi: kto nie ma w głowie, musi mieć w nogach. Dziewczyna jest pierwszą turystką na szlaku, którą widzę w tym roku w Beskidzie Niskim! To najlepiej świadczy o jego, nomen omen, niskiej popularności.
Obrazek

W połowie drogi poziomice zaczynają się gwałtownie zbiegać i wyrasta przed nami stromizna, choć to i tak znacznie łagodniejsze wejście niż z północnej strony. Rozdzielamy się: ja pędzę to przodu, a Inez walczy na tyłach w swoim tempie i jednocześnie pożera napotkane runo leśne. A ja tak się spieszyłem, że żadnych owoców nie zauważyłem :(.

Przed szczytem nagle pojawia się tłum ludzi. Powodem jest postawiona w ubiegłym roku wieża widokowa. Całkowicie zalesiona górka zyskała dzięki niej tysiące nowych odwiedzin.
Obrazek
Obrazek

Mimo swoich 22 metrów i tak wydaje się za niska, bo spora część panoramy zasłonięta jest przez drzewa.

Popatrzmy zatem w kierunku północnym: skupisko wiatraków na Pogórzu Jasielskim, zalesione pagórki - Pachanowa i Płońska. Po prawej widoczne Krosno i Pogórze Dynowskie.
Obrazek

Na tym zdjęciu widać lepiej - na pierwszym planie zapewne wioska Jasionka.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Południowy-zachód: najwyższa górka na horyzoncie to Busov, czyli także numer 1 w całym Beskidzie Niskim. Oddalony od nas o jakieś 45 kilometrów. Z kolei z prawej, tam gdzie widać wcięcie, znajduje się Jaworzyna Konieczniańska. Widziałem ją z bliska idąc 3 lata temu do bazy w Regietowie.
Obrazek

Dolina Jasiółki i Trzciana. Tu pokazało się trochę bardziej oddalone pasmo (o ponad 60 kilometrów), a mianowicie zamglone Góry Slańskie (Slanské vrchy).
Obrazek

A tam byliśmy wczoraj na zakończenie dnia - Popowa Polana :).
Obrazek

Zbiegamy na poziom ziemi i zaraz też zaczynamy schodzić żółtym szlakiem w stronę Dukli. Tu jest naprawdę stromo, miejscami trzema trzymać się drzew, aby nie zjechać w dół. Nie przeszkadza to ludziom z naprzeciwka cisnąć w klapkach, sandałach, balerinkach i tachać ze sobą wózki dziecięce. Jakiś chłopak puszcza na całą moc muzykę - Jaskółkę Stana Borysa.
Obrazek

W środkowej części góry rozciąga się "rezerwat Tysiąclecia". Dziwne, że go jeszcze nie zdekomunizowali, w końcu 1000 lat Państwa Polskiego świętowano w socjalizmie. Być może tę złowrogą nazwę równoważy tzw. "Złota studzienka", w pobliżu której miał mieszkać św. Jan z Dukli. Dziś to miejsce turystyczno-pielgrzymkowe z kapliczką, deskami, miejscem na mszę, ognisko i tak mądrymi sentencjami, że nie mogliśmy zrozumieć o co w nich chodzi.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wyciekająca woda ma podobno cudowne właściwości. Tego nie udało się sprawdzić, ale uzupełniliśmy butelki i w smaku była dobra. Mniej smaczne było natężenie okolicy różnorakimi tablicami, a także... religijnymi transparentami.
Obrazek

Z tego miejsca idzie się już gładko. Z lasu wychodzimy przy parkingu, gdzie samochodów strzeże kolumna Matki Boskiej.
Obrazek

Z góry Cergowej znaleźliśmy się w wiosce Cergowa. To już są tereny, gdzie dominowało polskie osadnictwo, Rusini zostali z drugiej strony.
Obrazek

Nasz dzisiejszy cel ostateczny: Franków, zwany też Patryją.
Obrazek

Za rzeką zaczyna się Dukla i obszar Natura 2000 chroniący cenny przyrodniczo parking.
Obrazek

Ruina Nowej Synagogi z 1758 roku.
Obrazek

Na rynku zaglądamy do znanej nam knajpy aby coś zjeść i napić się piwa z miejscowego browaru. Niestety, lokal ewidentnie zachłysnął się swoją sławą, a poza tym praktycznie nie ma w mieście konkurencji (poza kebabami). Bardzo długie czasy oczekiwania, pomyłki, zgubione zamówienia i klucz do kibla, znikające pozycje w menu, lista piw kompletnie nie odpowiadająca rzeczywistości i mało przyjazny właściciel. No cóż, bywa... Tylko smak piwa ratuje ten przybytek.

Pozostał nam jeszcze ostatni odcinek do przejścia: boczną drogą, wśród dość licznych starych domów, maszerujemy na Teodorówkę.
Obrazek

Tam czeka nas ponad kilometrowe podejście pod Chatkę Teodorówka prowadzoną przez SKPB Warszawa. Gospodarzy akurat nie ma, ale wkrótce się zjawią.
Obrazek

Zostawiamy plecaki i bez obciążenia idziemy na Franków/Patryję, zwany też po prostu Wzgórzem 534. Według nowego podziału Polski to już nie Beskid Niski, a Pogórze Jasielskie. W 1944 toczyły się o wzgórze krwawe walki w czasie operacji dukielsko-preszowskiej, kilka razy przechodziło ono z rąk do rąk. Przypomina o nich biały pomnik z tablicą. Ta do niedawna głosiła:

Cześć poległym żołnierzom Armii Czerwonej i Czechosłowackiej Armii Ludowej w latach 1944-1945

Była to pewna nieścisłość, bowiem walczył tu Czechosłowacki Korpus Armijny, a nie żadna CAL, która wtedy jeszcze nie istniała. Reszta się zgadzała, tekst neutralny, ale nie dla IPN-u, który znowu musiał wyciągnąć swoje macki i obiekt zdekomunizował. Nowa tablica przypomina o ciężkich stratach Czechosłowaków, ale już ani słowem o czerwonoarmistach, czyli głównej sile przełamującej linie Niemców. Wzgórze 534 faktycznie szturmowali Czesi i Słowacy, ale Z RADZIECKIM WSPARCIEM. O tym jednak cisza, z przyczyn politycznych po raz kolejny mamy pisanie historii na nowo. Za niedługo pewnie okaże się, że to nie Rosjanie zdobywali Berlin, tylko prezes ze swoimi przydupasami... Szkoda słów.
Obrazek

Niedaleko pomnika siedzi kudłaty facet z bosymi, bardzo brudnymi nogami i coś dzierga na drutach, jednocześnie pilnując stada kóz i córki bawiącej się smartfonem. Zdaje, że mieszka w pobliżu w jakiejś bacówce i sprzedaje sery.
- A wy kto? - rzuca niemiło na powitanie. - Skąd? Dokąd? A gdzie to Brzesko? Brzeg? A Skorogoszcz to blisko? Bo tam byłem.
Potem nawet zaczyna się uśmiechać, ale w pewnym momencie chce od nas... hasło aby działał internet :D. W ogóle kręci się tu trochę dziwnych osób, a jeden motocyklista nie mógł się nadziwić, że ktoś mówi mu "cześć", a w ogóle go nie zna! Z geografią też u niego nie najlepiej: pokazując na najbliższe góry stwierdził, że "to tylko te bieszczadzkie kopczyki".

Generalnie jednak przyszliśmy na wzgórze, aby popatrzeć sobie na okolicę i zbliżający się zachód słońca. Oczywiście najlepiej prezentuje się Cergowa.
Obrazek
Obrazek

Słońce zasłonięte jest częściowo przez chmury i drzewa, więc zachód nie jest zbyt spektakularny.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W chatce nocuje około dziesięciu osób. Chatkowa chodzi z opatrunkiem, bo wsadziła sobie palec w blender. Inna dziewczyna uczy cudzoziemców języka polskiego - jednego z nich zabrała tu ze sobą na intensywny kurs prywatny. Anglik mówił po polsku lepiej niż niejeden Polak :D. Skład zamyka potężny brodacz z dwójką nastolatków przypominający profesora Bralczyka. Dzieci są zupełnie niedzisiejsze, gdyż... nie posiadają smartfonów!

A na kolację mamy tradycyjne podpłomyki i zestaw smażonych pieczarek :).
Obrazek
Obrazek

Odwiedzone do tej pory obiekty prowadzone przez Warszawiaków nie wzbudzały mojej sympatii, ale "Teodorówka" mi się podoba. Żadnych durnych zakazów, jest swojsko i sympatycznie. Co prawda dużo trzeba tam jeszcze wyremontować, ale ogólnie miejsce godne polecenia, choć położone poza szlakami.
Obrazek

Ponieważ właściciel brody strasznie chrapie, więc nocleg spędzam w osobnym pokoju na glebie, a wkrótce dołącza się do mnie para polsko-angielska. Chrapanie nadal słychać, ale stłumione podwójnymi drzwiami ;). Wreszcie przydaje się mata samopompująca, natomiast namiot targałem ze sobą niepotrzebnie...

Rano udaje mi się nawet wstać na chwilę przed wschodem słońca...
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dziewczyna z Anglikiem odwożą nas do Krosna (z Dukli w niedzielę nie jeździ kompletnie nic!). I w ten sposób moja tygodniowa przygoda z Beskidem Niskim dobiegła końca. Dawno tak długo nie byłem w górach!

Wypad z gatunku tych, które będzie się wspominać przez lata. W Beskidzie Niskim znowu było wszystko!
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1935
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: Dolnoślązak » 22-09-2019 14:13

Bele siana początkowo wziąłem za stado owiec
Obrazek

Długo ich szukałem na tym zdjęciu :wink:

W pewnym momencie Inez potyka się i głośno krzyczy. Twierdzi, że skręciła sobie nogę! No pięknie! A ubezpieczenia oczywiście nie mamy

Na plecy i przez granicę, daleko nie mieliście :D

Jedną z najfajniejszych opcji do spania w Beskidzie Niskim są chatki studenckie

ze studentkami? :wink:

kuchnia z ogromną kolekcją butelek po złocistym trunku. Podobno znajdowały się pomiędzy nimi na tyle cenne egzemplarze, że niektórzy z wizytujących je sobie przywłaszczyli...

z tego co widzę to niektóre liczą sobie już sporo wiosen bo i etykiety jakieś inne niż obecnie

Obrazek
ZAGADKA: którędy poszliśmy? bród wygląda na niegłęboki, więc jego obstawiałbym ale coś mi mówi, żeście woleli nie ryzykować i poszliście mostkiem :wink:

Obrazek
te stary to ponoć mają modernizować dla wojska za grube miliony :D

Skład zamyka potężny brodacz z dwójką nastolatków przypominający profesora Bralczyka. Dzieci są zupełnie niedzisiejsze, gdyż... nie posiadają smartfonów!

Pewnie brodacz im zjadł, gdy mu wsadzili nocą do gęby jak chrapał!

wkrótce dołącza się do mnie para polsko-angielska

czy w nocy też był prowadzony intensywny kurs, hmm... językowy? :wink:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3566
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: Pudelek » 22-09-2019 15:21

Dolnoślązak pisze:
W pewnym momencie Inez potyka się i głośno krzyczy. Twierdzi, że skręciła sobie nogę! No pięknie! A ubezpieczenia oczywiście nie mamy

Na plecy i przez granicę, daleko nie mieliście :D

kilkaset metrów może, jakoś bym ją zaciągnął :)

Jedną z najfajniejszych opcji do spania w Beskidzie Niskim są chatki studenckie

ze studentkami? :wink:

dziwnym trafem studentki zdarzają się rzadko

kuchnia z ogromną kolekcją butelek po złocistym trunku. Podobno znajdowały się pomiędzy nimi na tyle cenne egzemplarze, że niektórzy z wizytujących je sobie przywłaszczyli...

z tego co widzę to niektóre liczą sobie już sporo wiosen bo i etykiety jakieś inne niż obecnie

niektóre chyba z lat 90., albo i starsze

Obrazek
ZAGADKA: którędy poszliśmy? bród wygląda na niegłęboki, więc jego obstawiałbym ale coś mi mówi, żeście woleli nie ryzykować i poszliście mostkiem :wink:

mostkiem. Po tym jak się dzień wcześniej moczyliśmy w strumieniu to nie mieliśmy jakoś ochoty :P

Obrazek
te stary to ponoć mają modernizować dla wojska za grube miliony :D

o czołgach słyszałem, ale ciężarówki też?

wkrótce dołącza się do mnie para polsko-angielska

czy w nocy też był prowadzony intensywny kurs, hmm... językowy? :wink:

byli grzeczni, zapewne ćwiczą jak nie ma towarzystwa innego :P

Pewnie brodacz im zjadł, gdy mu wsadzili nocą do gęby jak chrapał!

dzieciaki chyba przyzwyczajone. Rodzinka wyglądała mi na mocno religijną (w niedzielę szli do Dukli na mszę) i harcerską, więc brak smartfonów to raczej nie był przypadek. Ale przynajmniej brały udział w konwersacji, a nie gapiły się ciągle w ekran.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
stary wyga
Posty: 1935
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: Dolnoślązak » 22-09-2019 18:45

o czołgach słyszałem, ale ciężarówki też?

https://www.auto-swiat.pl/wiadomosci/ak ... ch/95zpres

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4106
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: buba1 » 22-09-2019 20:29

Prawdopodobnym powodem zamknięcia była sąsiednia dzielnica, która wygląda, jakby front przeszedł po niej dopiero niedawno...


Czy ja wiem? Oszklili i wymienili na nowe czesc okien, firanki wyprali :P No chyba ze masz na mysli ze ow front "wybił mieszkancow" - bo jakos tak pusto na tych twoich fotach. A i cos sie na parterze jaralo!

2013

Obrazek

Obrazek

Obrazek


2019

Obrazek



Od chodzenia zaczęło mi burczeć w brzuchu, więc zaglądam do eurohotelu, w którym znajduje się coś pośredniego między restauracją a barem mlecznym. Dziś w menu czosnkowa i knedliki, więc narzekał nie będę ;).


Serio sie tak oblesnie nazywal???


Ponieważ męczy mnie jakaś psychiczna delirka, więc idę jeszcze do baru. Dopiero tam, oglądając "Kiepskich", zaczynam dochodzić do pełni sił :P.


Do chatki wracam już w ciemnościach. Wpadam na genialny pomysł przypominania sobie historii różnych napadów i zabójstw dokonanych na samotnych górskich turystach, czym kilka razy sam napędzam sobie stracha :P.


Czyli jednak Kiepscy do konca na delirke nie pomogli? :P

Pytam się zatem, czy kierują się na Zagórz czy może Komańczę?
- Jak GPS pokaże.


A jak wskaze do przepasci albo w bagno to tez zamkna oczy i pojada.. A najwieksza masakra ze teraz to chyba 3/4 jest takich kierowcow...
Ostatnio zmieniony 22-09-2019 21:10 przez buba1, łącznie zmieniany 1 raz.
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4106
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: buba1 » 22-09-2019 21:03

Kurde! Jakie cudne miejsce! Skrzyzowanie trylinki z betonowa plytowka! :D :D :D I chyba ja tam nie bylam?

Obrazek

Chociaz czekaj... jak patrze na stare foty - to chyba to musi byc wlasnie ta droga? chyba tylko jedna plytowka idzie na Rzepedke? Chyba nawet autem tam wjezdzalismy- wiec moze dlatego przegapilam to mile miejsce? (i ten grat sie oczywiscie tam zepsul... :evil:

Obrazek

Obrazek



Przy skrzyżowaniu z drogą prowadzącą do dawnej wioski kiedyś działał sklep - mam go jeszcze zaznaczonego na mapie. Teraz zamknięty na głucho, podobnie jak większość tych, które według mapy powinny jeszcze istnieć... Kilka lat od wydania i takie obiekty zniknęły z rynku. Nie opłacają się w dobie masowego stawiania dyskontów.


W 2007 roku jeszcze działał...

Obrazek

wycieli drzewo????

Obrazek
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4106
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: buba1 » 22-09-2019 21:17

I rzeczywiście: mijam odbicie Głównego Szlaku Beskidzkiego na Tokarnię i zaraz potem widzę domek. Chata w Przybyszowie już na pierwszy rzut oka sprawia sympatyczne wrażenie.


O kurde! to ze przemalowali to sie zdarza.. Ale eee... ona jakos... urosła??? :shock: No ja rozumiem ze tam czesto pada, ale bez jaj! :lol:

2016

Obrazek

2019

Obrazek


(w pobliskim Karlikowie sklep oczywiście zlikwidowano).


ej no nie gadaj... a on w srodku mial krzeselka, stolik... taki mily sklep...


i długo bezczynnie siedzę w fotelu gapiąc się przed siebie. Nie myślę, nie analizuję, po prostu patrzę na deszcz. Jakie to fajne.


Bardzo lubie ten stan.. Chyba wlasnie dlatego lubie przyjsc za wczesnie na pociag.. Wtedy mozna tylko siedziec na stacji i sie gapic przed siebie. Tak w ogole bez celu, sensu i pomyslunku.


po moje ulubione "Muminki" :D.


Muminki to moja nowa milosc! :mrgreen: Kurde, jakos ominelo mnie to w dziecinstwie, nie wiem dlaczego, ale dopiero teraz z racji na kabaka to odkrylam! I nie wiem ktora z nas sie bardziej jara Buką i Hatifnatami :P tzn... ja chyba wiem ktora... :P

Ja tymczasem planuję nocować w Jasielu, na polu biwakowym w środku lasu. Tylko ta pogoda...


łojojoj! Sam na Jasielu w nocy w taka pogode... Juz sie ciesze na ta czesc relacji! Jasiel w nocy bywa czesto inny niz w dzien :lol:

Kładąc się spać już wiedziałem, że pogoda postawiła na swoim: zamiast Jasiela będą Jaśliska!


No zesz to k... mać! :evil: :evil: :evil:

Pogoda jakby to usłyszała, bo deszcz jeszcze się nasilił i smaga mnie kroplami niczym batem. Leje tak mocno, że nawet moja kurtka przeciwdeszczowa zaczęła zapominać, że jest teoretycznie nieprzemakalna...

Na szczyt Tokarni (778 metrów n.p.m.) wchodzę przed czasem. Robię zdjęcie masztowi telefonii komórkowej i pędzę dalej.


Tam chyba zawsze leje.. Nam tam dowalilo gradem... A potwory spotkales? Bo nas probowaly podejsc :P

Obrazek
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4106
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: buba1 » 22-09-2019 21:34

Raubritter pisze:[ Generalnie całość dostępna jest na "jutube" jednakże jakość - zwłaszcza tych dalszych odcinków - jest... zaprawdę tylko dla koneserów :lol: .



To ja! To o mnie! Dzwiek niektorych rzeczywiscie sprawia wrazenie jakby wlozyc glowe pod wode ;) Ale i tak je kocham!

Raubritter pisze:Książek niestety nigdy nie czytałem.

.


Ja jeszcze tez nie ale juz mam na polce caly komplet! I udalo sie znalezc z tej dawnej serii z fajnymi obrazkami!

Powiem Ci Pudel, że mimo wszytko... część odcinków Muminków ma jednak tą głębie, którą mogą zrozumieć tylko dorośli.


Tez tak uwazam. A najciekawsze jest to, ze w tym samym odcinku dorosly a dziecko - zwracaja uwage na zupelnie inne szczegoly! To jest bardzo zabawne!

To teraz pora na obejrzenie "Kapitana Hawka" czyli Tsubasy. Nie znam żadnego mojego rówieśnika, który by nie oglądał tego w dzieciństwie na Polonii 1 :mrgreen:
https://www.youtube.com/watch?v=EpznVVLTNw4


Juz znasz... Ja...
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3566
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: Pudelek » 22-09-2019 21:48

buba1 pisze:
Prawdopodobnym powodem zamknięcia była sąsiednia dzielnica, która wygląda, jakby front przeszedł po niej dopiero niedawno...


Czy ja wiem? Oszklili i wymienili na nowe czesc okien, firanki wyprali :P No chyba ze masz na mysli ze ow front "wybił mieszkancow" - bo jakos tak pusto na tych twoich fotach. A i cos sie na parterze jaralo!

mieszkańcy jak najbardziej byli :) Może trochę zrobiła godzina, bo autobusa miałem około 14.15, więc spora część mieszkańców osiedla mogła jeszcze spać :) Dzieci-żebracy już działali :P



Serio sie tak oblesnie nazywal???


ale co tak obleśnie? :> Czosnkowa czy knedliki? :D

Czyli jednak Kiepscy do konca na delirke nie pomogli? :P
[/quote][/quote]
delirka przeszła, ja się później sam siebie straszyłem :D Aż się osobiście opieprzałem - bo środek pustkowia, czołówka mi się słabo świeci, a ja opowiadam sobie o trupach i zaczynam się bać :D
Ostatnio zmieniony 22-09-2019 22:05 przez Pudelek, łącznie zmieniany 1 raz.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3566
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: Pudelek » 22-09-2019 21:52

buba1 pisze:Kur
Chociaz czekaj... jak patrze na stare foty - to chyba to musi byc wlasnie ta droga? chyba tylko jedna plytowka idzie na Rzepedke? Chyba nawet autem tam wjezdzalismy- wiec moze dlatego przegapilam to mile miejsce? (i ten grat sie oczywiscie tam zepsul... :evil
[/qoute]

wjeżdżaniem tam autem - technicznie jak najbardziej niezbyt trudne - to barbarzyństwo! To trzeba wejść samemu. Przynajmniej tak symbolicznie. Czyli auto zareagowało prawidłowo :D



wycieli drzewo????
[/quote]
lex Szyszko nadal funkcjonuje, wycinają wszystko. Ostatnio biegnąc do sąsiedniej wioski zobaczyłem jak wycieli 4 potężne drzewa, co najmniej 50-70 lat. Zdrowe. Bo tak. Bo, kurwa, będzie super. Chciało mi się płakać.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3566
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: Pudelek » 22-09-2019 22:03

buba1 pisze:I rzeczywiście: mijam odbicie Głównego Szlaku Beskidzkiego na Tokarnię i zaraz potem widzę domek. Chata w Przybyszowie już na pierwszy rzut oka sprawia sympatyczne wrażenie.


O kurde! to ze przemalowali to sie zdarza.. Ale eee... ona jakos... urosła??? :shock: No ja rozumiem ze tam czesto pada, ale bez jaj! :lol:

bo urosła o pokój dla turystów, w tym roku się pojawił na wiosnę :) Pewno właściciel jest szczęścliwy, że mu ciągle nie zawracajądupy :)

Bardzo lubie ten stan.. Chyba wlasnie dlatego lubie przyjsc za wczesnie na pociag.. Wtedy mozna tylko siedziec na stacji i sie gapic przed siebie. Tak w ogole bez celu, sensu i pomyslunku.

na pociąg to nie, bo wtedy wiem, że coś jeszcze muszę zrobić (np wejść do niego). To chodzi o sytuację, że już nic nie muszę, tylko się gapić :)



Muminki to moja nowa milosc! :mrgreen: Kurde, jakos ominelo mnie to w dziecinstwie, nie wiem dlaczego, ale dopiero teraz z racji na kabaka to odkrylam! I nie wiem ktora z nas sie bardziej jara Buką i Hatifnatami :P tzn... ja chyba wiem ktora... :P

następnym razem proponuję wspólne czytanie Muminków po flaszce, będzie pięknie :)



Tam chyba zawsze leje.. Nam tam dowalilo gradem... A potwory spotkales? Bo nas probowaly podejsc :P

wtedy mało się rozglądałem, właściwie w ogóle. Pewno bym nawet nie zwrócił uwagi ;)
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4106
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: buba1 » 22-09-2019 23:09

Tę spotykamy później na rozdrożu dróg, gdzie wybudowano wiatę. Po drugiej stronie drogi stoi okazały krzyż przydrożny.


Jest kolo niej jakies miejsce ogniskowe? A masz moze zdjecie wnetrza tzn. czy nadaje sie do spania?

* gdybyśmy byli w Polsce, to dolina zapewne byłaby całkiem pusta. Tymczasem tutaj mamy próbkę, jak wyglądałby Beskid Niski gdyby nie wywózki do ZSRR i akcja "Wisła". W jednym z przewodników pisało, iż ta słowacka część jest nudna, cywilizowana, wszędzie docierają asfaltowe drogi. A w Polsce wiadomo: cisza, spokój, samotna nastrojowa kapliczka, przeleci sarna, zaśpiewa ptaszek. Można było odnieść wrażenie, że właściwie dobrze, iż tych Łemków i Ukraińców wywieziono, gdyż dzięki temu turysta cieszy się niczym niezmąconym kontaktem z przyrodą.


Moim zdaniem glupoty pisal ten przewodnik... (choc jeszcze pytanie - z ktorego byl roku?? ) W czasie ktoregos wyjazdu w Beskid Niski, kiedy bywalismy i w jego polskiej i slowackiej czesci - to mialam wlasnie wrecz przeciwne wrazenie. Wlasnie ten slowacki wydawal mi sie duzo dzikszy i bduzo mniej zadeptany. Po polskiej stronie wszedzie roilo sie od turystow - piesi, biegacze, na rowerach, w autach, z dziecmi, z psami - a po slowackiej nie spotkalismy zadnego..

A obecnie to jedna wielka atrapa, sztuczność: poza nielicznymi wyjątkami Beskid Niski nie ma nic wspólnego z tym sprzed dekad. To taka proteza, w której użyto kilku małych elementów starej kości.


Hmmm.. Chyba tak ciezko jednoznacznie powiedziec co jest atrapa a co prawdziwoscia.. W koncu obraz kazdego miejsca zmienia sie caly czas na biezaco.. Czy kazde miejsce, ktore ucierpialo w czasie np. jakiejs wojny czy innej tragedii jest sztuczne? Czy np. Karabach od kiedy jest pod kontrolą Ormian jest atrapą? Moim zdaniem takie miejsca sa bardzo prawdziwe - tylko po prostu pisze sie nowa karta ich historii.
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4106
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: buba1 » 22-09-2019 23:12

następnym razem proponuję wspólne czytanie Muminków po flaszce, będzie pięknie :)


Znaczy postanowione! Na nastepne "Podlasie" zabieramy jakies Muminki! No bo flaszki to wiem ze beda! :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

ex Szyszko nadal funkcjonuje, wycinają wszystko. Ostatnio biegnąc do sąsiedniej wioski zobaczyłem jak wycieli 4 potężne drzewa, co najmniej 50-70 lat. Zdrowe. Bo tak. Bo, kurwa, będzie super. Chciało mi się płakać.


Mi sie zawsze chce plakac jak ostatnio jade przez Polske... I kazda wioska, miasteczko to gola patelnia.. A pamietam ze jeszcze niedawno, moze 10? moze 15 lat temu tak nie bylo.. Zwlaszcza to czuc, tak okropnie to wali w łeb, jak sie np. wraca z takiej Ukrainy, gdzie kazda wies to kepa zielonosci - sadow, alei, domow otoczonych krzewami. Czy w takiej Pribaltice - tez jest lepiej. A tym debilom u nas cos odje**ło.. Skad to sie wzielo taki obłęd?? :(
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Leuthen
stary wyga
Posty: 1884
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Re: W Beskidzie Niskim znowu było wszystko.

Postautor: Leuthen » 23-09-2019 08:12

buba1 pisze:
To teraz pora na obejrzenie "Kapitana Hawka" czyli Tsubasy. Nie znam żadnego mojego rówieśnika, który by nie oglądał tego w dzieciństwie na Polonii 1 :mrgreen:
https://www.youtube.com/watch?v=EpznVVLTNw4


Juz znasz... Ja...


Bo Tsubasa był dla chłopców :wink: Dziewczynki oglądały "Czarodziejkę z Księżyca" albo "Pojedynek Aniołów" :mrgreen:
"Każdy wschód słońca Ciebie zapowiada, nie pozwól nam przespać poranka".


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości