W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3683
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Pudelek » 10-10-2019 13:11

Przeważnie na wakacyjne wojaże wyjeżdżałem w sierpniu. Tym razem padło jednak na połowę lipca. Termin ten wzbudzał moje obawy z powodu prognóz pogodowych: było chłodno i deszczowo na Śląsku, w Polsce, a nawet na Bałkanach. Nad Bałtykiem temperatura powietrza wynosiła 19 stopni, morza 16... Jakaś masakra! Pocieszałem się tym, że planowałem odwiedzić w sumie 10 krajów, więc nie może tak być cały czas, zwłaszcza, że stopniowo będę się poruszał coraz bardziej na południe...

Początek wyjazdu nie zapowiadał się optymistycznie: przed Bratysławą złapała nas taka ulewa, że prawie trzeba było stanąć na poboczu autobany, gdyż widoczność spadła do kilku metrów. Potem, na szczęście, przestało padać...
Obrazek

Zatrzymuję się na chwilę w Oroszvár, czyli w dzielnicy stolicy Słowacji - Rusovcach. One, jak i sąsiednie Dunacsún oraz Horvátjárfalu, to ostatnie terytorialne straty węgierskie: ograbiono Madziarów w Trianion, a po II wojnie światowej odebrano im jeszcze trzy wioski z tak zwanego przyczółka bratysławskiego.

Rusovce były niegdyś także ostatnim przyczółkiem cywilizowanego świata - biegł przez nią limes strzeżony przez rzymskie legiony. Pozostałości obozu wojskowego z okresu Imperium Romanum są nadal widoczne. Z kolei dominantą centrum jest wielki pałac w stylu neogotycku angielskiego, wiecznie remontowany i odgrodzony płotem.
Obrazek

Wracają opady. Przy rozpadającym się słowacko-węgierskim przejściu granicznym deszcz smaga mnie po twarzy niczym w listopadzie...
Obrazek

Wykreślając plan podróży i zerkając na mapę stwierdziłem, że tędy całkiem niedawno jechałem, więc chyba nie warto powtarzać tej trasy. Potem jednak odkryłem, że to "niedawno" oznacza... 9 lat temu! A więc może wypadałoby znowu odkurzyć ową drogę!

Dwie najbliższe węgierskie wioski są wielonarodowościowe, podobnie jak trzy słowackie z "przyczółka". W Rajce (Ragendorf) około 10% mieszkańców stanowią Niemcy, a 20% Słowacy. Ci ostatni zapewne przenieśli się do niej w ostatnim czasie i dojeżdżają do pracy w Bratysławie.
Obrazek

W Bezenje (Bizonja, niem. Pallersdorf) jedna trzecia to Chorwaci, są także grupy Słowaków i Niemców.
Obrazek
Obrazek

Chorwaci mieszkają daleko od swoich rodzinnych stron - to potomkowie kilku fal ucieczek przed Turkami, które miały miejsce między XVI a XVIII wiekiem. Sporo z nich mieszka także w pobliskim austriackim Burgenlandzie.

Obok wiejskiego cmentarza stoi kolumna z łacińską inskrypcją i datą 1637.
Obrazek

Pierwszym miastem jest Mosonmagyaróvár. Do 1939 roku były to dwa osobne ośrodki - Moson (Wieselburg) oraz Magyaróvár (Ungarisch Altenburg), dlatego dzisiaj posiada dwa centra i starówki. Aż do XIX wieku większość mieszczan była niemieckojęzyczna, następnie wskutek madziaryzacji i powojennych wywózek zmienił się charakter etniczny, ale kilka procent tzw. Szwabów Naddunajskich ciągle tu żyje.
Obrazek

Parkuję w Magyaróvár. Przestało padać, ale w powietrzu czuć chłodek. Miasto jest pełne zabytków z różnych epok i dość zadbane.
Obrazek
Obrazek

Najcenniejszym obiektem jest czworoboczny zamek. Postawiono go w miejscu rzymskiego obozu Ad Flexum, kolejnego w limesie. Wielokrotnie przebudowywany, w XIX wieku Habsburgowie otworzyli w nim szkołę rolniczą.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Do jednej ze ścian przylegają mury z czasów rzymskich, a w bramę wmurowano replikę antycznego epitafium.
Obrazek
Obrazek

Przed zamkiem znajduje się rozległy Pomnik Poległych w I wojnie światowej. Większość nazwisk jest bardzo węgierska...
Obrazek
Obrazek

Drugi pomnik z listą ofiar Wielkiej Wojny stoi przed wejściem na teren kompleksu, a mniejszy - mocno sugestywny - upamiętnia kolejny światowy konflikt.
Obrazek
Obrazek

W czasie spaceru Magyar utca wychodzi nawet słońce!
Obrazek

Pomników pierwszowojennych jest w mieście więcej - przy głównej ulicy strzela w niebo wysoki obelisk.
Obrazek
Obrazek

Numer czwarty położony jest już w Moson, między kaplicą a barokowym kościołem: Chrystus podtrzymuje słaniającego się żołnierza.
Obrazek
Obrazek

W czasie tego wyjazdu postanowiłem nie korzystać z płatnych węgierskich autostrad, więc najbliższe 30 kilometrów przebędę drogą numer 1, która dawno temu była główną arterią łączącą Budapeszt z Wiedniem. Dzisiaj ruch na niej panuje raczej umiarkowany, a widok traktora zasypującego okolicę spadającym z przyczepy sianem nie jest rzadkością.
Obrazek

Győr (niem. Raab) to największe miasto północno-wschodnich Węgier. Liczy około 130 tysięcy mieszkańców, więc jak na miejscowe warunki stanowi prawdziwą metropolię. Bywałem w nim wielokrotnie, ale zawsze przejazdem i przeważnie myliłem wówczas drogę, bowiem oznakowanie okrutnie szwankowało. Tym razem zaopatrzyłem się w mapę i bez problemu zaparkowałem w centrum obok ogromnego ratusza.

Deszczowe chmury postanowiły w końcu sobie odejść, a w słońcu zrobiło się cieplutko.
Obrazek

Zaraz za ratuszem znajduje się duży dworzec kolejowy. Otwarty w czasach austro-węgierskich przeszedł kilka dużych przebudów, m.in. główne wejście zdobione jest płaskorzeźbą nawiązującą do starożytności. Powstało one w latach 50. XX wieku, ale część elementów zdążyła już odpaść.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zachodzę na wiadukt aby spojrzeć na perony. Żółto-zielony Stadler FLIRT obsługiwany jest przez austriacko-węgierskiego przewoźnika GYSEV.
Obrazek

A w tę stronę sielsko i spokojnie...
Obrazek

W Győr starych budynków jest od groma, lecz najciekawsza jest oczywiście starówka rozłożona nad zbiegiem rzek Rába i Dunaj Moszoński (Mosoni Duna).
Obrazek

Dziewczyna myślała, że to jej robię zdjęcia i wstała oburzona, coś tam po madziarsku burcząc. Żeby jeszcze było co fotografować...
Obrazek

Tu na zdjęciu płynie Rába, biorąca swój początek w Alpach. Brzeg został przekształcony w bulwar. Widać także trzy kościoły: od prawej karmelitów, potem katedra oraz ten ze ściętym dachem w kompleksie zamkowym.
Obrazek

Zabytkowe gmachy przy placu przed świątynią karmelitów.
Obrazek
Obrazek

Następnie Rába podąża wzdłuż murów pochodzących przeważnie z XVI wieku, mających chronić miasto przed Osmanami (nie zawsze skutecznie). Po drugiej stronie stoi wysoki na 25 metrów obelisk z 1913 roku poświęcony hrabiemu nazywającemu się Béla Cziráky. Hrabia był prezesem stowarzyszenia regulującego rzeki.
Obrazek
Obrazek

Kawałek dalej Rába wpływa do Dunaju Moszońskiego, będącego południowym korytem Dunaju właściwego.
Obrazek

Wchodzimy na starówkę. Aby trzymać się tematu wody zaglądam do publicznej toalety, gdzie dostaję elegancki rachunek za wniesioną opłatę :D.
Obrazek

W pobliskiej lodziarni próbują oszukać nas na kasie: babka jest bardzo zdziwiona, że domagam się należnego mi tysiąca forintów reszty. Niefajnie! Lekko zniesmaczeni wchodzimy pomiędzy wąskie uliczki.
Obrazek

Romańsko-gotycko-barokowa katedra Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, główny katolicki kościół miasta i całej diecezji. Z racji braku miejsca łatwiej zrobić jej zdjęcie od tyłu.
Obrazek

Pozostałości kościoła z epoki dynastii Arpadów (XI-XII wiek).
Obrazek

Pomnik Poległych wmurowany w ścianę katedry przedstawiający krwawe natarcie.
Obrazek

Ulice zdobione są różnymi ciekawymi fontannami, dzieci szczególnie przyciąga ta z mężczyzną świecącym swoim przyrodzeniem.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Széchenyi tér czyli rynek. Obowiązkowa kolumna maryjna, otoczona bogatymi kamienicami i pałacami oraz ogródkami kawiarnianymi.
Obrazek

Wóz biblioteczny?
Obrazek

A tu facet siedział sobie na ławce i zaczepiał przechodniów atakując ich zdalnie sterowanym samochodzikiem. Bajtle były zachwycone :P.
Obrazek

Wracamy pod neobarokowy ratusz. Wystawiony w ostatnim roku 19. stulecia i posiadający wieżę wysoką na 59 metrów jest jednym z najbardziej charakterystycznych obiektów Győr.
Obrazek

Samo miasto wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Na pewno warto tu zajrzeć przebywając w okolicy i pochodzić sobie deptakami albo nad rzekami.

Teraz jednak trzeba wsiąść do auta i pocisnąć trochę gazu, bo przed nami jeszcze jakieś 130 kilometrów do przejechania. Kierujemy się na południe przebijając się przez mniejsze i większe wioski, przeklinając zawalidrogi, których na Węgrzech jest pełno. Najczęściej występuje przypadek w postaci starszej kobiety blokującej ruch i gadającej jednocześnie przez telefon!
Obrazek

Czasem robię sobie postój dla rozprostowania kości...
Obrazek

Górujący nad okolicą zamek Csesznek z XIII wieku. Zwiedzałem go w 2010 roku, a wydaje się, jakby to było wczoraj!
Obrazek

Coraz więcej dookoła pagórków, wjechaliśmy w niewysokie pasmo Bakony, a to znak, że zbliżamy się do Balatonu.
Obrazek

W pewnym momencie źle skręcam i zamiast nad brzeg jeziora ląduje na szosie oddalonej od niego o kilka kilometrów. I tu zdziwienie - znaki dopuszczają prędkość 110 km/h, mimo, że to zwykła jednopasmowa droga z dość niskim numerem (710).
Obrazek

Pewnie wybudowaną ją, aby ominąć część ośrodków nad samym Balatonem i zmniejszyć tam trochę ruch. Przejazd nią jest czystą przyjemnością, zwłaszcza, że dookoła rosną moje ukochane słoneczniki! :)
Obrazek

Na południowym brzegu dość sprawnie przecinamy Siofok. Tuż za nim dziwi nas ogromny ruch samochodów wyjeżdżających znad Balatonu. Myśleliśmy, że ludzie wracają z plaży, ale jutro okaże się, że odbywa się tam duża impreza...

A przed zachodem słońca mogę po dwóch latach przerwy znowu fotografować węgierskie morze :).
Obrazek
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2036
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Dolnoślązak » 10-10-2019 21:02

Taka chyba już wyjazdowa tradycja, że łapie was ulewa na początku jak kojarzę z poprzednich relacji :wink:

A lodziara oszustka niech się wstydzi, swego oszukiwać? Polak-Węgier dwa bratanki :evil:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3683
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Pudelek » 10-10-2019 22:45

Tyle, że ulewy zazwyczaj kończyły się w połowie Słowacji, a ta trwała aż do Węgier :P
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3683
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Pudelek » 13-10-2019 16:51

Przyjeżdżając nad węgierskie morze zazwyczaj zatrzymywałem się w Balatonföldvár. Tym razem jednak postanowiłem zmienić lokalizację, do czego mocno zmobilizowała mnie decyzja włodzarzy miasteczka, aby wszystkie plaże w miejscowości stały się ogrodzone i płatne :|. Co prawda wstęp nie jest jakoś specjalnie drogi, ale chodzi o zasadę!

Przenieśliśmy się niezbyt daleko, bo do oddalonego o kilka kilometrów na wschód Zamárdi. Osada o podobnej wielkości co B-földvár (a raczej małości - 2 tysiące mieszkańców), choć bez tych wszystkich aleji drzewnych, parków i właściwie bez wyraźnego centrum.

Nasz kemping był duży. Moloch, jakich nie lubię, lecz miał jeden niepowtarzalny atut: leżał nad samym brzegiem. Co prawda trudno zejście po drabince nazwać plażą, ale w ciągu chwili od wyjścia z namiotu można było taplać się w Balatonie.
Obrazek

Temperatura wody wynosiła około 22/23 stopni - w porównaniu choćby z Bałtykiem zupa, lecz jak na Węgry to umiarkowanie. I tak lepiej niż prognozowali synoptycy, którzy wróżyli cały weekend deszczu i piździawicy.
Obrazek

Ceny na kempingu także wysokie; był to chyba nasz najdroższy nocleg podczas całego wyjazdu!
Obrazek

Wśród alejek poustawiano tabliczki z numerami i rysunkami, aby dzieciaki mogły łatwiej je zapamiętać ;).
Obrazek

Gdyby ktoś chciał spać w ulu, to tutaj jest ku temu okazja.
Obrazek

Wśród turystów zauważamy bardzo dużo Czechów. To dziwne, bo Pepiki raczej nie są wielkimi miłośnikami Węgier. Po kilku godzinach zagadka się rozwiązała.

Najpierw rano usłyszeliśmy hałas przelatującego samolotu. Potem drugiego i trzeciego. Stwierdziłem, że jakaś banda idiotów wybrała sobie na harce akurat nasz brzeg Balatonu! A w czasie kąpieli ujrzeliśmy coś takiego:
Obrazek

Okazało się, iż w Zamárdi odbywają się zawody z cyklu Red Bull Air Race World Championship. Czesi mają wśród zawodników swoich dwóch reprezentantów, a jeden z nich - Martin Šonka - był jednym z faworytów imprezy. Ostatecznie zajął w niej czwarte miejsce, a w całym turnieju (składającym się z czterech startów) trzecie. Wygrał Australijczyk.

Między sterczącymi w górę bramkami co rusz przelatywał jakiś samolot. Obrazek

W niedzielę odbywała się już końcówka zawodów, potem przyszła pora na popisy akrobatów z Flying Bulls. W pewnym momencie powietrze przeciął ciężki huk. Spojrzeliśmy w górę i szczęka mi opadła...
Obrazek

Spodziewałem się jakiejś współczesnej konstrukcji, ale nie! Ten w środku to North American B-25 Mitchell, amerykański bombowiec z II wojny światowej. Rok produkcji 1945! Jest to jeden z dwóch latających egzemplarzy w Europie. Natomiast po prawej smugę zostawia Lockheed P-38 Lightning - samolot myśliwski dalekiego zasięgu. Z fabryki wyjechał w 1944 roku. Jedyny na naszym kontynencie, który nadal potrafi wzbić się w powietrze (pozostałe są w jego ojczyźnie).

Piękne maszyny, naprawdę było co oglądać i słuchać!
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wziąłem aparat i przeszedłem się na położoną niedaleko publiczną plażę (bezpłatną), gdzie odbywały się zawody. Ludzi cała masa, stanąłem więc z boku w pewnym oddaleniu.
Obrazek

Na sam koniec zaprezentowała się kolejna grupa, używająca już normalnych samolotów akrobatycznych.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Gdy już wracałem to jeszcze wylądował obok helikopter, tym razem "cywilny".
Obrazek

Większość widzów jednocześnie rzuciło się do wyjścia, więc na drodze zrobił się ogromny korek. Sporo samochodów i wiele autokarów posiadało czeskie blachy.
Obrazek

Ta niedziela spędzana była na totalnym luzie... Kąpanie się, wylegiwanie, picie piwska i wina. Odpoczywała także Śliwka i Borówka, w towarzystwie napitków (fajnie, że Węgrzy zaczynają produkować coś innego niż zwykłe sikacze).
Obrazek

Wieczorem wypadałoby coś zjeść. Ceny na kempingu przyprawiały o zawrót głowy, więc wybraliśmy się na pobliską przystań, z której odpływają promy w kierunku półwyspu Tihany. Samochody nadal stały w korku, a kierowanie ruchem przez policję przynosiło efekt odwrotny do zamierzonego.
Obrazek
Obrazek

Także i tu trzeba pilnować portfela. Nie chodzi o kieszonkowców, tylko o złodziei z obsługi: a to coś jest dopisane do rachunku, a to rachunku w ogóle nie ma, a to cena się nie zgadza, ewentualnie nikt nie przyniesie reszty... Zdaje się, że i na Węgrzech dobra zmiana wyzwoliła najgorsze instynkty u obywateli.
Obrazek

Wieje mocno od strony wody.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Zamárdi z jednej strony się rozbudowuje - między naszą miejscówką a portem powstaje ogromny kompleks SPA/wellness/inne gówno...
Obrazek

...a z drugiej mijamy kilka opuszczonych kempingów o dużej powierzchni. Kiedyś musiało tu być naprawdę tłoczno, ale widać, że ubyło chętnych do tej formy wypoczynku: albo zmieniły im się gusta albo się wzbogacili i wybrali inne kraje.
Obrazek
Obrazek

Ogólnie to od dawna widać, że część infrastruktury turystycznej wokół Balatonu się zwija. Coraz więcej takich porzuconych miejsc, wiele domów na sprzedaż...

Zachód słońca nad półwyspem Tihany po drugiej stronie jeziora. Można dostrzec sylwetkę znanego opactwa benedyktynów.
Obrazek
Obrazek

W poniedziałek porzucamy Węgry i jedziemy dalej na południe. Wypadałoby jednak jeszcze się wykąpać... Niektórzy testują temperaturę wody, inni do niej wskakują ;).
Obrazek
Obrazek

Potem czeka nas przykra niespodzianka - samochód nie odpala! Chyba wyładowaliśmy akumulator siedząc wieczorem przy włączonych światłach i grającym radiu. Po początkowym ataku paniki (już dzwoniłem na linię z autocasco) zagadałem do ekipy z Górnego Śląska przebywającej na kempingu. Podjechali swoim wozem, podłączyli kable i reanimowali mojego potwora :).

Spóźnieni o ponad godzinę opuszczamy Zamárdi. W Balatonföldvár robimy większe zakupy i przejeżdżam też przez miasto, aby zobaczyć co się zmieniło w ciągu dwóch lat. Zmiany oczywiście są na gorsze: zamknięto kilka lokali i wprowadzono wspomniane opłaty za plażę. Ale za to ustawiono na niej wspaniały napis, który można wrzucić potem na fejsa.
Obrazek

Odbijamy w głąb lądu. Mijamy stawy hodowlane, a na horyzoncie zielenią się pagórki północnego brzegu Balatonu.
Obrazek

Droga nr 67 jest przebudowywana na długim odcinku do standardu szosy szybkiego ruchu (nie mylić z ekspresówką) - będzie miała po dwa pasy ruchu, lecz część skrzyżowań kolizyjnych.
Obrazek

Po półtorej godzinie docieramy w pobliże miasta Szigetvár w Baranji. Zatrzymuję się przy położonym obok szosy Parku Przyjaźni Węgiersko-Tureckiej. To dość specyficzne miejsce.
Obrazek
Obrazek

Nawiązuje ono do tureckiego oblężenia Szigetváru z 1566 roku. Armia osmańska przez miesiąc słała kolejne fale żołnierzy na mury miejskie i dopiero wysadzenie jednego z bastionów pozwoliło wedrzeć się do środka. Miasto padło, lecz kolejna eksplozja w magazynie prochu zabiła wielu atakujących, a także obrońców. Zginął dowódca Węgrów - Nikola Šubić Zrinski, Chorwat. Strata napastników była jednak znacznie większa - zmarł sam sułtan Imperium, słynny Sulejman Wspaniały, bohater Wspaniałego Stulecia. Umarł prawdopodobnie z przyczyn naturalnych, ale jego śmierć utrzymywano w tajemnicy, aby nie podkopywać morale poddanych.

W miejscu parku stał wówczas sułtański namiot. Głównym elementem wybudowanego założenia są ogromne pomniki obu wodzów - Zrinskiego i Sulejmana.
Obrazek

W parku ustawiono liczne tablice opisujące bitwę i historię. Jedną z nich upiększono wspólnym zdjęciem Erdogana i Orbana. W sumie obaj politycy mogliby być braćmi, podejście do sprawowania władzy mają podobne (choć Viktor musi się jeszcze sporo nauczyć od kumpla z Azji). Jest też kilka obiektów małej architektury, m.in. fontanna w osmańskim stylu.
Obrazek
Obrazek

W okolicy jest sporo pamiątek z tamtych czasów, na przykład dawne mauzoleum z sułtańskimi wnętrznościami. My jednak kierujemy się prosto w wąskie uliczki samego miasteczka.
Obrazek

Zamek zdobyty ongiś przez Turków nadal stoi. To sporych rozmiarów czworoboczna twierdza z narożnymi bastionami. Niestety, wstęp nawet na dziedziniec jest płatny i to niemało, więc ograniczamy się do spaceru zewnętrznego wokół murów.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dzieło z gatunku "co autor miał na myśli?". Wersje były dwie: wielka sowa albo paznokieć. A może jeszcze coś innego?
Obrazek

Znajdujący się przy głównym placu kościół św. Rocha powstał jako meczet, o czym dobitnie świadczą okna i drzwi.
Obrazek
Obrazek

Nie mogło zabraknąć pomników. Na pierwszym zdjęciu postawiony w 1878 roku lew depczący turecki sztandar - symbolika jednoznaczna. Na drugim upamiętniono powstanie węgierskie z 1956 oraz poległych w Wielkiej Wojnie.
Obrazek
Obrazek

Moją uwagę przykuwa niebanalny kształt dwóch wież. To kasyno, zaprojektowane przez Imre Makovecza w tzw. stylu organicznym.
Obrazek
Obrazek

Z Szigetváru pozostało do granicy nieco ponad 50 kilometrów. Początkowo jadę krajówką, gdzie spada na nas deszcz siana...
Obrazek

Potem odbijam w boczne, prawie puste drogi z widokami na wzgórza otaczające Pécs.
Obrazek
Obrazek

W wiosce o nazwie Baksa dochodzi do nieszczęścia: morduję gołębia! Siedziały sobie bydlęta za widocznym poniżej skrzyżowaniem i zamiast odlecieć przed nadjeżdżającym samochodem postanowiły przeczekać go na asfalcie między kołami. Usłyszałem głuchy łomot, a w tle została zakrwawiona kupka piór...
Obrazek

Krótko po 14-tej melduję się przy przejściu z Chorwacją Drávaszabolcs – Donji Miholjac. Granicę wyznacza rzeka Drawa.
Obrazek
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3683
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Pudelek » 16-10-2019 11:22

Republika Chorwacji należy od kilku lat do Unii Europejskiej, ale nie do Strefy Schengen, zatem na granicach odbywa się prawie normalna kontrola graniczna. W sezonie letnim potrafią się tworzyć gigantyczne kolejki, na szczęście nie dotyczy to tych rejonów - Slawonia to wschodnie peryferia państwa, rzadko odwiedzane przez turystów. Nasza odprawa graniczna była niemal błyskawiczna, wszystko zajęło kilka minut.
Obrazek

Ta część Chorwacji nawet może przypaść mi do gustu - brak tłumów, a ceny są normalniejsze niż na wybrzeżu. No i mają słoneczniki! :D
Obrazek

Tegoroczna wizyta ma charakter przelotowy z jednym dłuższym postojem. Przed wyjazdem chciałem zakupić garść chorwackiej waluty na jakieś drobne wydatki. DROBNE. Aby zapłacić za parking, ewentualnie kupić pocztówkę albo loda. Niestety, wszędzie w kantorach posiadali banknoty o wartości co najmniej 50 kun (ponad 25 złotych).
- To dla pana za dużo? - patrzyli na mnie jak na wariata, gdy kręciłem głową. Tłumaczenie, że będę w Chorwacji bardzo krótko nie pomagało. Ostatecznie przeszukałem pamiątki po pobycie sprzed lat i znalazłem trochę monet, które w zupełności wystarczyły :).

Jedziemy głównie bocznymi drogami. Jakość nawierzchni lepsza niż u Węgrów, co w ogóle mnie nie dziwi.
Obrazek

Zatrzymujemy się w jednej z mijanych wiosek - Bračevci. Moją uwagę przykuł mocno zaniedbany kościół w centrum miejscowości. Wieża wygląda, jakby miała wkrótce się zawalić...
Obrazek
Obrazek

Chorwaci są narodem z bardzo wysokim odsetkiem osób wierzących (w Slawonii około 95%), więc trochę dziwi, że świątynia jest w takim stanie i nikt o nią nie dba.
Obrazek
Obrazek

Mam pewne obawy, czy zaraz coś nie spadnie mi na łeb, ale wchodzę przez rozwalone drzwi. Zaraz za nimi znajduję odpowiedź na moje zdziwienie: to jest serbska cerkiew prawosławna. I wygląda na to, że sporadycznie nawet użytkowana.
Obrazek

A jak cerkiew to wiadomo - obcy obiekt, więc może niszczeć. Niby ludzie wierzą w tego samego Boga, ale potrafią się pozabijać, bo kształt krzyża inny albo wykonuje się nieodpowiednie gesty.
Obrazek

Sto lat temu w Bračevci większość mieszkańców stanowili Serbowie. Potem ich procent malał, ale przed wybuchem ostatniej wojny była ich ciągle połowa ludności. Dziś prawie nikt nie został - uciekli albo ich wypędzono. Bałkański (i nie tylko) koszmar...

Przy szosie stoi pomnik ofiar wojny światowej. "Ofiary faszyzmu" i partyzanci. Zapewne też Serbowie, bo Chorwaci przecież stali zazwyczaj po drugiej stronie frontu.
Obrazek

Sąsiedztwo kościoła i pomnika: dom kryty trawą i jakaś przydrożna kaplica.
Obrazek
Obrazek

Ruszamy w dalszą drogę. Pogoda zaczyna przypominać lato, temperatura poszybowała do 27 stopni.
Obrazek

Po pół godzinie docieramy do Đakova, miasto nazywanego "sercem Slawonii". Samochód zostawiam niedaleko ronda Franja Tuđmana, obok którego bieleje kościół Wszystkich Świętych. To dawny meczet, co (podobnie jak w Szigetvár) potwierdza kształt okien. Szkoda, że nie weszliśmy do środka, wnętrza są piękne.
Obrazek

Spacerkiem kierujemy się w stronę głównego placu. Ludzi na ulicach mało, chowają się przed słońcem.
Obrazek
Obrazek

W samym sercu serca Slawonii wznosi się ku niebu potężna sylwetka katedry św. Piotra. Jest tak duża, że ciężko ją ująć na jednym zdjęciu (drugie musiałem posklejać z kilku fotek).
Obrazek
Obrazek

Zaprojektowali ją architekci z Wiednia. Stylistycznie to klasyczny historyzm: połączenie neogotyku i neoromanizmu. Budowano ją 16 lat, zużyto 7 milionów czerwonych cegieł. Katedra jest czasem określana jako najwyższy kościół Slawonii lub okresu neogotycku w całej Chorwacji; oba twierdzenia są nieprawdziwe, bo troche wyższe wieże ma chociażby świątynia w Osijeku. Đakovieckie są wysokie na 84 metry.
Obrazek

Na pewno nie jest to także największy kościół miedzy Rzymem a Stambułem - ktoś mocno odjechał z taką opinią :D. Nie mniej wnętrza są rozległe i bardzo ładne dla oka. Oraz puste - oprócz nas nikogo tam nie było.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Katedra stanowi główny kościół arcybiskupstwa Đakovo-Osijek. Opisuje się ją także jako "katedra Strossmayera". Biskup Josip Juraj Strossmayer był nie tylko duchownym, ale też politykiem, jeden z pierwszych propagatorów "jugosławizmu". Inicjował budowę nowych świątyń, również tę i został w niej pochowany.

Na placu przed katedrą ustawiono jego pomnik i nazwano go jego nazwiskiem.
Obrazek
Obrazek

Wracamy na parking deptakiem wypełnionym kawiarenkami i lodziarniami.
Obrazek

Z Đakova do południowej granicy jest tylko 30 kilometrów. Tabliczki z zakazami wstępu wyskakują niespodziewanie.
Obrazek
Obrazek

Dwa państwa rozdziela Sawa (Sava), stanowiącą także północną granicę Bałkanów. Ostatnia miejscowość na chorwackim brzegu to Slavonski Šamac.
Obrazek

Na przejściu czeka kilka samochodów, Chorwatom kontrola zajmuje 10 minut. Potem jest już trochę gorzej... Na granicznym moście spotykam dziesiątki tirów - na szczęście stoją na przeciwległym pasie. To jednak oznacza, że całkowicie blokują tam ruch, bo osobówka nie ma szans się przedrzeć. Warto o tym pamiętam wybierając kiedyś tę trasę na drogę powrotną.
Obrazek
Obrazek

Bośniacy krzątają się wolniej. Każą mi nawet otworzyć bagażnik, choć w ogóle do niego zaglądają - może tylko ma to dobrze wyglądać w oku kamery? Zresztą co mógłbym przemycać z Chorwacji do Bośni??
Obrazek

Na wszystko zeszło pół godziny. Niezły wynik. Z kolei nasza cała wizyta w Chorwacji trwała jakieś dwie i pół godziny. Witamy w Bośni, witamy na Bałkanach. Po tej stronie także rozciąga się Šamac (Шамац). Kiedyś nazywał się Bosanski Šamac i zamieszkiwali go głównie Boszniacy (słowiańscy muzułmanie). Potem wybuchła wojna, teren został zajęty przez serbskie wojsko. Dziś leży w Republice Serbskiej, serbskiej części Bośni i Hercegowiny i ta narodowość dominuje. Aby podkreślić obecną strukturę etniczną nawet z nazwy usunięto przymiotnik "bosanski"...

Ponieważ jesteśmy u Serbów to w napisach króluje cyrylica i serbskie flagi.
Obrazek
Obrazek

Ten stan nie trwa jednak długo: wewnętrzna bośniacka granica jest bardzo pokręcona i już po kilkunastu kilometrach jesteśmy w Federacji Bośni i Hercegowiny, czyli części muzułmańsko-chorwackiej. A i tak najczęstszym elementem krajobrazu są wieże minaretów (także u Serbów).
Obrazek

Chwila dla fotografa: pofałdowana okolica z niskim pasmem górskim Trebava w tle.
Obrazek
Obrazek

Bardzo tutaj zielono.
Obrazek

Obok drogi znajduje się niewielki cmentarz muzułmański. Niektóre nagrobki z charakterystycznymi turbanami muszą być dość wiekowe. A wśród grobów swój dom mają małe pieski. Nie wyglądały na wygłodzone...
Obrazek
Obrazek

Współczesny pomnik ofiar ostatniej wojny. Sami mężczyźni, więc pewnie żołnierze.
Obrazek

Na jeździe mija nam jeszcze godzina i przed 19-tą pojawiają się zabudowania wielkiego miasta. Tuzla. W niej będziemy dzisiaj spali, skorzystamy też z okazji, aby zobaczyć czy jest coś ciekawego w tej rzadko odwiedzanej przez turystów miejscowości (z wyjątkiem portu lotniczego, na którym ląduję tanie linie).

Bramę powitalną stanowi elektrownia, największa w Bośni i Hercegowinie.
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3683
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Pudelek » 20-10-2019 16:46

Tuzla to trzecie największe miasto Bośni i Hercegowiny, najważniejszy ośrodek w północno-wschodniej części kraju. Jednocześnie leży na uboczu wielkich dróg i tras wędrówek turystów, choć niektórzy zaglądają tutaj na kompleks słonych jezior Pannonica. Czy są też inne miejsca, które zainteresują cudzoziemca? Zobaczymy.

Nocleg zaklepałem w dzielnicy Paša bunar, oddalonej o kwadrans piechotą od centrum. Na podwórzu wita nas kot i szybko wskakuje na maskę. Drugi pieszczoch czai się w środku i tylko czeka na mizianie :).
Obrazek
Obrazek

Okolica to rzędy domów jednorodzinnych, sypiące się warsztaty i horyzont pełen jugosłowiańskich bloków. Podobnie jedna z dwóch głównych ulic - Rudarska. Proza normalnego miasta bez upiększeń pod turystów. Lubię po takich chodzić.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Niedaleki stadion Tušanj pomieści 7 tysięcy widzów. Swoje mecze rozgrywa na nim FK Sloboda Tuzla, bez oszałamiających sukcesów w lidze bośniackiej.
Obrazek

Na jednym ze skrzyżowań straszy wieżowiec z powybijanymi oknami, częściowo spalony. To dawny budynek władz regionalnych, zniszczony podczas zamieszek w 2014. Mieszkańcy BiH, wspólnie i niezależnie od narodowości, protestowali przeciwko korupcji, bezrobociu i złej sytuacji gospodarczej. Gmachu nie wyremontowano, problemów nie rozwiązano. Na dole ktoś wypisał sprajem hasła przeciwko nacjonalizmowi (podziały partyjne w Bośni idą zazwyczaj według kryteriów etnicznych).
Obrazek
Obrazek

Po chwili jesteśmy już na skraju starówki. Obok ronda stoi kolorowa brama do medresy Behram-beg, szkoły muzułmańskiej założonej w XVII wieku.
Obrazek

Ulice Starego Miasta nie są odpicowane jak w niektórych miejscowościach, ale nie widać też sypiących się ruder. Są po prostu zwyczajne, toczy się na nich normalne życie mieszkańców. Nie pamiętam, czy spotkaliśmy jakiś zagranicznych turystów.
Obrazek
Obrazek

Główny plac to Trg Slobode. Pełno na nim kawiarenek i restauracji. Od południa zamyka go długi budynek z czasów austro-węgierskich (o nazwie Barok), od wschodu meczet Hadži Hasana z 1548 roku.
Obrazek
Obrazek

Skoro jesteśmy na Bałkanach, to wypadałoby zjeść pierwszą bałkańską kolację, czyli oczywiście ćevapćici :). Znaleźliśmy dość sympatyczny lokal (co nie było łatwe - dominują te z kuchnią międzynarodową i sieciówki), gdzie mięso podawali nie osobno, ale w bułce. Smaczne, choć pieczywo trochę za bardzo ociekało tłuszczem.
Obrazek

W pewnym momencie rozległo się wycie z meczetów. Ustało i nagle na stołach pojawiły się... popielniczki. Allah pozwolił zakurzyć.

Po zmroku zwiększa się liczba przechodniów. Klimat orientalny, ale kobiet w chustach czy workach okrywających całe ciało prawie nie było, naliczyłem w sumie kilkanaście.
Obrazek

Do niedawna Tuzla była miastem mocno wymieszanym narodowościowo. Niecałą połowę stanowili Boszniacy, pozostałą mniej mięcej po równo "Jugosłowianie", Chorwaci i Serbowie. Dziś procent Boszniaków wynosi już ponad 70%, ilość Chorwatów jest podobna, natomiast kilkukrotnie spadła liczba Serbów, a Jugosłowianie zniknęli w mrokach dziejów...

W czasie wojny Tuzla miały dwa znaczące wydarzenia. W maju 1992 roku oddziały opuszczającej miasto Jugosłowiańskiej Armii Ludowej wpadły w zastawioną na nich pułapkę. Na jednym ze skrzyżowań otworzono do nich ogień z okolicznych bloków i domów. Żołnierze nie mieli szans, zginęło ich około setki. Prawdopodobnie dowództwo jugosłowiańskie uzgodniło wcześniej z władzami bośniackimi wolną i bezpieczną ewakuację z Tuzli, więc atak ten można potraktować jako zbrodnię wojenną. Zasadzka została sfilmowana z pobliskiego balkonu. O tym międzynarodowe media raczej nie trąbiły.

Serbowie zemścili się okrutnie w maju 1995. Wystrzelony z daleka pocisk artyleryjski zabił na deptaku 71 osób, a ponad 200 zranił. O tej tragedii przypomina pomnik w jednej ze ścian.
Obrazek

Trochę się jednak zagalopowali z tym określeniem "serbscy faszyści". W czasie wojny bałkańskiej wszystkie strony oskarżały się o bycie faszystami i praktycznie wśród wszystkich takowi występowali (zwłaszcza wśród Chorwatów zafascynowanych ustaszami), ale nie były to postawy dominujące.

Idąc rano na zakupy przyglądam się mijanym budynkom. W świetle słońca lepiej widać ślady po walkach, chyba nie domu od nich wolnego.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tym razem do śródmieścia podjeżdżamy autem, aby jeszcze co nieco zobaczyć. Parkuję przy centrum handlowym, gdzie muszę ogarniać się od Cyganów oferujących jakieś swoje tajemnicze usługi. Obok płynie Jala o zapachu ścieku. A za nią po lewej spory dom spokojnej starości w stylu jugosłowiańskiego modernizmu.
Obrazek
Obrazek

Wspominałem o meczecie przy rynku. W Tuzli jest ich sporo. Najciekawszy - Kolorowy (Šarena džamija) - jest w remoncie i prawie go nie widać zza rusztowań. Z kolei meczet Turala-bega, zwany też "Polskim", tak wyremontowano, że sprawia wrażenie nowego, mimo, iż wybudowano go w 1572 roku. Obok istnieje niewielki cmentarz.
Obrazek
Obrazek

Wdrapuję się na niedalekie boisko, gdzie dwóch chłopaków widząc aparat przerywa grę w kosza i chowa się do cienia. Z tyłu zielenią się kopuły cerkwi prawosławnej z końca 19. stulecia. Wnętrza bogate.
Obrazek
Obrazek

Przemykamy ulicami, które dopiero zaczynają się zaludniać. Tuzlanie i Tuzlanki kręcą się głównie przy piekarniach, gdzie i my kupujemy coś na drogę. Tutejsze budynki to mieszanina czasów Habsburgów, królewskich, Tito i współczesnej bezpłciowości. Natomiast w parku można obejrzeć kilka pomników ku czci bośniackich jednostek walczących z Serbami.
Obrazek
Obrazek

Policjant chyba czekał na okazję, bo nikogo nie zatrzymywał, a później już go nie było :D.
Obrazek

Opuszczając miasto mogłem zadać sobie pytanie: czy warto odwiedzić Tuzlę? Tak, jeśli jesteśmy w pobliżu albo wylądowaliśmy w niej samolotem i mamy trochę wolnego czasu. Zobaczymy wtedy bośniackie miasto nie nastawione na masowy ruch turystyczny. Ale jechać tutaj specjalnie? Raczej nie.

Przed nami ponad setka kilometrów do stolicy. Bośniackie drogi są zazwyczaj jednopasmowe, kręte i pełne ciężarówek oraz zawalidrogów. Zapomnijmy o szybkiej jeździe.
Obrazek

Są także widokowe, ponieważ dość często przejeżdżamy przez jakieś pasma górskie lub w ich pobliżu.
Obrazek

Kladanj, miasteczko pośrodku niczego.
Obrazek

Kolejne widoki: pofałdowane pola i góry.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dobry humor psuje mi... kara za sikanie koło drogi! Już dość długo miałem potrzebę, ale nigdzie nie było możliwości skoczyć w krzaczki: albo przepaść albo skalna ściana albo domy. Oczywiście zapomnijmy o normalnych toaletach. Wreszcie skończyły się góry, zjechaliśmy w szeroką dolinę, więc zatrzymałem wóz i poszedłem na bok. A tu niemal od razu pojawia się radiowóz. I awantura, że tak nie można, że naprzeciwko mieszka kobieta, którą oburzyłem i zadzwoniła po policję. Pogratulować szybkości: ledwo wyciągnąłem przyrodzenie, a baba mnie widzi, dzwoni na komisariat i ci zjawiają się po 10 sekundach! Cud!

Oczywiście chodziło o łapówkę, bośniaccy policjanci nią nie pogardzą. Rzucili kwotę 200 marek, astronomiczną. Pewnie są jakieś przepisy odnośnie oddawania moczu, ale biorąc pod uwagę częstotliwość występowania takich sytuacji, to ewidentnie panowie chcieli dorobić. Skończyło się na stówie, czyli i tak dwustu złotych! Potem jeszcze pytali się, gdzie pracuję. Może zastanawiali się czy nie zwiększyć albo obniżyć stawki?

Dalej pojechałem wściekły. Podczas ostatniej wizyty w Bośni także miałem przygodę z miejscowymi gliniarzami i wtedy jedyny raz w życiu zapłaciłem mandat jako kierowca. Wykroczenie było bardzo wydumane...
Obrazek

Przed Sarajewem ruch się znacząco zwiększa, na skrzyżowaniach tworzą się regularne zastoje. Na rogatkach stoję w korku... Stolicę zwiedzałem już kiedyś dokładnie, dziś chciałem zobaczyć co tam się pozmieniało. I poprawić sobie humor po spotkaniu z mundurowymi!

Jako brama powitalna służy wieża kompleksu olimpijskiego. Pięć kół, symbol Igrzysk '84 i znaczek McDonald'sa. Stare i nowe. Gdyby dodali jeszcze ślady po kulach to byłby komplet.
Obrazek

Plan wizyty w Sarajewie może storpedować rzecz prozaiczna: brak miejsc parkingowych! Wszystko totalnie zajęte, zarówno te bezpłatne, jak i płatne. Parkingi wyświetlają czerwone komunikaty, że nie mają nic wolnego. Postoju na zakazie nie będę ryzykował, jednak opłata administracyjna na dzień wystarczy.

Okrążam całą starówkę wewnętrzną obwodnicą. Nic! Byłem już przekonany, że przyjdzie obejść się smakiem, aż znajduję wolne miejsca obok budynków rządowych. Tyle, że to ze 2 kilometry do Starego Miasta.

Po drugiej stronie drogi wyróżnia się żółta sylwetka hotelu. Wybudowano go na igrzyska jako siedzibę olimpijskich dostojników.
Obrazek

Zapisał on swój niechlubny udział w początku oblężenia Sarajewa. W kwietniu 1992 roku hotel był w rękach Serbów (konkretnie serbskich polityków), a na ulicami dookoła niego odbywała się wielotysięczna pokojowa demonstracja zwolenników pokoju. Snajperzy ulokowaniu na dachu otworzyli ogień, zginęły dwie dziewczyny. Mordercy uniknęli kary: zostali złapani, ale potem wymieniono ich na jeńców. Śmierć młodych kobiet jest uznawana za początek walk o miasto, a one same jako jego pierwsze cywilne ofiary zabite z rąk żołnierzy (choć prawdopodobnie nie jest to prawda).

Ponieważ Serbom nie udało się zająć Sarajewa, więc wycofali się na okoliczne wzgórze. To naprawdę całkiem blisko nas. Mieli ulice jak na dłoni, mogli strzelać jak do kaczek.
Obrazek

Co czuje człowiek mierząc w kierunku osoby idącej na zakupy, wracającej z pracy albo szkoły? Nie, źle zadane pytanie. To nie jest człowiek...

Serbowie za pierwszą martwego cywila uznają Nikolę Gardovicia. Jego śmierć wydarzyła się w jeszcze bardziej makabrycznych okolicznościach: na początku marca tego samego 1992 roku na Baščaršiji, czyli starówce, odbywał się ślub. Goście państwa młodych szli w tradycyjnym orszaku między dwoma cerkwiami, niosąc ze sobą flagi narodowe. To popularna tradycja utrzymywana do dzisiaj. Pech chciał, że akurat trwało referendum niepodległościowe, które Serbowie zbojkotowali, a starówkę zamieszkują głównie muzułmanie. Tłum ludzi z serbską flagą został potraktowany jako prowokacja. Ojciec świeżo upieczonego męża był "mistrzem ceremonii", więc na nim skupił się atak wściekłych Boszniaków - śmiertelnie ranny zmarł w karetce, flagę spalono. Ledwo z życiem uszedł pop. Wesele zmieniło się w pogrzeb... Jako sprawcę zabójstwa zidentyfikowano mało znanego lokalnego gangstera - tacy zawsze wypływają na powierzchnię podczas wojen. W czasie oblężenia objawił się jako bohaterski żołnierz (wielu się z tą tezą nie zgadzało), w dodatku podobno był znajomym bośniackiego prezydenta, więc włos mu z głowy nie spadł.
Piętnaście lat po krwawym weselu nieznany napastnik zastrzelił go przed wejściem do mieszkania.
Obrazek

Sarajewskie róże - wypełnione czerwonym materiałem ślady po pociskach w miejscu, gdzie ktoś zginął. Coraz ich mniej. Miasto się rozwija, patrzy w przyszłość, może nie chce dbać. Warto jednak ciągle o tym przypominać, zwłaszcza teraz, gdy tępy nacjonalizm podnosi w Europie głowę coraz wyżej!
Obrazek

Ale dość o wojnie, w końcu Bośnia to nie tylko trupy i ruiny! Obok budynku Zgromadzenia Federalnego ustawiono kopię stećaka - kamiennego średniowiecznego nagrobku.
Obrazek

W parkometrze wrzuciłem monety na 2 godziny postoju, więc za dużo czasu nie mamy. Szybkim krokiem ruszamy w stronę ścisłego centrum.

O, tego budynku na pewno ostatnio nie było!
Obrazek

Bulwar wzdłuż rzeki Milcjacki, przy której kawałek dalej zamordowano arcyksięcia Ferdynanda.
Obrazek

Odkrywka archeologiczna w miejscu dawnego meczetu. Zburzono go w 1947 roku.
Obrazek

Na końcu ulicy katolicka katedra Serca Jezusowego. Wzniesiona za czasów Austriaków.
Obrazek

Dugi Bezistan - tureckie targowisko z XVI wieku. Część nie przetrwała, część istnieje do dzisiaj.
Obrazek

I wreszcie Baščaršija. Teoretycznie słowo to oznacza główny bazar, ale w praktyce jest synonimem całej sarajewskiej starówki. Turyści są nią zazwyczaj zachwyceni, ja nie. Owszem, ładna, ale jak dla mnie za bardzo wypicowana i do bólu komercyjna. Znacznie bardziej podobała mi się kiedyś muzułmańska dzielnica Skopje. Skoro jednak dzisiaj jesteśmy tutaj, to nie będę narzekał.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Tłumy ludzi, jak zawsze. Niektórzy odwracają się albo zasłaniają twarze, gdy robię zdjęcia, nie chcą aby ich uwieczniać. A najbardziej widoczna zmiana, to ta w ubiorze: jest o wiele więcej pozakrywanych kobiet niż 7 lat temu! Sporo z nich to zapewne turystki z krajów arabskich, lecz większość, jak sądzę, posiada obywatelstwo BiH. Niekoniecznie muszą to być Słowianki - w czasie wojny zjechali się liczni mudżahedini i już zostali. Nie chciano, a po trosze bano się ich wyrzucać. Narzucają otoczeniu swoją wersję radykalnego islamu, rekrutują ochotników do świętych wojen, a czasem sami biorą w nich udział. Ich kobiety obleczone w czarne worki posłusznie drepczą za swoimi panami i władcami. Autochtonki noszą tylko chusty albo kolorowe szaty zakrywające ciało.

Nadal dominuje europejski styl ubierania, ale tak na oko 1/3 albo i więcej nosi się już po muzułmańsku. Postępująca islamizacja jest widoczna gołym okiem...

Dla odmiany niektóre turystyki paradują w tym stylu:
Obrazek

Holenderka, z tego co pamiętam. Przyjaciela wśród Arabów znalazłaby bardzo szybko.

Przemykamy obok meczetów. Podwórza są pełne, ale drzwi zamknięte dla niewiernych.
Obrazek

Serce Baščaršiji - kamienno-drewniana fontanna Sebilj.
Obrazek

Pora zrobiła się obiadowa. Wstępujemy do pobliskiej knajpki. Pomysł wydaje się głupi, bo to najbardziej komercyjna okolica miasta, ale w tym lokalu ceny są przystępne, a jedzenie smaczne. Wybieramy tradycyjny posiłek.
Obrazek

Teraz w pośpiechu z powrotem do auta, bo zegar tyka.

Gdzieś po drodze - Al Jazzera. Coś jak "katolicki głos w twoim domu".
Obrazek

Zdążyliśmy kilka minut przed upływem czasu :D. Pozostało wyjechać z miasta... Korki w niektórych kierunkach masakryczne, na szczęście na naszej trasie tylko umiarkowane. Do zobaczenia, Sarajewo.

Duże ośrodki zostały za nami. Teraz tylko wioski, a najczęściej przyroda. Najbliższy cel to granica z Czarnogórą. A co dalej, to zobaczymy, bo stolicę opuściliśmy znacznie później, niż zakładałem.

Drogi znowu są widokowe i kręte. Trzeba uważać na obsypujące się kamienie, które potrafią zakryć cały pas.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dość często widzę panów sikających na poboczach. Mam ochotę zwolnić, otworzyć okno i zawołać:
- Uwaga na policję!

Kilkukrotnie przecinamy wewnętrzną granicę. Z terytorium muzułmańsko-chorwackiego (tam leży większość Sarajewa) wjechaliśmy do Republiki Serbskiej. Po około 10 kilometrach znowu zaczyna się Federacja Bośni i Hercegowiny, a po minięciu jednej wioski ponownie witają Serbowie. I oni już zostaną do opuszczenia kraju.
To efekt czystek etnicznych. Jeszcze w czasach nieboszczki Jugosławii większość (z niewielką przewagą, ale zawsze) stanowili na tych ziemiach Boszniacy. Pozbyto się ich dość skutecznie, choć nie całkowicie.

Serbskość podkreśla cyrylica używana na oficjalnych tablicach, a na znakach drogowych umieszczona przed alfabetem łacińskim. Jednak można to trochę potraktować jako urzędową demonstrację, bo już napisy "cywilne" zawieszone na sklepach, domach, ogłoszeniach są głównie w łacińskiej wersji.
Obrazek
Obrazek

Ostatnia bośniacka miejscowość, którą można określić jako wioskę, a nie skupisko kilku domów, to Brod (Брод). Zatrzymuję się na stacji benzynowej i napełniam bak tanim paliwem. Muszą mieć dobrej jakości benzynę, bo w kolejne dni nawet na ciężkich dla samochodu drogach spalanie przypomina jazdę po płaskim...
Obrazek

Drina, dopływ Sawy.
Obrazek

Do granicy jeszcze 20 kilometrów, z tego 3/4 to intrygujący odcinek. Opisywany często na forach, blogach i wspomnieniach jako horror, tragedię, "można wpaść w przepaść" albo z drugiej strony jako ciekawa i widokowa przygoda. M18 to jednocześnie trasa międzynarodowa E762, która zmienia się tutaj w wąską, ledwo zdolną do przejechania "dróżkę". Przynajmniej tak ją reklamują. No to zobaczymy, sam jestem ciekaw!

Początek normalny, potem pojawia się ostrzeżenie.
Obrazek
Obrazek

Faktycznie, zaczynają się jakieś wykopki, w poprzek łacha piachu, a asfalt zwęża się na szerokość jednego samochodu. Zatrzymuję się na zrobienie zdjęcia, dogania mnie jakiś Anglik i pyta, czy to na pewno właściwy kierunek na Czarnogórę.
- Oczywiście, przecież to jest szosa europejska - odpowiadam z uśmiechem. Ten również się śmieje, choć nie wiem, czy nie wziął tego jako żart.

Jedziemy dalej. Trochę zakrętów. Spaść w przepaść nie ma gdzie. Ruch minimalny, a jak coś jedzie, to obok asfaltu jest sporo utwardzonego pobocza, nie ma problemów z mijaniem się. No, chyba, że z naprzeciwka idzie krowa, która ani myśli ustąpić!
Obrazek

Mijam osadę domków letniskowych. Oprócz tego prawie brak oznak cywilizacji. Cały czas utrzymuję skupienie, bo spodziewam się, że w każdej chwili może zacząć się ten fatalny odcinek z przeszkodami...
Obrazek

No i doczekałem się. Budek pograniczników! To już koniec! Rozglądam się zawiedziony, czekałem na jakieś emocje i nic.
Obrazek
Obrazek

Fakt, jechałem wolno, bo 15 kilometrów pokonaliśmy w pół godziny, ale z tego sporą część zajęło robienie zdjęć. Doczytałem, że ów "horror" trochę poszerzono, bo kiedyś podobno wyglądał gorzej. Ale dzisiaj? Rozczarowanie :|.

Na przejściu jesteśmy prawie sami. Odprawa u Bośniaków błyskawiczna, potem wjeżdża się na słynny metalowo-drewniany most, na którym potrafią tworzyć się korki. Też podobno, bo ja nie mogę tego potwierdzić.
Obrazek

astępnie stromy podjazd pod górę i budka Czarnogórców. Też bardzo szybko i, o dziwo, wbijają pieczątki do paszportów. Zatem znowu witamy w Montenegro :D.

Droga u Czarnogórców jest znacznie lepszej jakości. I bardziej malownicza, bowiem prowadzi głębokimi kanionami wzdłuż Pivy, która razem z Tarą tworzy w okolicach przejścia granicznego Drinę. Jest już późno, więc słońce tutaj nie dociera, ale i tak jedzie się nią z przyjemnością. Po jednej stronie mamy ściany Durmitoru, po drugiej pasma o złożonej nazwie Bioć/Maglić/Volujak/Vlasulja (choć w miejscowych źródłach pojawia się tylko Volujak).
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Przekraczamy zaporę i Piva zmienia się w Pivsko jezero. Robi się jeszcze piękniej i szerzej, więc przebija się także trochę promieni słonecznych.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Myślałem, że to zatoka, lecz w rzeczywistości stamtąd płynie Piva.
Obrazek

Nocleg zaplanowałem w Plužine, leżącym nad samym zbiornikiem. To chyba jedyna miejscowość nad wodą w okolicy. Plužine spełnia rolę centrum turystycznego (przy stałym zaludnieniu 1300 mieszkańców) i miało posiadać kemping. Niestety, ten okazuje się już nie istnieć. Klops.

I co teraz? Wkrótce zrobi się ciemno, niezbyt odpowiada mi jazda przed siebie w poszukiwaniu kolejnego pola namiotowego. Aby rozbić się na dziko trzeba by chyba wyjechać wyżej w góry, gdzie jest więcej przestrzeni.

Postanawiamy pokręcić się po miasteczku i wkrótce dostrzegam na niektórych domach napisy собе albo zimmer czy rooms. Zajeżdżamy do jednego położonego prawie przy samym brzegu, w którym działa również restauracja. Pewnie, można nocować, dwupokojowy "apartament" z balkonem za 10 euro od osoby. Meble z czasów Tito i toaleta na korytarzu (ale tylko dla nas, bo jesteśmy jedynymi gośćmi), co zupełnie nam nie przeszkadza. Nie namyślamy się nawet sekundy. To znacznie lepsza opcja niż kombinować z namiotem, zwłaszcza, że pod wieczór temperatura mocno spada.

Za oknem mamy wulkan :P. To prawdopodobnie góra Suvor (wysokość 1994 metry n.p.m.), którą bardzo upodobała sobie chmurka.
Obrazek

W restauracji na parterze gra serbska telewizja (w tej części kraju przeważają Serbowie), a ceny - jak na Czarnogórę - są umiarkowane. Zamawiamy skromny zestaw kilku przekąsek na kolację. Pychota! Dla lepszego trawienia wypijam też symboliczny kieliszek rakiji.
Obrazek

Udane zakończenie udanego dnia i nawet cholerny mandat już tak nie denerwuje :).
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2036
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Dolnoślązak » 20-10-2019 20:41

Piva zmienia się w Pivsko

Marzenie Ferdynanda Kiepskiego.

A strój turystki z Holandii bardzo ładny, o wiele ciekawszy niż te worki :mrgreen:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3683
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Pudelek » 20-10-2019 21:22

Podejrzewam, że z przodu nie było nic specjalnie ciekawego :P
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3683
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Pudelek » 24-10-2019 16:25

Widok z balkonu w Plužine jest niczego sobie :).
Obrazek

W tym odcinku nie będę nudził historią i polityką, opisywał kolejnych mordów i tragedii. Skupimy się na pejzażach :D.

Pivsko jezero to największy sztuczny zbiornik Czarnogóry. Jego budowę zakończono w 1975 roku, zalało one wówczas stare Plužine, które trzeba było przenieść wyżej. To dlatego w miasteczku nie ma obecnie żadnych wiekowych obiektów.

W budynku po prawej chyba też oferowali noclegi ;).
Obrazek

Wody zniszczyłyby także zabytkowy monastyr Piva, więc rozebrano go i... złożono z powrotem w innym, bezpiecznym miejscu.
Obrazek
Obrazek

Woda w zbiorniku jest bardzo czysta i bogata w ryby. Sprzyja też rekreacji, na turystów czekają łódki, choć nie wiem czy dzisiaj ktoś się na nie skusi...
Obrazek

Wahałem się nad wyborem dalszej trasy: jechać, jak wczoraj wieczorem, wzdłuż Pivy, zobaczyć wspomniany monastyr i potem już w kierunku atrakcji w głębi kraju albo wrócić się kilka kilometrów i przejechać przez góry. Ostatecznie zwyciężyła opcja numer dwa i był to doskonały pomysł!
Obrazek

Kawałek dalej na północ od Plužine, gdzie znajduje się most nad Pivą płynącą od wschodniej strony, należy skręcić w boczną drogę zaczynają się na skraju tunelu. A potem zaczynają się ostre podjazdy w górę i liczne zakręty. Droga jest stosunkowo szeroka, auta zazwyczaj się miną, ale lepiej nie szarżować; trzeba uważać na kamienie, no i w tunelach nie ma światła, zostają tylko reflektory.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Co jakiś czas z boku znajduje się trochę pobocza, na którym można się zatrzymać i spojrzeć w dół oraz dookoła. A potem zbierać szczękę z ziemi...

Obrazek

W oddali Plužine.
Obrazek

Jadę trochę wyżej. Stamtąd zerkam także w kierunku północnym.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jeszcze wyżej...
Obrazek

Ostatni punkt z widokiem na Pivsko jezero. Przepięknie!
Obrazek

Droga, którą jedziemy, oznaczona jest numerem R-16 (mapy.cz), P-14 (google maps) albo jeszcze inaczej. Nie ma to większego znaczenia, ponieważ nie sposób jej przegapić z głównej szosy biegnącej w dolinie wzdłuż rzeki. Problem pojawia się później, bowiem co jakiś czas zdarzają się skrzyżowania. Rzecz jasna bez żadnych tabliczek, a odnogi wyglądają tak samo. Bez GPS-a jest ciężko, na szczęście można zasięgnąć języka od ludzi jadących z naprzeciwka. Jedni pokierowali mnie na skrót, którego chciałem uniknąć, bo wiedziałem, że jest on wąski. No i oczywiście na tym odcinku musiałem trafić na półciężarówkę, z którą mijaliśmy się na centymetry :D.

Przejazd skrótem nie trwa długo, las nagle się kończy i wyjeżdżamy na otwarty teren! To zupełnie inny klimat niż jeszcze chwilę wcześniej!
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Jesteśmy w Durmitorze. Zdjęcia tego nie oddadzą, ale ogrom otaczającej nas przestrzeni robi niesamowite wrażenie, które potęguje dość silny wiatr. Temperatura od razu zaczęła spadać. Na razie jesteśmy na wysokości 1300-1400 metrów, lecz już widać, że wkrótce będziemy się wspinać.
Obrazek

Dołączyliśmy ponownie do głównej drogi. Po bokach znajdują się rozrzucone pojedyncze gospodarstwa, jest też coś wyglądającego na ichniejszy PGR. Wszystko to składa się na wioskę Pišče, liczącą 84 dusze.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na jednym z winkli zatrzymuje się wóz jadący z góry. Okienko się otwiera i Czech po polsku pyta się mnie... jak najlepiej wrócić do domu :D. Tymczasem krajobraz ciągle się zmienia - szerokie wyżynne łąki zaczynają ustępować skałom, ale całkowicie pola nie oddadzą.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Przekroczyliśmy granicę Parku Narodowego Durmitor, przejeżdżamy także obok charakterystycznego "okna", przy którym mogą fotografować się turyści. Jest tu tak pięknie, że człowiek naprawdę nie wie w którą stronę patrzeć i czym się zachwycać!
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Odizolowane gospodarstwa pasterskie. Słychać szczekanie psów, czasem wycie bydła czy innych czworonogów...
Obrazek

Choć stad nie trzeba szukać aż tak daleko - w kilku miejscach pasły się przy samej drodze, a psy... pilnowały je na swój sposób. Myślicie, że się ruszyły widząc samochód? Gdzie tam! :D
Obrazek

Zdjęcie jak z folderu automobilistów :P. Próbowałem zidentyfikować górę widoczną w tle - być może to Raklje (2159 m.).
Obrazek
Obrazek

Sylwetki budzą respekt.
Obrazek

Myślałem, że ładniej już tu być nie może, ale myliłem się! Za pewnym zakrętem wyłoniło się coś takiego:
Obrazek

Dwa prawie bliźniacze szczyty: Zupci (po lewej - 2148 m.) oraz Sedlena Greda (2227 m.). A na prawo od nich Izmećaj z imponującą zachodnią ścianą. Kompozycję dopełniają pasterskie chaty, pasące się konie i owce. Szkoda jedynie, że zdjęcia robione pod słońce...
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na kolejnym wirażu stoi drewniane okienko podobne do tego, które spotkaliśmy wcześniej. Wyrastają takie wszędzie jak grzyby po deszczu. Tło faktycznie jest zacne, natomiast reszta średnio się zgadza...
Obrazek

Sedlo to sedlo. Teoretycznie chodzi o przełęcz, lecz ta nie jest w tym miejscu, ale na lewo od kopców. Z drugiej strony na niektórych mapach nazwą "Sedlo" oznaczono Sedleną Gredę! Podana lokalizacja to już w ogóle jakieś kuriozum, gdyż pod tym adresem jest zbocze jakiegoś innego szczytu przy końcu parku narodowego kilka kilometrów od nas! No i "Wild Beauty" już nie takie dzikie przy tej kompozycji...

Okno wydaje się także granicą natężenia ruchu turystycznego. Do tej pory mijaliśmy się z autami jadącymi z naprzeciwka, czasem ktoś jechał również w tę strony co my, ale było tego na tyle niewiele, że aby zrobić zdjęcie innym samochodom to musiałem chwilę się naczekać. Tu jest inaczej - na poboczu stoi kilka pojazdów. Co chwilę podjeżdża jakiś van z zagraniczną grupą. Niektórzy robią zdjęcia i od razu wracają, inni zakładają małe plecaki i zaczynają schodzić w dół. Zapewne są to zorganizowane wycieczki z Žabljaka, czarnogórskiego Zakopanego (jak wiadomo Zakopane jest tak znane na całym świecie, że każde państwo ma swoje własne :D).
Obrazek

Tak więc ruch się zwiększył, lecz nadal nie są to jakieś przytłaczające nas tłumy. Ciągle można cieszyć się otaczającą nas przyrodą - jedni robią to ze stoickim spokojem, inni wręcz fruwają ze szczęścia :D.
Obrazek
Obrazek

Okno jest nową inwestycją, jeszcze niedawno stało tutaj tylko kilka drewnianych ławek. Usiąść na nich to czysta przyjemność.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Na następnym odcinku zatrzymuję się kilkukrotnie aby spojrzeć za siebie.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Wreszcie docieramy do przełęczy Sedlo. 1907 metrów i to najwyższe miejsce, gdzie można dojechać samochodem (i prawdopodobnie mój rekord wysokości w tym roku). Tam ruch turystyczny się kumuluje - stoją zaparkowane auta ludzi podziwiających widoki i tych, którzy rozpoczęli pieszą wędrówkę. Wiele osób rusza stąd na Bobotov Kuk. Szkoda, że nie ma na to czasu...

Temperatura spadła do 12 stopni, wieje jak cholera. Dla porównania - w niższych częściach kraju słupek na termometrze przekraczał 30-tkę...
Obrazek

Panoramy z przełęczy w kierunku zachodnim. Bosko!
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Kręta główna droga asfaltowa i dochodzące boczne, nieutwardzone. Prowadzą do chatek użytkowanych przez pasterzy, choć podobno przy niektórych z nich są oficjalne miejsca do spania dla turystów, jakieś prymitywne pola namiotowe. Niektórymi gruntówkami można zjechać aż do dolin poza teren parku, ale to raczej nie dla zwykłych samochodów.
Obrazek

Zupci na wyciągnięcie ręki. Po drugiej stronie trochę dalej Uvita greda (2199 m.).
Obrazek
Obrazek

Z przełęczy zaczniemy zjazd w dół, na wschód. Też ładnie, choć słońce zaczynają powoli zakrywać obłoki.

Piękna stercząca skała na końcu to... Stožina :D.
Obrazek
Obrazek

Jeszcze raz Uvita greda: w wersji kompletnie słonecznej i ze skradającymi się chmurami.
Obrazek
Obrazek

Na Stožinę nie prowadzi żaden oficjalny szlak i wygląda na to, że końcówka wejścia to byłaby niezła wspinaczka.
Obrazek

Zjeżdżając szybko tracimy wysokość i chłoniemy ostatnie krajobrazy odkrytych terenów.
Obrazek
Obrazek

Po prawej stronie ciągnie się Pošćenska dolina z kilkoma wyschniętymi jeziorkami. Strumienie je zasilające chyba także są okresowe. Wśród kamieni posilają się wychudzone krowy.
Obrazek

Chwilę potem pojawiają się pierwsze lasy, a także ośrodek z drewnianymi domkami do nocowania.
Obrazek

Zjechaliśmy w rozległą dolinę. Wioski u stóp Durmitoru są niewielkie, liczą kilkudziesięciu lub nieco ponad setkę mieszkańców (przeważnie Serbów). Składają się na nie mniej lub bardziej podobne do siebie dacze z trójkątnymi dachami. Część pewno wynajmowana jest turystom.
Obrazek

Na jednym ze skrzyżowań mylę się i zamiast skręcić jadę prosto, a w ten sposób jeszcze przez chwilę spoglądam na szczyty za oknem.
Obrazek

A później bajka, niestety, powoli się kończy... Od wschodu góry obiega droga M-6, główna arteria tej części Czarnogóry. Szeroka, bardzo dobrej jakości. Wjeżdżamy na nią i kierujemy się na południe, do serca kraju. Ciągle podziwiamy kształty Durmitoru (choć kolory przez szybę już inne).
Obrazek

Dwukilometrowy tunel Ivica symbolicznie wyznacza granicę pasma. A za nim czekają już inne góry i inne widoki...
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2036
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Dolnoślązak » 24-10-2019 22:37

O, samochód zmienił i nawet się nie pochwalił :P

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3683
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Pudelek » 28-10-2019 00:06

a czym tu się chwalić? :D
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3683
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Pudelek » 29-10-2019 22:37

Monastyr Ostrog jest najbardziej znanym obiektem sakralnym Czarnogóry. Turystów przyciąga do niego niezwykłe położenie: wysoko i główna świątynia zdaje się wyłaniać ze skały. Klasztor widać z daleka - na tym zdjęciu to biały punkt w górnym, lewym rogu.
Obrazek

Zanim jednak tam dotrzemy to czeka nas trochę kilometrów wśród gór do przebycia. Wyjechaliśmy z Durmitoru, ale pasma nas otaczające w ogóle się nie kończą. Podjazdy i zjazdy, poniżej widzimy auto, które właśnie nie wytrzymało i wypuściło wielką chmurę.
Obrazek

Šavnik - malowniczo położony w dolinie na przecięciu dwóch rzek.
Obrazek

Gdy robiłem zdjęcia zaczepił mnie facet wychodzący z wozu czarnogórskiej telewizji. Zobaczył polskie blachy i bardzo się interesował skąd dokładnie jesteśmy. Z dużym uśmiechem chwalił się ze swojej wizyty w Polsce i jakie to ciekawe rzeczy odwiedził.

Punkt widokowy nad miastem.
Obrazek

Zmiana krajobrazu - pojawia się kotlina, dość szeroka.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Niebieska tafla wody, której się w tej okolicy nie spodziewałem - Krupačko jezero. To zbiornik retencyjny, powstały na potrzeby hydroelektrowni.
Obrazek

Przejeżdżamy też obok Nikšića. Liczy ponad 50 tysięcy mieszkańców, czyli prawdziwa metropolia jak na czarnogórskie warunki. To nie żart, tylko Podgorica jest większa :).

Nikšić posiada kilka ciekawych zabytków, ale zamiast ich zwiedzania wolałem przejażdżkę przez Durmitor. Teraz jedynie staję obok drogi i robię kilka zdjęć na miasto. Widać twierdzę Bedem, bloki i jakiś kościół.
Obrazek
Obrazek

Kawałek za Nikšićem pojawia się drogowskaz na monastyr. O drodze dojazdowej również krążą legendy: że ciasna, że niebezpieczna, że osoby z lękiem wysokości mają zamknąć oczy (zwłaszcza kierowcy), że są problemy z mijaniem... Jadę z lekkim uczuciem niepokoju, które wzmaga jeszcze autochton zagadnięty o właściwy kierunek: zanim odpowiedział, to najpierw się szybko przeżegnał :D.

Oczywiście znowu się okazało, że strach ma wielkie oczy. Rzeczywiście miejscami jest dość wąsko, ale bez przesady. Aby spaść w przepaść trzeba by się mocno postarać. Mieliśmy też trochę szczęścia, bo trafiliśmy na mały ruch i niewiele aut jechało z naprzeciwka, choć jeden z kierowców grzał jak szalony.
Obrazek
Obrazek

Od zjazdu z głównej drogi do dolnego monastyru jest około 8 kilometrów i trzeba nabrać 350 metrów wysokości, czyli wcale nie tak dużo, jak się wydaje patrząc na klasztor z daleka.

Dolny monastyr jest stosunkowo młody, bowiem powstał w 1824 roku. Oprócz cerkwi znajdują się tu mieszkania mnichów (żyje ich w klasztorze kilkunastu) oraz noclegi dla pielgrzymów.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Biorąc pod uwagę, że Ostrog to główny cel pielgrzymkowy prawosławnych z Czarnogóry oraz cel wielu zorganizowanych wycieczek z wybrzeża, to spodziewałem się w tym miejscu całych rzędów autokarów. A zastałem jedynie jednego albo dwa, do tego kilka busików oraz trochę osobówek. Pustawo wręcz... Czytałem, że do górnego monastyru najlepiej się dostać z dolnego piechotą albo podjechać za kilka euro busem. Na spacer jest już zdecydowanie za ciepło, a podwożących nie widać, więc po prostu dojedziemy tam naszym samochodem.

Górny monastyr tam w górze, na wysokości 800 metrów.
Obrazek

Ten odcinek drogi jest węższy, ale przy odrobinie dobrej woli wszyscy się spokojnie miną. Co ważne, nie pchają się tam autokary. Na końcu czeka na nas duży, bezpłatny parking z darmowymi toaletami. Można?

Przy górnym monastyrze ludzi jest więcej, lecz nie są to ogromne tłumy.
Obrazek

Wygląda zacnie: budynki przyklejone do góry.
Obrazek

Ta część powstała w XVII wieku, założył go niejaki św. Bazyli Ostrogski. W monastyrze zmarł, a wierni pielgrzymują do jego szczątków. Obiekt, oprócz funkcji religijnych, spełniał także militarne - chronili się w nim walczący z Turkami. W czasie ostatniej wojny światowej w świętym miejscu zabunkrował się oddział czetników. Doścignęli ich komunistyczni partyzanci i zaproponowali darowanie życia w zamian za poddanie się. Czetnicy się zgodzili i zostali zamordowani...

Niewątpliwie największe wrażenie robi główna cerkiew, częściowo wykuta w skale.
Obrazek

Widoczki z murów są całkiem miłe dla oka. Pod nami dolina Zety, dostrzec można główną drogę prowadzącą do Podgoricy, a także wiele innych z obowiązkowymi zygzakami.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Za to wnętrza rozczarowują: pierwsza kaplica z odnowionymi freskami to de facto sklep z dewocjonaliami.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W drugiej, położonej na piętrze, spoczywa fundator. Jest nieduża i nie można wykonywać w niej zdjęć. Współczesne mozaiki zdobią ścianę balkonu i to przy nich ludzie robią sobie słitfocie.
Obrazek
Obrazek

Nie wiem czemu, ale chyba spodziewałem się czegoś innego... Piękne położenie, panorama okolicy, ciekawa sylwetka wystająca ze skały, lecz nijaki środek wszystko psuje...

Mimo wszystko warto było tu zajrzeć i wyrobić sobie własne zdanie.
Obrazek

W dół zjeżdżamy inną drogą, na Danilovgrad. To podobno nowa szosa, jest szeroka i przejazd nią nie stanowi żadnego problemu. Mijamy m.in. kamienny kościół.
Obrazek

Okolica chyba nie cierpi na nadmiar mieszkańców.
Obrazek

W Danilovgradzie uwieczniam Pomnik Poległych z czerwoną gwiazdą. Upał daje się coraz bardziej we znaki...
Obrazek

Kolejnym punktem programu dzisiejszego dnia będzie Podgorica, a właściwie teren położony tuż obok stolicy Czarnogóry. Oglądając mapy zauważyłem tam dwa ciekawe miejsca. Jednym z nich jest samotne wzgórze, które z dołu wygląda tak:
Obrazek

Można na nie wjechać autem, ale podjazd jest stromy i cholernie ciasny. Bez szans na mijankę, modliłem się, aby nie pojawiło się coś z naprzeciwka.
Obrazek

Na szczycie wznosi się pomnik upamiętniający ofiary różnych wojen, w których Czarnogórcy brali udział. Wybudowano go w 1967 roku, odnowiono w 2001.
Obrazek
Obrazek

Jeszcze bardziej interesujący jest widok na okolicę! Doskonale widać, jak kończą się góry (zdaje się, iż nazywają je Komovi) i zaczyna płaski teren, na którym leży główne miasto kraju.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Centrum stolicy. Najwyższy obiekt to Most Milenijny? Z tyłu dostrzegam taflę jeziora Szkoderskiego.
Obrazek

Rzeka Zeta, która za chwilę wpadnie do Moračy.
Obrazek

A tam zaraz będziemy - starożytne ruiny!
Obrazek

D(i)oclea. Miasto założone przez Rzymian w I wieku naszej ery. Dogodna lokalizacja i klimat sprawiły, że mieszkało w nim 8 do 10 tysięcy osób. Pod koniec trzeciego stulecia ośrodek zyskał awans na stolicę prowincji Praevalitana. Później oczywiście przyszedł kres świetności: wpadli z wizytą Wizygoci, a to, czego nie zniszczyli, rozwaliło trzęsienie ziemi. Prawdopodobnie przybyli na te tereny Słowianie odbudowali miasto po swojemu, ale nie wiadomo, kiedy ostatecznie osadnictwo zniknęło...

Do dzisiaj pozostały resztki murów, fragmenty kolumn, nagrobków i innych elementów po upadłej cywilizacji. Zarysy niektórych budynków są czytelne, innych mniej, ale Czarnogórcy postarali się o ustawienie tabliczek informacyjnych. Wejście na teren ruin jest bezpłatne, brama była otwarta.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Rozległy plac, czyli dawne forum.
Obrazek

Duża był także antyczna bazylika. W tym przypadku raczej nie była to świątynia, ale budynek sądowo-targowy stojący obok forum.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Niektóre odkopane fragmenty Doclei znajdują się poza ogrodzonym terenem. Z kolei okoliczne pola przedzielają kamienne murki - zastanawiam się, czy do ich wzniesienia nie użyto starożytnego budulca?
Obrazek

Podgorica jest uznawana za mało ciekawe miasto, ale na pewno interesujące rzeczy obejrzymy w jej pobliżu i Doclea oraz widokowe wzgórze z pomnikiem to potwierdzają.

Centrum stolicy sobie tym razem darujemy. Przemykamy przez nie szybko, gdyż ruch jest jakiś taki niewielki, a jedyną trudnością stanowi brak oznaczeń na skrzyżowaniach. W bardziej oddalonych dzielnicach ścigam się ze stołecznymi maszynami.
Obrazek

Pociąg na stacji kolejowej Zeta. To pewna ciekawostka, gdyż obecnie w Czarnogórze nie ma żadnej miejscowości o takiej nazwie. Zeta to rzeka, a także średniowieczne królestwo, utworzone w miejscu rzymskiej prowincji i zamieszkałe przez słowiańskich Duklan (tak, nazwę wzięli od Doclei).
Obrazek

Widokowy odcinek, na którym przejeżdżamy obok jeziora Szkoderskiego.
Obrazek

A później tylko płatny tunel Sozina i wkrótce ujrzymy morze.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3683
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Pudelek » 02-11-2019 16:39

Ciemnoniebieska tafla Adriatyku i widok na Bar oraz... kaktusy.
Obrazek
Obrazek

Jadąc wzdłuż wybrzeża na południe co chwilę mijamy jakieś zejścia na plażę. Ponieważ zbliża się wieczór, więc cisną z nich straszne tłumy ludzi do zaparkowanych gdzie popadnie setek samochodów. Tak to niestety wygląda w Czarnogórze: linia brzegowa liczy prawie 300 kilometrów, ale na wielu odcinkach ciężko zejść do wody, więc w innych jest ona wykorzystana do granic możliwości. Brzeg zabudowano hotelami, a na plażach panuje straszny ścisk. Plaże te są przeważnie żwirkowe lub kamieniste, co niektórzy uznają za wadę, a inni za zaletę.

Za Ulcinjem ciągnie się długa na 13 kilometrów piaszczysta Velika Plaža - przy swej wielkości pomieści praktycznie każdą ilość ludzi. I tam właśnie spędzimy jutrzejszy dzień na typowym relaksie.

Wzdłuż plaży działa kilka kempingów o różnym standardzie i cenach. Wybrałem pierwszy z nich, położony najbliżej miasta i to był dobry wybór. Położony jest w lesie z dużą ilością cienia. Frekwencja umiarkowana. A piasek i morze zaczyna się zaraz za ogrodzeniem...
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Velika Plaža jest również zagospodarowana: co chwilę znajduje się jakaś prywatna "beach", potem kilkaset metrów przerwy i kolejna. Obok nas działa "Miami Beach" z rzędami białych foteli. Jutro zapełni się ludzką masą, ale o tej porze panuje tu przyjemny spokój.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Następnego poranka poszedłem sobie pobiegać brzegiem. Kolejno otwierały się kolejne beache, zmieniano kolor flagi z czerwonej na żółtą, a potem na białą. Tak naprawdę wszystkie one wyglądają prawie identycznie, rzadko zdarzają się elementy odróżniające od innych. Możliwe, że są jakieś różnice w cenach wynajmu leżaków i parasoli, a im dalej od miasta pewnie także trochę zmniejsza się ilość turystów.
Obrazek
Obrazek

Na zdjęciu poniżej widok w kierunku Ulcinja.
Obrazek

A tak wyglądała okolica kempingu w godzinach szczytu. Zdziwił mnie też fakt, że beach nie posiadała swojej własnej toalety, a jedynie publiczną, ale płatną. Dobrze, że my mieliśmy kibelki u siebie...
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Pustką tych obrazków nazwać nie można ;), choć między zabudowaniami jest znacznie luźniej. Sporo muzułmanek ubranych od stóp do głów, podczas gdy ich faceci smażą półnagie ciała.

Mimo bliskości tłumów na kempingu prawie nic nie było słychać, drzewa i krzaki skutecznie je wygłuszały (a także bardzo głośne cykady). Warunki sprzyjały błogiemu lenistwu...
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Morze było dość ciepłe, woda na pewno o kilka stopni wyższa niż w Balatonie przed kilkoma dniami. Podczas jednej z kąpieli przydarzyła mi się niemiła historia: w pewnym momencie poczułem, jakbym nadepnął na coś twardego. Zignorowałem to, lecz po chwili stopa zaczęła mnie piec, z każdą minutą bardziej! Ki diabeł? Tu nie ma jeżowców! Musiałem wyjść z wody, noga tak boli, że prawie wyję z bólu. Pojawia się lekka opuchlizna i widzę... dwie małe dziurki, jakby ślad po ugryzieniu! Do tej pory nie wiem, czy nadepnąłem jakiegoś morskiego zwierzaka czy coś podpłynęło i naprawdę mnie użarło! Po trzech kwadransach intensywnego znieczulania się winem ból zaczął przechodzić, ale do końca wyjazdu na stopie miałem "poduszkę" i źle mi się chodziło bez butów, a ślady utrzymywały się jeszcze przez co najmniej kilka tygodni...

Sąsiad - pan patyczak :).
Obrazek

O godzinie 17-tej na plaży zaczyna się... bałkańsko-arabska dyskoteka. Idziemy zatem na zakupy i coś zjeść w kierunku miasta. Oczywiście przy brzegu jest knajpa, ale posiada mało zachęcające cena. Razem z nami porusza się ludzkie morze...
Obrazek

Mniej lub bardziej wykończone pensjonaty na tle gór.
Obrazek

Kilkaset metrów od kempingu znajdują się pierwsze sklepy i piekarnia. W tej części Czarnogóry przeważają Albańczycy, zatem wiele napisów jest właśnie w ich języku.
Obrazek

Kawałek dalej fotogeniczny zakątek: kanał Milena. Na drewnianych palach stoją dziesiątki pomostów i budek rybaków - są to tzw. kalimery.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Kanał wybudowano pod koniec XIX wieku z inicjatywy księcia Mikołaja - wykopanie go miało osuszyć mokradła, dzięki czemu pozbyto się plagi malarycznych komarów. Nieco dalej działała warzelnia soli/solnisko (tak to chyba się nazywa?), sięgające początkami okresu międzywojennego. Na początku tego stulecia zostało one sprywatyzowane, ludzi zwolniono i szybko zaczęła się celowa degradacja. Nowy właściciel warzelni prawdopodobnie chciał sprzedać teren jako lokalizację na budowę luksusowej przystani, lecz na razie mu się to nie udaje, zresztą do końca nie wiadomo kto stoi za firmą, która solnisko kupiła (można podejrzewać, że ślad będzie wiódł do Moskwy). Jeśli do tego dodamy, że w kanał spuszczane są ścieki, to mamy do czynienia z tykającą bombą ekologiczną. Podobno niektóre fragmenty są już prawie pozbawione wody z powodu nagromadzenia nieczystości i gruzu z nielegalnych budów.
Obrazek

Kiedyś była to przyjemna laguna, a dziś można spotkać wiele padniętych ryb... Cóż, efekt szybkiego przyspieszenia turystycznego. Organizacje pozarządowe od lat apelują do władz o zajęcie się tym problemem, ale chyba poprawy nie widać.
Obrazek
Obrazek

Na brzegu kanału biegnie ulica pełna knajpek i sklepów. Tu już można coś zjeść za rozsądną cenę.
Obrazek
Obrazek

Na chętnych czeka też lekarz, który nie przepisuje narkotyków, a przynajmniej tak wynika z szyldu reklamowego (możliwe, że inni czarnogórscy medycy serwują chętnym różne odlotowe substancje).
Obrazek

Na targowisku czekają stanowiska z ciuchami dla muzułmanek oraz obrazy przedstawiające święte miejsca islamu, natomiast niewierny chętnie nabędzie jakiś landszaft. Z kolei wieczorem swoimi kolorami przyciąga małe wesołe miasteczko z nieśmiertelnym autodromem.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Czy to są dawne domki letniskowe? Wyglądają raczej na cele dla niepokornych mnichów.
Obrazek

Po zachodzie słońca rybackie domki wydają się być wypożyczone z jakiegoś horroru...
Obrazek

Leniuchowało się przyjemnie, ale zew przygody każe jechać dalej!

Około 20 kilometrów od Ulcinja znajduje się wioska Šas. A właściwie Shas, ponieważ wszyscy mieszkańcy są Albańczykami. Wszyscy także wyznają islam, co akurat nie musi być zasadą, ponieważ w gminie są miejscowości zamieszkałe wyłącznie przez Albańczyków-katolików.

W takiej sytuacji nie dziwi, że przydrożny pomnik ma napis tylko w języku albańskim:
Obrazek

Tekst brzmi mniej więcej tak: Na cześć naszych przodków Ilirów, którzy zbudowali miasto Shas, dowód (potwierdzenie) naszej kultury albańskiej.

I tu pojawia się pewien problem, bowiem kilkaset metrów od tego miejsca należy podejść ścieżką w górę i dostaniemy się do ruin średniowiecznego miasta Svač. Był to ośrodek państwa Zeta, a te założyli Słowianie, a nie żadni Ilirowie. Zatem albo mamy tutaj propagandowe przekłamanie albo chodzi o współczesną wioskę, która jest znacznie młodsza i ją faktycznie mogli zbudować Albańczycy. Tylko czemu stoi w miejscu, które prowadzi do miejscowości słowiańskiej?

Idziemy w leśne pustkowie. Okolica mocno zadrzewiona, mijamy boisko.
Obrazek
Obrazek

A potem spotyka nas największe rozczarowanie w czasie całego wyjazdu: zamknięta brama i tablica informująca, że teren jest niedostępny do końca 2019 roku. Powód? Przygotowanie do odwiedzin przez turystów. Do tej pory turystom "nieprzygotowanie" nie przeszkadzało... Stojąca przy drodze budka sugeruje, że w przyszłości zapewne pojawi się tu i obsługa biletowa.
Obrazek

Jestem wściekły! Co prawda brama nie jest wysoka, ale nie wiem, czy nie mają tam jakiś psów albo cieciów, a jeden mandat podczas wyprawy już zapłaciłem. Pozostaje obejść się smakiem... Robię tylko zdjęcie wystających nad drzewa ścian jednego z kościołów lub klasztorów. Trzeba będzie kiedyś zrobić drugie podejście.
Obrazek

Na osłodę serwujemy sobie widoki, bowiem wjeżdżamy na pobliskie pasmo Rumija. Na razie można popatrzeć w dół, w kierunku morza (z powodu kiepskiej przejrzystości praktycznie go nie widać).
Obrazek
Obrazek

Przy samotnym, opuszczonym budynku spotykam wystraszone stado owiec. Spokojnie, nie zjem was. Przynajmniej nie tym razem.
Obrazek

Tam musimy dotrzeć - na grań. Wbrew wrażeniu akurat te szczyty nie są jakieś bardzo wysokie - wznoszą się na 600-650 metrów nad poziom morza.
Obrazek

Po kilku minutach dojeżdżamy do punktu widokowego umieszczonego na ostrym zakręcie. Z przodu wyłania się panorama jeziora Szkoderskiego z albańskim brzegiem!
Obrazek
Obrazek

Albańskie wioski i Góry Przeklęte.
Obrazek

Znów trochę ponarzekam na ciężkie powietrze, ale widoki i tak są ładne. W dole sporo małych wysepek.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Dojechaliśmy tu drogą R-15, którą można dojechać wzdłuż jeziora aż do Virpazaru. Ponoć jest wąska i dość niebezpieczna, przejazd nią zajmuje bardzo dużo czasu. Tym razem to nie nasz kierunek, ale może w przyszłości się ją wypróbuje.
Obrazek

Obok zakrętu znajdują się jakieś nadajniki, dzięki czemu z dołu miejsce to jest łatwe do zidentyfikowania.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

A z innej bajki - około 350 metrów na wschód przebiega granica czarnogórsko-albańska. Jesteśmy więc na samym skraju kraju. Nie widać słupków granicznych, ale z całą pewnością najbliższa przełęcz leży już w Albanii.
Obrazek

Jeszcze spojrzenie w kierunku południowym - jeśli dobrze się przyjrzeć, to ledwo, ledwo, majaczy brzeg Adriatyku. A to przecież jedynie 20 kilometrów od nas.
Obrazek

Pora wracać w dół. Podczas zjeżdżania cały czas towarzyszy nam widok na charakterystyczną górę w kształcie kopca, który trochę przypomina mi zarośniętą wersję Devils Tower z filmu Bliskie spotkania trzeciego stopnia ;).
Obrazek

Kopiec okazuje się nazywać Vladimir i mierzyć zawrotne 486 metrów. Inna charakterystyczna rzecz w okolicy to dwujęzyczne drogowskazy.
Obrazek
Obrazek

Vladimir nosi nazwę również osada przy skrzyżowaniu z główną drogą. Ktoś był dowcipny i ją przekreślił, a w zamian napisał Putin :D. Tylko wersja albańska nie pasuje, bo to jakieś Katërkollë.

Stąd do przejścia granicznego jest tylko kilka kilometrów. Kolejka samochodów mniejsza niż dwa lata temu, więc dość rychło pojawiamy się przed budynkami odpraw. Na wzniesieniu patrzy się groźnie wyglądająca stara wieża obserwacyjna.
Obrazek

Kontrola jest przeprowadzana z udziałem pograniczników z obu krajów, więc w praktyce wygląda to tak, iż Czarnogórcy za bardzo się wyjeżdżającymi nie interesują, a Albańczycy załatwiają turystów bardzo szybko. I w ten sposób ponownie znaleźliśmy się w kraju dwugłowego orła :).
Obrazek
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2036
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Dolnoślązak » 03-11-2019 09:04

Podjazdy i zjazdy, poniżej widzimy auto, które właśnie nie wytrzymało i wypuściło wielką chmurę.

Renault? :D

Gdy robiłem zdjęcia zaczepił mnie facet wychodzący z wozu czarnogórskiej telewizji. Zobaczył polskie blachy i bardzo się interesował skąd dokładnie jesteśmy. Z dużym uśmiechem chwalił się ze swojej wizyty w Polsce i jakie to ciekawe rzeczy odwiedził.

A już liczyłem na jakiś wywiad w tv :wink:

Tradycyjnie w tych rejonach widzę całkiem sporo tam meśków, wiedzą co dobre. Pamiętaj Pudel, bez gwiazdy nie ma jazdy :mrgreen:

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 3683
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: W stronę ciepła - wakacyjna objazdówka po 10 krajach.

Postautor: Pudelek » 03-11-2019 10:10

Mercedesy to domena Albańczyków, choć i u nich zaczyna się powolne odchodzenie od trendu jednej marki ;)

Tego pierwszego to ja nie rozpoznaję, bo aż się tak na autach nie znam, ale chyba na serbskich blachach :P
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość