Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4218
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba1 » 01-01-2020 14:20

W piątek już nie możemy usiedzieć. Ruszamy więc o 18 - co niewiele nam daje w sensie pokonanej odległości. Ale daje nam o jeden biwak więcej, o jedna noc więcej pod gwiazdami. Przedostatnią noc sierpnia spędzamy nad podopolskimi stawami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie kąpiemy się. Kit z zakazami, które oczywiście wiszą, ale woda jakaś taka mętna i niezachęcająca. Wieczór jest ciepły, ale coś coś nas od tej wody odpycha.. Rano odkrywam przyczynę zakazu wejścia do wody - i wyjątkowo tu, brzmi ona sensownie :) Taaaaa… są zakazy, które w pełni respektuję.. Jeden z przechodzących wędkarzy komentuje: “Uwaga - zła ryba” :)

Obrazek

Obrazek

Szkoda, że nie ma w zwyczaju, aby pisać jaka jest przyczyna zakazu wejścia do wody i czemu w danym zbiorniku kąpiel jest niewskazana. Czy jest głęboko a nie ma ratownika, czy właściciel sobie nie życzy, bo “moje moje wszystko moje”, czy może osiedliły się jakieś zjadliwe bakterie, spływa syf z pól albo można się nadziać na zatopiony pomost.

Kolejny wieczór witamy w lasku sosnowym nad gliniankami koło Borzęcina.

Obrazek

W bujających się hamakach...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Acz hamaki się szybko niektórym nudzą… ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

i przy ognichu gigancie. Towarzyszy nam też skrzek ptaków (których dźwięk zupełnie przypomina mi papugi!)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Plany kulinarne na dziś..

Obrazek

Nieśpiesznie jedziemy.. Jakoś tak nam wychodzi, że 500 km w 2.5 dnia… ;) W końcu najważniejsze, żeby było miło.. A "pośpiech" z “miło” jakoś zwykle się wyklucza!

Mijamy pojazdy przesuwające się jeszcze wolniej niż my ;)

Obrazek

Na kolejny nocleg zawijamy nad najpiękniejszą z polskich rzek - mój ukochany Wiar! Rzeka na tyle płytka, aby nie bać się utonięcia w wirach, a można znaleźć buniory na pełne zanurzenie. Jak górski potok szemrząca po kamulcach - ale w odróżnieniu od nich - ciepła.. I co najważniejsze - z kupą dogodnych miejsc biwakowych.. Rozkładamy się na kamienistym brzegu, który w powodziowe czasy zapewne bywa środkiem rzeki..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczór jest przemiły - no może oprócz tego incydentu, że nam się spaliła kukurydza... Nie wiem co się stało, że ognicho osiągnęło taką temperaturę.. A dużo mniejsze było niż wczoraj!

O poranku.

Obrazek

W Huwnikach zaglądamy pod sklep. Taki sklep jak być powinien. Taki, że gdybym teraz była z chłopakami i teraz była nasza coroczna wycieczka wzdłuż wschodnich granic… to byśmy chyba stąd dziś nie wyszli.. :) Pewnie byśmy spali pod sklepem (albo nad Wiarem ;) niezależnie od wcześniejszych planów. I jeszcze mają moje ulubione lody Panda! A mieliśmy wcześnie wstać.. A mieliśmy cisnąc aby jak najwcześniej być na granicy… A wyszło tak… że dochodzi południe… ;)

Obrazek

Obrazek

Wystawiamy więc gęby do słońca i pożeramy lody. Niestety nikt z nas nie może za bardzo teraz wypić piwa.. Toperz kierowca, kabak za mały, a ja nie chcę mieć problemów jak utkniemy na granicy, a kibla nie będzie pod ręką.. Pogranicznicy się jakoś wkurzają jak się daje susa przez szlaban w krzaki na ich oczach..

Obrazek

Lokalsi nie mają takich wydumanych problemów, więc browar się leje mocno.. A przy piwie toczą się polityczne boje.. Jak to w Polsce ostatnio jest w modzie - nie ma spokojnych rozmów, nie ma kulturalnej dyskusji, gdy polityka wejdzie w temat.. Jak zwykle dwie strony konfliktu z pasją w oczach skaczące sobie do gardeł… Jest ostro.. Chyba zaraz dojdzie do rękoczynów. Chłopa jest chyba ze 30, w wieku od 15 do 80 lat.. Z nieba leje się żar potęgujący moc piwa o czarnych etykietach.. Tak chcąc nie chcąc, jednym uchem, słucham tych kłótni… Ale coś mi w tej rozmowie nie gra.. Argumenty wytaczane przez obie strony jakoś nie pasują.. Zaczynam się przysłuchiwać.. Mam problem oszacować, która strona jest która… Co za czort??
Polityczny spór toczy się między zwolennikami PiSu i Konfederacji.. Innych partii nie ma… inne opcje polityczne zdają się nie istnieć - tu pod sklepem w Huwnikach…

A przed nami Ukraina! Bezmiar wyboistych dróg i zakręconych przygód! :)

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4218
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba1 » 03-01-2020 12:38

Dawno dawno temu, a był to rok 2010, siedzieliśmy sobie na czarnomorskim wybrzeżu, piliśmy jakieś domowe wino i wpadliśmy na pewien pomysł. Już nie pamiętam czy było to na przystani w Oczakowie, z której nic nie chciało odpłynąć, czy może na samym koniuszku Kinburnskiej Kosy, gdzie fale biły już w obu stron? Ale jakoś wtedy, po raz pierwszy, dokładniej przyjrzeliśmy się mapie ukraińskiego wybrzeża - pełnej limanów, mierzei, zatoczek, bagien i wydziwiastych wyspo - półwyspów. I zrodził się plan. Że chcemy kiedyś to całe wybrzeże przejechać - lub przejść, tam gdzie auto już postanowi ugrzęznąć w piachu czy błocie. Nasze planowanie zakładało mocno falistą trasę znad Dunaju, z Wiłkowa, aż po Hołodne pod rosyjską granicą nad Morzem Azowskim.. Oczywiście z okrążeniem Krymu... Niestety zbyt długie zwlekanie z wybraniem się na ową wycieczkę (prawie 10 lat ;) ) okazało sie opłakane w skutkach - bo chyba z połowę upatrzonej trasy nam szlag trafił... Bo obecnie ani dogodnego wjazdu na Krym ani za Mariupol.. Dobrze, że choć kawałek zamariupolskiego wybrzeża w 2011 roku udało się odwiedzić.. Zawsze coś…

Póki co, nie kroją się żadne półroczne wakacje, postanawiamy więc rozbić ten plan na kawałki. I w tym roku upatrzyliśmy sobie odcinek z Odessy do Wiłkowa. W Odessie, w Czornomorsku i w Wiłkowie już kiedyś było nam dane być - dlatego skupimy się na wybrzeżu z Sanżejki do Prymorskiego.

Zatem ruszamy ku morzu. Acz jeszcze długo go nie zobaczymy. Bo ono jest daleko, a my pośpiechu nie lubimy. Nasz dzielny busio dopasował do rodziny - bo niechętnie rozwija prędkości powyżej 80 km/h. Oj dobitnie nam już kilka razy powiedział, że tego nie lubi! Jedziesz ponad 80 - na bank będzie strajk i się cos bardzo skutecznie zepsuje. Jedziesz poniżej - busio posłusznie dowiezie nas gdzie chcemy. Taka reguła. Głupi by więc ryzykował!!

Na granicę zajeżdżamy w Krościenku. Pewien niepokój pogranicznika wzbudzają nasze nowe busiowe skrzynie. Fakt, wygląda to nieco jak szafa położona na podłodze i jeszcze przykryta dywanem ;) A wiadomo, że w szafach, zwłaszcza tych, które nie stoją a leżą poziomo, jest zwyczaj trzymać różne, nieciekawe rzeczy ;) Chodzi więc taki jeden wokół tych skrzyń i niucha: “Wy to tam chyba uchodźców wozicie?” Mowie mu więc, że nie, nie wejdą. Trzeba by poćwiartować.. No po takim stwierdzeniu to już muszą zajrzeć ;) I jeden pogranicznik sobie przycina łape… Moja wina? że te wieka od skrzyń są solidne i tak niespodziewanie opadają? Ja już to wiem - ze 3 razy sobie trzasnęłam na paluchach wyjąc do księżyca.. Koleś wsadza łapę do pyska, a my już nieco truchlejemy co będzie dalej.. Ale pogranicznik gestem zdrowej łapy i bulgotem z pełnego pyska informuje, żebyśmy jechali dalej.

Wszyscy się też śmieją z paszportowego zdjęcia kabaka sprzed 3.5 lat. “Oj wyrosła wam ta Majeczka, oj lata lecą, oj po dzieciach to widać”, “No tak, niemowle typ standard, każde można by przemycić i obleci.. Byle nie Murzynek! więc uważajcie co kupujecie na bazarach!”. No ale co robić? Paszport jeszcze półtora roku ważny!

Ukraina wita nas nieco późniejszą niż w Polsce jesienią i dymami kartoflanych kłączy. Ech.. kiedyś u nas też tak dymiły jesienne pola.. ale mi tego zapachu brakuje!

Obrazek

Czasem zdarzy się jakiś postój po drodze..

Obrazek

Za Stryjem zajeżdżamy nad rzekę w okolicy wsi Pczany. Dziś koryto rzeki jest mocno wyschnięte, ale widać, że woda to tu nieraz nieźle szaleje!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Auta miejscowych zjeżdżają na rzeczne dawne dno, w kamieniste koryto.. Malowniczo to wygląda, ale jak w nocy poleje w Karpatach - to się rano obudzimy na wyspie ;) Takiej szybko malejącej ;) Noc jest gwiaździsta, ale cały czas niebo rozświetlają odległe błyski. Gdzieś jest burza… gdzieś leje… Dobrze, że zostaliśmy na wysokim brzegu!

Obrazek

Wieczorem się nad rzeką zaroiło. Ktoś przybył furmanką z przyczepą i ładuje kamień, ktoś pierze dywany i jeden mu uciekł. Kilka osób goni uciekający w dal dywan! Ktoś piecze szaszłyki, zakochane pary bawią się w miss mokrego podkoszulka..

Są kąpiele..

Obrazek

Jest też prawie godzinna pogawędka z napotkaną babeczką, gdy poszłam po drewno. Niesamowitością jest syn tej pani. Dzieciak lat 8 i jego rower. Zwykły duży rower na dwóch kołach. Gdy przystanęliśmy, on również zatrzymał swój pojazd. I tak zamarł, z dwoma nogami na pedałach. Na godzinę. Jakby skamieniał. Bez ruchu, bez podparcia się nogą z boku. Nie wiem jak to w ogóle było możliwe! W końcu nie wytrzymałam i zapytałam o to tą kobitę. Ona się roześmiała. “Taka pasja”. Jeden chłopak się uczy, a inny tylko do kolegów leci. Jeden wędkuje, drugi hoduje rybki w akwarium. A on tylko całymi dniami ćwiczy stanie rowerem. Na podwórku, w szopie, na ulicy.. “Takiego synka mam, to takiego lubię” - śmieje się babka. Chłopak chyba naprawdę kiedyś zrobi karierę w cyrku!

Wieczorem....

Obrazek

Ranek wita nas pochmurny i chłodny. Temperatura poleciała w dół chyba o 15 stopni.

Obrazek

Dziś na śniadanie dziczyzna z rusztu! Bardzo dorodna i apetyczna! ;)

Obrazek

Rzeka ostatecznie nie wylała, ani burza do nas nie przyszła. Acz o kąpieli jakoś nie myślimy - raczej o ukrywaniu się w kapturach bluz ;)

W Pczanach zawijamy pod sklep. Oprócz zakupów wychodzimy z kiścią podarowanych winogron. Strasznie są kwaśne - ale na kompot się nadadzą!

Obrazek

Obrazek

Mijamy różne swojskie widoczki.

Obrazek

Obrazek

Zdarzają się też krajobrazy dosyć nietypowe.. Co to za licho? Takie słupowisko?

Obrazek

W Bereżanach zatrzymujemy się przy knajpo - sklepiku.

Obrazek

Obrazek

Ciekawy mają tu wystrój. Ze ściany przygląda się nam malowidło o tematyce biblijnej. Mimo początkowego odczucia dysonansu, gdy się przyjrzeć - ono tutaj całkiem tematycznie pasuje! “Głodnego nakarmić”, “spragnionego napoić”, “podróżnego do domu wpuścić” :)

Obrazek

Obrazek

Wciągamy więc pielmieni i barszczyk w towarzystwie Jezusa, jego kumpli oraz miejscowych robotników.

Na obrzeżach Chmielnickiego robimy sobie popas na opuszczonej stacji benzynowej.

Obrazek

W oddali majaczy lotnisko, które początkowo również za opuszczone bierzemy i mamy w planie iść pozwiedzać..

Obrazek

Obrazek

Ale im bliżej podchodzimy, tym mamy więcej wątpliwości.. Może ono nie jest jednak opuszczone??

Obrazek

Ostatecznie startujący samolot rozwiewa nasze wątpliwości i udaremnia, jakże zacne, plany wycieczki ;)

Obrazek

Na nocleg zatrzymujemy się niedaleko Letyczowa, nad zbiornikiem na rzece Piwdennyj Buh, na obrzeżach wioski Markiwci.

Wieczór jest potwornie wietrzny. Każde otwarcie busia skutkuje wywianiem części bagażu ;) Wokół trawiasta patelnia, cieżko znaleźć drzewko czy krzaczek, za którym można by się schować. Zbieranie chrustu na ognisko jest więc też mocno utrudnione. Gdyby nie drewno, które wieziemy jeszcze znad Wiaru - to by nie było dziś ogniska!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to dwa biurka - konstrukcja przywleczona i używana chyba przez lokalnych wędkarzy. Nie wiem czy oni na tym ryby układają czy sieci suszą? My sobie z tego robimy ławeczkę! :)

Obrazek

Tak się przedstawiają najbliższe okolice naszego noclegu - płowo, plaskato i przewiewnie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Grunt to kamuflaż dobrany odpowiednio do sytuacji! :)

Obrazek

Był sobie most, po którym przejeżdżały ciężarówki. Chwile później nastąpiła katastrofa budowlana - most się zawalił ;)

Obrazek

Toaleta poranna :)

Obrazek

Wieś Markiwci.. A może tu już był Horbasiw?

Obrazek

W bardzo starym sadzie…

Obrazek

Kolejne miłe miejsca na piknik nad zalewem..

Obrazek

Fajny stół biesiadny tu mają! :)

Obrazek

Po drodze mijamy jakiś mini targ? Jakiś skup? Coś wyładowują i przenoszą z miejsca na miejsce w wielkich, białych i na oko bardzo ciężkich worach. Idę na przeszpiegi.. Podpytuję… “To kartoszka” - mówi jeden z drugim.. Wiele razy widziałam worek z ziemniakami. Ale zawsze przez fakturę worka widać było obło - kuliste kształty ziemniaczane. A tu worki są idealnie gładkie! Wygląda raczej na piasek albo mąkę? Niestety, ale jakoś nie chcieli mi powiedzieć.. Raczej wręcz miałam wrażenie jakby moja tam obecność wprowadziła wszystkich w zakłopotanie...

Obrazek

Obrazek

W Letyczowie odwiedzamy rybny bazar! Ot - bubowy raj! :)

Obrazek

Obrazek

Po raz pierwszy mam okazję spróbować kotlecików z kawioru! Coś przepysznego!

Obrazek

Czemu w Polsce nie ma zwyczaju jedzenia ryb? Czemu ryba, a tym bardziej kawior, jest tak cholernie deficytowym towarem??? Toż Ukraina jest przecież rzut beretem od nas, a tam ryba jest powszechnym towarzyszem dnia codziennego!

W okolicach miasteczka Hajsyn droga przestaje się zgadzać z mapą, rzuca nas na jakieś objazdy, a gdy definitywnie kończy się asfalt, utwierdza nas to w przekonaniu, że chyba musieliśmy zjechać z głównej trasy i to chyba już dosyć dawno ;)

Ale owocuje to odwiedzeniem ciekawego miejsca. Ot takie - ni to chatki na kurzej stopce, ni to silosy…

Obrazek

Obrazek

Jest to teren jakiegoś dawnego kołchozu? Taka brama tam prowadzi..

Obrazek

Mijane budynki sugerują, że miejsce jest opuszczone…

Obrazek

Gdy jednak próbujemy się wspiąć na konstrukcje chatkosilosa - dość szybko pojawiają się właściciele obiektu i nie są zbyt zachwyceni tym, że tu węszymy.

Na przeciwległych obrzeżach miasteczka mijamy zakłady przemysłowe o ciekawych mozaikach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Noclegu mamy zamiar szukać w okolicach Dubinowa.. Niestety przyjeżdżamy tu trochę za późno, już się na tyle ściemniło, że ciężko znaleźć fajne miejsce biwakowe. Kręcimy się więc jak g… w przerębli, ciągle trafiając albo na zabudowany teren albo na drogi tak błotniste, że na bank w nich ugrzęźniemy… Ostatecznie stajemy gdzieś na skraju lasu przy polnej drodze. Ukrywamy busia wśród jałowców i padamy na pysk. Miejsce jest mało ogniskowe, a przede wszystkim to nam się już nie chce rozpalać. Nawet chyba kolacje sobie odpuściliśmy i tylko od razu nura do śpiwora.

W nocy kilkukrotnie mija nas traktor z przyczepą. Nie byłoby to nic dziwnego, niespotykanego i wartego wspomnienia w relacji - gdyby nie to, że traktor ów jest bardzo nietypowo oświetlony. Jedzie na zgaszonych reflektorach, a nad przyczepą unosi się gorejąca łuna. Wygląda na to, że wozi coś, co się pali. Przypomina żar z ogniska - taki, kiedy najdogodniej włożyć ziemniaki! Albo to jakiś popiół nie do końca wygasły? Nie mam zupełnie pomysłu, po co można takie coś wozić po nocy... Takowy traktor obserwuje 4 razy. 3 razy jechał w stronę Dubinowa - acz raz też ze świetlistym ładunkiem wracał... Nie zrobiłam zdjęcia.. za ciemno było.. A dopasowałby do relacji "mistrzów przewozu". Wysoką pozycję by zajmował w rankingu "nietypowych ładunków" ;)

Poranek pokazuje, że nasze znalezione na ślepo miejsce biwakowe jest całkiem ładne - sosny, słoneczniki, piaszczysta droga.

Obrazek

Obrazek

Gdyby busio był zielony - można by uznać, że jest dobrze zamaskowany... ;)

Obrazek

Test drogi - tzn. “czy samochody się tu zakopują”. Trzeci będzie busio ;) (dwa pierwsze oczywiście ugrzęzły i trzeba było wykopywać łopatką ;) )

Obrazek

I kolejne śniadanie o aromacie wędzonki i podwodnych przestworów. Nie wiem czemu - ale mi ryba najlepiej smakuje z gazety ;)

Obrazek

Bardzo dużo mijamy na trasie podartych bilbordów. Chyba ¾ tak wygląda. Nie wiem czy tak robi właściciel tablicy - gdy delikwent nie opłaci wynajmu za kolejny miesiąc?

Obrazek

Zatrzymujemy się jeszcze na rybym bazarze w rejonie miejscowości Atestowe, w miejscu gdzie główna droga przecina liman.

Obrazek

Parking jak widać tylko dla aut osobowych ;)

Obrazek

Jakie tam są pyszności! W ilości jeszcze większej niż w Letyczowie, co nie dziwi - jesteśmy przecież już prawie nad morzem! Ślinka leci i ręce wyciągają się do każdego straganu..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No ale ile przewieziemy na upale? Żal potem wywalać, a jeść zepsutą rybe to jeszcze gorzej.. Pozyskujemy więc dwie ryby, domowe wino, melona i siatkę brzoskwiń. To będzie podstawa naszego tu wyżywienia :D

Dziwne są tu brzoskwinie.. Co druga jest zepsuta - widać to dopiero po obraniu skórki. Miąższ jest w brązowe paski i ma smak zbutwiałego drewna... A co druga jest tak pyszna i soczysta, że równoważy to rozgoryczenie przy próbach konsumpcji pierwszej. Śmieszne takie te brzoskwinie - taka ruska ruletka albo jajko niespodzianka!

Odesse mijamy obwodnicą.. Miasta to jednak jakiś wymysł szatana.. Aut nie tyle jest więcej - co też zaraz zaczynają jeździć bardziej nerwowo, jak nakręceni, jak na jakiś prochach, łapiąc faze na smutno.. Jakby wszyscy byli wkurwieni na cały świat.. Agresja i frustracja wylewa się uszami... Wszystkie miasta pod tym względem są podobne.. Bez żalu więc żegnamy bezpośrednie przedmieścia Odessy, obiecując sobie nadłożyć mocno drogi na powrocie, aby ponownie tu nie wpaść... Miga nam gdzieś skręt na dobrze znany i miło wspominany Czornomorsk (nie na wszystkich tabliczkach przemalowany z niepolitycznego Iliczewska ;) ) Zbliżamy się do Sanżejki. Mijamy mały zakładzik przemysłowy, a za nim wyboista droga, o zaschłych na kamień błotnych koleinach, prowadzi w pole... Droga w inny świat...

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4218
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba1 » 05-01-2020 15:31

Podskakując na muldach docieramy na skraj klifu. Krzaki, łączki i nagle bęc! urwisko.

Obrazek

Obrazek

A dalej już tylko bezkres morza i rozsiane po nim statki, promy, kutry..

Obrazek

Obrazek

W oddali majaczy jakieś miasto. Nie wiem czy to Czornomorsk? Czy już Odessa?

Obrazek

Obrazek

Ogromne osiedla wieżowców wyrastają na horyzoncie prosto z łąk.

Obrazek

Przytulamy busia na klimatycznym urwisku. Mam nadzieję, że klif akurat dzisiaj nie postanowi się zawalić…

Obrazek

Złazimy na dół.

Obrazek

Obrazek

Toperz i kabak się kąpią. Kabak włazi do morza i zdumiony woła: “Ale ciepła woda!!!!”. No tak… Ma porównanie z czerwcowym Bałtykiem w Estonii… ;)

Obrazek

Niektórzy biwakuja na plaży. Przez chwilę nawet to rozważamy, ale chyba jednak bym się bała, że jakieś kamienie nam z góry na łeb polecą...

Obrazek

Mnie jest zimno. Ubieram bluzę.. Może jutro przywitam się z morzem jak należy. Póki co sadzam kuper na piasku i powitanie postanawiam uczcić wędzoną rybą i domowym winem z Atestowa. Każdy ma swoje powitanie z nadmorskim światem!

Wieczorem palimy ognicho. Acz z drewnem jest kiepsko. Zwykle na plażach leżą jakieś kłody wywalone przez morze. Tu posucha totalna. Nic! Chyba wszystko wyzbierali, bo śladów po ogniskach na klifie i na plaży jest moc. Trzeba więc ruszyć żelazne rezerwy z wnętrz busia - zbierane miesiąc temu w kamieniołomach pod Lwówkiem Śląskim. Chyba mało pniaków z dolnośląskich wyrobisk ma w swoim życiu okazje przebyć ponad 1000 km, aby spłonąć z widokiem na Morze Czarne. To właśnie jest to drewno ze skrzyni z opadającą klapą, którą pogranicznik przytrzasnął sobie łapę, a druga babeczka z oczami na szypułkach komentowała: “Pracuję tu 20 lat, a pierwszy raz widzę, żeby ktoś drewno przez granice przemycał”. Szkoda, że nie mogę jej teraz pokazać po co je wozimy.

Rozmawialiśmy potem z biwakującymi na plaży w namiocie. Potwierdzali totalny brak opału, oni chodzą kupować drewno do wioski.

Noc jest księżycowa. Na niebie jest wprawdzie trochę chmur, ale takich miłych typu "kwaśne mleko"..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kabak na szczęście większość wieczoru bawi się w busiu, budując sobie dom z karimat. Bo już mieliśmy wizje uwiązania jej na sznurku do palika, tak jak cielęta na pastwisku - żeby nam nie zleciała z urwiska. No ale problem się sam rozwiązał - kolejny przykład, że nie warto się martwić na zapas. Cykady grają jak wściekłe, morze szumi i pachnie rybą.. Nie, przepraszam - rybą to głównie pachnie busio - po naszych dzisiejszych zakupach! No i my.. Też chyba walimy jak pelikany! Np. wczoraj na stacji benzynowej w Dubinowie... Wchodzę do budyneczku, bo trzeba odegrać cała scenkę z odbezpieczaniem dystrybutora, jak się chce zatankować do pełna, a nie jak wszyscy 5 litrów. I jeszcze chcemy płacić gotówką... “Diewuszka, a ty napewno masz tyle gotówki?” Wiec muszę im pokazać zawartość portfela, a potem ich jeszcze przekonać, że ja lepiej wiem na jakie paliwo jeździ busio. I że ja NAPRAWDE jestem pewna, przekonana i z ręką na sercu chce nalać do busia dizla, a nie tej wspaniałej benzyny co ma “eurosuper” w nazwie. I jak mi odbezpieczą dystrybutor z benzyną to mnie to nie usatysfakcjonuje... No dobra, ale miało być o rybach! Więc wchodzę na ową stację, a babka za ladą mówi do kumpla: “Igor, zaś żarłeś rybę! Mam cię już dość!”. Igor macha rękami i się zarzeka, że wyjątkowo dziś ryby nie jadł jeszcze, trzyma na wieczór pod wódke. Ale nikt mu nie wierzy. A to chyba ja zapodaje aromatem nadmorskiej wędzarni :)

Rano budzę się jakoś wcześniej niż reszta załogi. Słońce wali mi w oczy - to jak mam spać? Nocleg z widokiem na morze też ma swoje wady. Tak jak nam mówił miejscowy: “Morze pod Odessą jest do dupy. Nawet laski nie weźmiesz na plaże na romantyczny zachód słońca”. Bo morze jest tutaj od wschodu, więc słońce zachodzi nie tam, gdzie by się oczekiwało ;)

Idę sobie więc na spacer klifem. Fajnie tak sobie iść urwiskiem i musieć pilnować tylko siebie…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Krajobraz z busiem - dla zobrazowania jak miły nocleg się na dziś trafił!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kawałek dalej biwakuje sobie koleś z Połtawy. Jest tu już trzeci miesiąc - tzn. ogólnie nad morzem, bo sobie wędruje, to tu, to tam. Opowiada mi, że tu jest fajnie od 1 września. W wakacje tu ponoć się przewala straszny tłum. Często też w ścisłym sezonie przyjeżdża jakaś ekipa, załącza muzykę i uprzykrza życie innym biwakującym. Tak było i 3 lata temu. Jakaś młodzież z Kijowa zaczęła puszczać techno, dniami i nocami. Non stop łupanka. Obok biwakowało kilka rodzin z Krzywego Rogu. Chodzili, prosili - ściszcie, wyłączcie choć na kilka godzin w nocy. Gdzie tam! Szlachta się bawi i jest panami wybrzeża. Kiedyś kijowscy melomani poszli się kąpać. A w tym czasie ich auto spadło z klifu. Jak? Tego nikt nie wie.. Jak raz, akurat wtedy puścił hamulec.. Były podejrzenia, ale świadków ani dowodów ingerencji osób trzecich - nie było. Była policja, były dźwigi aby zabrać wrak z plaży.. Tego lata na biwakowisku w Sanżejce grały już tylko cykady…

Teraz mamy już wrzesień, więc już ani muzyka nie łupie, ani auta z klifu nie spadają. Gra tylko wiatr w kolczastych krzewach i aż się nie chce wierzyć, że może tu być taka masakra, tłum, zgiełk i ścisk.. Acz widać pewne ślady.. Prawie na każdym drzewie wisi “mini - umywalka”.

Obrazek

Mam już wracać do busia, ale idę inną drogą i włażę w sam środek czyjegoś biwakowiska. Miejsce wygląda jak stacjonarny obóz uchodźców. Szałas z gałęzi, podwieszany namioto - hamak, łazienka z 20 litrowym baniakiem, ruszt, żeby upiec chyba dzika. Zamieszkuje tu Wadim. Jest z Kiszyniowa. Przyjeżdża do Sanżejki na całe lato. Jego akurat cieszy wszechobecna dyskoteka, która panuje tu w wakacje. Wadim lubi tańczyć, przebywać wśród ludzi i nie lubi ciszy. Robimy sobie wspólne zdjęcie, ale Wadim bardzo prosi, aby nie umieszczać go w internecie. I nie jest to jakaś korba, którą ma teraz wielu ludzi - na temat “chronienia swojego wizerunku” czy “ukradzenia duszy”. Wadim ma powód i to całkowicie sensowny. Bo Wadim jest tu nielegalnie, a przynajmniej potajemnie. ;) Przyjeżdża tu w tajemnicy przed żoną i dziećmi. Im mówi, że jedzie do pracy do Niemiec. Pakuje się więc i znika na kilka miesięcy. Przysyła smsy, żeby się rodzinka nie martwiła. “Specjalnie używam taki stary telefon, żeby nie było szansy na mmsa” - śmieje się. “I wypoczywam! Życie jest jedno! Słońce, wino, nowe znajomości.. Lato jest tu cudowne.. Kiedy się będę bawił? Muszę korzystać póki jestem młody i jeszcze mi się chce!!”. Wadim najbardziej lubi kobiety. Tu w Sanżejce ponoć najlepiej “biorą”. “W domu mówię, że pracuje na plantacjach. Z fabryki bym nie mógł wracać taki opalony!” Wadim rozmarza się na samo wspomnienie. Pytam go jak rozwiązuje kwestie, że wraca bez zarobionych pieniędzy. Wadim się śmieje. “Raz mnie mogą okraść, raz oszukać, a innym razem mogę wrzucić pieniądze na długoterminową lokatę do banku. A pieniądze w banku to tak jakby ich nie było. Ludzie inwestują i wierzą w system. Wierzą, że ich wirtualne pieniądze istnieją. Ja inwestuje w przyjemności i wspomnienia. Tego nie zabierze mi ani komornik, ani wojna!”

Poranek na plaży. Oświetlone klify prezentują się jeszcze ładniej niż wieczorem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Muszelki to tu można zbierać łopatą!

Obrazek

Fragment nabrzeża jest umocniony betonowymi blokami i płytami. Wszystko jest już nieco nadgryzione zębem czasu - tak jak buby lubią! Nie wiem czy był tu jakiś port czy inna przystań?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I oplecione solidnie wodorostem! :)

Obrazek

Jedziemy jeszcze też zobaczyć miejsce, gdzie klify zaczęły zjeżdżać do morza. Wygląda to malowniczo, ale miejscowych nie bardzo to cieszy. Do domów jest niedaleko. Zabudowania stoją tu naprawdę blisko usuwiska, a zimą teren jest sztormowy. Ziemia ponoć jest tu tańsza niż w innych rejonach ukraińskiego wybrzeża ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4218
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba1 » 06-01-2020 22:01

Pierwszy raz ze slowem “liman” spotkałam się czytając “Ogniem i mieczem” - “a potem już hen, ku limanom i morzu, step i step, w dwie rzeki jakby w ramę ujęty.” Już wtedy to słowo wydawało mi się jakieś pełne magii i tajemniczości. Może dlatego, że w Polsce limany nie występują? I było to coś nieznanego i odległego? Może dlatego, że ze słowem “liman” nieodłącznie wiąże się słowo “mierzeja”? A właśnie wszelakie przeplatające się wodno - lądowe klimaty, zawsze darzyłam ogromną sympatią? Liman według definicji z encyklopedii: “płytki, słony zbiornik wodny, powstały w wyniku zatopienia przez wody morskie wylotu nadbrzeżnego jaru i odcięcia go od morza mierzeją. Limany są formą charakterystyczną dla wybrzeża Morza Czarnego, zwłaszcza dla okolic Odessy, gdzie do morza uchodzą przez limany liczne rzeki.” Jak tu nie pokochać limanów??

No i dzisiaj właśnie wokół jednego z limanów trochę pojeździmy! A dokładnie chodzi o Liman Dniestrowski.

Najpierw nad wodę postanawiamy zajrzeć w okolicy wioski Roksolany. Brzeg stanowią tu bardzo malownicze klify!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jakoś nie możemy znaleźć drogi zjazdowej na dół, więc zostawiamy busia na skraju pola uprawnego i schodzimy w dół betonowym kanałem. Kanał jest pusty i chyba dosyć nowy - w betonie jest wyryta data 2.08.2019

Obrazek

Tuptamy sobie wzdłuż żółto - pomarańczowych, gliniastych piramid.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Lokalna plaża.

Obrazek

Obrazek

Nad wodą pożeramy melona, którego wozimy już kilka dni i jest nieco przejrzały.

Obrazek

Spacer kończymy przedwcześnie, bo grzmi i idą chmury barwy dość ciemnej, a myśmy się skupili na zabraniu oprzyrządowania do obróbki melona, a od deszczu nic nie zabraliśmy.

Obrazek

Obrazek

Burzy jednak nie ma. Chmury się rozpływają i znów wyłazi słońce. Kolejnego zjazdu nad wodę szukamy za Owidopolem, gdzieś pomiędzy zabudowaniami dawnych kołchozów.

Obrazek

Brzeg tu jest wyjatkowo niski, a satelitarne mapy pokazują na nim jakieś zgrupowanie ruin. Czego to ruiny? To właśnie chcemy sprawdzić!

Mniej lub bardziej wyboiste drogi prowadzą ostro w dół.

Obrazek

Obrazek

Solidność betonowych płyt sugeruje, że miejsce było niegdyś bardziej używane niż teraz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Napotkany rybak mówi, że to dawna baza pionierów, a teraz głownie służy pantballowcom. Hmm.. znajdujemy kulki z farbą, ale tylko dwie. Za to wszędzie wala się dużo łusek po różnej amunicji. Śladów farby na murach również brak.

Ruiny są już niezadaszone, zostały praktycznie same ściany...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce rokuje biwakowo, acz z limanami jest jeden problem. Limany zazwyczaj są dosyć brudne i kolor/konsystencja wody niekoniecznie zachęca do kąpieli.

Brzeg mają tu umocniony betonem ze śrubami.

Obrazek

Za wodą widać portowe zabudowania Biłgorodu Dnistrowskiego.

Obrazek

A także solidne mury twierdzy Akerman.

Obrazek

Jakaś wioska w oddali, przycupnięta na skraju urwiska...

Obrazek

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2058
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: Dolnoślązak » 07-01-2020 03:38

Kto mnie choć odrobinę zna, zapewne kojarzy moje nietypowe hobby

Oczywiście. Hotele najmniej ***** i obowiązkowo w opcji all inclusiwe plus leżenie cały dzień koło basenu i sączenie drinków przez słomkę :mrgreen:

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4218
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba1 » 07-01-2020 17:30

Kto mnie choć odrobinę zna, zapewne kojarzy moje nietypowe hobby - czyli umiłowanie i aktywne poszukiwanie ośrodków kempingowych czy hotelików z dawnych lat. Takich, gdzie czas zatrzymał się 50 lat temu. Takich jak krymska baza “Weteran”, baza artystów w bułgarskim Ahtopolu, baza Sokil pod Lwowem, mój ulubiony hotel w Artiku w Armenii, w gruzinskim Khoni, baza "Aist" w Obwodzie Kaliningradzkim albo “Mze” w Tbilisi. Tak… Jak widać na poszukiwania i łowy muszę już wyjeżdżać poza polskie granice.. U nas też próbuje, ale obecnie ciężko już coś fajnego wyszperać.. A nawet jak się znajdzie namiar, to się człowiek zwykle odbija od zamkniętej na kłódkę bramy czy odnajduje ośrodek po remoncie ociekający nowością…

Tym razem w jakiś zimowy wieczór przekopuję internet w poszukiwaniu atrakcji na czarnomorskim wybrzeżu, gdzie zamierzamy wyruszyć we wrześniu. Patrząc na mapy satelitarne - rzuca mi się w oczy dziwne miejsce w pododeskiej Zatoce. Wyraźnie wybija się z reszty otaczającego krajobrazu. Plaża i wydmy są pełne jakby bezładnie rozrzuconych, malutkich budek. I to na samym brzegu.. Jakby się komuś klocki z koszyka wykociły! Ki diabeł??

Obrazek

Miejsce, okazuje się być taką bazą, jakich wszędzie szukam. Stare domki kempingowe, patyna drewna, balkoniki, wszędzie wokół kupa zieleni i.. położenie praktycznie na samej plaży! Przebijam się przez 250 komentarzy lokalsów i już wiem! To jest miejsce dla bub! Trafia więc na główną listę wyjazdowych atrakcji!

Przez centrum Zatoki przejeżdżamy bez zatrzymywania. Ot klasyczny, nadmorski kurort, miejsca, jakich zwykle staramy się unikać. Boczna droga, przechodząca potem w mierzeje prowadzącą do Sergijewki, jest już mniej ruchliwa, a przez to i przyjemniejsza. Odnajdujemy naszą bazę. Na wjeździe szlaban i cieć , który nas informuje, że “wszystko już zamknięte. Dawajcie do mnie do domku, wezmę tanio..”. Cóż.. śmierdzi na kilometr! Jedziemy dalej. Przy domkach (które rzeczywiście robią wrażenie zamkniętych) kręci się jakiś facet. On potwierdza, że z wybiciem 1.09. wszystkie domki zostają nie tyle zamknięte, ale zaśrubowane na zimę. Że to nie tyle wymaga otwarcia kluczem, co jakiegoś specjalnego przyrządu otwierającego.. I dla 3 osób na 2 dni - to nikomu się nie będzie chciało otwierać. Z coraz smutniejszymi minami suniemy dalej… Wszystko wskazuje, że się nie uda… Buuuuu!! Dalej jest sklepik. Wchodzę. Babka za ladą potwierdza - wszystko zamknięte po sezonie. Babka oczywiście poleca nam jakieś kwatery. Ale my nie chcemy kwatery w mieście z prysznicem i wifi! Chcemy drewnianą budkę na plaży! Jeszcze kawałek dalej jest baraczek i drzwi są lekko uchylone. Zaglądam. Babka z facetem siedzą na żelaznej pryczy, wcinają popcorn, patrzą w telewizor - i chyba gdyby właśnie ufo wylądowało w Zatoce, to wprawiło by to ich w mniejsze zdumienie. Turyści z Polski? Po sezonie? Na naszej bazie? Okazują się być ekipą “zamykającą bazę”. No ale ogólnie sukces! tzn. taki połowiczny… Bo możemy zanocować w bazie, w drewnianym domku z dawnych lat.. Ale czwarty od plaży.. Dwa pierwsze są już zajęte (zresztą przez bardzo sympatycznych emerytów), trzeci ma uszkodzony dach, a tylko jeden rząd domków nie jest jeszcze zaśrubowany. Trzeba będzie przejść do plaży 20 metrów...

Obrazek

Bo my chcieliśmy taki domek!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

No ale nie ma co narzekać - trzeba się cieszyć, że w ogóle się udało, biorąc pod uwagę nierokujący początek! Oto więc nasza chatka!

Obrazek

Obrazek

Chatynka ma wszelkie udogodnienia - sznurek na pranie i miednice, lodówkę na nasze nadpsute, ugotowane w busiu ryby, jest kotara w drzwiach, żeby komary nie leciały, kontakt, żeby naładować bateryjki, miotła, żeby wymiatać piach z pokoju. Co oni opowiadają, że “domek bez wygód” - toż tu są same wygody! I jeszcze grilla dostajemy!

Moje łózko jest jak druciany hamak. Nigdy takowego nie napotkałam. Sama wręcz nie umiem ocenić, czy ono jest wygodne czy nie... Napewno jest.. nietypowe! Jakbym leżała w siatce - wiem już co czuje baleron na haku! A to wnętrza domku. "Druciany hamak" stoi obok lodówki.

Obrazek

Ech… Tu jest to wszystko czego szukaliśmy! Drewniane werandy, cieniste ścieżki, zapach starego, wygrzanego słońcem drewna...

Obrazek

Obrazek

Wspominałam o kibelkach? Są takie “integracyjne” - bezdrzwiowe! :) A pod sufitem mieszkają nietoperze i jaskółki. Wchodząc więc wieczorem z latarka (ponoć jest prąd, ale nie wyczaiłam, gdzie jest włącznik) można się nieco zdziwić, że nie jesteśmy tutaj sami, a mamy nad głowami latające i skrzeczące towarzystwo :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Te umywalki zapadają mi w pamięć, bo gdy idę umyć zęby - to kąpie się w jednej z nich gromada jakiś ptasząt, takich wróblopodobnych. Na mój widok w ogóle się nie przestraszają, wręcz próbują mnie odpędzić np. jeden siada mi na głowie. Tłumaczę im, że są dwie umywalki, więc dla nich jedna, a dla mnie druga. Więc ostatecznie spokojnie myje zęby, a obok ptactwo się chlupie jak gdyby nigdy nic. Nie zrobiłam zdjęcia. Było juz zupełnie ciemno, a bałam się, że błysk flesza je przepłoszy.

Obrazek

Na samej plaży jest opuszczony budynek chyba dawnej knajpy. Z napisów na ścianach wynika, że latem często pełni funkcje darmowych noclegów i miejsca imprez w oparach konopi. Lubiany głównie wśród autostopowiczów. Pół godziny czytam ścienne wyznania! Lubie takie miejsca, gdzie ściany opowiadają swoją historię!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Codziennie ze dwa razy nad plażą przelatuje wojskowy helikopter. Leci bardzo nisko, acz czuć jego powiew. Ale zawsze jestem wtedy w kiblu albo akurat zwiedzam ruiny - więc dobrego zdjęcia nie udaje mi się zrobić...

Obrazek

W oddali zauważamy, że dalej też są domki! I to bardziej nadgryzione patyną niż nasz! Idziemy więc tam połazić. Na niektórych są różne napisy - nie wiem jak to nazwać? Plażowy regulamin? BHP? Takie życiowe - żeby dzieci pilnować, po pijaku nie wypływać daleko w morze, itp.

Obrazek

Obrazek

Niektóre mają tabliczki. Tu akurat "przeciwpożarowa". Ciekawe czy numer telefonu jeszcze działa?

Obrazek

Czasem ściany zdobią różne malunki.

Obrazek

Wokół cieniste ławeczki, stoliki, miejsca biesiadne. Wszystko tu zachęca do odpoczynku, zadumy, braku pośpiechu…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I wszechobecna zieleń. U nas zapewne by już wszystko wydarli do ziemi :(

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie wiem jak się mówi na takie drogi? Nadmorski deptak? :) Główna droga przez naszą bazę :)

Obrazek

Obrazek

Mijamy place zabaw o skrzypiących i z lekka podrdzewiałych sprzętach. Takie fajne, solidne, żelazne huśtawki czy drabinki jak pamiętam z dzieciństwa..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To w sezonie chyba działa jako knajpa.

Obrazek

Obrazek

A tu sklepik. Też sezonowy, więc teraz zabity na głucho..

Obrazek

Obrazek

Stołówka...

Obrazek

Ścienne lamparty.

Obrazek

I lamparty lokalne. Sporo się tu włóczy gruboogoniastych sierściuchów! :)

Obrazek

Napotykamy też drugą stołówkę, która o dziwo jest otwarta. Zamawiamy barszcz, szaszłyk, domowe wino.. I napotykamy właściciela. I tu dowiadujemy się prawdy. Nie ma już jednej bazy “Zatoka”. Teren został podzielony między trzech dzierżawców. Pierwszą zawsze zamykają z końcem wakacji. Druga, to ta gdzie się osiedliliśmy. A tu jest trzecia.. I tu byśmy mogli wybrać jaki domek chcemy, choćby na samym piachu… No cóż.. Trudno… Tam już wszystko zaklepane.. Może jeszcze kiedyś? Właściciel wygląda nieco na Gruzina - i jeszcze ta czacza i szaszłyki w repertuarze dań ;)

Obrazek

Z obsługi jest jeszcze miła babeczka, która nam opowiada, że latem jest tu gęsto. Dziś tylko wiatr przewiewa opadłe liście, a ekipa znajomych właściciela wznosi toasty. Spokojna muzyka sączy się z głośnika stłumionego jak rozlewające się wśród zarośli światło…

Kabak tańczy. Cały czas, kiedy my jemy i popijamy winko - ona tańczy, wprawiając w zachwyt cała zgromadzoną tu ekipę. Jutro tu wrócimy. Bo jutro cały dzień planujemy spędzić w Zatoce.

Wieczorem wychodzę na ganek. Cykady drą ryja chyba jeszcze głośniej jak wczoraj w Sanżejce. Od strony centrum słychać dalekie dudnienie muzyki. Skoro nawet w tak dalekie peryferia docierają jej dźwięki, to jak jest TAM? I tam jest pełno kwater, pokoi na wynajem - i co? Ktoś sobie przyjeżdża na 2 tygodnie na wczasy i nie śpi? Bo dźwięki jak świdrów i młotów pneumatycznych umilają mu każdą noc?? I ci ludzie jeszcze za to płacą?

Na szczęście nasza baza kąpie się w mroku, ciszy i atmosferze dawno minionych dni..

Klimaty porannych plaż... W oddali widać jak do sieci na morzu podpływa rybacka łódka i zaczynają się jakieś prace. Długo obserwujemy, ale do końca nie wiem czy oni tą sieć próbowali wyciągnąć czy tylko poprawiali jej mocowania na palikach..

Obrazek

Obrazek

Handel obnośny kwitnie! Zabawnie to wygląda - wiadomo, że oni idą tez dalej, ale na tym kawałku plaży to sprzedających jest chyba więcej niż potencjalnych klientów!

Obrazek

Gdy sunę do kibla w moim moro kostiumie, mija mnie dwóch kolesi. Jeden trąca drugiego: “Ej, Dima, patrz! Mówiłem ci, że dziewuszki też walczą w Donbasie”. Prycham śmiechem, więc koleś kontynuuje: “Ej koleżanko - a po której stronie walczysz? Bo jak armia tak wygląda to ja się chętnie zaciągnę!”. Mówię im, że ja nie stąd, to nie moja wojna, więc się jeszcze nie zdecydowałam na wybór strony. Może coś doradzą? Chłopaki się śmieją, widać było, że bardzo luźno podchodzą do całej sprawy. Nie spytałam skąd byli, ale nie mieli emocjonalnego podejścia do zagadnienia... Rzadko spotykane podejście na obecnej Ukrainie…

Na plaży są też większe domy, jak jakaś opuszczona rybacka osada!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kawałek dalej przekracza się magiczną linie, granice innego świata. Bo tak wygląda “nasza” Zatoka....

Obrazek

Obrazek

A wystarczy przejść plażą kilkaset metrów i bum! Inny wymiar - ludny, hałaśliwy i obrzydliwy kurort jak wszędzie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Co nas prowadzi w takie tereny? Ano mamy tam sprawę... Wszystko przez zdechłego krokodyla... ;) Mieliśmy pięknego krokodyla do pływania, zakupionego 3 lata temu w Bułgarii. Ale widać bułgarskie krokodyle do długowiecznych nie należą... I teraz, już od jakiegoś czasu poszukujemy następcy... Najlepiej różowego flaminga. Kabaczę sobie takiego wymarzyło.. Oczywiście flaminga szybko znajdujemy… a potem… potem było już tylko gorzej.. ;) Ja zobaczyłam rekina. Uśmiechał się do mnie i machał płetwą. A na koniec, już na samym końcu bazaru był… wąż gigant! Ot i tak się skończyła nasza wycieczka do kurortu.. ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sprzedawcy bardzo się śmiali, jak kupując flaminga, poprosiłam o kilka metrów sznurka. Nie mieli pomysłu o co mi chodzi. Jak im wyłożyłam, że flaminga uwiąże za szyje, żeby nie uciekł z falami z kabakiem na grzbiecie - to sznurek się zaraz znalazł! Po przygodach z krokodylem w Bułgarii to ja już wolę uważać! ;)

Dwie godziny w tłumie nieco nas zmęczyły. Wracamy na naszą stronę mocy! Tuptamy do naszej stołówki. Dziś jesteśmy tu sami. Jest już tylko szaszłyk i wino. Jutro zamykają. Trafiliśmy więc rzutem na taśmę w to urokliwe miejsce!

Obrazek

Wieczór...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Planujemy się też pobujać w hamakach na plażowych drewnianych konstrukcjach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziś jest spory wiatr, wiec wszystkie flamingi trzeba zakopać do połowy w piasku, żeby nie odleciały. Fale (zwłaszcza te wsteczne, podwodne, które ciągną na pełne morze) są na tyle spore, że do utrzymania flaminga przydałby się łańcuch jak na krowę, a nie cieniutki sznurek! ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziś jedziemy do Segijewki. Początkowo chcieliśmy jechać najkrótszą i najfajniejszą drogą - czyli mierzeją.. Ale miejscowi zdecydowanie wyprowadzają nas z błędu, jakoby busio miał szansę tamtędy się przedostać. “Trzy razy próbowałem tam przejechać ładą żyguli. A ona jest lżejsza. Tak mnie wciągnęło, że dwa traktory nie mogły mnie wyrwać. Wam tego busa to czołgi chyba będą wyciągać”!

Ponoć na fragmencie mierzei nie ma drogi, jedzie się piaszczystą koleiną albo plażą. Terenówki jeżdżą zazwyczaj tym pasem, gdzie biją fale, bo tam jest najbardziej twardo. Ale dla busia pełna piachu plaża jest drogą raczej nie do pokonania.. Jedziemy więc naokoło...


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4218
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba1 » 13-01-2020 17:57

Odrobinę oddalamy się od wybrzeża, aby ominąc nieprzejezdne dla nas mierzeje i limany. Po drodze mijamy wioskę Bilenke. Tu jeszcze uchował się Dom Kultury im. Lenina! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sergijewka to szerokie ulice i dużo zieleni. I jakoś tak bardzo płowo… I przestrzennie. Jakby wziąć normalne miasto i … wszystko rozstrzelić, rozepchać, rozrzucić na boki. I pusto.. Atmosfera kurortu po sezonie to mało powiedziane.. Po pustych ulicach przechadza się (acz nie wiem czy to słowo tutaj pasuje…) bardzo dużo osób na wózkach inwalidzkich. ⅔ mijanych osób jedzie na kółkach.. Chyba muszą tu mieć jakieś swoje sanatoria? Ciekawy jest patent jednego z wózków, czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Napęd ręczny - coś jakby kijki narciarskie. To ma moc! Chyba dużo lepsze niż kręcenie za koła czy ręczny rowerek. Babuszka w tym pojeździe wyprzedza wszystkich, nawet jadącego busia! Dziury wymija slalomem, na gębie ma banan od ucha do ucha, a na kolanach trzyma puszystego kota!

W miasteczku rzuca się w oczy też wiele niedokończonych budynków. Tak jakby hoteli i sanatoriów miało tu powstać więcej, ale coś w jednym momencie bum! i przerwało wielką rozbudowę… Większość to spore gmachy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Acz są też mniejsi reprezentanci zabudowy, którzy podzielili losy molochów…

Obrazek

No i oczywiście nasz, dawno już wypatrzony w internetowym świecie, wieżowiec…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziś jest silny wiatr, więc budynek wydaje przedziwne dźwięki i jęki potępieńcze… Wyje powiewającymi blachami i dyktami wyrwanymi z elewacji. Cienkim głosem śpiewają powiewające żaluzje, które wyszły z okien, widać postanowiły wybrać jednak wolność..

Obrazek

Obrazek

Zaglądamy do środka.. Korytarzem toczy się blacha, dwa na dwa metry… Pcha ją przeciąg? Bo dmucha przez wybite okna? Ale niby tutaj wydaje się być zacisznie… Nie mam ochoty znaleźć się na drodze blachy, chowamy się w bocznym pokoju.. Blacha spacerkiem oddala się w stronę ciemności... Pierdzielę takie zwiedzanie! Te spacerujące blachy mi się zdecydowanie nie podobają… W wahaniu utwierdza mnie jakiś upiorny łoskot na schodach powyżej. Czy to coś żywego? (czy już nie? ;) Czy niesione podmuchami kolejne materiały budowlane? Jedno jest pewne - spadamy stąd. Takie zwiedzanie mnie jakoś nie kręci!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Poza tym - znajomi byli tu na wiosnę i na ich filmie dokładnie pooglądałam wnętrza. Wszystko wypatroszone... I na dach nie da się wyjść.. Jakby ktoś był zainteresowany wnętrzami wieżowca to TUTAJ: https://www.youtube.com/watch?v=2knMAcHKeRs jest wspomniany wyżej filmik.

Obchodzę wieżowiec dookoła. Zaglądam do kilku mniejszych budynków, ale przylegających.

Obrazek

Obrazek

Stosy abażurów, rozwleczone dokumenty, podarte kasetony.. I wciąż ten śpiew wiatru na wysokościach..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Za stepową łąką stoi szaro - brunatne blokowisko. Wyrasta prosto z pola!

Obrazek

Idziemy na widoczny na horyzoncie cienki pasek mierzei. Tam jest otwarte morze. Stały ląd dotyka tylko do błotnistego limanu Budackiego.

Obrazek

Obrazek

Niektórzy się tym błotem nacierają. Wygląda na to, że jest lecznicze..

Obrazek

Obrazek

Też rozważamy, ale jak my się potem z tego doszorujemy mokrą chusteczką i butelką mineralki?

Liman zamieszkują wyjątkowo duże i tłuste meduzy. I w dużej ilości!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na mierzeję prowadzi kładka. Tak to malowniczo wygląda z powietrza.

Obrazek

Na miejscu okazuje się jednak, że to nie kładka a bardzo solidny most. Cóż… na chybotliwe kładeczki trzeba będzie jeszcze poczekać!

Obrazek

Most ma w “podłodze” okrągłe dziury, dość regularnie rozmieszczone. Widać przez nie wodę. Wszyscy miejscowi wędkarze łowią przez te dziury. Widać ryba z jakiś powodów gromadzi się pod mostem?

Obrazek

Obrazek

Mierzeja jest dość ludna i hałaśliwa, zmywamy się po 5 minutach. Pewnie jakby odejść daleko w prawo czy w lewo to by było fajnie.. Ale trochę nas goni czas, słońce już wisi fest nisko, a my mamy upatrzone miejsce na biwak kawałek stąd.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przez liman pływają stateczki - jak się komuś znudzi łażenie mostem. Nie ma opcji, aby sobie odmówić skorzystanie z takiego pływadła! :)

Obrazek

Obrazek

Widoki z jego okien na miasto w oddali..

Obrazek

Woda bryzga, silniki wyją, liny skrzypią...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pachnie wodorostem, rdzą, drewnem ze starego kutra... I wiatrem.. I rybą... I ciepłym wieczorem w kurorcie, który ostatecznie okazał się nie taki do końca opustoszały...

A głośnik zapodaje nieco upiorną piosenkę o marynarzach. Piosenka jest zapętlona, więc słuchamy ją kilkanaście razy. A może dwadzieścia kilka?? Na tyle dużo, że gra mi we łbie jeszcze kilka dni. I ni cholery nie mogę jej stamtąd wykarczować. Czy idę do kibla, czy patrzę w mapę, czy układam się do snu - cały czas, chcąc nie chcąc, nucę ją sobie pod nosem... Jakby ktoś miał ochotę wczuć się w klimat tej części relacji - a i tego co będzie później - proponuje sobie włączyć do posłuchania. I koniecznie zapętlić ;) PIOSENKA: https://www.youtube.com/watch?v=szWOzUK-OCs :D

Kabaczę jest zachwycone, całą drogę tańczy, wprawiając w zachwyt lokalnych kuracjuszy. Jakiś koleś to nakręca komórką. Może więc nasze dziecię będzie gwiazdą jakiegoś wschodniego youtuba! ;)

W Sergijewce odwiedziliśmy dziś jeszcze jedno miejsce. Ale o tym będzie później. To miejsce zasłużyło na osobną relację - dedykowaną wyłącznie jemu! Cóż... niecodziennie bywa się w BAJCE :)

Biwaku szukamy w okolicach Kurortnego. Szukamy tam jeszcze sklepu, ale jakoś to nam nie idzie.. tzn. znajdujemy trzy, ale wszystkie “zamknięte po sezonie”. Jest za to namiotowa knajpa, gdzie jest barmanka - niemłoda już niewiasta i trwa specyficzne karaoke. Nieco podchmielony dziadek wyje do mikrofonu jakieś posępne acz klimatyczne pieśni - ni to cerkiewne, ni to rewolucyjne… Czasem wychodzi mu nieźle, acz momentami to aż skóra cierpnie na karku od zaśpiewu o melodii zdychającej piły łańcuchowej… Grupa czterech młodzieńców o identycznie wytatuowanych oczach też tu przyszła szukać alkoholu… Ot cała Kurortna menażeria.. Dziadek meloman, który nie chce zejść ze sceny.. grupka recydywistów, którym brakuje 200 hrywien, ale podobnie jak dziadek mikrofon, oni też już trzymają za szyje wybrane z lodówki butelki. Zarówno dziadek jak i oni wpadają w zachwyt na widok mojej marynarskiej koszulki zakupionej na bazarze w Zatoce. Cmokają radośnie, że “baba, ale wie jak się ubrać”. Snują jakieś dyskusje o grubości paseczków, odcieniach ich błękitu i ilości “s” w nazwie obwodowego miasta. No bo to jedno “s” więcej lub mniej - jest tu w pewnym sensie polityczną deklaracją… Jak to czasem jakiś niuans dla przybysza, a dla miejscowych znaczy nadpodziw dużo. Na szczęście trafiam tu na samych miłośników “s” podwójnego, więc w gębę nie zbieram ;) Dopytują, szczerzą zęby (albo miejsca, gdzie teoretycznie te zęby powinny się znajdować ;) i na tyle wytrąca ich to z równowagi, że tracą moc uchwytu. Sprytna barmanka wykorzystuje tą pomyślną dla siebie chwilę i bez problemu wyciąga im ze sflaczałych dłoni butelki i mikrofony. Puszcza do mnie oko: “Słuchaj, to piwo masz na koszt firmy, dupe nam uratowałaś! A! I jeszcze nie wspomniałam, że w kącie knajpy siedział zagraniczny ponoć turysta. Ale na tyle wspomógł już budżet owego przybytku, że zapomniał z jakiego kraju przyjechał. Barmanka ciągnie mnie do niego: “Zagadaj coś, może ty wyczaisz w jakim języku on mówi? Bardzo nas to ciekawi!” Próbuję.. Acz moim zdaniem obecnie jest to język zdecydowanie międzynarodowy - tych co nieco przedawkowali płyny: “ablphfff” bukhwwww”. Przed knajpą na środku drogi leży dość wypaśny rower z sakwami. Mam przypuszczenia, że to jego.. Chowamy z babeczką rower do środka. Koleś nie wygląda jak ktoś, kto o własnych siłach miałby dziś opuścić namiot. Barmanka wzrusza ramionami: “No to będzie dziś tu spał. Na stole lub pod. Nie wygląda groźnie. Latem to nie takie akcje tu bywały….”
Wychodząc oczywiście śpiewam pod nosem piosenkę ze stateczku. Nie wiem jak to działa, ale to się odbywa jakoś zupełnie bez udziału mojej woli! Po prostu zapomnę o tym na chwilę i już mi się samo śpiewa: "budu lieżat na dne okeana w mirie bezzwucznoj krasatyyyyy...". Babeczka za mna biegnie: "Diewuszka, może chcesz wystąpić na naszym karaoke? Dobrze ci idzie! Dawaaaj" - ciągnie mnie za rękę w stronę namiotu. Cóż... Nie wiem czy bardziej zarzynam słowa czy melodie, może jednak dziadek nie był dzisiaj najgorszym wykonawcą??? :) Mój występ dopasowałby idealnie do klimatu tego miejsca i jego poziomu artystycznego! :D Ale jednak się nie decyduję... Jakaś chyba jednak wstydliwa jestem... Tłumaczę babce, że nawet jak ona znajdzie gdzieś tekst - to ja pewnie nie nadążę z czytaniem z ekranu... Patrząc z perspektywy czasu - może szkoda??? Może jednak trzeba było? ;)

Piwo mamy, ale miejsce biwakowe za wsią jakoś nas nie urzeka. Totalna patelnia, wygwizdów, nie ma ani krzaczyny! Ze wsi nas widać, wiatr hula, nawet do kibla nie ma gdzie iść..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedziemy dalej szukać szczęścia...

A mnie piosenka o marynarzach nie opuszcza... "Na bezkrajnem marskom prastorie swietjat zwiozdami majakiiiiiii!!!!" Toperz obiecuje mi, że jak zaraz nie przestanę to mnie wysadzi w środku stepu ;)


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2058
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: Dolnoślązak » 13-01-2020 21:24

Woda bryzga, silniki wyją, liny skrzypią...

Łajba nabiera wody... :mrgreen:

A piosenki posłuchałem. Smęty jakieś :P

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4218
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba1 » 16-01-2020 19:23

Dolnoślązak pisze:
Woda bryzga, silniki wyją, liny skrzypią...

Łajba nabiera wody... :mrgreen:

A piosenki posłuchałem. Smęty jakieś :P


Nie nabrala az tyle zeby zatonac!
:mrgreen: Nie poszlismy w slady melancholijnej piosenki ;)
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4218
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba1 » 16-01-2020 19:24

Większość placów zabaw jest strasznie powtarzalna. Huśtawka, zjeżdżalnia, piaskownica, drabinka, koniec. Niezależnie czy to nowe, ponoć super bezpieczne odlewy z badziewnego plastiku z certyfikatem UE i tysiącem regulaminów, czy solidne, masywne, żelazne zabawki z czasów naszego dzieciństwa (te, które obecnie modne jest twierdzić, że zjadały dzieci na surowo.. ;) Jedne i drugie są/były pisane przez kalkę.. Widziałeś jeden - widziałeś wszystkie. Acz w każdej dziedzinie zdarzają się perełki. Zdarza się powiew fantazji, która nadaje życiu smak. I jednemu z takich miejsc pragnę poświęcić dzisiejszą opowieść. Miejscu, które może cię zachwycić, oczarować, rozczulić, przerazić czy zniesmaczyć. Miejscu, do którego będziesz chciał wracać albo poczujesz, że lepiej by było go “odpamiętać”. To zależy od twojego podejścia do świata, przekonań i wpojonych lub wrodzonych gustów artystycznych ;) Jedno jest pewne - jak zobaczysz to miejsce - to go nie zapomnisz. W morzu otaczającej nas unifikacji, ujednolicenia, odlewania z jednej sztancy - takie miejsce po pierwsze dziwi. Że komuś się chciało….

A może z jego powstaniem wiąże się jakaś malownicza historia? Niestety nie udało mi się dopytać ani w inny sposób dokopać informacji - kto jest twórcą tego miejsca, dlaczego powstało akurat tutaj, czy z którego dokładnie roku obiekt pochodzi. Czym się kierował artysta, że zaaranżował to akurat tak? Tyle jedynie wiadomo, że miejsce powstało jeszcze w radzieckich czasach. Położone jest pomiędzy dwoma bazami wypoczynkowymi dla dzieci czy innymi ośrodkami szkoleniowymi dla pionierów. I chyba im miało głównie służyć. Spotykane tam postacie nie są wytworami fantazji twórcy - są to postacie ze starych bajek. O kilku z nich opowiadają nam miejscowi - więc w tych momentach przytoczę ich opowieści i wyjaśnienia. W żaden sposób ich nie weryfikowałam, więc z góry przepraszam jeśli zaszły jakieś pomyłki.

No ale zacznijmy od początku. Na początku jest brama i napis “Witamy w bajce”. W bajce sprzed lat… Wiadomo więc, że nie będzie to dzień jak codzień. Jednak niecodziennie trafia się do bajki ;)

Ten gigant na wejściu - w pasiastych rajtuzach, czerwonej krawatce jak rasowy pionier, trzymający się za pas jak kowboj w samo południe - to ponoć Guliwer.

Obrazek

Wchodząc do bajki trzeba mu zajrzeć pod spódniczkę. To już od początku ustawia klimat całości zwiedzania :) A dalej.. dalej to już będzie tylko lepiej! :)

Mur okalający teren parku pokrywają płaskorzeźby - smoki, jednookie potwory oraz elementy wodne - złote rybki, delfiny... I jak przystało na Sergijewke - meduzy też są, a jakże!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektóre rejsy na żaglowcach nudne nie były!

Obrazek

Ufoludki? Roboty?

Obrazek

Teren parku jest chłodny, cienisty… Są tu drzewa! To pierwsze co odróżnia to miejsce od dzisiejszych placów zabaw, które są zawsze nasłonecznioną patelnią, z wyrwaną do ziemi roślinnością..

Kawałek dalej jest wielki, brodaty łeb. Ponoć to Czernomor z poematu Puszkina. Można mu wejść w czeluście otwartej paszczy.

Obrazek

A co w środku? Ano zjeżdżalnia! Nieco nadgryziona zębem czasu, więc nad jej przystosowaniem do klasycznego użytku trzeba by trochę popracować. Z racji na rdzę jest na tyle mało śliska, że można użyć jej do wspinaczki na butach. Warto mieć latarkę - bo w brzuchu brodacza jest ciemno.

Obrazek

Obrazek

Kolesiowi można również wyjść na kapelusz. Po drabince, na drewniany mostek, który wije sie wokół całej czapki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obok znów kusi ciemna jama. To dla odmiany skamieniałe, dziuplaste drzewo. Z kogutkiem na szczycie i jakąś Babą Jagą nabitą na jedną z gałęzi.

Obrazek

Wnętrza solidnie wzmocnione - zadbali, żeby to się na łeb nie zwaliło.

Obrazek

Na Babę Jagę nie udaje się wdrapać, trzeba się zadowolić kotkiem.

Obrazek

A tu huśtawki. Wersja najprostsza. Bezsiodełkowe. Samo żelazo. Póki złomiarz nie przyjdzie z palnikiem - można uznać za prawie niezniszczalne.

Obrazek

Tu zamek. Na wejściu - scenka rodzajowa. Gdy się przyglądaliśmy owej płaskorzeźbie - jakaś wrona nagle zakrakała. Aż żeśmy podskoczyli! “Czy to ta z obrazka?” - zapytał kabak.. Pan pod muchą z lekka się uśmiechnął. Kurde! Głowę bym dała, że jeszcze chwilę wcześniej miał twarz poważną! Dobrze, że lew był zajęty i nie zaryczał - ryk lwa w tym miejscu - to byłby nadmiar szczęścia! ;)

Obrazek

Wzrok czujemy również na plecach.. Ot.. taki melancholijny wzrok, patrzący gdzieś w przestrzeń, gdzie pozornie nic nie ma… ;)

Obrazek

A ta specyficzna ławeczka to ponoć “Żelazny Rycerz" Tilly Willy z książki Wołkowa “Żółta mgła”.

Obrazek

Kabak sugeruje, abyśmy przy nim dłużej poczekali. “Mi się wydaje, że on zaraz zmieni rękę, którą się podpiera!”. Wszystko ładnie pięknie - tylko co on wtedy zrobi z zawartością tej pierwszej ręki????? ;) Czy ten uśmiech coś sugeruje???

Obrazek

W razie deszczu ośmiornica zaprasza pod swoje skrzydła, tfu macki!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Alternatywą jest dziadek i jego grzybek. Też zaciszne miejsce. Lepiej spędzić burze w objęciach ośmiornicy czy dziadka??? ;)

Obrazek

Nawet kibelki - wychodki udekorowano tu bajkowo!

Obrazek

Obrazek

Jest też krokodyl! Szczerzy zębiska z prawdziwych gwoździ! Dobrze, że się zajął piłką - to chociaż przechodnia w kostkę nie upali!

Obrazek

Obrazek

Tak samo jak dinozaur! Pazury z prawdziwych prętów!

Obrazek

Obrazek

Na pokrytym łuską ogonie...

Obrazek

Obrazek

Ten koleś chyba coś przeskrobał.. Albo po prostu nie miał szczęścia w życiu??

Obrazek

Staramy się go choć odrobinę pocieszyć!

Obrazek

Obrazek

Zawsze chciałam pojeździć na słoniu! Ot - takie marzenie jeszcze z czasów dzieciństwa... Tu miejsce ku temu bardzo dogodne - raz, że nie trzeba jechać w dalekie kraje, a dwa, że się żaden obrońca zwierząt nie czepi. Choć szlag wie? Z nimi to różnie bywa ;) Może akurat różowe słonie są najrzadsze i najbardziej chronione? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu kiedyś chyba była fontanna? Albo chociaż sadzawka? A trójgłowy smok był strażnikiem tego miejsca?

Obrazek

Obrazek

Woda płynęła i bocznymi kanałami - rybkom więc było tu dobrze!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widziałam na chodniku ciśnięte opakowanie po środkach odurzających. Już wiem, kto z nich korzystał! :)

Obrazek

Nad tym czołgiem pracował chyba jakiś pacyfista. Widać, że czołg - ale nie ma lufy! Ale ma za to ażurowy tunel, który łączy go z rakietą! Rakieta ma również kilka poziomów do wspinaczki!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Trzy szczeżuje! Która najstraszniejsza??? :)

Obrazek

I dla miłośników kolei coś się znajdzie!

Obrazek

Tu ciągle gra muzyka!

Obrazek

Obrazek

Misiek o chwiejnym kroku i wzroku pełnym wczorajszych przygód! ;) A może dziabnął to samo co trójgłowy smok z fontanny?? ;)

Obrazek

A tu chyba coś poszło nie tak.. ;) Zwierzątka masowo suną do lekarza!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ten chłopiec chyba będzie następny w kolejce.. Może nie udało mu się uciec przed krokodylem gwoździozębnym? Mimo pomocy latającej gęsi...

Obrazek

Obrazek

I kolejne scenki z różnych bajek...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są i elementy edukacyjne. Zasady ruchu drogowego. Uciekając przed goniącym cię dinozaurem czy mackami meduzy - nie wpadnij pod auto ;)

Obrazek

Park rzeźb był odnawiany w 2018 roku przez lokalnych aktywistów, którzy postanowili mu dodać nieco kolorów. Nie jest więc tak zapomniany czy opuszczony jak mogłoby się z pozoru wydawać...

Ludzie mówią, że to miejsce jest psychodeliczne. Twierdzą, że jest upiorne, że jak z horroru, że pewnie tu straszy w mgliste noce, a dzieci jak to zobaczą - to będą miały nocne koszmary… Mnie to miejsce wydało się przyjazne i wesołe. A przede wszystkim niezmiernie ciekawe - raz przez swoją oryginalność, a dwa ze względów praktycznych. Ile czasu dzieci mogą się tu bawić wymyślając kolejne zabawy? I to dzieci starsze, niekoniecznie pieluchowce suwające kuprem po ziemi, którym do szczęścia wystarcza łacha piasku dwa na dwa.… Choćby sama zwykła zabawa w chowanego nabiera tutaj rumieńców. Wiem - bo się bawiliśmy! :) Spędzamy tu około 3 godzin. Kabaka nie można wyrwać. Skubana próbuje się chwytać różnych metod... ;) “Mamusiu! Zobacz - to super miejsce na biwak! Tu postawimy busia, tu rozpalimy ognisko. Tu się będziemy chować jak popada deszcz. Zostańmy tu dziesięć dni.” Dziesięć jest ostatnio synonimem “dużo”. Nie ma się co dziwić małemu kabaczęciu. Ja wpadam w szał zachwytów chyba po stokroć jeszcze bardziej ;) A wydawałoby się, że z fascynacji placami zabaw powinnam była już dawno wyrosnąć ;)

I pytanie, które będzie padać jeszcze wiele razy - “Mamo, czemu nasze place zabaw są takie nudne?” I cóż ja mam odpowiedzieć dzieciakowi? Chyba jedynie to - że ja też sobie zadaję to pytanie... I ono, póki co, pozostaje bez odpowiedzi...

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Dolnoślązak
bardzo stary wyga
Posty: 2058
Rejestracja: 13-06-2008 12:39
Lokalizacja: Wrocław

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: Dolnoślązak » 16-01-2020 20:36

Straszny jest ten plac zabaw bez atestu UE. Aż ciarki mnie przechodzą że sam się kiedyś na takim bawilem :mrgreen:

A co do zjeżdżalni, może pełni teraz rolę tarki, tzn zdziera skórę z d... :mrgreen:

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4218
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba1 » 18-01-2020 16:22

Dolnoślązak pisze:

A co do zjeżdżalni, może pełni teraz rolę tarki, tzn zdziera skórę z d... :mrgreen:


rodzaj peelingu dla pieknej skory! :mrgreen:
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4218
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba1 » 18-01-2020 16:24

Cel na dziś - Lebiediwka. Kolejna nadmorska miejscowość, kolejna mierzeja... Początkowo mamy w planie odwiedzić miejsce podpisywane na mapach jako “Mys Burnas” i “namiotowe miasteczko”.

Droga za miejską plażą, oględnie mówiąc, nieco traci na główności - tzn. piach zaczyna być do pół koła.. Gdy właśnie rozważamy czy brnąć dalej (mamy trapy - to może wyjedziemy?) jakiś koleś prawie na szczupaka wskakuje nam pod maskę.. “Wy ochujeli”?? - takim oto międzynarodowym pytaniem, sugerującym sporą dezaprobatę co do naszych zamierzeń, wita nas facet prawie już wiszący na lusterku ;) “Kto wam tą krowę stamtąd wyciągnie?? A??? Lepiej nie ryzykujcie! Szkoda kasy i nerwów!” Chwilę później od strony mierzei sunie sapiąc niewielki traktorek, a za nim na sznurku dynda jakiś tłusty SUV. Nosz kurde.. Traktorek zostawia balast na twardej (w miarę) drodze i wraca w stronę mierzei.. Po następnego jedzie? Koleś, który chwile wcześniej nam wisiał na lusterku, kiwa głową - jakby słyszał moje myśli: “Tam jeszcze pięciu brzuchami w piachu siedzi, kilka km stąd, psia ich mać. Jakby drogą jechali to by dali radę.. Ale nie.. Kozaki.. Kołami do morza musieli.. A tam… lotne piaski! bagienko!” “I co towarzysze Polaki? Jak dalej chcecie tam jechać to od razu dajcie mi 1000 UAH, bo powrót tyle kosztuje.. Ale lepiej zostańcie tu… I tak ich wszystkich nie wytargamy przed zmrokiem.. A wy… to nam jeszcze drogę zatkacie… Wy juz na drodze ugrzęźniecie...” Hmmm… zaświtało mi w głowie, że mu powiem, że damy mu 2 tyś, ale niech nas zaciągnie tam i rano z powrotem! ;) Byłaby przygoda, byłby nocleg na mierzei… ;) Ale może szkoda i kasy, i busiowego brzuszka?

Tam gdzie można dojechać twardą drogą jest totalnie do bani.. Jakoś nocować tu się nam nie uśmiecha... Ludzie, śmieci, stada dzikich psów. Choć sama plaża ma swój klimacik z wozem mieszkalnym, wojskowym kontenerem, betonowym tarasem i żelaznymi konstrukcjami…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieś tam w dali majaczy kraina lotnych piasków..

Obrazek

Nagle rzuca się nam w oczy pewna rzecz.. Tu się kończy niski morski brzeg, a zaczyna stroma skarpa, która jak widać - im dalej tym rośnie.

Obrazek

I jakoś w tamtą stronę ciągną sympatyczni ludzie.. Przemknął jakiś koleś na rowerze - w dredach tak długich, że mu się prawie w szprychy wkręcały. Poszła jakaś parka w zwiewnych, kolorowych fatałaszkach, z chyba stulitrowymi plecakami, owiana aromatem konopnego dymu… Tam również skręcił jakiś Mołdawianin w aucie skleconym na bazie łady chyba z zawartości całego szrotu! Nie miał dwóch części auta w tym samym kolorze. Pył tylko podniósł się spod jego kół, gdy pokonywał jakiś głęboki wąwóz… Zaleciało klimatem dzikich plaż i wolnych ludzi… Jak żywa stanęła przed oczami krymska Lisia Buchta! Kto był - to wie o czym mówię :) Ech… nieodżałowana Lisia Buchta… Czy kiedyś otworzą tą granicę, by znów można tam pojechać??

Droga w wybranym kierunku zaprowadza nas na rozległą polanę - patelnię z napisem “kemping”. Sterczą tylko latarnie.. Sympatyczne ekipy rozpłynęły się w powietrzu.. Nieciekawie.. Ale właśnie się ściemnia, więc chyba na owym kempingu przyjdzie nam zostać.. Idę jeszcze do kibla, w pobliskie zarośla.. Zarośla okazują się być całkiem sporym akacjowym lasem na skraju klifu! A im dalej w las… tym więcej hipisowskich biwakowisk! :) Snuje się zapach ognisk, kadzidełek, suszonych ziół i rozszalałych morskich fal bijących w stromą skarpę. W odległej dali morze zdaje się być spokojne, równe jak tafla..

Obrazek

Równe jak od linijki nasadzenia akacjowych drzewek, namioty, hamaki, ręcznie pozbijane stoliki, "łapacze snów"… W świetle latarki odkrywamy kolejne konstrukcje artystyczne z szyszek, kamyków i muszelek.

Obrazek

Obrazek

Czy myśmy trafili do raju? :) Jeszcze chwile wcześniej wypowiadane z przekąsem na tym nibykempingu “musimy tu zostać” - zmienia się w “zostajemy tu 3 dni!!!!”. Jak to mówią - trafiło się nam jak ślepej kurze ziarno! A już myśleliśmy, że jesteśmy w czarnej d...!

Ide z kabakiem na rekonesans po okolicy. Może kogoś spotkamy, drewna nazbieramy, może zejście na plaże znajdziemy? (dojście do wody nie jest oczywiste, wszędzie ciągnie się pionowa skarpa “tylko dla orłów” ;)

Spotykamy w ciemnościach przemiłą ekipę ze Lwowa. Zagadują nas - czy wściekły jamnik, który się wszystkim rzuca do kostek, nie jest przypadkiem naszym psem? ;) Zabawnie się tak zapoznaje z ludźmi w totalnej ciemności, zupełnie nie widząc ich twarzy. Nie wiesz jak wyglądają, nie wiesz w jakim są wieku.. Jest tylko jakiś zarys cienia i głos wyłaniający się z otchłani mroku.. Oni chyba idą bez latarek, a moja… hmmmm... już od kilku dni sobie powtarzam, że muszę wymienić baterie ;) Zaczęło się od jakiegoś psa, a kończy na półgodzinnych wspominkach z krymskich plaż nudystów, wymianą internetowych namiarów i zawiłymi wyjaśnieniami co łączy fejsbukowego Tytusa ze zbutwiałym drewnem opuszczonych karpackich wsi ;) Jak się poznaliśmy w namacalnej ciemności - tak się i żegnamy. Każdy odchodzi w stronę własnych spraw. Zobaczymy się, tzn. spojrzymy sobie w oczy... dopiero… w internecie… ;) Dziwny jest czasem świat!

Ognisko wśród pogiętych konarów akacjowych drzewek…

Obrazek

W nocy, gdy już śpimy, budzi mnie dziwny dźwięk. Jakby ryk. Takie “Yyyyyyyyy””” Niedźwiedź? Yeti?? Takie tubalne, głębokie “Yyyyyyy”, jakby gdzieś spod ziemi, jakby z piwnicznych echem.. Acz podskakuję z przerażenia i wyglądam przez okno. Nikogo nie ma… Toperz obudził się w tym samym momencie. Ryku nie słyszał. Obudziła go silna wibracja - jakby cały busio się trząsł. Oparł się ponoć na ręce i aż nim zakołysało. Dźwięków żadnych nie odnotował. Tak jak jak wibracji… Nie wiem co to było. Czy klif uderzany falami chciał się zawalić, ale w ostatniej chwili się jednak rozmyślił? Albo mają tu jakieś mini trzęsienia ziemi??

Poranek utwierdza nasze skojarzenia z Lisią Buchtą. Ten sam klimat hipisowskich plaż.. Nadmorski Woodstock - acz nieco przerzedzony po sezonie :) Idziemy połazić. Akacjowy lasek ciągnie się daleko, chyba aż po Mikołajewkę... Wszędzie snują się ogniskowe dymy, rozsiewając zapach pieczonych ziemniaków, kiełbasek czy innej strawy gotowanej w wielkich kotłach. Towarzystwo międzynarodowe - Mołdawianie, Białorusini, kilka ekip z Naddniestrza. Zabawnie - bo wychodzi na to, że Ukraińcy są w tym miejscu w mniejszości! Wszędzie jakieś fajne naklejki i napisy na autach, spośród których to busio jest chyba jednym z młodszych. Powiewające pranie.. Hamaki, jurty, czumy, brezentowe namioty sprzed lat.. Kolorowe malowidła i konstrukcje z konarów, szyszek i ziół. I taki klimat, że każdy z każdym rozmawia, zagaduje, uśmiecha się i wita jak ze starym znajomym, przychodzi po pomoc czy poczęstować, tym co akurat niesie w ręce.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są też ciekawe ogłoszenia przyklejone na drzewach. W pierwszym momencie rzuca mi sie w oczy słowo “miód” i nr telefonu. Więc pewnie ktoś chce sprzedać? Albo kupić? Otóż nie.. Napis głosi “Kto zapomniał miodu”. Zatem ktoś znalazł miód w krzakach i chce oddać?

Obrazek

Widać, resztki letnich długoterminowych biwakowisk.. Kibelki…

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Łazienki…

Obrazek

Obrazek

Zadaszenia...

Obrazek

Zejście na plaże też wygląda jak miejscowa inicjatywa oddolna. Schody wyryte, czy raczej wydłubane w urwisku. Jak tunel przez jakieś starożytne skalne miasto! Cudo! Taki ciemny, cienisty, chłodny korytarz, prowadzący z upału o zapachu lasu - w upał o zapachu morza... I te podświetlone słońcem żółto - pomarańczowe skały!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Plaża to też dużo powiedziane. Dziś morze na tyle szaleje, że fale sięgają aż po klif. Więc kwestia istnienia "plaży" jest taka nieco umowna ;)

Obrazek

Obrazek

Mają tu oficjalną plażę nudystów, kawałek stąd za załomem skały. Dziś ciężko dojść - fale odcinają drogę. My byśmy się pewnie i przedarli, ale kabaka nam zmyje.. Acz dziś jest tu tak pusto, że plaża nudystów może być chyba wszędzie. Nawet na biwakowisku, między namiotami, wielu ludzi ma w zwyczaju paradować bez zbędnych fatałaszków ;)

Co ciekawe - musieli mieć chyba jakieś problemy ze stadami “zgorszonych” bo wisi tabliczka ostrzegająca. Że “zanadto cnotliwi” iść dalej nie powinni, bo ich czeka “piekło”. Bo na “gołych plażach tylko goli ludzie”. A wszystkich "wolnych duchów" oczywiście zapraszają! :)

Obrazek

Obrazek

Jest tu również ciekawa forma “księgi gości”. Ludzie czesto lubią się podpisywać - czy w specjalnie przygotowanych ku temu zeszytach, czy na ścianach, teoretycznie o innym przeznaczeniu. Widziałam podpisy węglem, markerem, sprejem, wydrapane nożem czy wypalone ogniem. Ale po raz pierwszy widzę napisy… z muszelek, powciskanych w ścianę klifu!!!!!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

To brzmi jak wyzwanie! :) Pewnie pierwszy sztorm wszystko zabierze - ale ile radości z tworzenia! :D

Obrazek

Obrazek

Popołudniem idziemy sobie jeszcze do knajpy w miejscowości. Na rybkę, a jakże! :)

Obrazek

Obrazek

Odkrywamy też, że nieopodal jest bardzo przyjemna baza domków kempingowych!

Obrazek

Taka jak trzeba, cienista, o aromacie starego drewna. I jeszcze te owce! :) U nas to człowiek szuka, szuka i nie może znaleźć - czy odpowiednio klimatycznego biwakowiska, czy takich baz.. A tu? Jedno na drugim… Klęska urodzaju! :) Żal bazy, ale to biwakowisko jest tak urocze, że wygrywa! Gdzie indziej sobie użyjemy na domeczkach z dawnych lat!

Wieczorem jeszcze troche walczymy z latawcem. Skubaniec nie chce współpracować! Wiatr chyba strasznie wiruje, bo co nam podleci - to wpada jakby w wiry, w małe trąby powietrzne, które biedakiem zaraz bęc! o ziemie...

Obrazek

Na drugi biwak przestawiamy się w inne miejsce.. W tym samym akacjowym zagajniku, ale 100 metrów dalej. Wczoraj po zmroku wybraliśmy miejsce niezbyt szczęśliwie - na ścieżce, którą wszyscy chodzą do kibla. Raz, ze ciągle nam ktoś właził w ognisko - a dwa, że jednak nieraz zalatywał zapach niekoniecznie morskiej bryzy ;)

Dziś stajemy bliżej skarpy. Pomiędzy krzaczki busio wtula kuper. Przesuwne drzwi to jest świetny patent! Masz gałąź 5 cm od drzwi, a i tak je otworzysz! Ktoś pomyślał!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kabak znajduje w krzakach łuk!

Obrazek

Oczywiście musi strzelać tak - że strzała upada na sam skraj skarpy. Czy wszystkie dzieci tak mają, że urwisko je ciągnie jak magnes?

W nocy wiatr się wzmaga, więc nieco z niepokojem patrzę na naszą skarpę.. Do skraju mamy z 20 metrów.. Lokalsi póki co nie uciekają, a nieraz stoją jeszcze bliżej krawędzi. Chyba przez noc się nie obwali…

Będzie za to widok na podświetlone księżycem morskie fale. Ciekawe jest bardzo, że nocą fale mają inne brzmienie niż w dzień. Zwłaszcza takie w księżycowym blasku rozbijające się o klif. W ich huku - jakby ktoś rozmawiał, jakby nawoływały się ludzkie głosy? Jakby skrzypiały drzwi albo nienaoliwiona huśtawka? Jakby dźwięki klaksonu?

Wieczorne ognisko… chyba jedno z bardziej urokliwych ognisk na tym wyjeździe.. Nie wiem czy zdjęcia są w stanie oddać klimat powykręcanych drzewek i blask nocnego morza? Acz napewno zdjęcia nie pokażą wibracji klifu, śpiewu fal czy dziwnego zapachu, które przywiewa morze.. Jakby smażonych faworków? Jakby ciepłej bułeczki? Kurcze... Morze powinno pachnieć rybą - a nie jak piekarnia w tłusty czwartek! Co za licho?? Przez te zapachy jakoś dostajemy wilczego apetytu i zjadamy zapasy przeznaczone na 3 dni ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4218
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba1 » 20-01-2020 12:53

W odeskiej oblasti jest sporo opuszczonych wsi, a jeszcze więcej takich wyludnionych częściowo, gdzie zostało kilka zamieszkałych domów, a cała reszta popada w ruinę i zapomnienie. Oprócz typowych powodów wyludniania się prowincji, typu: starzy wymierają, młodzi wyjeżdżają do miast, bo na miejscu brak pracy, perspektyw i możliwości utrzymania się - niektóre wioski pustoszeją jeszcze z innego powodu. Brak wody. Z roku na rok jest ponoć coraz bardziej sucho. Pada mniej deszczu, a wody gruntowe opadają. Wysychają więc i studnie, albo nabierają nieprzyjemnego słonego smaku i aromatu ryby. Wodę do picia trzeba by dowozić, co się nikomu nie opłaca, jeśli dotyczy wiosek gdzie nic nie ma.
Wysychają też limany. Ich brzegi, przytykające niegdyś do wsi, zmieniają się w grząskie, gliniaste kałuże, co utrudnia np. wypłynięcie na ryby. Jeden z miejscowych opowiadał nam, że jeszcze 20 lat temu wsiadał do łódki zaraz przy swojej chałupie. Teraz musi iść w błotnisto - solnej brei prawie kilometr, aby dostać się do swojej łodzi. "Takie jezioro Aralskie w miniaturze" - śmiał się... Przestrzegał nas też przed wjeżdżaniem czy chodzeniem nieznanymi brzegami - bo nie wiadomo, gdzie i jak głęboko się zapadniesz. No i jeszcze kolejna rzecz - sól. Ilość wody drastycznie spada - a ilość soli nie.. Woda jest więc coraz bardziej słona - co niekoniecznie podoba się rybom. Ryby zdychają, a ich rozkładające się cielska nie poprawiają jakości wody. W miejscach, gdzie liman zupełnie wyschnął, ziemie pokrywa warstwa soli. Wiatr ją rozwiewa. Sól osiada w przydomowych ogródkach i ponoć to na tyle zmienia glebe, że uprawianie czegokolwiek staje się niemożliwe...

Jednym z takich podsychających limanów jest jezioro Hadżyder, a wioska na jego brzegu, o mało oryginalnej nazwie Liman, jest na dzień dzisiejszy prawie całkowicie wyludniona.

Do wsi wprowadza nas korowód krów i kóz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Używane są chyba dwa gospodarstwa - te najbliżej głównej drogi i najdalej linii brzegowej limanu. Przejeżdżając więc drogą na trasie Bazarjanka - Żowtyj Jar, można całkowicie przegapić posępny klimat tej miejscowości. Przy asfalcie leży ludne gospodarstwo, stoją maszyny rolnicze, drogę przebiegają raz po raz spore stada. I jeszcze nas witają jak nigdzie indziej! Specjalną tabliczką!

Obrazek

Pewnie my też byśmy tędy przemknęli, nawet się nie domyślając, że ta wioska już praktycznie nie istnieje.. Bo nie wiem, czy by nam wpadło do głowy, skręcić w boczną drogę... Ale babeczka ze stołówki w Zatoce z tej wioski pochodzi. I ona nam właśnie o niej opowiedziała...

Muczenie krów i nawoływanie pasterzy zostaje w tyle.. Busio podskakuje na coraz bardziej wyboistej i porosłej trawą nawierzchni. Im dalej wgłąb miejscowości, tym większa pustka i cisza uderza z każdego zakamarka. Zapadłe dachy, niekompletne płoty, powykrzywiane ściany, zarosłe nieraz aż po komin. Budynki w większości to już totalne wydmuszki, wypatroszone z zawartości. Albo wręcz niskie murki ruin.. Przy drodze stoją ławeczki, na których już nikt nie siada... Żadna babuszka nie wygrzewa się do słonka... Wiatr gwiżdże na sznurkach, gdzie nikt nie suszy prania.. Kilka domów służy chyba sezonowo - na drzwiach wiszą kłódki, a w dachach widać, że ktoś zatyka dziury...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pomnik z innych czasów też zarasta chabaziem...

Obrazek

Obrazek

Droga w stronę rozlewisk prowadzi najpierw przez wieś, a potem rozległymi polami...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolory wyschłego limanu...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I namacalna wręcz cisza... Nie słychać ptaków, nie latają owady... Nawet cykady tu nie grają....


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4218
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Limany, mierzeje i pelikany czyli Ukraina nadmorska, na trasie Odessa - Wiłkowe (i nie tylko...)

Postautor: buba1 » 23-01-2020 11:27

Nieco podeschły liman zwany jez. Burnas widzimy już z okolic Lebiediwki. Taki pasiasty skubaniec!

Obrazek

Obrazek

Między Lebiediwką a Bazarjanką zaglądamy nad różne rozlewiska, miejsca będące mieszaniną błota, piasku i grząskich dróg… Próbujemy się przebić na taki oto malowniczy półwysep..

Obrazek

Cieżko nam jednak oszacować gdzie w ogóle jesteśmy, drogi się rozłażą na wszystkie strony, a najczęściej to jednak nikną bez śladu albo przechodzą w nawierzchnie zupełnie nie busiojezdną ;) Jest chyba susza, woda ucieka, więc ilość okresowych półwyspów ulega zwielokrotnieniu ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Plan na kolejny dzień to dotrzeć do Rasejki, trasa ma około 70-80 km, więc szacujemy ją na 2-3 godziny… Taaaaa.. Jak bardzo można się pomylić… ;) Schodzi nam godzin około… ośmiu… No ale po kolei ;)

Najpierw suniemy w rejon Tuzły - tam gdzie droga wiedzie groblą między dwoma limanami Burnas i Solonym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W limanach zalega kolorowe błoto, a na fragmentach ostałej się jeszcze wody dokazuje sporo ptactwa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga jest mocno wyboista, ale to nas nie dziwi - to zupełnie boczna trasa.. Gdy dobijamy do drogi główniejszej - wądoły robią się coraz większe! Jamy w nawierzchni są tu na tyle okazałe, że nikt przy zdrowych zmysłach nie jeździ drogą - wszyscy objeżdżają drogę polem. Jedzie się bitym traktem, nieraz rozjeżdżonym poboczem, nieraz ziemnym pasem równoległym do drogi, ale oddalonym od niej o kilkadziesiąt metrów, czasem wąwozem wyżłobionym w glinie albo rowem pomiędzy kukurydzą. Jadą tędy traktory, jadą wyładowane łady w tumanie pyłu, jadą i kursowe marszrutki. Jedziemy więc i my!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieś w rejonie Tuzły pierwszy raz spotykamy trzech rowerzystów. Póki trzymamy się resztek asfaltu - oni nas wyprzedzają. Gdy zjeżdżamy na ścieżki wijące się polami - my wyprzedzamy ich. Mijamy się więc wielokrotnie, za każdym razem wesoło do siebie machamy, acz jakoś nie ma okazji, aby zamienić choć słowo. Stąd nie wiem czy są tutejsi czy przyjechali gdzieś z jakiegoś końca świata... Nasze drogi przetną się jeszcze wielokrotnie - i jutro, i pojutrze!

Polne objazdy drogi są nieraz dwupasmowe. Kojarzy mi się to z relacjami z jakiś mongolskich stepów, gdzie każdy jedzie sobie jak chce, każdy ma swoją drogę - może jechać cudzą, ale może też wytyczyć własną. Tu jest krok w tą stronę - droga cię nie ogranicza, jest jedynie sugestią… W polu widać koleiny po traktorach czy terenówkach. W takich więc fajnych klimatach przemierzamy płowe, spalone słońcem krainy. Mijamy wyschnięte rzeki i kolejne błotniste pozostałości limanów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

We wsi Żowtyj Jar przekraczamy malowniczą rzekę o poszarpanych brzegach.

Obrazek

Obrazek

A przy sklepie rzekę... gęsi!

Obrazek

Wiszniewe wita nas powiewem minionych czasów (acz kolorystycznie zaadaptowanym do dzisiejszych)

Obrazek

Miłośników zacierania historii i rozwalania przeszłości chyba zatrzymały wyboje na drodze ;) Może skręcili nie w tą odnogę i wciąż błądzą gdzieś po stepie?

Obrazek

Obrazek

Sklepy z dawnych lat, niestety juz nieczynne i zabite dechami na głucho...

Obrazek

Obrazek

Za Wiszniewem niespodziewanie kończy się droga. Ale na mapach ona jest.. Tylko jakieś koleiny z zastygłego błota rozpełzają się po stepie... Ścieżynki rozchodzą się na boki, po czym kończą się w obejściach, przy brodach albo w roztrajdanym końskimi kopytami pastwisku.. Pytamy lokalsów jak dojechać do Primorskiego. Ich zdania są zgodne: “Nie tędy”. Mówią, że trzeba przez Trapiwkę i Liman. Pytamy zatem o Trichatki. Miejscowi rozkładają ręce, zdają się nie rozumieć pytania, albo odpowiadają, że “Trichatek nie ma” - co udaje się nam zrozumieć dopiero po powrocie, gdy zaglądam na satelitarne mapy - i wychodzi na to, że Trichatki są kolejną wyludnioną wsią. Więc tym bardziej wściekłość mnie zżera, że tam nie dotarliśmy. Internety wprawdzie mówią, że w 2001 roku mieszkało tam 149 ludzi, ale np. takowe zdjęcie zdaje się mówić coś innego… Domy jakby w rozwałce - ale pola jakby ktoś uprawiał??

Był ktoś z was może w Trichatkach????

Obrazek

Gdy mapy nie pomagają, a i miejscowi nie chcą współpracować, łapiemy się ostatniej deski ratunku. Z dna plecaka wyciągamy telefon z GPSem. Zwykle nie korzystamy z takiego ustrojstwa, ale wozimy je na czarną godzinę. I ona chyba właśnie wybiła. I co? I dupa. Jedziemy za niebieską strzałeczką z aplikacji maps.me… Dojeżdżamy do skrzyżowania, strzałeczka pokazuje, że trzeba skręcić w lewo. Tylko, że tam… nie ma drogi… Po prostu nie ma.. Tzn. w terenie nie ma, bo na mapie jest.. Za oknem jest… łąka.. Kawałek dalej przegrodzona płotem. No i co? Próbujemy jeszcze się pokręcić po okolicy, wrócić, spróbować innego skrzyżowania, ale efekt jest podobny. Telefon bardzo chce żebyśmy byli pionierami w wytyczaniu tutejszych dróg ;) Nie mam jakoś do niego zaufania, zwłaszcza, że również pokazuje np. pocztę pośrodku uprawnego pola… Chyba jednak pojedziemy przez Trapiwkę… Skądinąd bardzo miła droga prowadzi na ta Trapiwkę! :)

Obrazek

Acz warto było tu zawinąć.. Choćby samo Wiszniewe fajnie było zobaczyć, a szukając naszej drogi przejechaliśmy je chyba wzdłuż i wszerz! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jeszcze taki pomnik gdziesik po drodze namierzyliśmy!

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości