Strona 1 z 1

Dawno temu w Górach Świętokrzyskich (2003)

: 22-05-2020 15:50
autor: buba1
Jest rok 2003… W majówkę, czyli prawie równe 17 lat temu, ruszamy na “49 Majowy Rajd Świętokrzyski”, organizowany przez PTTK Starachowice.

Obrazek

W całym rajdzie bierze udział kilkaset osób z całej Polski. Są odgórnie proponowane trasy, ale tak naprawdę każdy chodzi jak chce, albo nawet podjeżdża stopem. Śpi się we wsiach, na sianku w stodołach. Codziennie wieczorami płoną ogniska. Ogólny klimat wyjazdu przypomina nieco Woodstock, tylko taki de-lux - bo w formie wędrownej. Nasza ekipa (zgłoszona z Górnego Śląska i Zagłębia) liczy 7 osób. Wszyscy mamy takie same koszulki! Razem z mamą malowałyśmy je pracowicie od miesiąca! :)

Obrazek

Atmosfera wyjazdu jest wyjątkowa, specyficzna i pozwalająca mocno zarobić okolicznym spółkom monopolowym ;) Dwie losowo wybrane historyjki:

Kolega z Hajnówki wędruje z dosyć nietypowym ekwipunkiem. W jednej ręce niesie butelkę po jabolu, w którą jest zatknięta głowa bociana (wraz z szyją). No takiego już jakiś czas temu zdechniętego, taka wysuszona mumia. Martwe ptaki to ponoć talizman chroniący przed kacem. Drugą ręką ciągnie trzykołowy rowerko-wózek. Do wózka jest przywiązana wycieraczka, zajumana spod jakiegoś sklepu czy baru. Na niej kolega śpi, bo karimatę gdzieś zgubił..

Obrazek

Obrazek

Lisek to kolega z Giżycka. Cały wyjazd umila nam grą na gitarze. Głównie jest to “Whisky”, ”Warszawa” i ”King”.

Obrazek

Gitara już od dawna nowa nie jest, jednak rajdowe przeżycia powodują, że niedługo całkowicie dokona żywota. Wygięta już jest jak łuk, gryf trzymają już chyba tylko struny i coraz trudniej wydobyć z niej dźwięki pasujące do ulubionych piosenek.

Obrazek

Dla Liska ta gitara to świętość, więc mówi, że nie może jej po prostu wyrzucić, bo to długoletni przyjaciel. Trzeba ją spalić, bo ogień oczyszcza. Wieczorem więc idziemy na rytualne pożegnanie gitary, pod sąsiednią stodołę bo tam płonie największe ognicho. Gitara niedługo ląduje w ogniu.. Suche drewno pali się solidnym płomieniem.. Lisek opowiada o miejscach gdzie mu towarzyszyła. Każdy też wspomina inne sytuacje, gdzie gitara jest ważna. Płyną więc wspomnienia z górskich chatek, spływów kajakowych czy obozów żeglarskich. Wszyscy się trzymamy za ręce, a resztki gitary skwierczą dopalając się w żarze… Powoli myślimy o powrocie do naszej stodoły, gdy kolega, o ksywce chyba Iwan, ciągnie Liska za rękaw odciągając na bok i drżącym głosem szepta: “Lisssekkkk, tttttam! Zzzzobacz!” i wskazuje na charakterystyczny kształt oparty o drzewo… “Lisssekkk, ttto jjjest ttttwoja gggitttara…”. Faktycznie. Nie ma wątpliwości… Łukowato wygięty, znajomy kształt, popękane pudło, charakterystyczna naklejka… Rzucamy nerwowym wzrokiem między poddrzewnym instrumentem a ogniskiem… Tam już nie ma co ratować.. W końcu Lisek przerywa niewygodne milczenie: “Spierdalamy stąd!”..

I tak liskowa gitara skończyła w mało podniosły sposób - pod wiejskim drzewem, w przydrożnym rowie… ;)

Gdzieś na trasie...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Rajdowa łazienka...

Obrazek

Zaobserwowane gdzieś po drodze wiejskie prace polowe...

Obrazek


W stodole lub jej najbliższej okolicy...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


Śniadanko na stole z traktora smakuje najlepiej!

Obrazek

Gdzieś przy ognisku...

Obrazek

Obrazek

Gdzieś pod sklepem...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dworcowo - przystankowo...

Obrazek

Obrazek

Obrazek