W pogoni za cykadami (2022)

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 02-11-2022 20:25

Jak już wspominałam, przy Devetaszce stoją różne tablice - z historią jaskini, z opisem gatunków nietoperzy i szlag wie z czym jeszcze. Jedna z tablic przedstawia inne jaskinie występujące w najbliższej okolicy. Większe i mniejsze, położone blisko szosy albo daleko w górach, dostępne dla każdej ciamajdy i takie, gdzie trzeba się wykazać wspinaczką lub posiadaniem odpowiedniego sprzętu. Moją uwagę przykuwa jedna z nich. Jedna jedyna po prostu wskakuje w oczy jakby ktoś ją podświetlił od spodu. Nie miałam jej w planach i nigdy o niej nie słyszałam. Zdjęcie przedstawia ogromną komorę z gładką płytą podłogi - jak lodowisko. Z opisu wynika (na ile umiem czytać po bułgarsku ;) ), że miejsce spełnia wszystkie nasze wymogi - niedaleko stąd, niedaleko od drogi (ba! chyba pod sam wlot można podjechać) i wejście bez żadnych utrudnień. Zwą ją Czavdarska. W opisach w internecie przewija się częsciej nazwa jaskinia Mandrata (пещера Мандрата) lub Lażenskata (Лъженската пещера), acz tam, na tablicy przy Devetaszce, występowała jedna nazwa - stąd miejsce to dla mnie zawsze pozostanie Czavradską (od wioski Czavdarci leżącej nieopodal)

Cieszę się przeogromnie. Jest to coś, co praktycznie najbardziej lubię na wyjazdach. Nie tylko realizację założonego planu, ale niespodzianki na trasie, zaskoczenia i atrakcje wyskakujące spontanicznie. Ten plan, który los pisze sam.

Nitka starego, poprzerastanego trawą asfaltu wije się w pagórkowatym terenie, mija małe zagajniki i ociekające deszczem skałki.

Obrazek

Zapach tajnej bazy już tutaj unosi się w powietrzu. Nie wiem czy tak pachną jakieś odpady wywalone w krzaki czy sama świadomość, że do górskiej jaskini nikt pod bramę asfaltu nie prowadzi. Czy raczej nie prowadził dawniej, bo teraz to różne odchyły występują i są wdrażane rozwiązania nie zawsze mające sens. No ale asfalt pod naszymi stopami kilkadziesiąt lat ma... Idziemy pieszo, bo droga jest wąska i nie wiemy jak wygląda - w razie jakiejś wtopy busio nie zawróci.

Wlot do jaskini (jak przystało na te okolice) jest spory, ale dużo mniejszy niż w Devetaszce czy Prohodnej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ale nie wielkość jest mocą tego miejsca... Po wejściu całkiem zbieramy szczęki z podłogi... Ta "równa podłogowa tafla" to betonowa płyta, którymi jest wyłożona pierwsza ogromna komora. Panuje tu straszna wilgoć i zapylenie, co uniemożliwia zrobienia zdjęcia z błyskiem, a i światło latarki rozprasza się kilka metrów od ciebie na ścianie pyłu, nie wchodzi w grę więc dobre oświetlenie dalszych ścian czy sufitów. Stają mi przed oczami ogromne komory sztolni w gruzińskim Khaiszi ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... olnie.html ) , gdzie z identycznego powodu nie mogłam zrobić zdjęcia oddającego ogrom pomieszczeń.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jaskinia jest z gatunku ciemnych - nie ma dziur w suficie. Pewnie z tego powodu niegdyś wnętrza oświetlały latarnie.

Obrazek

Takie warunki w wielkim, zamkniętym pomieszczeniu dają odczucie lekkiego osaczenia, bo widoczność jest mocno ograniczona. Wzrok bardzo powoli się przyzwyczaja do patrzenia w dal przez pył, bez wyostrzania się na wirujące w powietrzu drobiny. Poza tym panuje tu ogromny smród. Mamy różne hipotezy na temat jego pochodzenia. Mogli tu składować jakieś nawozy. Może to gówna nietoperzy, których jest tu totalne zatrzęsienie i od ich pisku trzęsą się ściany. Mogą to też być kupy ludzkie, bo komora z betonową płytą usiana jest też gęsto kupkami papieru, a domniemujemy, że lokalne skrzydlaste takowego nie używają. Miejsce przed jaskinią nosiło też ślady użytkowania imprezowego, więc może początek jaskini jest uznaną powszechnie srajnią?

Idziemy dalej. Nacieki na ścianach mają niesamowite kształty i też wyglądają jak zrobione z gówna albo przynajmniej z gliny i błota. Wiele z nich ma w sobie jakąś drapieżność lub przypomina zarysy postaci. Konie, duchy, anioły, pazury - czego my tu nie widzimy! Albo wpatrzone w nas oczy - niby trochę podobne w kształcie do tych z Prohodnej, ale jakieś zdecydowanie mniej przyjazne...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W sufitach widać okrągłe wgłębienia, póki co są to tylko wnęki, ale może to właśnie proces formowania się jaskiniowych oczu? ;)

Obrazek

Obrazek

Rozważamy czy zaraz się to wszystko nie urwie i nie poleci nam na łeb, jako że co chwilę słychać takie CIAP, bo z góry leci coś zdecydowanie większego niż kropla wody i o nieco gęstszej konsystencji. Może zjawiska krasowe, a może dobrze odżywiony nietoperz? ;) Świeże ciapnięcia mają barwy od bieli po ciemny brąz...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektóre części jaskini są przegrodzone ceglanymi ściankami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Betonowe schody prowadzą do kolejnych, podziemnych światów.

Obrazek

"Tu chyba jest ta baza UFO" - zauważa kabak. Oglądała kiedyś z babcią w telewizji taki program: "Starożytni Kosmici" i tam była mowa o bazach obcych w głębi ziemi. Wloty do tych baz miały być ukryte w górach, wśród skał lub w jakiś na wpół opuszczonych kamieniołomach. No więc już wiemy, że to było w Bułgarii, między Czavdarcami a Aleksandrowem ;) Ufoki ufokami, ale ta jaskinia jest najdziwniejszą w jakiej byłam i skłamałabym twierdząc, że takie komentarze kabaka spływają po mnie jak woda po kaczce i nie robią wrażenia. Inaczej patrzę na to teraz, pisząc sobie w domciu relację i czytając w necie o owej jaskini opisy innych ludzi. Wśród ciemności, nieznanego smrodu i odgłosów rozpływającej się mazi ścian i sufitów... hmmm... jakby to ująć - umysł staje się bardziej otwarty :)

Obrazek

Industrialny klimat nie zanika po opuszczeniu pierwszej, płytowej komory. Idzie on dalej wgłąb. Walący z wnętrza jaskini potok ujęty jest w rury i betonowe koryta.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po murku trzeba obowiązkowo przejść przynajmniej 10 razy tam i z powrotem. Wycieczki z niespełna siedmiolatkiem mają swoje prawa ;)

Obrazek

Jaskiniowy korytarz prowadzi dalej. Tam zdaje się już znikać przemysłowy nalot i miejsce staje się tylko malowniczą, górską jaskinią.

Obrazek

Obrazek

Dalej już nie idziemy. Nie to, że nie podejmuje próby, ale zapadając się w mazi po kolana zapał nieco opada. Płynąca korytarzem rzeka jest otoczona namulonym piachem, który nie bardzo jest jak ominąć. Trzeba by brnąć nim, a to chyba nawet powrót po gumiaki nam nie umożliwi. Trzeba byc mieć chyba wodery. Stamtąd właśnie płynie ta woda, która w kolejnej komorze jest ujmowana w rury i betonowe koryta.

I tam, w tej ciemności, której nie przenika nasze światło, co chwilę coś robi "umpfff". Jest to dźwięk regularny, który przebija się głośnością przez jednolite odgłosy lejącej się wody. Może to od ścian odpadają kawałki błota i tak brzmią waląc się w koryto mulistego strumienia? Może tak ściany powtarzają piski nietoperzy? Stamtąd co chwilę wylatują ich całe klucze. Tu nietoperki nie latają pojedynczo - jak już to chmara dziesięciu naraz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wycofujemy się nie obejrzawszy jaskini do końca. Pozostaje więc niedosyt i nutka tajemnicy, na bazie której można sobie potem snuć domysły i wieczorne opowieści. Miejsce pozostanie w naszej pamięci jako najbardziej niesamowite z całego wyjazdu. Miejsce jednocześnie fascynujące i przerażające, gdzie identycznej mocy siła jednocześnie pcha cię wgłąb jak i próbuje przekonać do jak najszybszej ewakuacji na światło dzienne. Miejsce ciekawie łączące klimat dzikiej przyrody i starego industrialu przypominajacego o ludzkiej działalności. I myślę, że Czavdarska, mimo swej dość posępnej atmosfery na długo pozostanie moją ulubioną jaskinią. Może nie taką, w której bym chciała spędzić noc i zapodać biwak, ale takiej, która zostawiła w pamięci niezacieralny ślad. Bo napewno była "jakaś".

Z nalotów, który na nas skapywał czyścimy sie jeszcze długo. Niektórych fragmentów ubrania nie mogę doprać nawet kilka dni później w ciepłej wodzie z proszkiem. Jest pokryte mazią - ni to śluz, ni to żywica. Jakby ktoś cię osmarkał, ale tak trochę na plastikowo. Dopiero kilkudniowe odmaczanie w słonej, morskiej wodzie rozpuszcza to dziwne coś. Kabacze buty trzeba niestety wyrzucić, bo mimo kilkakrotnego prania śmierdzą tak potwornie jakby coś zdechło i leżało na słońcu przez miesiąc...

Jak tylko wracamy do domu to przekopuję internet w poszukiwaniu informacji o tej jaskini. Polskie źródła są mocno zdawkowe, więc próbuję się zarejestrować na bułgarskich forach miłośników podziemi. Z informacji tam zawartych wynika, że ponoć dobrym pomysłem jest wjechanie do pierwszej komory autem i próba zrobienia zdjęć przy maksymalnym świetle reflektorów. Swój przemysłowy charakter jaskinia uzyskała dzięki mieszczącej się tutaj niegdyś mleczarni. Potem był też magazyn i pieczarkarnia. Walący z wnętrza lodowaty potok, przeciągi i zimna temperatura wnętrza ułatwiały przechowywanie produktów. W latach 2009-2012 jaskinię próbowały zagospodarować na swoją bazę jakieś kluby motocyklowe, robiąc imprezy czy koncerty na kilkaset osób. Jednak w miarę rośnięcia tych imprez spowodowało to konflikty z miejscowymi i policją. Pewnie to taki odpowiednik dawnych festiwali bunkrowych na MRU - niesamowity klimat + ból d... tych co zazdrościli.

Moja bytność na bułgarskim forum nie trwała długo - po kilku dniach mnie wywalili. Nie wiem czemu kilka moich zdjęć + pytania o jaskinie wywołały sporą gównoburzę, gdzie część forumowiczów odnosiła sie do mnie z dużą dozą sympatii, a część wręcz przeciwnie (oględnie mówiąc ;)) Niestety administracja poparła tych drugich... O co chodziło - chyba nigdy się nie dowiem (w politykę ani sprawy obyczajowe się nie wdawaliśmy ;) ) Niestety nie porobiłam kopii zapasowych naszych "rozmów", a po kilku dniach moje konto zniknęło. Założyłam oczywiście nowe, ale okazało się, że zniknął cały, czavdarski wątek mający kilka stron. Ciężko rozkminić o co poszło, kogo i czym mogłam tak szybko urazić. Dyskusje na forach w oparciu jedynie o googlowy translator niestety nie umożliwiają zrozumienia niuansów ;) Internetowa odsłona mojej Czavdarskiej została więc również owiana nutką tajemniczości, pasując jak ulał do swojej przedstawicielki w realu ;)

Nocujemy niedaleko Aleksandrowa na ogromnych betonowych placach wśród pól.

Obrazek

Ponoć to ruiny "oranżerii" jak potem rano nam mówił zbieracz ślimaków.

Obrazek

Obrazek

Wieczór mija przyjemnie na obserwacji burzanów, które wręcz roją się od świetlików. Dziesiątki i setki osobników, błyskających, o ciepłym świetle.

A rano co? Niespodzianka! Leje!

Poławiaczy ślimaków jest dwóch. Każdy ma wiadro, kijek i grubą rękawicę, jakby te ślimaki kąsały albo przynajmniej parzyły. Pierwszy zagaduje nas rano. Jego monologu (mimo najlepszych chęci) nie możemy skumać. Koleś nawet nie próbuje dobierać słów czy mówić wolniej, zaczyna tylko krzyczeć jakby brak zrozumienia leżał wyłącznie w naszym upośledzeniu słuchu. Drugi pojawia się za jakąś godzinę i co ciekawe - idąc dokładnie po śladach pierwszego ma w wiadrze dużo więcej ślimaków. Wygląda więc na to, że pierwszy ich nie zbierał tylko rozrzucał. Ten drugi też do nas podchodzi tzn. głównie do busia i próbuje rozkminić naszą rejestrację. Mówi, że stawiał na Palestynę, sugerując się literami i wyglądem kierowcy ;) Z tym ślimakołowem udaje się wymienić szeregiem informacji (bo rozmową nadal nie bardzo można to nazwać). Acz koleś jest napewno bardziej bywały w świecie, a przede wszystkim się stara. Twierdzi, że zna bardzo dużo obcych języków tzn. angielski, niemiecki, rosyjski, turecki, włoski a polski trochę też. Co do ostatniego myśleliśmy, że ściemnia zupełnie, ale na odchodnym nam powiedział "do widzenia". Z jego opowieści udaje się zrozumieć, że ślimaki oddaje się do skupu za 1 lewa za kilogram. Potem one jadą tirami do Włoch. Duże trafiają na stoły a mniejsze mieli się jako dodatek do kremów na zmarszczki. I we Włoszech kilogram kosztuje już 10 euro, a kasę zgarnia pośrednik. Ba! Ponoć są całe mafie ślimakowe. On sam chętnie woziłby do Włoch swój urobek, ale nie ma ani tira ani znajomości. A bez tych drugich strach się brać za handel. Ogólnie nie lubi obecnej Bułgarii. Mówi, że tu gdzie się znajdujemy była kiedyś "oranżeria", w której pracowała cała ich wieś. Hodowali pomidory. Ale potem "poszły komunisty a przyszły satanisty" i wszystko "w pizdu". Tylko ciągle pada i jest dużo ślimaków. Taki kraj. Koleś wnioskuje, że w Polsce musi być dobrobyt. "Bo tu stoicie już którąś godzinę, ślimaki wam łażą po aucie, a wy ich nie zbieracie". Mówimy, że po prostu boimy się lokalnej mafii i to przysłania nam żądze zarobku. Chyba zrozumiał, bo się śmieje. Ot taka ślimakowa pogawędka.

Potem długo jedziemy, nawet w miarę głównymi drogami - Wielkie Tyrnowo, Omurtag, Trgowiszcze, ocieramy się o obrzeża Szumenu. Cały czas pada i jest dużo ślimaków. Mafii na szczęscie nie spotykamy, a przynajmniej nie nawiązujemy z nią kontaktu.



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 10-11-2022 18:56

Kierujemy się na wschód, aby w końcu kiedyś dojechać do morza. Cały czas leje, więc nie sprzyja to częstym postojom i zwiedzaniu okolicy. Na popas zatrzymujemy się przy dużym kompleksie pomników. Jest tu wręcz cały park utworzony na tej osnowie - kaplica, rzeźby, tablice, zarosłe pnączami armaty, a między tym ławeczki. Widać, że miejsce tworzono z dużym rozmachem. Sporo wylano tu betonu, wyłożono płyt chodnikowych, nastawiano masztów na flagi czy latarni. Teraz wszystko malowniczo zarosło, a posadzone niegdyś tuje zmieniły się w duże, szumiące drzewa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieś w oddali majaczą zabudowania jakiejś wioski.

Obrazek

Na dłużej zatrzymujemy się niedaleko Madary, aby pozwiedzać tamtejsze skały. Są one znane głównie z rzeźby jeźdźca, którego podobizna uważana jest za symbol Bułgarii i występuje nawet na miejscowych monetach.

Obrazek
zdjęcie ze strony: https://www.kurslewa.pl/lew-bulgarski-bgn/

Płaskorzeźba zawiera konia, jeźdźca, psa i lwa traktowanego włócznią, acz tego ostatniego to juz dosyć słabo widać i trzeba uwierzyć na słowo, że to lew. Wszyscy zachwycają się tym miejscem głównie dlatego, że jest stare - datowane chyba na VIII wiek.

Obrazek

Naskalny konik widziany bardziej z oddali.

Obrazek

Miejsce nieszczególnie przypadło nam do gustu. Bardzo rozdmuchane turystycznie - parkingi, knajpy, bilety, stada wycieczek, a obiektywna atrakcyjnośc to taka sobie średnia. No ale skoro już tu jesteśmy to połazimy sobie po okolicznych skałkach. Czasem nawet w pozornie nieciekawych miejscach można wyniuchać coś fajnego!

Na szczyt skalnej ściany prowadzą wykute schody i tuneliki, miejscami udekorowane metalem w postaci mostków czy poręczy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoczki na otaczający nas skalny masyw.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Plenery nieco dalsze - na zamglone góry zamykające horyzont.

Obrazek

Na gigantyczny pomnik twórców państwa bułgarskiego, położony na obrzeżach Szumenu (zdjęcie na baaardzo dużym zoomie)

Obrazek

Na beton miejskiej zabudowy.

Obrazek

Obrazek

Na tajemnicze kręgi w zbożu :P

Obrazek

czy sunącą polami gąsienicę pociągu.

Obrazek

Obrazek

Na szczycie skały jest płasko. Nie jest to więc typowa góra, ale raczej uskok terenu, który opada ostro w dolinę tylko w jedną stronę. Na górze są pozostałości twierdzy z XIV wieku, acz wygląda nieco jakby ją zbudowali wczoraj. Nie kojarzy mi się z ruiną z dawnych lat, a raczej z pryzmami kostki bauma przygotowanymi do wykładania chodników - jakie to często spotykam na osiedlu.

Obrazek

Tu ponoć była cerkiew.

Obrazek

Utworzono tam taki prowizoryczny ołtarzyk.

Obrazek

Obrazek

Rozważamy nocleg na opuszczonym kempingu. Fajne miejsce, zagladamy w różne zaułki. Niestety przez mokrą pogodę nie bardzo było gdzie dogodnie stanąć. Trawiaste miejsca zmieniły się w grząskie bagna i przez noc mogły by nas "wsysnąć", a stojąc na twardszych miejscach blokujemy przejazd. Po mocno wygniecionych w błocie i trawie koleinach widać, że przebiega tu droga. Wprawdzie mała szansa, aby dziś cokolwiek jechało, ale czasem lubi być pech.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ostatecznie kończymy dzień w zatoczce przydrożnej "pod skażoną świnią" - jak potem we wspomnieniach nazywamy to miejsce ;)

Obrazek

Obrazek

Mamy tu okazję obserować urazy psychiczne u dziecka, spowodowane działaniami władz w ostatnich latach. Ponoć przyglądając się zabawie niejedno można zaobserwować... Zwierzątka złapały świnię i przemocą ubrały jej maseczkę.

Obrazek

Świnia nie chce nosić maseczki i ucieka po całym busiu. Goni ją policja. Początkowo ukrywa się pod poduszką, ale to nie pomaga, policjanci próbują ją przywiązać do kija taśmą klejącą, zakleić jej ryjek i zamknąc w walizce na kwarantanne - ma tam siedzieć do końca wyjazdu i nie zobaczy morza. Świnia ostatecznie uciekła, a skuteczność jej ucieczki poraziła nawet nas. Wpadła pomiędzy fotel kierowcy a skrzynie. Mimo kilkakrotnie podejmowanych prób nie możemy jej wydłubać do końca wyjazdu. Trzeba by chyba wymontowac fotel. Widać świnka wybrała wolność i pustelnicze życie z dala od nękających świat problemów...

Potem kierujemy się juz ku morzu. W Dobriczu kupujemy bardzo pyszne wino w lokalnej fabryczce. Dalej kulamy się przez pola uprawne i małe, senne wioski. Największe wrażenie robi na nas wieś Twardica, która wygląda jakby właśnie znikneła, wyparowała, zapadła się pod ziemie. Najpierw mijamy tabliczkę, że wieś się zaczyna. Wąska szosa wije się wśród zarośli, słupów elektrycznych i zwiędłych latarń. Nie mijamy żadnego domu. Wokół cisza - tylko liście szumią. Jest za to przejście dla pieszych - znikąd donikąd. A potem wieś się kończy. Ki diabeł?? O co tu chodzi? Ukradli wieś??? Jak ktoś jest ciekawy można "przejechać" strzałką przez wioskę na googlemaps i zobaczyć jak to przedziwnie wygląda:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po powrocie do domu sprawdzam na satelitarnych mapach i wychodzi na to, że jakby odbić w bok to tam gdzieś jakieś domy są. Jednak z głównej drogi są niewidoczne i robi to dość osobliwe wrażenie.

Nie zatrzymywaliśmy się tam jednak, nie zjeżdżaliśmy w boczne drogi, nie węszyliśmy po kątach. Nasze myśli raczej krążyły wokół tego, żeby dojechać do Szabli i znaleźć mechanika. Busiowe kółko zaczęło dziś wydawać nową paletę dźwięków - paskudne zgrzyty przy skręcaniu. Mniejsze o te enigmatyczne "tutu", które były wcześniej czy jakieś popiskiwanie na granicy słyszalności, które rejestruje tylko ucho toperza. No ale to już brzmi niedobrze... Zaglądamy kilkakrotnie busiowi pod brzuszek, porównując koło zgrzytające z tym cichym. Jedna osoba trzyma łeb pod spodem, druga ciągnie za kierownicę - coby sprawdzić skąd zgrzyt dochodzi. Wychodzi na to, że jest tam taki jakby drążek i na nim powinna być guma - przy drugim kole jest. A tu z tej gumy zostały tylko zetlałe fragmenty. Czy ta guma jest bardzo potrzebna? I czy nasza diagnoza jest w ogóle właściwa? Przeprowadzamy jeszcze teleporady z kilkoma znajomymi, którzy znają się na autach, ale na odleglość cieżko o jednoznaczną opinie - cóż trzeba walić do miejscowego. Niech popatrzy fachowym okiem.

W mijanych wioskach ciężko znaleźć żywą duszę, a co dopiero takie wyszukane wymagania, żeby osobnik znał sie na autach i miał warsztat. Trzeba było jednak w Dobriczu szukać mechanika a nie wina ;) A teraz to już musimy się dokulać do Szabli... Nie ma wyjścia. Dobrze, że droga jest w miarę prosta, więc za dużo skręcać nie trzeba. Mamy ogromną nadzieję, że nie staniemy tu gdzieś w polach z odpadniętym kółkiem, gdy upragnione morze mamy już na wyciągnięcie ręki. To by był straszliwy niefart! A może dramatyzujemy? A busiowi się np. piach się pod kołpak nasypał? Chociaż hmmm... busio przecież nie ma kołpaków! ;)

W końcu ona - Szabla! Ufff! Jest dobrze! Teraz to i piechotą nad morze zajdziemy! Można więc powiedzieć, że dojechalim! Juhuuuu! :)

Ale mechanika znaleźc trzeba. Zawijamy pod dom mający na płocie sugerującą zawieszkę. Mechanik wpełza pod busia i coś tam maca, kręci kierownicą, kilkakrotnie kopie w koło albo nim potrząsa w inny sposób. Twierdzi, że faktycznie osłona drążka jest nieco zmurszała, ale co drugie auto tak ma, więc to nie jest duży problem. Jak lubimy perfekcję to można wymienić tą część kiedy wrócimy do domu, ale nie ma co wydziwiać teraz i się martwić, 2 tysiące kilometrów powinniśmy przejechać. Jak jesteśmy ostrożni to warto unikać bardzo wyboistych dróg, zakopywania się w piasku, wyjątkowo krętych serpentyn, bo spokojna jazda wydłuży życie lekko nadwątlonego elementu. Piszczenia łożyska w ogóle nie słyszy (podobnie jak ja), a prawdę mówiąc ono ostatnio trochę mniej piszczy niż pod Belogradczikiem. Ogólnie mówiąc mechanik bierze nas za hipochondryków, ktorzy wsłuchują się w auto i szukają problemów, których nie ma, zamiast cieszyć się wakacjami. Musimy uwierzyć na słowo, no bo co nam innego pozostaje? Koleś wyglądał sensownie i wzbudzał zaufanie, więc też nie mamy powodów, aby mu nie wierzyć. A póki co przed nami morze i busio trochę odpocznie, bo przez najbliższy tydzień czekają go dużo krótsze trasy lub w ogóle ich brak.

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 14-11-2022 17:38

Centrum Szabli zostaje za nami. Suniemy boczną drogą w stronę płowych łąk, za którymi zaczyna być widoczne coś zdecydowanie niebieskiego. Morze!!! Dojechalim!!! Naszym celem jest osada turystyczna (ciężko nazwać to wioską, bo chyba tu nie ma mieszkalnych, całorocznych domów, tylko obiekty pod wynajem dla wczasowiczów). Nie wiem również jak naprawdę ta miejscowość się nazywa. Na różnych mapach spotykało się odmienne nazwy: Dobrudża, Szablińska Kosa, a gdzie indziej w ogóle uważa się to za dzielnicę Szabli.

Centralny plac miejscowości już sugeruje, że trafiliśmy we właściwe miejsce! :)

Obrazek

Mamy upatrzony ośrodek "Panorama" - stare, drewniane domeczki położne na samym brzegu morza, na niewysokiej skarpie. Chyba nawet bliżej do bijacych fal niż z plażowych domków z pododeskiej Zatoki! ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... atoka.html )

Obrazek

Większość domków jest jeszcze pusta. Recepcja jest zamknięta, wywieszono tylko kontaktowe numery telefonów. Na szczęście nawiązujemy kontakt z babeczką zamieszkującą jeden z domków. Babka jest Rumunką, ale ma męża Bułgara. Tu jest jej ukochany koniec świata, gdzie zaszywa się z dziećmi na całe lato, aby odpocząć od zgiełku miasta i cywilizacji. Ona daje nam numer telefonu do opiekunki tego miejsca (co ciekawe chyba inny niż wisiał na recepcji), ale kurde... Nie dogadamy się przez telefon. Nie ma szans. Prosimy więc, żeby ona zadzwoniła. Ona też twierdzi, że nie mówi dobrze po bułgarsku - no ale na pewno o niebo lepiej niż my! Upewnia się jeszcze czy my przypadkiem nie jesteśmy z Ukrainy (na tyle się upewnia, że nie poprzestaje na naszej deklaracji, ale idzie obejrzeć blachy auta). Ponoć wszyscy tutaj bardzo się obawiają przyjezdnych stamtąd, że się zakwaterują, a potem odmówią opuszczenia obiektu, płacenia, a eksmitowanie czy dochodzenie swoich praw finansowych może być utrudnione. Nie wiem na ile są to jakies opowieści z mchu i paproci, a na ile rzeczywiście ktoś takie problemy tu miał. No ale blachy z gwiazdkami ją uspokajają i wszystko miło nam załatwia. Opiekunka obiektu już o nas wie i przyjedzie osobiście o 19, aby dopełnić formalności zakwaterowania. Dziękujemy więc sąsiadce za pomoc i idziemy się powłóczyć po okolicy. Mamy jeszcze 3 godziny. Pyliste drogi prowadzą nas w różne zaułki i labirynty osady.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Im dłużej tu jesteśmy tym nasz zachwyt przybiera na sile. Morze jest seledynowe i ciepłe. Muszelek nie brakuje!

Obrazek

Dodatkowo wszędzie jesteśmy otoczeni tą ulubioną przez nas atmosferą pustki i zapomnienia, tej podróży w czasie, której zawsze usilnie szukamy i nie łatwo ją znaleźć. Poza tym wszystko co trzeba do życia w pełnej wygodzie też tu jest - busio dojechał i sie nie zakopał, jest gdzie spać, jest co żryć. Do tego jeszcze wino domowe, ciepłe morze i dużo kierunków, gdzie można się wybrać na spacer. Żyć nie umierać. Zostajemy tu na 4 dni. Byle tylko było słonecznie!

Babeczka od domków zjawia się trochę przed czasem. Dostajemy śliczną chatynkę - z werandą i widokiem na morze. Zresztą wszystkie domeczki tu tak wyglądają.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Busia możemy postawić zaraz obok. Polecane jest jedynie trzymać go nie bliżej niż 5 metrów od skarpy, coby się nie obwaliła. Ponoć osobówki stawiają i na samej krawędzi, ale taki tłusty busio to nigdy nie wiadomo!

Obrazek

Obrazek

Opiekunka domków faktycznie gada tylko i wyłącznie po bułgarsku. Mamy plan odnaleźć naszą Rumunkę i znów ją wykorzystać jako tłumacza, ale gdzieś się zawieruszyła. Domek jest zamknięty. Widać na plaży kąpiące się dzieciaki, więc chyba poszła tam. Trudno. Musimy dać radę sami. Babka z ośrodka jest niesamowita. Odwala taką pantomimę, że w zabawie w kalambury zawsze by zgarniała nagrody. Wszystko można zrozumieć o co nas pyta czy co nam chce przekazać - od tego w jaki sposób korzystać z prysznica, do tego która knajpa jest tańsza i jakie ryby poleca.

Rozkładam bambetle, a toperz z kabakiem idą po muszelki. Jestem więc sama w całym dużym ośrodku na skarpie. Można tu doświadczyć niecodziennego zjawiska - dzwoni w uszach cisza. Tylko regularny chlupot fal za plecami. Piękne i niesamowicie rzadkie są takie miejsca niezapaskudzone hałasem. Tyle się obecnie mówi o nie śmieceniu w sensie rzeczowym - żeby puszki po piwie nie rąbnąć w krzaki. Natomiast dużo gorsze zasyfianie świata wokół niepotrzebnymi dźwiękami - szczekaniem radia, łupaniem muzyki, wyciem kosiarek czy darciem mordy, jest już jak najbardziej dopuszczalne i ba! nawet porządane. Bo "cisza aż strach".

Moje cieszenie się miejscem wypranym z dźwięków też nie trwa długo ;) Napatoczyła się jakaś kobita. Próbuje mnie o coś spytać. O coś co jest na morzu. Albo za morzem? Tak pokazuje. Szlag wie o co chodziło. Nie umiem w ogóle zidentyfikowac języka w jakim do mnie mówi. Trzy słowa porozumienia, żesmy znalazły. Jedno to "auto", bo coś pokazuje na busia gestami, że fajny, że duży, że można spać w środku. Potem "foto" - robię jej takowe na tle morza. I trzecie to "sport" - pokazuje na kijki, że z nimi chodzi, a ja jej, że ja wolę pływanie. Ot... I tyle żeśmy "pogadały".

Nasz klimatyczny ośrodek widziany od strony plaży. Nieprawdaż, że ze skarpą prezentuje się jeszcze ładniej?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ze skarpy jest jedno wytyczone zejście oraz kilka dzikich, gdzie się po prostu zjeżdża na tyłku a w górę wspina.

Obrazek

Domki naszego ośrodka widziane "od tyłu", od strony przeciwnej niż szumi morze.

Obrazek

Obrazek

Oczywiście robię solidne pranie! Wreszcie mam wody pod dostatkiem i dużą miednicę. Wcześniej to tylko jakieś drobne przepierki ukradkiem na stacjach benzynowych albo w lodowatych potokach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kabak mi pozazdrościł. Też musi mieć swoje pranie i swoje linki. Dzieki jej linkom można się zabić wchodząc do domku, ale też miło patrzeć, że jej się tutaj tak podoba i że tak fajnie się bawi!

Czasem trzeba też wysuszyć dziecko ;)

Obrazek

Nie tylko pranie się buja na linkach! :)

Obrazek

Obrazek

Wieczorem komary chcą nas zjeść. Przestrzegała nas opiekunka ośrodka, żebyśmy kupili cysternę repelentów. Okropnie żałuję, że nie mam filmu z ukrytej kamery jak ona nam pokazywała setki komarów, które po zachodzie słońca wychodzą z każdej dziury i z bzykotem atakują. Boki można było zrywać, zwłaszcza z mistrzostwa z jakim oddawała dźwięk owych komarów!

Piękny dziś mamy księżyc. Prawie pełnia. Cudny jest wieczór, gdzie w zależności od miejsca pobytu albo fale zagłuszają cykady, albo na odwrót.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mały, jasny baraczek pośrodku ciemności nadbrzeżnej.

Obrazek

W domku i przyległościach mamy współlokatorów. Czasem znamy ich nazwy, inny razem niekoniecznie. Są ślimaki, które kabak codziennie ratuje i przenosi z miejsca na miejsce. Powód jest różny - żeby ich nikt nie rozdeptał, żeby nie wyschły, żeby miały więcej jedzenia. Czasem w nasłonecznionych miejscach ślimaki są też podlewane. Jak rabatki ;) A potem się dziwić, że parapety rdzewieją ;) Może juz tu kiedyś była jakaś siedmioletnia dziewczynka??

Obrazek

Nazwa własna tego wielonoga, który nas odwiedza wieczorami w domku, jest wciąż dla mnie tajemnicą. Jak również czy on przypadkiem nie kąsa. Na wszelki wypadek staramy się od niego (i jego rodziny) trzymać z daleka.

Obrazek

Kolejny dzień spędzamy głównie na kąpielach, wygrzewaniu do słońca i snuciu się po najbliższej okolicy.

Nadmorskie skarpy porastają całe łany ziół!

Obrazek

Obrazek

Maki nawet na chodnikach się tutaj dobrze hodują!

Obrazek

Obrazek

Nie możemy się też wciąż nazachwycać tym seledynowym kolorem morza! I jest on taki jakiś mleczny, jak nieraz bywają kamieniołomy. Morze o barwie wody z Rokitek - to jest coś!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Plażowanie na całego! Nawet zamek zbudowaliśmy! :)

Obrazek

Knajp obczailiśmy w tej miejscowości sześć - 3 czynne, 2 opuszczone i jedną nie do końca zdiagnozowaną.

Z działających knajp mamy bar rybny - ten budyneczek w środku zdjęcia. Rybki mają smaczne, wybór spory, ale wszystko dosyć drogie. Tylko raz tu gościmy. Jest fajnie, ale jakoś nas nie urzekło. Babka z "Panoramy" również nie polecała tego miejsca - w swojej pantomimie spluwała przez ramię ;) Kiedyś może było tu bardzo fajnie - zanim wycieli wszystkie drzewa...

Obrazek

Obrazek

Mają tu nawet monitoring, acz w takiej odsłonie budzi on moje całkiem ciepłe odczucia :)

Obrazek

Są więc bardzo duże plusy tego miejsca - cały teren podsufitowy jest we władaniu jaskółek. Latają, poćwierkują, super sprawa!

Obrazek

Druga knajpa położona jest dla odmiany w miejscu bardzo cienistym.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Drzewa w barwach maskujących.

Obrazek

Tu zaglądamy najczęściej. Tu też są ryby. I jest taniej, obsługa milsza. Tylko zamiast jaskółek są tłuste koty (może to ma ze sobą jakiś związek? ;)

Obrazek

Nasza ulubiona potrawa to smażony ostrobok (Сафрид Пържен). Chyba najsmaczniejsza ryba jaką jadłam!

Obrazek

Przy knajpie działa kemping na samej skarpie, z widokiem na morze. Położony równie fajnie jak nasze domki.

Obrazek

Zauważamy jednak pewne wady tego miejsca w kategorii noclegowej ;)

Obrazek

Obrazek

Teren trawiasty przeznaczony jest wyłącznie dla namiotów. Auta trzeba zostawiać na parkingu przy barze. Kamperów nie stwierdzono.

Któregoś razu, gdy idę do tej knajpki, słyszę z niej muzykę. Po polsku. Leci stara piosenka Rodowicz: "To był maj, pachniała Saska Kępa.." Przez chwilę mam takie dziwne uczucie zawieszenia. Ejjj.... może ja wcale nie przyjechałam do Bułgarii, ale jakoś magicznie przeniosłam się nad polski Bałtyk w lata 70te? Są czasem takie dziwne mgnienia, jakby zadrgania czasoprzestrzeni. Trwa to kilka sekund, ale zdaje się cie przenosić w jakąś równoległą rzeczywistość. Pół godziny później idziemy do tej knajpy i zjadamy tam pyszne rybki, ale z głośnika dudni już klasyczna anglojęzyczna łupanka.

Droga do baru. Własnie tu idąc usłyszałam wspomnianą piosenkę.

Obrazek

Jest też taki Neptun. Bar typowo piwny.

Obrazek

Obrazek

A obok huśtawka!

Obrazek

Był też taki. Wyglądał na czynny, ale akurat był zamknięty. Może otwierają tylko w sezonie? Albo barman akurat poszedł siku?

Obrazek

Jedna z opuszczonych knajp jest położona na samej plaży i malowniczo porasta ją bluszcz. Kształtem przypomina takie wielkie komunistyczne stołówki.

Obrazek

Obrazek

Na tyłach wala się sporo słomianych parasoli plażowych, też już chyba wyłączonych z użytkowania. Choć szlag wie? Może w sezonie je postawią na plaży?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Opuszczona nieopuszczona, ale świezy klombik jest! :)

Obrazek

Drugi nieczynny obiekt to "klub" - więc nie wiem czy jest to tożsame z barem? Może to znaczy, że knajpa, ale dodatkowo można potańczyć? Przedstawia się przyjemnie. Szkoda, że wejść można jedynie przez okno i spożywać wałówę przyniesioną samemu... Tu żyją zarówno koty jak i jaskółki. Nie wiem czy w zgodzie, ale w jakims tam współistnieniu pozwalającym zauważyć oba gatunki, bez wyraźnej dominacji żadnego z nich.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Idę też obczaić plażowy bunkier.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Można wejść do środka, ale trzeba by się wręcz wczołgiwać, bo drzwiczki są niewielkie.

Obrazek

Obrazek

Nie powstrzymało to jednak tych co zapragnęli w środku nasrać albo ukryć trupa. Cieniste wnętrza wypełniają tysiące much i zapach panuje też taki nie bardzo... Odpuszczam więc zwiedzanie, ale głównie dlatego, że głupia jestem i przylazłam tu boso. Nie mam ochoty wleźć ani na szkło ani w kupę.

Zaglądamy też w różne zaułki naszego przysiółka. Są tu jeszcze dwa czynne ośrodki domków. Jeden fajny, cienisty...

Obrazek

...drugi już "nowoczesny", z drzew zostały same kikuty :(

Obrazek

Inne jeszcze są użytkowane przez prywatne osoby i przekształcone na dacze. Zazwyczaj domki należą do starszych ludzi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Plener jakiegoś domorosłego artysty.

Obrazek

Nie wiem z czym to jest związane, ale w wielu miejscach Bułgarii na śmietnikach są namalowane podobizny kotów. Może dlatego, że dzikie koty lubią się tu stołować?

Obrazek

Są też ośrodki całkowicie opuszczone i zapomniane. Ten mi się bardzo podobał - z domkami w postaci kopniętych trójkątów. Takiego kształtu jeszcze nigdzie wcześniej nie napotkałam.

Obrazek

Obrazek

Mieli tu wielką szachownicę.

Obrazek

I plac zabaw. U nas w "Panoramie" nie ma hustawek ani zjeżdżalni, więc pewna osoba z ekipy używa sobie tutaj. Bardzo się kabakowi podoba, że jest inaczej niż zwykle np. zjeżdżać można tylko na kucaka na butach, a huśtawki bardziej zgrzypią niż się huśtają.

Obrazek

Część domków w tej okolicy wygląda jakby je zrobili z jakiś kontenerów.

Obrazek

Obrazek

Są też domki położone w takim buszu, jakby tu nikt nie bywał od wielu lat... W przyczepie był kalendarz z 2008 roku.

Obrazek

Obrazek

Napotkaliśmy też dawny basen. Zawsze się zastanawiam co kieruje osobami, które jadą nad morze i kąpią się w basenie...

Obrazek

Część ośrodków jest w trakcie burzenia. Domki rozwalone, drzewa oczywiście w pień.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zostają puste, łyse place i rozorana ziemia... Smutno...

Obrazek

Od strony jeziora można napotkać wrośnięte w trawę łódki.

Obrazek

Obrazek

Idziemy na spacer plażą w kierunku południowym. Więcej osób tu wędkuje niż plażuje.

Obrazek

Obrazek

Idąc w tą stronę plaża zawiera coraz mnie piasku, a coraz więcej "muszelkownika".

Obrazek

Miejscami skorupy tworzą wręcz nawisy i klify. Muszelki to tutaj można zbierać nie tyle łopatą co spychaczem albo koparką.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Staramy się zbierać tylko te najładniejsze. Wychodzi chyba z 8 kg ;)

Obrazek

Obrazek

Napotykamy też instalację artystyczną na wydmie. Chwilę wcześniej kabak znalazł piłkę na plaży, więc dajemy ją do zabawy lalce. No bo tak głupio, że takie niemowlę ma do zabawy tylko flaszkę Finlandii. To nie przystoi! Niech chociaż ma wybór! :P

Obrazek

Obrazek

Popołudniem nadciągają fronty burzowe. Nad morzem pojawia się kula z chmur, z której się błyska.

Obrazek

Od strony lądu tworzy się za to chmura o kształcie kilkugłowego smoka. Z tej sie nie błyska, ale dla odmiany grzmi. Skubane podzieliły się funkcjami.

Obrazek

Straszy tak pół dnia, ale ostatecznie nam nie dolewa. Chmury jak się pojawiły - tak i znikają.

Któregoś dnia przez osadę przemyka też furmanka ciągnięta przez osła z ogromną, powiewającą flagą UE. Ki diabeł??? Tak abstrakcyjna scenka, że aż mi z wrażenia ręce zadrżały, aparat ostrości nie złapał i zdjęcie wyszło jak zrobione kartoflem. No ale dowód jest, że nie zmyślam! ;)

Obrazek

Gdzieś czytałam/słyszałam, że w tej okolicy są też bajora błotne, gdzie jest przyjęte zażywać błotnych kapieli. Rozpytywaliśmy w kilku miejscach, ale nikt nic nie wiedział i patrzyli na nas jakbyśmy pytali o grillowane jednorożce. Ludzi usmarowanych błotem również nie napotkaliśmy. Na brzegach przymorskiego jeziora wpadaliśmy jedynie w zwarte łany tataraku. Więc nie wiem czy to ściema, dobrze ukryte miejsce dla prawdziwych koneserów, czy może my jesteśmy niemoty i nie mogliśmy znaleźć?



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 16-11-2022 21:04

Kolejny dzień nadchodzi pochmurny i niestety sporo chłodniejszy. Duje dość mocno, więc na spacer bierzemy latawiec.

Obrazek


Idziemy dla odmiany na północ, w stronę Ezerca. Sama miejscowość jest położona z kilometr wgłąb lądu, a w okolicach plaży nie ma prawie nic. I to "prawie" chcemy zobaczyć! :)

W bardzo dalekiej oddali widać ogromne maszyny. To chyba musi już byc po rumuńskiej stronie? Może to już jakies portowe dźwigi w Konstancy? Bo bliżej to nie mam pojęcia gdzie by mogły mieszkać takie giganty??

Obrazek

Obrazek

Na tutejszym wybrzeżu, jeśli się komuś znudzi zbieranie muszelek, zawsze można się przerzucić na zdechłe delfiny. Tego też jest dostatek. Jeden okaz jest spory i taki dość świeży. Zębisty skubaniec! Kabak więc się upiera, że to na pewno rekin! ;)

Obrazek

W różnych miejscach są też kawałki, już dosyć fragmentaryczne. A może to jakiś inny gatunek wodnego stworzenia?

Obrazek

Obrazek

Już po powrocie czytałam, że w wyniku wojny toczonej na Ukrainie zginęło tysiące delfinów :( Takie są ponoć bułgarskie i tureckie szacunki. Przyczyną są ponoć głównie okręty wojenne, łodzie podwodne i używane przez nie sonary, powodujące zaburzenia echolokacji i tym samym kłopoty z delfinim przemieszczaniem, omijaniem przeszkód czy szukaniem pożywienia. Miny morskie czy inne torpedy też mają swój udział, ale ponoć dużo mniejszy. Część wyrzuconych na brzegi delfinów miała też ponoć charakterystyczne poparzenia wskazujące na używanie bomb fosforowych, które się palą również pod wodą. Nie wiem co akurat zaszkodziło okazom, które spotykamy na trasie do Ezerca, ale czyni to wygląd plaży nieco... specyficznym...

Oprócz delfinów można też znaleźć buty zasiedlone przez muszle. Kabak twierdzi, że jeśli utopce istnieją - to takowe obuwie wśród nich to największy szyk!

Obrazek

A poza tym to normalnie, jak to na plaży - łódki, liny okrętowe...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są też glony stylizowane na siatkę maskującą albo obłe, wypłukane przez fale korzenie...

Obrazek

Obrazek

Są też kamienie, które wybitnie się na nas gapią. Motyw jaskini Prohodnej nas jakoś cały czas prześladuje ;)

Obrazek

Czasem błyśnie słońce, więc niektórzy zażywają kąpieli w pianie.

Obrazek

Bardzo ciekawą tu mają strukturę plaży. Wygląda to jak normalny piasek, ale są to bardzo drobniusio zmielone muszelki. Wizualnie nie ma to żadnego znaczenia, ale jest pewna różnica funkcjonalna. Jak się chodzi boso, mokrymi nogami po piasku - to piasek się do stóp przykleja, a potem jak noga obeschnie, to piasek odpada. A to coś ni cholery odpaść nie chce. Nogi trzeba oskrobywać patykiem, a i tak niewiele to pomaga. Wczoraj się zastanawiałam co to za dziwo - widziałam na plaży kolesia, który skrobał stopy nożem. Nie wiedzieliśmy czy to pedicure po bułgarsku, czy może jakieś niestandardowe upodobania kulinarne i pozyskiwanie pasty do kanapek? ;) A otóż nie!! On się zapewne próbował pozbyć tych muszelek!

Obrazek

Plaże miejscami są dosyć zatłoczone.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mewy zazwyczaj zwiewają szybciej niż kormorany. I trudniej je podejść.

Obrazek

Tu widzimy miejsce, gdzie jezioro Ezerec podpełza prawie do samej plaży. Nie wygląda to jednak jakoś bardzo spektakularnie - ot bajoro na wydmie.

Obrazek

Na horyzoncie zaczynają majaczyć jakieś zabudowania.

Obrazek

Idę tam sama. Toperza jeszcze boli złamany palec, a kabak twierdzi, że woli pobabrac się w piasku i zbudować tunel.

Na brzegu jest malutka osada. Kilka domeczków i wagoników.

Obrazek

Obrazek

Busio by tu raczej nie dojechał, piaszczysto - błotniste drogi wykazują duży stopień zakopliwości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dziś przy żadnym z domków nie widać lokatorów. Osada jest pusta. W porastających nabrzeże ostach huczy tylko wiatr przewalający po niebie ciemne chmury...

Obrazek

Obrazek

Jest porządna wiata, przed którą zapewne nie raz płonęło ognisko.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Są też instalacje artystyczne - okno na świat...

Obrazek

ławka zrobiona z deski snowbordowej...

Obrazek

Obrazek

Wystawka butów - zapewne takowych wyrzuconych przez morze. Zaraz mi się przypomina moja zabawa z Albanii, na plażach koło Fier! ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... bania.html )

Obrazek

Jest też jakieś urządzenie, którego pochodzenia i przeznaczenia nie potrafię rozkminić.

Obrazek

A tu kolejny plażowy bunkier, pomalowany w kolorowe i z lekka psychodeliczne obrazki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Grunt to maskowanie stosowne do sytuacji ;)

Obrazek

Wejście do wnętrza jest tutaj całkiem dogodne.

Obrazek

Gdy łażę sobie w kółko po plaży, spoglądając to w piasek to w niebo, zagaduje mnie znienacka jakiś koleś. Jedna z dwóch osób siedzących na tej dzikiej plaży. Widziałam ich z daleka już wcześniej, ale teraz mnie zaskoczył, gdy tak wyrósł nagle obok mnie. "To ty zgubiłaś telefon? Szukasz go? Leżał tu w piasku.". Odruchowo kręcę głową, że nie (co akurat przez miejscowego mogłoby zostać opacznie zrozumiane) i wyrwana ze swoich myśli delfinowo - bunkrowych, nie mogę ogarnąć, jakim cudem tak nagle zaczęłam rozumieć lokalsów???

Telefon więc znów ląduje w kieszeni chłopaka, a on kontynuuje: "Ty też chyba jesteś nietutejsza?" Chłopak i dziewczyna są z Ukrainy. Wyruszyli w podróż w połowie lutego. Zazwyczaj wyjeżdżali dopiero wiosną, ale w tym roku zaczęło coś śmierdzieć w powietrzu już dużo wcześniej. Niepokojące informacje ze świata polityki skłoniły ich do szybkiej decyzji, że nie ma na co czekać. Spakowali się więc jak co roku wyruszając w świat, pozałatwiali co się dało i zwinęli żagle z rodzinnego Konotopu z dwutygodniowym zapasem. Luty spędzili u znajomych na skłocie w Bukareszcie, a z początkiem wiosny, już wiedząc, że ta podróż może być dłuższa od poprzednich, postanowili jechać do Turcji. Mieli plan tam się zahaczyć do jakiejś pracy w nadmorskich kurortach. W ogóle w ich opowieściach Turcja jawi się jako ziemia obiecana, a Erdogan to jakieś skrzyżowanie dobrego dżina ze świętym Mikołajem. Problem jedynie taki, że ich do Turcji nie wpuszczono. W informacji turystycznej w Warnie dowiedzieli się jakie wizy trzeba załatwić, przez internet wypełnili jakieś formularze, kasę przesłali, a na granicy ich zawrócili. Czy z racji jakiejś pomyłki w papierach? Czy może posiadania niewłaściwych paszportów? Tego już nie wiedzą. W paszportach mają pieczątki chyba z połowy świata - pół godziny je oglądamy. Podsuwają mi jakieś stronki o procedurze wjazdu do Turcji, ale kumam z nich jeszcze mniej niż oni. Ponoć jakby płyneli promem do Turcji albo lecieli samolotem, to tych wiz by nie trzeba. Ale na to potrzeba dużo kasy, której póki co nie mają. Tym więc sposobem moi nowi znajomi, Danił i Katja, zostali w Bułgarii. Włóczą się więc po wybrzeżu, czasem gdzieś dorywczo pracują (cały marzec Danił przekładał worki w porcie w Warnie), a od lipca mają nagrane jakieś zbiory owoców tu w okolicy. Jakieś mandarynki czy inne melony. Śpią w namiocie albo w licznych w Bułgarii ruinach. Piją wino i patrzą na bijące fale. A jak im się robi nudno, głodno czy zimno, to sobie zaraz myślą o godzinie policyjnej w rodzinnym mieście, braku możliwości wyjazdu nad morze, zaminowanych plażach czy groźbie mobilizacji. Wtedy zaczynają kochać bułgarski deszcz i zgniłe owoce znalezione na śmietniku pod marketem w Szabli. Mają pomysł jeszcze wkręcenia się na towarowy prom do Gruzji (a jak się nie uda wkręcić, to zarobienia na bilet na prom osobowy) i potem stamtąd znów próbować szczęścia na granicy tureckiej. Co ich opętało z tą Turcją?? W Gruzji zostać nie chcą. Tylko Turcja Turcja Turcja. Jest jedno jedyne eldorado dla młodzieży z Konotopu! Chcą się tam spotkać ze znajomymi, ale że tamci przebywają czasowo w Estonii, więc drogę do raju mają jeszcze bardziej zawiłą...

Danił i Katja zeszłe lato spędzali w Meksyku, dwa lata temu w Brazylii opiekowali się jakimś miejscem mocy - był to ponoć jedyny kraj, który ich wpuścił w czasie obłędu, jaki wtedy ogarnął świat. Zwykle wyjeżdżali na 6-7 miesięcy. Teraz szacują, że trzeba liczyć 2-3 lata. Ekipa oczywiście dobrze zna krymską Lisią Buchtę czy klify Lebiediwki - tam spędzali lato w czasach licealnych, gdy daleki świat wydawał im się jeszcze zbyt odległy. Mamy więc wspólne tematy i możemy powspominac stare, dobre czasy sielskiego i spokojnego ukraińskiego wybrzeża...

Żegnamy się. Może jeszcze gdzieś kiedyś na siebie wpadniemy. Polecałam im festiwale w Wolimierzu ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... cji_4.html ) , na bank by im się tam spodobało! :) Na odchodnym Danił jeszcze krzyczy: "A Krym powinien być turecki!!"

Wracam. Toperz znów powie, że poszła na chwilę a zeżarło ją na dwie godziny ;)

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 19-11-2022 21:56

Był już kierunek północny, więc trzeba ruszyć i na południe, w stronę latarni morskiej. Tuptamy sobie przez plaże z muszelkownika, porosłe cudnymi kwiatami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo krabów tu namierzamy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tereny z rzadka udekorowane są również meduzami i fragmentami zębistych potworów morskich ;)

Obrazek

Obrazek

Potem klify rosną a brzeg zmienia się w bardziej skalisty.

Obrazek

Obrazek

Na cyplu skały stają się jakby bardziej betonowe i przetykane metalem. Widoczne są też ślady cegieł. Musiały być jakieś umocnienia na plaży? Albo coś runęło z góry?

Obrazek

Obrazek

Przy samej wiosce brzeg morza jest oblepiony szczelną warstwą glonów, które bardzo cuchną. Fuuuu! A jeszcze przed chwilą plaże wypełniały muszle i kwiaty! Ciekawe czemu ten szlam wystepuje tylko tutaj? Czy może ścieki jakieś spuszczają a to glonom smakuje?

Obrazek

Obrazek

W morzu siedzi wrak obsiadły przez kormorany.

Obrazek

Ptaszory również ochoczo zasiedlają miejscowe molo. Teraz jest ponoć w remoncie, acz z daleka wygląda na puste. Przyjrzymy mu się potem dokładniej z bliska.

Obrazek

Miejscowość zaczyna się dwoma kręcącymi radarami na terenie wojskowym, potem pojawiają się ruiny wśród żwirowych dróg.

Obrazek

Obrazek

Atmosfera całej osady jest z lekka senna i pylista :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widać, że jakiś czas temu rozpoczęto tu sporą rozbudowę, ale potem ten plan przerwano. Stoją więc duże, niedokończone domy, które obecnie zamieszkują jedynie półdzikie koty.

Obrazek

Puszystych sierściuchów tu nie brakuje! Kręcą się zwłaszcza w okolicach knajpy - ciekawe dlaczego?? :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I znów kubeł z kocim malowidłem - takim samym jak w miejscowości obok! I to te fajne, metalowe, otwarte kubły, które niestety zniknęły z polskiego krajobrazu. Tutaj mają się dobrze!

Obrazek

Namierzamy jedną czynną knajpę. Na innych wiszą kartki "na sprzedaż". No ale nic więcej nam nie potrzeba - można się tu odżywić w stylu biblijnym: ryb i wina nie brakuje! :)

Obrazek

Widać, że to miejscowość rybacka - nie tylko po smakowitym asortymencie w barze.

Obrazek

Obrazek

A to nie jest zwykły cypel z kamyczków - jest znany z tego, że to najbardziej na wschód wysunięty punkt w Bułgarii. Byśmy nie wiedzieli, ale kilka osób w tej miejscowości nam na ów fakt zwróciło uwagę.

Obrazek

Wprawdzie dalej na wschód sięga molo, ale jak widać tego typu nabudowane konstrukcje się nie liczą. Pierwszy raz byliśmy tu w lipcu 2016 i molo przedstawiało wtedy obraz bardzo fragmentaryczny i wręcz ociekający ptactwem (i tym co ptactwo po sobie pozostawia ;) )

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

O wlezieniu na poszczególne kawałki więc nie mogło być mowy - chyba żebysmy dysponowali łódką. Teraz, nawet z daleka widać było większą ciągłość obiektu, która sugerowała, że zaszły jakieś pokaźne zmiany.

Widok na molo od strony Tiulenova.

2016

Obrazek

2022

Obrazek

Bliższe oględziny faktycznie wykazały znamiona prowadzonego tu niegdyś remontu, ale takiego nieco opuszczonego. Różniste maszyny, dźwigi, podnośniki, fragmenty konstrukcji jakby zastygły nagle w bezruchu i nieco już porosły trawą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oczywiście bedąc w tej wiosce nie można pominąć pomnika składającego się kotwicy i innych śrub okrętowych.

Obrazek

Z innego rzutu, sprzed kilku lat (lipiec 2016)

Obrazek

Przy latarni jest też "instalacja artystyczna" sfinansowana przez UE, która w zamierzeniu chyba miała być parkiem? Drzew wprawdzie tu nie ma - jest pusty, wysypany żwirkiem plac, chodniczki wokoło i trochę trawy z rolki. Są też rzędy ławek położone na totalnej patelni. Jest kilka wiat bez dachu, o architekturze sugerującej, że już coś się zawaliło w czasie ich stawiania. Wszystko jest równe, symetryczne, powtarzalne, więc zgodne z najlepszymi europejskimi standardami. Czas już nieco zaczął nadgryzać ławeczki więc obłażą z farby. Ze wzniosłych napisów na tablicach wynika, że to miejsce "wpływa na rozwój i integrację społeczną miejscowości rybackich". Taka Anaklia ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... aklia.html ) w wersji super mini ;) Ciekawe kto i ile schował do kieszeni przy okazji owych dotacji. I czy miejscowi rybacy czują się odpowiednio zintegrowani i rozwinięci ;)

Obrazek

Obrazek

Tu też stoi tabliczka z nazwą miejscowości, a nie przy drodze jak to bywa zazwyczaj - tylko właśnie w tym dziwnym "parku" ...

Obrazek

Oprócz nazwy "Karija" gdzieś jeszcze przewinęła się nazwa na tą miejscowość "Szabli Nos", acz nigdzie na żadnych mapach nie udało się znaleźć potwierdzenia. Nazwa bardzo mi przypadła do gustu, acz nie wiem na ile jest oficjalna, a na ile np. zwyczajowa wśród miejscowych?

I to nie jest koniec naszych przygód z tą osadą. Jeszcze tu wrócimy za kilka dni, ale wędrując od strony przeciwnej.



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 21-11-2022 15:31

Postanawiamy też zajrzeć w okolice miejscowości Krapec. Zachęca nas płytowa droga przy jakimś zarośnietym parkanie, który coś otacza. Doświadczenie nas nauczyło, że płytowe drogi zawsze prowadzą w ciekawe miejsca. Tutaj mamy tego kolejne potwierdzenie!

Obrazek

Obrazek

Idziemy w stronę wieży na cyplu. Po drodze masakryczny, kolczasty chaszcz. Gdy mówię to ja, buba, miłośnik wszelakiego chaszcza - to musiało być naprawdę źle! ;)

Obrazek

Obrazek

Na wieżę więc nie wchodzimy, ale odkrywamy, że za płotem kryją się opuszczone hotele. Raczej niedokończone i co ciekawe bez wyjścia ku morzu. Trzeba by łazić dookoła albo przebijać się z maczetą przez krzaki, a potem pokonywac płot. Nie wiem więc jaką mieli wizję, ci, którzy budowali ten ośrodek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przymorska osada to sklepik i dwa ośrodki z domkami. W jednym z nich są chyba jakieś knajpy. Tu też nikt na stałe nie mieszka - miejscowość Krapec jest kawałek dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Całe wybrzeże jest pełne kwiatów! Nikt ich nie podlewa, nie pieli, a rosną jak na najpiękniejszym klombie!

Obrazek

Obrazek

Dalej piaszczyste, pyliste i gliniaste drogi prowadzą na liczne miejsca biwakowe połozone przy samej plaży.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Osiedlić można się też w malowniczych gaikach, pełnych powykręcanych, kolczastych drzewek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektórzy rozbijają się na samej plaży. Chyba ze względu na nasłonecznienie najmodniejsze są tu namioty białe.

Obrazek

Są też plażowe szałasy. Wzmacniane wodorostem i liną okrętową. I nawet mają podmurówką!

Obrazek

Obrazek

Przy niektórych biwakowiskach stoją jakieś dziwaczne instalacje. Nie wiem czy to mini elektrownia wiatrowa?

Obrazek

Tu kormorany też mają swój zardzewiały wrak, na którym wygrzewają kupry.

Obrazek

Gdzieś w oddali (na północ od Krapeca) widać jakąś gigantyczną białą budowlę. Nie mam pojęcia co to i gdzie toto stoi.

Obrazek

W morzu żyją to jakieś zielone robaczki, które gryzą! Kilka razy myślałam, że mnie upitolił giez, ale potem okazało się, że jesteśmy gryzieni będąc pod wodą! I te skubańce zostały namierzone na gorącym uczynku!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Morze chyba jednak pragnie nam jakoś zrekompensować niedogodności związane z owymi insektami - bo wyrzuca nam prezenty! Najpierw wypluwa piłkę. Rozglądamy się... Nigdzie w zasięgu wzroku nie ma żadnego dziecka, któremu ta piłka mogłaby uciec. Kabak twierdzi, że właśnie o takiej piłce marzyła!

Obrazek

Chwilę później morze wyrzuca piwo. Zamknięte, nieprzeterminowane. W smaku przypomina jakiegoś Żubra albo innego Harnasia, ale ponoć "darowanemu koniowi..." itd ;)

Obrazek

Przy "głównej plaży" jest osiedle ażurowych parasolek.

Obrazek

Obrazek

W tym rejonie popołudniem grupuje się większość plażowiczów. Najdziwniejsza jest pewna ekipa, która zbija się w ciasny krąg i stoi w pełnym ubraniu z ponurymi minami. Tak jakby im nikt nie powiedział co można robić w takim miejscu jak plaża.

Na biwak zatrzymujemy się przy ruinach, niedaleko wieży, na tyłach wspomnianych wcześniej opuszczonych hoteli. Jedna z ruinek to jakaś zwykła betonowa buda:

Obrazek

Druga jest mocno zarośnieta i przypomina nieco stary fort albo wapiennik.

Obrazek

Jest tu pylisty placyk i wysoka skarpa, więc nie mamy bliskiego zejścia na plażę. Może dlatego jest tutaj pusto?

Obrazek

Poza tym wybrzeże w tym miejscu jest dosyć szlamiste.

Obrazek

Mamy stąd widoki na różne miejsca, gdzie już byliśmy - nasze przyplażowe domki:

Obrazek

Ezerec - ten z kolorowym bunkrem, Daniłem i Katją. Miło tak patrzeć sobie wokół i wspominac miłe chwile..

Obrazek

To też rewelacyjny punkt widokowy, aby przyglądać się wieczornym i porannym połowom. Stawianie sieci, malownicze, kołyszące się na falach łódki, które sobie pyrkają a zapach benzyny z dodatkiem morskiej soli niesie się wokoło.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wieczór mija przy ognisku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 23-11-2022 16:53

Postanawiamy też zajrzeć do skalnej zatoczki koło Balgareva, którą zwą Bolata. Miejsce jest dosyć nietypowe jak na tutejsze okolice. Wysokie, rude skały otaczają niewielką piaszczystą plażę i opadają pionowymi ścianami prosto do morza.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Skały są takie z lekka pumeksowate - sporo tutaj jest jaskiń, acz w większości chyba niewielkich.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Do zatoki wpływa tu rzeczka, rozlewająca się po plaży w malownicze meandry.

Obrazek

Obrazek

Co najciekawsze - nie jest to miejsce o walorach wyłącznie przyrodniczych. Jest tu całkiem sporo starego betonu. Regularny kształt zatoki również sugeruje ingerencję ludzkiej ręki. Jak zwykle doczytuję sobie o tym miejscu dopiero po powrocie. Jak można było się domyślać - była tu baza wojskowa, która istniała do lat 90-tych. Z tej zatoczki biegł tajny, podwodny kabel telefoniczny łączący Sofię z Moskwą. Na szczycie jednej ze skał stoi wieża będąca dawnym punktem obserwacyjnym czy innym radarem. Ciekawe, że oprócz owego radaru na górze, fragmentów połamanych płyt na minimolo i zębów smoka wśród fal - nie pozostały tu żadne pozostałości po bazie (tzn. takie widoczne na pierwszy rzut oka, bo szlag wie co pod ziemią siedzi)

Rdzawe zacieki, rozlewające się z części metalowych na połamany beton, idealnie komponują się z barwą okolicznych skał. Może skały też są tu zardzewiałe? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niestety jest tu dość tłocznie (jak na bułgarskie warunki - do dobrego człowiek szybko przywyka). Miejsce jest również nietypowo dla rejonu upstrzone zakazami - tego nie wolno, tamtego nie wolno. Jeździ też jakiś samochód (chyba pograniczników?) i dopierdziela się do biwakujących.

Na skale stoi wieża, której wygląd i oplecenie drutem kolczastym sugeruje, że pochodzi ona z czasów "bazowych".

Obrazek

Wyłazimy na górę. Tam jest trochę luźniej. Tzn. jeśli chodzi o ludzi, bo mając na myśli np. węże to jest bardzo niedobrze... Widoki są zarąbiste - na zatokę, skały, betonowe nabrzeża... "Czegoś mi tu brakuje" - zauważa kabak. "Aha! Wiem! Na środku zatoczki powinien stać wrak statku i tam być sklepik z lodami oraz pamiątkami!" Wizja zagospodarowania turystycznego prezentowana przez me dziecię bardzo mi przypadła do gustu! :) Aż się prosi o taki detal w krajobrazie! :P

Obrazek

Obrazek

A wracając do wieży na szczycie. Ciężko ocenić czy obiekt jest opuszczony czy nadal do czegoś służy. Niby wszystko jest zarośnięte, puste i z lekka odrapane, ale ploty i kolczatki są szczelne i w miarę nowe.

Obrazek

Wojskowe tereny (zwłaszcza w krajach, gdzie nie potrafię się porozumieć) nie są miejscem, gdzie lubimy wbijać na dziko forsując zasieki - więc oglądamy teren jedynie ze ścieżki. Duże zoomy pomagają. Tu też jak zwykle marudzę, że nie mam drona (a toperz jak zwykle stwierdza, że właśnie dlatego go mieć nie będę ;) ) Ot klasyczne rodzinne pogawędki. Kabak sprytnie podłapuje: "To jak mama nie może mieć drona, to może ja dostanę??? Niedługo mam urodziny"

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nagle nad głowami zaczyna nam latać helikopter. Pewnie wyczaił nasze niecne rozkminy nad wtargnięciem na zamknięte tereny ;)

Obrazek

I jeszcze jeden rzut oka na ciekawe struktury tutejszych skałek.

Obrazek


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 26-11-2022 21:01

Jedziemy w okolice Tiulenova - tam gdzie byliśmy już 6 lat temu z malutkim kabaczkiem. Kabaczek wkurza się, że nic nie pamięta ;)

Gdzieś po drodze miłe dla oka mijanki.

Obrazek

Wybrzeże w tych rejonach to przede wszystkim poczucie przestrzeni. Nadmorski teren wypełniają płowe, stepowe łąki, praktycznie pozbawione drzew czy większych zabudowań. Oprócz turystów bywają tu pasterze ze swoim inwentarzem, doceniającym walory miejscowych ziół.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Po całym wybrzeżu walają się tajemnicze pordzewiałe baniaki i równie dziwne rury czy pokrętła. Większość cystern jest pusta, jednak można znaleźć i takowe, w których coś bulgocze. Ma to chyba jakiś związek z odwiertami gazu, ropy czy innych naftopodobnych mazi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na nocleg zatrzymujemy się przy pomniku radzieckich lotników (tu by wprawdzie bardziej pasowali marynarze, ale ok, niech będą i lotnicy ;) Na pomniku jest wyeksponowane dużo ładnych, błyszczących kamieni. Widać panują tu obyczaje podobne jak na żydowskich cmentarzach, gdzie w pamięć zmarłym nie stawia się zniczy czy kwiatów - tylko w dobrym tonie jest przynosić kamulce.

Obrazek

Obrazek

Jest tu niewielki pagórek więc widok mamy na wszystkie strony.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tutejszy brzeg porastają niesamowite skały, które wyglądają jak zastygła lawa. Daleko wgłąb morza można po nich kicać! Głazy są bardzo chropowate i postrzępione, więc bardzo nieprzyjemnie jest na nie upaść albo się uderzyć.

Obrazek

Obrazek

Niektóre miejsca wyglądają wręcz jak rzeźby. Tu np. widzimy tłum ludzi czołgających się w błocie (ostatecznie może to też być kolonia fok ;)

Obrazek

Rozpadliny skalne wypełniają jeziorka o chlupoczącej wodzie, z podwodnymi falami. Inne bajora mają wody spokojne, stojące, pozieleniałe od glonów. Wybrzeże do kąpieli czy klasycznego plażowania jest dosyć średnie, bo można nogi połamać w tych szczelinach, ale do skakania po skałach i od czasu do czasu dostawania w twarz falą z rozbryzgiem - miejsce jest wręcz idealne! :) Tak więc spędzamy większość czasu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Żyją tu kraby, wodne węże i płetwonurki. Zwłaszcza ten ostatni gatunek jest wyjątkowo drapieżny - tak domniemuję, bo często wyłania się z fal z harpunem w dłoni. Chyba jest to modny w okolicy sposób rybołóstwa, że się goni rybę pod wodą wśród tych skał, a gdy zostanie zapędzona w ślepy zaułek - to bach w nią szpikulcem i do koszyka. Na zdjęcia załapały się jedynie kraby. Dwa pozostałe gatunki sprawnie uciekały przed aparatem ;)

Obrazek

Obrazek

W pęknięciach skał szybko osiedlają się kwiaty.

Obrazek

Obrazek

Większość nabrzeżnych skał jest szaro-czarna, acz zdarzają się też rudawe fragmenty.

Obrazek

W niektórych miejscach można namierzyć mieniące się w słońcu minerały. Jakby jakieś kryształy narosły na skałach! Przypomina toto raczej szaty nieciekowe w jaskiniach, a nie morski brzeg!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nie tylko łopatka jest dziecinną zabawką plażową! :P

Obrazek

A i kawałek szerszych wód udało się namierzyć. Wprawdzie dla w miarę pełnej kąpieli trzeba się było położyć na brzuchu na piasku, ale nie mozna mieć wszystkiego ;)

Obrazek

Wieczorem stwierdzamy, że wśród tych skał i chlupotu fal brakuje nam do szczęścia tylko jednego - ogniska! Teraz biwak jest idealny! Wygrzana skała, aromat morskiej bryzy, grzechotanie cykad w trawach i ciepły blask płomienia z aromatem zbliżającej się kolacji!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dobre przyzwyczajenia wchodzą w krew! Rano też robimy ognisko!

Obrazek

Idziemy też na spacer po okolicy. W tych rejonach przyjemnie się wędruje zarówno szosą jak i polnymi ścieżkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na tym zdjęciu za cholerę nie pamiętam o co chodziło, ale obie wyszłyśmy straszliwie głupawo ;)

Obrazek

Gdzieniegdzie widać jakieś ruiny. Część z nich przypomina dawne kołchozy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Inne wyglądają jak ośrodki wypoczynkowe.

Obrazek

Obrazek

Tu chyba była całkiem spora przydrożna knajpa.

Obrazek

Jest też kolejny bunkier! To już czwarty, jaki namierzyliśmy na bułgarskim wybrzeżu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wnętrza są osiągalne, ale trzeba mieć pewną dozę samozaparcia.

Obrazek

Obrazek

Na brzegu, podobnie jak w Bolacie, rozsypane są zęby smoka.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A to długo się zastanawiamy czym było w czasach swojej świetności... Wiata? Nietypowa skocznia? Zjazd dla łódek w czasie przypływu?

Obrazek

Jest też kolejny zdechły delfin, którym miotają fale...

Obrazek

Na pierwszy rzut oka wygląda całkiem świeżo, więc kabak od razu chce mu pomóc, wnioskując, że za bardzo skakał i trafił na mieliznę. W Muminkach tak było! Tak, tak... Gładkiego udało się ekipie uratować...

Obrazek
kadr z filmu "Muminek i delfin"

Nam się niestety nie udaje... Czasem tak bywa, że nasz świat odbiega nieco od muminkowego... :(


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 28-11-2022 15:55

Jednym z celów naszej dzisiejszej wycieczki jest osiedle domków letniskowo - rybaczych. Klimaty odrobinę przypominają węgierskie jezioro Bokod ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... wegry.html ) , nad którym byliśmy półtora tygodnia wcześniej. Tam wizytówką miejsca były kładki czy domki na wyspach - tu dla odmiany prawie domek ma swój własny zjazd dla łódki. Wagoniki, baraczki, wiatki i dziwne konstrukcje, gdzie każdej można się przyglądać pół godziny i analizować z czego i jak została wykonana. Oczywiście takim miejscom często towarzyszą kablowiska ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... supow.html ) - plątaniny bezładnie pomieszanych i powiewających na wietrze drutów.

Tak prezentuje się owa osada z oddali, spod latarni morskiej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A tak, gdy wędrowiec zmierza nabrzeżem od strony Tiulenova.

Obrazek

Obrazek

Część chatek (głównie wykonanych na bazie starych przyczep kempingowych) jest nieco oddalona od morza.

Obrazek

Niektóre domki przypominają architekturą zabudowę dawnych ośrodków wypoczynkowych, inne wyglądają jak całkiem nowe baraczki robotników budowlanych. Pobocza porasta "zboże" - roślina, która czepia się ubrań dużo bardziej niż rzepy. Zwłaszcza ulubiła sobie moje skarpetki, zapewniając mi codzienne, długotrwałe zajęcie w postaci skubania.

Obrazek

Ciekawe czy taka antena nadal coś odbiera?

Obrazek

Jak można się domyślać sporo domków jest opatrzonych napisem "ryba". Niestety sprzedają tylko poranny połów w postaci surowej (sprzedaży wędzonych okazów tu niestety nie prowadzą)

Obrazek

Kolejny wagonik rybny, wyglądający nieco jak buda z kamaza. W tle latarnia morska i nieco już zarosłe dźwigi budujące nowe molo.

Obrazek

Niektóre drogowskazy same są ustylizowane na rybokształtno ;) Zwracają też uwagę przydomkowe klomby pełne kolorowych kwiatów!

Obrazek

Fragment jednego domku stanowią duże lustra - ciekawe o jakim pochodzeniu?

Obrazek

Krajobraz z widokiem na ostatni przyczółek molo - ten jeszcze nie połaczony z lądem.

Obrazek

Tutaj dodatkowo mają kilka solidnych, wkopanych cystern. Nie wiem czy trzymają tam bimber czy zapas ropy do łódek na czarną godzinę? Zbiorniki na wodę to raczej nie są...

Obrazek

Apogeum słupowiska. Wygląda na czynną pajęczynę z elektrycznoscią, niepodłączony słup telefoniczny, latarnię, dwa różne wyloty kominków i kratownicę uginającą się od dorodnej winorośli.

Obrazek

Jak tu nie pokochać takich klimatów?? Jak widać pnącza mają podobne gusta jak buba! :)

Obrazek

Z części ścian patrzą na nas różne reklamy i plakaty, które posłużyły raczej nie do ozdoby, ale do uszczelniania baraczków.

Obrazek

Do mojej relacji "krajobraz z rurą" ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... w-tle.html ) można tutaj znaleźć natchnienie i uzupełnienie o kolejne ujęcia.

Obrazek

A ten rejon przypomina klimat wczasów wagonowych (jaka wielka szkoda, że tutejsze domki nie są do wynajęcia...)

Obrazek

Mój ulubiony wagon! Ten by trzeba zarezerwować na nocleg!:)

Obrazek

Na poniższym zdjęciu na pierwszy rzut oka widzimy malowniczy bardak, acz po dłuższym przeanalizowaniu - tu panuje ogromne uporządkowanie! Wszystko ma swoje miejsca. Kije na opał, a obok kijki do innego użytku. Zbiór deszczówki. Narzędzia równo ułożone. Nawet dziecinne rowerki spięte razem i przywiązane do latarni!

Obrazek

Dalej zaczyna się rejon wyraźnie rybacki - liny, pływaki do sieci. I ten zapach! Ryb, wodorostów, fal, starych łódek - trochę smoły, trochę drewna, trochę paliwa. Ten właśnie aromat, dla którego się przyjeżdża nad morze!

Obrazek

Zjazdy widziane z bliska. Obrosłe glonem i innymi przedstawicielami morskich głębin.

Obrazek

Obrazek

Domki stojące na nabrzeżnej skarpie często mają solidne "hangary" piwniczne. Pewnie tam łódki się garażują.

Obrazek

Nad samą wodą stoją altanki i miejsca biesiadne. Co ciekawe - wszystkie z nich nie mają dachów, jest tylko kratownica. Nie wiem czy w razie imprezy w złą pogodę rozciąga się na tym jakieś folie albo plandeki? Czy może dachy były, ale kolektywnie porwała je jakaś wichura? A może to jest przygotowane, aby winorośl się po tym wspinała??

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niektóre domki sprawiają wrażenie rzadziej używanych. Obejścia i sprzęty zarastają wysokim chwastem.

Obrazek

Obrazek

W widocznej na zdjęciu skrzynce ptak miał gniazdko! Akurat były pisklęta, które popiskiwały ze środka a rodzice donosili im robale.

Obrazek

Rozdroże... Takie, gdzie każda z dróg zaprowadzi w ciekawe miejsce! :)

Obrazek

Takim miłym, nadbrzeżnym akcentem żegnamy się z bułgarskim morzem i rozpoczynamy powolny odwrót w kierunku domu. Jeszcze około tygodnia włóczęgi przed nami!


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 29-11-2022 09:09

Na południe od miasta Ruse płynie sobie rzeka Rusenski Łom, która malowniczo się wije wśród skał i wąwozów. Tutajsze okolice słyną ze skalnego osadnictwa i zagospodarowywania grot na ludzkie potrzeby. Są więc skalne cerkwie, twierdze i inne nisze mieszkalne bądź magazynowe. Ogólnie mówiąc - jest gdzie połazić :) My byliśmy w tym rejonie 2 dni, więc odwiedziliśmy tylko te najbardziej znane i najłatwiej dostępne miejsca. Ale jakby się zapuścić głębiej w wąwozy i skały, to przypuszczam, że byłoby jeszcze ciekawiej!

Jednym z lepiej zachowanych skalnych obiektów jest cerkiew koło Ivanova. Ma w środku ścienne malowidła różnych świętych i scenek biblijnych, również wyobrażone na sufitach. Pochodzą one ze średniowiecza, coś chyba XIII wiek.

Najbardziej spodobały mi się dwa obrazki z lwem. Na jednym jakiś święty leczy łapkę lwa, a na drugim na lwie ktoś jeździ. Zazwyczaj się spotykałam z tym, że ludzie z lwami mieli dość odmienne i mniej przyjazne relacje ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mają tu balkonik przyklejony do pionowej skały. Mnisi widać nie cierpieli na lęk wysokości. Zabawne, że jest tylko jeden, a poza tym lita skała.

Obrazek

Obrazek

Natomiast świat widziany z balkonika przedstawia sie tak:

Obrazek

Po cerkwi kręci się przewodnik, który opowiada o ściennych malowidłach, lokalnych świętych i walorach otaczającej nas przyrody. Można sobie wybrać jeden z 6 języków w jakim będzie do ciebie gadał. Prowadzą tu również ankietę dotyczącą turystów odwiedzających to miejsce, którą spisują w zeszycie w tabelce. Zeszyt mają gruby, więc chyba tą ankietę prowadzą już od dawna. Co ich ciekawi? Skąd turysta przyjechał, jeśli obcokrajowiec to tylko kraj, jeśli lokals to miasto. Jaki język oprowadzania wybrał. Co zwiedzał wczoraj i co ma zamiar zwiedzać jutro. Gdzie nocuje. Skąd się dowiedział o skalnych cerkwiach w tych rejonach. Jeśli się weźmie udział w ankiecie to jest 30% zniżki na bilet do zwiedzania, więc raczej wszyscy ochoczo do tego podchodzą. Ze mną mają jakiś problem, bo odpowiedzi "śpimy w krzakach" albo "jutro gdzieś tu połazimy po wąwozach, chyba że nam coś konkretnego polecicie, najlepiej jakieś takie cerkwie jak ta, tylko bardziej dzikie" - jakoś kolesiowi nie pasują do rubryczek. Woła nawet do pomocy jakąś babkę, a potem razem rozważają co napisać, zamaszyście drapiąc się w głowy. Wertują też zeszyt (chyba z ciekawości, żeby sprawdzić czy poprzedni turyści z Polski też takie dziwactwa opowiadali ;))

Wpinamy się też na skały powyżej cerkwi. Zaglądamy do różnych grot, celem sprawdzenia czy co ciekawego tam nie siedzi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ścieżka prowadzi na wypłaszczenie bedące punktem widokowym. Są więc postrzępione skałki zboczy, zarosłe gęstym kożuchem drzew wąwozy i zielone płaskowyże zajmowane przez pola, gdzie od czasu do czasu przemyka jakiś traktor.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W centrum Ivanova robimy zakupy. Rzucają się nam w oczy dwie ciekawostki okolicznej zabudowy. Jedno to komunistyczny pomnik z żołnierzem o pazurkach pomalowanych na złoto.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też tutaj opuszczona restauracja. Całkiem spory budynek, który nie omieszkam zwiedzić.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W głównej sali zwracają uwagę kuliste, szklone lampy. Dwa rodzaje. Pewnie odbywały się tu jakieś dyskoteki? Rozważamy też czy dziwne malowidło w tle, ta postać z okiem zamiast głowy, pochodzi z czasów funkcjonowania knajpy czy jest późniejszym muralem zostawionym przez odwiedzających?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Klatka schodowa na piętro. Nie wiem czemu w pierwszej chwili wydawało mi się, że to schody ruchome! Jakieś dziwne złudzenie optyczne ;)

Obrazek

Stare lodówki.

Obrazek

Z takim znaczkiem - nie wiem jaka to firma? Napisu nie znalazłam.

Obrazek

Na drzwiach knajpy wywieszka wspominek za zmarłych. Ale tutaj już nie robi to na nas takiego wrażenia jak w okolicach Virovska. Zwraca jedynie uwagę, że dosyć młodo tu się zwijają z tego świata. I to głównie faceci.

Obrazek

Przy sklepie kręcił się koleś na wózku inwalidzkim. Chyba żebrał o pieniądze albo chciał, żeby mu piwo kupić? Potem, również na wózku, podjechał do kolegów siedzących na murkach koło pomnika i grał z nimi w karty. Potem się o coś kłócili, a ja nadstawiałam uszu i się bardzo wkurzałam, że kompletnie nic nie rozumiem. Ot codzienne życie lokalnych żulików. A potem ten na wózku podjechał pod opuszczoną restaurację, wstał, przypiął wózek do barierki zapięciem rowerowym i wspiął się do okna z taką zręcznością, o jakiej ja mogłabym jedynie pomarzyć... Niestety nie mam zdjęcia zaparkowanego wózka. Złośliwa mucha akurat wleciała mi w obiektyw i całe zdjęcie rozmazane... :( Po krótkim przerywniku znów zapuszczamy się w wąwozy. W Besarbovie jest monastyr skalny, który jest nadal używany przez mnichów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mają tu cerkiew, która wygląda jakby przyrosła do skały. Jak huba do drzewa! :)

Obrazek

Obrazek

Z zewnątrz każdy może oglądać klasztor, jednak żeby móc wejść do środka pomieszczeń czy pochodzić skalnymi balkonikami, trzeba wykupić bilet. Kwitek, który dostajemy ogromnie mi się podoba! Nie jakiś wydruk z terminala, nie jakiś skserowany folderek - pokwitowanie jest ręcznie wypisany przez mnicha! Jakby się człowiek przeniósł w inne czasy!

Obrazek

Teraz można się na spokojnie powłóczyć i z bliska przyjrzeć np. malowanym skalnym okienkom.

Obrazek

Wędrując balkonikami nagle mi staje przed oczami ośrodek wypoczynkowy z Korbielowa, gdzie byłam z rodzicami na wczasach, trzydzieści parę lat temu! Dosłownie ten sam zapach bejcy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miejsce, które zwiedzamy, jest związane z lokalnym świętym. Dymitar Basarbovski żył samotnie w tutejszych skalnych grotach w XVII wieku, zajmując się pasterstwem i modlitwą. Zmarł siedząc sobie nad rzeką i jego ciało przeleżało tam w stanie niezmienionym 30 lat. Odnalazła go niewidoma dziewczyna wiedziona wskazówkami ze swego snu. Znalezisko spowodowało cud - dziewczyna odzyskała wzrok. Zrobiono więc z owego pustelnika relikwie, które początkowo leżały gdzieś w tutejszym kościele. W czasie wojen turecko - rosyjskich jakiś rosyjski generał postanowił zajumać relikwie i zabrać ją do Rosji (pralek i lodówek jeszcze wtedy nie było, więc trzeba było se radzić ;) ) Gdy zwłoki były wiezione przez Rumunię zasłynęły z tego, że ich obecność leczy dżumę. Według legendy uratowały Bukareszt - w ich towarzystwie ludzie przestali umierać z powodu zarazy. Jak można się domyślać Rumuni stwierdzili, że takiego skarbu nie oddadzą i udało im się relikwie zachować. Ponoć do dziś zwłoki pustelnika znajdują się w Bukareszcie. Źródła milczą w jaki sposób Rumuni przekonali ruskiego generała, aby oddał cenny łup ;) Tego nie wiedział ani mnich, z którym gadaliśmy, ani nie znalazłam nigdzie w internecie. Widać po prostu mieli jakiś ogromny dar przekonywania ;)

Jest tu do dziś skalna wnęka, która była zamieszkiwana przez owego Dymitara.

Obrazek

Jest też wykopana przez niego studnia, której woda jest ponoć uzdrawiająca.

Drugą osobą czczoną w tym klasztorze jest inny mnich, już dużo bardziej współczesny i o mniej malowniczej historii. On wsławił się tym, że jakoś w latach 30-stych zamieszkał w opuszczonym skalnym klasztorze i tym samym go reaktywował. Jego grota też jest wyeksponowana i pokazywana turystom.

Łazimy więc po balkonikach i gzymsach, zaglądając we wnęki i pomieszczenia. Wszystkie są dosyć podobne tzn. zawierają ikony w różnych konfiguracjach. Niektóre są skromniej urządzone, inne bardziej na bogato.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dwa miejsca wybitnie zwracają naszą uwagę. Pierwsze to niesamowity obraz przedstawiający Trójcę Świętą. W zależności z której strony popatrzeć to widać inną osobę, a obraz jest niby jeden. Wykonanie może jest nieszczególne, ale sam pomysł - rewelacja!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też płaskorzeźba wkurzonych aniołów. Wybitnie nie są to słodkie amorki, które przynoszą dzieciom prezenty pod choinkę. Nie chciałabym takowego spotkać na swojej drodze, zwłaszcza jakby akurat był nie w humorze...

Obrazek

Jaskółki się tu czują jak w domu! :)

Obrazek

Jakby ktoś miał wewnętrzną potrzebę poczytania sobie kamiennych napisów to jest okazja:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na terenie klasztoru spotykamy kilku obecnie zamieszkujących go mnichów. Jeden sprzedawał bilety i pamiątki. Inny opowiadał historię tego miejsca. Jeszcze inny wpadł na nas przypadkiem i nas poświęcił. Brzozową witką - jak koszyk na Wielkanoc. Fajna sprawa. I to już drugi raz nam się tak trafia! (poprzednio w Ljadowej nad Dniestrem: https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... 8-cz9.html ) ) Najwięcej uwagi w modlitwach i polewaniu świętymi olejkami jest poświecone kabaczkowi. Nie wiem czy święcenie dzieci jest zawsze ważniejsze - w sensie, że nam to już niewiele pomoże, a dla młodej jest jeszcze szansa? ;)

Jest tu też cerkiew wolnostojąca - tak się prezentuje z oddali.

Obrazek

W środku wygląda jakby ją wczoraj zbudowali.

Obrazek

Klasztor klasztorem, ale droga wzdłuż malowniczych skał idzie dalej. Może tam też coś jeszcze jest? Tuptamy przewąchać sprawę! :)

Obrazek

Pełno tu wszędzie różnistych nisz skalnych, ale ciężko rozszyfrować czy kiedyś do czegoś słuzyły czy ot po prostu zwykła grota.

Obrazek

Kawałek za monastyrem jest opuszczona knajpa.

Obrazek

Tylko dlaczego oznaczona takim znakiem jak szkoła? Może dzieci lubiały tu wpadać na browara?

Obrazek

Knajpa chyba splajtowała. Drzwi są opieczętowane.

Obrazek

Na terenie knajpy znajdujemy trochę popalonych dokumentów. Ten był w najlepszym stanie.

Obrazek

Zaraz obok jest kolejne "skalne miasto". Tym razem całkiem współczesne. Dwie ogromne jaskinie używane są jako magazyny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 01-12-2022 22:57

A my kontynuujemy wycieczkę po terenach nad rzeką Rusenski Łom i jej dopływami. Ciekawe są tutaj te krajobrazy, bo zupełnie inne niż np. w okolicy Madary, gdzie wystającą skałę było widać z daleka. Tu skały "idą w dół", w postaci wąwozów wyrytych w równinie. Łatwo można by je przeoczyć. Jedziesz sobie, plaskato, wszędzie tylko nudne uprawy i nagle łup! wąwóz, skały, zabudowania rozsiane po różnych poziomach i urwiskach.

Tak właśnie witają nas okolice wioski Czerven - niespodziewanie.

Obrazek

Obrazek

Te skały wyglądają jak krzyczące gęby!

Obrazek

Mamy zamiar tu zwiedzić średniowieczną twierdzę, położoną na szczycie wzniesienia, na niewielkim płaskowyżu.

Obrazek

Skałę z trzech stron opływa rzeka Czerny Łom. Na górze zachowało się sporo zabudowań - baszta, resztki kościołów, budynków mieszkalnych i dużo murów otaczających całość. Ciekawie to wygląda na satelitarnych mapach - jakby się komuś podmurówki wysypały!

Obrazek

U podnóża jest parking, knajpa, kasy z biletami, tablice z opisami. Na górę prowadzą schody. Wygląda to poczatkowo nie za dobrze... Acz potem okazuje się, że sprzedający bilety był ostatnią osobą na trasie jaką spotykamy. Później już tylko kamienie i jaszczurki!

Obrazek

Obrazek

Co trzeba przyznać - plac zabaw mają tu zarąbisty! Takich huśtawek - podwójnych jeszcze nigdy nie widziałam!

Obrazek

Tuptamy w górę. Wreszcie jest ciepły, słoneczny dzień, gdzie temperatura zapewne przebiła sie znacznie przez 30 stopni. Jest cudownie! :) Toperz z kabakiem chowają się w każdym cieniu ;) Przed nami majączą jakieś murki, więc zapewne to miejsce, do którego zmierzamy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ze szczytu rozciągają się widoki na zbocza wąwozów, pełne jaskiń i postrzępionych skał. Obłe pagórki kuszą sporą ilością polanek idealnych na namiot.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Można się też przyjrzeć pobliskiej miejscowości, gdzie domki o czerwonych dachach są rozwłóczone na różnych poziomach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stąd spokojnie możemy pozaglądać na podwórka, do szop, składzików i szklarni.

Obrazek

Obrazek

Ruiny miasta same w sobie okazują się nie być szczególnie spektakularne. Murki, ścianki, kupy kamieni. Wychodzi na to, że jeśli chodzi o same budynki, to więcej do oglądania jest w poradzieckich bazach czy opuszczonych fabrykach niż w średniowiecznych miastach. Uroku temu miejscu za to dodaje przestrzeń, pustka, płowość łąk, więc sumarycznie nasz odbiór jest bardzo pozytywny.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedna z podmurówek jest chyba wyjątkowo cenna, bowiem zbudowano jej nawet daszek - żeby nie mokła. Ułożono też chodniczki z palet.

Obrazek

Mnie ten obiekt zainteresował, zwracając uwagę niecodzienną architekturą. Jednak okazał się być zdecydowanie nie średniowieczny i nadal ochoczo użytkowany ;)

Obrazek

Mają tu też basztę, gdzie można wejść po schodkach, ale tylko do połowy. Ze szczytu schodków można obejrzeć mur.

Obrazek

Obrazek

Basztę upodobały sobie pszczoły, które w rozpadlinie wyraźnie mają gniazdo. Barć typu skalnego? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wracamy inną drogą - wąską szosą u podnóża skał.

Obrazek

Obrazek

Tempo wycieczki spowalniają dojrzałe morwy.

Obrazek

Na zboczu znajdujemy tajne dojście z twierdzy do rzeki. Chłodny, sztolniowy oddech mocno odcina się w taki upalny dzień jak dzisiaj.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przewijamy się też przez wioskę Tabaczka. Ma tu być jakaś skalna kaplica, ale nie udaje się nam jej znaleźć. W okolicy też wszędzie jest sporo skał.

Obrazek

Obrazek

Znaleźliśmy za to kwietnik z trabanta :) "Są jednak samochody bardziej malownicze niż nasz busio!" - zauważa kabak.

Obrazek

Obrazek

Jedziemy też w okolice wsi Pepelina, gdzie jest jaskinia Orłova Czuka. Jaskinia jest zakratowana i się ją zwiedza wyłącznie z przewodnikiem. Przewodnik pojawia się o pełnych godzinach i oprowadza - o ile się zbierze 15 osób. Nie chce się nam czekać i nie jesteśmy przekonani czy mamy ochotę na wycieczkę w takim stylu. Acz zwiedzanie na własną rekę też by mogło nie być dobrym pomysłem, bo jaskinia jest hmmm... jakby to powiedzieć - dość zawiła ;)

Obrazek

Tak się przedstawia wejście...

Obrazek

...a tak wewnętrzna feeria świateł, którą obserwujemy przez grube kraty.

Obrazek

A wokół wąwozy - takie jak tu wszędzie mają w okolicy.

Obrazek

Obrazek

Dwa tutajsze noclegi spędzamy w tak zwanym "sralniku" - tak nazywamy miejsca, przydrożne zatoczki, gdzie ludzie zatrzymują się głównie dla załatwiania pewnych potrzeb. Tu akurat nie srają a wywalają śmieci. Owymi śmieciami są głównie odpady budowlane, więc szczęśliwie nie cuchnie. Nad nami szumią drzewka orzechowe. Jest pusto. Odwiedzają nas tylko dwa dzikie psy, ale na szczęście nie są bardzo natrętne i szybko pojmują aluzję, że nie pragniemy ich towarzystwa.

Obrazek

Obrazek

Kolacja! :) Teraz, gdy piszę tą relację, to aż mi ślinka cieknie na widok tego zdjęcia. Ech... te duże aromatyczne oliwki, które u nas bardzo trudno dostać. Acz zdaje sobię sprawę, że bez przyprawy w postaci grzechotu cykad i ciepłego czerwcowego wiatru przesyconego zapachem ziół, to wszystko by aż tak nie smakowało!

Obrazek

Bułgarię opuszczamy przez przejście graniczne Ruse/Giurgiu. Po drodze, jeszcze w Bułgarii, wpada nam w oczy tablica przy stacji benzynowej. Jeszcze chyba nigdy nie spotkałam się, żeby sprzedawano metan!

Obrazek


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 02-12-2022 12:41

Początkowo planowaliśmy wracać przez Rumunię taką trasą, aby przejechać sobie trasę transfogaraską. Rezygnujemy jednak z tego pomysłu. Odwiedzani przez nas mechanicy niby zgodnie twierdzili, że z busiem wszystko jest w porządku, acz zaufanie do specjalistów to jedno, a drugie to dźwięki, ktore nam się zdecydowanie nie podobają. I intuicja podpowiada, że dużych przewyższeń i tysiąca zakretów to nam teraz zupełnie nie potrzeba. Skoro więc wizja podróży drogą 7C została wyeliminowana, decydujemy się jechać zwykła siódemką. Droga ma ten plus, że nie przewala się przez wysokie góry tylko biegnie rzeczną doliną - i na tym się jej plusy kończą. Ogólnie jest upiorna - wąska, przeładowana, pełna ryczących tirów, które nie mieszczą się na swoim pasie i co chwilę leżą przewrócone tarasując 3/4 drogi, co wpływa na tworzenie się gigantycznych korków. 5 albo 6 takowych widzieliśmy, a najbardziej spektakularny był ów, z którego wysypały się jajka. Cudna jajecznica na dwa pasy drogi...

Mijamy też po drodze jakieś zatłoczone kurorty, pełne wielkich hoteli i dmuchanych kaczuszek. Związane są chyba z utworzonym na rzece zalewem. Szosą między tirami spacerują więc pielgrzymki kuracjuszy, a do fotografowania się z pomnikami czy fontannami stoją dosłownie kolejki. Co za koszmarne miejsce!

Gdy droga wyłazi w rozległe doliny robi się przyjemniej, ale pojawia się bardziej istotny problem - nasze kółko. Wcześniej zgrzytało od dawna prawe, ale tylko przy skręcaniu. Mechanicy zgadzali się, że to wytarta guma na "drążku" i "kiedyś można wymienić". Teraz wybitnie odzywa się lewe i to w sposób ciągły. Najpierw jest to cichutkie popiskiwanie, jak granie świerszcza w oddali, ale z każdym kilometrem przybiera na sile i zaczyna brzmieć jak stado wściekłych cykad! I to niezależnie czy się jedzie prosto czy skręca, wolno czy szybciej, nie ma już opcji obrotów koła bez tego dźwięku. Mieliśmy dziś plan dotarcia do warownego kościoła Dobarca, ale jechanie w takim stanie raczej przestaje mieć sens. We wsi zwanej Miercurea Sibiului owo lewe koło zaczyna nową orkiestrę. Zgrzyty, skrzypienia i jakby odgłos podrzucania czegoś co odpadło i katula się w środku. Odpuszczamy wszelakie plany, patrząc tylko gdzie można bezpiecznie stanąć, bez opcji tira w dupie. Jedziemy z prędkością chyba poniżej kilometra na godzinę. Wyprzedzają nas polne myszy biegnące poboczem. Zbliża się wieczór. Ech... Nigdy byśmy nie pomyśleli, że ta niewielka miejscowość o trudnej nazwie będzie punktem w Rumunii, który najbardziej zapadnie nam w pamięć. Zupełnie jak mołdawskie Ciniseuti sprzed 10 lat... ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... ry_24.html ) Też miejsce zupełnie nieplanowane dla zwiedzania czy postoju, a los zdecydował, że ma swoje ważne miejsce wśród wakacyjnych wspomnień!

Na wylocie z miejscowości jest opuszczona stacja benzynowa. Toż to szczęście w nieszczęściu! Tego nam było trzeba! Jest tu rozległy plac z betonowych płyt i daszek, który niegdyś stał nad dystrybutorami.

Obrazek

Jest tu też zamknięty budyneczek z napisem "cafe" czy "accesori auto". Co ciekawe ten budynek ma na dachu krzyże,, jak kościół.

Obrazek

Podobny krzyż ma też hotelik położony po drugiej stronie szosy.

Obrazek

Początkowo ten hotel też bierzemy za opuszczony, ale wieczorem w dwóch oknach pojawia się światło. Kabak twierdzi też, że w nocy w innych, ciemnych oknach widziała błyski - jakby ktoś chodził z latarką. Oprócz tego do naszego placyku przylega pole szumiącej kukurydzy, pełne pustych, wkopanych zbiorników na paliwo.

Obrazek

Z zarośli sterczy spory maszt. Są też jakieś budyneczki jakby małej, rolniczej fabryczki, ale ciężko wnioskować na temat jej stanu użytkowania.

Obrazek

Kawałek dalej, po drugiej stronie szosy, wznosi się kwiatek czynnej stacji benzynowej Rompetrol.

Biorąc pod uwagę godzinę i ostatnie ciepłe błyski promieni słońca - dziś już nic nie zdziałamy. Mamy dobre miejsce na nocleg, więc szykujemy się do snu. Rano będziemy się martwić co dalej. Łatwo jednak mówić i planować - cała noc męczą nas sny związane z tematem, nieraz tak absurdalne i psychodeliczne, że nawet ciężko by je było opisać.

Poranek wstaje pogodny. Idealny, aby wyruszyć na okoliczne pagórki i szukać starych kościołów. A tu plany inne...

Mieliśmy wykupione ubezpieczenie na kraje, przez które jedziemy. Była tam opcja przyjazdu pomocy drogowej i transportu do zakładu mechanicznego w celu naprawienia usterki. Dzwonimy. Miła pani, z głosem jak z zupełnie innej agencji, wypytuje o wszystkie nasze dane, numery, kwitki i wpisuje je w swój komputer. Wszystko się zgadza. Zatem zgłoszenie zostaje przyjęte i mamy czekać na telefon z informacją co dalej. Mija godzina. Telefon milczy. Dzwonimy zapytać czy może o nas nie zapomnieli. Nie. Wszystko w toku. Czekać. Mija kolejna godzina, póltorej. Cisza. Nikt nie przyjeżdża, a co gorsze nawet nie dzwoni. Bo cenna by była informacja, że przyjadą po nas np. jutro. Byśmy wiedzieli, że dzisiaj możemy iść na spacer. A tak siedzimy przywiązani do miejsca w takim totalnym poczuciu zawieszenia i beznadziei. Ponownie dzwonimy na polski numer kontaktowy i ciągle dostajemy tą samą informację: "Z rumuńskim oddziałem póki co nie ma kontaktu".

Kit z ubezpieczeniem - postanawiamy wziąć sprawe we własne ręce. Toperz znajduje w telefonie, że w tej wiosce jest zakład mechaniczny. 700 metrów stąd. Spróbujemy podjechać i pokazać im zgrzytającego busia. Mechanik jednak nawet nie rzuca okiem jakie auto, co się stało. Twierdzi, że "ma full", nie ma czasu, mamy spadać na drzewo i nie tarasować mu wjazdu na posesję. Innego mechanika ponoć we wsi nie ma... To nie był dobry pomysł, aby tu jechać, aby opuszczać nasz miły i zaciszny placyk! Busio wydaje tak potworne zgrzyty, że mamy poważne obawy czy dojedziemy z powrotem te kilkaset metrów. Nasza cicha, opuszczona stacja benzynowa zdaje się być nieosiągalnym rajem - bez aut w zderzaku, trąbiących i wygrażających nam z okien, że śmiemy się wlec po szosie w takim ślimaczym tempie. Uffffff.... Wróciliśmy pod nasz daszek, do kwiatków wyłażących spośród popękanych płyt. Cieszymy się z tego małego sukcesu jak diabli, bo jakby busio nam stanął na szosie to nie wiem co dalej... No ale nasza sprawa jest wciąż w punkcie wyjścia. Ale przynajmniej już dokładnie wiemy, że zupełnie nie ma takiej opcji, żeby jechać do Sybinu czy Sebes szukać tam mechanika. Bo takie głupie i irracjonalne pomysły gdzieś nam się w głowie też pojawiały.

Czyli co? Nadzieja tylko w naszym ubezpieczeniu? Dzwonimy. Ktoś po tamtej stronie klepnął zgłoszenie mailowo, że przyjęte, ale nie ma żadnej informacji czy mają lawetę i nawet orientacyjnie czy w ogóle planują kiedyś się zainteresować naszą sprawą, czy mają totalnie wyrąbane. Nic. Echo. Siedzimy więc na tej opuszczonej stacji i kwitniemy. Korzenie zapuszczamy. Miła pani z infolinii o czarującym głosie mówi, że ona tam tylko pracuje i co ona może. Jej zadaniem jest wpisywać numerki z ubezpieczenia w rubryczkę i przekazywac dalej. A że owo "dalej" nie działa - to jej bardzo przykro. Dzwoni do nas jakiś inny konsultant i przeprasza, że ponoć taka sytuacja trafiła się im po raz pierwszy, ale wygląda na to, że oddział rumuński pochłonęła czarna dziura...

Mamy sporo czasu aby dokładnie obejrzeć placyk, na którym stoimy, budyneczek stacji i każde z osobna pęknięcie betonu, mimo że jest tu ich całkiem sporo. Kilkakrotnie przetaczamy busia kilka metrów, aby stał w cieniu. Jeszcze brakuje, żeby mu sie coś w silniku zagotowało.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sporo rośnie tu miłych kwiatków, np. moja ulubiona cykoria podróżnik. Skubana lubi dokładnie to co ja! Rośnie albo przy drogach albo w spękanym betonie!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Budynek stacji jest zamkniety, a w środku leżą dawne dystrybutory.

Obrazek

Gdy tu stoimy mija nas sporo sympatycznych pojazdów. Co ciekawe, kompletnie nie zwracają na nas uwagi. Tak jakby niebieski bus stojący na opuszczonej stacji był codziennym zjawiskiem. Hmmm... zresztą my też już powoli mamy wrażenie, że stoimy tu od zawsze... Że świat poza tym placykiem nie istnieje...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mija chyba ósma albo 9 godzina od przyjecia zgłoszenia o naszej awarii, a busio stoi jak stał, a my nadal nic nie wiemy. W miarę dobrze się czeka, nawet długo, jeśli się wie na co i jest nadzieja, że to coś kiedyś nastąpi. Oczyma wyobraźni widzimy zimowe zawieje i nas na tej stacji. Porosłych wczesniej trawą po pas...

Chyba więc tyle z ubezpieczeń... Kartki z kontaktem nie wyrzucamy - może się kiedyś przyda w toalecie. Musimy coś zacząć działać we własnym zakresie. Piesze wędrówki w poszukiwaniu szczęścia planujemy zacząć od pobliskiej stacji z kwiatkiem. Może tam da radę się z kims dogadać i np. wezwą nam lawetę, która zawiezie nas do Sebes?

Pierwsza napotkana babeczka na stacji jest bardzo miła, ale zupełnie nie dajemy rady się z nią dogadać. Idzie więc po drugą. Do drugiej już dociera, że jest jakieś auto i że jest zepsute. Ona dzwoni chyba do tego mechanika, którego już mieliśmy okazję poznać i wychodzi na to, że dostaje zjebkę przez telefon, że śmiała tej wielkiej osobistości zakłócić poobiednią drzemkę. Debil drze się do telefonu jak opętany, a dziewczyna ma oczy jak spodki i mówi, że lokalny mechanik nie ma miejsc w najbliższym czasie. Jest też trzecia babka, która najlepiej rozumie toperza i mówi, że ona ma kumpla mechanika i on zaraz tu przyjedzie. Czekamy. Po jakis 10 minutach zjawia się mechanik. Początkowo wykazuje zainteresowanie jedynie dziewczyną ze stacji, która go wezwała i po ich wzajemnych odnoszeniach można domniemywać, że się lubią. To dobrze nam wróży. Mechanik postanawia obejrzeć i busia. Krzywi się na dźwięk zgrzytów i... każe jechać za sobą. Busio zgrzyta, ale jedzie. O matko! Jak srzypi! Żebyśmy tylko dojechali! Ten jego zakład jest dokładnie po przeciwnej stronie wsi, a już bardziej rozwlec tej miejscowości to chyba nie mogli! Ajajajaj! Jeszcze kilkaset metrów! Busio kochany! Dojedź grzecznie! A jak kabak przemawia do busia: "Wiem, że cie bardzo boli nóżka, ale musisz jechać, o tu za zakręt. Zaraz dostaniesz pyszny syropek i wszystko będzie dobrze!"

Ufffff... Dojechalim. Po prostu kamień z serca. Mam ochote wysiąść i całować ziemię jak papież. Jak to człowiek przejeżdża tysiące kilometrów i tego nie docenia. A potem takie kilkaset metrów wydaje mu się wiecznością i drogą, której pokonanie jest wiekopomnym sukcesem.

Gdy trochę emocje opadają rozglądamy się. Fajny warsztat! Nie taki klaustrofobiczny jak u tego ch... co byliśmy rano. Ogromne hale...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tu jest przestrzeń, spokój, zapach smaru jaki powinien wypełniać takie miejsca. Za zakładem wieś już się kończy.

Obrazek

Tylko pola, linia kolejowa i pagórki z bacówkami w oddali.

Obrazek

I wszędzie wokół horyzont zamykają góry! I w części z tych gór chyba leje...

Obrazek

Obrazek

Jedną z górek widocznych nad zakładem pokrywa gęsta zabudowa jakiejś wioski. Muszą mieć stamtąd ładne widoki!

Obrazek

Obrazek

Niko, nasz mechanik, mówi, że nasz problem to łożysko, które się rozpadło. Tak podejrzewaliśmy. Trzeba zamówić części. Będą na jutro na 9. Jupiiii! Wreszcie jakieś konkrety i wiadomo na czym człowiek stoi.

Niko w ogóle jest mistrzem porozumiewania. Tak jak babka z ośrodka "Panorama" w Bułgarii potrafiła wszystko co ważne przekazać gestami, Niko ze swoją bardzo znikomą znajomością angielskiego potrafi się wznieść na takie wyżyny elokwencji, że szczęki opadają. Jak używając 100 prostych słów omówić wszystkie ważne kwestie :)

Skoro już tu jesteśmy, to toperz postanawia też pokazać mechanikowi drugie koło, które nas niepokoi. To, które od dawna zgrzyta przy zakręcaniu. W tym celu busio wjeżdża na kanał, aby lepiej wszystko obejrzeć. Niko obmacuje te gumy, których już prawie nie ma, wsadza głowe we wszystkie okoliczne szczeliny i diagnozę ma tą samą co mechanik z Szabli - że to akurat nie problem, że spokojnie dojedzie i w domu możemy sobie to na wszelki wypadek wymienić. Toperz zjeżdża więc z kanału, odjeżdża jakieś 3 metry do tyłu i wtedy rozlega się donośnie PIERDUUUT! Wszyscy aż podskoczyli, bo jakby się pół hali zawaliło! Ki diabeł?? Może to Niko zamykał kanał żelaznymi kratami?? Otóż nie... To busio. To prawe koło busia, właśnie to, które chwilę wcześniej było oglądane. Pękło dokładnie to miejsce, gdzie brakowało gumy. Wszystkie bebechy więc osiadły 20 cm i wsparły się drążkiem dopiero na feldze. Pół koła schowało się pod karoserie. Nie wygląda to dobrze. Koło utraciło zdolność obracania się. A busio w połowie stoi w warsztacie a połowę poza. Dokładnie w drzwiach, które trzeba teraz zamknąć, bo nadeszła taka godzina, że mechanicy idą do domu. Niko łapie się za głowę, wybucha spazmatycznym śmiechem i biegnie zamawiać kolejne części na jutro. Biorąc pod uwagę, że przed chwilą potrząsał tym kawałkiem, mając 5 cm na głową całego busia, to chyba musiało mu się zrobić z lekka gorąco... I chyba rzeczywiście ta część musiała nie wyglądać tak źle, jak naprawdę z nią było.

Mechanicy odkręcają busiowi koło i podnoszą go na takim dziwnym podnośniku na rolkach.

Obrazek

Obrazek

Tym sposobem można busia kilka metrów przetoczyć, aby opuścił bramę.

Obrazek

Na tym etapie okazuje się też, że nie ma opcji, żeby w busiu dziś spać. Jakbyśmy się za bardzo wiercili i busio spadł z tego podnośnika to mógłby się solidnie powyginać czy połamać. Dobrze, że mamy namiot. I że jest tu pełno dogodnego miejsca, aby go rozbić. Ostrożnie wyjmujemy bambetle ze środka. Żegnamy się z mechanikami. Do jutra! Zamykają nas na terenie warsztatu. Namiot stawiamy między licznymi eksponatami zakładu, które chyba służą głównie jako baza części zapasowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czego tu nie ma! Lawety, kombajny, dźwigi, rozmaite osobówki w stanie różnego rozkładu. Do tego daszki, budki, baraczki!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Dość wcześnie kładziemy się spać, bo wczoraj się nie wyspaliśmy ze zmartwienia.

A! Późnym wieczorem mamy telefon od naszego wspaniałego ubezpieczyciela. Po 14 godzinach od zgłoszenia. Dodzwonił się do nas oddział (!!!) węgierski!! Miły pan wie, że jesteśmy w Rumunii, ale pyta czy można nam jakoś pomóc. Na tym etapie mówimy mu, że ogarnęliśmy się sami i dziękujemy za troskę.

Skądinąd ciekawe czy osoby wpadnięte pod pociąg albo dźgnięte nożem też czekają kilkanaście godzin na jakąkolwiek pomoc. Ale wszyscy mówią - "Bądź mądry i odpowiedzialny! Kupuj ubezpieczenia!"

Rano wstajemy dosyć wcześnie, bo ktoś pozyskuje drewno w chaszczach nieopodal i stopery nie tłumią wizgu piły. Jemy śniadanie na niecodziennym stoliku - wrośniętej w ziemię lawecie.

Obrazek

Zgodnie z obietnicą o 9 zjawiają się mechanicy i przyjeżdżają części. Akcja w toku:

Obrazek

Koło południa wszystko jest gotowe. Zepsute części dostajemy na pamiątkę. Są więc na zdjęciach poniżej, bo nie do końca chyba potrafię wytłumaczyć dokładnie słowami co to były za kawałki.

To jest rozpadnięte łożysko z naszego lewego kółka. To co od dawna robiło "tutu" jak pociąg, a potem zaczęło ćwierkać jak świerszcz by ostatecznie przejść na melodię zgrzytów i przesypywania się metalowych kawałków jak w grzechotce.

Obrazek

Natomiast to coś z prawego kółka jest tą częścią bardziej skomplikowaną, której do teraz nie potrafię nazwać. To coś skrzypiało przy skręcaniu i było bagatelizowane przez wszystkich. I ostatecznie się urwało z wielkim hukiem - grzecznie bardzo, w drzwiach warsztatu.

Obrazek

Koło południa się żegnamy z naszymi mechanikami. Busio jedzie i jest tak niesamowicie cicho! Słychać tylko silnik! Aż tak dziwnie! ;) Po drodze zawijamy na stację benzynową z kwiatkiem, żeby podziękować jeszcze raz dziewczynom. Niestety ich nie ma. Jest inna zmiana. Z nikim z obsługi nie ma opcji się porozumieć. Ni w ząb. Ot takie dziwne zrządzenie losu. Gdybyśmy dziś tu uderzali - to byśmy kompletnie nic nie załatwili i albo dalej byśmy kwitnęli na placyku, albo nasze losy potoczyłyby się jeszcze zupełnie inaczej. Ot inna nitka równoleglej rzeczywistości, która nie miała okazji zaistnieć...

Skoro juz tu jesteśmy to jedziemy do obronnego koscioła, który planowaliśmy zwiedzić.


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

Human
stary wyga
Posty: 1112
Rejestracja: 09-10-2011 23:56
Lokalizacja: Breslau

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: Human » 05-12-2022 10:48

buba1 pisze:Natomiast to coś z prawego kółka jest tą częścią bardziej skomplikowaną, której do teraz nie potrafię nazwać. To coś skrzypiało przy skręcaniu i było bagatelizowane przez wszystkich. I ostatecznie się urwało z wielkim hukiem - grzecznie bardzo, w drzwiach warsztatu.


Z Twojego pierwotnego opisu spodziewałem się gumy na przegubie, a tu niespodzianka. Sworzeń wahacza w stanie nawet nie agonalnym a wręcz już dawno martwym. W tych krajach bałkańskich to jednak są nieźli rzeźnicy, bo mechanikami po diagnozie, że z tym można jechać, to ich nie nazwę.

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 06-12-2022 20:47

Human pisze:[ W tych krajach bałkańskich to jednak są nieźli rzeźnicy, bo mechanikami po diagnozie, że z tym można jechać, to ich nie nazwę.


"Mozna jechac" to jedno. Ale potrząsać tym wahaczem, aby sprawdzić jak skrzypi, mając dwutonowego busia 5 cm nad głową?? To albo kompletnie to nie wyglądało tak źle jak było naprawdę albo trzeba byc samobójcą... Jak sobie pomyśle o tym, ze urwało sie to nie nad łbem Niko tylko 3 metry dalej - to mi sie zimno robi...
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4802
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: W pogoni za cykadami (2022)

Postautor: buba1 » 07-12-2022 20:19

W 2008 roku byliśmy na wycieczce w Rumunii z rzeszowskim PTTKiem. Wycieczka zorganizowana, więc jak można się domyślać jeździliśmy po miejscach modnych i popularnych turystycznie. Jednym z nich był kościół warowny w Biertan.

Budowla ciekawa bo niby kościół a jak zamek. I siedzi za solidnymi murami. Miejsce obiektywnie ładne, ciekawe, fotogeniczne, ale utrzymane w klimatach pt."tłum i folderki", gdzie ciężko zdjęcie zrobić, żeby nie było tam cudzej ręki i nogi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Najbardziej to mi się tam jeden zamek na drzwiach spodobał! Komuś tam mocno w duszy zagrało!

Obrazek

I wtedy, na tej wycieczce, gdy łaziliśmy po owym Biertanie, ktoś wspominał, że w Rumunii można też znaleźć podobne warowne kościoły, ale "dzikie" - nieznane szerszemu gronu i używane tylko przez lokalną ludność. Albo zupełnie opuszczone i zapomniane. Nie pamiętał on nazw miejscowości (albo z jakiś powodów nie chciał nam ich zdradzić). 14 lat później, jadąc do Dobarcy, mocno się zastanawiam czy to ją koleś miał na myśli? Czy może jest takich więcej gdzieś na rumuńskich bezdrożach??

Kościół w Dobarca stoi na obrzeżach wsi i jak przystało na miejsce obronne położone jest z lekka powyżej zabudowań, na zboczach pagórka z ładnym widokiem.

Obrazek

Obrazek

Prowadzi do niego gruntowa droga. Okalają go solidne, miejscami podwójne mury, które okazują się nadal pełnić świetnie funkcję z dawnych lat. Podobnie jak potencjalni średnioweczni najeźdźcy - my również mamy problem, aby je sforsować. Nie wiem czy wtedy też używano tej metody wspomagającej obronność muru, która polegała na wysiewaniu jeżyn i innych kolczastych pnączy??

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bardzo malownicze miejsce na wygląd, ale niestety widać tu ludzką złośliwość i rękę nieprzychylną odwiedzającym. Wszystkie wejścia na teren kościoła są pokratowane, brama zamknięta na kłódkę. Grubsza czy większa osoba nie wejdzie. Toż to jawna dyskryminacja ze względu na objętość! Jest tylko brązowa tabliczka kierunkowa "do zabytku" - znaczy zrób fotkę z daleka i spadaj.

Udaje mi się przecisnąć między kratami, ale tak na ledwo co, na wdechu. Kilka lat temu bym nie przelazła, nie byłoby najmniejszych szans! Jak to chudnięcie ma wpływ nie tylko na zdrowie i urodę - ale na praktyczność i radzenie sobie w zyciu :)

A wewnętrzną część, znajdującą się za murami, wybitnie warto odwiedzić. Wkracza się tu jakby w inny świat, jakby gęstszy - i nie mam tu na myśli wyłącznie bujnej roślinności. Również powietrze jest bardziej stojące, ciepłe i jakby dżunglowate. Na zewnątrz był wiaterek, który powodował brak odczuwania upału. Tu włazi sie jak do pieca i to do takiego przesyconego wilgocią.

Brama. Bardzo zabawne miejsce. W jej cieniu chowają się chyba wszystkie myszy i muchy z okolicy. Na nasz widok myszy uciekają w połochu, no a muchy niestety nie....

Obrazek

Obrazek

No i sam kościół - malowniczo obrosły zielenią i nieco spękany. Kabak twierdzi, że to te pnącza trzymają go w kupie bo inaczej dawno by się rozleciał, a to jednak trochę działa jak sznurek. Kto wie co by się stało jakby odplątać te pnącza? ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

We wnętrzach nie zachowało się za wiele do oglądania.

Obrazek

Jedno co ciekawe zostało to ten stary, niemiecki napis. Czemu w rumuńskim kościele napisy w takim niemiejscowym języku? Mnie to zdziwiło jak tam weszłam. Co się okazuje warowne kościoły budowali głównie Sasi siedmiogrodzcy - niemieccy osadnicy na tych ziemiach.

Obrazek

W Miercurea Sibiului, wiosce, która wybitnie nie z architekturą sakralną będzie się nam zawsze kojarzyć - też jest takowy kościół obronny. Stoi przy przestronnym, betonowym rynku.

Obrazek

Kościół jest akurat w remoncie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Udaje mi się wślizgnąć do środka, mimo że robotnicy chyba mnie próbują odwieść od tego pomysłu (no ale ja ich przecież nie rozumiem ;) Zdjęć jednak nie robiłam - rusztowania, worki z cementem i betoniarki wydawały mi się mało atrakcyjne ;)

A ja wciąż się zastanawiam o jakim kościele (kościołach) opowiadał nasz znajomy z PTTKowskiej wycieczki sprzed lat... Jeśli ktoś z czytających tą relację kojarzy jakiś rumuński obronny kościół w formie opuszczonej, a nie będący Dobarcą - będe ogromnie wdzięczna za namiar! :)


cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "



na wiecznych wagarach od zycia...


Wróć do „Relacje z wypraw”