Uzbekistan, lipiec 2024r - fotorelacja
: 19-09-2024 21:09
Jako, że uwielbiam tzw wschód oraz mam słabość do tzw orientu, to ten kierunek chodził mi głowie już jakiś czas. Do tego sporo książek, które wpadły mi w łapska w ostatnim czasie też dotyczyła tych stron. Uzbekistan zniósł dla Polaków wizy kilka lat temu, nie ma również problemów z obowiązkiem meldunkowym. Natomiast “czarę goryczy” przelała informacja, że nasze rodzime linie lotnicze od wiosny uruchamiają bezpośrednie loty do stolicy kraju – Taszkientu. Lecimy zatem!
Uzbekistan to perła Jedwabnego Szlaku, do dziś można podziwiać oryginalne budowle z tamtych czasów. Najpiękniejsze atrakcje są w Bucharze, Samarkandzie oraz Chivie. Poza tymi miejscami warto odwiedzić Kotlinę Fergańską, Kokand czy zajrzeć na górskie szlaki. Poza tym na dalekim zachodzie kraju leży Mujnak – miasto widmo oraz szczątki wielkiego niegdyś Jeziora [Morza] Aralskiego z wrakami statków na środku pustyni.
My skupiliśmy się na najłatwiejszych logistycznie atrakcjach, czyli Taszkient, Buchara i Samarkanda.
Lot do stolicy Uzbekistanu trwa około 6h i przebiega bezproblemowo. Jedynym minusem jest czas lądowania – 1:00 w nocy. Nie bardzo wiem jaki jest klimat z wymianą waluty w kraju, więc część dolarów zamieniam na uzbeckie somy w kantorze na lotnisku. Potem już tylko“magia” pierwszej taxi do hotelu…
Jesteśmy tu z 6-latkiem, więc mam umowę z Familią, że “jedziemy tam”, ale na miejscu bez gonienia i szlajania bez umiaru. Tak więc kolejnego dnia siedzimy głównie przy hotelowym basenie…

Tu możemy podziwiać miejscową faunę…

Po wypoczynku ruszamy jednak w miasto. Całkiem niedaleko hotelu ulokował się Biały Meczet – Minor Masjidi. Jest to nowa budowla, z 2014r. Całość wykonana z białego marmuru i kształtem wzorowana na klasykach Jedwabnego Szlaku. Zanim jednak tam dotrzemy natykamy się na pierwszą i nieostatnią małą piekarnię, gdzie tradycyjną metodą wypiekane są ichnie uzbeckie chlebki – lepioszki. Pyszne to i tanie! [1,70zł]


Posileni gorącym i chrupkim wypiekiem ruszamy w kierunku Minora, tym bardziej, że minarety już wystają ponad dachy okolicznych budynków. Całość prezentuje się godne i ładnie.

Jest pierwszy powiew orientu!

Ja na chwilę ściągam obuwie i zachodzę do środka, główna sala dostępna jest tylko dla mężczyzn.

Łazimy sobie dookoła, bo plac wokół meczetu jest dość rozległy.

Detale budowli sakralnych islamu zawsze robiły na mnie mega wrażenie!

Dziedziniec meczetu

Wokół budynku spory i zadbany park.


Przyglądamy się również zabudowie Taszkinetu. Swego czasu największe miasto Azji Centralnej.

Koło parku otaczającego meczet Minor płynie główna rzeka Taszkinetu – Czirczik. Prawy dopływ słynnej Syr-darii, obok Amu-darii głównej rzeki Uzbekistanu, stanowiącej jego północną granice, podczas gdy Amu-daria płynie na południu, tam gdzie granica z Afganistanem i Turkmenistanem.

Ostatnie zerknięcia na to co nas otacza…

Po drodze obczajamy okoliczne garkuchnie, przydatne to informacje, bo lokalny streetfood jest tani i smaczny. Klasyka kuchni uzbeckiej, to plov. Ryż z marchewką, soczewicą, rodzynkami, z masą przypraw oraz mięsem, wołowym lub baranim. Całość czasem “pływa” w tłuszczu z tych mięs. Tak czy inaczej mi bardzo to danie podchodziło.

Inną odmianą lokalnego streetfood’u są somsy. Jest to rodzaj pierożka z mięsnym nadzieniem, które wypiekane są w specjalnych piecach, które spotkać można w wielu miejscach uzbeckich miast. Somsy kupuje się na sztuki. Ciasto po wypieku przypomina francuskie.


Po tych wstępniakach czas ruszyć w miasto. Zamawiamy tanią taxę, która z hotelu wiezie nas do najbardziej znanego kompleksu świątyń w Taszkieńcie, czyli Kompleksu Hast Imam. Zanim jednak wejdziemy do kompleksu w oczy rzuca się monumentalna budowla Centrum Cywilizacji Islamskiej. Pomysł na budowę tej instytucji powstał w 2017r. Całość jest jeszcze w budowie, a w przyszłości ma służyć studiowaniu bogatej kultury islamskiej.

Kompleks Hast Imam, to jedyne miejsce w Taszkiencie, gdzie zachował się klimat średniowiecznego islamu, czuć tu powiew Samarkandy czy Buchary. Na samym starcie mamy jednak meczet z czasów obecnych, mianowicie Hast Imam, który został wybudowany na początku XXIw, za nim są starsze zabudowania. Można tu podziwiać medresę Barak Chana z XV/XVIw. z charakterystycznymi niebieskimi kopułami.


Pomiędzy meczetem Hast Imam a medresą Barak Chana stoją mniejsze budowle: meczet szejka Tillaz XIXw I medresa Muji Mubaraka z XVIw.


Zachwycamy się tym błękitem na kopułach, tak charakterystycznym dla Uzbeckich zabytków…

Najlepsze w tym zakresie jeszcze przed nami, ale w tym momencie o tym nie wiemy i chłoniemy wszystko z przyśpieszonym oddechem…

Niedaleko kompleksu warto zobaczyć również mauzoleum Kaffala Szaszi, w którym został pochowany średniowieczny imam. Pierwotnie mauzoleum zbudowano w Xw, ale ten budynek nie przetrwał dziejów, dziś możemy zachwycać się architekturą z XVIw

Jeszcze raz zerkamy na teraźniejszość i przeszłość.


Teraz mamy godzinkę spokojnego marszu do kolejnej atrakcji Taszkientu. Mamy zatem czas aby rozejrzeć się trochę dookoła.

Uzbekowie uwielbiają arbuzy, kupują je na sztuki, nie widziałem aby ktoś kupował/sprzedawał połówki czy ćwiartki. A arbuzy są tu soczyste i mega słodkie. I tanie.
“Sklep” z arbuzami wygląda mniej więcej tak…


Po godzince spaceru stajemy przy największej medresie w Taszkiencie. Medresa Kukeldasz pochodzi z XVIw i nadal działa. Ma klasyczne antrium, przez które wchodzi się na dziedziniec, gdzie na balkonach są pokoje dla studentów.


Obok medresy znajduje się Meczet piątkowy. Pierwszy meczet wzniesiono w tym miejscu około XVw, następnie losy dziejów burzyły kolejne budynki. Obecny powstał w 1997r.

Jako, że na tę chwilę punkty programu zostały w zasadzie wypełnione, mamy chwilę aby na spokojnie rozejrzeć się wokół.

Jest też czas aby podejrzeć miejscowych.




Lądujemy w małym parku przy hali widowiskowo-sportowej

Zerkamy na taszkiencką zabudowę.



A wieczorem, z hotelowego tarasu, zachód słońca nad Taszkientem.

Kolejnego dnia udajemy się do Kompleksu Hawendii Tachura. Są to trzy mauzolea z XVw, wciśnięte w postsowiecką zabudowę w centrum Taszkientu. Są niepozorne i zapewne wielokrotnie przebudowywane, ale są uważane za najstarsze budowle miasta.







Następnie ruszamy na spacer po nieznanej nam części Taszkinetu. Lądujemy na Placu Niepodległości. Miejsce wielokrotnie przebudowywane. Kiedyś ogrody gubernatora, potem plac z pomnikiem Lenina w części centralnej, dziś nad głównym wejściem widnieją walczące bociany.


Mamy w planach dojść do placu Tamerlana, po drodze w parczku, tylko przez płot można podziwiać Pałac Księcia Romanowa. Wybudowano go w 1891r dla księcia Mikołaja Konstantynowicza, którego zesłano do Taszkientu za kradzież carskich kosztowności. Obecnie budynek należy do Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

W drodze do placu Tamerlana warto zerknąć na detale…


Przed placem przysiadamy przy ciekawej fontannie.


Timur Chromy znany również jako Tamerlan (ur. 1336r koło Shahrisabz w dzisiejszym Uzbekistanie, zm. W 1405r w Ortarzew dzisiejszym Kazachstanie). Wódz mongolskiego plemienia Barłasów, założyciel dynastii Timurydów, panujący w latach 1370–1405, zdobywca większości terenów Azji Centralnej, Iraku, Iranu oraz Zakakauazia.
Plac Timura robi wrażenie, tym bardziej, że za plecami tej legendarnej postaci azjatyckiego średniowiecza widniej legendarny hotel, mianowicie Hotel Uzbekistan!

Kiedyś, “za komuny”, najbardziej prestiżowy hotel w Taszkiencie, dziś nieco odpicowany z zewnątrz, ale w środku…
Tak czy inaczej, to jedna z ikon Taszkientu. I mimo wszystko bardzo fotogeniczna ikona.

W drodze powrotnej do hotelu znów mamy czas aby zerknąć na “zwykły” Taszkient. Pamiętam, że bardzo podobała mi się zabudowa azerskiego Baku, przepiękne miasto, mega orientalne. Tutaj jest bardziej topornie, ale z drugiej strony, nie są to zwykłe betonowe klocki.

Będąc w Taszkiencie warto skorzystać z tutejszego metra. Metro powstało w latach 70’ i jest największym metrem Azji Centralnej. Obecnie posiada 3 linie, a wejście do każdej stacji jest pilnowane przez uzbecką Policję. Warto przejechać się metrem z uwagi na koszta, śmiesznie niskie, a także aby zerknąć na tutejsze stacje, które są naprawdę ładne. My nie pojeździliśmy niestety za wiele, a warto.


Czas opuścić Taszkient i udać się do miejsc, z których Uzbekistan słynie w całym świecie. Na szczęście jakiś czas temu państwo zainwestowało w Kolej Dużych Prędkości. Składy zostały zakupione w Hiszpanii i podróż niczym nie różni się od standardów europejskich. Minusem jest to, że składy te jeżdżą tylko na trasie Taszkient – Samarkanda – Buchara, dla nas to luz, bo nigdzie dalej się nie udajemy. Bilety kupuje się imiennie w stronie internetowej kolei uzbeckich. Pociąg nazywa się Afrosyiob...Ruszamy do Buchary!

Dworzec kolejowy w Bucharze jest oddalony około 15km od miasta. Sama starówka jest zwarta i połączona ze sobą wąskimi uliczkami, coś jak arabskie mediny. Stąd hoteliki na starówce są małe, butikowe. Można wynająć zwykły hotel, poza starówką w nowej części miasta, ale wówczas jest się niejako odseparowanym od magii tego miejsca. Po zrzuceniu naszych betów w hoteliku z klimatem “Baśni Tysiąca i Jednej Nocy” ruszamy na zwiedzanie najbliższych okolic starego miasta, a tak naprawdę szukamy knajpki na obiad. Lokal sam się znalazł po krótkiej chwili, każdy zamówił coś dla siebie. Ja nie potrafiłem oprzeć się plowowi…

Późne popołudnie i wieczór spędzamy na chilloucie, klimaty knajpkowo-tarasowe…

Porządne zwiedzanie zaczynamy na drugi dzień rano. Zamykam drzwi hoteliku i ruszamy!

Mieszkamy zaraz przy wejściu do pierwszych atrakcji. Przechodzimy przez jedną ze starych hal targowych, najmniejszą z nich o nazwie Tak-i-Sarrafon I już rzuca nam się w oczy pierwszy tutejszy monument.

Jest to Chanaka Diwana Begiego, wyróżnia się długą bramą oraz smukłymi wieżami zdobiącymi fasadę z obu stron. Przez lata ta chanaka była centrum życia kulturalnego i religijnego Buchary.

Zanim ruszymy dalej jest chwila aby znów podpatrzeć miejscowych…




Ogólnie jesteśmy w miejscu, które nazywa się Lab-i Hauz. Jest to odpowiednik Registanu w Samarkandzie, z tym że tu zamiast placu jest staw o wymiarach 46m x 36m. Takich stawów w Bucharze było dużo, po Rewolucji sowieci jednak znaczną część osuszyli. Obecnie, bezpośrednio przy stawie, działają knajpki, a całość otaczają piękne zabytki, m.in od zachodu wspomniana Chanaka Diwana Begiego. W zasadzie wszystko dookoła wydaje stare i zabytkowe, część budynków nie jest nawet opisana w przewodniku.

Na północ od stawu ulokowana jest medresa Kukeltasz. Stoi w pewnej odległości od brzegu, bo powstała zanim zaprojektowano staw – w latach 1568-1569, do tej pory pozostaje jedną z największych medres Azji Centralnej. Ma ponad 130 pomieszczeń dla studentów, rozmieszonych na dwóch piętrach wokół dziedzińca, monumentalną bramę i szereg balkonów wychodzących w stronę fasady.

Niedaleko znajduje się meczet Magok-i-Attari. Jest to jedna z najstarszych budowli w mieście. Przed podbojem Arabów była tu Świątynia Księżyca. Po ustanowieniu islamu zdecydowano o zburzeniu świątyni i postawieniu meczetu – było to w Xw. Przez kilka stuleci meczet osiadł kilka metrów, stąd dzisiejsza nazwa – magok oznacza “w jamie”.



Tutaj zabytki są rozlokowane na małej przestrzeni, niedaleko meczetu Magok-i-Attari jest kompleks Chodża-Gaukszon. “Gaukszon” oznacza – zabijający byki, podobno przed powstaniem obecnych zabudowań była tu ubojnia bydła. Na pierwszy plan wybija się meczet Chodża z minaretem obok. Całość powstała w 1598r. Przed wejściem do meczetu jest niewielki staw – hauz.

Od zawsze fascynują mnie detale arabskiej architektury, piękna robota!

Tuż obok ulokowano medresę Gaukszon, budowano ją w latach 60’XVIw. Całość ma kształt trapezu, bo tylko w takiej formie można było ją wcisnąć w wolny zaułek, w którym stoi.

Po minucie marszu kolejne atrakcje… w tym wypadku meczet Magok-i-Kurpa

Niedaleko są hale targowe Tak-i-Telpak Furuszon oraz łaźnia Bozori Kord





Po przejściu przez stare hale targowe wchodzimy na kolejny rozległy plac, gdzie stoją kolejne piękne kolosy w przeszłości. I znów nam dech zapiera.
Na początek idzie medresa Uług Bega. Patronem tej medresy jest wnuk Tamerlana, znany ze swojej pasji do astronomii i matematyki, które to dziedziny w czasach swojego panowania wyniósł na wysoki poziom. Między innymi w 1420r kazał budować obserwatorium astronomiczne. Medresa w Bucharze została wzniesiona w 1417r [pozostałe dwie jego imienia stoją w Samarkandzie i G’ljudovon].
Zabytek ma tradycyjną dla Buchary budowę – główną bramę, piętrowy front z loggiami oraz po bokach dwie ścięte kolumny.


Warto na chwilkę przysiąść, rozejrzeć się.


Jak to w Bucharze, odwracamy głowę w innym kierunku i na horyzoncie piętrzą się kolejne atrakcje, kolejne medresy, kolejne minarety, kolejne błękitne kopuły…


Po minucie spaceru jesteśmy na placu przy Zespole Po-i Kalon. Te błękitne kopuły należą do medresy Mir-i Arab z XVIw. Medresa działała nieprzerwanie do czasu przejęcia władzy przez bolszewików w Rosji. Działalność wznowiła w 1947r. Medresa działa do dziś. Tu studiował pierwszy prorosyjski prezydent Czeczeni – Achmat Kadyrow, ojciec aktualnego watażki Ramzana.

Piękne jest to w Uzbekistanie, że można jeszcze robić fotki zabytkom rangi światowej bez tłumów wokół..!

Vis a vis medresy stoi meczet Kalon, z uwagi na światło w tym momencie fotografowanie go jest średnim pomysłem. Takich miejsc, gdzie monumentalne budowle stoją vis a vis siebie w okolicy jest kilka. Muszę zatem którego dnia rani przejść się raz jeszcze aby przyfocić te okazy w dobrym świetle.

A na ten moment znów warto przysiąść w cieniu i chwilę się pogapić…



Po-i Kalon jest obok stawu Lab-i Hauz jednym z głównych symboli Buchary. Nazwę można tłumaczyć jako “podnóże wielkoluda”, co odnosi się do minaretu Kalon, który pojawił się na placu jako pierwszy i rzeczywiście może być nazywany wielkoludem. Majestatyczny minaret ma prawie 900 lat. Został zbudowany jeszcze przed najazdem Mongołów Czingis Chana w 1127r. Wg legend minaret był swego rodzaju latarnią morską dla wędrujących przez pustynię karawan. Po rewolucji Armia Czerwona poważnie uszkodziła minaret pociskami artyleryjskimi.
Minaret ma 45m wysokości, jego średnica na dole wynosi 9m, a na górze 6m. Kiedyś turyści za drobny bakszysz byli wpuszczani do środka i prowadzeni na taras widokowy, dziś takiej możliwości nie ma.


Tuż obok tego kompleksu ulokowała się medresa Alim Chana zbudowana w latach 1914-1915. Dziś mieści się w niej biblioteka.

Przed medresą jest spory plac, który daje możliwość zerknąć na kompleks Po-i Kalon.




Można też zerknąć tu do wnętrza Meczetu Kalon…

W drodze powrotnej do hotelu jest sposobność aby przyjrzeć się z bliżej hali targowej Tak-i Sarrafon, położonej najbliżej naszego noclegu, to ona stanowi codziennie furtkę do bucharskiej starówki po wyjściu z hotelu.

Jest to najmniejsza z okolicznych hal targowych, w przeszłości wymieniano tu walutę.

W okolicy zawsze można trafić na rękodzieło. Ważna uwaga, zauważyliśmy, że na okolicznych targowiskach wszystko jest “hand-made” przez Uzbeków. Czyli mówiąc wprost, brak tu chińskiej tandety. Płacisz w większości za ręczną, miejscową robotę.

Kolejnego dnia rano, tuż po śniadanku na tarasie z widokiem na starą Bucharę, ruszam samotnie na szybką “obiegówkę” fotograficzną po miejscach, które w południe są pod słońce i trudno o idealne foto… Na początek wstępniak w kompleksie Chodża-Gaukszon.

Stąd już niedaleko do Medresy Uług Bega, a vis a vis niej piętrzy się Medresa Abd al_Aziz Chana. Wybudowana 200lat później niż medresa Uług Bega w 1652r, ale wygląda znacznie ciekawiej i bardziej misternie Sklepienia jej bram pokryte są wgłębieniami przypominającymi plaster miodu. Fasadę zdobią bogate ornamenty, głównie o kwiatowych wzorach.



Już od wczesnych godzin rannych miejscowi handlarze otwierają swoje kramy.

Chwilę pogapię się na miejscowych i ruszam dalej. Mam jeszcze jeden ważny punkt do odwiedzenia.

Wracam nad staw Lab-i Hauz. Stoi tam Chanaka Diwana Begiego, a vis a vis, po drugiej stronie stawu, wznosi się Medresa Diwana Begiegi, która powstała kilka lat po budowie chanaki. Początkowo Nadir Diwan Begi planował wybudowanie karawanseraju.

Niedługo przed budową karawanseraju w Samarkandzie wzniesiono medresą Szir Dar, która istotnie wpłynęła na kształt tutejszej medresy. Na fasadzie również umieszczono podobizny zwierząt – dwóch mitycznych ptaków simurgów o ludzkich twarzach, patrzących w słońce. Jest to w zasadzie element zakazany w islamie sunnickim.

Miał to być karawanseraj, a powstała medresa. Na otwarciu miało miejsce nieporozumienie, otóż bucharski władca Imam Kuli Chan niespodziewanie nazwał budowlę medresą… zaczęto więc przerabiać budynek. Dobudowano piętro z chudżrami [pomieszczenia dla studentów] oraz zamieniono konstrukcję fasady.

Wracam zlany potem na kwadrat, nie ma 10tej, a dworze około 35stC. Reszta już się ogarnęła więc ruszamy poznawać nowe miejsca w Bucharze. Najpierw musimy przejść część uliczek z dnia poprzedniego. Co za tym idzie, jest czas aby zamiast na zabytki znów pogapić się na miejscowych…

Trzeba przyznać, że oznaczenia tutejszych ulic są zrobione z pomysłem i klimatem.


Po spacerze wśród znanych nam już zabytków w końcu wychodzimy na rozległy plac, gdzie ulokowała się cytadela Ark. Ogólnie jest to najstarsza budowla Buchary, wiek trudno określić, ale pierwsze wzmianki pochodzą z czasów antycznych. W średniowieczu była wiele razy niszczona i tyle samo odbudowywana. Na początku XXw w Ark swoją rezydencję miał emir Buchary.

Oprócz pałacu emira w twierdzy mieściła się służba pałacowa, arsenał, urząd skarbowy, pracownie- w sumie mieszkało tu kilka tysięcy osób. W trakcie szturmu na Bucharę w 1920r część wewnętrznych budowli zmieniła się w ruiny, które do tej pory nie zostały odbudowane.

Tak naprawdę większa część murów też została zniszczona, odbudowano/przebudowano je w czasach radzieckich.

Obecnie cytadela to duży kompleks muzealny oraz archeologiczny. Wykopaliska trwają cały czas do dziś. Zwiedzać można salę koronacyjną oraz muzea: przyrodnicze, archeologiczne czy historii Buchary.

Niedaleko Ark znajduje się kompleks Bala Hauz. Zanim jednak uczta dla duszy, to należy się uczta dla ciała. Kupujemy paszteciki z ciasta francuskiego nadziewane mięsem, cebulą i kapustą, całość pieczona na bieżąco w wielkim piecu.

Niedaleko jest również przydrożny grill, gdzie panuje spory ruch i wielu miejscowych zaopatruje się w tutejsze jedzenie. Bierzemy zatem i my – lula kebab.

Zespół Bala Hauz tworzą elegancki, XVIII-wieczny meczet piątkowy z drewnianymi, rzeźbionymi kolumnami przy wejściu oraz minaret z XIXw. Całość ulokowana przy niewielkim stawie.


Po czymś dla ciała i dla duszy ruszamy dalej…

Niedaleko znajduje się Mazar Czaszma Ajub. Jest to mauzoleum o ciekawej budowie. Na dachu umieszczono kilka kopuł, a jedna ma kształt widocznego z daleka stożka. Z miejscem związana jest legenda. Otóż islamskie Ajub oznacza Hioba. Podobno swego czasu głosił swe kazania na ziemi bucharskiej. Podczas trwania ciężkiej suszy miał kilka razy uderzyć swą laską w ziemię, z której po chwili wybiła woda. W tym miejscu właśnie w XIVw postawiono owe mauzoleum. Dziś jest to muzeum poświęcone...systemowi irygacyjnemu Buchary…

Tuż obok jest główny bazar Buchary, wchodzimy na chwilę bez specjalnego celu.

Potem okaże się, że bazary i kramy w Bucharze miały najlepszy stosunek ceny do jakości…

W okolicy jest jeszcze jedno miejsca warte odwiedzenia. To Mauzoleum Samanidów. Jest to najstarszy zachowany budynek Buchary, wzniesiony w latach 892-943. Ma kształt sześcianu z kopułami w kształcie półkul.

W środku akurat trwały modły. Przycupnęliśmy w kącie i słuchaliśmy.

Budynek ma nietypową konstrukcję, poziome cegły na przemian z pionowymi tworzą jakby plecioną siatkę. W środku znajdują się groby Ismaila I Samanidy (Ismail Somoniy) oraz innym przedstawicieli dynastii, którzy z Buchary rządzili swoim państwem.

Wracając w kierunku hotelu mogliśmy jeszcze podziwiać ogrom, majestat oraz detale meczetu Kalon, widzianego z innej perspektywy niż dzień wcześniej. Meczet powstał w czasach chanatu bucharskiego – w XVIw.



Jak to bywało już wielokrotnie, tutaj zwiedzanie jest nieśpieszne. Zawsze warto przysiąść I zerknąć raz w lewo, raz w prawo…



Kolejnego dnia, po śniadaniu, ruszam na poszukiwanie poczty. Od zawsze staram się wysyłać do rodziny kartki pocztowe z wyjazdów. Poczta znajduje się “w mieście” jak to określają miejscowi cześć Buchary poza starym miastem. Mijam Hotel Grand Buchara i trafiam na budynek poczty. Tam trochę problemów językowych, ale ostatecznie kupuję kartki i znaczki.

W Uzbekistanie pełno jest Damasów, które robią tu za marszrutki. Jeszcze w Samarkandzie przyjrzę im się bliżej.

W drodze powrotnej, już na starówce, widzę ludzi którzy dzierżą siatki pełne chlebków – lepioszek. W pewnym momencie idę na węch, który bezbłędnie prowadzi mnie do celu. W bocznej, wąskiej uliczce, w podpiwniczeniu starego budynku jest spora piekarnia…


Świeży, pachnący, aromatyczny i gorący chlebek szybko schodzi…

Dziś ostatni dzień w Bucharze. Super jest to miasto! Masa zabytków, wszystko blisko, wszystko bez tłumów, wszystko piękne i zadbane. Buchara zrobiła na mnie mega pozytywne wrażenie.
Przed nami jeszcze jedno warte odwiedzenia miejsce, położone z dala od poprzednich zabytków.

To Czor Minor, jest to budowla z czterema wieżami. Pełniła niegdyś rolę wejścia frontowego do dużej, dziś nieistniejącej medresy. W środku znajduje się sklep z pamiątkami. Budynek jest urokliwy i fotogeniczny.



Po wizycie w Czor Minor wracamy w okolice stawu Labi Hauz poddać się ogólnemu chilloutowi południa…


Choć nie wszyscy są tacy wyluzowani…

Nie jestem pewien czy to nie turystka albo osoba przyjezdna… Takie stroje widywałem dość często w Turcji, czasem w Maroku. W Uzbekistanie, tylko raz, właśnie tutaj.

Ostatni rzut oka na “okolicę”

Pijemy sobie to i owo, zagryzamy somsami z pieca. Czas żegnać się z Bucharą. Starówka jest wspaniała, bardzo polecam tu przyjechać!

Cześć II w następnym poście...
Uzbekistan to perła Jedwabnego Szlaku, do dziś można podziwiać oryginalne budowle z tamtych czasów. Najpiękniejsze atrakcje są w Bucharze, Samarkandzie oraz Chivie. Poza tymi miejscami warto odwiedzić Kotlinę Fergańską, Kokand czy zajrzeć na górskie szlaki. Poza tym na dalekim zachodzie kraju leży Mujnak – miasto widmo oraz szczątki wielkiego niegdyś Jeziora [Morza] Aralskiego z wrakami statków na środku pustyni.
My skupiliśmy się na najłatwiejszych logistycznie atrakcjach, czyli Taszkient, Buchara i Samarkanda.
Lot do stolicy Uzbekistanu trwa około 6h i przebiega bezproblemowo. Jedynym minusem jest czas lądowania – 1:00 w nocy. Nie bardzo wiem jaki jest klimat z wymianą waluty w kraju, więc część dolarów zamieniam na uzbeckie somy w kantorze na lotnisku. Potem już tylko“magia” pierwszej taxi do hotelu…
Jesteśmy tu z 6-latkiem, więc mam umowę z Familią, że “jedziemy tam”, ale na miejscu bez gonienia i szlajania bez umiaru. Tak więc kolejnego dnia siedzimy głównie przy hotelowym basenie…
Tu możemy podziwiać miejscową faunę…
Po wypoczynku ruszamy jednak w miasto. Całkiem niedaleko hotelu ulokował się Biały Meczet – Minor Masjidi. Jest to nowa budowla, z 2014r. Całość wykonana z białego marmuru i kształtem wzorowana na klasykach Jedwabnego Szlaku. Zanim jednak tam dotrzemy natykamy się na pierwszą i nieostatnią małą piekarnię, gdzie tradycyjną metodą wypiekane są ichnie uzbeckie chlebki – lepioszki. Pyszne to i tanie! [1,70zł]
Posileni gorącym i chrupkim wypiekiem ruszamy w kierunku Minora, tym bardziej, że minarety już wystają ponad dachy okolicznych budynków. Całość prezentuje się godne i ładnie.
Jest pierwszy powiew orientu!
Ja na chwilę ściągam obuwie i zachodzę do środka, główna sala dostępna jest tylko dla mężczyzn.
Łazimy sobie dookoła, bo plac wokół meczetu jest dość rozległy.
Detale budowli sakralnych islamu zawsze robiły na mnie mega wrażenie!
Dziedziniec meczetu
Wokół budynku spory i zadbany park.
Przyglądamy się również zabudowie Taszkinetu. Swego czasu największe miasto Azji Centralnej.
Koło parku otaczającego meczet Minor płynie główna rzeka Taszkinetu – Czirczik. Prawy dopływ słynnej Syr-darii, obok Amu-darii głównej rzeki Uzbekistanu, stanowiącej jego północną granice, podczas gdy Amu-daria płynie na południu, tam gdzie granica z Afganistanem i Turkmenistanem.
Ostatnie zerknięcia na to co nas otacza…
Po drodze obczajamy okoliczne garkuchnie, przydatne to informacje, bo lokalny streetfood jest tani i smaczny. Klasyka kuchni uzbeckiej, to plov. Ryż z marchewką, soczewicą, rodzynkami, z masą przypraw oraz mięsem, wołowym lub baranim. Całość czasem “pływa” w tłuszczu z tych mięs. Tak czy inaczej mi bardzo to danie podchodziło.
Inną odmianą lokalnego streetfood’u są somsy. Jest to rodzaj pierożka z mięsnym nadzieniem, które wypiekane są w specjalnych piecach, które spotkać można w wielu miejscach uzbeckich miast. Somsy kupuje się na sztuki. Ciasto po wypieku przypomina francuskie.
Po tych wstępniakach czas ruszyć w miasto. Zamawiamy tanią taxę, która z hotelu wiezie nas do najbardziej znanego kompleksu świątyń w Taszkieńcie, czyli Kompleksu Hast Imam. Zanim jednak wejdziemy do kompleksu w oczy rzuca się monumentalna budowla Centrum Cywilizacji Islamskiej. Pomysł na budowę tej instytucji powstał w 2017r. Całość jest jeszcze w budowie, a w przyszłości ma służyć studiowaniu bogatej kultury islamskiej.
Kompleks Hast Imam, to jedyne miejsce w Taszkiencie, gdzie zachował się klimat średniowiecznego islamu, czuć tu powiew Samarkandy czy Buchary. Na samym starcie mamy jednak meczet z czasów obecnych, mianowicie Hast Imam, który został wybudowany na początku XXIw, za nim są starsze zabudowania. Można tu podziwiać medresę Barak Chana z XV/XVIw. z charakterystycznymi niebieskimi kopułami.
Pomiędzy meczetem Hast Imam a medresą Barak Chana stoją mniejsze budowle: meczet szejka Tillaz XIXw I medresa Muji Mubaraka z XVIw.
Zachwycamy się tym błękitem na kopułach, tak charakterystycznym dla Uzbeckich zabytków…
Najlepsze w tym zakresie jeszcze przed nami, ale w tym momencie o tym nie wiemy i chłoniemy wszystko z przyśpieszonym oddechem…
Niedaleko kompleksu warto zobaczyć również mauzoleum Kaffala Szaszi, w którym został pochowany średniowieczny imam. Pierwotnie mauzoleum zbudowano w Xw, ale ten budynek nie przetrwał dziejów, dziś możemy zachwycać się architekturą z XVIw
Jeszcze raz zerkamy na teraźniejszość i przeszłość.
Teraz mamy godzinkę spokojnego marszu do kolejnej atrakcji Taszkientu. Mamy zatem czas aby rozejrzeć się trochę dookoła.
Uzbekowie uwielbiają arbuzy, kupują je na sztuki, nie widziałem aby ktoś kupował/sprzedawał połówki czy ćwiartki. A arbuzy są tu soczyste i mega słodkie. I tanie.
“Sklep” z arbuzami wygląda mniej więcej tak…
Po godzince spaceru stajemy przy największej medresie w Taszkiencie. Medresa Kukeldasz pochodzi z XVIw i nadal działa. Ma klasyczne antrium, przez które wchodzi się na dziedziniec, gdzie na balkonach są pokoje dla studentów.
Obok medresy znajduje się Meczet piątkowy. Pierwszy meczet wzniesiono w tym miejscu około XVw, następnie losy dziejów burzyły kolejne budynki. Obecny powstał w 1997r.
Jako, że na tę chwilę punkty programu zostały w zasadzie wypełnione, mamy chwilę aby na spokojnie rozejrzeć się wokół.
Jest też czas aby podejrzeć miejscowych.
Lądujemy w małym parku przy hali widowiskowo-sportowej
Zerkamy na taszkiencką zabudowę.
A wieczorem, z hotelowego tarasu, zachód słońca nad Taszkientem.
Kolejnego dnia udajemy się do Kompleksu Hawendii Tachura. Są to trzy mauzolea z XVw, wciśnięte w postsowiecką zabudowę w centrum Taszkientu. Są niepozorne i zapewne wielokrotnie przebudowywane, ale są uważane za najstarsze budowle miasta.
Następnie ruszamy na spacer po nieznanej nam części Taszkinetu. Lądujemy na Placu Niepodległości. Miejsce wielokrotnie przebudowywane. Kiedyś ogrody gubernatora, potem plac z pomnikiem Lenina w części centralnej, dziś nad głównym wejściem widnieją walczące bociany.
Mamy w planach dojść do placu Tamerlana, po drodze w parczku, tylko przez płot można podziwiać Pałac Księcia Romanowa. Wybudowano go w 1891r dla księcia Mikołaja Konstantynowicza, którego zesłano do Taszkientu za kradzież carskich kosztowności. Obecnie budynek należy do Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
W drodze do placu Tamerlana warto zerknąć na detale…
Przed placem przysiadamy przy ciekawej fontannie.
Timur Chromy znany również jako Tamerlan (ur. 1336r koło Shahrisabz w dzisiejszym Uzbekistanie, zm. W 1405r w Ortarzew dzisiejszym Kazachstanie). Wódz mongolskiego plemienia Barłasów, założyciel dynastii Timurydów, panujący w latach 1370–1405, zdobywca większości terenów Azji Centralnej, Iraku, Iranu oraz Zakakauazia.
Plac Timura robi wrażenie, tym bardziej, że za plecami tej legendarnej postaci azjatyckiego średniowiecza widniej legendarny hotel, mianowicie Hotel Uzbekistan!
Kiedyś, “za komuny”, najbardziej prestiżowy hotel w Taszkiencie, dziś nieco odpicowany z zewnątrz, ale w środku…
Tak czy inaczej, to jedna z ikon Taszkientu. I mimo wszystko bardzo fotogeniczna ikona.
W drodze powrotnej do hotelu znów mamy czas aby zerknąć na “zwykły” Taszkient. Pamiętam, że bardzo podobała mi się zabudowa azerskiego Baku, przepiękne miasto, mega orientalne. Tutaj jest bardziej topornie, ale z drugiej strony, nie są to zwykłe betonowe klocki.
Będąc w Taszkiencie warto skorzystać z tutejszego metra. Metro powstało w latach 70’ i jest największym metrem Azji Centralnej. Obecnie posiada 3 linie, a wejście do każdej stacji jest pilnowane przez uzbecką Policję. Warto przejechać się metrem z uwagi na koszta, śmiesznie niskie, a także aby zerknąć na tutejsze stacje, które są naprawdę ładne. My nie pojeździliśmy niestety za wiele, a warto.
Czas opuścić Taszkient i udać się do miejsc, z których Uzbekistan słynie w całym świecie. Na szczęście jakiś czas temu państwo zainwestowało w Kolej Dużych Prędkości. Składy zostały zakupione w Hiszpanii i podróż niczym nie różni się od standardów europejskich. Minusem jest to, że składy te jeżdżą tylko na trasie Taszkient – Samarkanda – Buchara, dla nas to luz, bo nigdzie dalej się nie udajemy. Bilety kupuje się imiennie w stronie internetowej kolei uzbeckich. Pociąg nazywa się Afrosyiob...Ruszamy do Buchary!
Dworzec kolejowy w Bucharze jest oddalony około 15km od miasta. Sama starówka jest zwarta i połączona ze sobą wąskimi uliczkami, coś jak arabskie mediny. Stąd hoteliki na starówce są małe, butikowe. Można wynająć zwykły hotel, poza starówką w nowej części miasta, ale wówczas jest się niejako odseparowanym od magii tego miejsca. Po zrzuceniu naszych betów w hoteliku z klimatem “Baśni Tysiąca i Jednej Nocy” ruszamy na zwiedzanie najbliższych okolic starego miasta, a tak naprawdę szukamy knajpki na obiad. Lokal sam się znalazł po krótkiej chwili, każdy zamówił coś dla siebie. Ja nie potrafiłem oprzeć się plowowi…
Późne popołudnie i wieczór spędzamy na chilloucie, klimaty knajpkowo-tarasowe…
Porządne zwiedzanie zaczynamy na drugi dzień rano. Zamykam drzwi hoteliku i ruszamy!
Mieszkamy zaraz przy wejściu do pierwszych atrakcji. Przechodzimy przez jedną ze starych hal targowych, najmniejszą z nich o nazwie Tak-i-Sarrafon I już rzuca nam się w oczy pierwszy tutejszy monument.
Jest to Chanaka Diwana Begiego, wyróżnia się długą bramą oraz smukłymi wieżami zdobiącymi fasadę z obu stron. Przez lata ta chanaka była centrum życia kulturalnego i religijnego Buchary.
Zanim ruszymy dalej jest chwila aby znów podpatrzeć miejscowych…
Ogólnie jesteśmy w miejscu, które nazywa się Lab-i Hauz. Jest to odpowiednik Registanu w Samarkandzie, z tym że tu zamiast placu jest staw o wymiarach 46m x 36m. Takich stawów w Bucharze było dużo, po Rewolucji sowieci jednak znaczną część osuszyli. Obecnie, bezpośrednio przy stawie, działają knajpki, a całość otaczają piękne zabytki, m.in od zachodu wspomniana Chanaka Diwana Begiego. W zasadzie wszystko dookoła wydaje stare i zabytkowe, część budynków nie jest nawet opisana w przewodniku.
Na północ od stawu ulokowana jest medresa Kukeltasz. Stoi w pewnej odległości od brzegu, bo powstała zanim zaprojektowano staw – w latach 1568-1569, do tej pory pozostaje jedną z największych medres Azji Centralnej. Ma ponad 130 pomieszczeń dla studentów, rozmieszonych na dwóch piętrach wokół dziedzińca, monumentalną bramę i szereg balkonów wychodzących w stronę fasady.
Niedaleko znajduje się meczet Magok-i-Attari. Jest to jedna z najstarszych budowli w mieście. Przed podbojem Arabów była tu Świątynia Księżyca. Po ustanowieniu islamu zdecydowano o zburzeniu świątyni i postawieniu meczetu – było to w Xw. Przez kilka stuleci meczet osiadł kilka metrów, stąd dzisiejsza nazwa – magok oznacza “w jamie”.
Tutaj zabytki są rozlokowane na małej przestrzeni, niedaleko meczetu Magok-i-Attari jest kompleks Chodża-Gaukszon. “Gaukszon” oznacza – zabijający byki, podobno przed powstaniem obecnych zabudowań była tu ubojnia bydła. Na pierwszy plan wybija się meczet Chodża z minaretem obok. Całość powstała w 1598r. Przed wejściem do meczetu jest niewielki staw – hauz.
Od zawsze fascynują mnie detale arabskiej architektury, piękna robota!
Tuż obok ulokowano medresę Gaukszon, budowano ją w latach 60’XVIw. Całość ma kształt trapezu, bo tylko w takiej formie można było ją wcisnąć w wolny zaułek, w którym stoi.
Po minucie marszu kolejne atrakcje… w tym wypadku meczet Magok-i-Kurpa
Niedaleko są hale targowe Tak-i-Telpak Furuszon oraz łaźnia Bozori Kord
Po przejściu przez stare hale targowe wchodzimy na kolejny rozległy plac, gdzie stoją kolejne piękne kolosy w przeszłości. I znów nam dech zapiera.
Na początek idzie medresa Uług Bega. Patronem tej medresy jest wnuk Tamerlana, znany ze swojej pasji do astronomii i matematyki, które to dziedziny w czasach swojego panowania wyniósł na wysoki poziom. Między innymi w 1420r kazał budować obserwatorium astronomiczne. Medresa w Bucharze została wzniesiona w 1417r [pozostałe dwie jego imienia stoją w Samarkandzie i G’ljudovon].
Zabytek ma tradycyjną dla Buchary budowę – główną bramę, piętrowy front z loggiami oraz po bokach dwie ścięte kolumny.
Warto na chwilkę przysiąść, rozejrzeć się.
Jak to w Bucharze, odwracamy głowę w innym kierunku i na horyzoncie piętrzą się kolejne atrakcje, kolejne medresy, kolejne minarety, kolejne błękitne kopuły…
Po minucie spaceru jesteśmy na placu przy Zespole Po-i Kalon. Te błękitne kopuły należą do medresy Mir-i Arab z XVIw. Medresa działała nieprzerwanie do czasu przejęcia władzy przez bolszewików w Rosji. Działalność wznowiła w 1947r. Medresa działa do dziś. Tu studiował pierwszy prorosyjski prezydent Czeczeni – Achmat Kadyrow, ojciec aktualnego watażki Ramzana.
Piękne jest to w Uzbekistanie, że można jeszcze robić fotki zabytkom rangi światowej bez tłumów wokół..!
Vis a vis medresy stoi meczet Kalon, z uwagi na światło w tym momencie fotografowanie go jest średnim pomysłem. Takich miejsc, gdzie monumentalne budowle stoją vis a vis siebie w okolicy jest kilka. Muszę zatem którego dnia rani przejść się raz jeszcze aby przyfocić te okazy w dobrym świetle.
A na ten moment znów warto przysiąść w cieniu i chwilę się pogapić…
Po-i Kalon jest obok stawu Lab-i Hauz jednym z głównych symboli Buchary. Nazwę można tłumaczyć jako “podnóże wielkoluda”, co odnosi się do minaretu Kalon, który pojawił się na placu jako pierwszy i rzeczywiście może być nazywany wielkoludem. Majestatyczny minaret ma prawie 900 lat. Został zbudowany jeszcze przed najazdem Mongołów Czingis Chana w 1127r. Wg legend minaret był swego rodzaju latarnią morską dla wędrujących przez pustynię karawan. Po rewolucji Armia Czerwona poważnie uszkodziła minaret pociskami artyleryjskimi.
Minaret ma 45m wysokości, jego średnica na dole wynosi 9m, a na górze 6m. Kiedyś turyści za drobny bakszysz byli wpuszczani do środka i prowadzeni na taras widokowy, dziś takiej możliwości nie ma.
Tuż obok tego kompleksu ulokowała się medresa Alim Chana zbudowana w latach 1914-1915. Dziś mieści się w niej biblioteka.
Przed medresą jest spory plac, który daje możliwość zerknąć na kompleks Po-i Kalon.
Można też zerknąć tu do wnętrza Meczetu Kalon…
W drodze powrotnej do hotelu jest sposobność aby przyjrzeć się z bliżej hali targowej Tak-i Sarrafon, położonej najbliżej naszego noclegu, to ona stanowi codziennie furtkę do bucharskiej starówki po wyjściu z hotelu.
Jest to najmniejsza z okolicznych hal targowych, w przeszłości wymieniano tu walutę.
W okolicy zawsze można trafić na rękodzieło. Ważna uwaga, zauważyliśmy, że na okolicznych targowiskach wszystko jest “hand-made” przez Uzbeków. Czyli mówiąc wprost, brak tu chińskiej tandety. Płacisz w większości za ręczną, miejscową robotę.
Kolejnego dnia rano, tuż po śniadanku na tarasie z widokiem na starą Bucharę, ruszam samotnie na szybką “obiegówkę” fotograficzną po miejscach, które w południe są pod słońce i trudno o idealne foto… Na początek wstępniak w kompleksie Chodża-Gaukszon.
Stąd już niedaleko do Medresy Uług Bega, a vis a vis niej piętrzy się Medresa Abd al_Aziz Chana. Wybudowana 200lat później niż medresa Uług Bega w 1652r, ale wygląda znacznie ciekawiej i bardziej misternie Sklepienia jej bram pokryte są wgłębieniami przypominającymi plaster miodu. Fasadę zdobią bogate ornamenty, głównie o kwiatowych wzorach.
Już od wczesnych godzin rannych miejscowi handlarze otwierają swoje kramy.
Chwilę pogapię się na miejscowych i ruszam dalej. Mam jeszcze jeden ważny punkt do odwiedzenia.
Wracam nad staw Lab-i Hauz. Stoi tam Chanaka Diwana Begiego, a vis a vis, po drugiej stronie stawu, wznosi się Medresa Diwana Begiegi, która powstała kilka lat po budowie chanaki. Początkowo Nadir Diwan Begi planował wybudowanie karawanseraju.
Niedługo przed budową karawanseraju w Samarkandzie wzniesiono medresą Szir Dar, która istotnie wpłynęła na kształt tutejszej medresy. Na fasadzie również umieszczono podobizny zwierząt – dwóch mitycznych ptaków simurgów o ludzkich twarzach, patrzących w słońce. Jest to w zasadzie element zakazany w islamie sunnickim.
Miał to być karawanseraj, a powstała medresa. Na otwarciu miało miejsce nieporozumienie, otóż bucharski władca Imam Kuli Chan niespodziewanie nazwał budowlę medresą… zaczęto więc przerabiać budynek. Dobudowano piętro z chudżrami [pomieszczenia dla studentów] oraz zamieniono konstrukcję fasady.
Wracam zlany potem na kwadrat, nie ma 10tej, a dworze około 35stC. Reszta już się ogarnęła więc ruszamy poznawać nowe miejsca w Bucharze. Najpierw musimy przejść część uliczek z dnia poprzedniego. Co za tym idzie, jest czas aby zamiast na zabytki znów pogapić się na miejscowych…
Trzeba przyznać, że oznaczenia tutejszych ulic są zrobione z pomysłem i klimatem.
Po spacerze wśród znanych nam już zabytków w końcu wychodzimy na rozległy plac, gdzie ulokowała się cytadela Ark. Ogólnie jest to najstarsza budowla Buchary, wiek trudno określić, ale pierwsze wzmianki pochodzą z czasów antycznych. W średniowieczu była wiele razy niszczona i tyle samo odbudowywana. Na początku XXw w Ark swoją rezydencję miał emir Buchary.
Oprócz pałacu emira w twierdzy mieściła się służba pałacowa, arsenał, urząd skarbowy, pracownie- w sumie mieszkało tu kilka tysięcy osób. W trakcie szturmu na Bucharę w 1920r część wewnętrznych budowli zmieniła się w ruiny, które do tej pory nie zostały odbudowane.
Tak naprawdę większa część murów też została zniszczona, odbudowano/przebudowano je w czasach radzieckich.
Obecnie cytadela to duży kompleks muzealny oraz archeologiczny. Wykopaliska trwają cały czas do dziś. Zwiedzać można salę koronacyjną oraz muzea: przyrodnicze, archeologiczne czy historii Buchary.
Niedaleko Ark znajduje się kompleks Bala Hauz. Zanim jednak uczta dla duszy, to należy się uczta dla ciała. Kupujemy paszteciki z ciasta francuskiego nadziewane mięsem, cebulą i kapustą, całość pieczona na bieżąco w wielkim piecu.
Niedaleko jest również przydrożny grill, gdzie panuje spory ruch i wielu miejscowych zaopatruje się w tutejsze jedzenie. Bierzemy zatem i my – lula kebab.
Zespół Bala Hauz tworzą elegancki, XVIII-wieczny meczet piątkowy z drewnianymi, rzeźbionymi kolumnami przy wejściu oraz minaret z XIXw. Całość ulokowana przy niewielkim stawie.
Po czymś dla ciała i dla duszy ruszamy dalej…
Niedaleko znajduje się Mazar Czaszma Ajub. Jest to mauzoleum o ciekawej budowie. Na dachu umieszczono kilka kopuł, a jedna ma kształt widocznego z daleka stożka. Z miejscem związana jest legenda. Otóż islamskie Ajub oznacza Hioba. Podobno swego czasu głosił swe kazania na ziemi bucharskiej. Podczas trwania ciężkiej suszy miał kilka razy uderzyć swą laską w ziemię, z której po chwili wybiła woda. W tym miejscu właśnie w XIVw postawiono owe mauzoleum. Dziś jest to muzeum poświęcone...systemowi irygacyjnemu Buchary…
Tuż obok jest główny bazar Buchary, wchodzimy na chwilę bez specjalnego celu.
Potem okaże się, że bazary i kramy w Bucharze miały najlepszy stosunek ceny do jakości…
W okolicy jest jeszcze jedno miejsca warte odwiedzenia. To Mauzoleum Samanidów. Jest to najstarszy zachowany budynek Buchary, wzniesiony w latach 892-943. Ma kształt sześcianu z kopułami w kształcie półkul.
W środku akurat trwały modły. Przycupnęliśmy w kącie i słuchaliśmy.
Budynek ma nietypową konstrukcję, poziome cegły na przemian z pionowymi tworzą jakby plecioną siatkę. W środku znajdują się groby Ismaila I Samanidy (Ismail Somoniy) oraz innym przedstawicieli dynastii, którzy z Buchary rządzili swoim państwem.
Wracając w kierunku hotelu mogliśmy jeszcze podziwiać ogrom, majestat oraz detale meczetu Kalon, widzianego z innej perspektywy niż dzień wcześniej. Meczet powstał w czasach chanatu bucharskiego – w XVIw.
Jak to bywało już wielokrotnie, tutaj zwiedzanie jest nieśpieszne. Zawsze warto przysiąść I zerknąć raz w lewo, raz w prawo…
Kolejnego dnia, po śniadaniu, ruszam na poszukiwanie poczty. Od zawsze staram się wysyłać do rodziny kartki pocztowe z wyjazdów. Poczta znajduje się “w mieście” jak to określają miejscowi cześć Buchary poza starym miastem. Mijam Hotel Grand Buchara i trafiam na budynek poczty. Tam trochę problemów językowych, ale ostatecznie kupuję kartki i znaczki.
W Uzbekistanie pełno jest Damasów, które robią tu za marszrutki. Jeszcze w Samarkandzie przyjrzę im się bliżej.
W drodze powrotnej, już na starówce, widzę ludzi którzy dzierżą siatki pełne chlebków – lepioszek. W pewnym momencie idę na węch, który bezbłędnie prowadzi mnie do celu. W bocznej, wąskiej uliczce, w podpiwniczeniu starego budynku jest spora piekarnia…
Świeży, pachnący, aromatyczny i gorący chlebek szybko schodzi…
Dziś ostatni dzień w Bucharze. Super jest to miasto! Masa zabytków, wszystko blisko, wszystko bez tłumów, wszystko piękne i zadbane. Buchara zrobiła na mnie mega pozytywne wrażenie.
Przed nami jeszcze jedno warte odwiedzenia miejsce, położone z dala od poprzednich zabytków.
To Czor Minor, jest to budowla z czterema wieżami. Pełniła niegdyś rolę wejścia frontowego do dużej, dziś nieistniejącej medresy. W środku znajduje się sklep z pamiątkami. Budynek jest urokliwy i fotogeniczny.
Po wizycie w Czor Minor wracamy w okolice stawu Labi Hauz poddać się ogólnemu chilloutowi południa…
Choć nie wszyscy są tacy wyluzowani…
Nie jestem pewien czy to nie turystka albo osoba przyjezdna… Takie stroje widywałem dość często w Turcji, czasem w Maroku. W Uzbekistanie, tylko raz, właśnie tutaj.
Ostatni rzut oka na “okolicę”
Pijemy sobie to i owo, zagryzamy somsami z pieca. Czas żegnać się z Bucharą. Starówka jest wspaniała, bardzo polecam tu przyjechać!
Cześć II w następnym poście...