Strona 1 z 1

Mazury bez deszczu - gdzieś na obrzeżach ogrodów Hitlera (2024)

: 05-10-2024 20:05
autor: buba1
Wyjazd zapowiada się niecodziennie - są dobre prognozy pogody! Ponoć ma byc ciepło i słonecznie! Nosz kurde, tego jeszcze nie grali! Od kilkunastu lat! Czym zasłużyliśmy na takie szczęście? No chyba, że to ściema i jak nam przywali znienacka to dopiero się nie pozbieramy...

Ekipa zbiera się stopniowo. W Poznaniu do pociągu wsiada Chris. W Olsztynie spotykamy Szymona i Iwonę. I spektakularnie zamkniety dworzec ;)

Obrazek

Do Giżycka jedziemy autobusem komunikacji zastępczej. I on ma kibel! Sączymy więc sobie pigwówkę. Ba! Żebym to ja wiedziała o tym kiblu! Siedziałam w pociągu, łakomie patrząc jak Chris chłepce kolejne browarki. A ja nawet z wodą ostrożnie, po kropelce i tylko do popicia kanapki, żeby się nie zadusić...

W Giżycku dworzec PKP nie istnieje. Wszystko zawładnięte remontem. Szukamy speluny z mapy Chrisa. Wbijamy na prywatny teren, gdzie trzech kolesi pije sobie piwko. No tak, była tu knajpa - 10 lat temu. Teraz jest po prostu ogródek jakiegos pana Mietka.

Idziemy w stronę dzikiej plaży, przez plac budowy, przez żwirowiska i piaszczyste drogi.

Obrazek

Kurz chrzęści w zębach. Bzy kwitną, spowijając całą okolicę swoim fioletowym aromatem - co potęguje radość z rozpoczynającej się własnie dziś, właśnie teraz, wędrówki :)

Obrazek

Po drodze mijamy wagony mieszkalne, bardzo podobne do tych, w których osiedlilismy się kiedyś w Łebie ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... czasy.html ) Część stoi opuszczona. Czy to remont okołokolejowy, który zrył doszczętnie całą okolicę, im zaszkodził? Czy może wcześniej był to ośrodek z wagonami pod wynajem?

Obrazek

Obrazek

Urok miejsca potęguje bliskość zieleni, która pod koniec maja jest szczególnie bujna i aromatyczna!

Obrazek

Obrazek

Do jednego wagonu udało się nawet bezproblemowo wejść - acz widać, że czasem pomieszkują tu jakieś żuliki.

Obrazek

Obrazek

Zachowały się różne ciekawe detale z dawnych lat.

Obrazek

Obrazek

Ciekawi mnie np. do trzymania czego służyły takowe skrzynie, znajdujące się pod wagonem?

Obrazek

Rozważamy co przyjmuje ciekawsze faktury - czy butwiejące drewno czy może rdzewiejący metal, obłażący ze starej farby? No napewno najlepiej jak się owe dwie składowe dopełniają! :)

Obrazek

Zarosły tor donikąd...

Obrazek

Inne wagony widać, że są przerobione na dacze.

Obrazek

Obrazek

A to zwykły baraczek działkowy, ale też całkiem przyjemny!

Obrazek

Mini zwiedzanie zaliczone, zaopatrzenie w sklepie zrobione, słońce zaczyna przybierać z lekka wieczorne barwy - czas szukać dogodnego miejsca na biwak. Droga prowadząca przez taką magiczną bramę musi prowadzić w ciekawe miejsca!

Obrazek

Rozkładamy się w zatoczce nad jeziorem, gdzie klimatu dodają przewalone drzewa.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Browarek zapodany na nadjeziornym drzewie nieporównywalnie lepiej smakuje niż w knajpie czy na ławce w parku.

Obrazek

I jest oczywiście pierwsza kąpiel wyjazdu! Kąpiel jest specyficzna bo woda... sięga do kolan! Nawet jak się dosyć daleko odejdzie od brzegu. Tu się raczej nie popływa. A! W temacie kapieli - rano odkrywamy, że z wieczora wybitnie coś nad nami czuwało. Dno jest tak pełne tłuczonego szkła, że nie wiem jak to możliwe, że nikt z nas się nim nie pociął! A to byłaby masakra rozwalić sobie stopę w pierwszy dzień wyjazdu i w ogóle na samym początku lata. Do teraz zimno mi się robi na samo wspomnienie. Rano oczywiście kąpiemy się już w butach.

Wieczorem siedzimy przy ognisku. Nie ma nic lepszego niż blask ognia odbijający się w wodzie.

Obrazek

Obrazek

Gawędzimy na tematy różniste - o magii internetów, umożliwiającej poznawanie ludzi, których normalnie nigdy by się nie spotkało. Obgadujemy też znajomych czy wspominamy ciekawe wydarzenia z przeszłości np. spektakularne bójki na imprezach czy zlotach ;)

Dzisiejsza ekipa w komplecie. Bo tak w ogóle to jeszcze 4 osoby dojadą. Już niebawem! :)

Obrazek

Ptaki się drą. Żaby też. Tafla jeziora jest idealnie równa i cudnie odbija się w niej księżyc.

Poranek mija równie sielsko jak wieczór. Łódeczki, ptaszęta i szum tataraku.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ablucje jeziorne, dosuszanie namiotów z rosy i w drogę.

Obrazek

Mijamy opuszczoną wieżę ciśnień, więc nie wypada jej nie zwiedzić. Mają tu okaz dość specyficzny, o nietypowym kształcie.

Obrazek

Ostatecznie to ekipa ją zwiedza, a ja zostaję przypilnować plecaków. Jak dla mnie wejście okazuje się zbyt problematyczne, a głupio se roztrzasnąć ryj w drugi dzień wyjazdu...

Urokliwe zdjęcia wnętrz pochodzą więc z aparatu Chrisa i Szymona.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Musimy przejść dziś prawie przez całe miasto. Czas umilamy sobie więc np. spożywaniem lodów i gofrów.

Obrazek

Obrazek

oraz oglądaniem starych dekli kanalizacyjnych.

Obrazek

Spotykamy takowe sympatyczne kwietniki:

Obrazek

Fajny kiosk. Niestety już nic w nim się nie kupi, bo jest zamknięty. Ale jakby ktoś chciał to może go sobie kupić w całości.

Obrazek

Zawijamy pod wieżę widokową, która stoi w takim jakby parku.

Obrazek

Widoki nie są jakieś porażające - no ale widać jezioro. Zawsze coś.

Obrazek

Obrazek

Pod pobliską wiatą trwa impreza firmowa babeczek z miejscowego Kauflandu.

Obrazek

Jakoś tak wychodzi, że zapraszają nas na biesiadę :) Jemy kiełbaski i ciasteczka. Jest też nalewka pistacjowa z Podlasia w wielkim słoju. W rozmowach przewijają się tematy rózniste, ale głównie o wycieczkach, pracy i wychowaniu seksualnym młodzieży ;) Ot taka wesoła i sympatyczna ekipa nam się trafiła na opłotkach Giżycka!

Obrazek

Miasto opuszczamy już zdecydowanie po południu. Podążąmy ścieżką, gdzie o łaskawości! "dopuszczono ruch pieszy"! Może obecnie, aby być modnym, należy się przemieszczać tylko na hulajnodze?

Obrazek



cdn

Re: Mazury bez deszczu - gdzieś na obrzeżach ogrodów Hitlera (2024)

: 10-10-2024 10:04
autor: buba1
Suniemy w stronę Kamionek. Zatrzymuje się jedno z trzech aut, które nas dzisiaj minęły. I to samo z siebie. Nawet mu nie machaliśmy. Koleś proponuje podwózkę. Okazuje się, że to miejscowy ksiądz z parafii w Kamionkach i Dobie. Jakoś udaje się nam upchać - umieścić 4 osoby z wielkimi plecakami w aucie nie będącym ciężarówką jest zawsze wyzwaniem logistycznym. Na kolanach oprócz swoich bambetli trzymamy księgi liturgiczne. Trochę trzepało na wybojach więc zdjęcia takie niewyraźne...

Obrazek

Obrazek

Szymon bardzo się wykazuje w rozmowach tematycznych z kierowcą, ponieważ ma kuzyna księdza, który jak widać wtajemniczył go w różne wydarzenia i obchody związane z tą profesją. Ów kuzyn np. niedługo ma "prymicję" - pierwszą mszę odprawioną osobiście i z tej racji jest impreza rodzinna. Nasz ksiądz natomiast opowiada o lokalnych klimatach. W Kamionkach jest ponoć zameldowane 500 osób. Mieszka na stałe 100, a na dzisiejszej mszy było 10 osób.

W Kamionkach ledwo wysiedliśmy a już wpadamy na lokalnych dżentelmenów. Panowie poczuli się bardzo spragnieni i właśnie idą po babkę, żeby otworzyła poidełko. A właśnie się zastanawiliśmy po drodze czy tu mają sklep i czy aby w niedzielę będzie otwarty.

Ekipa zmierza do punktu przeznaczenia:

Obrazek

Ekipa dotarła i założyła pierwszy obóz:

Obrazek

Przyjemny balkonik. Ciekawe czy kiedyś stały na nim jakieś stoliki lub ławki?

Obrazek

Wnętrza świeżo otwartego dziś przybytku wyglądają całkiem przytulnie.

Obrazek

W okolicy są w modzie takowe specjały.

Obrazek

Naprzeciw sklepu są zarośla z ławeczką. Tu zakładamy drugi obóz ;) Siadamy tam na chwilę z naszymi nowymi znajomymi. Jeden to Wiesiek. Z nim się najlepiej gada. Sympatyczny, ogarniety gość. Wiesiek bywa drwalem w pobliskich lasach. Drugi z panów niedawno pochował ojca. Ojciec ów też był zdeklarowanym bywalcem tego podsklepia i pryzma puszek widoczna na zdjęciu to jego zasługa. Ot taki swoisty pomnik. Syn jest dumny ze swojego taty i chyba bardzo chce mu dorównać. Jest z nami też trzeci koleś, najmłodszy. Dziwny taki. Jakieś takie rozlatane oczka, głupie hasła rzucane zupełnie nie na temat. Widać jednak, że czuje respekt przed Wieśkiem, więc ogólnie biesiada jest sympatyczna.

Obrazek

Obok za płotem jest podwórko sąsiada. Wychodzi na to, że podsklepowe żuliki podpadły mu już wcześniej, bo ni stąd ni zowąd postanawia nas poszczuć psami. Hoduje 3 bydlaki ras sporych, a płot ma ażurowy, psy więc wystawiają łby w naszą stronę. Chyba wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią dobitnie, że czas nam w drogę...

A droga jest bardzo miła! Słoneczna, wygrzana i prawie całkiem pusta. Wokół trawy i tonące w zielonościach dachy zostających za plecami domostw.

Obrazek

Fajną strukturę ma tu szosa. Pytanie - czy to bardzo porowaty asfalt czy może zminiaturyzowane do granic możliwości kocie łby? ;)

Obrazek

W końcu schodzimy na drogi już o całkiem właściwej nawierzchni.

Obrazek

Mijamy malutką miejscowość z popegieerowską zabudową.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem zagłębiamy się w lasy. Zarośla są gęste, skłębione i uroczo przesiane z lekka już wieczornymi promieniami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem w chaszczu pojawia się jakaś rozpadlina, o podejrzanie równych brzegach.

Obrazek

Tak znajdujemy świetnie zamaskowane bunkry!

Obrazek

Obrazek
(zdjęcie z aparatu Chrisa)

W sumie nie wiem czy to są bunkry czy może raczej jakieś schrony przeciwlotnicze albo inne magazyny?

Obrazek

Obrazek

Obrazek
(zdjęcie z aparatu Chrisa)

Zejście do niektórych betonowych umocnień ktoś wyposażył w sznurek. Cieniutki, ale trzeba przyznać, że jest pomocny przy tych stromiznach.

Obrazek

Wnętrza o różnych żebrowaniach sufitów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem nasze ścieżki prowadzą przez Dziewiszewo.

Obrazek

Mijamy ciekawe budynki z ogromnych, kolorowych kamulców.

Obrazek

Obrazek

Jeziorko, w którym wyjątkowo nikt nie zapodał przekąpki.

Obrazek

Malownicze aleje.

Obrazek

Obrazek

Na obrzeżach wsi Doba odwiedzamy ruiny mauzoleum. Jest legenda, że została tu pochowana para. Dzień przed ślubem okazało się, że ona go zdradza. Niedoszły mąż w akcie zemsty rozjechał ją traktorem. Tak przynajmniej opowiadał ktoś z miejscowych. Acz w tamte czasy to chyba jeszcze traktorów nie było?? Więc może jednak wozem? Potem pan młody popełnił samobójstwo. No i oni we dwoje sobie tam leżą. I straszą. Pojawiają się w lipowej alei w strojach ślubnych. Jakoś bez problemu jestem w stanie sobie wyobrazić zjawy w tym miejscu!

Obrazek

Obrazek

Dziś jednak nie ma fazy na duchy. Tajemnicze byty postanawiają przybrać postać roju komarów i nas pożreć żywcem ;)

Druga legenda głosi, że do budowy kaplicy użyto cegieł z rozmontowanego zamku krzyżackiego znajdującego się nieopodal. Być może więc cegły są starsze niż się wydaje.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Lekko uchylone drzwi zapraszają do środka. Wręcz ponaglają delikatnym skrzypieniem.

Obrazek

Na niższe kondygnacje nie schodzimy, choć by się dało. Dopiero na zdjęciu zauważyłam, że wygląda to nieco jak przymrużone oczy...

Obrazek

Potem mijamy zabudowę miejscowości. Głównie zapadły mi w pamięć budynki ogromnego folwarku. Czego tu nie ma - silosy, krowy, maszyny rolnicze.

Obrazek

Obrazek

Dużo tu przedwojennych, kamiennych budynków gospodarczych.

Obrazek

Obrazek

Aż by się prosiły jakieś ruiny pałacu do kompletu. Zapewne był, ale już nic z niego nie zostało.

Nowsza zabudowa, zapewne z okresu PGRów.

Obrazek

Jest tu też kościół. Wygląda na stary, ale to złudzenie, bo zbudowali go prawie od zera w latach 80 tych.

Obrazek

Obrazek

W końcu widać jezioro! Znaczy koniec wędrówki na dziś.

Obrazek

W rejonie tych wiat rozkładamy się na nocleg.

Obrazek

Dziś do ekipy dołącza Pudel. Przywiozła go tu złapana na stopa sympatyczna, acz nie całkiem trzeźwa kompania. Ponoć nawet mieli wpaść do nas na wieczorną imprezę, rozochoceni faktem, że mamy takie wielkie plecaki, więc zapewne w ich wnętrzach jest dużo alkoholu ;)

Z Szymonem idziemy po wodę. Sklepu tu nie ma, ale udaje się pozyskać wodę od miejscowych. Zdjęcie z aparatu Pudla.

Obrazek

Gdzieś w oddali chodzą burze, ale nam nie dolewa. Mamy tylko tęczę! :)

Obrazek

Ja na wszelki wypadek rozbiłam namiot pod przewróconą wiatą. Spało się cudownie - zacisznie, wygodnie, w zapachu siana. Bo akurat ściętą trawę ktoś w dużej ilości walnął pod tą wiatkę :)

Obrazek

Obrazek

Oprócz nas biwakują tu również Niemcy w kamperze. Szymon wdaje się z nimi w krótką pogawędkę. Ponoć są pozytywnie zaskoczeni Polską, bardzo im się tutaj podoba. Szymon opowiada im o pobliskim mauzoleum, jednak oni szybko przerywają, że "wojna nas w ogóle nie interesuje, nie mamy z nią nic wspólnego". Żeby to o bunkry chodziło? Ale co ma stary cmentarz z wojną?

Przewija się też miejscowa młodzież - to ci, którzy nam opowiadali legendę o mieszkańcach mauzoleum. Bardzo sympatyczna ekipa :)

Przy pobliskiej wyspie zacumowali żeglarze. Oni są najbardziej uciążliwi, bo puszczają muzykę i strasznie drą japy. Na szczęście są nieco od nas oddaleni, więc idzie jakoś wytrzymać.

Nie sądziłam, że moja sprytna wiata będzie mnie chronić nie przed burzą czy wiatrem, ale przed... światłem! Tak jest fajnie ustawiona, że zasłania namiocik od napier*** latarni! To jakaś wybitna choroba naszych czasów - paniczny lęk przed ciemnością. Obsesyjna mania stawiania wszędzie latarni o intensywności szperaczy okrętowych i to nie tylko w miastach, ale w miejscach takich jak tu - na obrzeżach wsi, nad jeziorem. Wszyscy ciągle mają ból odwłoka o "śmieci", bo ktoś puszkę rzucił w krzaki, ale zaśmiecanie każdego skrawka przestrzeni hałasem i światłem - to już ok. Ba! Wręcz pożądane... Chcąc nie chcąc mamy więc ognisko pod reflektorem.

Obrazek

Chmury całą noc są malownicze, acz zła pogoda ostatecznie idzie gdzie indziej i nie zaczepia nas nawet ogonem.

Obrazek

Zastanawiamy się też czy łamiemy regulamin terenu nadjeziornego - jeden z punktów wypisanych na tablicy brzmi dziwacznie: "zakaz czynów gorszących". Czy kąpiele na waleta do takich należą? ;)

Jedna z porannych kąpieli została uwieczniona przez Pudla.

Obrazek

Czy wspominałam już, że to jezioro Dobskie jest upiornie zimne? Chyba najzimniejsze z jezior na naszej trasie. No ale co zrobić - innego dziś nie mamy.

Leniwy poranek w zapachu dymu, siana i wodorostu.

Obrazek

Obrazek

Dobę opuszczamy pylistą drogą kierując się na Parcz.

Obrazek

Łagodne wzgórza i zieloność pól.

Obrazek

Mój plecak jakoś zawsze wygląda najmniej foremnie ;) (zdjęcie Pudla)

Obrazek




cdn

Re: Mazury bez deszczu - gdzieś na obrzeżach ogrodów Hitlera (2024)

: 11-10-2024 18:19
autor: buba1
Do Parcza idziemy piaszczystymi drogami. To zupełnie inna jakość wędrówki niż walić asfaltem.

Obrazek

Obrazek

Na obrzeżach wsi podchodzimy do ceglanych budynków. Również takowe majaczą na horyzoncie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jeden z nich to dawna stacyjka, malowniczo wklinowana pomiędzy zarośnięte wysoką trawą torowisko i drogę, której pokrycie stanowi mieszanina piachu i kocich łbów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W dali widać wiadukt.

Obrazek

Obczajka jakby tu wejść do budynku (zdjęcie zrobione przez Pudla)

Obrazek

Okazuje się, że jedyną opcją jest "lisia jama" - piwniczny zsyp węgla.

Obrazek

Chociaż "zejść" to nie jest dokładne określenie - raczej zjechać z resztkami węgla w dosyć niekontrolowany sposób ;) Przez chwilę są obawy, że zwiedzimy tylko piwnicę, ale hurra! jest przejście i dalej!

Obrazek

Budynek opustoszał jakoś po 2016 roku - na ścianie wisi kalendarz. Wygląda na to, że jak przejeżdżalismy tu niedaleko z półtoramiesięcznym kabaczkiem - to jeszcze zasiedlali go ostatni lokatorzy.

Obrazek

Rolka paragonu znaleziona gdzieś na stole była z 2014.

Obrazek

Z wyposażenia zostały piece kaflowe w różnych stadiach zachowania, bardzo przestronny kibel, różaniec, kasa fiskalna i wizytówki serwisów samochodowych. Dachy jak widać już ciekną...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
(zdjęcie Chrisa)

Przychodzi też czas zajrzeć na strych. Całkiem niezłe miejsce na nocleg by tu było!

Obrazek

Na poddaszu odnaleźliśmy też ślady po zamieszkałych tu niegdyś dzieciach - zabawki, książki ze szkolnej biblioteki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

oraz ślady po innych mieszkańcach, którzy też już opuscili ten lokal.

Obrazek

Urzekł mnie ten ręczny opis! :)

Obrazek

Obrazek

W piwnicy są przetwory, a mnie zaraz staje przed oczami Dubnica i nasza wędrówka wzdłuż granic z roku 2012 roku. ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... cz-ii.html ) Drewniany domek i babuszkowe słoiki, które ochoczo degustowaliśmy. Najlepsze wtedy były kompoty wiśniowe, bo ogórki były już nieco przekiszone. Tutaj jakoś wstrzymaliśmy się od konsumpcji. Może dlatego, że niedawno było śniadanie? I jak widać nie jedna Ziuta wpadła, aby ogóry kisić w plastikowych butlach!

Obrazek

Mój problem z tym miejscem pojawia się, gdy trzeba wyjść. Okienko piwniczne ma niewielki wlot, za którym jest od razu ocembrowanie. "Parapet" jest bardzo szeroki i co gorsza skośny. Podejmuje kilka prób i dociera do mnie, że nie wylezę... Nie ma szans wygiąć się w ten sposób i jednocześnie przesuwać do góry po śliskich cegłach. Na szczęście nie jestem sama. Chrisowi udaje się jakoś mnie podsadzić i wypchać do góry. Ufff! Z solidnie obdrachanymi łokciami, ale udaje się opuścić węglową jamę i ujrzeć słoneczny świat! :) Gdzieś w oddali widać już przygotowania do zimy ;)

Obrazek

Resztki starego wiaduktu.

Obrazek

Przystanek PKS udekorowany lokalną twórczością ludową.

Obrazek

Kolejnym etapem zwiedzania Parcza jest sklep, gdzie spędzamy całkiem porządną chwilę czasu.

Obrazek

Pudel chyba właśnie wskazuje miejsce przeznaczenia.

Obrazek

Pierwsze piwo pijemy przy bocznej drodze.

Obrazek

Obok umajonej kapliczki.

Obrazek

Drugie w zaułku biesiadnym (wcześniej go nie namierzyliśmy)

Obrazek

Obrazek

Urokliwe, zaciszne i praktycznie wyposażone miejsce :)

Obrazek

Fotka pt: "bohater drugiego planu" :P (z aparatu Pudla)

Obrazek


Potem walimy już na Wilczy Szaniec. Byłam już tutaj w 2015 roku, ale wtedy odwiedziliśmy tylko muzeum. ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... c-cz7.html ) Nie wiedziałam wtedy, że obejmuje ono jedynie niewielką część betonu zalegającego w okolicznych lasach. Dziś skupiamy się na dzikich fragmentach utopionych w chaszczu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawe fragmenty okiennych okuć.

Obrazek

Obrazek

Sporo tutejszych bunkrów jest wysadzona i wygląda przez to jak skalne miasto. Zwłaszcza poprzerastana drzewami i pod grubym kożuchem mchu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tylko zawiera trochę więcej żelaznych prętów niż naturalna skała ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Podobieństwo do naturalnych skał czy jaskiń potęguje fakt występowania ładnych nacieków.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tańczące budynki są wśród nas!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Grunt to malunek dobrze dobrany do okoliczności :)

Obrazek

Tak chyba musiały wyglądać popularne w latach 90-tych objawienia na ścianach kamienic, kominach i szybach!

Obrazek

A tu jakiś olbrzym bawił się klockami Lego!

Obrazek

Na dach jednego z budynków prowadzą całkiem solidne klamry!

Obrazek

Obrazek

Obrazek
(zdjęcie Chrisa)

A na górze można się poczuć jak na Grani Konczeto!

Obrazek

Obrazek

Mają tu prawdziwe kaniony!

Obrazek

Domeczek o spadzistym dachu.

Obrazek

A tak w ogóle to wleźliśmy tu na górę, żeby się napić piwa w miłych okolicznościach!

Obrazek

Obrazek

Ściemnia się mocno. W oddali mruczy burza. Ostatecznie nam nie dolewa - chmury i grzmoty tworzą tylko fajny, mroczny klimacik, zdecydowanie pasujący do tego miejsca.

Ale czas ruszać dalej. Jeden z mijanych parków rozrywki oferuje atrakcje dla całej rodziny. Można np. spędzić czas w ogrodach Hitlera. Strach się bać co to za gwóźdź programu!

Obrazek

Jakoś wyjątkowo rozwaliła nas owa opcja! Te "Ogrody Hitlera" stały się tematem przewodnim wyjazdu, który ciągle wraca i niezmiennie nas bawi. Tak jak trzy lata temu "urynoterapia" czy "bengaje" w zeszłym roku :)

Oprócz ogrodów są też lotniska, nawiązujące stylem do dawnych lat.

Obrazek

A to co? Przystanek PKS dla krasnali?

Obrazek

A wiata dla odmiany dla gigantów! I trzeba przyznać, że dosyć ciekawej architektury.

Obrazek

Obrazek

Mijamy też bagienka.

Obrazek

Obrazek

Granica pomiędzy utwardzeniem drogi a wywaleniem do lasu gruzu bywa czasem dość wąska...

Obrazek

Chris już dzisiaj wraca i czyni to z przygodami. Pierwszy autobus postanawia nie przyjechać. Na kolejne przesiadki udaje mu się zdążyć tylko dzięki pewnemu pasażerowi bez biletu, do którego wzywano policję, więc zrobiły się opóźnienia.

Wieczorem docieramy do miejscowości Czerniki. Postanawiamy się osiedlić na przyjeziornej plaży. Co można powiedzieć o tym terenie? No napewno, że nie jest to dzika plaża. Co więcej? Miejsce zdecydowanie zapada w pamięć i odróżnia się od innych, póki co spotykanych.

Obrazek

Wygląda trochę tak, jakby wszystkie wiaty, stoliki i ławeczki przeznaczone dla całego województwa z nieznanych przyczyn zwałowali akurat tu, na kupę. Na niewielkiej przestrzeni wiat jest kilkadziesiąt, nie wspominając o huśtawkach z grubego, kutego metalu, dziwnych drewnianych hamaczkach, pseudozadaszonych alejkach wykładanych tartanem albo parkietem, miejscach ogniskowych tak wymurowanych głazami, że można by tam piec niedźwiedzie w całości. Wszystko tak ocieka kasą i przepychem, że aż dziw, że nie spływają rwące strumienie. Pobliskie tabliczki potwierdzają te odczucia - na zorganizowanie tego miejsca wydano 2 miliony...

Na wszelki wypadek czytamy regulaminy. Wychodzi na to, że pobyt tu jest bezpłatny i nie złamiemy żadnych punktów nocując czy paląc ognisko w wyznaczonej misce. Ba! Nie było nawet nic o "czynach gorszących" jak w Dobie ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z jednej strony fajnie, że powstają wiaty czy grille. Wielokrotnie korzystamy z takich miejsc, chroniąc się przed deszczem czy paląc ogniska bez ryzyka, że zaraz się ktoś dowali. Z drugiej jednak mam tutaj takie dojmujące uczucie marnotrawienia kasy, budulca, ludzkiej pracy. Bo przecież w tym jednym miejscu wystarczyłoby pięć wiat, a inne można by postawić gdzie indziej. Może nad innym jeziorkiem nie ma żadnej wiaty, a by się przydała w ulewie zbłąkanym wędrowcom. Ale może właśnie chodziło o pokazówkę? Może to jakieś współzawodnictwo między gminami? Że "nasza plaża jest najbardziej wypasiona"?

Jednocześnie widzę też zalety tego miejsca. Bardzo mi się tu podoba nasadzenie dużej ilości drzewek i egzotycznych, kwitnących krzaczków. Zwykle w Polsce "teren zagospodarowany" wiąże się z wyrżnięciem w pień całej zieleni. Tu, gdy będzie płynął czas - może być naprawdę pięknie, gdy to wszystko się rozrośnie! O ile oczywiscie ludzie nie dorwą się do pił i sekatorów.

Obrazek

Obrazek

Pozwolono też rosnąć dzikim kwiatom i póki co żaden oszołom z kosiarką ich nie upolował.

Obrazek

Dla urozmaicenia są też w trawie kwiaty metalowe.

Obrazek
(zdjęcie Piotrka)

Nawet pomyślano, aby nadbrzeżne, stare drzewa chronić przed bobrami!

Obrazek

Osiedlamy się w jednej z wiat.

Obrazek

Dziś miały do nas dotrzeć kolejne 3 osoby - Kasia, Krwawy i Piotrek. Kasia przysyła jednak smsa, że dziś się nie zjawi - zatrzymała ją jakaś gruba impreza w Giżycku. Krwawy i Piotrek mają być jakoś późnym wieczorem, jako że nie za wcześnie wyjechali. Ostatnią informację mam od nich koło północy, że siedzą w jakimś opuszczonym samolocie wśród pól. Potem idę spać. Chłopaki przybyły chyba o drugiej. Honory powitania czynił więc tylko Pudel, który stał się samozwańczym strażnikiem naszego obozu, bo spał w największej i najbardziej wyeksponowanej wiacie.

Poranek jest słoneczny, miły i sielski, tzn. póki jesteśmy we własnym towarzystwie. Kapiele, suszenie prania, śniadanko. Nowe opowieści dowiezione przez kolejnych naszych kompanów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem zjawia się jakiś czepialski koleś i zaczyna się przypierdzielać o wszystko. Że nasze namioty stoją w złym miejscu. Zaciszne i wygodne miejsce z wiatami wśród zieleni według niego nie służy do biwaków. Namioty trzeba stawiać na łysym polu, z zeschła trawą, z widokiem na parking i kibel. Źle również, że uzbieraliśmy patyki na ognisko, bo wolno palić jedynie drewnem, które oni dowiązą. Krwawy się dowiaduje, że w złym miejscu zaparkował auto, bo stoi pod znaczkiem "parking". A ten parking jest tylko dla kamperów, a dla osobówek jest gdzie indziej. Że co? Pogryzą się?? A jak osobówka Krwawego identyfikuje się jako kamper? Hę? Krwawy nieraz w niej spał! Czekamy tylko aż gość powie, że na ławce wolno siedzieć tylko z twarzą skierowaną ku północy, a nogę można zakładać tylko lewą na prawą.

Już myślałam, że to miejsce, mimo przesadnie bogatej zabudowy, jest przyjemne i sympatyczne. A tu jak zwykle... Że też tylko w chaszczu i miejscach opuszczonych może być normalnie...

Opuszczamy nadjeziorne wiatowisko i tuptamy w dal (zdjęcie zrobione przez Pudla). Widać tu chyba resztki tej samej linii kolejowej co wczoraj przy opuszczonej stacyjce.

Obrazek

Za jednym z płotów stoi coś na kształt mini muzeum starych pojazdów drogowo-torowych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mają tu przystanek PKS solidnie zaopatrzony w luksfery.

Obrazek

Wyjątkowo urzekł mnie ten osobnik! :)

Obrazek

Betonowe płyty z historią. Wszystko na to wskazuje, że niegdyś leżały w innym miejscu i dzieci grały na nich w klasy. A potem ktoś je tu przełożył. I pomieszał... ;) Ciekawe z jakich lat i z jakiego miejsca pochodzą owe malunki?

Obrazek

Domeczek. I każda szybka inna!

Obrazek

Inny zaułek.

Obrazek

Na widok czarnych blach zawsze mi się cieszy ryjek!

Obrazek

W Czernikach odwiedzamy też kościół. Solidny taki. Wygląda jak zamek krzyżacki! Chciałoby się wyleźć na wieżę!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn