Strona 1 z 1

Przez Beskid Sądecki (z Krynicy do Piwnicznej nieco naokoło) (2024)

: 19-12-2024 22:28
autor: buba1
W Tarnowie mamy przesiadkę. Koło godziny czekamy na pociąg do Krynicy. Idę więc połazić po okolicy. Zza zarośli sterczy wieża ciśnień, więc kierunek mojego spaceru od początku jest zdefiniowany.

Obrazek

Wieża, tak jak przypuszczałam, jest opuszczona - tylko że niestety cała pokratowana. Spotykam tu jednak dwóch miejscowych chłopaczków, którzy pokazuja jak przejść pod kratą. Oni to smykną jak wąż, a ja to się mieszczę tak na ledwo co. Trochę muszą mnie pociągnąć za ręce i popchać za nogi. Śmiechu przy tym jest kupa :) Wieża jest w środku betonowa, ma fajne balkoniki i solidne drabiny prowadzące na kolejne piętra.

Obrazek

Obrazek

Chłopaki opowiadają, że w tym rejonie często kręcą się sokiści i w razie jak się pojawią - to żebym się schowała. Oni będą z nimi gadać, bo jako dzieciakom i tak nic nie zrobią. Tak się dowiaduję, że mają po 12 lat. Dawno nie spotkałam tak miłej, rozgarniętej i sympatycznej młodzieży.

Zwiedziwszy wieżę postanawiają mi jeszcze pokazać myjnię PKP. Nieraz miałam okazję się włóczyć po różnych okolicach przykolejowych, ale czegoś podobnego jeszcze nie widziałam! Ogromne, włochate szczotki przy opuszczonym torze! Ale odkrycie! Zawsze bardzo cieszy jak się odwiedzi coś tak niespotykanego!

Obrazek

Obrazek

W Tarnowie jest też ponoć cmentarzysko lokomotyw, węgierski bunkier i opuszczona apteka - ale to już nie tym razem. Za mało czasu i głupio jakby pociąg nawiał.

Z chłopakami mam kupę wspólnych tematów. Wymieniamy się namiarami różnych ciekawych miejsc. Na którymś etapie rozmowy zupełnie zapominam, że to dzieci, bo gada się z nimi jak z ekipą dobrych znajomych. Lubimy takie same klimaty, mamy podobne poglądy na różne istotne sprawy. Jedynie czas postrzegamy zupełnie inaczej. Dla mnie np. 5 lat to jak mgnienie, dla nich - cała wieczność. Zawsze miałam duże zwątpienie w młode pokolenie, ale tacy jak ci dwaj dają nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Na koniec chłopaki prawią mi wielki komplement - mówią, że chcieli by mieć taką mamę jak ja :) Bo np. mogli by pojechać ze mną w Beskid Sądecki z plecakiem i spać w szałasach, a tak muszą czekać jeszcze wiele lat aż dorosną. W sumie jak się okazuje - jestem sporo starsza od ich mam ;) Machamy sobie, gdy pociąg odjeżdża. Mam nadzieję, że wyrosną na fajnych ludzi i w konfrontacji ze światem nie zatracą radości, głowy pełnej pomysłów i zdrowego spojrzenia na wiele problemów.

Więcej zdjęć z przykolejowego Tarnowa w relacji:
https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... -2024.html

Pociąg do Krynicy jest jednym z najwolniejszych jakie napotkałam - prawie jak dawnymi czasy przez Wałbrzych. Niecałe 100 km pokonuje chyba w 3.5 godziny! Plus taki, że jedzie się bardzo przyjemnie, bo trafiła się nam stara jednostka. Nie duje zimnem, więc już po wejściu moge schować wszystkie polary, szaliki i czapki, które ostatnimi laty zabieram na każdą letnią podróż pociągiem, coby nie skończyć z zawianymi zatokami czy bólem gardła. Okna są pootwierane, ale dzisiaj jest na tyle upalnie, że to nie przeszkadza (no i jedziemy wolno ;)) Po pociągu goni ciepły wiatr :) Wokół pagórkowata okolica. Co chwilę stajemy na małych stacyjkach.

W końcu dojechalim. Krynica dworzec PKP - rozpoczyna się nasza wycieczka! :)

Obrazek

Robimy ostatnie zakupy i jedziemy na miejsce planowanego startu wędrówki. Ruszamy z pól pomiędzy wsiami Mochnaczka Wyżna a Mrokowce i kierujemy się w stronę pagóra Dzielec. Nie wiem czy to jest Sądecki czy już Niski, ale w sumie dla nas nie ma to przecież żadnego znaczenia. Ktoś kiedyś coś tam ponazywał i na którejś łące być może przekraczamy takową "granicę".

Przed Dzielcem mijamy szereg dogodnych biwakowo łąk, ale wydaje się nam jeszcze za wcześnie na szukanie noclegu. Mijamy je i tuptamy dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem wchodzimy w lasy.

Obrazek

Za przełęczą Beskid skręcamy na szutrową drogę, gdzie mignie czasem jakiś widoczek.

Obrazek

Łąki pojawiają się przed Izbami, ale są wykupione przez jakieś gospodarstwo - ogrodzone, otabliczkowane i wykoszone do ziemi. Próbujemy dwukrotnie wbijać na pogranicze łąk i lasów, ale pakujemy się jedynie w jakieś bagna po uszy. Komary chcą nas zjeść żywcem, a strzyżaki przyklejają się do skóry i machają łapkami, że się trzeba oskrobywać patykiem. Czemu się tak upieramy na nocleg przed Izbami? A no bo chcieliśmy dotrzeć do pewnej chatki, ale jutro. Dziś jest sobota, więc mamy obawy, że w chatce będzie tłum. Zawsze tak jest w weekendy, że nie ma gdzie szpilki wetknąć, a od niedzielnego wieczoru sprawa ulega drastycznej poprawie. Plan był więc dziś spać gdzieś między Dzielcem a Izbami, jutro przez Lackową i Bieliczną zejść do Ropek. No ale wszystkie znaki na niebie i ziemi starają się nam uzmysłowić, że to nie jest dobry plan. Ba! Że on nie jest realny i nie ma się co upierać. No cóż... Zatem los tak chciał i już dziś walimy do chatki. Nie wiemy czy uda się dotrzeć przed zmrokiem i co tam zastaniemy, no ale wyjścia nie ma.

Wioska zwana Izby przypomina bardziej willowe osiedle pod Wrocławiem niż Beskid Niski jaki pamiętam z dawnych lat. Panuje straszliwy kociokwik - z przydomowych ogródków jak nie łupie muzyka to niesie się wizg kosiarek, pił czy wiertarek. Co chwilę mija nas jakiś rozpędzony quad, wataha rowerzystów w gorejącym błękicie lub pańcia z czerwonymi włosami ledwo dająca radę utrzymać na smyczach 3 wściekłe basiory ras ogromnych. W tym momencie zastanawiamy się czy może nie popełniliśmy jakiegoś karygodnego błędu i może jednak należało iść na spacer do lasu w Oławie - jest bardziej dziko. W najgorszym g... można się jednak doszukać pozytywów - nic nas nie zatrzymuje i mimo wbijających w ziemię plecaków, trasę przez wioskę pokonujemy bardzo dziarskim krokiem. Grunt to motywacja, a my ją mamy - opuścić to miejsce jak najszybciej!

Z przyjemnych rzeczy to w Izbach rzucił się w oczy drewniany dom, z zachodzącym słońcem odbijającym się w szybach...

Obrazek

I dwie stare kapliczki...

Obrazek

Obrazek

Ciemnieje już. Do chatki Lipka docieramy już porządnie zmęczeni i w świetle latarek. Jak widać wyczerpaliśmy już na dziś pulę niepowodzeń noclegowych - mimo soboty jest pusto. Chatynka jest ekstremalnie nowa, bo zbudowano ją w kwietniu tego roku.

Obrazek

Pachnie świeżym drewnem - jakby nos włożyć do tartaku :) Zdjęcia zrobione rano:

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szczelna, zaciszna, miła dla oka. Może można było jeszcze dodać pięterko? Miejsce jest, a pojemność mocno by wzrosła. Chatka jest wyposażona w piec, miednicę i musztardę. Pieca nie rozpalamy - jest ciepło. Musztardę mamy swoją. Miednica się jednak przyda, bo ruszamy w stronę pobliskiego potoku w celach kąpielowych.

Obrazek

Obrazek

Wyjątkowo wspaniały jest ten potoczek! Pluskamy się, pluskamy i nie możemy przestać! Miły, ciepły wieczór! Jak na polskie góry to rewelacyjnie ciepły i pogodny! A nad nami miliony gwiazd!

Rozpalamy ognisko, a wokół nas skaczą świerszcze giganty. O dziwo nie grają w ogóle - skupiają się na skakaniu. Wskakują nam na kolana, w kanapki, do herbaty - co za skubańce? Kilka jest nawet samobójców, które dają susa w ognisko... Niestety nie ma już jak ich uratować... Oprócz świerszczy w ognisku pieką się też nasze grzanki ;)

Obrazek

Obrazek

Układamy się spać w chatce na bardzo wygodnych ławach.

Obrazek

Obrazek

Spało się wyśmienicie - chyba z 12 godzin! :)

Kolejny dzień wstaje niestety pochmurny. Tak się kończą miłe, ciepłe wieczory... Idziemy w stronę Banicy, mijamy malowniczo rozlane potoczki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ukwiecone łąki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Banica i jej pierzaści mieszkańcy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Cerkiew w Banicy.

Obrazek

Idziemy w stronę Mochnaczki. Droga i potok przeplatają się w różnych konfiguracjach.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Stara chałupa/bacówka. Nie wchodziliśmy do środka, bo była daleko. Zdjęcie zrobione na dużym zoomie.

Obrazek

Na falistych wzgórzach pasą się konie.

Obrazek

Obrazek

Są też Muuuuuuuućki!

Obrazek

Obrazek

Czasem chudobie towarzyszy zmotoryzowany pasterz.

Obrazek

Miło się wędruje łąkami - zielono, płowo... Czasem żółto od kwiatków lub czerowno od jarzębin. Jedyny problem, że czasem trochę popaduje... No ale na tyle delikatnie, że nawet nie wyciagamy kurtek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ładnie się prezentuje cerkiew od tej strony :)

Obrazek

Obrazek

Mijamy mostek, przystanek w Mochnaczce i zaraz odnajdziemy zamknięty sklep. No niedziela...

Obrazek

Podjeżdżamy do Tylicza stopem. Tzn. połowę drogi przeszliśmy zanim ktoś się zatrzymał. Zabiera nas babka, która kompletnie nie ma miejsca. Auteczko jest malutkie, a ona wiezie dziecko, dwa foteliki, torby i laptop, który się nie zamyka. Ale to ona jest na tyle miła i pomocna, że się zatrzymała, żeby nas zabrać. Pakujemy się więc, wyciągamy wszystkie bambetle i deliberujemy jak to włożyć, żeby się wszystko zmieściło, drzwi się zamknęły, dziecko ani ciasto nie uległy zgnieceniu, a komputerowi nie urazić klapki, bo wtedy zacznie opadać i będzie kłopot. Jadą też duże, puste auta, które decydują się zatrzymać, ale tylko po to aby podrzeć ryja - na nas i na miłą babkę, że tarasujemy drogę i oni muszą na chwilę zdjąć nogę z gazu i ominąć. Jeden nawet straszy policją i robi nam zdjęcia. Jak to przypadkiem czytasz krawaciarzu - to podeślij te zdjęcia, będą do relacji i na coś się chociaż przydasz - ty i twój wspaniały telefon! :)

W końcu jakoś się pakujemy - ja mam na kolanach komputer, toperz plecak, a dziecko ciasto. Plecak ma się dobrze, komputer też chyba ochroniłam, najgorzej skończyło ciasto, bo chyba połowa została zeżarta ;)

W Tyliczu też nie ma otwartego sklepu. Jak tak dalej pójdzie to zaczną w gazetach się pojawiać komunikaty, że we wschodniej Małopolsce grasuje szajka i masowo kradnie ziemniaki z piwnic ;) Na szczęście znajdujemy knajpę, "Pokusa" się zwie i można tam zjeść obiad. Wizja znikających ziemniaków zostaje więc odrobinę odłożona w czasie ;)

Pogoda, oględnie mówiąc, nie poprawia się... Chcemy się dostać dziś do Wojkowej, ale widzimy, że szanse na to są nie za duże. Odległość spora, a jak to bywa z nami i stopem - to wiadomo... Najpierw z godzinę/półtorej łapiemy na obrzeżach Tylicza (tu jest zadaszenie niedaleko, więc w razie ulewy jest się gdzie schować). Zatrzymał się jedynie pijany rowerzysta ;) Rozważał jak przywiązać po obu stronach roweru nasze plecaki, Toperza chciał wziać na bagażnik, a mnie na kierownicę ;) Myślę, że mogłoby to być realne, gdyby nie to, że facet sam miał problemy z równagą i utrzymaniem w pionie nawet nie obciążonego roweru. No ale szacun, że chciał i próbował! :) Ostatecznie więc decydujemy się iść pieszo, bo prędzej nas tu zima zastanie niż trafi się jakiś środek transportu. Ruch jest całkiem spory, a rejestracje z połowy świata. Idziemy z pół godziny i zdarza się cud! Zapyla obok mała terenówka - chyba stówą! I nagle wciska hamulec aż dym poszedł! A potem daje na wsteczny. Ki diabeł?? Jedzie myśliwy. Mówi, że nigdy nie brał stopowiczów, ale myśmy go zaintrygowali przerośniętymi plecakami i odzieniem kojarzącym się nieco z kumplami po fachu - ciekawość zwyciężyła. Jedzie wprawdzie do Powroźnika, więc wysadzi nas na skrzyżowaniu. W drodze rozmowa schodzi na tematy tzw. polityczno - społeczno- obyczajowe i kończy się tak, że koleś zawozi nas na sam koniec Wojkowej, dostajemy dwie butelki wody, domową kiełbasę i zaproszenie na imprezę pod koniec sierpnia. Niby mówią, że w stopie lepiej nie wdawać się w takie tematy, ale zawsze zdarzy się ten "wyjątek potwierdzający regułę" ;)

Ogólnie można więc powiedzieć, że stop dziś dopisał jak nigdy. Aż sami nie możemy uwierzyć we własne szczęście! I przezabawne jest to, że zabrali nas kierowcy, którym nasza obecność przysporzyła sporych niedogodności - bo albo konieczność przemeblowania albo nadłożenia drogi. A ci, którym nie zrobiłoby to żadnego problemu, potrafili jedynie drzeć mordę i pokazywać obelżywe gesty. Ot ciekawa obserwacja jakich to ten świat ma różnistych lokatorów.

Wojkowa była upiornie rozkopana - jak jeden wielki plac budowy. Dobrze, że jesteśmy już za wsią. Podejście w stronę granicy mija z wiatrem, pokapującym deszczem i szybko płynącymi malowniczymi chmurami, z gatunku bardzo ciemnych.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z minuty na minutę robi się coraz bardziej mrocznie...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ktoś kiedyś mi polecał utulnie na Kralovej Studni. Idziemy ją więc obczaić. Sama chatka jest zamknięta - chyba należy do jakiegoś klubu. Bardziej przypomina domek letniskowy niż bacówkę czy inną leśną chatę. Ma jednak ten ogromny plus, że posiada otwarty i ogólnodostępny stryszek. Zaglądamy tam przez szybkę. Siedzą jakieś dwie dziewuchy z laptopami na kolanach, wszędzie wiją się wężowiska kabli. Miejsca mało. Chyba mokre plecaki się nie komponują z kablami i komputerami na małej powierzchni. Idziemy więc dalej. Jest tam coś znaczone na mapie - wiata, wieża? Szlag wie... Sprawdzimy! Jakiś dach by się przydał biorąc pod uwagę okoliczności pogodowe...

Obrazek



cdn

Re: Przez Beskid Sądecki (z Krynicy do Piwnicznej nieco naokoło) (2024)

: 27-12-2024 23:52
autor: buba1
Wychodzimy na polankę, gdzie stoi wiata. Raczej taka z gatunku przewiewnych i nie bardzo nadających się do spania (po prostu dach na nóżkach), no ale jakieś zadaszenie na wypadek deszczu jest.

Obrazek

Z postawionych niedaleko tablic wynika, że gdzieś tutaj powinna być jeszcze wieża widokowa. Rozglądamy się - ni ma... Wieża raczej nie schowała się za krzakiem ani pod kamieniem? Znajdujemy jedynie na skraju łąki wądoły i jakieś resztki betonowych fundamentów. Okazuje się, że wieży już nie ma. Postawili ją w 2011, a 2 lata temu już jej ponoć nie było. Długo zatem nie postała.

Ale w sumie wieża tu niepotrzebna - widoki bez niej też są całkiem fajne. Mamy pokaz róznych form chmur, ale ogólnie im później tym pogoda się poprawia. I już nie padało.

Z samego początku jak przychodzimy widok jest zamglony i zasnuty gęstymi chmurami o barwie mocno granatowej. Na tym etapie to ciężko stwierdzić czy tam w ogóle są jakieś góry.

Obrazek

Potem stopniowo chmury zaczynają się podnosić.

Obrazek

Obrazek

Nieraz robi się znów granatowo, ale w formie już lekko podświetlonej słońcem.

Obrazek

Obrazek

A nawet z fragmentami błękitu! :)

Obrazek

Momentami kolory robią się z lekka nierealne. Nie wiem czemu, ale kojarzyło mi się to z jakąś zepsutą lampą. Że niby świeci, ale coś jest nie tak. Toperz co chwilę sprawdzał czy mu okulary nie zaparowały, aż w końcu je schował, bo stwierdził, że czy w okularach czy bez - widzi góry tak samo nieostro ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy kręcimy się koło wiaty nagle zauważamy, że na ścieżce poniżej, z kilkanście metrów od nas, pojawiła się postać. Nie widzieliśmy z której strony przychodzi. Facet w średnim wieku. Na początku myślałam, że słowacki Cygan, no bo taki dosyć ciemny na gębie, ale chyba jednak była to błędna ocena. Koleś ubrany jest w panterkę, taką kojarzącą się z maskowaniem myśliwskim. Ma skórzany kapelusz, skórzaną torbę na ramię i dobrane kolorystycznie buty z wysokimi cholewami - takie jak nosili ułani. Może leśniczy? Czeka aż rozpalimy ognisko albo rozbijemy namiot, żeby nam mandat wsadzić?? Nie zajmuje się niczym - nie je kanapki, nie robi zdjęć, nie ogląda mapy, nie zbiera kwiatków. Nie siada na trawie. Stoi i patrzy na nas - tak trochę jakby patrzył przez nas gdzieś dalej. Tak jakby nas pomiędzy nim a ścianą lasu nie było. Nic nie mówi. Taka trochę dziwna sytuacja - mówię więc "dzień dobry", macham ręką. Jak odpowie po polsku to zapytam gdzie kupił kapelusz, bo mi się bardzo podoba. Koleś jednak nie odpowiada. Ani drgnął. Czujemy sie nieco nieswojo - był nawet moment, że rozważaliśmy czy nie wrócić pod utulnię. Póki co ignorujemy go, robimy swoje - odpalamy butle, robimy herbatę, kanapki, przepakowujemy coś w plecakach, robimy zdjęcia kolejnych ciekawych układów chmur itp. Po jakiś 20 minutach gość wykonuje obrót o 90 stopni i zaczyna się patrzeć w strone źródełka i utulni - tzn. znów zamiera w bezruchu na dłuższy czas. Po jakimś czasie zauważamy, że go nie ma. Znikł - tak samo jak się pojawił. Nie wiemy więc skąd przyszedł i dokąd poszedł. Niemy, nieruchomy kompan, który nam towarzyszył na łące około pół godziny... Jeżeli lubił towarzystwo - to czemu się nie odezwał i zignorował miłe przywitanie? Jeśli nie lubił towarzystwa - dlaczego stanął tak blisko? Miał całą wielką łąkę dla konteplowania widoków w ciszy i spokoju...

Robimy ognisko, aż maluteńkie, bo się solidnie rozduło i nie chcemy, żeby nam go porwało.

Obrazek

Obrazek

Głupio by za jednym zamachem podpalić las w dwóch krajach ;) No bo wiata i nasz namiot stoją po stronie słowackiej, a las, gdzie chodzimy do kibelka, jest już w Polsce - taki to biwak na granicy! Skądinąd też zastanawiamy się co to jest ten metal, z którego jest zrobione miejsce ogniskowe? Czy to jest jakaś felga gigant? Chyba z Biełaza! ;)

Obrazek

Zachód słońca d... nie urywa, ale coś się tam zaróżowiło czy zapodało lekkim pomarańczem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdy wchodzimy do namiotu odkrywamy inwazję szczypawek! Chyba z 20 sztuk wyłapałam! Musiały skubane wleźć na plecaki i z nimi zostać wniesione. Toperz mówi, że jak dalej będziemy mieć tak "szczęśliwą" passę na zamknięte sklepy - to będziemy gotować zupę ze szczypawek ;)

W nocy nawiedza mnie koszmarny sen - śni mi się, że wychodzę z namiotu, otwieram przedsionek - a tam stoi ten facet. Tylko teraz stoi metr ode mnie i świecą mu oczy... Sen snem, ale tej nocy nie odchodziłam daleko od namiotu na kibelek ;)

Koło namiotu napotykam nocą tylko takiego jegomościa.

Obrazek

Wstajemy wcześnie. Chyba 7:30. Nie, nie najście kolesia w ułańskich butach. Nie atak szczypawek czy ropuch ;) Słońce. Napiernicza w namiot i mamy saunę. A na zewnątrz jest tak chłodno, że muszę ubrać bluzę.

Obrazek

Ale widoki z naszego domku są za to bardzo ładne :)

Obrazek

Obrazek

Idę do źródełka po wodę. Wspaniale jest nabierać wodę spod takich zwieszających się paproci! I cudownie tak nocować przy źródle - do śniadania wypije 2 litry herbaty! :)

Obrazek

Obrazek

Niedaleko źródełka stoi kapliczka.

Obrazek

Obrazek

Dziś po raz pierwszy raz w życiu robię pranie w menażce! Zdecydowanie wolę w strumieniu, ale jak się nie ma co się lubi... ;)

Obrazek

Nieśpieszne śniadanko :) Na biwakach chyba najbardziej lubię właśnie poranki. Wieczory też są fajne, ale zawsze gdzieś na dnie duszy mam element niepokoju, że ktoś przyjdzie, będzie się czepiał i próbował nas wyrzucić z tego miejsca (właściciel terenu, leśniczy, itp) albo przypałęta się ktoś niemiły/namolny i wynikną z tego jakieś problemy. A rano - można mieć totalnie wyrąbane na wszystko!

Obrazek

Obrazek

Zaglądamy jeszcze do utulni. Dziewczyny z laptopami widać wymeldowały się wcześnie rano (albo w ogóle tam nie spały?) Przy samej chatce trawa wyskubana...

Obrazek

Obrazek

...ale kawałek dalej już taka piękna łąka.

Obrazek

Obrazek

A tak się prezentuje stryszek noclegowy. Dla dwóch osób komfortowo, na siłę zmieszczą się ze 3-4. Wiecej to już chyba tylko na wypadek śnieżycy albo niedźwiedzia przed chatką ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Schodzimy tą samą drogą co szliśmy wczoraj.

Obrazek

Obrazek

Acz pogoda jest tak totalnie inna, że ma się odczucie, że jest to zupełnie inne miejsce.

Obrazek

Schodzimy do Wojkowej, gdzie trwa remont drogi. Drogowcy nam mówią, że "budowa przejścia nie ma", właściciele domków "teren prywatny przejścia nie ma". Ale my latać nie umiemy! Co mamy zrobić? Pokazują nam kierunek dokładnie odwrotny niż nasz, że tu niby szlak zamknięty. Dziś można tylko do Tylicza... No chyba se jaja robią! Lawirujemy więc po kostki w tłuczniu między koparkami albo skaczemy po grządkach, patrząc czy nam jakiś pies d... nie wygryza. Masakra jakaś.

W nagrodę za niedogodności w dalszej części wsi możemy nacieszyć się małymi traktorkami domowej roboty :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Powoli Wojkowa zostaje w dole, a my wkraczamy w rejon płowych łąk.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Potem trasa wiedzie głównie lasem, a nieraz i porządnym chaszczem :)

Obrazek

Obrazek

W większości chyba jednak błotnistymi drogami - z kałużami jak jeziora.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

A czasem na środku leśnej drogi jest... studzienka kanalizacyjna?

Obrazek

Na żółtym szlaku przez Przechyby, Czarne Garby nie spotykamy nikogo. Raz tylko mam wrażenie, że widzę kątem oka kolesia z Kralovej Studni. Ale to był tylko nadpalony pień. Też stał nieruchomo ;)

Mijamy też dwa kamulce z wydrapanymi napisami. Ciekawe kim jest Tomek i co wydarzyło się w 2021 roku?

Obrazek

Obrazek

Nadrzewne kapliczki.

Obrazek

Obrazek

Nad Muszyną na górze Malnik jest wieża widokowa. Nie spodziewaliśmy się jej! Idziemy z mapą z 2004 roku, więc jak można się domyślać - tam jej nie było ;)

Obrazek

Tu zderzamy się z upiornym tłumem. To chyba główne miejsce wycieczek lokalnych kuracjuszy.

Widoczki niczego sobie. Wieża wysoka, więc dookoła można się rozglądać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oprócz różnistych pagórów można też oko ucieszyć sianowymi kopkami :)

Obrazek

Najfajniejszy jest chyba ten kożuch lasu!

Obrazek

Stąd przyszliśmy.

Obrazek

Ze ścieżki poniżej wieży też widać, że jesteśmy w górach.

Obrazek

Na obrzeżach Muszyny mijamy stary kirkut.

Obrazek

Potem w oczy wpada opuszczony ośrodek wypoczynkowy. Wyzamykany niestety tzn. przy szybkich oględzinach nie udało się znaleźć prostego wejścia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Gdzieś przy rynku.

Obrazek

Zaglądam też na pocztę celem wysłania pocztówek do znajomych. Przede mną w kolejce stoi chłopak w słuchawkach na uszach, z ktorych łupie muzyka na całą pocztę aż echo niesie. Babki z okienka proszą o jej wyłączenie, że to im przeszkadza w pracy, że w urzędach powinno być cicho, że nie można się pomylić itp. Wszyscy w kolejce potwierdzają, że poczta to nie miejsce na dyskotekę. Gość wpada w szał. Drze się, że nie ma opcji, że nie wyłączy, że od 10 lat nigdy nie wyłączył muzyki i nikt go nie zmusi do jej wyłączenia - i tu stek bluzg pod adresem wszystkich wokół. Że trzeba by go najpierw zabić, a dopiero potem wyłączyć muzykę, bo on sam nigdy tego nie zrobi. Dla potwierdzenia wagi swoich słów kopie w krzesła. Moim zdaniem babka z okienka powinna odmówić obsłużenia tego kolesia. Niech spada na drzewo. Ale może się bała, że taki maniak to ją zaraz dźgnie nożem?? Tak się potem zastanawialiśmy jaka powinna być reakcja na tego typu zachowanie? Bo tak koleś tylko się utwierdził w przekonaniu, że jest bogiem i może wszystko...

Za Muszyną wdrapujemy się na górkę Koziejówka. Najpierw są serpentyny parkowych alejek, a potem robi się jeszcze bardziej stromo! Zupełnie się tego nie spodziewaliśmy! Jakbyśmy na jakąś mega wielką górę włazili!



cdn

Re: Przez Beskid Sądecki (z Krynicy do Piwnicznej nieco naokoło) (2024)

: 30-12-2024 23:41
autor: buba1
Docieramy w końcu na szczyt Koziejówki. Jest tu krzyż, ławeczka i widoczek, nieco ograniczony, ale jest.

Obrazek

Obrazek

Potem podążamy "szlakiem sadzonego jaja". Patrząc na mapę byłam bardzo ciekawa skąd się wzięła taka oryginalna nazwa? Ale widząc pierwszy znak na drzewie - już zapewne nikt nie ma wątpliwości ;)

Obrazek

Kawałek dalej wychodzimy na łąki. Gdzieś tu planujemy zanocować.

Obrazek

Obrazek

Widać stąd wieżę na Malniku, na której byliśmy kilka godzin temu.

Obrazek

Sporo wystaje nad drzewa - zbudowali ją z dużym zapasem.

Obrazek

Pomni na dzisiejsze, poranne doświadczenia namiot umieszczamy pod osłoną zarośli. Na mięciutkim mchu, pomiędzy młodymi sosenkami.

Gdzieś z dołu łupie muzyka. Jakiś festyn albo mecz? Bo prawie cały czas słychać też jak się produkuje jakiś konferansjer - taki z gatunku tych, co nawijają sztucznie naszpikowanym emocjami głosem, podniecając się byle czym, byle tylko cały czas jazgotać jak z magnetofonu i nawet na chwilę się nie zamknąć. Szczęśliwie daleko to wszystko od nas - na tyle, że nie da się zrozumieć słów przemowy, słychać tylko szczekanie kolesia. Dzisiaj chyba cała wioska musi chodzić w stoperach w uszach albo opuścić swoje domy, bo próbuje sobie wyobrazić jaki tam na miejscu musi być wrzask. O 22 wszystko szczęśliwie cichnie, a nasz zagajnik pozostaje jedynie we władaniu świerszczy.

Wieczór spędzamy tak:

Obrazek

Siedzimy w trawie i gapimy się przed siebie :)

Śpi się cudowanie - na mięciutkim poszyciu, w zapachu żywicy. W zaciszu, gdzie nie wieje wiatr, a z rana nie budzi pełne słońce. Budzi nas budzik nastawiony na dziewiątą - coby nie przespać całego dnia. Uwielbiam ten moment jak otwieram oczy i widzę takie migoczące przebłyski słońca między gałęziami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pranie się suszy :)

Obrazek

A tak nas widać ze skraju łąki. Trzeba się dobrze wpatrzeć. Ze szlaku nie widać wcale.

Obrazek

A krok od namiotu widoczki:

Obrazek

Nawet jakieś Tatry wylazły!

Obrazek

Obrazek

A bliżej jeszcze lepsze widoki!

Obrazek

Zbieramy się nieśpiesznie, a śniadanko na mchu smakuje wybornie :)

Schodzimy do Złockiego roztrajdaną, zrywkową drogą. Przy bardziej mokrej pogodzie chyba się tu robi rwący, błotny strumień.

Obrazek

Obrazek

Cieniste lasy.

Obrazek

Obrazek

Nie wiem o co chodzi z tym plakatem? Może na bazie SKPB zrobili galerię sztuki nowoczesnej?

Obrazek

A w Złockim co? Niespodzianka! Remonty! Ale juz przynajmniej nie takie upierdliwe jak w Wojkowej, chociaż przejść się da...

Obrazek

Obrazek

Tuptając przez wioskę...

Obrazek

Obrazek

A to co za model traktora? Wygląda jak Ursus, ale ma z przodu gwiazdę jak radziecka lokomotywa! ;)

Obrazek

W Złockim znajduje się droga, która mogłaby wygrać w konkursie na najbardziej czarną szosę w Polsce.

Obrazek

Taka smołą płynąca - nawet dzisiaj, gdy jest w porywach +24. I to nie jest przenośnia. Po ludziach zostają takie ślady.

Obrazek

Obrazek

A jak przejedzie auto to wręcz bryzgi.

Obrazek

Uciekamy, bo nie chcemy mieć tego na spodniach. Co tu się musi dziać jak jest taki upał z prawdziwego zdarzenia? Cieżko to sobie wyobrazić!

A do cerkwi wychodzi na to, że nie można wchodzić w butach! Trzeba przebierać pantofle? Czy na bosaka jak do meczetu? Tego jeszcze nie widziałam! Często nie tolerują golasów czy rozmawiania przez telefon - ale żeby butów??

Obrazek

Cerkiew ładnie się prezentuje na tle pogodnego nieba :)

Obrazek

Obrazek

Pobliski cmentarz w kamieniu i metalu.

Obrazek

Obrazek

Suniemy w stronę Jaworzyny fajnymi łąkami. Miałam nadzieję na jakieś zdjęcie bułeczek cerkwi na tle gór, ale niestety nawpierdzielali wszędzie willi, które skutecznie zasłaniają krajobraz.

Obrazek

Obrazek

Oddalamy się od wsi, więc rośnie ilość przyjemnych, przestronnych łąk.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pylisto - trawiaste ścieżki, a wokół przestrzeń i zapach siana. Ciepły dzień, ale taki bardzo świeży, z wiatrem latającym po polach! Na kąpiele w jeziorze byłoby za chłodno, ale tak do dymania pod górę z plecakiem to w sam raz.

Obrazek

Obrazek

Mijamy miłe krzyże przydrożne - takie na rozstajach polnych dróg.

Obrazek

Trafił się też innego rodzaju krzyż - pamiątkowy, gdzie zginął czeski pilot.

Obrazek

Potem długo nie robię zdjęć. Idziemy leśnym tunelem i jest fest pod górę. Docieramy na maksymalnie zabudowany szczyt Jaworzyny Krynickiej - wyciągi, knajpy, pamiątki.

Obrazek

Obrazek

Trochę mi to przypomina Trościan z naszej wycieczki w 2017 roku ( https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... scian.html ), ale tam było fajniej - niższa zabudowa, bardziej budowata, no i latem wszystko wyludnione. Ale i tu o dziwo nie ma wielkich tłumów. Liczba ludzi jest całkiem akceptowalna. Wbijamy do jednej z knajp, żeby coś zjeść. Ja z moją rybą nawiązuję przed konsumpcją kontakt wzrokowy.

Obrazek

Owce i bacówki można sobie pooglądać przynajmniej na etykietach... Zawsze coś...

Obrazek

Potem robię solidną przepierkę w kibelku. Nabieram też wodę do 6 butelek. Robię to na raty, bo co wejdę do kibla - to ktoś ciągnie za klamkę. I ciągle się okazuje, że to ten sam gość. Nie wiem czy on też hurtowo pierze skarpety czy go goni w inny sposób, ale non stop zderzamy się w drzwiach.

Tam gdzie budynki nie zasłaniają czasem nawet mignie jakiś widoczek.

Obrazek

Nieraz widać w oddali coś dziwnego... To chyba jedna z tych "ścieżek w chmurach" czy jak to teraz zwą te zmutowane i przerośniete wieże widokowe? Myślę, że jakby to coś było opuszczone i można by na górnym piętrze rozbić sobie namiot... hmmm... to by całkiem trafiało w bubowe gusta! Może kiedyś?

Obrazek

Jakaś para prosi nas, żeby im zrobić zdjęcie na ławce w kształcie serduszka. W ramach wdzieczności postanawiają się zrewanżować i zrobić też nam. W sumie - czemu nie? ;)

Obrazek

Zostawiamy za sobą to górskie miasto i kierujemy sie ku zielonym połaciom lasu. Póki co wzdłuż wyciągu, po takowej sztucznie usypanej skarpie...

Obrazek

A wieczór już za pasem...


cdn