Strona 1 z 1

Przez Beskid Sądecki i Gorce - z Rytra do Nowego Targu (2025)

: 10-12-2025 12:14
autor: buba1
Leje gdy wstajemy. Leje, gdy wyjeżdżamy. Aż do samego Rytra spoglądamy w ociekające wodą okna. Ech.. te susze w tym roku są wyjątkowo uciążliwe... W deszczu wyłazimy z pociągu, robimy ostatnie zakupy i jako że w oddali widać jaśniejsze kawałki nieba - postanawiamy przeczekać niepogodę w zajeździe PTTK, racząc się rybką.

Obrazek

Obiekt, nie wiedzieć czemu, oczekuje na kolejne pandemie...

Obrazek

Nasza trasa długo wiedzie asfaltem, a potem leśnym tunelem w kierunku na Wdżary Niżne i Wyżne. Po drodze udekorowana skała, robiąca za pomnik wspominający lokalnych partyzantów.

Obrazek

Od kiedy wyszliśmy z baru - cud!!! Nie pada! Nawet momentami pojawiają się przebłyski słońca, w których mokry las lśni milionami błyszczacych kropel.

Obrazek

Obrazek

Lasy iglaste, lasy liściaste - do wyboru, do koloru.

Obrazek

Obrazek

Nieraz coś przeziera przez drzewa, przypominając, że są tu jakieś góry.

Obrazek

Dal często jednak jest zamglona i nieostra.

Obrazek

Najfajniej jest gdy mgła i słońce walczą o panowanie nad okolicą.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoczki pojawiają się rzadko, ale gdy już przeziera przez zarośla jakaś dolina - to zazwyczaj w tej perspektywie wydaje się dzika i pusta. Jak nie w Polsce!

Obrazek

Pogoda zdaje się poprawiać, ale wilgoć jest tak ogromna, jakby cały dzisiejszy opad postanowił nie wsiąkać w ziemię, tylko wirować w powietrzu i wszystko co spotka na swojej drodze owijać w wilgotną kołderkę. Jesteśmy więc cali mokrzy, jakby nas wrzucić do jeziora. Ciężko mi powiedzieć czy tak się pocimy, czy osiada na nas ta lepka mgła. W końcu docieramy na Polanę Tylowską, gdzie jest wiata.

Obrazek

Z jednego z filarów coś nam się przygląda.

Obrazek

Nieraz słyszałam sprzeczki na temat: jak należy przybijać podkowę, aby przynosiła szczęście - czy rogami do dołu, czy do góry. Tu ktoś poszedł po rozum do głowy i zdecydował się na kompromis. Forma pośrednia, więc może chociaż połowa szczęścia będzie? ;)

Obrazek

Gdzieś kiedyś oglądałam zdjęcia, że z tej wiaty są ładne widoki. Może kiedyś były, ale zarosły. Trochę można zobaczyć jeśli się wspiąć po konstrukcji...

Obrazek

... i przyzoomować. Mgiełki w dolinach zawsze cieszą - a na pewno bardziej, niż takie, które się ma metr od twarzy ;)

Obrazek

Obrazek

A tak oto prezentuje się świat z łąki nieco powyżej, gdzie wybrałam się do kibelka.

Obrazek

Wiata jest duża, ażurowa, ale z fajną drewnianą podłogą, która umożliwia rozbicie namiotu wewnątrz przybytku. Tak przedstawiają się nasze apartamenta w gesto opadającej wieczornej mgle.

Obrazek

Dość długo słychać z dołu dudnienie jakiegoś koncertu albo dyskoteki - chyba niesie się z Rytra albo którejś jego bocznej doliny. Patrzymy na mapę. Wychodzi, że najbliższe zabudowania są stąd 5 km. I tu tak słychać? To co musi się dziać tam? Chyba dzisiaj całe Rytro nie śpi, bo jakaś garstka postanowiła się pobawić... Przyjeżdżasz sobie na weekend do kurorciku, płacisz jak za zboże za hotel czy pensjonat i musisz słuchać łomotu, bo ktoś nie może znieść ciszy i zamiast samemu wsadzić se łeb w mikser - uszczęśliwia tym wszystkich wokół. Szczęśliwie my jesteśmy od tego g... na tyle daleko, że stopery pomagają. Ale coś w tym jest, że w weekendy coraz trudniej się gdzieś zaszyć, żeby mieć spokój.

W nocy coś dziwnego znajdujemy nieopodal wiaty. Początkowo myślimy, że to świetlik, bo świeci w ciemności. Ale pod koniec lipca? Gdy świecimy na to latarką - wygląda jak kawałek porostu albo gęstej pajęczyny. Może to odbija jakieś światło? Przenosimy to coś na liściu w inne miejsce - i świeci dalej. Ki diabeł? Drugi raz mamy takie spotkanie. Dawno temu napotkaliśmy podobnie świecąca roślinę (też jakby porost) idąc z Baraniej na Pietraszonkę. W czwórkę wtedy szlismy i dziwowalismy sie temu zjawisku. W chatce oczywiście nikt nam nie uwierzył.

W nocy przychodzi burza, która zalewa wiatę. Dobrze, że mamy namiot i że postawiliśmy dokładnie wszystkie odciągi, wiążac je do kamieni, ławek i barierek. Dobrze też, że mamy wiatę, bo obecność porządnego dachu jednak łagodzi potoki z nieba i dostajemy jedynie podmuchami wiatru. Dach też chroni nas przez gałęziami, które całkiem nierzadko są łamane i słychać jak upadają. Grzmoty szczęśliwie zagłuszają dźwięki dyskoteki. A może się skończyła? Może ich zmyło?? :) W nocy po wiacie biega jakieś zwierzątko - słychać bębnienie łapek o drewniana podłogę, ale nie chce się nam wyłazić sprawdzać co to dokładnie. Wcześnie rano dwukrotnie przechodzą jacyś turyści czy grzybiarze, bo budzą nas okrzyki typu: "O k...! tam jest namiot". No uroki spania zaraz przy szlaku... ;)

Budzimy się w chmurze i ociekającym lesie. Wiatr jednak fajnie przesuszył namiot i już przez chwilę się cieszymy, że go zwiniemy na sucho.

Obrazek

Obrazek

Tu dobrze widać nasze konstrukcje umożliwiające postawienie odciągów przy braku mozliwości posłużenia się śledziami. Dodatkowy motek sznurka na wyjeździe przydaje się nie tylko dla prania! ;)

Obrazek

Potem wybieram się do kibelka. Poszłam bez peleryny. No i mi dopuckało... No i pomoczyło nasz wspaniale suchy namiot. Ech te góry - zawsze to samo... A człowiek to chyba masochista, bo wie jak jest, wie jak będzie, a jednak znów i znów tam jedzie ;)

Na dodatek prawie zgubiłam mój wspaniały kozik! Wrzucając w panice do namiotu wszystkie wyłożone na ławki bambetle (szybko trzeba było je schować, aby nie zamokły) - akurat nożyk upadł niezauważony i wślizgnął się w szczelinę pomiędzy deskami podłogi. Dobrze, ze toperz najpierw zauważył jego brak, a potem namierzył go leżącego na dole. Wpełzanie pod wiatę po mokrej ziemi też nie jest ani łatwe ani przyjemne - acz czego sie nie robi dla ulubionego nożyka!

Ale są przynajmniej ładne pajęczyny! :P Tu takie plecione w sposób przestrzenny i dosyć chaotyczny.

Obrazek

Obrazek

Potem w miarę na sucho idziemy na Przehybę. Po drodze nie używamy zbytnio na dalekich obserwacjach, ale jest bardzo malowniczo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przydrożna skałka.

Obrazek

Obrazek

Już blisko Przehyby mgły zaczynają się odrobinę przewiewiać, więc cieszymy japy, że "widać cokolwiek". Nie zawsze w górach los postanawia być aż tak łaskawy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nawet schronisko można zauważyć dużo wcześniej niż się wpada nosem w jego ścianę.

Obrazek

na ławce sobie posiedziałam!

Obrazek

Schronisko jest praktycznie puste, nawet obsługę cieżko wydłubać z zakamarków budynku (który jest dość rozległy). Zjadamy tu żurek i szarlotkę. Niedziela, wczesne popołudnie. Przewijają się tylko jacyś zmoknięci kolesie ze straży leśnej - no bo jakoś w połowie żurku solidnie lunęło. Przeczekujemy, bo wyjść teraz - to lepiej od razu wskoczyć z głową i plecakiem do potoku. Siedzimy i rozważamy czy lepiej w górach trafić na ładną pogodę (więc i tłum) czy taką "z niewielkimi niedoskonałościami" jak dzisiaj, gdy nawet popularne schroniska są jakby o niebo sympatyczniejsze. Dziś wybralibyśmy chyba słońce, ale za kilka dni, na Turbaczu, oddalibyśmy wszystkie słońca wszechświata, żeby ten #%*%$#@* tabun zniknął i raz na zawsze rozpłynął się w niebycie.

Na około minuty pojawia się widoczek. Ufff... Zdążyłam wybiec, zrobić zdjęcie, nieco zmoknąć i kurtyna zaś się zamknęła.

Obrazek

Nastaje 5 minutowa przerwa w opadach. Hmmm... potem nawet 10 minut! Znaczy ruszamy! Takie okno pogodowe może się drugi raz nie trafić! Schronisko jest dziś sympatyczne, no ale nie na tyle, żeby w nim zostać. Idziemy dalej. Widoczność wróciła do stanu naturalnego.

Obrazek

Zmierzamy na zachód, w stronę Krościenka i widoki się poprawiają!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przełęcz Przysłop zostaje nam w pamięci głównie jako miejsce występowania malowniczych, drewnianych płotów, równie uroczych stad owiec i wściekle ujadających psów - coby nie było zbyt sielsko anielsko ;)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Im dalej - tym coraz intensywniej myślimy o biwaku i przyglądamy się wszelakim łąkom. Tu wizja lokalna na jednej takowej polanie.

Obrazek

Chodziło mi po głowie, żeby się rozbić na biwak gdzieś w rejonie Dzwonkówki. Pamiętam, że kiedyś tamtędy przechodziłam i były fajne łąki a i jakieś bacówki chyba stały. Teraz sobie uświadamiam, że było to ponad 20 lat temu, więc budy nawet jak były to mogły się dawno zawalić. O ile w ogóle mi sie nie pokręciło i jest to faktycznie to miejscem, które przywołuję gdzieś z pamięci.

Grzybne lasy tu mają - trzeba przyznać.

Obrazek

Obrazek

Po drodze mijamy krzywe kapliczki...

Obrazek

Krzywe ławeczki...

Obrazek

Idziemy. Dzwonkówka, Wisielce. Rozglądamy się wciąż za tym miejscem na nocleg, ale jakoś nigdzie nic fajnego nie możemy wypatrzeć. Zaglądamy na boki. Tu jakaś górka, tu ścieżka. Niby namiot by się dało wklinować i tu i tam, ale krzywo, nierówno, a poza tym marzy się nam miejsce z widokiem. A najlepiej to, żeby dodatkowo był jeszcze jakiś daszek. Idziemy i idziemy. Najgorzej to być zbyt wybrednym. Kurde, zaraz zejdziemy do Krościenka i będzie dupa totalna. Odkręcamy jeszcze na boczną górkę. To nasza ostatnia dzisiejsza deska ratunku...


cdn

Re: Przez Beskid Sądecki i Gorce - z Rytra do Nowego Targu (2025)

: 12-12-2025 12:27
autor: buba1
Ostatnia łąkowa górka przed Krościenkiem zwie się Stajkowa. Są tu 3 chatynki wyglądające na dawne bacówki, ale teraz raczej użytkowane jako domki letniskowe. Pozamykane, jeden nawet obwieszony kamerami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest też wiata o kształcie grzybka.

Obrazek

Szybko płynące i wirujące chmury powodują, że ten sam widoczek co chwilę jest zupełnie inny. I ledwo człowiek obfocił okolicę - zaraz może to robić po raz kolejny, bo krajobraz prezentuje się totalnie inaczej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nawet Tatry gdzieś na chwilę wychynęły!

Obrazek

Wizja niechybnego deszczu wydaje się być pewna - tylko pytanie czy nastąpi to za 10 minut czy za godzinę. Rozglądamy się, łazimy w kółko i rozważamy gdzie najlepiej by tu spać. Na balkoniku jednej z bacówek, tej mniej widocznej z drogi, ktoś już siedzi. Jakiś koleś. Siedzi sobie i patrzy w dal. Obok wisi na poręczy ręcznik czy tam inna kurtka. Pewnie jakiś turysta sobie werandę zasiedlił. Nie podchodzimy do niego, nie zagadujemy. W sumie - nie wiem dlaczego. Może nam się po prostu nie chciało, bo byliśmy zmęczeni? Koleś nie patrzy w ogóle w naszą stronę tylko na góry. Nie wygląda, żeby szukał kontaktu. Może nie chcieliśmy mu przeszkadzać?? A może, co najbardziej prawdopodobne - była w nas jakaś obawa, że gość powie, że np. cała łąka jest prywatna i mamy się wynosić. Różnie to w dzisiejszych czasach bywa. I co wtedy??? My bardzo chcemy tu zostać. Nie ma takiej opcji, że sobie pójdziemy gdzie indziej, bo gdzie indziej - to myśmy juz byli ;) Lepiej nie ryzykować - nie widzieć, nie pytać, udawać, że nas tu nie ma. A może właśnie ów koleś myśli podobnie? I dlatego na wszelki wypadek patrzy w przeciwną stronę? ;)

Rozbijamy namiot koło grzybka. Pod grzybkiem zjadamy kolację, właśnie zaczęło padać. I co ciekawe - mimo że duje porządnie, ów grzybek świetnie nas chroni. Na pierwszy rzut oka myślałam, że to dupiana wiata tylko o walorach ozdobnych, a tu taka niespodzianka! Magia jakaś! Jakim cudem? Pół grzyba suche!

Obrazek

Wał chmur, który się pojawia dzisiejszego wieczora i siada na górach wszędzie wokół, ma w sobie jakąś wyjątkową grozę. Nie wiem czy choć odrobinę tego udało się ująć na zdjęciach. Zdjęcie nie odda tego, że z tych chmur wieje chłodem, takim jakby zimowym. Z każdym silniejszym podmuchem pojawia się też dziwny zapach, którego nie potrafię określić - jakby mułu pomieszanego z aromatem fajerwerków? Zasnute ciemnymi mgłami góry też zawsze wydają się dużo wyższe niż są w rzeczywistości.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedna chmura ma jakby oczy i gębe. I zdaje się pożerać znajdującą się poniżej górę. Ostatecznie ją pożarła... ;)

Obrazek

Obrazek

A tu wyglądało jakby ze szczytu dymiło się jak z wulkanu!

Obrazek

Wieczorem znów napotykamy tego dziwnego świetlika. Z trawą przylepioną do buta wnieśliśmy toto do przedsionka namiotu. Gęsto utkana, zbita jakby pajęczynka niewielkich rozmiarów. Jakby kokon? Albo pleśń? Wynoszę to na zewnątrz. Jakoś nie bardzo chce spać z czymś, co nie wiem czym jest. Kładę na gałęzi świerka. Świeci dalej. Próbuję zrobić zdjęcie, ale nic z tego nie wychodzi, w ogóle nie chce złapać ostrości. Rano już nie ma tego kokonu na gałęzi świerka. Musiało go zwiać gdzieś w trawę.

Jeszcze przed śniadaniem idę dokładniej obejrzeć bacówki, a może i pogadać z kolesiem z werandy. Ale jego już nie ma. Widać poszedł w trasę wcześnie rano, jak to zwykle dzielni turyści czynią.

Obrazek

Obrazek

Kto wie? Może to jednak chatka dla turystów? Ciągne za klamkę. Drzwi są zamknięte. Zaglądam przez okienko w drzwiach. Wnętrza urządzone raczej jak czyjś domek a nie leśna, samoobsługowa chatka. No trudno - nie wszędzie są chatki dla bub ;) Obchodzę jeszcze domek dookoła i widzę otwarte na oścież okno. W środku coś się rusza. Zapewne głupio to zabrzmi, ale jakoś bardzo się w tym momencie wystraszyłam - i w nogi. Co mnie tak przestraszyło??? Nie wiem. Przecież raczej w środku nie siedział niedźwiedź albo mutant-zabójca. Człowiek czasem zachowuje się jakoś nieprzewidywalnie. No ale wychodzi na to, że to nie przygodny turysta spał na werandzie, a siedział tam po prostu właściciel chaty albo ktoś kto miał do niej klucze. Albo ktoś, kto wlazł przez okno.

Poranne widoki z polany.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Czasem coś wyłania się z mgieł i po drugiej stronie.

Obrazek

Obrazek

Cudownie ukwiecone łąki tych okolic. Pozyskujemy oczywiście conieco ziół na poranne i wieczorne herbatki. Najważniejsze, że jest macierzanka! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I jeszcze ostatni rzut oka na namiot, który przycupnął nieopodal grzybka :)

Obrazek

Obrazek

Śniadanie zapodajemy pod grzybkiem, bo znów nadciągnęło dużo chmur i zrobiło się jakoś taka szarawo...

Obrazek

Schodzimy do Krościenka.

Obrazek

Po drodze żmija. Bardzo tłusta. Ma na sobie spore przegrubienie. Nie wiem czy zeżarła własnie mysz czy zamierza jajko znieść ;)

Obrazek

Mijamy dom wczasowy "Trzy Korony". Początkowo wydaje nam się, że jest on opuszczony i już już zamierzam wbijać na zwiedzanie...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

...gdy się okazuje, że spora część obiektu jednak działa i przyjmuje gości na noclegi! Takie ośrodki to ja całkiem lubię! Mamy więc ambitny plan skorzystania choćby z knajpy, ale niestety takowa nie przewiduje nic do jedzenia. Ich goście jadają gdzieś tam w innej restauracji, gdzie zapewno już nie są takie fajne klimaty. No trudno... Ale bardzo miło sobie pogawędziłam z panią na recepcji :)

Obrazek

A horyzonty wciąż takie mało optymistyczne.

Obrazek

Nowoczesność opanowała przydrożne krzyże.

Obrazek

Krościenko zostaje w dole.

Obrazek

Wspinamy się najpierw na górę Marszałek, potem na Kotelnicę. Po drodze spotykamy dwa grzybki w rejonie polany Klocówki - takie same jak ten, przy którym spaliśmy. Pierwszy stoi pod lasem. Widać niejedno ognicho tu było palone! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Widoki stąd mają całkiem fajne - też by było dobre miejsce na biwaczek.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przyjemnie się tu wędruje rozległymi polanami. Cieszy szeroka przestrzeń i wiatr we włosach :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na środku polany kolejny grzybek!

Obrazek

Obrazek

Dobre to miejsce, aby skosztować zakupionego w Krościenku rumu - czy aby nie mdły ;)

Obrazek

Takich grzybków jest w okolicy Krościenka 11 sztuk. Powstały kilka lat temu, ale nawiązują swoją historią do czasów sprzed I wojny. Acz pierwsza tego typu wiata miała ponoć kształt parasola, dopiero w latach 30. XX wieku zaczęły powstawać grzybki. Zwykle niezbyt darzę sympatią wszelakie ażurowe wiaty, ale te grzybki jakoś skradły moje serce. Może dlatego, że jednak wczoraj i dziś sprawdziły się jako ochrona przed deszczem? A może przypominają mi jeden z modeli przystanków PKS z dawnych czasów?

I znowu całe łąki pełne pachnących ziół!

Obrazek

Obrazek

Za Kotelnicą mijamy kolejną wiatę. Na nocleg raczej nie bardzo się nadaje.

Obrazek

Obrazek

Ale nie, chwila! To nie to! To wprawdzie gdzieś tu, miejsce się zgadza, ale poszukiwany budynek miał być zupełnie inny! Rozglądamy się po łące na lewo i prawo. Schodzimy niżej, wyżej. Hmmmm... Gdzie żesz się schowało???

cdn

Re: Przez Beskid Sądecki i Gorce - z Rytra do Nowego Targu (2025)

: 15-12-2025 11:24
autor: buba1
Rozległe łąki opadają w dół, ale też ciągna się kawałek dalej wzdłuż szlaku. Poszukiwana chatka okazuje się być tak schowana, że nie wiedząc o niej można by przejść zaraz obok i nie zauważyć. To chyba dawna bacówka, ale nie mam pewności.

Obrazek

Położona jest w całkiem widokowym miejscu.

Obrazek

Acz siedząc na progu raczej nie uda się paść wzroku górskimi krajobrazami ;) Gęsty chaszcz, który otacza chatkę ma jednak pewne zalety np. spore ognisko palone za chatką będzie niewidoczne ze szlaku.

Obrazek

Obrazek

Po wejściu do wnętrz mamy "przedpokój", dosyć wąski i przewiewny, z racji na pewną niekompletność ścian.

Obrazek

Po lewej stronie jest niewielki pokoik, który niegdyś ktoś próbował ocieplać/uszczelniać obijając ściany za pomocą linoleum.

Obrazek

Widać też ślady jakiegoś piecyka/kominka.

Obrazek

Z wyposażenia został tylko święty obrazek.

Obrazek

Okienko.

Obrazek

Jest tu pięterko z fajnym, równym miejscem do spania, ale tylko na jedną osobę. Poza tym nie ma drabiny.

Obrazek

Dolny pokoik jest nieco wilgotny - wyraźnie zacina przez okno albo cieknie coś w innym miejscu. Namiot się nie zmieści. Z żalem, ale jednak postanawiamy rozbić się na łące nieopodal. Plus taki, że będzie zaciszniej niż w bacówce, a noce w tym roku są bardzo chłodne.

Ale napewno zrobimy dobry użytek z tutejszej przyzby z tyłu bacówki. W razie deszczu jest tu daszek.

Obrazek

I co najważniejsze - możemy popalić ognisko w fajnym, ukrytym miejscu. Nawet trochę suchego drewna jest schowane pod ławką. Miło nam więc mija wieczór na wędzeniu się w dymie, pieczeniu grzanek i podsuszaniu mokrych ubrań. A z lasu dobiega kląskanie nocnych ptaków, które stopniowo przechodzą w pohukiwania sów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Namiot stawiamy kilkanaście metrów dalej, na skraju łąki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolejnego ranka suniemy w kierunku Lubania. Po drodze spotykamy domorosły drogowskaz kierujący na "Zbójeckie Stoły".

Obrazek

Zaintrygowało nas to, więc idziemy kawałek w tamtą stronę. W sumie nie znajdujemy nic bardzo spektakularnego. Jest skałka.

Obrazek

Jest stos kamieni.

Obrazek

I kilka drzew, na których ktoś 30-40 lat temu rył napisy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak potem wyczytałam w internecie - chodziło o ten stos kamieni, że niektóre z nich przypominają swoim kształtem stół. I że były legendy, że w tym miejscu niegdyś spotykali się rozbójnicy, a pod skałami są wydrążone tunele, gdzie owi zbójcy ukrywali łupy. Dowiedziałam się o tym dopiero po powrocie, więc skarby zostały nietknięte, a my nie staliśmy się obrzydliwie bogaci. Korytarze z dobrem wszelakim wciąż czekają na swój dzień ;)

Idąc dalej mijamy wiatę z miejscem ogniskowym.

Obrazek

Im wyżej tym ładniejsze widoczki rozpościerają się przed wędrowcami.

Obrazek

A wierzbówki urozmaicają krajobraz.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy bazę namiotową z przyjemną wiatą kuchenną obwieszoną kubeczkami.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Ciekawe, że teraz rozbijają wszędzie na bazach te małe namioty. A nie te duże wojskowe z łóżkami polowymi. Tu ostał się tylko jeden taki jak dawniej.

Obrazek

Czemu? Łatwiej przywieźć? Albo tamte już się całkowicie rozpadły ze starości? Te duże były trochę jak chatka. Nie miały w sobie namiotowej klaustrofobii i umożliwiały np. w czasie deszczu wstanie z łóżka i zrobienie kilku kroków w suchym miejscu. Wygodne przebranie się czy spakowanie plecaka. Rozwieszenie mokrych łachów. Pewnie jakby takie stały to byśmy nie raz zdecydowali się na nocleg na bazie. Ale w małych? To już lepszy własny i rozbity w miejscu, który sobie sam człowiek wybierze...

Baza widziana z nieco innego rzutu.

Obrazek

Na zbliżeniu.

A te zabudowania na prawo od bazy to schronisko. Przeszłe i przyszłe. Występują tam kamienie po przedwojennym schronisku, spalonym przez Niemców bo się partyzanty w nim osiedliły. No i teraz budują tam ponoć nowe schronisko.

No i jest jeszcze wieża na Lubaniu.

Obrazek

Obrazek

Widoki z niej są całkiem akceptowalne, tzn. widać okoliczne pagóry a nie tylko mgłę.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Oj tam na górze straszliwie pizgało!

Obrazek

Idziemy też do źródła uzupełnić wodę i tam robimy sobie zupki, coby potem mniej nosić.

Obrazek

Źródełko położone jest dużo niżej niż baza. Sporo trzeba zjechać na tyłku po stromym zboczu. Nie jest przesadnie wydajne, ciurka z niego bardzo delikatnie. Cały czas więc stoją tu bazowe kontenery, do których po malutku kapie woda. Od czasu do czasu ktoś z bazy przychodzi i wnosi na górę dziesięcio czy dwudziestolitrowy bukłak. Dziwimy się, że nie przychodzą po nie z plecakiem, bo nieść w łapach śliskie, obłe coś o tej masie - nie brzmi zbyt zachęcająco. A jak wyślizgnie się z rąk i wyrżnie o kamienie (co mamy okazję obserować dwukrotnie) - to chyba łatwo może się przedziurawić?

Jak na środek tygodnia i niezbyt rewelacyjną pogodę, kręci się tu całkiem sporo ludzi. Więcej podchodzi tu tym stromym zboczem niż wali czerwonym szlakiem (który zawsze myślałam, że jest najbardziej popularny). Podchodzi do nas jakaś rodzinka: "przepraszam, gdzie tu jest źródełko?". Pokazujemy więc gdzie. Koleś tam idzie, patrzy na baniaki, wraca. "Nie mogę znaleźć". Poszłam więc te kilkanaście metrów z gościem i mu pokazuje palcem, że tu woda płynie. Koleś staje się z lekka agresywny: "Pani sobie jaja ze mnie robi?? Ja o źródło pytam! Pani wie i nie chce mi powiedzieć! Gdzie ono jest????". Dwójka dzieci zaczyna płakać, a babka, która z nim przyszła mówi: "Lepiej już wracajmy. Nie podoba mi się tutaj!". Ja też się oddalam. Mi się też nie podoba. A oni chyba nie poszli na szczyt, zawrócili w dół.

Wędrujemy dalej.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Szukamy chatki, której już chyba od dawien dawna nie ma, bo nie został ani ślad. Fundamenty pewnie zarosły. Już nawet nie pamiętam z kiedy i od kogo miałam ten namiar. Nie widziałam jej też nigdy na żadnym zdjęciu, więc to może w ogóle nie chatka-widmo, ale jakaś zupełna ściema? W sensie - nie że jej teraz nie ma, ale nigdy nie było?

Dużo malin się pojawia, więc nie omieszkamy skorzystać. No i rozglądamy się za noclegiem.

cdn

Re: Przez Beskid Sądecki i Gorce - z Rytra do Nowego Targu (2025)

: 17-12-2025 11:49
autor: buba1
Na nocleg zatrzymujemy się na Polanie Kudowskiej. To chyba nasz jedyny nocleg na tym wyjeździe, gdy nie mamy żadnego daszku nieopodal. No ale dziś na szczęście pogoda jest jakby ciut lepsza. Widok też jest przyjemny, choć Tatry wciąż pozostają zeżarte przez chmury.

Obrazek

Znajdujemy fajne miejsce na namiot - na skraju polany, między niewielkimi drzewkami, niewidoczne ze szlaku.

Obrazek

Ognisko palimy w kamiennym piecyku, który ktoś wcześniej tu zbudował. Kupa roboty - tyle przytargać kamulców!

Obrazek

Widać wyraźnie, że to popularne miejsce ogniskowe - wszędzie w pobliżu zagajniki są wysprzątane z wszelakiego chrustu. Dla większych zbiorów trzeba isć do lasu za podmokłą łąką.

Obrazek

Oj te ciepłe, wakacyjne wieczory... A ludziska się pytają: "co masz buba w tym wielkim plecaku?", "Po co ci latem puchowa kurtka w Beskidach?" Nie, nie było mi za gorąco...

Obrazek

Samoloty zaszywają dziury w chmurach.

Obrazek

Zachód słońca dziwnym trafem wypada nie na południu (gdzie panoramę mamy najlepszą), a złośliwie z innej strony ;) Idziemy więc podziwiać kolory nieba za drogą - coś tam nawet majaczy za drzewami.

Obrazek

Obrazek

Po 18 już nikt nie łazi szlakiem. Pusto. Jakoś późnym wieczorem przyjeżdża jednak terenówka, która gra i świeci jak dyskoteka. Robi chyba z trzy kółka po łące. Co chwilę ktoś wysiada, rozgląda się, kręci głową i znów wsiada, jedzie kilkanaście metrów i sytuacja się powtarza. Ostatecznie parkują jakieś 50 metrów od nas. Mam nadzieję, że nie włączą tej dyskoteki co zapodawała wszem i wobec w czasie jazdy. Ale nie.. Wysiadają i rozbijają namiot na środku łąki. Namiot zostaje podświetlony od wewnątrz jakimiś lampami, że świeci jak latarnia. Obok namiotu wbijają rosochaty kij i wieszają na nim trzy kociołki. Po czym stawiają dwa statywy z wielkimi aparatami, a dodatkowo dwie osoby biegają wokół z kamerami, wznosząc okrzyki jakby ich goniło stado wściekłych jenotów. Później zostaje jeden koleś siedzący przed namiotem, jeden statyw i koleś przez pół godziny coś bla bla bla - popełnia przydługi monolog. Po czym wszystko chowają do auta (łącznie z namiotem) i... odjeżdżają. Chyba byliśmy więc świadkami powstawania jakiegoś mrożącego krew w żyłach filmu pt: "zagubieni w głuchej puszczy" ;) Ostatecznie głucha puszcza pozostaje tylko dla nas, z czego cieszymy się niepomiernie, bo nie po to jedziemy w góry, żeby co chwilę dostawać po oczach szperaczem i słuchać jakiejś idiotycznej, pompatycznej paplaniny.

Pijemy herbatkę z dziurawca i liści malin. Oglądamy gwiazdy, które dziś pięknie i masowo wylazły (chyba dwa takie dni były na tegorocznym wyjeździe).

A tak się prezentuje nasz biwak o poranku :)

Obrazek

Obrazek

Dalekie horyzonty przedstawiają się nieco mniej chmurzasto niż dnia poprzedniego.

Obrazek

Toperzowe gacie suszyły się na drzewie, a przez noc pająk w nich zamieszkał.

Obrazek

Idziemy dalej czerwonym szlakiem przez Runek, a potem w dół do Ochotnicy. Czasem nietypowe wiewiórki zasiedlają tutejsze dziuple ;)

Obrazek

Obrazek

Czasem przysiądziemy i zagapimy się w dal.

Obrazek

Schodzimy ścieżkami w stronę wsi. Ciężko się idzie, występują tu strasznie chybotliwe kamienie, co chwilę się przewracamy, a z ciężkim plecakiem człowiek ma bardzo zaburzoną równowagę i z byle powodu leci na pysk jak worek kartofli.

Obrazek

Mam w planie zobaczyć wystepujące tu dwa niewielkie jeziorka - Zawadowskie i Iwanowskie. Niestety bajora wyschły, nie ma nawet młaczki, tylko łąki w tym miejscu. Ponoć w 2018 roku była tam woda - tak nam powiedzieli panowie-smakosze pod sklepem.

W Ochotnicy odwiedzamy sklep i fajny bar, gdzie zjadamy rybkę i po trzy lody włoskie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Nieopodal sklepu, nad rzeką, jest super miejsce, żeby się umyć czy zrobić drobną przepierkę. Stoi tu też menelska ławeczka. Jak widać jest to nieco nietypowe, oddalone podsklepie, gdzie można sobie w spokoju spożyć zakupione wiktuały, patrząc jak płynie woda. Za rzeką stoją dwa domki, jakby przeniesione żywcem ze starych kempingów.

Obrazek

Obrazek

Ścieżka łącząca sklep z ławeczką.

Obrazek

Potem idziemy doliną zwaną Jaszcze. Czasem ucieszy oko jakaś stara, drewniana zabudowa, ale nie ma tego za dużo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Spotykamy też ogromny, zorganizowany rajd Słowaków. Wszyscy mają podobne koszulki. Chyba ze 100 osób. Idą i śpiewają :) Mam wrażenie, że ci na początku śpiewają zupełnie co innego niż ci na końcu, ale i tak prezentują się nadwyraz sympatycznie :)

Zielone łąki pną się pod górę.

Obrazek

Gospodarstwo położone wysoko nad doliną.

Obrazek

Jeden z pogodniejszych wieczorów dziś mamy!

Obrazek

Podchodząc w górę mijamy bacówkę należącą do "Szlaku Kultury Wołoskiej". Teraz to każda buda czy każdy kamień musi być fragmentem jakiegoś szlaku - czy papieski, czy ptasi czy wołoski. Wszystko trzeba upstrzyć tablicami. Im tablica bardziej zasłania krajobraz - tym lepiej.

Tu dla odmiany - "szlak porzuconej infrastruktury łazienkowej". Dla koneserów.

Obrazek

A wracając do chałupy. Z plusów - jest bardzo ładnie położona. Z minusów - jej obecny stan jest mocno ażurowy. Z plusów opiewanych na tablicy - ma ponoć jakąś wyjątkową formę przestrzenną, stąd znalazła się owym szlaku i jest obiektem zachwytów różnych etnografów.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z braku laku pewnie na nocleg by się nadała, acz pewnie większość jej wnętrz cieknie jak durszlak.

Obrazek

Obrazek

Z jednego z pomieszczeń raczej by się nie udało podziwiać gwiazd (z racji na w miarę solidny sufit pięterka), więc może i przed deszczem by się tu ukrył. Szczęśliwie nie musimy dziś tego sprawdzać.

Obrazek

Obrazek

Tuptamy dalej, a kolory krajobrazu robią się przyjemnie ciepłe wieczornie...

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek



cdn