Bazę wypadową mam w Liptowskim Janie. Na początek jadę na parking przy Stanisowskiej Jaskini. Ruszam wzdłuż doliny żółtym szlakiem. Słońca nie ma, ale śniegu sporo.
Gdy kończy się dolina i szlak wbija ostro w las mam pewne problemy orientacyjne. Ścieżki nie widać, a każdy większy odstęp między drzewami wydaje się być tym właściwym. I jest tu mały kłopot, bo Słowacy szlakują nader rzadko. Miotam się, wracam kilka razy do ostatniego widzianego znaczka, ale w końcu łapię dobry kierunek. Po stromym podejściu wychodzę na Stanisowską Przełęcz.
Dobre miejsce na śniadanko..!
Tym bardziej, że mimo lichej pogody, gdzieś tam między chmurami pojawią się Taterki!
Za przełęczą jest trochę polan i znów nie bardzo wiem, gdzie leci szlak. Idę tu, potem tam, w końcu wybieram z wnerwu najszerszą ścieżynę, idę dłuższy czas i szlaku nie widzę, więc wiem, że to „nie ta droga”. Na razie się nie przejmuję, bo dookoła jest całkiem fajnie.
Ostatecznie udaje mi się wrócić na szlak, a właściwie, to szlak sam niespodziewanie pojawia się na mojej drodze. Z żółtego przerzucam się na niebieski, a za chwilę na zielony, którym czeka mnie srogie podejście na Slemę. Wokół cicho i pusto. Widać, że od dawna nikt tu nie zachodził.
W połowie podejścia mijam zrekonstruowany kilka lat temu schron partyzancki.
Dobre miejsce w razie awaryjnej sytuacji. W środku ławeczka oraz platforma na dwóch osób, ewentualnie trzech w ścisku.
Podejście jest strome, szlak prowadzi zakosami. Idzie się dobrze, bo co jakiś czas dzieją się rzeczy interesujące. A to skałka.
A to Taterki.
I nawet Kralova Hola się pokazała!
Znalazło się też miejsce, gdzie Tatry widać było wyjątkowo zacnie.
Gerlach, z tyłu Lodowy zdaje mnie się…
Krywań
Ostatecznie docieram na szczyt Slemä (1514mnpm). Szczyt ma swoją historię, mianowicie w 1944 r., przy bardzo złej pogodzie na szczycie rozbił się radziecki samolot Li-2, na którego pokładzie było 19 osób: 6 Rosjan i 13 Słowaków. Wszyscy oni zginęli. Część wraku nadal pozostała na szczycie, jednak dziś wszystko jest pod śniegiem.
Sam szczyt również oferuje widoki na północ, co w tym wypadku daje możliwość spojrzenia na grań główną między Dumbierem a Chopokiem.
W pierwotnym planie miałem zamiar dość na Ohniste i odszukać tamtejszą kolibę, ale czas już był średni, szlak nieprzetarty i bałem się, że zakopię się w połowie drogi. Podjąłem decyzję o drugim śniadaniu i odwrocie tą samą drogą.
W kolejnym dniu chciałem wbić się gdzieś na grań w zachodniej części pasma dumbierskiego i zobaczyć „co dalej?” Durkova? Latiborska hola? Tja…
Jako, że 2 lata temu zaczynaliśmy z Menel z Liptowskiej Luzni i na grań wbiliśmy na Sedlo pod Skalkou, to tym razem chciałem zobaczyć inny wariant. Pojechałem zatem do przysiółka Magurka. Mega malownicze miejsce położone na końcu świata w gęstym lesie. Kolejnym plusem jest fakt, że szlak dojściowy jest krótszy i daje szanse na sukces. A ja od rana wiem, że będzie kiepsko, bo chmury są nisko, okazjonalnie mży, jest szaro i buro w najgorszym wydaniu. Poza tym jest inwersja, a już na dole jest dość ciepło. Na świerkach próżno już szukać śniegu w takiej ilości jak widziałem wczoraj. No nic ruszam. W lesie jeszcze jako tako, ktoś jakiś czas temu szedł szlakiem, więc widać gdzie iść , natomiast ponad granicą lasu, to już klasyk, czyli kopanie miejscami po uda.
Na wysokości 1300mnpm stoi granica chmur i nic już dziś tego nie zmieni…
Nieco wyżej zima ma się dobrze, wiadomo, tu króluje wiater.
Ja natomiast kopię w śniegu w ramach akcji „od tyczki, do tyczki”.
Ostatecznie wychodzę na grań. Jest szlakowskaz.
Jestem na Zamotskiej holi (1626mnpm)
Cóż, mimo (nie)pogody mam dużo radochy, że oto ja, turystyczny żuczek jestem zimą na grani Tatr Niżnych. Postanawiam zatem wykorzystać moment i ruszam na krótki spacer dla sportu w stronę Durkovej.
Oczywiście sensu większego to nie ma, więc po 15min wracam po swoich śladach. Śnieg kopny, mniej więcej do kolan. Podczas zejścia, gdy znajduję się poniżej wysokości chmur mam na horyzoncie Wielką Fatrę – w chmurach Rakytov.
A inwersja ma się dobrze!
Mam też trochę szczęścia, bo oto na horyzoncie, niczym samotna Nanga Parbat pokazuje się tatrzański Siwy Wierch – jeden z moich niespełnionych celów na Słowacji.
Ja tymczasem schodzę do cywilizacji.
Na dole jest Chata Magurka, która w zasadzie niczym nie różni się od klasycznego schroniska. Przybijam pieczątkę i morale obudowuję klasykiem…
W kolejnym dniu w planach mam szczyt, na który mogę wyjść bezpośrednio z Liptowskiego Jana. Ruszam na Południcę. U mnie bez zmian. Idę dla sportu.
Docieram do sedla Rakytovica. Od kilku minut obserwuję zmianę w otoczeniu. Chmury wyraźnie rzedną, momentami nad sobą widzę za mgła tarczę słońca. Ki Diabeł wodę mącił?
Stoję tutaj jeszcze przez kilka minut no i…mam! Chmury się ulatniają. Widać lazur nieba, a na horyzoncie piętrzą się Taterki! Czyżby?!
Niejaki Baraniec
W takim anturażu, to ja się rozkładam ze śniadaniem!
Na przeleczy stoi taki schron, niestety zaryglowany i zamknięty na kłódkę.
A przede mną stroma, wschodnia ściana masywu Południcy.
Przy takiej pogodzie, to żaden szlak nie jest zbyt stromy. Nasycam się jeszcze chwilę widokami i ruszam.
Po drodze trud podejścia umila całkiem przestronna jaskinia – Kamienne mlieko.
Chmury zdecydowanie rozpraszają się albo suną w dół, w doliny.
Ja tymczasem mam już bajkę, widoczki jak w folderu!
Krywań i Gerlach znów królują na horyzoncie.
Osiągam Prednią Południcę (1479mnpm), która jest wybitnym punktem widokowym na północ, a więc tam gdzie Polska i Tatry.
Moja przełęcz jest nadal w chmurach – poniżej tej hopki na środku kadru.
W wyśmienitym nastroju i pełen werwy ruszam na Południcę (1549mnpm), stąd to około 15min podejścia.
Południca widoki ma kapitalne, może poza tym co stricte na północy, czyli Tatrami, ale to mamy z Prednej Południcy. Tutaj mamy wszystko co na południu, wschodzie i zachodzie. Szczyt to spora polana podcięta z wielu stron wychodniami skalnymi. Szczyt na biwak znakomity!
Zachodnia część Liptowa jest cały czas w morzu chmur, daje to oczywiście fajny klimacik.
A jak chodzi o widoczki, to mamy tu Małą Fatrę…
Stoch i Wielkie Rozsutec
Wielki Krywań oraz Chleb
A to już najbliższa okolica, grzbiet boczny Tatr Niżnych – Sina (1560mnpm)
Nieco dalej na zachód położony Salatin (1630mnpm)
A to dalsza część grzbietu bocznego, za Siną. Bor (1888mnpm) i zwornikowa Polana (1890mnpm) – tam byczyliśmy się z niejakim Menelem w czerwcu 2024r
Na szczycie jest bardzo charakterystyczna i fotogeniczna skałka.
Są też prześwity na Liptów i Tatry.
Boczne grzbiety Tatr Niżnych
Wielka Fatra
Wielki Rozsutec
Biegam po szczycie we wszystkie strony, jest śnieg, jest słońce, są niebagatelne widoki, po ostatnich 2 dniach jestem naprawdę w górskim raju!
Po napstrykaniu fotek we wszystkich kierunkach nie pozostaje mnie nic innego, jak rozsiąść się do drugiego śniadania…
Nasyciwszy duszę i ciało, wracam z powrotem. Trasa ta sama, więc siła rzeczy za chwil kilka znów jestem na Prednej Południcy. Plus taki, że chmury w dolinach się przerzedziły, a Tatry Zachodnie wydają się być na wyciągnięcie ręki…
Łypię też łapczywie w stronę Tatr Wysokich…
Salatyński Wierch, Banówka, Hruba Kopa, Trzy Kopy
Gerlach
Hruba Kopa, Trzy Kopy, Smutna Przełęcz
Baraniec, w głęboki po lewej – Rohacz Płaczliwy
Na koniec wycieczki miałem niczego sobie widok na „mój” Liptowski Jan.
Ostatniego dnia zaplanowałem sobie wizytę w mekce narciarstwa, czyli Chopok. Plus jest taki, że łatwym sposobem, gondolką, dostaję się na 2000mnpm w szybkim czasie. Klimaty narciarsko-snowboard’owe trochę nie moje, a ludzi mega dużo. Ogarniam bilety i logistykę korzystania w gondolki i ruszam. Na dole jest super – piękne słońce, ale grań cała zawalona jest chmurami. Po dotarciu do ostatniej stacji i wyjściu na zewnątrz nie wiem gdzie jest góra, a gdzie dół. Gdzie lewo, a gdzie prawo. Mleko zupełne i widoczność na kilka metrów. Czekam kilkanaście minut, ale niewiele się zmienia. Wchodzę zatem do budynku na śniadanie. Po kilku minutach coś w pogodzie się rusza. Wreszcie wiem, gdzie się znajduje Kamienna Chata!
Widać, że jest duża szansa, że za jakiś czas wszystko się to w końcu przewali i będzie dobrze. Początkowo planowałem próbę zimowego zdobycia Dumbiera, ale zakładałem, że będzie pięknie i że będzie wydeptane. W takim warunie wybieram bezpieczniejszy wariant, czyli idę w kierunku odwrotnym, a więc na Derese (2004mnpm).
Po około 20min robi się już pięknie. Jestem za Deresami, idę w kierunku Polany. Po prawej stronie widziana już wczoraj Sina, na horyzoncie po prawej nasza Babia!
Na szlaku spotykam sympatyczną parę Słowaków, z którą wymieniamy się uprzejmościami…ja im fotkę, a oni mi...
Stąd powoli otwierają się widoki na zachodnią cześć pasma dumbierskiego – Kotliska (1937mnpm) i Chabenec (1955mnpm).
Od Polany ku północy odchodzi masywny grzbiet boczny, ze zwieńczeniem Bór (1888mnpm), w głębi po stronie lewej Mała Fatra (Stoch i Wielki Rozsutec).
Pokręciłem się między Deresami a Polaną, co zobaczyłem, to moje, a teraz czas wracać. Jak byłem w okolicach Deresy, to wszystko było jeszcze w chmurach, teraz jest super. Choć szlak zimowy [po tyczkach] prowadzi poniżej szczytu, to przy takiej widoczności nie mogę sobie odmówić wejścia na 2tysięcznik.
I hop! Jestem!
Chopok, w głębi po prawej najwyższy – Dumbier (2043mnpm)
Po stronie południowej „cała Słowacja” w morzu chmur, na grani i po północnej stronie przepięknie!
Królowa w pełnej krasie!
Krywań, Mięguszowieckie, Rysy, Wysoka, Lodowy Szczyt, Gerlach
Dumbier, na szczycie widać ludzi, a więc sprawa jest do zrobienia. Ja w takim terenie niezbyt obyty zimą, zwłaszcza we mgle. Rano. Gdy nie było pewne czy pogoda „odtaja”, nikt nie szedł w tamtą stronę po prostu trochę speniałem i zdroworozsądkowo odpuściłem Dumbier. Teraz trochę żałuję, choć gdybym znów rano ruszał w mleku, to podjąłbym taką samą decyzję. Next time! PS – w głęboki, po prawej Kralova Hola! (1946mnpm)
Lodowy i Gerlach
Za to na Dumbierze takich widoków na Chebenec bym nie miał!
Schodzę do miejsca gdzie łączy się szlak letni z wariantem zimowym.
I idę tam, moim celem jest kolejny 2tysięcznik – Chopok!
Brzmi groźnie, ale spod Kamiennej Chaty, to 10min spacerku.
Poza dalszą drogą na Dumbier, to Ameryki nie odkryję – widoczki dość podobne.
Szczyt po prawej, to Krakova hola (1752mnpm), w centrum, niższa o 200metrów moja wczorajsza Południca.
Derese, Polana, Kotliska i Chabenec. Po lewej boczny, odchodzący od Kotlisk, południowy grzbiet ogromnej Skałki (1980mnpm)
Derese (2004mnpm)
Klasyk!
Kolejny klasyk!
Cóż, jak do tej pory nie miałem okazji spożywać zimą śniadania na 2tysięczniku z widokiem na Dumbier! Głupio byłoby nie skorzystać - rozsiadam się!
Żegnam widoczki i schodzę… Lodowy, Gerlach, Sławkowski
Schodząc z Chopoka widzę ludzi wracających z Dumbiera, a przynajmniej z idących od strony tego szczytu. Jakoś mam mały wyrzut sumienia, więc i ja postanawiam zrobić sobie krótki spacer w tamtą stronę, widoki za Chopokiem na Dumbier zawsze mi się podobały, ale w zimowej odsłonie, to zupełnie inna bajka.
Po jakimś czasie pokazują się…kamziki! Mam do nich szczęście, zarówno w Tatrach „właściwych”, jak i w tych, Niżnych. Uznaje, że teraz mogę już wracać w doliny. Tak miało być!
Imprezę kończę klasycznie!
Słowacji nie da się nie lubić, zarówno doliny…
…jak i góry, mają tam świetny klimat i zawsze chce się wracać!