W tym roku zatem najbiedniejsza z byłych azjatyckich republik ZSRR, czyli Tadżykistan! Przewodniki zbyt bogate w wiedzę nie są. W necie też zbyt wielu relacji nie ma, ale te które odszukałem były super napisane i wiedziałem, że warto się tam udać.
Od kilku lat zniesiono wizy dla Polaków, tak w Uzbekistanie, jak i w Tadżykistanie. Ponadto od pewnego czasu możemy bezpośrednio w Warszawy dolecieć do uzbeckiego Taszkientu, a stąd w 45min do Duszanbe – stolicy Tadżykistanu. Tadżykistan – wiadomo – ¾ powierzchni kraju, to baaardzo wysokie góry. Pewnie większość odwiedzających jedzie do baz wszelakich i na honorne wspinaczki. Jest tu też słynna „Pamir Highway”, jedna z najwyżej położonych i jedna z najpiękniejszych dróg jezdnych na świecie. Tutaj trzeba nabyć specjalne pozwolenie i ruszyć w tygodniową wyprawę z lokalnym biurem. My natomiast musieliśmy wybrać złoty środek pomiędzy wymaganiami poszczególnych członków familii…
Tak czy inaczej i nam trochę gór udało się liznąć. Już na początku z okien hotelu podziwiamy każdego ranka pasmo otaczające Duszanbe.
Ruszamy na zwiedzanie Duszanbe, większość najważniejszych miejsc w Duszanbe jest zlokalizowana w rejonie Parku Rudaki. Tutaj Parlament Tadżykistanu.
Od kilku lat w Duszanbe widać ogrom inwestycji. Za sprawą władającego od 32 lat autorytarnie krajem E. Rahmona w stolicy dzieje się dużo. Powstają liczne osiedla, masa nowoczesnych szklanych wieżowców czy hoteli o wysokim standardzie. Wszystko ma tu jednak swój orientalny, wschodni sznyt. Jest sporo parków, są szerokie, wielopasmowe arterie miejskie.
Zwiedzanie Duszanbe wypada zacząć od punktu centralnego na planie miasta, a mianowicie od pomnika Ismaila Somoniego [alias Ismail I Samanida - zm. 907r], był to perski, a zarazem tadżycki władca z dynastii Samanidów. W rezultacie jego sukcesów powstało państwo sięgające od południowych wybrzeży Morza Kaspijskiego po Hindukusz i od Syr-darii po środkowo-wschodni Iran. Jego mauzoleum, znajdujące się w uzbeckiej Bucharze, odwiedziliśmy 2 lata temu. Władca tez miał sprawić, iż narodziła się także tadżycka świadomość narodowa. Wraz z E. Rahmonem, Aleksander Wielkim – Iskanderem, należy do trzech najważniejszych postaci Tadżykistanu. Ponoć w miejscu obecnego pomnika, w starych czasach stał pomnik W. Ilicza.
Spacerując deptakiem natrafiamy do monument z herbem Tadżykistanu.
Z tego miejsca, jak z wielu innych w stolicy, dobrze widoczny jest maszt z flagą Tadżykistanu, jest na obecnie jedna z największych flag na świecie.
A oto fotka z biodra, bo ochrona mnie pogoniła gdy podchodziłem bliżej. Jest to Pałac Narodów, czyli siedziba Prezydenta Tadżykistanu. Budowa trwała kilka lat, podobno wymagał przesiedlenia kilkuset rodzin i kosztowała ok 300mln dolarów
Budynek Muzeum Narodowego Tadżykistanu, w środku ok 50tys eksponatów. Obecnie w remoncie.
Powoli, nieśmiało zaczynam podglądać miejscowych…
Kolejny budynek rządowy w okolicach Parku Rudaki.
Podczas dalszego spaceru odnajdujemy pomnik Tadżyckich Pisarzy.
Całość otoczona jest niewielkim parkiem, a w okolicy jest jeszcze postsowiecki odprysk prezentujący wybranych pisarzy.
W niedalekiej okolicy ulokował się meczet Hoji Yaqub, taka namiastka Jedwabnego Szlaku w sercu Duszanbe. Meczet powstał w 1856r, potem wielokrotnie przebudowywany. Jest nazwany na cześć tadżyckiego przywódcy religijnego, który zmuszony był uciec do Afganistanu.
Niedaleko jest Plac Niepodległości Istikol, który został zbudowany przez biznesowego partnera Tadżyków – Chiny. Kompleks wieńczy 121-metrowa wieża. Całość powstała na 30lecie niepodległości republiki.
Plac jest ogromny i daje możliwość aby dobrze rozejrzeć się dookoła, gdzie miesza się to co stare z tym co nowe, to co sowieckie z tym co orientalne.
Centrum kulturalno – towarzyskie Duszanbe skupia się wokół Parku Rudakiego oraz Rudaki Avenue. Tu mieszą się najważniejsze instytucje państwowe oraz modne lokale i knajpki. Ostatecznie podczas naszego spaceru natrafiamy na pomnik samego Rudakiego.
Rudaki (Abdullah Dżafar ben Muhammad - ur. 857r, zm. ok. 941r) – był to perski poeta, uważany za największego twórcę perskojęzycznego swoich czasów oraz za klasyka literatury tadżyckiej. Trzeba tutaj dodać, że język tadżycki, to odmiana perskiego farsi, który zachował wiele archaicznych form gramatycznych i leksykalnych, które zanikły we współczesnej perszczyźnie Iranu.
My natomiast dalej kręcimy się wokół parku.
W pewnym momencie na horyzoncie pojawia się gmach Biblioteki Tadżykistanu.
Jak chodzi o transport po Duszanbe oraz okolicach, to najlepszym wariantem są wszechobecne taxi firmy „Jura”. Minusem jest posiadanie tadżyckiego numer. Ten można zakupić za kilkadziesiąt złotych, zainstalować aplikację Jury i za grosze jeździć po mieście i za miasto. Czasem mieliśmy wrażenie, że w mieście jest więcej taksówek, niż prywatnych furmanek.
Kolejnego dnia znów witają nas „pagórki” nad Duszanbe.
Dziś w planach mamy Twierdzę Hisar. Obiekt położony jest kilkadziesiąt kilometrów od Duszanbe. Po wyjściu z taxi w oczy rzuca się od razu nieco inny świat, niż blichtr Duszanbe.
Twierdza Hisar, to jeden z najlepiej zachowanych zabytków w Tadżykistanie. Liczy sobie ok 2500lat i pochodzi z czasów Cyrusa Wielkiego. Przez stulecia była jedną z najważniejszych fortec na całym Jedwabnym Szlaku. Atakowana wielokrotnie, w tym przez Aleksandra Macedońskiego czy Babura, założyciela dynastii Wielkich Mogołów. Ostatecznie twierdza zarządzali władcy Buchary. Tutaj imponująca brama wejściowa.
W czasach Jedwabnego Szlaku twierdza dawała schronienie całym karawanom. Obecna wersja, odrestaurowana w latach 80’ i 90’, to brama wejściowa oraz potężnego mury obronne, z których roztaczają się ładne widoki na cały kompleks oraz na to co dookoła.
Dziś zapewne niewiele zostało z dawnej potęgi i ogromu twierdzy, ale na pewno warto tu przyjechać.
Tym bardziej, że można poczuć tu klimat wieków minionych.
Na mapach google wypatrzyłem, że wokół twierdzy są też inne zabytki sprzed wieków. Z górnych poziomów twierdzi zlokalizowałem dokładniej.
Jest tu stara medresa i-Kuhna. Bardzo odbiega, to splendoru obiektów w Bucharze i Samarkandzie, ale mimo wszystko klimacik Jedwabnego Szlaku znów wraca.
W pobliskim zagajniku dostrzegam też stary meczet, pewnie cześć całego kompleksu.
W Tadżykistanie, mężczyźni, zwłaszcza ci starszych kultywują tradycyjne nakrycie głowy, jakim jest tiubietiejka. Tutaj podobno nazywana „panama”.
W trakcie pobytu w Uzbekistanie poznaliśmy tradycyjne miejscowe pieczywo, czyli lepioszkę. Super się złożyło, że niedaleko od naszego hotelu była domowa piekarnia tego cuda – smak i zapach pieczywa jaki pamiętam za dzieciaka w latach 80’. A wszystko jeszcze gorące, prosto z pieca, za grosze.
Kolejną atrakcją poza Duszanbe miał być Wąwóz Varzob. Znów Jura wiezie nas kilkadziesiąt kilometrów za miasto. Drogi tu mają niezwykle urokliwe.
Atrakcja okazała się troszkę niewypałem, bo przez długie kilometry prowadziła wzdłuż zabudowań, a na dalszy marsz przy 40stC nie byłem w stanie grupy zmotywować. Może w końcu wyszlibyśmy z miasteczka i byłby spacer wśród tadżyckiej natury. Tym razem się nie udało. Tak więc idąc przez wieś staramy się chwytać, to co inne od Europy.
W Tadżykistanie, w wielu miejscach widzieliśmy przywiązanie do flagi państwowej. Często widoczna jest nawet na najgorszych zadupiach.
Prowincja to nie Duszanbe. Tu czas zatrzymał się dawno temu i zastane obrazki dają poczucie, że odwiedzamy miejsca sprzed setek lat.
A na drugim biegunie tuż obok przejeżdżającego osiołka takie chawiry.
Według opisu z netu szlak miał kilka razy przekraczać rzeką za pomocą rachitycznych mostków, a wieńczyć całość powinien wodospad. Myśmy tam nie dotarli i staraliśmy się łapać to co wokoło.
Ostatecznie po kilku godzinach marszu powróciliśmy tą samą drogą do początku szlaku. Tutaj się okazało, że Jura każe na siebie czekać minimum 30min. W tym momencie wystawiłem dłoń i za 2min jechaliśmy tadżyckim stopem do Duszanbe. Jak to w takich sytuacjach bywa gadka – szmatka i okazało się kierowca służył na Litwie, a to przecież już w zasadzie Polska. Po powrocie do stolicy obiad mógł być tylko jeden…plow!
Po posiłku ruszam jeszcze na mały spacer po okolicy. Jak to bywało w krajach autorytarnych oraz z tzw „sowiecką duszą” na niemal każdym zakręcie możemy natknąć się na wizerunek Emomaliego Rahoma, który pozdrawia swój naród. Mimo, że Tadżykistan, to islam sunnicki, to swego czasu prezydent wprowadził sporo świeckości do działania państwa. Rozprawił się z ugrupowaniami islamistycznymi, a w pewnym momencie zakazał noszenia brody oraz nadawania nowo narodzonym imion arabskich…
I znów lokalna piekarnia z obłędnym zapachem gorących jeszcze lepioszek!
I podkreślanie państwowości.
Kolejnym miejscem wartym odwiedzenia jest Wielki Meczet Duszanbe. Emomali lubi ogłaszać, że w Tadżykistanie jest coś „naj”. Meczet powstał w 2019r i był wówczas…największym meczetem Azji Centralnej.
Meczet w Duszanbe może pomieścić około 135tys wiernych. W 2022r, po otwarciu Centralnego Meczetu w Astanie stracił przydomek „naj”. Tak czy inaczej robi mega wrażenie i podobno ma przypominać wspaniały meczet Szejka Zajida w Abu Dhabi.
Obok meczetu ulokowano ogromną, największą jaką w życiu widziałem, szkołę koraniczną – medresę. Kolos robi niemniejsze wrażenie niż meczet.
Po zwiedzeniu meczetu pokręciłem się jeszcze po Duszanbe losowo wybierając kolejne ulice. Tadżykistan, to najbiedniejsza republika postsowiecka Azji Centralnej. Mimo tego w stolicy rzeczywiście czuć pieniądz, w większości jest to chiński pieniądz. Sama nazwa miasta – Duszanbe – oznacza po prostu „poniedziałek” i wzięła się od bazarów, które odbywały się tu w pierwszy dzień roboczy każdego tygodnia. Kolejną ciekawostką związaną z nazwą miasta, jest to, że w latach 1924 – 1961 miasto to nazywało się po…Stalinabad.
W mieście nie ma pięknych zabytków, nie ma pamiątek z czasów Jedwabnego Szlaku, ale jest ten klimat miksu sowieckości z orientem, który tak lubię.
Na zwiedzenie Duszanbe trzeba poświęcić 2-3dni i to powinno wystarczyć. A co poza stolicą? Oczywiście góry! Tadżykistan kraj wybitnie górzysty. Ponad połowa powierzchni leży na wysokości ok 3000mnpm. W Tadżykistanie znajduje się najdłuższy lodowiec na świecie, leżący poza terenami polarnymi [lodowiec Fedczenki]. Najwyższym szczytem jest oczywiście szczyt Ismaila Somoniego [7495mnpm] – w dawnym czasach znany jako Pik Komunizma. Główną atrakcją dla tych, którzy zawodowo nie parają się wspinaczką jest tu oczywiście Trakt Pamirski [Pamir Highway]. Jest to około tygodniowa eskapada autem 4x4, która rozpoczyna się w Duszanbe, wiedzie przez południowe bezludzia na granicy Tadżykistanu i Afganistanu [przez Chorog, Murgob, Karakul] i kończy się w kirgiskim Osz. Ja z przyczyn rodzinnych nie mogłem sobie na to pozwolić, więc wybrałem opcję zamienną, ale też mega interseującą, a więc atrakcje Gór Fann.
Zanim dotrzemy w Góry Fann musimy przebić się przez Góry Zarafszańskie. Kiedyś trasa między dwoma największymi miastami Tadżykistanu – Duszanbe i Chodżentem – wiodła przez zdradliwą Przełęcz Anzob. Latem i wiosną wiodła ona nad przepaściami okolicznych dolin. Duże jednostki natomiast mały nadrabiać setki kilometrów przez równiny Uzbekistanu. Sytuacja zmieniła na początku XXw, gdy irańska firma wydrążyła w górach tunel o długości ok 5km. Ta inwestycja spowodowała zaoszczędzenie masy czasu. Szkopuł w tym, że tunel wykonano bez należytych standardów, stąd przylgnęła do niego nazwa – Tunel Śmierci. Po kilku latach Irańczycy wrócili i ponaprawiali niektóre niedociągnięcia. Tak czy inaczej, tunel nada w znacznej części jest nieoświetlony, brak w nim wentylacji i notorycznie przecieka. Natomiast droga do tunelu przez Góry Zarawszańskie jest bajeczna!
Podczas jazdy otaczają nas ośnieżone 3tysięczne szczyty, liczne serpentyny, wymijamy sowieckie ciężarówki wiozące urobek z licznych kopalń [w tym złoto], a w dole wąwozy i górskie, spienione rzeki. Miejsce jest niesamowite!
Oczywiście tunel przejeżdżamy w dobrym zdrowiu fizycznym i niezłym psychicznym. Następnie zjeżdżamy w dół na północną stronę i w końcu lądujemy w Górach Fann. Jedną z największych atrakcji tych, jak i całego Tadżykistanu jest jezioro Iskanderkul.
Jezioro uznawane jest za jedno najpiękniejszych w Azji Centralnej, a nazwę swoją wzięło oczywiście od Aleksandra Wielkiego, który w perskim jest zwany „Iskander”.
Iskanderkul jest położone na wysokości około 2200mnpm, ze wszystkich stron otoczone jest szczytami 3tysięcznymi. Niektóre pokryte śniegiem przez cały rok.
Z jeziorem i Aleksandrem Wielkim jest związana legenda. Otóż ten wielki wojownik i wódz miał podczas swoich wypraw wypoczywać nad tym jeziorem. Podczas jednego z postojów w jeziorze miał się utopić ulubiony wierzchowiec Iskandera – Bucephalus. Od tego czas nad brzegiem jeziora można czasem dostrzec przy blasku księżyca pasącego się konia.
Nad jeziorem można oczywiście zanocować. Są tu postsowieckie pensjonaciki, z namiotem też nie ma problemu. Wokół jeziora i okolicy jest kilka tras trekkingowych do wyboru.
My, z przyczyn oczywistych, zawitaliśmy tu tylko z chwilową wizytą, ale i tak było warto. Młodzież zdołała się nawet trochę popluskać…
Po odpoczynku nad brzegiem ruszamy dalej, dziś celem jest dojazd do miasta Pandżakent. Z jeziora powrót jest tą samą drogą [około 25km szutru do drogi głównej].
Nie ma kompletnie na co narzekać, bo widoki są wokół są wspaniałe!
W końcu, po nieco upierdliwej w końcówce , dojeżdżamy do Pandżakentu. Miasto leży pod granicą z Uzbekistanem – około 50km od Samarkandy. Jest dobry punkt startowy do wycieczek w Góry Fann. My wybraliśmy kolejną po Iskanderkul tadżycką „must see”. Jest to wycieczka do tzw „Siedmiu Jezior” [tadż. Haft-Kul]. Całość polega na zwiedzeniu siedmiu górskich jezior malowniczo wkomponowanych w dolinę i otaczające szczyty. Pierwsze z jezior leży na wysokości ok 1800mnpm, ostatnie to ok 2300mnpm.
My jechaliśmy z gościem, który wiózł nas z Duszanbe przez Góry Zarawszańskie, tunel Anzob, przez Iskanderkul do Padżakentu. Toyotka 4x4 to najlepsza opcja na tą trasę. Kierowca zatrzymuje się przy każdym jeziorze i bez stresu można chłonąć otoczenie i pstrykać foty.
Jeziora mają różny kształt, kolor i otoczenie. Kolejne pojawia się co kilka kilometrów jazdy szutrówką.
Po drodze możemy oczywiście podpatrzeć życie w dolinie. Znajduje się tu kilka wiosek, w większości pobudowanych z „gliny i kamienia”. Ludzie, pomimo ewidentnej biedy, są jednak wyjątkowo otwarci i mili.
Oczywiście najbardziej otwarte i ciekawskie są dzieciaki. Przedstawiam kilka miejscowych dam
Po tym bardzo miłym spotkaniu ruszamy dalej…
Raz nawet zdarzyła się taka infrastruktura wodna…
Ogromnym plusem takich miejsc jest to, że możemy podglądać autentyczne życie miejscowych.
My tymczasem pniemy się coraz wyżej, aby zajechać na szóste z jezior.
W ramach „ambitnego trekkingu” trasę między szóstym, a siódmym jeziorem pokonuje my z buta.
Siódme jezioro zaskoczyło… W przeciwieństwie co pozostałych, które są ciche i puste, tutaj jest dużo aut, wszędzie grill, muzyka z magnetofonów i regularne kąpiel w tym górskim akwenie…
Tu zjedliśmy arbuza, popluskaliśmy się, pogadaliśmy z parą z Holandii – aktualnie w trakcie podróży vanem dookoła świata. Mimo zgiełku, to daleko tu do komercji z Morskiego Oka. Fajnie spędzony czas i wycieczka jest na pewno godna polecenia, a kąpiel w górach Tadżykistanu na 2300mnpm bezcenna!
W dół wracamy tą samą trasą.
Jeszcze raz możemy przyjrzeć się tym małym oazom w środku gór, gdzie domy buduje się nadal tak jak setki lat wstecz.
W drodze powrotnej, nad trzecim jeziorem, zatrzymujemy się w knajpce na obiad. Plow w takim otoczeniu smakuje podwójnie dobrze!
Droga miejscami prowadzi wąskim gardłem – z jednej strony strome ściany, z drugiej rwący górski potok, a wokół majestat górskich grani. Po to tu przyjechaliśmy!
A oto niejaki Oghabek, nasz tadżycki kierowca i jego fura! Spoko gość i wart polecenia. Gdyby ktoś kiedyś potrzebował dam kontakt.
Opuszczamy dolinę siedmiu jezior, wspaniałe miejsca i naprawdę trzeba/warto tu przyjechać będąc w Tadżykistanie.
Wracamy z powrotem do Pandżakentu. W następnym dniu mamy czas aby pokręcić się nieśpiesznie po tym mieście.
Gdzieś przeczytałem, że w mieście jest pomnik Lenina. Pogrzebałem w mapach google i okazało się, że Ilicz stoi niedaleko hotelu. Aby było jeszcze bardziej groteskowo, to ponik stoi w małym parczku przed… Instytutem Amerykańskim.
Podobno największy pomnik Lenina w Sowietstanach był właśnie na terenie Tadżykistanu. Cykam fotkę i ruszam dalej. Kieruję się na bazar, więc w zasadzie przejdę przez sam środek miasta.
Tutaj, podobnie jak w Duszanbe, w centrum jest sporo przestrzeni. Są place, parczki, alejki z ławeczkami.
Jest też chwila aby przyjrzeć się lokalnej ulicy, a widoki tam ciut inne od naszych…
Policyjne łapówkarstwo ponoć jest standardem. Nas zatrzymano tylko raz. Kierowca od razu schował cała kasę, która była na widoku. Pogadał z policjantem kilka minut, a następnie stróż prawa wetknął głowę przez okno samochodu i szczerząc się raczej przyjaźnie rzucił – „Welcome to Tajikistan!”
Transport za grosze – mała, łączona marszrutka.
W okolicach bazaru niespodziewanie dla mnie znajduję meczet. Wchodzę na teren świątyni, jest minaret, stara kaplica i nowszy budynek. Na ławeczkach siedzi kilku brodatych starców ze swoimi paciorkami w rękach. Zagadują po angielsku, chwila miłek rozmowy i życzą mi oraz całej mojej rodzinie do trzeciego pokolenia wszelkiej pomyślności.
I Bazar w Pandżakencie, tu można też po dobrym kursie wymienić zachodnią walutę na tadżyckie somoni. Wszelkie produkty niesamowicie tanie – owoce, warzywa, koszulki piłkarskie dla Młodego…oczywiście zawsze się targowałem, ale ąz było mi trochę głupio, gdy za koszulkę piłkarską dla Szymona zbijałem cenę do 10zł [pierwotna ok 13zł]. Na stoisku z przyprawami poprosiłem o konkretną rzecz. Kobieta nasypała mi prawie pół kilo towaru do siatki. Gdy przyszło do płacenia nic ode mnie nie wzięła mówiąc, ze ja jestem gość, a to jest „podarok”…
Rejon bazaru to również świetne miejsce aby trochę pofilować na miejscowych.
Tutaj kasku mieć nie trzeba.
W wielu miejscach, łącznie na butelkach z wodą, są afisze o rocznicy 35lat niepodległości Tadżykistanu, które to republika uzyskała w 1991r.
W miastach, zwłaszcza w centrach tych miast jest już dość „zachodnio”, to się tyczy w głównej mierze Duszanbe. W mniejszych miastach, takich jak Pandżakent też widać bum budowlany i inwestycyjny, ale tu jeszcze stare jest nadal mocno widoczne i miesza się z nowym.