Rowerem po monoklinie przedsudeckiej
: 07-08-2007 20:57
Sobota, 4.08.
Pogoda dosyć stabilna, lekki ochładzający wiaterek, nie za gorąco, kłębiaste chmurki przysłaniające od czasu do czasu słońce. Nadszedł wreszcie ten wymarzony dzień na planowaną wycieczkę rowerową. Wycieczkę jak dla mnie dosyć ekstremalną, bo dotychczas nie przejechałem rowerem jednorazowo więcej niż 40 km. Tymczasem dzisiaj udało mi się wykręcić 87 km. Co ciekawe nie czułem jakiegoś niesamowitego wyczerpania organizmu. No może od 60-tego km było już pewne zmęczenie, ale to tylko kwestia treningu, żeby przesuwać tę granicę w górę. Chyba rzeczywiście pokonywanie długich tras rowerem czy na nogach przy ogólnie w miarę normalnej sprawności, to jest problem bardziej psychiczny niż fizyczny. Muszę przyznać, że spodobało mi się to i przy najbliższej okazji spróbuję złamać granicę 100 km, a potem dalej ja przesuwać. Najwyższy czas zmierzyć sie też z granicą 50 km jednodniowej wędrówki po górach.
Wydaje mi się, że aby pokonać wspomniany problem psychiczny – czyli strach przed ogromnym wysiłkiem, nie należy myśleć ile jest trasy do pokonania tylko po prostu ją pokonywać. Trzeba podziwiać mijane krajobrazy, dać się ponieść swoistemu stanowi euforii i harmonijnego zjednoczenia z przyrodą. Ważne jest jednak aby właściwie ocenić własne możliwości fizyczne, by nie przeszarżować i nie utknąć gdzieś na odludziu będąc zupełnie wyczerpanym.
Tak przy okazji to zauważyłem, że nie doceniałem uroków swojej okolicy. Być może dlatego, że z okien samochodu mniej widać niż z roweru.
Trasa wiodła przez gminy: Duszniki, Pniewy, Chrzypsko, Ostroróg i Szamotuły. Odwiedziłem pięć jezior: Buszewskie, Białokoskie, Chrzypskie, Mormin i Wielkie k. Ostroroga.
Migawki z trasy można zobaczyć tutaj =>
http://picasaweb.google.com/wielkop/RoweremPoMonokliniePrzedsudeckiej
Pogoda dosyć stabilna, lekki ochładzający wiaterek, nie za gorąco, kłębiaste chmurki przysłaniające od czasu do czasu słońce. Nadszedł wreszcie ten wymarzony dzień na planowaną wycieczkę rowerową. Wycieczkę jak dla mnie dosyć ekstremalną, bo dotychczas nie przejechałem rowerem jednorazowo więcej niż 40 km. Tymczasem dzisiaj udało mi się wykręcić 87 km. Co ciekawe nie czułem jakiegoś niesamowitego wyczerpania organizmu. No może od 60-tego km było już pewne zmęczenie, ale to tylko kwestia treningu, żeby przesuwać tę granicę w górę. Chyba rzeczywiście pokonywanie długich tras rowerem czy na nogach przy ogólnie w miarę normalnej sprawności, to jest problem bardziej psychiczny niż fizyczny. Muszę przyznać, że spodobało mi się to i przy najbliższej okazji spróbuję złamać granicę 100 km, a potem dalej ja przesuwać. Najwyższy czas zmierzyć sie też z granicą 50 km jednodniowej wędrówki po górach.
Wydaje mi się, że aby pokonać wspomniany problem psychiczny – czyli strach przed ogromnym wysiłkiem, nie należy myśleć ile jest trasy do pokonania tylko po prostu ją pokonywać. Trzeba podziwiać mijane krajobrazy, dać się ponieść swoistemu stanowi euforii i harmonijnego zjednoczenia z przyrodą. Ważne jest jednak aby właściwie ocenić własne możliwości fizyczne, by nie przeszarżować i nie utknąć gdzieś na odludziu będąc zupełnie wyczerpanym.
Tak przy okazji to zauważyłem, że nie doceniałem uroków swojej okolicy. Być może dlatego, że z okien samochodu mniej widać niż z roweru.
Trasa wiodła przez gminy: Duszniki, Pniewy, Chrzypsko, Ostroróg i Szamotuły. Odwiedziłem pięć jezior: Buszewskie, Białokoskie, Chrzypskie, Mormin i Wielkie k. Ostroroga.
Migawki z trasy można zobaczyć tutaj =>
http://picasaweb.google.com/wielkop/RoweremPoMonokliniePrzedsudeckiej