Wyburzają XIX-wieczną fabrykę lnu w Mysłakowicach!

Technika w Sudetach - zabytkowa jak i całkiem współczesna, ale przede wszystkim kolejowa
Leuthen
stary wyga
Posty: 1664
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Wyburzają XIX-wieczną fabrykę lnu w Mysłakowicach!

Postautor: Leuthen » 01-02-2014 15:06

"Trwa rozbiórka XIX-wiecznej przędzalni zakładów lniarskich "Orzeł" w Mysłakowicach (woj. dolnośląskie). Konserwator zabytków protestuje, bo jego zdaniem zrównanie z ziemią perły architektury przemysłowej jest bezprawne. Właściciel tłumaczy, że budynek groził zawaleniem. Sprawę bada już prokuratura.

Prace i sprzęt rozbiórkowy przy przędzalni już jakiś czas temu zauważyli mieszkańcy Mysłakowic. Początkowo wydawało się, że nowy właściciel przygotowuje teren pod swoją działalność. Jednak sprawą zainteresował się konserwator zabytków.
– Początkowe doniesienia wydawały nam się nieprawdopodobne. Wcześniej kilkukrotnie odbieraliśmy sygnały, że na zabytkowym terenie, w różnych obiektach, prowadzone są różne prace. Jednak nie wszystkie budynki kompleksu objęte są naszą ochroną, dlatego nie zawsze musimy interweniować – tłumaczy Wojciech Kapałczyński, jeleniogórski konserwator zabytków.

"Ewidentna samowola"

Właściciel, wałbrzyska firma zajmująca się handlem złomem i surowcami wtórnymi, miała rozpocząć demontaż budynku nielegalnie.
– Właściciel powinien zwrócić się do nas o zezwolenie na prowadzenie prac budowlanych. Jednak nikt się nie zgłosił, a przędzalnia zaczęła znikać z powierzchni ziemi. To ewidentna samowola. Naszej zgody na to nie ma – twierdzi Kapałczyński. Zgodnie z ustawą o ochronie zabytków bez zezwolenia konserwatora nie można rozpoczynać żadnych działań na obiektach zabytkowych.

Sprzeczne wersje
20 stycznia inspektor wysłany przez konserwatora zabytków pojawił się na terenie zakładów. Tam zastał kierownika budowy, który z polecenia właściciela dokonywał rozbiórki. Budowlańca poinformowano, że działania prowadzone są bez potrzebnej zgody.
– Spisano także protokół z kontroli i w nim znalazł się zapis o tym, że prace należy natychmiast przerwać. Poinformowaliśmy też co grozi właścicielowi w przypadku nie zastosowania się do naszych poleceń – relacjonuje Kapałczyński.
Z właścicielem zabytkowego obiektu nie udało nam się skontaktować. Kilka dni temu, w rozmowie z lokalnym portalem nj24.pl, mężczyzna zaprzeczał wersji konserwatora zabytków. Stwierdził, że rozbiórki nie przerwał, bo dokumentu z nakazem nie otrzymał. Poza tym, według niego, obiekt groził zawaleniem i on musiał temu niebezpieczeństwu zapobiec. Jeleniogórski konserwator zabytków przekonuje, że to nieprawda. – Stan przędzalni nie był rewelacyjny. W części środkowej ugięty był dach i on wymagał prac remontowych. Jednak całość nie groziła zawaleniem, budynek i mury stały – mówi Kapałczyński.


Będą musieli odbudować?
Do jeleniogórskiej prokuratury trafiło już zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. – Otrzymaliśmy zawiadomienie wskazujące na to, że bez zgody konserwatora zabytków doszło do rozbiórki jednego ze skrzydeł byłych zakładów lniarskich. Na razie zwróciliśmy się o pomoc do policji w ustaleniu faktów – stwierdza Violetta Niziołek z prokuratury okręgowej w Jeleniej Górze.

Możliwe, że budynki będą musiały być odbudowane. Wszystko dlatego, że konserwator ma prawo nakazać przywrócenie obiektu do stanu pierwotnego albo najlepszego możliwego. – Właściciel przędzalni będzie przez nas zmuszany do wykonania prac, które pozwolą przetrwać części jeszcze nierozebranej. Nie pozwolimy wywieźć żeliwnych konstrukcji na złom. Czeka nas bardzo poważna walka o zmniejszenie strat – uważa konserwator.

Za świadome niszczenie zabytku prawo przewiduje nawet do 5 lat więzienia"

http://www.tvn24.pl/wroclaw,44/wyburzaj ... 92407.html




Na ten sam temat jest również artykuł Beaty Maciejewskiej w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej Wrocław"

"Beata Maciejewska: Okradli nas z zabytku, trzeba ich ukarać!

Bezprawne zburzenie historycznej przędzalni w Mysłakowicach powinno być przykładnie ukarane. Tylko to może powstrzymać innych od naśladownictwa. Inaczej obudzimy się na kupie gruzów.


Zabytki architektury przemysłowej i techniki są szczególnie narażone na przestępcze niszczenie, ale wydawać się mogło, że 170-letnia przędzalnia w Mysłakowicach jest bezpieczna. Jej wartość historyczna i kulturowa jest ogromna. To jeden z najważniejszych i najstarszych obiektów z początku rewolucji przemysłowej w Europie, tylko w Anglii można oglądać podobne. Na dodatek budynek sąsiaduje z osadą tkaczy tyrolskich, co podnosi jeszcze jego atrakcyjność.

Gdy kilka lat temu upadały Zakłady Lniarskie "Orzeł", dr Piotr Gerber z Instytutu Historii Architektury i Sztuki Politechniki Wrocławskiej, nasz specjalista od architektury przemysłowej, zorganizował międzynarodową konferencję. Przyjechali znawcy, cmokali, zachwycali się, tłumaczyli, żeby pilnować tego jak oka w głowie.

Kura znosząca złote jajka

Wydawało się, że samorządowcy - wójt i starosta - słuchali ze zrozumieniem. Tak, mają kurę, która odpowiednio podkarmiona może znieść złote jajka (Mysłakowice to część parku kulturowego Dolina Pałaców i Ogrodów, mającego szansę na wpis na Listę UNESCO), więc jeśli nawet nie będą umieć się z nią obchodzić, to przecież jej nie zarżną! A nawet gdyby ta edukacja okazała się nieskuteczna, można było liczyć na ochronę spółdzielni przez prawo. Wpis do rejestru zabytków i nadzór konserwatora dawały przędzalni gwarancję bezpieczeństwa. Złudną, jak się okazało.

To, co się od dwóch tygodni dzieje w Mysłakowicach, to taka kpina z prawa, że przechodzi wszelkie pojęcie.

Konserwator już 21 stycznia zawiadomił prokuraturę o popełnieniu przestępstwa. Wcześniej próbował pismami i rozmowami telefonicznymi powstrzymać właściciela, czyli handlującą złomem spółkę Proda-Metal, przed burzeniem zabytku. Bezskutecznie, burzyli dalej. Notabene pod okiem wójta Mysłakowic, który powinien czuć się odpowiedzialny za przędzalnię.

Zabawa w ciuciubabkę
W poniedziałek prokurator Bernadeta Bartkowiak-Soja wszczęła postępowanie sprawdzające (karne dopiero jest przygotowywane), a pod przędzalnią pojawili się policjanci. Właściciel zapewnił, że odstępuje od burzenia (ocalała jeszcze połowa przędzalni), ale we wtorek po południu znowu wysłał koparki, żeby rozwaliły resztę. Nie przejął się policją, przeciwnie, zapytał, czy może kontynuować wywóz żeliwa, z którego wykonana została unikatowa konstrukcja przędzalni. Dowiedział się, że nie wolno mu niczego ruszać. Mimo to pod przędzalnią i tak pojawił się samochód i pracownicy, by zabrać resztki zabytku. Właściciela powstrzymała dopiero interwencja prokuratury, która znów wysłała na miejsce policję. Zabawa w ciuciubabkę nadal jednak trwa i być może, gdy czytacie państwo ten tekst, żeliwne słupy z Mysłakowic postawione za pieniądze pruskiego króla są już w drodze do jakiejś huty.

Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że od tygodnia wszyscy jesteśmy świadkami przestępstwa i nic z tego nie wynika. Jak źle zaparkuję samochód, to mam natychmiast założoną blokadę albo mi odholują wóz. Jak wpadnę na pomysł, żeby podpalić sąsiadowi altankę, to mnie policja wpakuje do aresztu. Jak nie rozliczę się ze skarbem państwa co do grosza (dosłownie), to mnie fiskus zrujnuje. A jak zaświta w mojej głowie, że może by tak rozwalić zabytek, którego wartość dla całego kraju jest bezcenna, to hulaj dusza, konsekwencji nie ma.

Sami pozwalamy, by nas okradano
Tylko wariat lub człowiek przekonany o swojej bezkarności może zdecydować się na takie pogwałcenie prawa jak w Mysłakowicach. Nie sądzę, żeby właściciel przędzalni był wariatem. Jestem za to przekonana, że wszyscy, którzy mają zabytki, będą patrzeć na rozwój tej sprawy. Jeśli sprawca nie zostanie surowo ukarany, zapalimy zielone światło dla tych, którzy chętnie by korzystnie spalili albo rozebrali swoje pałace czy fabryki, żeby sprzedać działkę pod jakiś blaszany hipermarket lub apartamentowce. Po co ładować pieniądze w ruiny na Wzgórzu Partyzantów, jak można by tam wystawić wille dla bogaczy? Po co trzymać gruz na Chojniku, skoro to takie świetne miejsce na hotel?

Zabytek ma dwóch właścicieli - tego zapisanego w księgach wieczystych i całe społeczeństwo. Godząc się na takie praktyki, pozwalamy na to, by nas brutalne okradziono. Dlatego jesteśmy zobowiązani do reakcji (Mysłakowice już reagują, tamtejsi mieszkańcy oraz fundacja Doliny Pałaców i Ogrodów składają, niezależnie od konserwatora, zawiadomienie o przestępstwie). Tylko społeczna kontrola i nieuchronność surowej kary zapewni naszemu dziedzictwu kulturowemu w miarę skuteczną ochronę. Konserwator wojewódzki wystąpi w sprawie Mysłakowic jako oskarżyciel publiczny. Ale tak naprawdę to rola dla nas wszystkich."

http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,3577 ... a_ich.html

Awatar użytkownika
Hazmburk
stary wyga
Posty: 1057
Rejestracja: 19-11-2012 21:51

Postautor: Hazmburk » 01-02-2014 17:30

Zabytku oczywiście szkoda, tym niemniej ta "kura znosząca złote jajka" lekko mnie rozbawiła... Ilu mieszkańców Dolnego Śląska miało świadomość walorów zabytkowych tego obiektu, zanim wybuchła afera związana z jego wyburzaniem? Pewnie sama Beata Maciejewska nie miała o tym bladego pojęcia. Dopiero w trakcie pisania cyklu swoich artykułów na ten temat zasięgnęła opinii dra Piotra Gerbera z Instytutu Historii Architektury i Sztuki PWr i teraz powtarza jego słowa...

Swoją drogą, o jakiej "osadzie tkaczy tyrolskich" ona pisze? Tyrolczycy przybyli w XIX wieku do Mysłakowic nie zajmowali się tkactwem, a utrzymywali głównie z rolnictwa (hodowla bydła, uprawa roli, ogrodnictwo). Fabryka w Mysłakowicach powstała przede wszystkim dla tkaczy śląskich, aby podnieść rentowność ich wyrobów na europejskim rynku.

Nie chciałbym być pesymistą, ale prawdopodobnie hala dalej popadałaby w ruinę, aż do samodzielnego zawalenia. Można byłoby oczywiście zrobić coś w rodzaju parku kulturowego w tym miejscu (gorąco przyklasnąłbym takiemu pomysłowi), ale na to potrzebne są ogromne pieniądze. Tak samo (a może jeszcze bardziej) warto by było poddać renowacji i wypromować kolonię tyrolską przy ul. Daszyńskiego oraz zabytkowe osiedle domków robotniczych powstałych wraz z tkalnią (o tym drugim też pewnie mało kto słyszał spośród "przeciętnych Dolnoślązaków"). Mysłakowice to w ogóle wyjątkowa miejscowość, całość mogłaby tworzyć coś w rodzaju "żywego skansenu", z wieloma atrakcjami dla turystów (tymczasem większość turystów omija ją w drodze do Karpacza lub Kowar). Większość zabytków jeszcze jest. Jednak gmina na pewno nie udźwignęłaby takich wydatków, do tego potrzebne są środki z budżetu centralnego lub samorządowego wyższego szczebla. Te z kolei mają "ważniejsze" wydatki na głowie. Sam Dutkiewicz torpeduje możliwości zwiększenia puli pieniędzy na lokalne zabytki, dogadując się na przykład z prezydentami innych miast, aby pieniędzmi z likwidowanego specjalnego funduszu na rzecz Krakowa dzieliły się wyłącznie duże miasta.

Nota bene, "Gazeta Wyborcza" lubi podgrzewać nastroje antyspołeczne. Teraz dowiadujemy się, że winni za ten stan rzeczy w Mysłakowicach są głównie wójt i starosta, tymczasem zabytkową halę rozebrała firma z Wrocławia, o czym w artykule nie ma nawet wzmianki.

Reasumując, wciąż myślimy o wykorzystaniu naszych zabytków, porównując się ze światem, a finansujemy na poziomie polskim. A tak się, niestety, chyba nie da...


Wróć do „Sekcja Industrialno-Kolejowa”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość